sobota, 6 maja 2023

Zrobiłaś to, Mała - bonus

 Taka drobna niespodzianka 😘

Przejść przez ogień - (Walk Through Fire) - bonus

Kristen Ashley

Zrobiłaś to, Mała

Millie

 

- Dziewczyno, nie przymierzam żadnych Valentinos – oświadczyła Elvira.

- Vira, te są niesamowite - odpowiedziała Gwen, stojąc obok miejsca, gdzie Elvira siedziała w dziale obuwia Nordstrom (a nawiasem mówiąc, Gwen miała na sobie parę brązowych czółenek Prady, które zabrała do wypróbowania) - Musisz je przymierzyć.

Patrzyłam, jak oczy Elviry się skupiły.

- Gwen, Hawk nie płaci mi minimalnej stawki za zaganianie jego komandosów. Ale też nie niebotycznie. I wiesz, że mam ścisłą politykę miesięczną co do wydatków na buty.

Gwen otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zrobiła tego, kiedy Elvira uniosła dłoń swoimi ostrymi, zakończonymi szponiasto, wypolerowanymi platyną paznokciami, potrząsając uniesionym do góry palcem wskazującym w stronę Gwen przy każdym kolejnym punkcie, który wymieniała.

- Jedna torebka, jedna para butów, jeden strój lub jeden gratis w Charming Charlie lub Francesca miesięcznie. Bez dodatków. Bez wyjątków - Opuściła rękę i powiedziała prawie szeptem, który wciąż słyszałam z daleka, głównie dlatego, że słuchałam ze wszystkich sił - Z wyjątkiem sytuacji, gdy pojawiają się nowe kolekcje wiosenne i jesienne. Wtedy mogę zaszaleć.

- Kupiłaś parę butów w tym miesiącu? – zapytała przyjaciółkę siedząca obok Elviry Mara.

- Tak. Turkusowe Joies. Pierwszego dnia miesiąca – odpowiedziała Elwira.

- Są gorące - zadekretowała Tabby, sprawdzając wyświetlacz Manolo.

- Wiem, dlatego są moje – odpowiedziała Elvira.

Tabby uśmiechnęła się do Lanie, gdy Camille zauważyła - Masz też ten pierścień z wężem Johna Hardy'ego.

- Co? - Malik, stojący za moimi plecami, cicho zadudnił.

- Cicho - uciszyłam Malika.

- Cicho - Elvira uciszyła Camille - Węże się nie liczą. Mogę kupić tyle węży, ile chcę.

- To wyjątek - zauważyła Tess.

- Technicznie tak. Jak John Hardy robi nowego węża, ustąpię – powiedziała Elvira Tess.

- Tylko mówię - wtrąciła Tyra, sadowiąc się na kolanie na wolnym miejscu po drugiej stronie Elviry, ubrana w buty Weitzmana z paskiem na kostce z frędzlami, które również przymierzała - zrobiłaś jeden wyjątek, możesz zrobić kolejny.

– Te buty kosztują prawie dziewięćset dolarów – odparła Elvira.

- Kopniesz się, jeśli ich nie przymierzysz, a potem wrócisz w przyszłym miesiącu i już ich nie będzie – wtrąciła Tracy.

- Czy ja mówię do siebie? - Elvira zapytała szeroko obszar z butami, a następnie skierowała wzrok na Tracy – Kosztują dziewięćset dolarów. Zarabiam przyzwoite pieniądze, ale mój facet to glina. Co oznacza, że ma broń i wie, jak jej użyć. Jak wrócę do domu z większą ilością zakupów niż przydzielone w tym miesiącu, a jego głowa eksploduje. W takim przypadku miałabym nadzieję, że nie zdetonuje mojej, zanim to zrobi. I, mówiąc tylko, podoba mi się jego głowa taka, jaka jest, szczególnie jego usta.

Kiedy wszystkie dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, Elwira skończyła.

– I ma dobre oczy.

Była skąpa.

Malik miał wszystko dobre.

Usłyszałam za sobą chichot, który powiedział mi, że Malik był rozbawiony słowami swojej kobiety.

Ale zaczynałam panikować.

Odwróciłam się do niego, zaczynając - To nie jest zabawne. Ona nie zamierza...

Przestałam mówić w połowie zdania, kiedy zobaczyłam nieoczekiwaną (i niepożądaną) postać Tacka stojącego obok Malika. Widziałam też, jak Logan szedł wokół Malika do mnie, gdzie chowałam się za kolumną (z Malikiem). A reszta Chaosu – nie żart, cały Klub – gromadził się wokół nas.

Nie powinno ich tu być!

Zamierzali zepsuć niespodziankę!

- Co u licha? - syknęłam.

Logan pochylił się, celując w pocałunek na mojej szyi, którego oczywiście odmówiłam, odsuwając się (za późno, poczułam jego usta –poczułam też swoją złość, co nie znaczyło, że nie podobało mi się uczucie dotyku jego ust).

Kiedy się podniósł, zamknęłam mu oczy.

- Co ty tutaj robisz? - zażądałam wiedzieć.

– Myślisz, że mogliśmy to przegapić? - zapytał.

Rozumiałam go. Całkowicie zrozumiałam.

Jeśli Elvira przymierzy te cholerne buty, to będzie to coś wielkiego. Kolosalnego. Epickiego.

Niesamowitego.

Nikt nie chciałby tego przegapić.

Zaplanowałam to w ten sposób.

Ale oni zamierzali spieprzyć to, stado motocyklistów kręcących się po dziale obuwniczym Nordstrom.

Kolumna mnie ukrywała. Ledwo zakrywała Malika, skoro był taki wysoki i szeroki. Nie było mowy, żeby ukryła cały Klub Motocyklowy.

– Jak ona cię zobaczy, zepsujesz niespodziankę – warknęłam ściszonym głosem.

- Kotku, Vira jest w dziale butów w Nordstrom. Każdy brat Chaosu w całym Stanie oraz ci, którzy nie żyją, mogliby powstać, moglibyśmy urządzić imprezę, a ona by tego nie zauważyła – zauważył Tack.

Musiałam przyznać, że to mogła być prawda.

- Cóż, bądźcie cicho i nie rzucajcie się w oczy – rozkazałam, poddając się.

Tack uśmiechnął się do mnie.

Prychnęłam na niego i spojrzałam na Logana.

On też się do mnie uśmiechał.

Dlatego też posłałam wkurzoną minę na jego kierunku.

Jego uśmiech stał się większy.

Cokolwiek!

– Widzicie, Hawk nie dostał rozkazu bycia niepozornym - Usłyszałam mamrotanie Jokera i zwróciłam na niego uwagę tylko po to, by obrócić się w kierunku, w którym patrzył.

A po drugiej stronie działu obuwniczego, niecałe dziesięć kroków od Elviry i jej dziewczęcego gangu, zauważyłam Hawka Delgado, męża Gwen, szefa Elviry. Stał oparty o swoją kolumnę i wcale nie zachowywał się dyskretnie.

Co gorsza, porucznicy Mitch Lawson i Brock Lucas kręcili się tam razem z nim z rękami skrzyżowanymi na piersiach, oczami utkwionymi w dziewczęcym gangu, wykrzywiając usta wyczekującymi uśmiechami, od których na pierwszy rzut oka zmoczyłyby się majtki każdej kobiety. Wiedziałam o tym, bo byłam wkurzony, a to właśnie działo się z moimi.

Wszystko, co Elvira musiała zrobić, to spojrzeć przez ramię i wszystko byłoby stracone.

A Elvira patrzyłaby w ten czy inny sposób. Pomiędzy Chaosem a brygadą komandosów/policjantów było wystarczająco dużo gorąca facetów, które unosiło się wokół, by, chcąc nie chcąc, stopić marmur.

Do diabła z tymi mężczyznami!

- Jak moja kobieta nie kupi tych butów, wracam do domu i garbuję jej skórę - Usłyszałam mamrotanie Tacka.

Buty, które przymierzała Tyra, były gorące, nie było co do tego wątpliwości. I zawsze miło było wiedzieć, że mężczyzna doceniał dobre buty.

Mimo to mówił, a oni wszyscy bawili się moim dobrze zaaranżowanym układem, więc rzuciłam w jego stronę złe spojrzenie.

- Jak myślicie? - Usłyszałam wołanie Carissy i ponownie zwróciłam się w stronę akcji. Odeszła niedaleko grupy i trzymała srebrzysto złoty but na szpilce, ozdobiony paskami i ćwiekami – Myślicie, że Jokerowi by się to spodobało?

– Jezu, kurwa – warknął Joker.

To była odpowiedź.

Potwierdzająca.

- Tak - Gwen, Tess, Mara, Tyra, Tabby, Lanie, Camille, Tracy i Elvira powiedziały jednocześnie.

Tak! Krzyknęłam w swojej głowie.

– Dobra odpowiedź, bracie – mruknął Hound.

Widzicie?

Odwróciłam się do chłopców, podnosząc rękę i tnąc nią w dół - Możecie się uciszyć?

Chłopaki albo uśmiechali się do mnie, albo do siebie.

Spojrzałam na Malika.

– Wszystko w porządku, kochanie – powiedział swoim miodowym głosem.

- W porządku, Malik - powiedziałam głosem dziewczyny-w-transie (często zdarzało się to po tym, jak Malik przemówił do mnie bezpośrednio… lub pośrednio, jeśli o to chodziło).

Logan objął mnie ramieniem.

Ach, do tego należałam.

Spojrzałam na niego.

On też się uśmiechał.

- Daj jej sześć i pół. I siódemkę, tak na wszelki wypadek – poleciła Gwen sprzedawcy obuwia, który miał na imię Raul. Wiedziałam o tym, ponieważ znałam Raula i wszystkich w dziale obuwniczym Nordstrom, a nie tylko dlatego, że ja też tam robiłam zakupy.

Ci pracownicy dyżurni również znali program, ale znacznie lepiej radzili sobie z ukrywaniem go.

Raul odbiegł.

– Co powiedziałam, Gwen? - spytała gniewnie Elwira.

Gwen machnęła ręką przed twarzą - Przymierzenie ich nie boli.

- Czy kiedykolwiek założyłam parę Valentino, których nie kupiłam? - zapytała ostro Elwira.

- Te klapki - natychmiast odpowiedziała Lanie za Gwen.

- Kiedykolwiek założyłam parę szpilek Valentino, których nie kupiłam? - Elvira poprawiła swoje pytanie, wyrażając je nie mniej ostro, patrząc teraz na Lanie.

Lanie wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.

- Tutaj są! - wrzasnął Raul, pędząc w stronę gangu dziewczyn o wiele za wcześnie, wymachując dwoma pudełkami po butach Valentino.

- Szczęście się skończyło – szepnęłam z rozpaczą - Żaden sprzedawca nie wpada na zaplecze działu obuwniczego Nordstrom i nie wraca w minutę. Tam są mile krainy czarów! Ona na pewno to rozgryzie.

- Zrelaksuj się - szepnął Logan do mojego ucha.

Nie zrelaksowałam się. Patrzyłam z niepokojem, jak brwi Elviry zbiegły się, kiedy Raul zatrzymał się przed jej fotelem i natychmiast opadł na kolano.

– Po prostu pozbądźmy się tego – powiedział, ściągając czółenka Elviry na platformie i odrzucając je na bok, jakby to nie był Louboutin.

Przełknęłam ślinę.

Elvira wyglądała, jakby się denerwowała.

- Bądź spoko. Bądź spoko. Zachowaj spokój, Raul - skandowałam pod nosem.

Usłyszałam chichot Logana.

Uderzyłam go łokciem w brzuch.

Usłyszałam, jak Logan przełknął chrząknięcie przez chichot.

Stłumiłam sfrustrowany krzyk.

Wyrzucono pokrywa pudełka. Zaszeleścił papier. Następnie Raul wydobył odważne błękitne czółenka bez palców na platformie z lakierowanej skóry.

Przełknęłam kolejne westchnienie (tym razem z powodu buta, to było dzieło sztuki).

Tak samo jak gang dziewczyn. Słyszałam je.

Raul włożył jeden.

Wstrzymałam oddech.

Raul włożył drugi.

Wyciągnęłam jedną rękę, by chwycić czubki palców Logana.

Jego owinęły się wokół moich.

Drugą rękę wysłałam w poszukiwaniu Malika. Moje palce musnęły jego i poczułam, jak jego duża, ciepła dłoń zamknęła się wokół mojej.

- No to idziemy. Przespaceruj się – zasugerował Raul, odskakując od Elviry z podekscytowaniem większym niż spowodowałaby ewentualna wyprzedaż butów Valentino i podnosząc się.

Uścisk Malika stał się mocniejszy.

Moja klatka piersiowa zaczęła płonąć.

Elvira wstała.

- Coś kłuje mnie w palec u nogi - stwierdziła.

Poczułam, że moje oczy zaczynają piec.

- Co? To niemożliwe – oświadczył Raul.

– Cóż, czuję to – odparła Elvira. Podnosząc przed siebie prostą nogę, obejrzała but - Widzę to. To jest dokładnie...

Ścisnęłam dłoń Malika i szepnęłam - To wszystko, mój człowieku, teraz ty wchodzisz.

Puścił mnie.

Gang dziewczyn okrążył Elvirę, nie za blisko, nie za daleko, nikt nie odcinał jej dostępu do Malika.

Szedł w jej stronę.

Poczułam, jak chłopcy zebrali się bliżej mnie.

Hawk, Mitch i Brock podeszli do foteli.

– Słodki Jezu – wyszeptała Elvira, wbijając wzrok w but.

Moje oczy piekły bardziej.

Głowa Elviry odskoczyła do tyłu, jej stopa opadła, a jej palce z platynowymi szponami zbliżyły się do jej ust, gdy wypatrzyła Malika.

Podszedł do niej i natychmiast opadł na kolano.

Usłyszałam kilka jęków, w tym jeden mój.

Patrzyłam, jak Malik odwiązuje cienką, satynową wstążkę, która trzymała niezwykły, wykonany na zamówienie pierścionek zaręczynowy z diamentem o szlifie poduszkowym, do wspaniałej kokardki charakterystycznej dla Valentino.

Ale pozostał na kolanie, odchylając głowę do tyłu.

Uniósł pierścionek między dwoma palcami.

Pociągnęłam nosem.

Ramię Logana zacisnęło się, a ja zostałam przesunięta przed niego, gdy owijał je wokół mojej szyi.

– Co ty na to, mała? - Gładki, głęboki głos Malika owiał się po dziale obuwniczym Nordstrom, kojąc swoją kołysanką każdego w zasięgu słuchu – Masz ochotę spędzić ze mną wieczność?

Elvira stała zamrożona, wpatrując się w swojego mężczyznę, wciąż trzymając koniuszki palców przy ustach.

Znów wstrzymałam oddech.

I poczułam spadającą łzę odpowiadającą tej, której kroplę zobaczyłam wyciekającą z jej oka.

- Mała - wyszeptał Malik, podnosząc się.

On też ją zobaczył.

Elvira upadła w jego ramiona.

Wydałam z siebie słyszalny szloch.

Drugie ramię Logana owinęło się wokół mnie.

- Wezmę to za tak – powiedział Malik.

Tylko głowa Elviry odskoczyła do tyłu.

- Mogę kupić buty? – zapytała z płaczem pełnym emocji.

Malik uśmiechnął się.

Poczułam piękny ból chichotu przedzierającego się przez łzy.

- Absolutnie – odpowiedział Malik.

Ciało Elviry wyraźnie drgnęło, gdy ponownie oparła się o swojego mężczyznę.

Cały czas się trzęsła, a Malik mocno ją trzymał, kiedy wszyscy ruszyliśmy do przodu. Wszyscy, w tym niektórzy klienci, którzy w ogóle nie znali naszej rodziny, byli po prostu na radosnej przejażdżce.

– Przestaniesz ryczeć na na tyle długo, żeby mężczyzna mógł założyć błyskotkę? - W końcu zawołał Big Petey, a śmiech w jego głosie zabrzmiał tak głęboko, że aż zadrżał.

- Tak - Usłyszałam stłumione, dochodzące od Elviry - Tak - Zrobiło się głośniejsze, gdy Elvira oderwała twarz od piersi Malika.

Wielokrotnie uderzała dłonią w jego klatkę piersiową z każdym kolejnym - Tak, tak, tak!

Malik założył pierścionek. Pasował (tak, tak, był powód, dla którego Elvira nakręciła się na ten pierścionek Johna Hardy’ego).

Po radosnych westchnieniach, które nadeszły, gdy Elvira studiowała symbol pięknej przyszłości, Malik wyraźnie skończył z dawaniem Elvirze jej czasu na reakcję.

To był czas Malika.

Wiedziałam o tym, kiedy wziął ją w ramiona, pochylił głowę i położył na niej długi, mokry pocałunek.

A kiedy mówiłam długi, miałam na myśli dłuuuuuuuugi.

I mokry.

Miłe.

Trwało to przez „ooo” i „ah”, a potem pohukiwania i wilcze wrzaski.

A Malik ledwie podniósł głowę, kiedy wszyscy opadliśmy ich jak szarańcza.

Było to w czasie, gdy personel Nordstrom rozdawał schłodzonego szampana w delikatnych kieliszkach, które zaaranżowałam (i ustawiłam na srebrnych tacach z truskawkami w czekoladzie, ulubionymi przysmakami Elviry – w ilości wystarczającej dla rodziny, personelu i przypadkowych klientów), kiedy zdałam sobie sprawę, że przez te wszystkie łzy i chichoty, przytulania, uściski dłoni i wspólne szczęście, Hawk nie podszedł.

Odwróciłam głowę w jego stronę i zobaczyłam, że stał odsunięty, Gwen była przytulona do jego boku i jego żona rozmawiała z ożywieniem z Lanie (nadal mając na sobie Prady, które najwyraźniej zamierzała zabrać do domu).

Ale jego oczy były skierowane na Elvirę.

Spojrzałam na Virę.

Patrzyła na Hawka.

Poczułam, jak zrobiło mi się ciepło w brzuchu, gdy moje serce ścisnęło się.

Wiedziałam, że Hawk Delgado miał dwóch braci, grupę siostrzenic i siostrzeńców, mamę, tatę, żonę i troje dzieci.

Widząc to spojrzenie między nimi, wiedziałam też, że Hawk miał jedną siostrę.

Moje oczy znów zrobiły się mokre.

- Zrobiłaś to, mała.

Głos Logana w moim uchu odciągnął moją uwagę od tego momentu, który dzielili Elvira i Hawk.

Dałam ją mojemu mężczyźnie.

- Doskonale - dopowiedział.

Poczułam swój delikatny uśmiech i zakołysałam się do Logana.

Wziął mój ciężar, ale zwróciłam wzrok na Malika.

Zajęło to chwilę. Miał inne rzeczy do roboty, jedną z nich było trzymanie swojej nowej narzeczonej, jakby nigdy nie zamierzał jej puścić (a podejrzewałam, że tego nie zrobi) i przyjmowanie gratulacji od ludzi, których znał i od ludzi, których nie znał.

Ale w końcu jego ciepłe, brązowe oczy spoczęły na mnie.

Uśmiechały się.

Tak.

Ja to zrobiłam.

Zorganizowałam idealne oświadczyny.

Absolutnie.

Teraz . . .

Ślub.

 

The End

.

zapraszam na:

https://www.wattpad.com/story/376056399-rough-ride-pl




środa, 3 maja 2023

EPILOG - Dzisiaj nie jest inaczej

 

EPILOG

Dzisiaj nie jest inaczej

High

 

- Na pewno chcesz to rozegrać w ten sposób?

High tylko skinął głową w odpowiedzi, stojąc tylko z Tackiem i Houndem w pokoju wspólnym Kompleksu, kiedy Tack zadał to pytanie po tym, jak High powiedział mu, jak chciał, żeby sprawy się potoczyły.

Tack przyglądał mu się przez chwilę.

Potem powiedział - Twoja decyzja, High.

High spojrzał na niego, a potem na Hound’a.

To było skończone.

Powiedział więc - Muszę obejrzeć dom.

Powiedział to tak, jakby wolał dobrowolnie zostać przykręcony do żelaznej dziewicy, co mówiło wszystko, co czuł.

Usta Tacka zadrżały.

Hound uśmiechnął się szeroko.

– Później, bracia – mruknął High i kiwając im brodą, odszedł.

*****

Tack

– Rozegramy w to w ten sposób?

Hound zadał to pytanie, gdy tylko drzwi do Kompleksu zamknęły się za High’em.

Tack oderwał wzrok od drzwi i spojrzał na Hound’a.

- Twoja decyzja, Hound.

- Dotarli do Zadie, zabrali Millie - Hound powiedział mu coś, co wiedział.

Tack nie odpowiedział, ale wiedział, dokąd prowadzi Hound.

- Poczują ból - powiedział cicho Hound.

Wiedział, że właśnie tam prowadził Hound.

- High wybrał prawą ścieżkę. To właściwa droga. Ale znam cię, bracie, twoja ścieżka zawsze była twoja własna – odparł Tack.

- W naszym świecie, kiedy krzywda wyrządzona naszemu bratu, sprawiedliwość nabiera innego znaczenia - powiedział mu Hound.

Tak.

Ścieżka Hound’a zawsze była jego własną.

– Rozumiem cię – odparł Tack.

- Jestem indywidualistą w tej sprawie, Tack. Klub pozostaje czysty.

Tack odwrócił się do niego całkowicie, potrząsając głową - Nie, bracie. Jesteśmy zawsze po twojej stronie.

Hound przez chwilę patrzył mu w oczy, zanim wyszeptał – Nie tym razem.

Zanim Tack zdążył coś powiedzieć, Hound odszedł.

Nie był pewien, czy to było dobrze, czy źle. Wiedząc to, co wiedział teraz, zastanawiał się, czy Hound lubił jeździć na krawędzi, bo to sprawiało, że coś czuł, kiedy wiedział, co chciał czuć, co chciał mieć, czego nie mógł czuć i czego nigdy nie będzie miał.

Tack był pewien, że Hound się mylił.

Mógł myśleć, że był indywidualistą.

Ale bracia Hound’a będą go wspierać.

Zajął stołek przy barze i wyciągnął telefon.

Wykonał kilka telefonów.

I sprawił, że tak było.

*****

High

Ze wszystkimi swoimi dziewczynami w pickupie, High zwolnił i zatrzymał się przy krawężniku przed domem, który Millie znalazła w Internecie.

Pochylił się i wyjrzał przez okno Millie na pochyłość, na monstrum siedzące nieznośnie dumnie na swojej ogromnej parceli w Denver’s Highlands, z widokiem na miasto.

Jezu.

Nie było pieprzonej mowy.

- To jest jak… jak… lepsze niż zamek - westchnęła Zadie z tylnego siedzenia.

Gówno.

- To jest niesamowite! - zapłakała Cleo, również z tylnego siedzenia.

Chryste.

Usłyszał, jak otwierają się drzwi, wyczuł, jak jego dziewczyny wyskakują z zapałem, ale jego uwagę przykuła Millie, która oglądała dom, ale teraz powoli odwróciła głowę w jego stronę.

Złapał spojrzeniem jej twarz, twarz, w której zakochał się ponad dwie dekady temu, twarz teraz promieniującą z podniecenia.

Kurwa.

Bez słowa odwróciła się z powrotem do swoich drzwi, otworzyła je na oścież i praktycznie wypadła z nich w pośpiechu, by wyjść przez nie i pójść chodnikiem do miejsca, gdzie agent nieruchomości stał na pieprzonej werandzie i czekał na nich.

High westchnął, wychylając się z pickupa, podszedł do maski i zatrzymał, by spojrzeć na dom, teraz z niezafałszowanym widokiem.

Millie pokazała mu opis ze zdjęciami. Na zdjęciach było wystarczająco źle. W rzeczywistości było gorzej.

Wiedział jednak, że dom został zbudowany w 1903 roku i w ciągu ostatnich dwóch lat odrestaurowano go od dachu aż po fundamenty.

Dom miał otaczającą go werandę z włoskimi kafelkami. Miał pięć sypialni. Miał sześć łazienek. Miał salon, ogromną kuchnię, maślarnię (cokolwiek to kurwa było), jadalnię, pokój rodzinny, gabinet i pieprzoną bibliotekę. Miał też odnowioną powozownię z tyłu, gdzie Millie mogła umieścić swoją pracownię. Co więcej, stał na ogromnej działce, co wymagałoby od niego zakupu kosiarki samojezdnej, bo za cholerę nie miał zamiaru pchać kosiarki po tym trawniku. Zajęłoby mu to dwa dni.

To było majestatyczne. To było z klasą.

To było ostentacyjne.

To nie było miejsce, w którym mieszkałby motocyklista.

Nie było mowy, do cholery.

Jego oczy powędrowały od domu do córek biegnących po schodach w kierunku agenta, jak jego kobieta podążała za nimi, jej tyłek kołysał się z podekscytowania w butach na wysokich obcasach.

Patrzył, jak Millie wychodziła na taras i ściskała dłoń agenta.

Potem patrzył, jak Clee-Clee chwyciła ją z jednej strony, Zadie złapała ją za rękę z drugiej, a Zadie była tak nieprzytomna z radości, że podskakiwała w górę i w dół, ciągnąc tak Millie, że zabierała ze sobą jego kobietę.

Millie to nie przeszkadzało. Po prostu uśmiechnęła się do jego córeczki tak ogromnie, że High mógł to zobaczyć aż z ulicy.

O tak.

Kurwa.

Spojrzał z powrotem na dom.

Każda z jego dziewczynek mogła mieć własną sypialnię, Millie mogła mieć pokój gościnny, a także swój pokój ze śmieciami.

Piwnica była wykończona, więc High też mógł mieć swoje własne miejsce.

Co więcej, był tu garaż na trzy samochody, miejsce na jego pickupa, jej SUV’a, wszystkie jego motocykle oraz dużo miejsca na zaparkowanie kampera.

A podwórko było tak cholernie duże, że Klub mógł tam imprezować z jego całą rodziną, która przyjechałaby z Durango na imprezę 4 lipca.

Nie wspominając już o tym, że był na obiedzie u Dot i Alana. Mieli ranczo z czterema sypialniami, które było dalekie od gówna.

Ale to nie była rezydencja Denver z przełomu wieków.

Kiedy Alan zobaczy to miejsce, High nie będzie musiał zmuszać mężczyzny do łykania jego słów.

Alan nie miałby innego wyboru, jak tylko się nimi udławić.

Na myśl o tej myśli High poczuł, jak powoli wykrzywiają mu się usta.

Jeszcze wolniej okrążył maskę swojego pickupa i ruszył ścieżką do domu.

Nie.

Nie do domu.

Do jego dziewczyn.

Następnego dnia wypuścili na rynek domek Millie.

Dwa miesiące później Logan „High” Judd przeniósł swoje dziewczyny do czegoś, co Denver miało do zaoferowania jako zamek o strzelistości mili w niebo.

*****

Millie

Słuchając brzęczenia igły, leżałam skulona na rozkładanym siedzeniu z Loganem, obserwując, jak atrament penetrował jego skórę.

Logan i ja zgodziliśmy się na inne umiejscowienie tatuażu, bo Logan nie przepadał za goleniem, a nie chciał, aby mój atrament był w jakikolwiek sposób zaciemniany.

Więc to nie było wbijanie mu atramentu do gardła.

Był to rysunek zakręcony tuszem wokół jego podstawy.

Artysta nie był zachwycony tym, że siedziałam z Low’em. Aby móc być blisko niego, obiecałam mu, że się nie ruszę i nie zrobiłam tego.

Było to częściowo spowodowane tym, że chciałam, aby tatuaż był idealny.

Było tak głównie dlatego, że byłam zbyt przytłoczona uczuciami, które odczuwałam, patrząc, jak wtapiałam się z powrotem w skórę Logana.

Po skończonym …tylko, Logan wymamrotał - Przerwa, kolego.

Artysta bez słowa wytarł go, odsunął stołek i odszedł.

Patrzyłam, jak to robił, przesuwając moją dłoń z miejsca, w którym spoczywała na nagim brzuchu Logana, w górę jego klatki piersiowej. Przeniosłam wzrok na jego oczy.

- Dobrze się czujesz? - zapytałam.

– Kurwa, tak – odpowiedział.

Przechyliłam głowę na bok - Więc dlaczego potrzebujesz przerwy, Rybko?

- Bo nadszedł czas, aby to zrobić – odpowiedział, poruszając rękami, jedną okrążając mój nadgarstek na jego klatce piersiowej, a drugą sięgając do kieszeni dżinsów.

Kiedy zobaczyłam, co robił, wstrzymałam oddech, a moja klatka piersiowa zaczęła płonąć.

Trwało to, gdy Logan wsunął mi na palec ciężki pierścionek z dużym brylantem zamkniętym w solidnym prostokącie z filigranowego białego złota. Boki wychodzące z opaski rozszerzały się szeroko na prostokącie. Jeden był osadzony w symbolu nieskończoności, wewnątrz którego znajdowały się litery M i L. Po drugiej stronie była łodyga róży spleciona z wężem.

Został specjalnie wykonany.

Nie.

To był pierścionek zaręczynowy wykonany specjalnie dla starszej pani motocyklisty.

Dokładnie, mnie.

Innymi słowy, to była doskonałość.

Spojrzałam z pierścionka na Logana i zrobiłam to, nie oddychając.

- Najlepszym momentem w moim życiu było leżenie obok ciebie i patrzenie, jak wtapiałaś mnie w swoją skórę, podczas gdy ty robiłaś to samo ze mną – stwierdził miękko.

Kiedy robiliśmy to razem, czuł to samo co ja.

Ależ oczywiście, że to robił.

Całe moje ciało podskoczyło, gdy wstrzymałam oddech, a jego dłoń mocno zacisnęła się wokół mojej, ciężki pierścionek wbił się na mój palec.

– Spieprzyłem to – szepnął.

- Low - odszepnęłam, potrząsając głową.

– Więc to naprawiam - Utrzymał mój wzrok – Wyjdź za mnie, Millie.

Patrzyłam mu w oczy, aż przestałam go widzieć, bo zmył się z nieuronionymi łzami.

Potem opuściłam twarz i schowałam ją w jego klatce piersiowej.

Złożył dłoń z tyłu mojej głowy, jednocześnie trzymając moją drugą, robiąc to mocno na swojej klatce piersiowej.

Poświęcił mi kilka chwil, zanim usłyszałam, jak dudnił – To znaczy tak?

Czy on był szalony?

Moja głowa podskoczyła, moje palce zacisnęły się wokół jego i odpowiedziałam - Kurwa tak, to znaczy tak.

Jego ciało zaczęło się trząść ze śmiechu.

Moje nie.

Przysunęłam się wyżej, przycisnęłam bliżej i mocno go pocałowałam.

W końcu puścił moją rękę, więc mógł objąć mnie obydwoma ramionami i mogliśmy się całować z języczkiem na krześle do tatuażu.

Robiliśmy to, dopóki artysta nie zawołał - Stary, posuwaj się tak do swojej laski znacznie dłużej, będę potrzebował innego rodzaju przerwy.

Oznaczało to, że zerwaliśmy nasz pocałunek ze śmiechem.

Tak.

Doskonałość.

Śmiech Logana ucichł pierwszy, gdy przesunął dłonią po mój policzek.

– Kocham cię, Millie – wyszeptał.

Wciągnęłam głęboko powietrze przez nos.

Odpuściłam, odpowiadając - Też cię kocham, Rybko.

Uśmiechnął się.

Usadziłam się z powrotem.

Spojrzał na artystę i podniósł brodę.

Skończyłam patrzeć, jak go tatuował i naprzemiennie wpatrywałam się w mój zajebisty pierścionek zaręczynowy.

Kiedy skończył, świętowaliśmy ten tatuaż i nasze zaręczyny z tyłu jego SUV-a na parkingu salonu tatuażu.

Ponieważ taki był sposób motocyklisty.

I sposób jego starszej pani.

*****

Tyra

- Cholera, High! – wrzasnął Boz ze stołu bilardowego w Pokoju Wspólnym, wyglądając na niezadowolonego - Teraz wszystkie twoje dziewczyny kopią mi tyłek w bilard.

Siedząc przy barze z Lanie i Elvirą, usłyszałam chichot Zadie, więc spojrzałam w tamtą stronę.

Miała kij bilardowy i opierała się o Millie, która chichotała razem z nią, gdy Cleo ustawiała się do strzału.

Cleo odpuściła i schowała szóstkę.

– Góó… – mruknął Boz.

W tym momencie usłyszałam chrapliwy chichot.

Spojrzałam przez bar na mojego męża, który stał z tyłu obok Pete’a i Hop’a. Patrzył na Boza i miał uśmiech na przystojnej twarzy.

Podobał mi się ten wygląd, zawsze go lubiłam, ale nie spędzałam czasu na przyswajaniu go. Wiedziałam, że go odzyskam. Wielokrotnie.

Więc spojrzałam z mojego mężczyzny przez przestrzeń pokoju na jedną z kanap z tyłu.

Tam zobaczyłam High’a siedzącego samotnie z butelką piwa przytkniętą do uda, z drugą ręką opartą na oparciu kanapy, z nogami uniesionymi do góry, ze skrzyżowanymi kostkami, spoczywającymi na poobijanym stoliku do kawy przed nim.

Obserwował akcję przy stole bilardowym, uśmiech igrał mu na ustach.

Siedział sam, ale nie robił tego jako samotnik.

Robił to jako człowiek obserwujący swój sen rozgrywający się na żywo przed jego oczami.

Robił to beztrosko.

Robił to szczęśliwy.

Zauważyłam, że ostatnimi czasy robił to bardzo często.

Właściwie zawsze.

Poczułam coś i spojrzałam z powrotem na mojego mężczyznę, aby zobaczyć, że już się nie chichotał, a jego wzrok był skierowany na mnie.

Odczytałam, co było w jego oczach, więc wiedziałam, że nigdy nie zmuszę go do wypowiedzenia tych słów. Nie tak pracowaliśmy.

Ale powiedział mi, że miałam rację.

Wiedziałam to już wcześniej, ale nadal dobrze było dostać to od niego.

Posłałam mu mały uśmiech, zsunęłam się ze stołka i przeszłam przez pokój, kiedy usłyszałam, jak Millie powiedziała do Zadie - Twoja kolej, kochanie. Pokaż Boz’owi, że my, dziewczyny Judd, Judd, damy radę.

– Masz to – odparła Zadie.

Nie patrzyłam w ich stronę.

Dotarłam do High’a, obserwując, jak odrywa wzrok od akcji i przynosi go na mnie.

Wzięłam oddech i usiadłam blisko niego na kanapie.

Ledwie dotknęłam tyłka do siedzenia, kiedy otoczył mnie ramieniem, które leżało na oparciu kanapy.

Potem, od niechcenia, tak jak robiliśmy to niezliczoną ilość razy wcześniej, uniósł swoje piwo i wziął łyka.

Wypuściłam powietrze, przygarbiłam się obok niego, podniosłam stopy i oparłam je na stoliku do kawy.

Widzieliśmy, jak Zadie chybiła.

Jej twarz pokryła się rozczarowaniem.

- Boz całkowicie to spieprzy - oświadczyła Millie – Dostaniesz od niego następną szansę, cukiereczku.

Twarz Zadie pojaśniała, kiedy spojrzała na Millie i uśmiechnęła się.

– Dziękuję – wyszeptał High.

Zacisnęłam wargi.

Potem zrelaksowałam się w jego boku, jego ramię zwinęło się mocniej i odszepnęłam - Nie ma za co.

Boz chybił.

Millie zatopiła kulę.

Cleo też.

A potem Zadie wygrała grę dla dziewcząt Judd.

*****

High

- O kurczę! – krzyknęła Kellie, przepychając się przez drzwi przed nimi - To miejsce nie zmieniło się ani trochę.

- Szoty! - krzyknęła Justine, idąc za nią.

Veronica spojrzała na niego przez ramię i wymamrotała - Noc na taksówkę.

Ale wiedziała już, że to noc na podróż taksówką.

Stało się tak, bo podwózka, którą przyjechała większość z nich, nie była tą samą, którą jechali do domu.

High tylko się do niej uśmiechnął, prowadząc Millie przez drzwi za Veronicą i Justine, słysząc, jak Elvira mówi za nim - To kiedyś był Chaos?

- O mój Boże, to miejsce jest całkowicie obskurne – odpowiedziała Lanie - Kocham to! W końcu mamy lokal, który nie jest Pokojem Wspólnym, nawet jeśli jest daleko.

Wszyscy weszli, rozszerzając się w prawie pozbawioną ciał przestrzeń.

High zrobił to, trzymając Millie blisko siebie i gdy tylko znaleźli się w środku, jego wzrok powędrował do baru.

Reb patrzył na nich wielkimi oczami, ale napiętą twarzą.

Nachylił się do ucha swojej dziewczyny.

– Weź stolik, kotku – wymamrotał - Przyniosę alkohol.

Przeniosła wzrok z Reb na niego i skinęła głową.

Odłączyła się, ponownie spoglądając na Reb, a potem podążyła za swoimi dziewczynami do stołu, a za nią jej siostry Chaos, Tyra, Lanie i Elvira.

Tack, Hop i Boz poszli za High’em do baru.

Reb ich tam spotkała.

– Plotka jest prawdziwa – powiedziała złośliwie do High’a.

– Tak – odpowiedział High.

Przeniosła wzrok z High na Millie i z powrotem na High.

Kiedy spojrzał jej w oczy, oświadczyła - Jesteś szczęśliwym skurwysynem.

Najwyraźniej plotka była nie tylko prawdziwa, ale i dokładna.

– Tak – powtórzył.

Rozejrzała się między nimi i oznajmiła - Inflacja nie umknęła Scruff, dupki. Więc nie myślcie, że jestem tanim miejscem na randkę.

– Jedenaście piw, butelki, cokolwiek byle zimne, jedenaście kieliszków i butelka tequili – rozkazał Tack.

– Nie ma obsługi przy stolikach – ostrzegła, zaczynając układać kieliszki na barze - Chłopcy, będziecie musieli zanieść to gówno swoim kobietom.

- Po prostu podawaj drinki, Reb, bez nastawienia, jak masz to w sobie - odparował Boz.

- Straciłeś pamięć? - odparła.

– Nie masz tego w sobie – domyślił się Boz, mrucząc.

Reb nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę półek z tyłu baru i wzięła pełną butelkę Patrón.

Nie prosili o Patrón z najwyższej półki, ale żaden z braci jej nie powstrzymał.

- Co tak długo? - zawołała Elvira.

Kiedy to zrobiła, Reb zmarszczyła brwi, patrząc na Boza, po czym zapytała - O co chodzi z nastawieniem?”

Boz postanowił nie angażować się.

To był dobry wybór.

Mężczyźni zanieśli gówno na stół.

Kobiety piły, bełkotały i chichotały.

Kellie wpadła przed szafę grającą.

Roscoe pokazał się z grupą biker groupie. Pete pokazał się sam. Snapper pokazał, również sam. Malik pokazał się, by dołączyć do swojej kobiety. I dzięki temu skromni stali bywalcy Reb trafili w miejscówkę.

Millie miała rację. Potrzebowała powrotu Chaosu. To było widać.

Justine zajęła swoją kolej przy szafie grającej, a kobiety postradały zmysły i śpiewały „Livin’ on a Prayer” Bon Jovi na całe gardło, podczas gdy mężczyźni uśmiechali się szeroko, a Elvira gapiła się, mamrocząc – Jeden z was, chłopcy, musi zająć siostrę w tej miejscówce, żebym mogła skontrować żetonem Bon Jovi’ego jakimś Fiddy.

Właśnie wtedy, czując to, High skierował swoją uwagę z powrotem na bar.

Nie było zaskoczeniem, że Reb parzyła na niego.

Miała też w ręku szota.

Podniosła go w jego stronę, a potem wychyliła.

Potem odstawiła kieliszek i ze zmarszczonymi brwiami ruszyła w stronę mężczyzny przy barze.

Była szczęśliwa z jego powodu. Z ich powodu. To właśnie mówiła i to było wszystko, co każdy z nich mógł osiągnąć, nawet gdyby to Millie namówiła High’a, by zabrał Chaos z powrotem do umierającego baru Reb.

High zwrócił uwagę z powrotem na swoją dziewczynę. Ramionami obejmowała Lanie, która obejmowała ją swoimi. Głowa Millie była odrzucona do tyłu, a usta miała otwarte, głośno wykrzykując słowa piosenki, której popularność po dziesięcioleciach nie umarła.

Spędził noc tylko na luzie, podczas gdy jego dziewczyna była nawalona.

Ale High nie potrzebował alkoholu ani niczego innego.

Wszystko, czego potrzebował, to obserwowanie, jak Millie dała się ponieść emocjom w eleganckim swetrze, obcisłych dżinsach i butach na wysokim obcasie, a wszystko to w zacienionym, zaniedbanym barze dla motocyklistów, którego właścicielką i operatorką była prawdziwa suka.

A kiedy miał już dość, a ona zdecydowanie miała, zabrał ją do domu.

Poniekąd.

Tam dostał loda, ale ona nie przełknęła. Skończył po tym, jak zmusił ją do dojścia, obserwując, jak ujeżdża jego kutasa.

Spali splątani.

Obudził się ssany.

Tym razem też nie przełknęła. Pieprzył ją na kolanach, jego oczy były przyklejone do tuszu na jej plecach, przeciągając go tak długo, jak tylko mógł, pragnąc pieprzyć ją do ostatniego tchnienia, co przyniosło jej bonus w postaci dwóch orgazmów, kiedy to robił.

Potem, kiedy umyli się i spędzili trochę czasu na przytulaniu, usiadła obok niego w jego kamperze, kiedy odwoził ich do domu z parkingu Scruff’a, gdzie spędzili noc.

*****

– Pójdę na górę, zobaczę, czy jest bezpiecznie, by wrócić – mruknął High, stawiając pustą butelkę po piwie na stole obok siebie wraz z pozostałymi (nie na podstawce – mieli je na fantazyjnych meblach ze starego domku Millie, które były w ich nowym salonie; nie mieli ich nigdzie indziej w domu).

Wstał z fotela ustawionego pod kątem do teraz ryczącego telewizora, aby rozpocząć to, co, jak wiedział z praktyki, było jak całoroczna podróż do kuchni, i zrobił to, gdy Alan, siedzący w drugim fotelu, mruknął w odpowiedzi - Nie zgub się.

Poczuł, jak jego usta zadrżały, ale nic nie powiedział, gdy ruszył do drzwi prowadzących na schody.

- Logan.

High zatrzymał się i odwrócił do mężczyzny, który nie zwracał się do niego tym imieniem, odkąd kilka miesięcy temu powiedział mu, żeby nie robił tego gówna.

W chwili, gdy Alan złapał jego wzrok, podniósł butelkę piwa.

- Dowód - stwierdził.

- Dowód, na co? - zapytał High.

Alan obrócił butelkę, zanim jego wzrok powędrował do sufitu i z powrotem do High’a.

- Dowód, że jesteś prawdziwy.

Słowa były ciche i było ich niewiele.

Ale powiedziały dużo.

Wystarczająco, by pozwolił mężczyźnie nazywać go Loganem.

Nie odpowiedział. On tylko skinął głową i wyszedł z pokoju.

Alan był tam, bo kobiety były tutaj. Pokazali się dwie godziny temu. Kiedy to zrobili, on i Alan natychmiast zniknęli z powodów, które były oczywiste.

Ale teraz był głodny.

Kiedy dotarł do kuchni, był o wiele bardziej głodny.

Mimo to, gdy dotarł do drzwi, zatrzymał się.

Nie dlatego, że Freddie krzyknął - Różowy śmierdzi! - a kiedy to zrobił, High zanotował w pamięci, żeby zabrać chłopca ze sobą i jego ojcem następnym razem, gdy ta ekipa się zbierze.

Nie.

To dlatego, że ogromna przestrzeń była bałaganem. Wszędzie porozrzucane były plastikowe tiary. Szaliki z piór. Okruchy i zużyte opakowania mieszały się z niedojedzonymi babeczkami. Świecące pałeczki iskrzyły i świeciły. Kieliszki do wina. Butelki wina. Puszki po napojach. Otwarte paczki chipsów. Posypka różowymi i białymi M&M’sami.

To było tak, jakby trwały trzynaste urodziny Cleo, a nie jakby kobiety to planowały.

High zobaczył, jak Chief przedzierał się przez blat kuchennego stołu i nikt go nie łapał, żeby go położyć na podłodze (jak to zwykle robiono).

Poem siedziała na kolanach Veroniki, była głaskana i wyglądała, jakby spała.

A Logan oglądał Poem, gdy Katy oświadczyła - Ja też chcę mieć różowe urodziny, ciociu Millie.

– Ciocia Millie daje ci takie co roku, kochanie – odparła Dot.

- Cóż, chcę jeszcze jedne - powiedziała Katy matce.

- Możesz mieć, co chcesz, kochanie - powiedziała Millie swojej siostrzenicy.

- Millie - zawołał Zadie, a jego kobieta spojrzała na jego córeczkę, która miała na sobie tiarę i coś z piór owiniętego wokół szyi. Z drugiej strony, Millie też - W moje urodziny chcę być królową.

- Zawsze jesteś królową – mruknęła Deb, uśmiechając się do córki i siadając naprzeciw Millie przy ich wielkim kuchennym stole (również w tiarze i czymś z piór).

Zadie zwróciła się do matki - Chcę być bardziej królową.

- Nie odstępuj od tego marzenia, siostro - poradziła Kellie, uśmiechając się do jego córeczki. Kiedy Zadie spojrzała na Kellie, dokończyła - Żyj dla tego.

– Już to robię – poinformowała ją Zadie.

High przełknął parsknięcie śmiechem.

- Kellie mówi, że ty też możesz mieć, co chcesz, kochanie - powiedziała Millie do Zadie.

Zadie zwróciła swoją uwagę z powrotem na Millie i rozpromieniła się.

Millie odwzajemniła uśmiech.

Widząc to, High nie miał już ochoty się śmiać.

Nie, patrząc na swoją córkę i swoją kobietę, wycofał się przez drzwi.

Cofnął się korytarzem, ale tym razem zrobił to patrząc na ściany.

Ściany, które Millie pokryła zdjęciami, które miała w swoim domu w Cheesman.

Zdjęcia, które teraz mieszały się z oprawionymi w ramki zdjęciami, które wydobyła z tej skrzyni. Zdjęcia jego i jego kobiety sprzed lat.

Były też teraźniejsze zdjęcia jego i jego kobiety. Jego dziewczyn. Jego braci. Wszystkich razem. Nawet zdjęcia z czasów Keely i Blacka.

Wszedł po schodach, tam też ściany pokryte były zdjęciami.

U szczytu schodów skierował się do sypialni swojej i Millie.

Poszedł prosto na swoją stronę łóżka.

Pierwszej nocy, kiedy się wprowadzili, położył się do łóżka obok swojej kobiety, a kiedy to zrobił, zobaczył, że postawiła je na jego szafce nocnej.

Powiększone zdjęcie osiem na dziesięć w srebrnej ramie.

To było ich zdjęcie na grillu Chaosu wiele lat wcześniej, Millie siedząca na stole piknikowym wciśnięta w niego, High stojący obok stołu z nią w ramionach.

Pamiętał to ujęcie. To było pierwsze zdjęcie, które umieściła w swoim pierwszym albumie, który zrobiła.

Było to pierwsze zdjęcie, jakie kiedykolwiek im zrobiono.

Spojrzał przez łóżko i zobaczył kolejną ramę, tym razem kryształową.

Było w nim także kolejne osiem na dziesięć.

Na nim High siedział na kanapie w ich salonie, a jego dziewczyny leżały na nim, obejmującym je wszystkie ramionami. Millie na jego kolanach. Cleo na jej. Zadie na górze. Cleo trzymała Poem. Zadie trzymała Chief’a.

Bawili się, więc żadna z jego dziewczyn nie patrzyła w aparat. Wszyscy byli zbyt zajęci chichotaniem.

High patrzył w kamerę.

Nie śmiał się.

Nie śmiałeś się, gdy trzymałeś w ramionach żywy sen.

Było to ostatnie zdjęcie, jakie kiedykolwiek im zrobiono, skoro Elvira zrobiła to zdjęcie tylko tydzień temu.

Jak zawsze, kiedy Millie chciała, żeby coś było zrobione i zrobione dobrze, nie opieprzała się.

Zdjęcie znalazło się w fantazyjnej ramce i następnego dnia stało na jej stoliku nocnym.

High patrzył od zdjęcia do zdjęcia i wiedział, że się pomylił.

Jego Zadie miała rację.

Nigdy się nie poddawaj.

Nigdy nie przestawaj marzyć.

Bo sny mają sposób bycia.

Trzeba go było tylko trzymać.

*****

Millie

Kiedy łódź się zatrzymała, dziewczyny poderwały się ze swoich miejsc i ruszyły w kierunku wyjścia, kiedy zawołałam - Szybciej! To się stanie lada chwila. Nie chcę, żebyście to przegapiły! Dogonimy to!

Nie trzeba było im dwa razy powtarzać.

Cleo i Zadie rzuciły się naprzód.

Logan i ja, jego dłoń owinięta wokół mojej, powoli podążyliśmy za nimi.

Byliśmy już tam tego dnia, ponieważ chciałam, żeby dziewczyny zobaczyły kwiaty na drzewach.

Ale oczywiście musieliśmy tam dotrzeć również w nocy.

Wyszliśmy z łodzi, Logan i ja, trzymając się za ręce, i wiedziałam, że miał oko na swoje dziewczyny, kiedy robiłam to samo.

Dotarliśmy na czas. Zatrzymaliśmy się pod spodem. Dziewczyny bujały się z podniesionymi oczami, czekając.

Logan nie bujał się.

Wziął mnie w swoje ramiona.

Nie podniosłam oczu całkiem w górę, ale je podniosłam.

Do jego oczu.

– Dzisiaj nie jest inaczej – mruknął niskim, ale też szorstkim głosem.

Odpowiadając na jego ton, przycisnęłam się bliżej, owijając ręce mocniej wokół jego pleców.

– Co, Rybko? — zapytałam cicho.

- Dzisiejszy dzień był zajebiście świetny, uwielbiam dawać wszystkim moim dziewczynom spektakularne ferie wiosenne, ale nie jest inaczej.

- Inaczej niż co?

- Inaczej niż cała reszta.

Przechyliłam głowę na bok, zdezorientowana.

– Cała reszta czego?

- Cała reszta dni, każdy dzień, odkąd pierwszy raz cię ujrzałem. Dzisiaj nie jest inaczej. Kurwa, nawet kiedy cię nie miałem, czułem to. I dlatego nigdy nie odpuszczałem. I dzisiaj nie jest inaczej. Nie różni się od każdego dnia, który miałem od pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy. Budzę się zakochany w tobie. Dzień prawie się skończył, a ja pójdę spać bardziej zakochany w tobie.

Zaparło mi dech.

Moje serce przestało bić.

Moje ramiona zadrżały.

Moje oczy wypełniły się łzami.

A moje gardło było dziwnie dziwne, gdy przeciskałam przez nie – Ja też.

Potrząsnął głową, uśmiechając się - Jesteś w tym taka gówniana.

Byłam.

Ale to nie miało znaczenia.

Wynagrodził to swoją kwiecistą motocyklową dobrocią.

Poza tym miałam inne sposoby, by powiedzieć mu, że go kochałam.

Więc zrobiłam to, wspinając się na palce, kiedy opuścił głowę i całując go mocno prosto w usta.

  

 


 

######

The End