Mom
Jeans (cz.2)
*****
Godzinę
później, po tym, jak firma alarmowa przeprowadziła ostateczny test systemu, ten
przeszedł pomyślnie, High opuścił Millie i właśnie wchodził do Kompleksu.
Podszedł
prosto do braci, którzy byli w grupie przy barze - Tack, Shy, Hop, Hound, Pete,
Joker i Boz.
–
Yo – przywitał się Hound, gdy dotarł do baru.
High
spojrzał na Hound’a, kiwnął mu brodą, a potem spojrzał na Tacka.
-
Chudy i Mitch dobrze? - zapytał.
-
Tak - odpowiedział Tack i wytrzymał jego spojrzenie - Valenzuela wciąż miał oko
na Millie, bracie. Zauważyli ich Joke i Snap, kiedy wczoraj siedział w jej
domu. Speck nic dzisiaj nie zgłasza.
High’owi
się to nie podobało. Nie podobało mu się to na tyle, że paliło go, żeby coś z
tym zrobić.
Nie
mógł. Nienawidził tego. Ale dla nich wszystkich było to zbyt wiele.
Więc
musiał to zakopać.
–
Joke mi powiedział – mruknął i odwzajemnił spokojne spojrzenie Tacka, zanim
kontynuował - To gówno zajmuje dużo czasu. Nie dogadaliśmy się z załogą
Valenzueli. Nawet od wtajemniczonych cipek, które sprzedaje, które dają za
gówniane informacje tonę szmalu. Lucas i Lawson dostają więcej niż my, ale to,
co dostają, to też głównie fiuty, a my mamy więcej problemów z patrolowaniem
większego terytorium i pilnowaniem naszych kobiet.
To
nie umknęło żadnemu z nich. Miesiące temu, kiedy usłyszeli to na ulicy, ich
reputacja ucierpiała, a wraz z tym szacunek, jaki zdobyli, popchnęli
Valenzuelę, domagając się więcej ziemi, powiększając ją od pięciu mil w
promieniu wokół Ride, które patrolowali od lat, do dziesięciu.
Robili
też inne gówna, na przykład bracia zaangażowali się, by rozbić na absolutną
miazgę mężczyznę, który powiedział, że uważa Chaos za cipkę.
Wiadomość
została przekazana. Nikt inny z nimi nie zadzierał.
Ale
dbanie o więcej terenu zajmowało więcej czasu. Więcej patroli. Więcej siły
roboczej.
Valenzuela
regularnie wprowadzał dilerów i dziwki na ich teren, więc nie było monotonnie,
ale i tak był to wrzód na dupie.
-
Właśnie dlatego cię tu wezwałem - powiedział Tack.
-
Wszyscy tu jesteśmy. Dasz nam to? - zapytał Boz.
Tack
spojrzał przelotnie na Shy, zanim oznajmił - Mam dziewczynę w środku.
-
Kto? - zapytał High.
Tack
nie odpowiedział High’owi.
-
Musisz zachować swoje gówno - ostrzegł Shy’a.
–
O kurwa – mruknął Shy - Natalie?
Chryste,
High miał wielką nadzieję, że nie ona.
Natalie
była pierwszą osobą, która utknęła w tym bałaganie. Przyjaciółka Tab tak bardzo
wkręciła się w Valenzuelę, że nie była w stanie spłacić swojego długu, a
Valenzuela okazał się kreatywny. Oznaczało to, że miała pracować na planie
porno, i to jako osoba obsługująca kamerę.
Dla
Tabby Chaos interweniował, zanim zadebiutowała. Kiedy to zrobili, kupili
niezadowolenie Valenzueli i więcej jego uwagi.
Minęło
trochę czasu, gdy obie strony ścierały się, ale niewiele się działo.
High’owi
nie podobało się życie cieniem tego.
W
ten czy inny sposób chciał, żeby to się skończyło.
Ale
nie ufał Natalie. Upieprzyła ich w gównie, wytrzeźwiała na nanosekundę, a potem
znowu wpadła w gówno. Nikt nie widział jej od miesięcy.
Gdyby
Tack ją wysłał do tego, zdziwiłby się grą brata.
Tack
najbardziej ze wszystkich braci wiedział, że nie powinni zawierzać niczego
ćpunowi, który nie chciał dostarczyć. A Valenzuela lubił Natalie mniej niż
bracia.
–
Rosalie – powiedział Tack.
High
wyprostował się i przysunął nieco bliżej zgromadzonych, gdy w pokoju zrobiło
się czujnie.
To
dlatego, że Rosalie była byłą Shy’a. Słodka dziewczyna.
Jak
Millie, urodzona starsza pani, choć spokojniejsza niż Millie, z mniejszymi jajami.
Mimo to Shy wprowadził ją w życie i widać było, że się do tego i do Shy’a od
razu przywiązała.
Rzucił
ją dla Tabby i może nie było to dla niego zabawne, ale nie było brzydkie.
Została przez niego spalona, ale mówiono, że nie miała złej woli.
Właściwie
nikt nie miał złej woli.
A
Rosalie była kolejnym powodem, dla którego High nie chciał, żeby to gówno z
Valenzuelą się skończyło.
–
O czym ty, kurwa, mówisz? - Shy warknął w stronę Tacka.
-
Skończyłeś z nią, bracie; dostała się do Bounty - wyjaśnił Tack.
High
mógł to zrozumieć, biorąc pod uwagę, że Rosalie była starszą panią, a kiedy Shy
ją rzucił, była taką bez staruszka.
The
Bounties byli innym MC. Chaos miał centrum Denver, a także południowe Denver,
Englewood, Lakewood i Littleton. Bounties byli we wschodnim Denver, w tym w
Aurora.
Bounties
byli banitami do szpiku kości, jak Chaos, i byli przyzwoitym Klubem. Dobrzy ludzie.
Ale nie prowadzili działalności klubowej, takiej jak Ride, więc wszyscy mieli
pracę. Oznaczało to, że zbierali się do roboty w obcym gównie, aby zarobić
dodatkową gotówkę.
Ostatnio
to obce gówno stało się poważne.
Częścią
tego było to, że zawarli sojusz z Valenzuelą, co przyciągnęło do nich uwagę
Chaosu i spowodowało tarcia między dwoma klubami, których członkowie dotąd się
dogadywali, a jeśli nie, omijali się szerokim łukiem.
-
Jak wiesz, kiedy wycofaliśmy się z ochrony, Bounty zebrała trochę tego dla
graczy w mieście - ciągnął Tack – Jak też wiesz, część z nich polegała na tym,
że załatwiali interesy z Valenzuelą. Rosalie o tym też nie wiedziała. To
znaczy, dopóki Snapper nie zauważył jej z motocyklistą. Snapa nie było w
pobliżu, kiedy byłeś z nią. Zrobił zdjęcie motocykliście, kiedy była z nim.
Pokazałem to Roscoe. Roscoe zna Rosalie, wpadł na pomysł. Zrobił podejście. Nie
była zadowolona, kiedy usłyszała, co się dzieje z Bounties robiącymi to gówno
dla Valenzueli i mówi, że chce pomóc.
–
Ona nie będzie pomagać – odparował Shy.
–
Będziemy ją chronić, Shy – powiedział mu Tack - Wiesz to. Snap jest na niej, z
Roscoe i Speck’iem za jego i jej plecami.
-
Ona nie będzie pomagać - powtórzył Shy, a jego ton się pogorszył.
–
Spokojnie, Shy – ostrzegł Hop – Myślisz, że byśmy się nią zajęli, gdyby Snap
jej nie osłaniał?
-
Snap nie rozumie gówna - Shy zwrócił się do Hop’a, po czym spojrzał na Tacka - Ona
nie weźmie kutasa, by służyć Chaosowi.
–
Nie możesz domagać się cipki, która już nie jest twoja, bracie – stwierdził
Tack, a za jego słowami narastała gorączka, co było zrozumiałe, bo jego córka
miała obrączkę Shy’a na palcu i jego dziecko w brzuchu, a on rzucał się za inną
kobietę.
-
Rosalie nie jest cipką – odpowiedział Shy - Ona jest Rosalie.
–
Wiemy o tym – odparł Tack - Ale ona jest blisko ze swoim mężczyzną, myśli, że
może go z tego wyciągnąć, kiedy gówno się zepsuje. Częścią tej decyzji jest to,
że znamy tego gościa. Jest związany z Bounties i, jak wielu z nich, jest
solidny. Robią złe sojusze, bo ich prezydent jest chciwy. Nie wszyscy są w
zgodzie tym, co się dzieje, w tym jej mężczyzna. Uważamy więc, że się nie myli
i że można go przemienić.
-
Jak użyjemy jej, ona wciąż się tam huśta – zauważył Shy.
–
I dlatego Snap się nią zaopiekuje – odpalił Tack.
Shy
zamknął usta, ale mięsień podskoczył w jego szczęce.
-
Nie pozwolimy, żeby coś jej się stało, Shy - powiedział cicho Pete - Wiemy, że
to Rosalie. Nie jest Chaosem, nigdy tak naprawdę nie była, ale to dobra
dziewczyna. Nie pozwolilibyśmy jej się kołysać.
–
Chcę ją chronić – oznajmił Shy, a mężczyźni stali się bardziej czujni.
–
Nie ma, kurwa, mowy – warknął Tack.
–
Nie zrozum mnie źle – wyszeptał Shy - Jeśli chodzi o moją kobietę, rodzinę,
którą tworzymy, ona wszystko wie, nigdy mnie nie myl, Tack.
Tack
przez chwilę trzymał spojrzenie Shy’a nieruchomo, zanim powiedział - Tabby wie.
-
To znaczy, że mnie mylisz - odpowiedział Shy - Nie zrobiłbym ni chuja z Rosalie
ani dla niej, gdyby moja żona nie była o tym poinformowana. Jak ona nie poczuje
się z tym komfortowo, zostawiam to Snapowi, Roscoe i Speck’owi. Jak się zgodzi,
wchodzę.
Tack
skinął głową.
Kiedy
atmosfera w pokoju opadła, wszedł High.
–
To załatwione, co ona nam przyniesie? - zapytał.
Tack
spojrzał na niego – Cokolwiek dostanie, to będzie gówno, którego obecnie nie
mamy.
-
Słyszałem to, bracie, ale ona jest chroniona lub nie, fakt pozostaje faktem, że
wystawiamy tam dobrą kobietę, a powinniśmy to zrobić tylko, wiedząc, że
podejmuje ryzyko, które jest tego warte – zauważył High.
-
Jej człowiek pracuje jako ochrona transportu narkotyków Valenzueli - Tack
odpowiedział - Może dostać się do jego telefonu, zobaczyć jego SMS-y. Słyszy go
podczas rozmów. Podała już szczegółowe informacje na temat przesyłki i jej
możliwej trasy. Zajmiemy się tym, zobaczymy, czy to, co ona mówi, że idzie,
padnie. Jeśli tak, Lawson i Lucas wchodzą do następnego transportu, zdejmą go,
ale robią to, aby obrócić Bounty w sprawę informatora zamiast więzienia, miejmy
nadzieję, że to będzie motocyklista Rosalie. Rosalie jest z nim i nikt nie wie,
że była na nim, a my mamy kogoś w środku, kto naprawdę może pomóc Valenzueli w
upadku.
High
zwrócił się do Shy’a - To solidny plan, bracie.
„Chodzi
o to, że mamy w dupie kobietę, która nadstawiła karku” – odpowiedział Shy. „To
nie my. A myślałem, że Chaos nie lubi robić tego rodzaju gówna.
–
Ona nie jest starszą panią, Shy, i nigdy nią nie była – zauważył Tack.
Shy
popatrzył na niego - To ma znaczenie? Jest kobietą.
–
Jest kobietą, ale to nie znaczy, że nie ma odwagi ani rozumu – odparł Tack –
Ona chce, żeby jej mężczyzna wypadł z tego interesu, bracie, i jest gotowa
zaryzykować, żeby zdobyć nagrodę. To jej wybór. Nie twój. I ona go dokonała.
-
Więc zgadzasz się z tym, jak porozmawiamy jeszcze raz, kiedy zostałaby
znaleziona w zaułku z poderżniętym gardłem – odpalił Shy i zanim Tack zdążył
cokolwiek powiedzieć, rozejrzał się wokół i stwierdził - Powinno to było trafić
na stół.
-
Bracia chronią starsze panie, nasze dzieci, nie mamy czasu, żeby usiąść przy
stole - powiedział mu Tack - Oczywiście Roscoe, Snap i Speck biorą udział w tym
planie. Reszta z was stoi tutaj.
–
Rusha tu nie ma – zauważył Shy.
-
Rush już głosował i myślę, że rozumiesz, jaki był jego głos - odpowiedział
Tack.
Wszyscy
to zrozumieli. Kurwa, nie było mowy, żeby Rush wypuścił tam Rosalie.
Z
drugiej strony, gdyby to zależało od niego, Rush wycofałby się z ich terenu i
nie robiłby nic poza ochroną Ride, sklepu, warsztatu, Kompleksu, parkingu i dziedzińca,
pozostawiając resztę glinom.
To
nie była słaba decyzja. Kobieta, na której zależało Rush’owi, została porwana i
dźgnięta nożem, a on patrzył, jak jego ojciec cierpiał razem z tą kobietą,
która potem została jego macochą. Wszystko przez gówno, w które wpadł Chaos.
Była
to więc świadoma decyzja.
Po
prostu, według sposobu myślenia High, niewłaściwa.
-
Więc dostałem Rusha, ale gdyby doszło do głosowania, zostałbym przegłosowany –
powiedział Shy.
–
Na to wygląda, bracie – odparł Boz.
–
Rosalie nie będzie miała poderżniętego gardła – wtrącił Hound.
-
Jesteś pewien? - zapytał Shy.
–
Jasne, że jestem pewien – odparł Hound - Ona ufa Chaosowi. Jesteśmy twoimi
braćmi. Nie wiem, dlaczego ty nie ufasz.
To
właśnie do niego dotarło. Shy znowu zamknął usta. Potem posłał Tackowi
nieszczęśliwe spojrzenie, odwrócił się i wyszedł.
-
Poszło dokładnie tak, jak się spodziewałem - mruknął Hop.
-
To, co zrobiło, poszło - stwierdził Tack - Teraz to już zrobione - Spojrzał w
stronę Hound’a i Boza - Chcę, żebyście byli ze Snapem, Roscoe i Speck’iem,
kiedy ta przesyłka zostanie wysłana. Jest na trasie, którą dała nam Rosalie,
podążajcie za nią, oznaczcie trasę, pozostańcie niezauważeni. Na następnej,
którą dostanie, Chudy i Mitch będą z wami i ja też.
Hound
skinął głową i oświadczył - Potrzebuję piwa.
Następnie
podszedł do kranu, chwycił stojący na barze przypadkowy plastikowy kubek, który
mógł być czysty – mógł też być brudny – i nalał sobie się zimnego.
–
Wyciągnij dla mnie jeden – rozkazał Boz.
–
Muszę iść po Nasha od Lanie. Zbliża się jej spotkanie - mruknął Hop - Później.
Potem
odleciał.
-
Carrie i ja mamy Travisa w tym tygodniu – powiedział Joker - Wracam do domu.
On
też odleciał.
–
Trzymasz się dużo lepiej, niż się spodziewałem – zauważył Pete, a High spojrzał
na niego – Myślałem, że już wieszasz Valenzuelę za jaja.
-
Wreszcie mam życie, które nie jest warte spieprzenia – odpowiedział High.
-
Miałeś to, kiedy dostałeś swoje dwie dziewczynki, High - zauważył Pete.
–
Ty też miałeś, wielu ludzi polegało na tobie w wielu sprawach, kiedy zszedłeś z
torów, kiedy twoja dziewczyna odeszła, Pete – powiedział High spokojnie, bez
gniewu, mimo że Pete wkurzył go tym, co powiedział - Po prostu uzasadniam swój punkt
widzenia.
-
Zgoda - mruknął Pete, uśmiechnął się, po czym odwrócił wzrok i zawołał - Mnie
też pociągnij, Hound - i oderwał się.
Tack
zbliżył się.
–
Shy jest w ich drużynie, High. Tab nie przejmuje się Rosalie. Ale znasz się na
bezpieczeństwie lepiej niż ktokolwiek inny – powiedział Tack - Wiem, że nie
możesz iść, bo masz swoje dziewczyny, a one spotykają się z Millie. Jednak przy
następnym transporcie bardzo by ci pomogło”.
High
skinął głową.
–
W międzyczasie dobrze byłoby, gdybyś pilnował gówna Snapa. Roscoe i Speck mają
więcej doświadczenia, więc zajmują się kobietami i mają tylko pół uwagi na
Rosalie, a ona potrzebuje więcej. Pomogłoby, gdybyś pomógł mu kryć Rosalie.
High
znów skinął głową.
–
Z Millie dobrze? - zapytał Tack.
Umysł
High wypełnił się jej swetrową sukienką i koronką pończoch.
Poczuł,
jak jego usta zadrżały.
Tack
to przeczytał.
-
Dobrze - mruknął Tack, po czym zauważył - Kobiety wychodzą w sobotę wieczorem.
Wiedział
to. Millie podzieliła się nim w drodze po koty poprzedniego wieczoru.
–
Właśnie ją odzyskałem, mam nadzieję, że przeżyje.
W
tym momencie zobaczył, jak usta Tacka zadrgały.
–
Mam gówno do roboty, bracie – powiedział mu High.
Tack
westchnął - Wszyscy mamy.
High
klepnął go w ramię, a Tack odwzajemnił gest.
Wymienili
kiwnięcia brodą.
Potem
High wyruszył, by znaleźć Snapa, załatwić sprawę i upewnić się, że kryje gówno
Rosalie.
*****
–
To? - spytała Millie.
High
leżał na boku na łóżku.
Zanim
tam dotarł, zebrał koty i umieścił je tam. uprawiali wrestling – tak cholernie
małe, mecz był brutalny, a on nic nie czuł – i prawdopodobnie spierdolili jej
cenną pościel.
Wydawało
się, że jej to nie obchodziło.
Zdecydowanie
jego to nie obchodziło.
Ale
jej nie obchodziło, bo była w pieprzonym oszołomieniu.
Właśnie
wbiegła do pokoju i trzymała parę dżinsów zawiniętych na wieszaku na dole,
sweter zwisał jej z przodu u góry.
Pomagał
jej wybrać strój na spotkanie z jego córkami.
To
nie było to, co myślał, że będą robili, kiedy zaprowadziła go do jej sypialni
po tym, jak posprzątali po kolacji.
To
było złe.
Ale
pogorszyło się, gdy dowiedział się, co ona knuła.
Zaczęła
to gówno, on zatwierdzał każdy strój, a ona negowała, odrzucając gówno na bok i
śpiesząc z powrotem do swojej szafy tylko po to, by ponownie wyjść z innym
strojem, który on zaaprobował, a ona znowu rezygnowała.
Zdarzyło
się to osiem razy.
Skończył
na pierwszym.
–
Kotku, to jest w porządku –
stwierdził.
–
Nie wiem – wymamrotała, ściągając sweter i patrząc na niego - Kiedy go
założyłam, widzę, że ten sweter jest trochę ciasny.
–
W takim razie wszystko jest absolutnie
w porządku – stwierdził High i zwróciła na niego zmrużone oczy.
–
Nie zamierzam zakładać czegoś sugestywnego na spotkanie z twoimi dziewczynami,
Low.
-
Kotku, masz zabójcze ciało, jesteś niewiarygodnie świetna w seksie i jedno i
drugie jest moje… znowu. Mogłabyś nosić
torbę na głowie i mom jeans, a kiedy wiedziałbym, że ty jesteś pod tym
wszystkim, nadal chciałbym cię pieprzyć.
Widział
przyjemność mieszającą się z irytacją w jej oczach, ale poszła z tym ostatnim.
–
Nie powinieneś myśleć o takich rzeczach, kiedy jesteś ze swoimi córkami –
oznajmiła.
-
Jedyny moment, kiedy nie myślę o tych rzeczach, to kiedy jestem nieprzytomny.
Ale prawdopodobnie śnię o nich i na pewno będę robić to gówno po tym, jak mnie
obudziłaś, biorąc mojego penisa do gardła.
Wyprostowała
kręgosłup i stwierdziła - „Nigdy więcej nie obudzę cię w ten sposób.
-
W porządku – odpowiedział – To otwiera mnie na zrobienie tego tobie.
Z
wieszakiem w jednej ręce i swetrem w drugiej, oparła ręce na biodrach i
wykrzyknęła - Logan!
Westchnął,
podnosząc się i ściągając tyłek z jej łóżka.
Potem
podszedł, a ona spiorunowała go wzrokiem, ale zignorował to i przybliżył się,
unosząc ręce, by ująć jej szczękę.
–
Będzie dobrze – powiedział cicho.
Widział,
jak jej ramiona opadły, gdy odpowiedziała - Chcę, żeby Zadie mnie lubiła.
–
Załóż tiarę – zasugerował złośliwie - Jedyny sposób, aby to gówno przyspieszyć.
Wyglądała,
jakby rozważała ten pomysł i to było urocze, więc uśmiechnął się. Ale nadal
niepokoiło go, że rozważała posunięcie się tak daleko, co wskazywało na głębię
jej niepokoju.
Pochylił
się bardziej.
–
Mała, posłuchaj mnie – nalegał delikatnie - To są moje dzieci. To dobre dzieci.
Kochają swojego tatę. Są towarzyskie, dobrze dogadują się z ludźmi. Mówiłem ci,
Zadie się przełamie. Ale nie zrobi tego, jeśli się zdenerwujesz - Pogładził
kciukiem jej policzek - Dzieci są jak konie, mogą odczytać, że się boisz, co je
wystraszy i sprawi, że będą działać. Musisz być dorosła w tej sytuacji, co
oznacza, że musisz się kurewsko zrelaksować, być cierpliwą i dać jej prawdziwą
siebie, co nie będzie miała wyboru, musi się obudzić i pokochać, bo jest
cholernie dużo do kochania.
Ubranie,
które trzymała, upadło na podłogę, kiedy pochyliła się do niego i objęła go
ramionami w talii.
Kiedy
już go trzymała, powiedziała - Jesteś dobry w kwiecistym motocyklowym gównie.
–
Wcześnie się nauczyłem – odpowiedział - Miałem dobrą dziewczynę o imieniu
Millie do wygrania i warto było wyciągnąć takie głupie gówno, aby to zrobić.
Cień
żalu przebiegł jej przez oczy na wspomnienie tego, co mieli i co stracili, ale
przetrwała to i odpowiedziała - To nie jest głupie gówno.
-
Zdobyłem cię, więc chyba masz rację.
Przycisnęła
się, aż przyłożyła policzek do jego klatki piersiowej. Robiąc to, ścisnęła
mocniej.
High
otoczył ją ramionami i odwzajemnił uścisk.
–
Założę pierwszy strój. Myślę, że to było najlepsze – zdecydowała.
–
Świetnie – mruknął – A więc wiesz, że mamy plany na kolację w The Broker w
poniedziałek wieczorem - Odchyliła głowę do tyłu i napotkała jego spojrzenie – Swetrowa
sukienka – dokończył.
Wtuliła
się w niego głębiej i uśmiechnęła.
Usłyszeli
wściekłe miauczenie kotka i delikatne tupanie, ale żadne z nich nie puściło
drugiego, gdy się przekręcili, żeby zobaczyć, jak Poem spadła z łóżka i wybiegła
z pokoju.
Ich
oczy wróciły do łóżka, a Millie wydała z siebie cichy okrzyk niepokoju, kiedy Chief
wykonał lotny skok w bok. Nie wylądował dobrze, ale szybko doszedł do siebie i
pobiegł za siostrą.
-
Myślę, że dopóki nie będą w stanie samodzielnie wdrapywać się i zeskakiwać bez
łamania sobie karków, łóżko powinno być dla nich niedostępne - oświadczyła
Millie.
High
spojrzał na nią z góry – Są twardsze niż myślisz, piękna.
-
Myślę, że dopóki nie będą mogli samodzielnie wdrapywać się i zeskakiwać bez
łamania sobie karków, łóżko powinno być niedostępne – powtórzyła. Uśmiechnął.
Szła dalej – Chyba że będzie nadzór człowieka.
Wciąż
się uśmiechał, gdy pytał - Skończyliśmy z pokazem mody?
Kiwnęła
głową, po czym zaczęła się rozglądać - Powinnam pozbierać.
Zaczął
iść tyłem, zabierając ją ze sobą – Możesz to zrobić później.
Odchyliła
głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć - Low, to nie zajmie minuty.
Uderzył
o łóżko, upadł, ona wylądowała na nim, a on natychmiast się przetoczył, więc
miał przewagę.
Podniósł
głowę, by na nią spojrzeć, ale nie uniósł jej zbyt wysoko, tylko na tyle, by
jej brązowe oczy, jej piękna twarz, jej uroczy pieprzyk były wszystkim, co mógł
zobaczyć.
Skupił
się na pieprzyku.
-
Myślę, że wspomniałem, że doceniam to, że robisz świetne lody, mała. Zjadłem
cię też mocno, a później szybko się pieprzyliśmy - Spojrzał jej w oczy - Teraz
będziemy robić wszystko wolno.
Zanurzyła
dłoń w jego koszuli, tak że poczuł ją na skórze swoich pleców.
Zgadzała
się z jego planem.
–
Powinnam sprawdzić kotki – powiedziała.
Może
nie zgadzała się z jego planem.
-
Ważą mniej niż dwa funty każdy. Nie mogłyby skrzywdzić siebie nawzajem ani
niczego innego, nawet jeśli włożyłyby w to wszystko wysiłek.
-
Ale…
-
Po tym, jak cię zjem.
Roztopiła
się.
Ale
zaczęła- Rybko…
–
A ty mnie wyssiesz.
Oblizała
usta, ale nic nie powiedziała.
-
I będziemy się pieprzyć. Wtedy możesz je sprawdzić.
–
Okej – szepnęła.
–
Okej – odszepnął.
Zanim
zdążyła powiedzieć coś więcej, pocałował ją.
Wykonali
jego plany i poświęcili na to swój czas.
W
końcu była tak nieprzytomna po dwóch orgazmach, leniwa i na wpół śpiąca, że to
on sprawdzał koty.
Udało
im się wspiąć na jej kanapę i spały po przeciwnych jej końcach, jeden wtulony w
koc, a drugi do połowy zakopany pod poduszką.
Było
im dobrze.
Więc
High wrócił do swojej dziewczyny, aby dołączyć do niej w łóżku, zasnąć i śnić o
lodzikach Millie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń