Złożona
w ramiona Chaosu
Millie
Mój
budzik zadzwonił, a ja wyplątałam się z Logana na tyle, by wyciągnąć rękę, żeby
włączyć drzemkę, kiedy Logan mruknął - Jezu, co to, kurwa, jest?
Byłam
zbyt śpiąca, by śmiać się głośno, ale nadal uważałam to za zabawne.
Kiedy
mój mężczyzna był rekrutem do Klubu, miał obowiązki, które mu przydzielono,
więc wstawał i jechał do nich jeszcze zanim musiałam wstać do szkoły.
Po
inicjacji, kiedy przydzielone mu obowiązki odbywały się w nocy, nienawidził
budzika, z którego wciąż musiałam korzystać, żeby wstać do szkoły. Powiedział
mi, że ma nadzieję, że był taki czas w naszym życiu, że moglibyśmy to wyrzucić.
Podejrzewałam,
że do teraz od tamtego czasu to wyrzucił.
Wróciłam
do niego - Budzik, Rybko. Muszę wstać i zmierzyć się z dniem.
Nie
chciałam. Tak jak wczoraj, chciałam pozostać zaplątana w Logana na tyle
sposobów, na ile tylko mogłam.
Ale
wczoraj częściowo wróciliśmy do życia.
Na
początku świrowałam na myśl, że Logan wyszedł po zakupy, a ja siedziałam przy
moim biurku.
W
końcu było dobrze, bo to było normalne.
Ale
głównie dlatego, że zrobiliśmy to, co musieliśmy zrobić osobno, a potem wrócił.
Co
więcej, to było to. Musieliśmy zmierzyć się z nowym nami.
Musiałam
pracować. Logan musiał opiekować się swoimi dziewczynami i robić… Loganowe
rzeczy. Musieliśmy uporządkować życie, abyśmy mogli razem iść do przodu.
Niestety,
od teraz.
Podniósł
się, po czym opadł z powrotem, otulając mnie bliżej i mrucząc – Jest cholerna
piąta czterdzieści pięć.
-
Mam dużo do nadrobienia i zasadniczo pracuję w domu. Ale zawsze siadam do biurka,
jakbym szła do pracy, bo to wprawia mnie w odpowiedni nastrój i nigdy nie wiem,
co się wydarzy. Mam więc dużo pracy przygotowawczej przed pójściem do biura.
Przytoczył
się na mnie, stwierdzając - Możesz zacząć później.
Wsunęłam
ręce na jego ramiona i mocno je trzymałam, gdy odpowiedziałam - Przez
przygotowanie mam na myśli śniadanie. Prysznic. Pełen makijaż. Układanie
włosów. Takie rzeczy. A takie rzeczy wymagają czasu.
Jego
usta dotknęły boku mojej szczęki, zsunęły się w dół, gdzie wymamrotał – Możesz
zacząć później.
Było
mi ciepło. Czułam się przytulnie.
Teraz
poczułam mrowienie.
Postanowiłam
więc, że zaniosę śniadanie do biurka. Zdmuchnę tylko czubek włosów i pozwolę
reszcie wyschnąć, a następnie zwiążę je w kucyk.
To
dałoby mi czas.
A
jeśli to by nie wystarczyło, znajdę inne rzeczy do wycięcia.
Więc
otoczyłam go ramionami i pochyliłam brodę, żeby zakomunikować, czego chcę.
Logan
dał mi to, podnosząc głowę i biorąc moje usta swoimi.
I
nakręciliśmy się.
Po
ośmiu minutach zabrzmiał alarm.
Logan
wyciągnął rękę, chwycił zegar, gwałtownie szarpnął, zignorował moje zdziwione,
poirytowane sapnięcie i rzucił zegar na podłogę.
-
Logan! - warknęłam.
Nie
odpowiedział.
Pocałował
mnie.
Okej.
Dobrze.
Cokolwiek.
Mogłabym
podłączyć go ponownie później (jeśli nadal by działał).
Właśnie
wtedy postawiłam stopę na łóżku, przetoczyłam mojego mężczyznę i podeszłam do
niego.
Ostatecznie
warto było wysuszyć włosy na powietrzu.
Absolutnie.
*****
Usiadłam
przy biurku w rdzawej, tweedowej, ołówkowej spódnicy, kaszmirowym golfie w
kolorze pszenicy i błyszczących, ciemnobrązowych butach na szpilce. Odwróciłam
się od komputera i sięgnęłam po kubek z kawą.
Zrobiłam
to, uśmiechając się w sposób niekontrolowany.
Uśmiechałam
się nie dlatego, że miałam mniej e-maili do załatwienia, niż się spodziewałam, bo
w Paryżu zajmowałam się głównie tym. Nie robiłam tego również dlatego, że Claire
zajmowała się każdą pocztą, która wymagała natychmiastowej uwagi, więc cała
reszta zajęła niewiele czasu, abym zakończyła jej sortowanie. Nie robiłam tego
również dlatego, że miałam bardzo mało telefonów do oddzwonienia.
Zrobiłam
to, ponieważ powrót do życia z Loganem miał zalety, których się nie spodziewałam.
Obejmowały
one to, że kiedy nałożyłam makijaż i ułożyłam włosy, potem odkryłam, kiedy to
robiłam, on odgarnął łopatą to, co zostało z topniejącego śniegu na podwórku,
żebym mogła iść do biura w moich fantazyjnych butach, nie niszcząc ich, nie ślizgając
się i upadając, lub musząc nałożyć je później, a najpierw musiała założyć
kalosze i sama go odgarnąć.
Poszedł
też do mojego studia, podkręcił ogrzewanie i nastawił dzbanek kawy, żeby było
tam bardzo ciepło, a ja miałam gotową kofeinę, kiedy w końcu dotarłam do
swojego biurka, w przeciwieństwie do mojej starej normalnej sytuacji, kiedy
zamarzałam przez pierwsze pół godziny i miałam opóźnienie się w pracy w celu
zrobienia kawy.
Jasne,
ta część kawy zaoszczędziła mi tylko pięć minut.
Ale
zaoszczędziło mi to pięć minut.
Co
więcej, musiałam stać przy tylnych drzwiach, całując się z Loganem, zanim dotarłam
do biurka, a on poszedł do swojego pickupa, żeby odjechać i stawić czoła
swojemu dniu.
Robiliśmy
to nie tylko całując się, ale i snując plany.
Zamierzał
poprosić brata, aby pomógł mu zwrócić mi samochód. Miał też odbierać swoje
dziewczyny ze szkoły, spędzić z nimi czas po zajęciach, zabrać je na lunch, ale
kiedy skończyłby, miał wrócić do mnie.
Żeby
mnie zobaczyć, kiedy przywiózłby mój samochód.
I
widziałabym się z nim, kiedy wróciłby po kolacji.
Wtedy
bym go miała. Przespałabym się z nim ponownie. Budziłabym się razem z nim. Było
bardziej niż prawdopodobne, że będę się z nim kochać.
Zamknąć
dzień snem.
Następnie
powtórzyć.
Miejmy
nadzieję, że zawsze.
To
nie było do bani.
Więc
się uśmiechałam.
O
tak, uśmiechałam się.
Wzięłam
łyk kawy, odstawiłam kubek i chwyciłam telefon na biurku, aby zrobić to, co
było następne na mojej liście rzeczy do zrobienia.
Tego
popołudnia spotykałam się z Claire, żeby omówić, co się wydarzyło, kiedy mnie
nie było, i zaplanować, co będzie się działo w przyszłości. Musiałam też
podzielić się z nią tym, że nie sprzedaję firmy i nie wyjeżdżam.
Dzień
wcześniej mogłam trochę pogawędzić z Dottie o rzeczach, w których pomagała,
kiedy mnie nie było.
Teraz
musiałam zadzwonić do Justine.
Więc
zrobiłam to, przyłożyłam słuchawkę do ucha, a potem ją odciągnęłam, kiedy krzyknęła
- O mój Boże! Nie mogę w to uwierzyć!
Logan wrócił!
Moja
komórka może leżeć w torebce w moim SUV’ie i miałam nadzieję, że nadal działała
po głębokim zamrożeniu w Denver, bo zostawiłam ją tam po moim szaleńczym pędzie
do Chaosu, który zmienił bieg mojego życia.
Ale
Dottie najwyraźniej nadal miała swoją i używała jej.
Przyłożyłam
słuchawkę z powrotem do ucha i odpowiedziałam - Tak, kochanie.
-
Nie mogę w to uwierzyć! - wrzasnęła
ponownie.
Znowu
się uśmiechnęłam, tym razem z innych powodów.
Kellie
i Justine, podobnie jak Dottie i moi rodzice, kochały Logana.
Kellie
i Justine, w przeciwieństwie do Dottie, nie wiedziały, dlaczego zrobiłam to, co
zrobiłam. To było dla mnie i jedynej, której to powierzyłam, jedynej, z którą
mogłam się tym podzielić… mojej siostry.
Więc
nigdy go nie dostały.
To,
co zrobiły, było tym, co powinien zrobić każdy prawdziwy przyjaciel, pogrzebały
ich troskę i niezgodę na moje działania i stanęły po mojej stronie mnie.
-
Czy jesteś całkowicie, szalenie, szaleńczo szczęśliwa? - zapytała.
Byłam
przerażona.
Ale
byłam też całkowicie, szalenie i szalenie szczęśliwa.
–
Tak – powiedziałam jej.
-
Chcę to wszystko słyszeć, każdą sekundę, ale jestem u Hubble’ów, więc absolutnie spotykamy się na lunchu, szybko. Veronica sprawdza swój
kalendarz. Dot w to wchodzi. Kellie też. Muszę tylko zadzwonić do Claire.
Chciałam
zjeść z nimi lunch, podzielić się dobrem.
Nie,
właściwie chciałam wypić z nimi koktajle, mieć szansę założyć moją małą czarną
i dzielić się dobrem.
Ale
coś, co powiedziała, przykuło moją uwagę.
Justine
pracowała na pół etatu, by nie musiały zbyt długo zostawiać syna w żłobku i
zamiast tego był w domu z jedną ze swoich mam. Dlatego razem z Rafferty
zajmowała się za mnie rzeczami, z którymi Claire lub Dot nie mogły sobie
poradzić i rzeczami, które lubiła robić najbardziej, takimi jak szukanie
projektów domów wakacyjnych i biur. Otrzymałam od niej trzynaście e-maili z
różnymi zdjęciami w tym celu.
Ale
wiedziała, że wracam. Wiedziała, że jest po służbie.
A
Hubble’owie byli moimi świątecznymi klientami.
-
Uh, Jus, co robisz u Hubble’ów? - Zapytałam.
-
Mieli kryzys. Wieńce, które chcesz umieścić na ich oknach, lubią. Bardzo lubią.
Ale nie mają gniazdka na zewnątrz, aby je podłączyć. Nie ma mowy, żeby robili
światła na baterie. I martwią się, że kable będą musiały wchodzić przez okna.
Więc jest tu dzisiaj elektryk i chcieli, aby jedna z nas pomogła zdecydować,
gdzie mają pójść zewnętrzne gniazdka na ekstrawagancję, którą dla nich
zaplanowałeś. Dot powiedziała mi, że prawdopodobnie stracisz kontakt, więc
odkąd z nimi pracuję, Claire zdecydowała, że powinnam tu być.
Było
z tym wiele do omówienia, więc zaczęłam od najmniej zaskakującego, biorąc pod
uwagę, że Hubble’owie byli bożonarodzeniowymi potworami, byli moimi klientami
od sześciu lat i zażądali, aby ich wystrój, wewnątrz i na zewnątrz, był
bardziej wyszukany z każdym mijającym rokiem.
-
Hubble’owie faktycznie instalują gniazdka dla swoich dekoracji? - zapytałam.
–
Całkowicie – odpowiedziała - I powiedziałam im, że gniazdko powinno znajdować
się między drzwiami a pierwszym oknem. Możemy związać razem trzy wieńce okienne
i przejść w drugą stronę od wieńca drzwiowego i użyć tego wylotu. Ozdoby
balkonowe i światła są dobre, tam jest gniazdko. Ale myślę, że jeszcze jedno
powinno być pod okapem z tyłu domu…
Przerwałam
jej - Justine.
-
Tutaj.
–
Kochanie – zaczęłam cicho - To wiele znaczy, że się w to wkręciłaś. Jak już
wyjaśniłam, zapłacę ci i mam dla ciebie ten wspaniały prezent z Paryża. Ale,
dziewczyno, wróciłam. Z Loganem sprawy stały się ekstremalne, ale ostatecznie w
dobry sposób. To… wyjaśnię później… ale jest dobrze. Zajmij się Raff’em. Wróć
do swojego życia. Nie musisz już mnie wspierać.
-
Ale ja to lubię.
Wpatrywałam
się w swoje biurko.
-
A Hubble’owie są odjazdowi. I całkowicie przezabawni. Jeszcze nawet nie jest
Święto Dziękczynienia, a już czuję, jakby było Boże Narodzenie, co jest
niesamowite. A ta Barbie, u której robimy słodką szesnastkę dla jej córki, jest
bardzo miła. Uwielbia wszystkie moje pomysły. Nie mogę być kreatywna, pracując
jako asystentka asystenta księgowego w niepełnym wymiarze godzin. Do diabła,
nawet nie mogę być kreatywna z Raff’em, skoro on ledwo mówi, a z pewnością nie
potrafi używać kredek.
Słyszałam
jej słowa.
Ale
ja cały czas wpatrywałam się w swoje biurko.
Dużo
pracowałam, bo nie miałam życia.
Dużo
też pracowałam, bo lubiłam swoją pracę.
Poza
tym dużo pracowałam, bo chciałam odnieść sukces. Od dziecka byłam osobą
zmotywowaną. Wygrywałam konkursy ortograficzne (trzy razy). Byłam przewodniczącą
klasy pierwszego roku, wiceprzewodniczącą drugiej klasy i przewodniczącą klasy
w młodszych i starszych latach college’u.
Było
więcej.
Zrobiłam
to po cichu, ale robiłam to, bo to było coś, co robiłam. Po prostu byłam tym,
kim byłam.
Ostatnio
pracowałam, bo lubiłam zarabiać. Tylko ja (do kilka dni temu) cieszyłam się moim
pięknym domem, pięknymi ubraniami, ale obie te rzeczy dawały mi trochę
szczęścia, które miałam.
I
miałam to szczęście, ponieważ na nie zapracowałam. Zasłużyłam na to. Ja. Tylko ja. Cała
ja.
Nie
wspominając o tym, że w czasach, które były chude, a było ich całkiem sporo,
miałam wizje (i dlatego zaczęłam snuć plany lata temu) o emeryturze, na której
robiłabym wszystkie rzeczy, których nie robiłam po drodze. Urządzać wspaniałe
przyjęcia. Podróżować. Wziąć udział w zajęciach plastycznych lub czymkolwiek,
co wpadłoby mi w oko, aby spędzić czas relaksując się, opiekując się sobą samą
i dobrze się bawiąc.
Ale
wydarzyły się ostatnie dni.
Moje
życie się zmieniło.
Miałem
pieniądze w banku. Pieniądze na lokatach. Zasobne konto emerytalne. Zdrowszy
portfel inwestycyjny. Wzięłam też piętnastoletni kredyt hipoteczny na mój dom,
co oznaczało, że spłacę go w ciągu zaledwie czterech lat. To ostatnie nawet nie
brało pod uwagę tego, ile miałam kapitału własnego na dom, nie tylko ze względu
na rosnącą wartość nieruchomości, ale także z powodu całej pracy, którą w niego
włożyłam.
I
miałam dobrze prosperujący biznes. Przynajmniej raz w miesiącu, ale zwykle
częściej, musiałam odsyłać klientów do innych planistów, ponieważ Claire i ja
nie mogłyśmy wziąć na siebie więcej pracy. W tym roku musiałam też odmówić dwóm
nowym świątecznym klientom, bo po prostu nie miałam czasu. Nie z jedynie mną i
Claire wykonującymi tę pracę.
Gdybym
jednak rozszerzyła swoje zasoby ludzkie, być może byłabym w stanie przyjąć
jeszcze kilku klientów, aby zwiększyć przychody i przenieść część mojej pracy
do Claire, która mogłaby to zrobić i byłaby zachwycona
podwyżką, którą dzięki temu by dostała. Mogła wtedy przenieść część swojej
pracy na nowego pracownika.
Justine
pracowała dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Była mądra. Wierna. Kreatywna.
Pełna osobowości. Przez lata wtrącała się w mój biznes w różnych momentach
tylko po to, by pomóc lub zdobyć dodatkową gotówkę, kiedy potrzebowałam jej na
imprezy. I absolutnie nie miałabym nic przeciwko, gdyby Rafferty był z nią,
kiedy pracowała, żeby mogła zaoszczędzić na żłobku.
Byłaby
idealna.
-
Halooooo - zawołała mi do ucha - Czy
cię straciłam?
-
Muszę zmienić swoje życie – oznajmiłam.
–
Nie, m-m – odpowiedziała - Byłaś na drodze do wyzdrowienia, ale teraz, kiedy
Logan wrócił, musisz to przyspieszyć, siostro. Jest tani w utrzymaniu, jak to
facet, ale nie wyobrażam sobie, żeby marnował godziny w twojej niesamowitej,
ale bardzo dziewczęcej kwaterze, oglądając Easy Rider i czekając, aż wrócisz do
domu, po tym, jak upewnisz się, że DJ puszcza wszystkie właściwe piosenki w
jakimś momencie laska ma słodką szesnastkę.
Mój
domek był bardzo dziewczęcy.
I
nie był w stylu Logana.
O
rany.
Nie
mogłam o tym myśleć.
Musiałam
trzymać się celu.
-
Kochanie, wiem, że to sprawa osobista, ale ile zarabiasz w swojej pracy?
-
Szesnaście na godzinę - odpowiedziała natychmiast, po czym kontynuowała - Co
jest śmieszne, ale to jedyne miejsce, w którym mogłam znaleźć pracę w niepełnym
wymiarze godzin i byli w porządku, kiedy musiałam wyjechać, żeby zobaczyć się z
Raff’em, bo Ronnie nie może tego robić w swojej pracy.
Dokonałam
szybkich obliczeń w głowie, uwzględniając dodatkowych klientów, których mogłabym
przyjąć, podwyżki, którą będę musiała zaoferować Claire, przy powierzeniu jej
większej odpowiedzialności.
Powinienem
wyciągnąć moje rachunki. Zrób to poprawnie. Upewnić się, że mogę to zrobić dla
siebie, dla Claire, dla Justine.
Myślałam
tylko o Loganie.
–
Dam ci więcej niż twoja pensja – stwierdziłam, po czym kontynuowałam szaleńczo
– Albo lepiej.
Moja
przyjaciółka nie odpowiedziała.
-
Justine? - zawołałam.
-
Mówisz poważnie? - oddychała.
-
Muszę zmienić swoje życie - powiedziałam jej – Muszę znaleźć czas dla Logana. Ma
dziewczyny. Muszę znaleźć dla nich czas. Nigdy nie lubię odmawiać pracy, a
zdarza się to często. Więc tak. Jestem poważna.
-
To byłoby super! - zawołała - Firma
Ronnie pokrywa nasze ubezpieczenie, więc tym się nie martw. I, kochanie, kocham
cię, chciałabym mieć taką możliwość, wiesz, że świetnie się z tobą pracuje, ale
muszę powiedzieć, że mam trzy tygodnie urlopu, dwa dni osobiste, trzy choroby,
a Ronnie ma prawie to samo, więc nie chciałabym nic z tego stracić.
Claire
miała trzy tygodnie urlopu.
Justine
nie mogła zacząć na tym samym poziomie co Claire.
Poprawiłam
jej osobiste dni.
–
Mogę to zrobić – powiedziałam.
–
Jasna cholera – szepnęła.
Mogła
to powtórzyć.
Musiałam
sprawdzić kilka liczb.
Ale
w końcu to nie miało znaczenia.
Obliczenia
w pamięci powiedziały mi, że jakikolwiek byłby spadek moich dochodów osobistych,
byłby niewielki, jeśli w ogóle istniał.
Dobrze
było mieć pieniądze.
Ale
Logan był lepszy.
-
To jest… to jest… niesamowite, Mill - powiedziała Justine.
–
Cieszę się, że tak myślisz – odparłam – To wiele znaczyło, że mnie kryłaś,
kiedy musiałam wyjechać i robić swoje. Ale też jesteś w tym dobra. A mieć cię w
drużynie wiele by znaczyło.
–
Muszę porozmawiać z Ronnie.
Wiedziałam,
że chciała. Ale Veronica by jej nie odmówiła. Kochała swoją kobietę. Chciałaby,
żeby była szczęśliwa. I nic nie straciłyby na tej transakcji.
-
Porozmawiaj. I mi odpowiedz. Przeanalizuję kilka liczb, aby zobaczyć, co mogę
zrobić, aby było warto. A potem porozmawiamy.
-
To będzie warte mojego czasu.
-
Pozwól mi sprawdzić kilka liczb, kochanie - powiedziałam miękko.
Minęła
długa chwila, zanim odpowiedziała - Kocham cię, Millie.
Wzięłam
głęboki oddech.
–
Cieszę się, że mi to proponujesz – kontynuowała - Ale jestem bardziej zadowolona
z tego, dlaczego to robisz. Nie mogę się doczekać, aby usłyszeć, jak to
wszystko poszło z Loganem. Ale musisz wiedzieć, oficjalnie, cieszę się, że do
tego doszło, teraz z więcej niż jednego powodu. Jak ostatni raz miałaś jakąś
radość, to było z nim. Cieszę się, że nie musisz pieprzyć się w odzyskanie
tego.
–
Ja też – szepnęłam - I ja też to samo z miłością do ciebie. Jesteś najlepsza,
Justine.
Uśmiechnęłam
się ponownie, kiedy odparła - Pewnie, że jestem - Mój uśmiech zbladł, a moje
serce zrobiło się cieplejsze, kiedy skończyła - Ty też. Mam tylko nadzieję, że
Logan ci o tym przypomni, bo mówiłyśmy ci, Dot, Kellie, Ronnie, a ty nigdy tego
nie rozumiałaś. Logan też ci to dawał. Mam nadzieję, że on ci to znowu daje.
-
Okej, musimy to przerwać, bo mam mnóstwo pracy i nie mogę tego robić płacząc.
Nie mam też czasu na poprawianie makijażu - ostrzegłam.
-
Jesteś takim dziwadłem. Kochanie, nie masz dzisiaj żadnych spotkań. Siedzisz w
małym domku za swoim dużym domem. Kogo obchodzi, że masz zepsuty makijaż?
–
Mnie – odparowałam.
–
Co za dziwaczka – mruknęła.
-
Tak jest lepiej - oświadczyłam - Jak jesteś irytująca. O wiele lepiej.
-
Daję też dobre irytujące.
-
Idź… zajmij się Hubble’ami - rozkazałam - Ale pilnuj czasu. Znajdę dziś czas,
żeby policzyć i wieczorem zadzwonię z odpowiednią ofertą. Czy to jest okej?
-
Doskonale. Później, kochanie. A, Millie?
-
Tak?
-
Jestem przeszczęśliwa za ciebie, siostro.
Wzięłam
kolejny oddech.
Rozłączyła
się.
Znowu
się uśmiechałam, kiedy odkładałam telefon z powrotem do podstawki.
Odhaczyłam
zadzwonić do Justine z mojej listy
rzeczy do zrobienia, wybrałam następną pozycję i pracowałem nad nią, kiedy
usłyszałam warkot pickupa na moim podjeździe.
Spojrzałam
w górę, przez okna i zobaczyłam pickupa Logana.
Uśmiechnęłam
się.
Skręcił
na podwórko i zobaczyłam, że mój SUV podążał za nim.
Mój
uśmiech stał się większy.
Odzyskałam
samochód, a Logan załatwił to dla mnie.
Mój
uśmiech zaczął blednąć, gdy do warkotu pierwszych dwóch pojazdów dołączył ryk
kilku motocykli.
Przestałam
wyglądać przez okno, kiedy zobaczyłam Tacka, Hop’a, ciemnowłosego faceta Tabby,
który przyszedł z Tyrą w dzień mojej sceny w Chaosie i Boza na motocyklach, z Big
Petey’em zamykającym tyły na jego trójkołowcu Harleya.
-
Co u licha? - Odetchnęłam, kiedy moje drzwi się otworzyły.
Logan
wpadał jak burza, z twarzą pełną grzmotu i wzrokiem skierowanym na mnie.
Moje
plecy wyprostowały się i niewyraźnie zauważyłam kolejnego młodego członka
Chaosu o ciemnych włosach, który wszedł za nim, ale większość mojej uwagi była
skupiona na Loganie.
–
Chodź za mną – mruknął.
-
Ja… - Moje oczy rzuciły się na drugiego mężczyznę, gdy usłyszałam cichnący ryk
Harleyów na moim podwórku.
-
Chodź za mną! - Logan warknął.
Podskoczyłam
na fotelu i mój wzrok wrócił do niego.
Kiedy
to zrobił, zobaczyłam tylko jego plecy, bo wymykał się z mojego biura,
najwyraźniej czując, że mógł tak wpaść do mojego miejsca pracy, zaszczekać na
mnie, rozkazać mi, a ja się podporządkuję.
-
High - usłyszałam, jak ktoś powiedział na zewnątrz, a to jedno słowo miało być
zarówno uspokajające, jak i ostrzegawcze, głosem Tack’a.
-
Musisz trzymać się od tego, kurwa, z daleka - warknął Logan, kiedy siedziałam
nieruchomo na fotelu i patrzyłam przez drzwi. Kiedy to robiłam, zobaczyłam, jak
Logan się odwrócił się i powiedział - Millie. Tutaj.
Nie
czekał na moją reakcję na to, że wołał do mnie jak do psa.
Odszedł.
Coś
się działo. Nie wiedziałam, co to było. Wiedziałam, że to coś wielkiego.
I
nie obchodziło mnie to.
Żaden
mężczyzna nie mógł wtargnąć do mojego biura, ani szczekać do mnie rozkazów, a
potem wołać mnie do siebie, jakbym była jego zwierzakiem, takim niegrzecznym i odchodzić, oczekując, że
będę posłuszna jego poleceniom bez pytania.
Żaden
mężczyzna.
Do
diabła, żadna kobieta.
Nigdy.
Z
żadnego powodu.
Problem
polegał na tym, że bracia Chaosu gromadzili się przed drzwiami mojego biura,
młody, który podążał za Loganem, wciąż w środku i nie mogłam podzielić się tym,
że to gówno się nie działo, nie było mowy, nie miałam jak, siedząc na moim fotelu,
podczas gdy Logan był gdzieś w przeciwnym końcu.
Więc
wstałam szybko, mój fotel odleciał do tyłu i zrobiłam swój własny pieprzony
szturm.
Zrobiłam
to, mijając młodego faceta, maszerując przez grupkę braci wiszących przed
drzwiami i zauważyłam Logana przy tylnych drzwiach do mojego domu.
Kierowałam
się właśnie tam.
Otworzył
drzwi i wszedł.
Przyspieszyłam
kroku i weszłam za nim.
Już
miał zamknąć drzwi, kiedy wylądowała na nich ręka i oboje zostaliśmy zmuszeni
do cofnięcia się, aby Chaos mógł wejść.
I
zrobili to.
Cała
siódemka.
Nie
miałam do nich głowy.
Myślałam
o Loganie.
Mój
głos był niski i drżał z wściekłości, kiedy oświadczyłam - Czy ty właśnie
przywołałeś mnie do siebie jak psa?
Zatrzasnął
drzwi i uniósł rękę, jednym palcem dźgając w kierunku ściany za drzwiami.
Spojrzałam
w tamtą stronę i zamrugałam na podświetloną skrzynkę systemu bezpieczeństwa,
której nie było, zanim wyjechałam do Paryża, a ze względu na wszystkie rzeczy,
które się zepsuły, nie zauważyłam tego, kiedy wróciłam.
-
Wychodzisz, uzbrajasz to - warknął Logan - Cztery, dziewięć, jeden, trzy,
czerwony guzik - Dźgnął czerwony przycisk pod klawiaturą - Wracasz do domu,
zamykasz jebane drzwi, otwierasz skurwiela i rozbrajasz go, cztery, dziewięć,
jeden, trzy, a potem, kurwa, uzbrajasz
go, natychmiast, cztery… dziewięć… jeden… trzy.
–
Jak to się tam dostało? - wyszeptałam.
Logan
mi nie odpowiedział.
Pochylił
się do mnie, złapał mnie za rękę, zacisnął palce wokół moich i znów zaczął się przepychać
przez swoich braci stojących wokół mojej kuchni, ciągnąc mnie za sobą.
–
High – warknął się niecierpliwie Tack.
Logan
nie wahał się ani chwili.
Zaciągnął
mnie do drzwi frontowych, zatrzymał nas szarpnięciem i wskazał palcem inny
panel bezpieczeństwa z boku drzwi.
Patrząc
na mnie, stwierdził - To samo. Cztery, dziewięć, jeden, trzy. Wychodzisz,
uzbrajasz to. Jesteś w domu, jest uzbrojone. Brak czujników ruchu w domu.
Chodzi o okna i drzwi. Jak są naruszone, rozlega się dźwięk wywołujący całe
święte piekło, ale także wiadomość jest wysyłana prosto do dyspozytora
bezpieczeństwa. Kontaktują się z policją i natychmiast wysyłają mężczyznę.
Mężczyzna pojawi się w drzwiach, aby zapytać, czy wszystko w porządku. Masz
zakodowaną frazę, aby powiedzieć mu, że tak nie jest. Mówisz: „Wszystko jest w
porządku, proszę pana”. Jeśli wszystko jest w porządku, znajdujesz inne słowa.
Jeśli nie, będzie wiedział i poradzi sobie. Czy to dotarło?
-
Jak zdobyłam system alarmowy? - Zapytałam, a potem pytałam dalej - I kiedy?
-
Masz to, bo kazałem to założyć. A dostałaś to, kiedy byłaś w Paryżu.
-
Ja… co… dlaczego?
Pociągnął
mnie za rękę, moje ramię zostało szarpnięte i opadłam krok w stronę tego, który
nas rozdzielił.
Potem
wygiął tylko szyję, by spojrzeć na mnie ze swojego wyższego wzrostu, robiąc to
wciąż cholernie wkurzony i trzymając mnie za rękę.
Wpatrując
się w jego rozwścieczone oczy, czując napięcie mięśni ramienia, które
utrzymywało się po jego pociągnięciu, nie było to bolesne, ale jednak, zdałam
sobie sprawę, że nie jestem zdziwiona, że mam system bezpieczeństwa. Nie byłam
też wkurzona tym, jak mnie traktował.
Byłam
przerażona.
Bałam
się, bo on był straszny.
Bałam
się, bo Logana nie było. Nie było po nim śladu.
Ten
człowiek był High.
I
był przerażający.
–
Bo, kurwa, powiedziałem ci, że masz
okna w drzwiach i to gówno jest niebezpieczne – wycedził.
Odsunęłam
się od niego, ciągnąc za rękę, ale nie udało mi się uwolnić.
–
Puść mnie, Logan – powiedziałam ostrożnie.
–
Hej, bracie, uspokój się – rozkazał Tack od strony korytarza.
Logan
zignorował mnie i Tacka.
-
Nie uzbroiłem alarmu, kiedy już go dostałaś, bo nie wiedziałaś, że go masz, a
nie chciałem, żebyście ty albo Dot go uruchomiły. Teraz już wiesz – stwierdził
– A teraz, kurwa, tego używasz, Millie. Za każdym razem, gdy wychodzisz, mam w
dupie, że idziesz obok po filiżankę cukru. I zawsze, gdy jesteś w domu. Czy
mnie rozumiesz?
Znowu
szarpnęłam się za rękę – Musisz pozwolić mi odejść.
Ruszył
do przodu, a ja cofnęłam się, aż uderzyłam w ścianę, a Logan przytrzymał mnie
tam masywnym ciałem i intensywnością swojej wściekłości.
-
Bracie - zawołał głos, którego nie znałam i poczułam, jak Chaos krążył wokół
Logana i mnie w moim holu.
Ale
ja nie odrywałam od niego oczu, a on nie odrywał oczu od mnie.
-
Wiesz, że takie gówno nie zdarza się starszym paniom - warknął Logan.
–
Logan, przerażasz mnie – wyszeptałam.
Opuścił
twarz jeszcze bardziej, tak że nasze nosy prawie się stykały – Ty wiesz, Millie. Ty cholernie wiesz, że takie gówno nie zdarza się
starszym paniom. A jeśli się zdarzyło, to pierwszą cholerną rzeczą, którą robisz,
jest powiedzenie o tym swojemu staruszkowi.
Jego
ton pogarszał się do szorstkości, drapiąc moją skórę.
-
Logan…
-
Miałaś w tym domu człowieka, który był wrogiem Chaosu, wycelowaną w ciebie
pieprzoną bronią, a nie powiedziałaś swojemu staruszkowi.
O,
rany.
Jak
mogłam zapomnieć o wizycie Benito Valenzueli?
Wpatrywałam
się w sine oczy Logana i robiłam to, wiedząc, że miał rację.
To
gówno się nie wydarzało.
Ale
w wysoce nieprawdopodobnym przypadku, że się zdarzyło, starsza pani lub
ktokolwiek związany z Klubem, który miał ochronę Chaosu, udawał się prosto do
swojego staruszka lub kogoś w Klubie.
Zrobiłam
to drugie.
Ale
ja należałam do Logana.
Pójście
do Tacka było nie do przyjęcia.
Powinnam
była powiedzieć Loganowi.
–
Powiedziałam Tackowi – poinformowałam go o tym, co teraz wiedział.
–
Nie bierzesz fiuta Tacka – warknął.
-
High, ochłoń i wycofaj się - Słyszałam, że to był Big Petey.
Słyszałam
to, ale nie przetwarzałam tego.
Byłam
zajęta radzeniem sobie ze słowami Logana, które krążyły mi po głowie.
I
tak jak oni się bali, ja się go nie bałam.
Przypomniałam
sobie wiele powodów, dla których w tym scenariuszu byłam na niego wkurzona jak
cholera.
Odparłam
więc ostro - Nie byłam wtedy twoją starszą panią.
–
Zawsze byłaś moją starszą panią – odgryzł się.
To
była prawda.
Aczkolwiek.
–
Jesteś bardzo świadomy, że to bardziej skomplikowane, Loganie Judd – warknęłam.
-
Jestem. Bardzo świadomy, Millie. I doskonale zdaję sobie sprawę, że spędziłem z
tobą pieprzone dwa dni w tym domu, a ty nie powiedziałaś ani słowa.
To
również było prawdą.
Gówno!
-
Zauważam, że inne rzeczy, rzeczy, które były niezwykle ważne, przykuwały moją
uwagę - zauważyłam.
-
Tak. Byli. Ale zamiast wywrzaskiwać sobie oczy zeszłej nocy, bo jakaś suka,
która nawet kurwa nie istnieje, ugryzła to w telewizji, mogłaś mi powiedzieć,
że wycelowano w ciebie pistolet.
Znowu
miał rację!
Gówno!
–
Powiedziałam Tackowi – powtórzyłam.
–
A Tack to nie mi – odpalił.
-
Logan…
Przysunął
się jeszcze bliżej, a ja zamknęłam usta.
-
Źle zrobiłaś - wyszeptał groźnie - I wiesz to.
Nie
miałam zamiaru pozwalać, by mi groził.
–
Masz rację – odparowałam - Absolutnie, sto procent racji. Zrobiłam źle. Powinnam
ci powiedzieć. Myślałam o tym, ale ciągle pojawiały się inne rzeczy. Potem, nie
wiem jak, może chodziło o to, że miłość mojego życia była z powrotem w moim życiu, zapomniałam o tym. Ale w gruncie rzeczy zrobiłam
błąd. To nie zmienia faktu, że teraz ty
robisz źle, wpadając tutaj, szczekając na mnie, ciągnąc mnie dookoła i próbując
mnie zastraszyć.
-
Mężczyźni włamali się do domu mojej kobiety, grozili jej, trzymali ją na muszce,
a ona nie powiedziała mi tego gówna – odpowiedział.
Wiedziałam,
że nie mógł tego znieść. Wiedziałam, że dla żadnego z tych mężczyzn to było nie
do przyjęcia.
Ale
faktem było też, że nie wiedziałam wtedy, że byłam jego kobietą.
-
Musisz kopać głęboko, Logan, i pamiętać, gdzie byliśmy, kiedy to się stało,
niezależnie od tego, gdzie jesteśmy teraz, co odkryliśmy dopiero w ciągu
ostatnich dwóch dni, że zawsze byliśmy… - stanąłem na palcach, więc nasze nosy
rzeczywiście musnęły się i dokończyły - I
dać mi trochę luzu.
Chociaż
niski, seksowny warkot wydobył się z jego gardła, udało mi się zdusić mrowienie
w tej seksownej części, bo byłam tak na niego wkurzona.
Poza
tym nie poruszył się, nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie spode łba.
Zdałam
sobie sprawę, że w końcu zdobyłam swój punkt, ale byłam zbyt wkurzona, by się
tym przejmować.
Więc
się nie ruszałam, nie powiedziałam ani słowa; Po prostu piorunowałam go
wzrokiem.
Trwało
to przez jakiś czas.
Skończyło
się dopiero wtedy, gdy facet, który wszedł do mojego biura z Loganem, zbliżył
się do nas i głosem drżącym od humoru stwierdził - Myślę, bracie, że pojedynek
motocyklisty i laski motocyklisty jest w impasie. To chyba dobry moment, żeby
się wycofać.
Logan
odwrócił tylko głowę w stronę faceta – Nie czuję się rozbawiony, Joker.
–
Pomyśl, że reszta z nas jest wystarczająco rozbawiona, High – odparł.
Oczy
Logana zwęziły się niebezpiecznie.
Zdecydowałam,
że pojedynek motocyklistów i motocyklistów był w impasie.
Przynajmniej
ten.
Musieliśmy
walczyć z jeszcze jednym.
Zwróciłam
uwagę Logana, kiedy zażądałam informacji - Jak udało ci się zainstalować system
bezpieczeństwa?
Nie
ruszył się z mojej przestrzeni, kiedy oświadczył – Gówno poszło w The Roll. Byłaś
wypatroszona. To moi chłopcy cię wypatroszyli. Kellie to wyłożyła. Wskoczyłem
na motor, żeby raz na zawsze załatwić to gówno między nami, dotarłem, a ty nie
odpowiedziałaś. Byłem zdenerwowany, bo ty byłaś cholernie wyjebana, a kiedy nie
odpowiedziałaś, to mnie zdenerwowało jeszcze bardziej. Więc włamałem się tak,
jak mówiłem ci, że każdy może się
włamać, zrobiłem to łatwo, w około dwie sekundy, rozbijając twoją szybę.
Sapnęłam.
Logan
mówił dalej.
-
Żaden z twoich sąsiadów nie usłyszał, a jeśli tak, to żaden z nich nie wezwał
policji. Byłem w twoim domu wystarczająco długo, żeby go przeszukać, zadzwonić,
wrócić i zabezpieczyć twoje drzwi. Potem przesunąłem klucz i wróciłem, kiedy
goście od szkła przyszli naprawić twoje drzwi. I wróciłem, kiedy ochroniarze
zainstalowali system. Nikt mnie tutaj, kurwa, nie zna, i nikt, kurwa, nie
zerknął.
Musiałam
przyznać, że byłam trochę skonsternowana tą informacją.
Moją
uwagę przykuło jednak coś innego.
To moi chłopcy cię
wypatroszyli.
Wskoczyłem na motor,
żeby załatwić sprawy między nami.
Gapiłam
się na niego, przypominając sobie coś, co do tamtej chwili nie przyszło mi do
głowy.
To
znaczy, kiedy poszłam do Chaosu, a Logan się pokazał, nie był paskudny. Nie był
twardy. Nie był zimny.
Był
czujny i ostrożny.
I
był delikatny.
Chciał
też porozmawiać w swoim pokoju.
Wskoczyłem na motor,
żeby załatwić sprawy między nami.
Byłem zdenerwowany.
Przyjechał
po mnie.
Martwił
się o mnie.
Doszedł
do punktu, w którym zamierzał zakończyć naszą szaloną grę w inny sposób.
A
kiedy zobaczył coś, co według niego zagrażało mojemu bezpieczeństwu, zapłacił
firmie ochroniarskiej za zainstalowanie systemu.
Nasze
pojednanie nie zostało wywołane przez to, że powiedziałam otwarcie, dlaczego
nas rozdzieliłam.
Nasze
pojednanie rozpoczęło się wcześniej, kiedy jego bracia skrzywdzili mnie do tego
stopnia, że straciłam opanowanie, a on martwił się o mnie.
Teraz
to był mój Logan.
–
Skąd wiedziałeś, że jestem w Paryżu? — zapytałam cicho.
–
Kotku, mówiłem ci – odpowiedział ostro - Byłem zdenerwowany. Znam faceta, który
jest magikiem z takim gównem, żeby cię wyśledził. Martwiłem się jak cholera,
chciałem za tobą jechać, ale pomyślałem, że potrzebujesz szansy, żeby się
pozbierać. Więc to przeczekałem. Miałaś też być tutaj, w tym domu, kiedy
wrócisz. Ale wróciłaś wcześniej. Nadal mam tymczasowy paszport, częściowo
dlatego, że tak bardzo się o ciebie martwiłem. Teraz, kiedy wróciłaś, myślę, że
głównie byłem wkurzony, że pojechałaś tam beze mnie.
Martwiłem się jak
cholera, chciałem za tobą jechać.
Mam paszport awaryjny.
O
tak, to był mój Logan.
–
Nie wiem, co powiedzieć – wyszeptałam.
-
Ja wiem - odparł - Będziesz musiała znieść powrót tych chłopców, bo będą
instalować system w twoim biurze. Nie wiem, dlaczego nie zrobiłem tego gówna za
pierwszym razem, ale to się stanie, jak tylko będę mógł to skonfigurować.
Będziesz także czujna, jeśli chodzi o utrzymywanie go w stanie aktywnym. Jak
zapomnisz tego, przysięgam na Chrystusa, Millie, nawet jeśli nic się nie stanie
i stwierdzę, że to zrobiłaś, zwariuję. I będziesz musiała znosić ochronę
Chaosu. Moi chłopcy mają do naprawienia z tobą swoje układy, ale przyspieszysz
to, bo nie przejmuj się tym, masz system, żeby ten skurwiel cię dopadł. Teraz,
każda starsza pani, kiedy jej stary nie jest blisko, ma na sobie mężczyznę.
Najpierw dla ciebie jest Joker.
Kiedy
Logan szarpnął głową na bok, odwróciłam się do mężczyzny stojącego blisko.
-
Eee... cześć, Joker - wymamrotałam.
Uśmiechnął
się do mnie.
Był
młody.
Ale
był słodki.
–
Czy możesz wyświadczyć mi przysługę i odpiąć swoją kobietę od ściany, żebyśmy
mogli z nią porozmawiać? – zapytał Tack zza pleców Logana.
W
tym momencie Logan przysunął się do mnie, złapał mnie za szyję ramieniem,
przyciągnął do siebie w inny sposób, kochający i opiekuńczy, ale zirytowany (co
było do zaakceptowania) i spojrzał na Tacka.
–
Wasza obecność tutaj była niepotrzebna – warknął.
-
Wyrwałeś się z tego spotkania; nie było wiadomo, dokąd szedłeś i co będziesz
robić - odpowiedział cierpliwie Tack - Wpadałeś do Millie, w swoim nastroju, a
chodziło o to, czym się nie podzieliła, czego nie wiedziałeś, wiesz, każdy brat
dostał tę wiadomość, każdy brat ruszyłby dupę, żebyś nie spieprzył rzeczy,
kiedy wróciłbyś do domu.
Zaczęli
go śledzić, bo martwili się, że pójdzie za Valenzuelą.
Skończyło
się na tym, że zrobili to, aby upewnić się, że to, co odbudowywaliśmy, było
chronione.
Nie
byłam pewna, czy mieliśmy coś do naprawienia. Hop zranił moje uczucia
Candlebox, ale nie wiedział, co się działo. Robił to, co zrobiłby każdy brat.
Wspierał brata.
Ale
gdyby były jakieś urazy do naprawienia, chłopcy by je naprawili.
Nie
byłam pewna, czy zamierzałam dzielić się tymi informacjami w tym momencie.
Jednak
gdybym zamierzała, nie miałabym szansy, bo Logan oświadczył - To pieprzenie,
bracie, i dobrze o tym wiesz. W chwili, gdy mężczyzna wszedł do swojego dom,
bracia powinni odjechać, bo to gówno to nie ich sprawa.
–
Racja, w takim razie poprawię swoje oświadczenie – odparł Tack - Wjechaliśmy,
żeby uporządkować wasze sprawy z Millie, bo w końcu obaj ruszyliście głowami z
tyłków, a pieprzony dupek, taki jak Benito Valenzuela, nie powinien spieprzyć
niczego tak ważnego.
Tack
zawsze mnie trochę onieśmielał, po prostu dlatego, że był taki ostry, że to
było niesamowite.
Ale
też zawsze go lubiłam.
Czułam,
że Logan przygotowuje się do odpowiedzi Tackowi, ale miałam pracę do wykonania
i wydawało się, że nasz ostatni dramat dobiegał końca, więc musiałam posunąć
sprawy do przodu.
Zrobiłam
to, patrząc na Jokera.
-
Masz szczęście - powiedziałam - Logan zrobił ogromne zakupy spożywcze, więc w
domu jest mnóstwo jedzenia. A ja jestem wielką fanką telewizji. Wszystko, czego
zapragniesz, jest do twojej dyspozycji. To znaczy, jeśli wiesz, jak obsługiwać
konsolę Xbox. Ale jeśli tego nie wiesz – uśmiechnęłam się do niego – nauczę
cię.
Odwzajemnił
uśmiech, ale moja radość z tej atrakcyjności została skrócona, kiedy musiałam
ponownie zwrócić uwagę na Logana, który warczał na mnie.
–
Na litość boską, Millie, on nie jest tutaj po to, żeby się odprężyć i oglądać
telewizję. Jest tutaj, żeby pilnować twojego tyłka.
–
To nie znaczy, że nie może czuć się komfortowo, robiąc to – odparłam.
–
Uh… tak – odparł sarkastycznie - Trudno mu będzie oglądać film, a jednocześnie
zwracać na ciebie uwagę, aby upewnić się, że jesteś objęta ochroną.
Obróciłam
się w jego uścisku i zaczęłam się gapić.
-
O przepraszam. Nigdy wcześniej nie potrzebowałam ochrony. Nie znam protokołu.
To
z całą pewnością było niewłaściwe, biorąc pod uwagę, że twarz Logana była
zachmurzona z piorunami do tego stopnia, że wyglądał na gotowego do wybuchu.
-
Racja, możecie się kłócić później. A teraz, Millie, musimy zamienić dwa słowa –
stwierdził Tack.
Spojrzałam
na niego i skorzystałam z okazji, którą dał, aby postawić kreskę pod obecnym
scenariuszem. Aby to zrobić, wyciągnęłam rękę najlepiej jak mogłam, bo Joker
wciąż był blisko.
W
rzeczywistości wszyscy bracia nadal byli blisko.
Niezależnie
od tego, poradziłam sobie i zaprosiłam - Może przeniesiemy to do salonu?
Patrzyłam,
jak motocykliści wycofują się z mojego holu, kiedy większość z nich uśmiechała
się do swoich butów, a niektórzy do mnie.
A
biorąc pod uwagę, że dramat się skończył, z opóźnieniem dotarło do mnie, że w
moim domu był Chaos.
To
konkretne uderzenie było jak aksamit.
Logan
i ja wyprowadziliśmy się jako ostatni, ale zanim to zrobiliśmy, chwyciłam jego
termo koszulkę na brzuchu i powstrzymałam go.
Spojrzał
na mnie.
-
Powinnam była ci powiedzieć - powiedziałam cicho - Czuję, że mam wymówkę, ale
nadal jest mi przykro.
Wszelka
burza, która wciąż zagrażała jego twarzy, zniknęła i pochylił szyję, by dotknąć
ustami moich.
Kiedy
się podniósł, nie powiedział ani słowa, gdy poprowadził nas za swoimi braćmi.
Ale
nie musiał mówić ani słowa.
Wiedziałam,
że moje przeprosiny zostały przyjęte.
–
Jezu, ta chatka jest fantastyczna – oświadczył Boz, a kiedy weszliśmy do
salonu, zobaczyłam, jak się rozglądał.
Byłam
blisko z Boz’em. Utrata wszystkich braci była ciosem. Ale utrata Boza i Blacka
raniła głębiej.
Przyjrzałam
mu się uważnie, nagle zdając sobie sprawę z tego, co uzyskałam, kiedy odzyskałam
Logana. A dokładniej, nagle zdając sobie sprawę z wszystkiego, na co miałam nadzieję uzyskać, kiedy odzyskałam
Logana.
Logan
by wystarczył. Logan był niebem.
Jeśli
to było to, na co miałam nadzieję, że to było, to była nirwana.
-
Millie…
To
dobiegło z naszej drugiej strony i spojrzałem tam, by zobaczyć, że Hop na mnie patrzył.
Atrakcyjne
szare oczy, w których krył się żal.
–
Nie – szepnęłam. Otworzył usta, ale pokręciłam głową - Nie rób tego. Rozumiem. Skończone.
Mam nadzieję, że idziemy dalej.
-
To był ruch kutasa, co zrobiłem - stwierdził.
–
To była lojalność wobec twojego brata – odparłam - Rozumiem. Mam to - Obejmując
ramieniem Logana w talii, przyciągnęłam go bliżej siebie - Przejdźmy dalej.
Hop
spojrzał na mnie, na Logana, potem na mnie i kiwnął brodą.
To
oznaczało, że ruszamy dalej.
Posłałam
mu lekki uśmiech.
-
Wszyscy mamy gówno do roboty - oświadczył Tack, a moja uwaga skupiła się na nim
- Więc zajmijmy się tym, żebyśmy mogli robić swoje i zostawić Millie, żeby
robiła swoje.
Nikt
nic nie powiedział, a ja nie odwróciłam wzroku od Tacka, więc szedł dalej.
-
Myślę, że rozumiecie, że mamy problem z Valenzuelą. Pracujemy nad tym z
Brock’iem Lucasem i Mitch’em Lawson’em z DPD.
Poczułam
jak moje usta rozchylają się na tę szokującą wiadomość.
Gliny?
I
CHAOS?
Tack
zignorował moje jawne zdumienie i mówił dalej.
–
Będą chcieli od ciebie zeznania w sprawie włamania. Rozmawialiśmy i możesz
wnieść za to oskarżenie, a to, co zrobił, nie jest dobre, ale kiedy ten dupek
padnie, chcemy mieć na niego dość, żeby nie wstał. Nie chcemy też, żebyś była
bardziej skupiona na Valenzueli. Wnosisz oskarżenie o włamanie, wtargnięcie i
nękanie z zamiarem przestępczym, może to wytrzymać, ale nie zatrzyma go długo i
pozostawia jego żołnierzy na ulicy, by wykonywali jego rozkazy. Dlatego prosimy
cię o złożenie zeznania, aby zostało ono zarejestrowane. Ale prosimy również o
nie wnoszenie oskarżenia, abyśmy mogli dalej robić to, co robimy, aby powalić
na ziemię jego i jego załogę.
–
Ja… wy… – Potrząsnęłam głową – Współpracujecie z policją?
–
Tak – odpowiedział Tack, jakby to nie było całkowite szaleństwo - Zrobimy
przegląd, upewniając się, że nikt nie obserwuje na ciebie ani nikogo, kto ma
naszą ochronę. Ale nadal nie chcemy, żebyś szła na policję albo żeby się tu z
tobą spotkali. Odeskortujemy cię do prywatnego miejsca, abyś mogła podzielić
się tym, co się stało ze Chudym i Mitch’em, i nikt się nie dowie. Dobrze ci z
tym?
Z
wahaniem skinęłam głową.
–
Żyłeś naszym życiem, kochanie – powiedział cicho - Minęło trochę czasu, ale
wróciłaś i to nie jest gówno, o którym zapomniałaś. Więc znasz nasz świat.
Wiesz, że to, co zrobił, przysporzyło mu więcej kłopotów niż te, które już miał
od nas. Starsze panie są nietykalne - Podniósł rękę w moją stronę, mimo że nie
wykonałam żadnego ruchu, by odpowiedzieć - Wszyscy dochodzimy do tego, gdzie byliście
ty i High, ale myślę, że Valenzuela myślał inaczej i zrobił to samo. Będziemy
wykonywać ruchy, aby upewnić się, że upadnie, ale chcę, żebyś wiedziała po tym,
co się właśnie wydarzyło, zrobimy również ruchy, aby chronić naszych. To się
więcej nie powtórzy. Jesteś okej. Utrzymamy cię w ten sposób.
Nagle
zaczęłam się trząść.
Odzyskałam
Logana.
Odzyskałam
jego rodzinę.
Mieli
wroga, ten wróg mi groził, a to nie było dobre.
Ale
odzyskałam Logana.
Odzyskałam
jego rodzinę.
A
oni mieli się mną opiekować.
I
to było tak przytłaczające w dobry sposób, że nie mogłam nic zrobić, tylko stać
tam i brać to wszystko.
Tack
w moim salonie.
Boz.
Hop. Pete.
Byłam
w swoim domu.
Ale
czułam się, jakbym właśnie wróciła do domu.
Tack,
albo pozwolił mi na moją reakcję, nie komentując jej, albo jej nie zauważając
(to drugie było wątpliwe), kontynuował - High wprowadzi cię w to, co musisz
wiedzieć. To, co musisz wiedzieć od nas, to to, co ci powiedziałem. To gówno
mogło ci się przytrafić, ponieważ okoliczności między wami sprawiły, że mogło
się to wydarzyć. A Valenzuela jest chciwy i szalony, ale nie jest głupi. Dobrze
wybrał. Ale jeśli spojrzy na ciebie, zobaczy, że jesteś w pełni w owczarni. Nie
sądzę, że znowu będzie taki głupi. Nie będzie miało znaczenia, upewnimy się, że
tak nie jest.
Zdołałam
skinąć głową, a potem coś mnie uderzyło i spojrzałam na podłogę obok mojego
fotela.
Skrzynia
zniknęła.
Podobnie
jak o Valenzueli, przez cały czas spędzony z Loganem, nie pomyślałam o tym.
A
to, że jej nie było, przeraziło mnie.
–
Skrzynia – szepnęłam.
-
Co kotku? - zapytał Logan.
Przechyliłam
głowę, żeby na niego spojrzeć - Skrzynia. Wziął ją ze śmietnika. Przyniósł ją z
powrotem - Wskazałam na podłogę przy fotelu - Była przy fotelu.
Wargi
High’a zacisnęły się, jego wzrok spoczął na Tacku, a potem z powrotem na mnie.
Wrócił
w samą porę, żebym powiedziała histerycznym tonem - To zniknęło. Myślisz, że
wrócił i dostał ją?
-
Millie, piękna, było między nami bardzo dużo, a ja chciałem, żeby to się
rozegrało bez rozpraszania uwagi, więc przeniosłem skrzynię do szafy w twojej
pustej sypialni.
Oparłam
się o niego z dwóch powodów.
Skrzynia
była w domu i bezpieczna.
A
ten szaleniec nie wrócił.
–
Cztery, dziewięć, jeden, trzy – powiedział cicho Logan.
Kod
bezpieczeństwa.
Widział
moją panikę.
I
osłaniał mnie na różne sposoby.
–
Cztery, dziewięć, jeden, trzy – odpowiedziałam cicho.
Objął
mnie ramieniem, tak że jego dłoń znalazła się pod moją szczęką.
Potem
pochylił się po kolejny pocałunek. Nie muśnięcie warg, ale też bez języków. Ten
jednak trwał dłużej niż ten w holu.
A
kiedy podniósł głowę, moja panika zniknęła.
Puścił
moją szczękę, kiedy czyjaś obecność pojawiła się w naszej przestrzeni.
Oboje
spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyłam stojącego tam Pete’a.
Wstrzymałam
oddech na widok blasku w jego oczach, gdy patrzył między nami.
Te
oczy spoczęły na mnie.
–
Kurwa, kochanie, jak dobrze, że wróciłaś – wyszeptał.
Wydałam
z siebie dźwięk, powstrzymując łzy i wysuwając się z uścisku Logana w kierunku Big
Petey’a.
Jego
ramiona zacisnęły się wokół mnie.
Złożona
w ramionach Chaosu.
O
tak.
Wróciłam
do domu.
Super ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń