czwartek, 6 kwietnia 2023

11 - Dziura w mojej duszy (cz.2)

 

 ROZDZIAŁ 11

Dziura w mojej duszy (cz.2)

 

Chodząc z dziurą w duszy.

Spojrzałam na niego.

Spojrzałam na leżącego na mnie Logana.

Był z powrotem.

Leżąc na mnie.

Wiedział to wszystko.

Rozumiał to.

Nie był na mnie zły.

Wyłożyłam to i miałam dramat i obudziłam się następnego dnia, gdy Logan robił bekon i mówił mi, że wróciliśmy.

Wróciliśmy.

– Nie wiem, ale myślę, że albo się rozchoruję, zacznę płakać, albo wpadnę w katatonię – wyszeptałam, zdecydowanie zbyt nieprzytomna, by móc przetworzyć wszystko, czego doświadczałam.

Poczułam, jak jego ciało rozluźniło się na moim.

- To pierwsze, wyświadcz mi przysługę i daj mi znać, żebym mógł zabrać cię do toalety. Tłuszcz z bekonu na prześcieradłach jest tym, z czym mogę żyć. Rzygi, nie tak bardzo.

Poczułam dziwną potrzebę histerycznego śmiechu, która we mnie buzowała i wcale nie była zła.

Niepewnie położyłam ręce na jego bokach, czując pod nimi koszulkę, ciepło i twardość Logana.

Wróciliśmy.

- Millie.

Skupiłam się na nim, a nie na niepodważalnym dowodzie tego, co Logan mówił, obciążając mnie, ogrzewając mnie przez koszulkę i zobaczyłam, że jego oczy przeszukiwały moje, jak wyglądał wtedy, kiedy stał przed łazienką.

Ciepło i troska.

Logan.

Mój Logan.

Był z powrotem.

Moje palce zacisnęły się na jego koszulce.

- Tęskniłam za tobą.

To nie był szept.

To był oddech.

Były ledwo słyszalne, a każde słowo było obciążone cierpieniem i historią.

Ale on to usłyszał, a potem ja usłyszałam jego jęk, poczułam, jak przedzierał się przez niego, przedzierał się przeze mnie.

Ból.

Dźwięk przepełniony bólem.

Wydał dźwięk uwalniający ból.

Potem jego twarz znalazła się na mojej szyi, leżeliśmy po bokach, a jego ramiona były zamknięte wokół mnie.

Przesunęłam dłońmi po jego plecach i ponownie zacisnęłam je w pięści na materiale, chwytając go tak, jak powinnam była dwadzieścia lat temu.

Jakbym nigdy nie miała pozwolić mu odejść.

Odwróciłam głowę, moje usta szukały jego ucha.

- Proszę pocałuj mnie.

Bez wahania, Logan został zobowiązany. Jego ręka przesunęła się w górę, by zakręcić się wokół podstawy mojej głowy, gdzie stykała się z szyją, trzymał ją mocno, wziął moje usta i pocałował mnie głęboko, mocno i mokro.

To bolało, Boże, bolało. Ból był nie do zniesienia.

I wydawało się to całkowicie, niemożliwie, cudownie piękne.

Zakończył to, przesuwając głowę tak, że jego skroń była mocno przyciśnięta do mojej.

- Ja też za tobą tęskniłem, piękna.

Zamknęłam oczy i ścisnęłam go mocniej, wciskając się w jego ciało, trzymając go przy sobie i próbując wtopić się w niego.

Czkawka, którą mimowolnie wydałam, by powstrzymać łzy, była nieprzyjemna.

– O, cholera – szepnęłam, a jego głowa się podniosła.

– Rozchorujesz się? - zapytał.

- Ja… - przełknęłam, fala przeszła, więc kontynuowałam - Nie sądzę.

– Kurwa, Millie – uciął.

Przesunęłam dłonią po jego klatce piersiowej – Tak mi przykro, Loganie. Ja… to… to… - Potrząsnęłam głową. Nie stworzono słów, aby to przekazać, jakie to było znaczące, jak bardzo mnie to uszczęśliwiło. Więc dokończyłam - Psuję nasze pojednanie.

- Nie przejmuj się tym. Nie czujesz się sobą, cokolwiek. Jak przejdziesz przez to, zapewnię ci pojednanie, którego nie zapomnisz. Ale to, że nie czujesz się sobą, przypomina mi, że jestem na ciebie wkurzony.

Moja broda cofnęła się, a moje ciało usztywniło.

– Myślałam… – zaczęłam.

– Pojechałaś do Paryża beze mnie.

Usta mi się rozchyliły.

– To gówno jest nie w porządku – warknął.

Wpatrywałam się w jego zirytowane oczy, myśląc o wszystkim, co się wydarzyło, zarówno przez dwadzieścia lat, jak i o intensywności ostatnich tygodni, o rozmowie, którą właśnie odbyliśmy (cóż, głównie on ją przeprowadził, bo to on wszystko mówił, ale ja tam byłam) i nie mogłam po prostu uwierzyć w to, że był wkurzony z powodu Paryża.

– Nadal tam jest, Logan – zauważyłam.

– Wiem, Millie, to wcale nie poprawia sytuacji.

– To było tam od setek lat, Logan – kontynuowałam.

– To też wiem, Millie – warknął - Nie poprawia sytuacji.

– Mówię tylko, że wciąż możemy tam pojechać.

- Widziałaś nocą całą oświetloną wieżę Eiffla?

Wzniosłam oczy do sufitu.

– Właśnie – stwierdził z irytacją - Pierwszy raz to miałaś i to było beze mnie, a miało być ze mną.

Musiałam przyznać, że widok Wieży Eiffla mrugającej w nocy był absolutnie wspaniały, ale o wiele lepiej byłoby podzielić się nim z Loganem.

I musiałam przyznać, że miał rację. To miało być z nim.

Chociaż musiałam przyznać obie te rzeczy, nie zrobiłam tego na głos.

Spojrzałam z powrotem na niego i zapytałam - Czy możemy nie walczyć, kiedy mam jetlag i właśnie się pojednaliśmy?

- Tak, nie możemy teraz walczyć. Porozmawiamy o tym gównie, kiedy poczujesz się lepiej i kiedy zainicjuję oficjalne pojednanie.

Moje uda zaczęły mrowić.

– Oficjalne pojednanie? - Zapytałam.

- Jakbyś nie wiedziała, że będę cię pieprzyć bez tchu w sposób, w jaki zapamiętasz każdą sekundę tego do końca życia.

Zaparło mi dech w piersiach.

– Ale teraz, skoro zawiozłaś swój tyłek do Paryża beze mnie – ciągnął – i masz z tego powodu popieprzone, przywożę tutaj twój telewizor, a my będziemy przed nim wisieć i oglądać. Zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby przezwyciężyć to gówno. Potem zorganizuję ci to pojednanie, a potem zajmiemy się resztą.

O, rany.

- Resztą? - podpowiedziałam.

- Mała, mam dzieci. Dzieci, które będą w twoim życiu. Dzieje się gówno, w sprawie którego musimy podjąć decyzje. I cofniesz wszystko, co zrobiłaś, by zaplanować wydostanie się z Denver.

Na szczęście żadne z tych ostatnich nie zostało osadzone w kamieniu.

Logan jednak nie skończył.

– I najwyraźniej mamy kilka kotów do odebrania.

Niepewnie uśmiechnęłam się do niego, ignorując początek niepokoju na komentarz o jego dzieciach, które będą w twoim życiu.

- Widziałam zdjęcia kociąt w Internecie – powiedziałam mu - Chłopiec i dziewczynka. Są bardzo słodkie.

- Nieważne - wymamrotał, wpatrując się w moje usta - Dziewczyny je pokochają.

W tym momencie trudniej było zignorować początek niepokoju, który szybko narastał, chociaż z przyjemnością dowiedziałam się, że jego córki lubią zwierzęta.

- Teraz mam naczynia do wstawienia do zlewu i telewizor do przyciągnięcia tu – wymamrotał, a kiedy to zrobił, coś we mnie wstąpiło.

Było to ciężkie, ciepłe, przerażające, pocieszające tak bardzo, że moje ręce znów zacisnęły się na jego koszulce, a on znieruchomiał.

- Kotku.

Gapiłam się na jego podbródek. Wąsy były tam długie i mogłam wyczuć, jak długie, bo skórą na twarzy wyczuwałam ich cień po jego pocałunku.

– Millie – zawołał ostro.

Podniosłam na jego wzrok.

- Czy naprawdę tu jesteś? - wyszeptałam.

- Kurwa - jęknął, przysunął się i znowu mnie pocałował. I znowu było mokro, było głęboko.

Ale to nie było mocne.

Odsunął się, ale nie za daleko.

- Musisz stłumić to słodkie i miłe, mała - powiedział cicho - Jestem wielkim fanem twoich ust, wielkim fanem posiadania tego z powrotem, wielkim fanem tego, by w końcu znów było to dla mnie dostępne. Nie jestem wielkim fanem zalotów, kiedy potrzebowałabyś zwymiotować podczas pocałunku. Więc pomóż mężczyźnie. Słyszysz?

Słyszysz?

Nie wierzyłam w to.

Do tego czasu.

Do tego czasu.

To było coś, co było takie Logana. Był jedyną znaną mi osobą, która mówiła to tak, jak powiedział.

Słyszysz?

Powiedział to, kiedy spotkałam go po raz pierwszy. Powiedział to milion razy później.

I właśnie dał mi to ponownie.

Nie takiego jakim był, kiedy graliśmy w naszą szaloną grę.

Tak jak kiedyś mi to dawał.

Wojny toczono o rzeczy, które nie miały żadnego znaczenia. Serca zostały złamane. Dokonano zdrady. Wypłacono fortunę. Składano ofiary.

Wszystko na nic. Wszystko dla gówna.

Ale oddałabym wszystko, walkę na śmierć i życie, łamanie serc, kłamstwa, oddanie każdego grosza, który posiadałam, sprzedałabym duszę, by odzyskać Słyszysz? Logana, tak jak teraz. Coś, co znaczyło cały świat, ponieważ oznaczało, że go miałam.

I miałam to z powrotem.

Jego z powrotem.

Wciągnęłam powietrze przez nos, gdy moje zatoki zaczęły mrowić w tym samym czasie, gdy skinęłam głową.

Potem powiedziałam - Słyszę, Logan.

– To ostatnia rzecz, jaką dostaniesz, Millie, zanim się ułożymy, żebyś mogła sobie wszystko uporządkować – powiedział bez ceremonii, jakby tylko kontynuował naszą rozmowę.

Nie tak, jakby miał zamiar zmienić cały mój świat.

Następnie zmienił cały mój świat.

Nie, nie zmienił go.

Dał mi to z powrotem.

- Kocham cię – oświadczył - Kochałem cię wtedy. Kocham cię teraz. Nigdy nie przestanę cię kochać w sposób, o którym wiem, że nigdy nie przestanę. Byłaś tym dla mnie, jedyną, jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem i nigdy nie przestałaś być. Więc myślę, że rozumiesz, jak nie mogę znaleźć słów, by wyjaśnić, jak cholernie się cieszę, że wróciłaś.

- Ja… - czkałam, głęboko oddychałam, chwyciłam jego koszulkę, a on czekał przez to wszystko – Też – wypchnęłam się.

Całkowicie kiepsko.

Ale dało mi to jego uśmiechnięte oczy i muśnięcie ust.

Jego usta pozostały tam, gdzie były, jego oczy wpatrywały się w moje, kiedy wyszeptał - Zawsze robiłaś to gówno.

Zrobiłem.

Mogłam mu powiedzieć, że go kocham i zrobiłam to. Mogłam to pokazać i robiłam to.

Ale nie zrobiłam tego kwieciście.

Logan robił to na kwiecisty sposób motocyklisty, twardziela i robił to naprawdę dobrze.

I to też miałam z powrotem.

Znów zaczęłam głęboko oddychać.

- Mała, jajka wyschną na tych talerzach, jeśli nie pozwolisz mi odejść – powiedział mi.

Czkałam, skinęłam głową i powoli, bardzo, bardzo powoli puściłam go.

Odsunął się, ale poczułam, jak jego włosy przesuwały się po mojej twarzy, jego usta wzdłuż mojej szczęki, gdy to robił.

Kiedy go nie było, zwinęłam się w kłębek, naciągając kołdrę i patrzyłam, jak poruszał się po łóżku, zbierając wszystkie nasze rzeczy.

Słyszałam z daleka dźwięk zlewu, gdy odstawił naczynia do namoczenia.

Patrzyłam, jak wciągał telewizor, ustawił go na szafce nocnej, którą przyniósł z gościnnej sypialni, jak podłączał go do gniazda kablowego, które zainstalowałam, ale nigdy go nie używałam.

Potem poczułam, jak mnie objął, kiedy wszedł do mnie do łóżka.

Słyszałam też, jak rozkazywał - Nie zasypiaj, kurwa. Musisz wytrzymać do ósmej, potem możesz się rozbić.

Nie zapomniałam, jaki był apodyktyczny.

Chodziło o to, że nigdy mi to nie przeszkadzało.

To był on.

I nigdy nie przeszkadzało mi nic w Loganie.

Chociaż teraz było to trochę irytujące. Ale to był dojrzały, twardziel motocyklista, mój dojrzały, twardziel motocyklista, który był irytujący. Więc nawet jeśli było to irytujące, nie było to aż tak irytujące.

Nie podzieliłam się tym.

Zamiast tego obejrzałam półtora filmu z Loganem.

Potem zrobiłam, co do diabła chciałam, co zawsze robiłam, kiedy był apodyktyczny.

Albo, powinnam powiedzieć, zrobiłam to, czego chciał mój organizm.

Rozbiłam się.

W moim łóżku.

Zaplątana w mojego mężczyznę.


 

1 komentarz: