czwartek, 30 marca 2023

9 - „Daleko w tyle” (cz.2)

 

 ROZDZIAŁ 9

„Daleko w tyle” (cz.2)

*****

High

- Kobieto, kurwa, mówiłem ci - Usłyszał warczenie Tacka.

Ale nie mógł zwracać uwagi na to, co się wikłało, bo Cherry nie potrafiła zachować siebie dla siebie.

Poruszał się.

Poruszał się, by dostać się do Millie z jej słowami miażdżącymi mu mózg.

Poświęciłam wszystko, abyś ty mógł mieć to wszystko!

A potem się nie ruszał, bo Kellie była w jego przestrzeni, przed jego twarzą.

– Ty pieprzony skurwysynu! – wrzasnęła, uderzając go w pierś.

Jego ciało stwardniało się, jego szczęka zacisnęła się i jedno i drugie było dobre, bo powstrzymywały go przed odwzajemnieniem się w jakikolwiek sposób, kiedy znów go popchnęła.

- Zniszczyłeś ją! - wrzasnęła, a jego stwardniałe ciało naprężyło się - Czy to nie wystarczyło? - zapytała - Czy wy i wasze suki musicie się zabawiać, znowu ją pieprząc? - Spojrzała za nim w stronę stołu - Nowina, dupki, nie było nic do spieprzenia. Ona przepadła. Nie musieliście się starać. Ale niesamowite - warknęła sarkastycznie - trafiliście w dziesiątkę, przywracając jedyną pieprzoną rzecz na tej ziemi, która rozerwałaby jej łachmany na strzępki.

I na koniec wskazała kciukiem High’a.

- Pamięć służy, suko, ktoś inny był w strzępach po tym, jak twoja cipa go zmarnowała - odpowiedział Boz.

- O tak? - Zapytała Kellie, a oczy zwęziły się niebezpiecznie na jego bracie.

- Tak - odparował Boz.

- Nie widzieliście.

Hop był teraz przy ich stole, zespół nadal grał na scenie, ale gracze byli uwikłani w obecne popieprzenie i mogli być wszędzie, ale byli całkowicie skupieni na tym, co działo się właśnie tam, właśnie wtedy.

Zwłaszcza kiedy Kellie wyszeptała te dwa słowa.

I jak to zrobiła.

Wszyscy to słyszeli; High mógł wyczuć, jak to słyszeli.

Ale on to odczuł.

Każde słowo.

- Czego nie widzieliśmy? - zapytał Pete.

High patrzył, jak ciało Kellie zadrżało, po czym potrząsnęła głową - Nie zasługujecie, żeby to wiedzieć. Nie zasługujesz – spojrzała na High’a - kutasie - Podniosła rękę, by wskazać palcem na jego twarz. – Trzymaj się, kurwa, z dala od jej życia, dupku. Zostaw ją w spokoju.

– Zostawiła mnie – warknął High.

- To nie ona odeszła - odpowiedziała Kellie.

Ramiona High’a były napięte w sposób, który sprawiał wrażenie, że każdy ruch mógłby je złamać.

Jezu.

Kurwa.

Jezu.

- Czy to nie ona kazała mu się wynosić? - zauważył ze złością Boz.

- To nie ona odeszła i nie wróciła – Kellie odpowiedziała Boz’owi, ale słowa były skierowane do High’a i wiedział to nie tylko po tym, że nie spuszczała z niego oczu. Szeptała w tętniącym życiem barze przy akompaniamencie zespołu rockowego, ale on słyszał wyraźnie każde słowo - Nie wróciłeś - Powtórzyła, stanęła na palcach, jej wzrok utkwił w jego i zadrwiła - Więc kto kogo zostawił, dupku?

Słysząc to, obróciła się na obcasie, posłała im wszystkim spojrzenie przesycone jadem, odwróciła się i przeszła między stołami.

High patrzył, jak odchodziła, zamrożony.

Jak kochasz mężczyznę, Millie, wierzysz w niego, bierzesz go takim, jakim jest. Idziesz z nim w podróż bez względu na to, co się stanie, nawet jeśli oznacza to przejście przez ogień.

Powiedział to.

Dwadzieścia lat temu powiedział, że patrząc jej w oczy, czując tak wiele, a gówno widział.

Nie widział, co było w jej oczach.

Skończyłam z przechodzeniem przez ogień dla ciebie, High!

Jezu.

Nowina, dupki, nie było co spieprzyć. Ona przepadła.

Kurwa.

Ona przepadła.

Wiedział to. On to widział. Jej dom. Jej ubrania. Jej biuro.

Wracała tylko wtedy, gdy trzymał ją w ramionach.

Więc kto kogo zostawił, dupku?

Kurwa!

Oderwał się od tych myśli w chwili, gdy czyjaś dłoń wylądowała na jego ramieniu.

Odwrócił się do tego.

– Bracie – powiedział cicho Tack.

- Kontroluj. Swoją. Kobietę – wycedził High, strząsnął dłoń brata i przepchnął się przez bar do drzwi.

Wsiadł na motocykl, wykręcił i ruszył.

Przejechał każde czerwone, na każdym pieprzonym świetle, zanim zaparkował tuż przed domem Millie.

Widział, że było ciemno.

Uznał to za niepokojące.

Jezu, jej twarz w barze.

To nie był gniew. To nie była frustracja.

To była udręka.

Wyryta tam.

Do tego czasu ukryta.

Wyciekła. Widział to w jej biurze.

Ale nadal nie chciał tego widzieć.

Kurwa.

Podszedł do jej domu, walił w drzwi i robił to długo.

Nic. Żadne światła się nie paliły, nie wyczuł żadnego ruchu firanki.

Kontynuował walenie.

Mogła go ignorować.

Sądząc po wyrazie jej twarzy w barze, mogła tam być i robić coś innego.

Nie miał swojego zestawu do wybierania zamków i nie miał czasu, aby go zdobyć. Co więcej, podczas testowania dowiedział się, że miała zasuwkę, więc karta kredytowa nie działałaby.

To oznaczało, że musiał zdjąć swoją kurtkę, owinąć ją wokół pięści i przebić jej szybę pięścią.

Zrobił to, otworzył drzwi, pchnął je i wszedł do środka, chrzęszcząc butami po odłamkach.

Poszedł prosto do jej sypialni, włączył światło, a jego płuca rozszerzyły się tak gwałtownie, że pomyślał, że eksplodują.

Wszędzie było gówno. Rozrzucone ubrania, buty, szuflady otwarte, rzeczy wywieszone.

Pobiegł do łazienki i zastał tam jeszcze większy bałagan.

Kurwa, ona to zrobiła, czy ktoś na nią czekał?

Czy to była walka czy szał?

Czy ktoś zwracał uwagę na to, co robił High, gdzie chodził, z kim coś robił, i celowali w Millie, żeby dostać się do High’a? Do Chaosu?

Cholera, czy Valenzuela w końcu stracił cierpliwość i zagrał?

Z Millie?

Kurwa, czy ich szczęście mogło być aż tak do bani?

Wybiegł z łazienki, jej sypialni, biegał po domu, szukając włączników, zapalając światła.

W pozostałej części domu wszystko było tak, jak być powinno.

Nieskazitelne.

Podszedł do tylnych drzwi, odsunął zasłonę i zajrzał przez nie.

Brak czerwonego SUV-a.

Szybko przeszedł z powrotem przez dom do nieużywanej sypialni, kierując się prosto do szafy.

Jej walizki zniknęły.

To było szaleństwo.

To była Millie.

To Millie pakowała się w pośpiechu, by uciec od niego, uciec od Tyry i bzdur jej ekipy.

– Cholera… pieprzone… gówno – warknął, wyciągając telefon.

Wtedy właśnie High wykonał telefon, którego nie wykonywał od dwudziestu lat.

Zadzwonił pięć razy, a potem usłyszał - Halo, dodzwoniłeś się do poczty głosowej Millie Cross z Cross Events. Nie mogę teraz odebrać telefonu, ale zostaw…

Rozłączył się i spróbował ponownie.

Poczta głosowa ponownie.

Podszedł do e-maila z plikiem przesłanym przez Shirleen i wyciągnął go.

Wpatrywał się w niego, przewijając kciukiem, by znaleźć numer, którego potrzebował.

Postanowił zacząć od telefonowania. Zobaczy, dokąd go to zaprowadzi i wykona następny ruch.

Wystukał więc numer Dottie.

Odebrano po drugim sygnale i High dostał wkurzony męski głos, który nie zawracał sobie głowy powitaniem.

- Wiem, kto to, kurwa, jest i wiem, że twoje gówno jest skończone – stwierdził mężczyzna - Odeszła. Pozwól jej odejść i przestań mieszać jej w głowie.

High przyjrzał się swoim butom i rozkazał - Posłuchaj mnie...

Mężczyzna przerwał mu - Nie masz nic do powiedzenia, co chciałbym usłyszeć. Nic co Dot chce słyszeć. Jasne jak cholera, że nic co Millie chce słyszeć. To koniec, człowieku, i w pewnym sensie nie masz wyboru. Więc odpuść.

– Nie znam cię, koleś – zaczął High - Ale wiem, że nie było cię wtedy w pobliżu, więc nie wiesz, co się działo, więc nie wiesz, że muszę porozmawiać z Millie i nie wiesz, jak mam rozmawiać z Millie. Nie masz powodu, by mi zaufać, ale proszę, żebyś zaufał, że to pilne.

– Jedyna szansa na przekazanie jej pilnej wiadomości jest taka, że możesz wysłać sygnały dymne, a ona je odczyta i zobaczy, zanim wsiądzie do samolotu. Dot i ona są w drodze na lotnisko. Zniknie, zanim zdążysz zaparkować tam swój motocykl.

Kurwa!

- DIA? - dopytał High.

– Daleko od ciebie – odparł mężczyzna - Pierwszym lotem do Nowego Jorku. Drugi lot to Paryż. Myślę, że to wystarczająco daleko, by mogła zebrać myśli i uporządkować swoje życie. Ale, człowieku, mówię ci to wyłącznie po to, żebyś zrozumiał wiadomość. Ona nie wróci. Ona stawia dystans między sobą a tym, co jest tutaj, co oznacza ją i ciebie, i utrzyma to w ten czy inny sposób, mam na myśli fizycznie. Denver jest dla niej wspomnieniem, bo ty musisz być dla niej wspomnieniem. A skoro już cię mam, koleś, dzięki - wypluł ostatnie słowo – Dzięki, że zabrałeś nam naszą dziewczynę. Ciotkę, którą kochają moje dzieci, siostrę, którą uwielbia moja żona, kobietę, którą poznałem, która nie ma w sobie światła, ale wciąż ma w sobie dość miłości, by rozświetlić światy ludzi, którzy się dla niej liczą. To jest teraz dla nas stracone przez ciebie. Dzięki za to, dupku. Wielkie dzięki.

I z tym się rozłączył.

High opuścił na biodro rękę, której palce nadal obejmowały telefon, i przyjrzał się czubkom swoich butów.

Nie jestem pewna, czy uda ci się zdobyć paszport w jeden dzień, Logan.

Jak chcesz jechać do Paryża, znajdę sposób.

Wyjechała do Paryża.

Z tego, co ustalili Shirleen i Brody, wiedział, że Millie nigdy nie opuściła kraju, ale miała paszport.

I wykorzystała go, żeby pojechać do Paryża.

Bez niego.

Zostaw mnie z moim niczym!

High miał wybór.

Kierować się sercem i zdobyć tymczasowy paszport, nakłonić Brody’ego do odnalezienia jej i zabrać swój tyłek do Francji, żeby mógł się dowiedzieć, co się, do cholery, działo.

Albo kierować się instynktem, wiedząc, że kobieta nie mgła zmienić całego swojego życia z Paryża. Miała biznes. Miała dom.

Wróci.

A kiedy wróci, będzie spokojniejsza. Poświęciłaby czas, żeby się pozbierać.

A on wiedziałby, kiedy by wróciła, bo tym też by się zajął Brody.

Potem porozmawia z nią w tym popieprzonym, nieskazitelnym domu i wtedy w końcu dowie się, co się, do cholery, działo.

Chciał kierować się sercem. Widział tylko jej twarz w The Roll. Słyszał tylko jej słowa drapiące jego duszę.

Ale już wcześniej kierował się sercem z Millie. Przyjmował ciosy, które zadawała, nie zwracając uwagi i odszedł, próbując zakończyć ból.

Gdyby wtedy kierował się instynktem, zwróciłby uwagę. Zobaczyłby. Usłyszałby.

Nie zostawiłby jej w tyle.

Wiedziałby, że to wszystko, co wypluła, było gównem i wróciłby.

– Kurwa – wymamrotał - Przeczucie - zdecydował.

Kosztowało go to, ale High poszedł z tą decyzją.

Ale zanim to zrobił, pojechał po swojego pickupa, pojechał do Ride, wziął trochę sklejki i wrócił do Millie, żeby zabezpieczyć jej drzwi.

*****

Tyra

Poszłam za Tackiem do naszej sypialni.

Zapalił światło, podszedł do łóżka, usiadł na nim i pochylił się do butów.

Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam opierając się o nie.

Jazda na naszą górę była cicha i niewygodna.

Mój mężczyzna był zły.

– Kane… – zaczęłam.

Podniósł głowę, by na mnie spojrzeć, a ja zamknęłam usta.

– Mówiłem ci – burknął.

– Nie rozumiesz, Słonko – powiedziałam cicho.

– Nie – ugryzł, wstając. – Ty nie rozumiesz, Tyra - Oparł ręce na biodrach - Kurwa, kobieto, jak możesz, na Boga, stać tam i walczyć o swoją rację po tym, jak byłaś świadkiem tego, jak potoczyło się twoje popieprzone gówno?

- Nie mogłoby być tak wiele uczuć, chyba że nie byłoby ich tak wiele, Kane - zauważyłam.

- Powiedz mi, Ruda, myślałaś o tym, co by było, kiedy się spotykaliśmy, wypatroszyłabyś mnie i odszedłbym od ciebie, jasno dałbym do zrozumienia, że nie chcę mieć z tobą nic więcej wspólnego, nawet jeśli położysz głowę pod topór. Jakaś suka, której nawet, kurwa, nie znałaś, wmieszałaby się w twój biznes, popychając cię na mnie tylko po to, żebyś przyjmowała uderzenie odstrzelenia cię raz za razem, a bracia za moimi plecami zadaliby ten sam rodzaj ciosów. Chciałabyś tego?

– Jeśli dzięki temu bym cię odzyskała, tak – wyszeptałam – Przyjęłabym każde uderzenie w kółko i w kółko, aż bym cię odzyskała.

Wpatrywał się we mnie.

Wytrzymałam jego spojrzenie i pozwoliłam, by cisza się przeciągnęła.

Potem to zakończyłam.

– Powiedz, że widziałeś ją dziś wieczorem – powiedziałam.

Odwrócił wzrok, przeczesując dłonią włosy.

Widział.

- Ona cierpi - Powiedziałam mu coś, co teraz wiedział.

Spojrzał na mnie - Nie nasza sprawa.

- Kochanie…

Jego następne było ostrzegawczym szeptem.

– Nie nasza sprawa, Ruda - Wziął wdech i nie odrywał oczu od moich - Wiesz to. Wiesz jak to jest. Ci chłopcy, moi bracia, twoi bracia, oni cię cholernie kochają, mała. Całkowicie cholernie ja ciebie kocham. Ale znasz mężczyzn takich jak my. Ty cholernie znasz do głębi duszy, mężczyzn takich jak my. Wiesz, że to gówno nie może być włączone. Twoim celem jest współczucie. Ale z mężczyznami takimi jak my, twoje metody są nie do przyjęcia - Trzymał moje oczy i ściszył głos do łagodnego – I wiesz o tym, mała. Więc wiesz, że to nie nasza sprawa.

– Ona może coś zrobić… – zaczęłam.

Odciął mnie - Będę miał oko.

Kiwnęłam głową. Wzięłabym to, ponieważ musiałam, ale także dlatego, że wiedziałam, że on to zrobi.

– Skończyłaś? - zapytał.

Potrząsnęłam głową i zobaczyłam, jak jego szczęka twardnieje.

Ale powiedziałam mu - Nie podoba mi się to. Ale myślę, że muszę skończyć.

Jego twarz rozluźniła się, a jego rozkaz był cichy i zachęcający - Przygotuj się do łóżka, kochanie.

Ponownie skinęłam głową i zabrałam się do robienia tego.

Dołączyłam do mojego mężczyzny w łóżku.

Nie spałam.

Mój mąż to wyczuł.

– Musisz się zrelaksować – powiedział.

– Myślisz, że High zamierza…?

– Myślę, że to nie nasza sprawa.

Podniosłam głowę - Tack…

- Mała. Nie - Dwa słowa, stanowczo. I tak po prostu poszedł - Jesteś tym, kim jesteś, a ja jestem z tobą właśnie dlatego. Jestem, kim jestem, a ty jesteś ze mną właśnie dlatego. To, co mamy, działa. Fenomenalnie. Robimy to, co robimy, jesteśmy tym, czym jesteśmy i czerpiemy z tego przyjemność, bez powstrzymywania się. Ale to my. To jest Klub. To jest brat. To samo nie dotyczy braci. Masz swoje miejsce w Klubie. Ja mam swoje. Znamy swoje miejsca, Ruda, i nie zbaczamy z drogi. Więc dopóki brat nie zrobi czegoś w naszym interesie, to nie jest nasz interes, tak?

- Martwię się - powiedziałam.

W jego ochrypłym głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia, kiedy mruknął – Nie chrzanisz?

- Tack - To był kiepski dowcip.

Przyciągnął mnie mocniej w swoje ramiona i przytulił.

- High i ja nie widzieliśmy się oko w oko przy wielu okazjach na przestrzeni lat, ale to nie znaczy, że nie jest Chaosem. Jest Chaosem, do szpiku kości. Jest bratem mojej duszy. Jak myślisz, co on zamierza zrobić?

Oto było.

Dokładnie to, czego potrzebowałam.

- Zaopiekuje się Millie – szepnąłem.

– Tak – odszepnął Tack, zaczynając gładzić mnie po włosach.

– A teraz odpoczniesz i pójdziesz spać?

- Spróbuję.

Westchnął.

Potem wtoczył się we mnie.

Tam wymamrotał - Znam sposób na relaks.

Znał ich około siedmiu tysięcy.

Zanim zdążyłam powiedzieć słowo, pochylił głowę w moją stronę, wziął moje usta i zaczął mnie uspokajać.

*****

High

Następnego dnia High był z powrotem w domu Millie, kiedy wezwani przez niego mężczyźni wymienili zbite szkło na kolejną grubą, dociętą taflę.

Dzięki temu, że wyciągnął dodatkowy klucz, był tam również trzy dni później, kiedy ludzie, których wezwał, zainstalowali system alarmowy, co oznaczało, że wszystkie szyby, okna i drzwi w jej domu były zabezpieczone przed włamaniem.

I odebrał telefon, kiedy Brody powiedział mu, w jakim hotelu się zatrzymała w Paryżu. Odbierał też więcej telefonów, kiedy używała karty, żeby Brody mógł mu powiedzieć, gdzie jadła śniadanie, lunch, kolację, wydawała pieniądze, na jakie wycieczki jeździła, gdzie robiła zakupy i co kupowała.

Na koniec Brody powiedział High’owi, kiedy miała wrócić.

Dwa tygodnie.

Musiał polegać na przeczuciu przez dwa tygodnie.

Mimo wszystko złożył wniosek o paszport awaryjny.

Na wszelki wypadek.

*****

Millie

Dwadzieścia jeden lat temu…

– Brat jest załamany – stwierdził Dog.

Spojrzałam z rekruta za barem w kompleksie Chaosu – rekruta, który nie był już rekrutem i dlatego wszyscy imprezowaliśmy, skoro on i jego nowy brat, Brick, zostali w pełni wtajemniczeni do owczarni dzień wcześniej – na kanapę, gdzie skierowany był wzrok Doga.

Boz siedział zgarbiony, głęboko w siedzeniu, z szeroko rozstawionymi nogami, oczami skierowanymi w poprzek pokoju.

Dog miał rację.

Boz wyglądał na załamanego.

Ktoś musiał coś z tym zrobić i zdecydowałam, że tym kimś będę ja.

Odwróciłam się z powrotem do Doga i uśmiechnęłam się – To jest impreza, więc to się nie może zdarzyć.

Spojrzał na mnie i mrugnął - Idź po niego, dziewczyno.

Zsunęłam się ze stołka barowego, chwyciłam piwo i powiedziałam - Tequila. Natychmiast.

Dog odwrócił się, złapał butelkę tequili z tyłu baru i podał mi ją.

Podniosłam ją - Doskonałe lekarstwo.

Uśmiechnął się i mruknął - Bez wątpienia.

Przechyliłam głowę i odwzajemniłam uśmiech, po czym przeszłam przez pomieszczenie, mijając stoły bilardowe, w stronę Boz’a, mając stopy w motocyklowych butach, tyłek zakryty szortami z obciętymi nogawkami, top ledwo zakrywający wiązaniem brzuch.

Kiedy podeszłam do Boz’a, nawet na mnie nie spojrzał.

Faceci patrzyli. Przytulali. Dotykali nawet ręką lub biodrem, czasem szarpali za włosy. Byłam dziewczyną. Pokazywałam skórę. Byli mężczyznami w tym sensie, że byli mężczyznami.

To się zdarzało.

Ale byłam starszą panią, więc zdarzało się to w pewien sposób, który nie komunikował niczego, co Loganowi by się nie podobało.

To był szacunek dla niego.

Był to również szacunek dla mnie.

To był Chaos.

W końcu zwróciłam na siebie uwagę Boz’a, kiedy rzuciłam się na kanapę obok niego i oświadczyłam - Znam chłopca, który wygląda, jakby potrzebował szmerku.

Uśmiechnął się uśmiechem, który nie sięgnął jego oczu, po czym przechylił głowę w stronę butelki – Zajmiesz się tym dla mnie?

Podniosłam tequilę - Absolutnie.

Chwycił ją, mrucząc - Wdzięczność, siostro.

Siostra.

Westchnęłam radośnie i skuliłam się obok niego, nasze ciała stykały się od ramion do kolan.

Odkorkował butelkę, pstryknął zakrętką, a ona przeleciała, a potem poślizgnęła się po podłodze, niezauważona, kilka kroków dalej.

Patrzyłam, jak wziął zdrowego łyka.

Kiedy upuścił butelkę, zapytałam - Wszystko w porządku?

- Czuję się dobrze, Millie - powiedział przed siebie.

I kłamał.

Przeniosłam wzrok z niego na pokój i zobaczyłam imprezę.

Widziałam też coś jeszcze.

Byłam starszą panią, więc nie pozwalano mi na wiele rzeczy. Jeśli chłopcy byli u nas i rozmowa schodziła na coś, o czym nie mogłam wiedzieć, Logan rzucał mi spojrzenie, które znałam i działałam bez pytania. Następnie wychodziłam poza zasięg słuchu i szłam na górę, aby słuchać muzyki w naszej sypialni lub szłam do drugiej sypialni, aby się uczyć.

To nie znaczyło, że nic nie słyszałam ani nie widziałam.

I właśnie wtedy zobaczyłam różne rzeczy.

Zobaczyłam Tacka, Brick’a, Hop’a i Blacka stojący w jednym kącie, skulonych i rozmawiających z piwem w dłoniach, a nic z tego nie działo się w sposób, który sprawiał wrażenie, jakby byli na imprezie.

Zobaczyłam też Naomi, staruszkę Tacka, siedzącą przy stole z Keely, Big Petey’em i Bev, nową dziewczyną, która kręciła się wokół tego Boza, na którą normalnie zwracałby uwagę, gdyby nie był w kiepskim nastroju. Keely, Bev i Big Petey kręcili gówno. Naomi skupiła całą swoją uwagę na swoim staruszku i nie wyglądała na szczęśliwą.

Kobieta rzadko wyglądała na szczęśliwą, ale w tym przypadku wyglądała na mniej szczęśliwą.

I na koniec, w innym kącie, zobaczyłam Chew i Arlo rozmawiających z moim mężczyzną.

Stali razem z Crank’iem.

Crank był prezydentem Chaosu. Crank był porządnym facetem, ale był też takim, który mnie trochę przerażał.

Nie mogłam tego określić, ale każdy brat, którego znałam, był autentyczny. Byli kim byli i pokazywali to, bez bzdur.

Mam dziwne wrażenie, że coś sprawiało, że Crank wchodził głębiej, być może mroczniej. To uczucie mówiło mi, że nie podzielał tego wszystkiego. I to było tak szorstkie w porównaniu z tym, jak wszyscy inni bracia byli, że mnie to przeraziło.

Patrzyłem i widziałem, że Crank właśnie wtedy nie zwracał uwagi na Chew’a, Arlo ani Logana, którzy również tam skulili się i rozmawiali.

Wpatrywał się w Tacka w sposób, który mnie przerażał.

Nie wiedziałam, co to oznaczało. Wiedziałam tylko, że Brick i Dog byli świeżo upieczonymi braćmi. Hop też.

I wszyscy zostali zrekrutowani przez Tacka.

Wszyscy bracia mogli zaproponować mężczyznę na rekruta, ale Tack był zajęty przez ostatnie kilka lat.

Wiedziałam też, że Chew, Arlo, Boz i Logan zostali zwerbowani przez Cranka.

Podobnie Black.

Ale Black stał z Tackiem.

Dochodziło do rozłamu. Czułam to. To nie było napięcie, nic z braćmi nie było tak wyczuwalne.

Ale był klimat.

W Klubie wiele się zmieniło. Sklep i warsztat robiły się coraz bardziej ruchliwe, Klub naciskał na to, co oznaczało, że Logan pracował więcej. Oznaczało to również, że skoro bracia podzielili się po równo zyskami, on (co się przekładało na nas) zarabiał więcej pieniędzy.

Bardzo dużo więcej pieniędzy.

Chociaż to, że było ich więcej, oznaczało, że Logan był o wiele bardziej zajęty niż kiedykolwiek wcześniej sprawami Klubu, które nie miały nic wspólnego ze sklepem ani warsztatem.

Odnosiłam wrażenie, że mu się to podobało, a jednocześnie miałam sprzeczne wrażenie, że go to niepokoiło. Miałam też poczucie, że cokolwiek to było, było przedsięwzięciem zarabiania pieniędzy, które nie miało nic wspólnego ze sprzedażą materiałów eksploatacyjnych do samochodów i budowaniem niestandardowych motocykli i samochodów, a nawet uprawą i sprzedażą trawki.

Logan o tym nie mówił, a ja wiedziałam, że nie będzie mówił, więc nie pytałam, więc nie wiedziałam.

To mnie niepokoiło.

Ta obawa nie była głęboka. Nie byłam nakręcona i się nie martwiłam. Nie kwestionowałam rzeczy. Znałam tych mężczyzn. Znałam tę rodzinę.

Wiedziałam też, że byli motocyklistami, żyli we własnym świecie, mieli własne zasady i robili rzeczy po swojemu, a te rzeczy były tym, co cholernie chcieli robić.

Wreszcie, wiedziałam, że jeśli pozostaną solidni i silni, mogli zrobić wszystko, do diabła, na co mieli ochotę. W rzeczywistości ich więź była tak potężna, że gdyby trzymali się razem, mogliby osiągnąć wszystko.

Wreszcie, wiedziałam, że jeśli pozostaną solidni i silni, mogą zrobić wszystko, do cholery, na co mają ochotę. W rzeczywistości ich więź była tak potężna, że gdyby trzymali się razem, mogliby osiągnąć wszystko.

To była część, która mnie niepokoiła.

Bo wyczuwałam rozłam. Wyczuwałam, że Boz nie wiedział, w którą stronę się pochylał. I zobaczyłam, że wydawało się, że Logan rzucił swój los na więź z Crank’iem i nie wiedziałam, czy to był właściwy wybór.

Popijałam piwo, wpatrując się w mojego mężczyznę, obserwując, jak kiwał głową na coś, co mówił Arlo, pogrążona w tych myślach, dopóki nie poczułam, jak Boz trącał mnie kolanem.

Spojrzałem na niego i widząc to, co zobaczyłem w jego oczach, wstrzymałem oddech.

– Zawsze będzie dobrze – powiedział cicho.

– Okej – odpowiedziałam równie cicho.

- High sprawi, że tak będzie dla ciebie, kochanie. Wiesz to. Tak?

W Klubie coś było nie tak.

Ale wiedziałam, że to, co powiedział Boz, było słuszne.

I to było wszystko, czego potrzebowałam.

– Tak – szepnęłam.

Uśmiechnął się do mnie i znów nie dosięgło to jego oczu.

Potem uśmiechał się dalej i w końcu nawiązał do tego, kiedy zaoferował mi butelkę tequili.

- Czas nas nawalić, ślicznotko – oświadczył.

Wzięłam od niego butelkę i odpowiedziałam - Nie padły żadne prawdziwsze słowa.

Potem wychyliłam zdrowego łyka.

– To moja dziewczyna – stwierdził Boz, a kiedy na niego spojrzałam, w jego oczach błyszczał humor i aprobata. Jego wcześniejszy wyraz niepewności i niepokoju zniknął.

Wykonałam swoją pracę.

Więc podałam mu butelkę i wsunęłam się głębiej w kanapę, wtulając się w Boza, gdy on przesunął się, by otoczyć mnie ramieniem, a ja przesunęłam się, by podwinąć nogi na siedzeniu, opierając głowę na jego ramieniu.

– Nie czuj się zbyt wygodnie – ostrzegł, ściskając mnie - Po kolejnych kilku strzałach, skopię ci tyłek w bilard.

- Do diabła nie skopiesz - odparłam - Będziemy mieli piętnaście i dwanaście, kiedy to ja miałam piętnaście i miałam zamiar zrobić szesnaście.

- Głupie gadanie.

– Zobaczysz – mruknęłam, wypijając więcej piwa.

Kiedy skończyłam, tequila była przed moją twarzą i wzięłam butelkę od Boza.

Wychyliłam też kolejną rundkę.

Kiedy z tym skończyłam, mój wzrok padł na mojego mężczyznę.

Uśmiechał się do mnie, jego uśmiech był zadowolony i nie był zmartwiony.

Wiedziałam to wcześniej, ale wtedy wiedziałam jeszcze bardziej.

Boz miał rację.

Cokolwiek działo się w Klubie, działo się.

Ale Logan zadbałby o to dla mnie. To nigdy by mnie nie dotknęło.

Nigdy.

Nigdy.

 

3 komentarze:

  1. Dziękuję, nadal czekam o co tak naprawdę chodzi. Dawno nie było tak zawiłej historii. Jestem zawiedziona postawą chłopców z Chaosu

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ❤️ wciągająca historia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bronią swojego, chociaż robią to po trupach (a przynajmniej jednym - Millie) :(

      Usuń