Słyszysz?
(cz.1)
Millie
-
Nie Carissa, ona jest za młoda, zbyt nowa w owczarni – oświadczyła Tyra - I nie
Tabby, bo jest w ciąży.
–
Słyszę cię – mruknęła Elvira.
–
Zgadza się – powiedziała Lanie.
Siedziałam
oparta plecami o poręcz kanapy pod oknem biura Tyry w warsztacie Ride,
wykręcając szyję, żeby wyglądać przez okno.
Odbywałyśmy
nasze walne zebranie, które zwołała Tyra.
To
była decyzja Tyry, że byłyśmy tu tylko Lanie, Elvira i ja.
Była
starszą panią prezydenta. Istniała hierarchia, nawet jeśli nie żądała ani
jednej rzeczy, więc wiedziałam, że to był jej wybór.
Dlatego
właśnie zgodziłam się z jej decyzją.
–
Millie? - zawołała.
Oderwałam
wzrok od ogromnego dziedzińca na zewnątrz, motocykli zaparkowanych przed Kompleksem,
naszych samochodów zaparkowanych przed biurem, stłumionych dźwięków
dochodzących z warsztatu i spojrzałam na Tyrę, siedzącą przy biurku.
Elvira
siedziała ze mną na kanapie, Lanie na fotelu naprzeciwko Tyry.
To
było trzy dni po incydencie i poszło tak, jak mówił Valenzuela.
Mimo
że zgłosiłam to policji, że tam był i że ja byłam świadkiem wszystkiego, czego
byłam świadkiem, tak jak powiedział Valenzuela, pojawił się mężczyzna i
przyznał się do zbrodni.
Miał
wszystkie timingi. Miał wszystkie działania zgrane w czasie (nie licząc
Valenzueli i jego zabójcy, ale potwierdził, że Pedro mnie uderzył, Carlos podjął
decyzję o porwaniu mnie, jako część mojej historii).
Miał
też broń użytą w morderstwach i pozostałości prochu po wystrzałach na dłoni.
Mimo
to Valenzuela został zatrzymany, przesłuchany, ale uzyskał alibi.
Nie
od prostytutki.
Od
jego dziewczyny, kobiety nazywającej się Camilla Turnbull, która zeznała, że
był z nią przez cały czas.
Znaleźli
również prostytutkę, którą opisałam i powiedziała, że tam była, ale powiedziała
też, że strzelec, który się przyznał, kazał jej wyjść przed makabrycznymi zajściami,
potwierdzając wszystko, co powiedziałam, że się wydarzyło. Ale potwierdziła też
kłamstwo, że był tam facet, który się przyznał, a nie było Valenzueli.
Kontynuując
historię Valenzueli, nic nie wskazywało na to, że tam był.
To
był motel; miejsce było pełne odcisków palców i DNA.
Żaden
z nich nie należał do Valenzueli.
Przepytujący
goście motelu przynieśli świadków, jak mnie wpychano po schodach do pokoju.
Obecność prostytutki. Że Carlos i Pedro tam byli.
A
sprawca, który się przyznał, został zidentyfikowany.
Dziesiątki
świadków ludzi przychodzących i wychodzących z motelu i nikt nie zgłosił
pozytywnego dowodu na obecność Valenzueli ani nie wspomniał o obecności
jakiegokolwiek innego mężczyzny.
Logan
odmówił przesłuchania Zadie. Radziła sobie ze wszystkim w porządku, a Logan nie
był napalony, by pozwolić, by coś jej zaszkodziło.
Deb
zgodziła się. Nie była tym wszystkim podekscytowana i nie była w super dobrym
nastroju. Ale Logan się nie pomylił. Nie zrobiła z tego czegoś brzydkiego.
Opiekowała się swoimi córkami. Zadzwoniła i zapytała o mnie.
Najwyraźniej
jednak znała drogę Chaosu i znała swojego byłego męża.
Nie
była już starszą panią.
Wciąż
trzymała się linii.
W
każdym razie, Zadie nie mogła potwierdzić zaangażowania Valenzueli, bo nie było
go w moim domu. Nie mogła więc wnieść do tej historii nic więcej niż to, co już
wiedzieli.
Valenzuela
był ostrożny. Całkowicie zatarł ślady. W rzeczywistości wszystko to było
zarówno niesamowite, jak i przerażające jak cholera.
–
Millie – zawołała ponownie Tyra.
Szarpnęłam
się i skupiłam się na niej.
–
Przepraszam – wymamrotałam.
–
Dziewczyno, musisz dać sobie jakoś pomóc – zachęcała delikatnie Elvira,
obserwując mnie uważnie - Musisz sobie wszystko poukładać w głowie. Gówno,
którego doświadczyłaś, było ekstremalne.
Wzięłam
oddech i wzruszyłam ramionami.
Miała
rację, oczywiście. Zostałam porwana i byłam świadkiem morderstwa dwóch
mężczyzn.
Byłam
starszą panią, ale nie byłam ze stali.
Ale
jakoś sobie z tym radziłam.
-
To ci miesza w głowie? - zapytał Tyra.
Kiwnęłam
głową - Budzę się w nocy - Pokręciłam
głową - Właściwie, wcale nie sypiam świetnie.
-
High się tobą opiekuje? - zapytała Łanie.
–
Tak – powiedziałam cicho, ponieważ opiekował się.
Wiedziałam,
że głęboko w nim płonęła wściekłość.
Ale,
żeby się mną opiekować, zakopał to.
Nie
widziałam tego. W ogóle.
Jeśli
obudziłam się w środku nocy, zachowywał się tak, jakby jedynym powodem jego
istnienia było pokonywanie demonów, które mnie budziły. Nawet w ciągu dnia,
kiedy mogłam kontrolować retrospekcje, był czujny, ostrożny, troskliwy.
To
był balsam, który działał kojąco.
Ale
nawet z takim potężnym, jaki był, wiedziałam, że na uzdrowienie trzeba będzie
długo czekać.
-
Rozmawiałam z Malikiem o tym gównie – oświadczyła Elvira - Mówi, że nawet z takim
dobrym wsparciem, jakie masz wokół siebie, w każdym przypadku, z którym ma do
czynienia, jedyną drogą jest profesjonalna pomoc.
Bałam
się, że jeśli przyznam, że potrzebuję doradcy, gniew, który Logan gromadził,
zacznie wymykać się spod kontroli.
Przeniosłam
wzrok na Tyrę.
Rozumiała
mnie, znała mój dylemat, ograniczone możliwości jego rozwiązania i posłała mi
delikatny uśmiech.
Spojrzałam
z powrotem na Elvirę.
-
To słodkie, że się martwisz, ale pomogłoby, gdybyśmy mogły skupić się na
zadaniu - powiedziałam jej.
-
Zrobię to. Jasne – odparła – Tylko jeśli obiecasz, że rozważysz zadbanie o
siebie tak, jak powinnaś.
Mogłam
jej to dać, więc skinęłam głową.
-
Racja, to, co musimy zrobić, nie będzie łatwe - oświadczyła Tyra.
Miała
rację.
Wtrącanie
się w sprawy braci było trudnym zadaniem. Jeśli te afery były niebezpieczne i
radzili sobie z nimi tak, jak uważali, że powinni, to było wręcz nie do
pomyślenia.
Ale
jeśli Logan powstrzymywał swoją wściekłość, wiedziałam, że jego bracia też. To
właśnie robili. Co jeden czuł, inni odwzajemniali. Co jeden znosił, inni
znosili razem z nim.
A
kiedy zemsta była zasłużona, inni byli tam, aby ją wymierzyć.
Martwiłam
się, że Valenzuela o tym wiedział.
-
Millie, czy na pewno uważasz, że możesz być w tej sprawie? - zapytała Łanie.
Skierowałam
na nią wzrok.
-
Pomyśl tylko o dwudziestu latach życia bez Hop’a, a potem odzyskaniu go. Bez
względu na to, co się z tobą działoby w międzyczasie, czy kiedykolwiek pozwoliłabyś
sobie znaleźć się w miejscu, w którym mogłabyś go znowu stracić?
-
Nie - odpowiedziała cicho.
–
Nie - powtórzyłam stanowczo - Więc tak, uważam, że mogę wziąć w tym udział.
-
W porządku - wtrąciła się Tyra, a ja spojrzałam na nią i zobaczyłam, jak patrzyła
na Elvirę - Myślę, że najlepiej będzie zacząć od Hawka.
-
Hawk też nie pozwoli nam się w to wtrącać - odparła Elvira - Valenzuela nie
lubi mnie za bardzo po tym, jak zrobiłam to tajne gówno z jego biznesem. Hawk
również znajduje się w jego polu widzenia. Jak dostanie cynk, że coś robimy, w
jakikolwiek sposób mogłybyśmy to zrobić, zamknie nas do punktu, w którym nie
dałabym rady porwać wszystkich
naszych i zamknąć w jednym ze jego bezpiecznych domów.
Za
każdym razem, gdy był przez kogoś wspominany, Hawk Delgado stawał się coraz
bardziej interesujący.
–
Nie mam na myśli proszenia go o pomoc, Vira. Mam na myśli znalezienie sposobu,
aby dowiedzieć się, co się dzieje – powiedziała Tyra – Jeśli spróbujemy coś
wyciągnąć od naszych mężczyzn, oni się domyślą.
–
Myślisz, że Hawk trzyma akta takiego gówna? - zapytała Elwira.
-
Myślę, że możesz się dowiedzieć, czy to robi, czy nie – odpowiedział Tyra.
Nagle
Elvira się uśmiechnęła - Myślisz dobrze.
Tyra
rozsiadła się na fotelu - Od tego zaczniemy. Może do niczego nie dojść, ale im
więcej będziemy miały informacji, tym lepiej - W międzyczasie - spojrzała na
Lanie i na mnie - pracujcie ze swoimi mężczyznami. Postępujcie ostrożnie. Bądźcie
mądre. I nie mówię o pompowaniu ich w celu uzyskania informacji. Mówię o
upewnieniu się, że dostaną to, co zostawiliby po sobie, gdyby wydarzyło się coś
katastrofalnego.
–
Myślę, że oni już to wiedzą, Ty-Ty – zauważyła Lanie, a Tyra spojrzała na nią.
-
Wiem, że wiedzą. Tylko upewnij się, że nie zapomną – odpowiedziała.
-
Rozumiem was wszystkie. Rozumiem, że panikujecie – wtrąciła Elvira – Valenzuela
jest zagrożeniem. Ale Chaos nigdy nie zgłupiał. Czy naprawdę myślicie, że ten facet
pokona bractwo?
-
Mężczyzna mnie porwał - przypomniała jej Tyra - i Tack przeszedł przez grad kul,
żeby się do mnie dostać - Podniosła rękę i wskazała mnie - Valenzuela porwał
Millie. Czy myślę, że Chaos zrobiłby coś głupiego? - Potrząsnęła głową - Czy
obawiam się, że emocje, które są wszystkim, czym kieruje Klubem, czyli miłość,
zaufanie, rodzina, ochrona, braterstwo, mogą przyćmić wszystko, gdy zmierzą się
z szalonym, ale godnym przeciwnika? Tak.
-
Mhm - wymamrotała Elvira, wyraźnie zastanawiając się nad tym w myślach, zanim
się zgodziła - Słyszę cię. Zobaczę, co uda mi się znaleźć to, co mają.
Moj
wzrok powędrowały z powrotem za okno.
–
Millie? - zawołała Tyra.
Spojrzałam
z powrotem na nią.
Przechyliła
głowę na bok - Kochanie, na pewno wszystko w porządku?
Chciałam
wierzyć, że Chaos ma ostatnią bitwę do wygrania, zanim będzie czysty i wolny na
zawsze, i że zamierzali wygrać tę bitwę.
Ale
Benito Valenzuela był człowiekiem, który dążył do tego, czego chciał, w taki
sposób, że dotąd nie został powstrzymany.
Chyba,
że zostałby zatrzymany.
I
chociaż był szalony, to był czarny znak, którego nie chciałam na żadnej z ich
dusz.
–
Tack cię chroni, High, wszyscy bracia – powiedziała Tyra, kiedy nie
odpowiedziałam - Mam nadzieję, że o tym wiesz. To, co robimy, to po prostu
pomaganie mu to osiągnąć.
–
Logan podążał ciemną ścieżką – powiedziałam im. Wszystkie spojrzały po sobie i
po sposobie, w jaki to zrobiły, domyśliłam się, że trochę wiedziały o tej
ścieżce, więc nie musiałam się w nią zagłębiać i szłam dalej - To przeze mnie,
nawet jeśli nie było. Nie chcę, żeby znowu wkroczył na tę ścieżkę, przeze mnie,
nawet jeśli tak by nie było.
–
W takim razie trzymaj go z daleka – zadeklarowała Elvira - Mężczyzna dostaje
więcej niż należne mu obciąganie, będzie skupiony na ustach swojej kobiety, a
nie na jakimś skurwysynie z poluzowaną klepką.
Wybuchł
ze mnie chichot, bo taka była prawda.
Śmiały
się razem ze mną, a ja słyszałam, że ich chichot był przepełniony ulgą, że w
ogóle się śmiałam.
I
zdecydowałam, że na tym skończyliśmy. Nie dlatego, że nie lubiłam spędzać z
nimi czasu, ale dlatego, że nie chciałam już o tym myśleć.
Nie
wspominając już o tym, że musiałam nadzorować układanie ozdób choinkowych w
biurze.
-
Muszę iść - powiedziałam, podnosząc się z kanapy.
Wszystkie
się ruszyły. Założyłam płaszcz, chwyciłam torebkę, wymieniłyśmy uściski i usłyszałam
kolejną zachętę od Elviry, bym pomyślała o rozmowie z kimś, kto miał narzędzia
do poradzenia sobie z tym, co się stało.
Wystartowałam
z ciężkim sercem, życząc sobie wszystkiego, co było obiecujące z Zadie będącą w
moim domu, zanim zostałam porwana i, że wciąż byliśmy na tej trajektorii życia
w pączkującym szczęściu, które rozkwitłoby beztrosko.
Wiedziałam,
że nie zawsze będzie to podróż przez tulipany.
Ale
szybki smak spędzenia właśnie tego weekendu z dziewczynami był wysublimowany.
Dlatego
zrozumiałam, skąd brała się wściekłość Logana. Rozumiałam, że chodziło o to, że
Valenzuela mnie porwał, o to, co się stało, co zobaczyłam.
Chodziło
również o to, że zabrał to nam wszystkim.
Miałam
tylko nadzieję, że mogliśmy to odzyskać.
Wszyscy.
Nienaruszone.
*****
Elvira
Kiedy
drzwi zamknęły się za Millie w biurze Tyry, Elvira spojrzała na swoje
dziewczyny przy biurku.
-
Wszyscy wiemy, że wy, suki, nie możecie w to brnąć - stwierdziła.
Lanie
i Tyra nic nie powiedziały, ale Elvira wiedziała, że wiedziały. Robiły to, co
myślały, że powinny teraz zrobić dla Millie. Ale wiedziały, że ich mężczyźni
postradaliby zmysły, gdyby ich kobiety dały choć cień ingerencji.
–
Dzwonię do Shirleen – oświadczyła.
Nie
spodziewała się kontrargumentów.
Nie
dostała ani jednego.
–
Zgadzam się – odparł Tyra.
Elvira
nie zwlekała. Pogrzebała w torebce i wyjęła telefon.
Na
tej Ziemi była jedna osoba poza Millie i członkami bractwa Chaosu, która nie
cofnęłaby się przed niczym, by utrzymać Logana „High” Judd’a w czystości, na
wolności i przy życiu.
Więc
Elvira ją wezwała.
Nie
spodziewała się, żeby Shirleen odrzuciła jej zaproszenie.
Miała
rację.
*****
Millie
Następnego
popołudnia siedziałam przy biurku w swoim studio, nie odrywając oczu od ekranu
komputera, palcami wprowadzając dane dotyczące budżetu, który umożliwiłby
wykonanie możliwej do wykonania bar micwy dla dzieciaka, którego rodzice
chcieli, żebym zrobiła wszystko, co się dało, ale nie mieli na to funduszy,
kiedy moje drzwi się otworzyły.
Speck,
mój obrońca na ten dzień, wetknął głowę i stwierdził - Jest w porządku.
Potem
wyciągnął głowę i wszedł duży, czarny mężczyzna, tak piękny, że zupełnie
zapomniałam, jak się oddycha, uśmiechając się do mnie.
Gdy
wchodził dalej, moja głowa odchylała się coraz bardziej do tyłu, aż zatrzymał
się po drugiej stronie mojego biurka.
W
tym momencie moje usta były otwarte.
Nie
obchodziło mnie to.
Wiedziałam,
że ten mężczyzna był przyzwyczajony do tego, że kobiety robiły z siebie głupków
na jego widok.
Zresztą
nadal nie odzyskałam sprawności organizmu.
–
Millie, miło cię poznać – powiedział jego głęboki, gładki głos – Jestem mężczyzną
Elviry, Malik.
Jas…
na…
cholera.
Nic
dziwnego, że chciała mieć u jego nogi swoją kulę na łańcuchu.
-
Ja... eee... ja... - szybko wstałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę - Malik,
nie mogę znaleźć słów, jaka to przyjemność cię poznać.
Wziął
mnie za rękę i znów się uśmiechnął.
Oblizałam
wargi.
Puścił
mnie i stwierdził - Dowiedziałem się, że planujesz mój ślub.
Cholera.
Kurwa.
Gówno.
-
Ja… eee… ja…
Przestałam
mówić, ponieważ nie miałam nic więcej do dodania w tym stwierdzeniu.
–
Nie martw się – powiedział głosem głębszym i gładszym, jak kołysanka - Mam tylko
poproszę o jedną rzecz.
Mógł
prosić o wszystko, więc skinęłam głową.
–
Planujesz ślub, który uszczęśliwi moje maleństwo. Ale zanim to zrobisz,
zaplanuj noc, podczas której poproszę ją, by spędziła ze mną resztę życia w
sposób, którego nigdy nie zapomni.
Natychmiast
zapomniałam, jaki był piękny, kiedy poczułam, jak moje oczy napełniły się
łzami.
-
Naprawdę? - wyszeptałam. – Zamierzasz się oświadczyć?
-
Jeśli pomożesz mi zrobić to dobrze, tak.
–
O mój Boże – szeptałam - Jestem taka szczęśliwa.
-
Miło mi to słyszeć, kochanie, ale wyświadcz mi przysługę i spraw, by Elvira była
szczęśliwsza.
Pokiwałam
szaleńczo głową, teraz zakrztuszona, ale także szczerząc się jak głupiec.
-
Dobrze, że to rozwiązaliśmy – stwierdził.
Kiwałam
głową jak szalona kobieta.
I
uśmiechając się, ponieważ moja dziewczyna dostanie to, czego chce, a ja musiałam
to zaplanować i to miało być wspaniałe.
Odwzajemnił
uśmiech i ponownie podał rękę.
Wzięłam
ją. Ścisnął moja, puścił, wyciągnął portfel i powiedział - Moja wizytówka. Jak
będziesz miała plan, zadzwoń do mnie.
Podał
mi wizytówkę.
Moje
palce zamknęły się wokół niej – Tak zrobię – obiecałam.
Posłał
mi kolejny uśmiech. Byłam szczęśliwsza, że Elvira będzie miała to przez całe
życie, a potem powiedział - Przepraszam, że to takie krótkie, ale mam rzeczy do
zrobienia.
Ponownie
skinęłam głową.
Odwrócił
się do wyjścia, a ja obeszłam biurko, by pójść za nim.
Kiedy
dotarł do drzwi, zatrzymał się przy nich i spojrzał na mnie.
-
Kiedy to planujesz, jedną rzeczą, którą możesz zrobić, aby utrzymać moją
kobietę w dobrym miejscu, jest znalezienie pomocy.
Przestałam
się uśmiechać.
Jego
głos powrócił do poziomu kołysanki, ale tym razem było inaczej.
-
Wiem, że Chaos zwiera szeregi, jak gówno idzie w dół. Wiem, że dbają o swoje.
Rozumiem to. Wiem też, że moja kobieta martwi się o ciebie i nie podoba mi się
to. Ale mam nadzieję, że zrozumiesz, że żaden brat nie wybiera kobiety na
starszą panią, której nie chce dać całego świata. Potrzebujesz tego, High
będzie chciał, żebyś to miała. To jest gwarantowane i dobrze o tym wiesz. Nie
wybierają też kobiet, które nie są wystarczająco silne, aby żyć ich stylem
życia. Co oznacza, że nie wybierają kobiet, które są zbyt słabe, by prosić o
pomoc. Nie lekceważę cię, kochanie. Rozumiem potrzebę spróbowania i oszukiwania
samej siebie, że możesz zrobić to sama. Tylko, wiesz, po co to robić, jeśli nie
musisz?
Poczułam,
jak zwężają mi się oczy - Przyszedłeś tutaj, aby poprosić mnie o pomoc w
zaplanowaniu nocy z oświadczynami, która przekroczy najśmielsze marzenia
Elviry, czy przyszedłeś tu wygłosić wykład, ponieważ masz dość słuchania, jak twoja
kobieta się o mnie martwi?
-
Dwa wróble - odpowiedział.
Elvira.
I
jej facet Malik.
Lubiłam
ją, ale zaczynałam zdawać sobie sprawę, że potrafi być wrzodem na tyłku.
-
Tylko dlatego, że czułeś się swobodny, by przyjść tutaj i pouczać mnie, nie proszę
mojej kwiaciarni o moją zwykłą zniżkę na apartament pełen róż w Brązowym
Pałacu, który zamierzam zarezerwować na twoje oświadczyny – oświadczyłam.
-
Impertynencka - powiedział przez uśmiech. Następnie zadekretował - Starsza pani.
–
Cholerna prawda – odparłam.
Ciągle
się uśmiechał.
Potem
przestał.
–
Przyjmij pomoc – szepnął.
–
Przyjmę – szepnęłam.
W
ogóle go nie znałam, ale ulga, którą zobaczyłam na jego przystojnej twarzy, nie
dotyczyła spokoju umysłu jego kobiety.
–
Dziękuję – powiedział i zanim zdążyłam odpowiedzieć, zniknął.
Patrzyłam
na drzwi, które zamknął za sobą.
Potem
uśmiechnęłam się do tych drzwi.
Ponieważ
wiedziałam, że Elvira załapała się na niezłego.
I
miała usłyszeć najlepsze oświadczyny w historii.
*****
CDN.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDzięki ❤️
OdpowiedzUsuń