sobota, 22 kwietnia 2023

20 - Cokolwiek chciałeś

 

 ROZDZIAŁ 20

Cokolwiek chciałeś

Millie

 

Zadzwonił dzwonek do drzwi i otworzyłam oczy.

– Kurwa – powiedział Logan za moimi plecami, tuż przed tym, jak się odtoczył, a ja poczułam, że nadal się toczył, kiedy wytaczał się z łóżka.

Wykręciłam w jego stronę i spojrzałam na niego przez ciemność świtu.

- Ktoś jest przy drzwiach – poinformowałam go o czymś, co najwyraźniej wiedział, biorąc pod uwagę, że stał z boku łóżka, wkładając bokserki.

- Tak - mruknął.

Spojrzałam na (nowy) budzik, a potem z powrotem na niego - O szóstej rano.

Ze względu na skrajną niechęć Logana do budzików i jego wkład w moją poranną (i domową) rutynę, ustawiłam budzik tak, żeby nie budził nas przed szóstą, ale o szóstej trzydzieści.

Kiedy Logan robił kawę, przynosił mi kawę, przynosił mi płatki śniadaniowe lub tosty, podsmażone bułeczki, karmił i poił koty i wychodził podkręcić termostat w moim studio i tam zaparzyć kawę, miałam rano więcej czasu.

Nie wspominając o robieniu innych rzeczy, które dawały mi więcej czasu w ciągu dnia. Jak wynoszenie śmieci, robienie zakupów spożywczych (on nie miał awersji do sklepu spożywczego, a moja jęcząca lodówka i szafki świadczyły o tym fakcie), ładowanie i opróżnianie zmywarki, zbieranie poczty (zarówno osobistej, jak i biurowej) i wrzucanie do skrzynki pocztowej (nawet udając się na pocztę, jeśli coś wymagało specjalnego traktowania).

Teraz był czwartek po weekendzie Logana z dziewczynami. On i ja złapaliśmy rytm. I to było częścią naszego rytmu.

Szczęśliwa część.

Ale było więcej.

Podobnie jak to, że Logan zauważył, że włącznik światła, który włączał światła w kuchni przy salonie, nie działał, chyba że miałeś cierpliwość, by przełączyć go pół tuzina razy. Poszedł więc do swojego kampera, zabrał pudełko z narzędziami, przyniósł je z powrotem, otworzył płytkę i naprawił przełącznik (następnie zostawił narzędzia w mojej pralni).

Podobnie jak to, że Logan zauważył, że funkcja spryskiwacza na mojej baterii kuchennej nie działa prawidłowo. Więc bawił się nim przez chwilę, nie mógł go naprawić, a potem poszedł i kupił nowy kran (który nie był taki sam jak stary, ale był jeszcze bardziej niesamowity).

Kiedy wrócił z kranem, nie opieprzał się.

Zaraz potem go zainstalował.

To były rzeczy, z którymi żyłam. Rzeczy, o których wielokrotnie powtarzałam sobie, że wspomnę Alanowi i poproszę go o naprawę lub znalezienie złotej rączki, która to naprawi. Rzeczy, którymi zawsze zapominałam się zająć, kopały mnie, gdy zwróciły moją uwagę i denerwowały mnie, ponieważ nie zawracałam sobie nimi głowy.

Rzeczy, które, jak Logan zauważył, że nie działały, natychmiast je naprawiał.

W sposób, którego nie zauważałam, życie było w pewnym sensie smuteczkiem, bo musiałam robić te rzeczy sama, nie przegapiłam tego, jak dodatkowe sposoby, które, dzięki temu że Logan wrócił, sprawiły, że życie nie było smuteczkiem.

I to było dziwne, ponieważ kiedy byliśmy razem, nie robił żadnej z tych rzeczy. Mógł wynieść śmieci (jeśli o to poprosiłam). Mógł mi pomóc rozładować zmywarkę lub pozmywać naczynia (jeśli poprosiłam). Ale przede wszystkim ja dbałam o niego.

Dbał o mnie, ale nie w ten sposób.

Teraz opiekował się mną w ten sposób.

Było w tym coś, co sprawiało, że dziwność mieszała się z cudownością, bo wiedziałam, że prawdopodobnie taki był, ponieważ kiedy byliśmy razem, byliśmy młodzi i żadne z nas nie znało nic lepszego. Znaleźliśmy naszą drogę, metodę, która zadziałała, ale być może, patrząc wstecz, nie była to właściwa droga.

On nauczył się być taki dzięki Deb i po założeniu rodziny.

Jak dorastasz, mądrzejesz, masz partnera, płodzisz dzieci, to angażujesz się.

Nie mogłam przestać się zastanawiać, czy gdybym go miała przez cały ten czas, skoro nie mogliśmy mieć własnej rodziny, czy nauczyłby się tego wszystkiego, czy też pozwoliłby mi się opiekować o nim (co mogło skończyć się wrzodem na tyłku).

Innymi słowy, zastanawiałam się, czy nie powinnam podziękować Deb (i dziewczynom).

W końcu doszłam do wniosku, że życie jako całość miesza się z dziwnością i cudownością, bo nigdy nie poznałabym odpowiedzi na moje pytania. Po prostu wiedziałam, że miałam teraz tę nową część Logana, bez względu na to, jak się tego nauczył, bez względu na to, że prawdopodobnie mogłam podziękować Deb (i dziewczynom). To po prostu było.

I to było moje.

- Ekipa rozbiórkowa.

Kiedy Logan przemówił, wyrwałam się z moich myśli i spojrzałam na niego, by zobaczyć, że miał naciągnięte dżinsy i pochylał się, by podnieść koszulkę termo z podłogi.

- Ekipa rozbiórkowa? - Zapytałam.

Wciągał koszulkę, idąc szybko wokół łóżka - Rozbierze swój garaż.

Oh.

Racja.

Wspomniał o tym, ale zapomniałam, że to dzisiaj.

Zapomniałam, bo dziewczyny miały przyjść tego wieczoru na kolację. Robiłam beef Strogonow. I znowu trochę się denerwowałam.

W samą porę odwróciłam głowę, więc kiedy Logan pochylił się, żeby mnie pocałować, przyjęłam to na usta, zanim dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie, a on poszedł otworzyć.

Wyciągnęłam rękę, zapaliłam światło i zsunęłam nogi z łóżka.

Myłam zęby, zastanawiając się, co pomyślą moi sąsiedzi, kiedy ekipa rozbiórkowa rozpocznie pracę o szóstej rano, kiedy Logan wszedł do łazienki.

- Kawa się zaczęła robić. Koty nakarmione. Przenoszą swoje gówno na tyły. Wrócę tam, żeby upewnić się, że wiedzą, co robią – poinformował mnie.

Kiwnęłam głową.

Obejrzał mnie od stóp do głów, biorąc pod uwagę moje majtki, fryzurę z łóżka i soniczną szczoteczkę do zębów w ustach.

- Jedyna suka na tej planecie, która może myć zęby i sprawiać, że chcę ją przelecieć, kiedy to robi – zauważył.

Zmrużyłam oczy, wyciągnęłam szczoteczkę do zębów z ust - ruch główki rozpryskiwał wszędzie ślinę, pastę i pianę - i warknęłam spienionym głosem - Nie nazywaj mnie suką.

Uśmiechnął się, jakbym była bardzo zabawna i zniknął.

Wepchnęłam szczoteczkę z powrotem do ust, spojrzałam z powrotem w lustro, przestałam się krzywić i szczotkowałam dalej, ale robiłam to z uśmiechem.

*****

Drzwi do mojego studia otworzyły się, a alarm się nie włączył.

Nie włączył się, bo Logan był na miejscu, upewniając się, że ekipa rozbiórkowa zrobiła to, za co im płacił, ale także miał mnie na oku.

Więc jedynym dźwiękiem, jaki usłyszałam, kiedy Logan otworzył drzwi i wsadził głowę do środka, było - Kotku.

- Tak? - Zapytałam.

– Masz chwilę?

Nie miałam. Za kwadrans musiałam wyjść na spotkanie z klientem, korporacją prawniczą, która organizowała ze mną trzy do czterech imprez rocznie, a przygotowywali się do corocznej imprezy świątecznej.

- Jasne - powiedziałam, odwracając fotel i wstając.

Kiedy szłam w jego stronę, Logan obdarzył mnie kolejnym pełnym uznania spojrzeniem od stóp do głów, cementując to, co już było mocne w moim umyśle.

Nie potrzebował topów bez ramiączek i obciętych szortów.

Po prostu potrzebował mnie.

Już czułam ciepło i szczęście w środku, kiedy się do niego zbliżyłam, a on sięgnął, wziął mnie za rękę i wyciągnął mnie na chłód, co dziwnie sprawiło, że poczułam się cieplej.

– Poradzisz sobie bez kurtki? – zapytał, zamykając drzwi.

Nie ma mowy, żebym czuła chłód z Loganem.

A zresztą, miałam na sobie sweter. Byłabym okej.

Kiwnęłam głową.

Logan trzymał mnie za rękę, prowadząc przez podwórko do bramy prowadzącej na podjazd.

W chwili, gdy minęliśmy bramę i ruszyliśmy przez ceglane patio w kierunku schodów, które prowadziły nas w dół tarasowego podwórka na niższe ceglane patio, zobaczyłam przez płot na końcu podwórka, że garażu nie było.

Kiedy to zobaczyłam, byłam również zdumiona zmianą, jaką wprowadził.

Jego widok kłuł mnie w oczy. Zawsze planowałam go zburzyć i postawić tam porządny garaż, żebym nie musiała zimą drapać przedniej szyby.

Obecnie parkowałam na podwórku, mimo że obok garażu miałam miejsce parkingowe z tyłu, a parkowanie na podwórku mieszało się z wizją podwórka, która obejmowała (ostatecznie) zrobienie fontanny. Ale parkowanie obok garażu po prostu nigdy nie wydawało się bezpieczne, bo musiałabym chodzić przez moje ciemne podwórko, aby dostać się do domu. Nie mówiąc już o tym, że dźwiganie zakupów byłoby uciążliwe.

Niemniej jednak skrobanie przedniej szyby w zimnie w Kolorado było bardziej uciążliwe, więc chciałam mieć garaż. To był ostatni duży projekt i nie zrobiłam tego tylko dlatego, że za każdy projekt płaciłam gotówką i nie zaoszczędziłam wystarczająco dużo, aby umieścić ją w garażu.

Widząc, że zrujnowany stary garaż zniknął, zdałam sobie sprawę, że powinnam była użyć tego, co już zaoszczędziłam i po prostu go zburzyć. Brak garażu sprawił, że całe podwórko wyglądało lepiej.

Logan wyprowadził mnie tylną bramą na dużą, oczyszczoną i uporządkowaną przestrzeń na skraju mojej posiadłości, a ja nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.

Pojawili się o szóstej. Ustawili się. Zburzyli. Wywieźli szczątki. A nie było nawet jedenastej.

– Są szybcy – zauważyłam, patrząc na Logana, który wciąż trzymał moją ciepłą dłoń w swojej.

– Tak – mruknął, rozglądając się. Jego wzrok spoczął na mnie - Teraz, Millie, jeśli nie masz nic przeciwko temu wyrównamy to, wysypiemy żwirem, a potem zbudujemy ogrodzenie wokół tego obszaru.

Podniósł rękę, nie trzymając mojej, by wskazać cały obszar. Obszar, z jednej którego strony moi sąsiedzi mieli stosunkowo nowe ogrodzenie prowadzące do samej granicy ich posiadłości, a po drugiej stronie moi sąsiedzi mieli odrapane ogrodzenie również prowadzące do ich granicy.

– Duża brama do zaułka – kontynuował Logan. Zawrócił nas do tylnego ogrodzenia mojej posiadłości - Zbudujemy tam nowe ogrodzenie, o kilka stóp wyższe. Wstawię tu mój samochód kempingowy. Jak ogrodzenie będzie wyższe z tyłu, nikt nie zobaczy kampera z podwórka. Ogrodzenie wokół kampera zapewni większe bezpieczeństwo. Czujnik ruchu zaświeci tutaj lampy, dzięki czemu będzie jeszcze bezpieczniej. Umieścimy mniejsze bramy z boku - wskazał - Będzie łatwy dostęp do alei i śmietników.

Chociaż wyraźnie wszystko przemyślał, a jego wizja była dobra, można było powiedzieć, że mi się to nie podobało.

Kamper Logana był ogromny. Zająłby całą przestrzeń.

Co oznaczało, że nie dostałabym garażu, a co ważniejsze, nie byłabym w stanie uniknąć skrobania przedniej szyby.

– Nie zgadzasz się z tym? - zapytał.

Spojrzałam na niego - Nie. To jest spoko.

Jego ręka ścisnęła moją – Masz coś z przeciwko – stwierdził.

Uśmiechnęłam się do niego - Nie, naprawdę, będzie dobrze.

– Mała – powiedział.

- Co? - Zapytałam, kiedy nie kontynuował.

– Masz coś przeciwko temu – powtórzył.

Potrząsnęłam głową i odpowiedziałam - To nie tak. Po prostu chciałam postawić tu nowy, ładny garaż. Taki z otwieraną na pilota bramą i taki, który oznaczałby brak konieczności skrobania lodu z szyby. Ale potrzebujesz bezpiecznego miejsca dla swojego samochodu kempingowego. Jestem przyzwyczajona do parkowania na podwórku. A nowy garaż oznaczałby umieszczenie wszędzie świateł z czujnikiem ruchu, więc nie zabiłabym się w ciemności, wchodząc do domu. To duży projekt i dużo pieniędzy. Więc - wzruszyłam ramionami - nieważne. Podoba mi się twoja wizja. Wszystko jest dobrze.

Przyglądał mi się przez chwilę, po czym pociągnął mnie za rękę, prowadząc z powrotem przez bramę, ale zatrzymując nas na dolnym patio.

Rozejrzał się. Robił to trzymając mnie za rękę, ale robił to przez długi czas.

Nie wiedziałam, o czym myślał. Chciałam to wiedzieć, ale miałam też spotkanie.

Musiałam więc to przyspieszyć.

– Low – zwróciłam na siebie jego uwagę.

Kiedy ją dostałam, oświadczył - Mamy problem.

Byłam zdezorientowana.

- Co? Jaki?

Odwrócił nas do tylnego ogrodzenia – Bo jeśli przesuniemy to ogrodzenie, żeby zrobić ci miejsce na garaż, a dla mnie miejsce na wciągnięcie przyczepy kempingowej nosem do przodu z boku, stracisz co najmniej połowę tego patio, prawdopodobnie więcej - Wskazał na cegłę pod naszymi stopami.

Potem skierował nas w stronę domu - I musimy powiększyć budynek o dwa pokoje. Jak to zrobimy, nie tylko pochłoniemy część twojego wewnętrznego podwórka, ale także część tego najwyższego patio.

To również nie napełniało mnie radością.

Danie jego córkom własnych pokoi i dodanie jadalni do domu oznaczało, że straciłabym jeszcze więcej z wizji, jaką miałam dla mojego domu, którą pielęgnowałam i dokarmiałam przez jedenaście lat.

To byłoby do bani.

Nie pozwolenie Loganowi na to, czego potrzebował dla siebie i swoich córek, byłoby bardziej do bani.

- Więc wyrównaj tył i ustaw samochód kempingowy tak, jak planowałeś - zdecydowałam.

Spojrzał na mnie - To znaczy, że nie dostaniesz swojego garażu.

– Żyję bez tego, odkąd tu mieszkam – powiedziałam - Mogę dalej żyć bez tego.

Jego dłoń zacisnęła się w mojej - Millie…

Przerwałam mu - Alternatywne scenariusze to przedłużenie pergoli nad dziedzińcem lub pełne zadaszenie, abyśmy mogli zaparkować pod nim. Uniknęlibyśmy śniegu w naszych pojazdach, nawet gdybyśmy nie uniknęli lodu.

To też mi się nie podobało, chyba że starannie zaprojektowane. Zaprojektowane niestarannie, wyglądałoby brzydko. I nie chodziłoby tylko o mój widok z okna kuchni, ale także z okien studia.

– Albo – ciągnęłam – możemy zamienić podwórko w przestrzeń podwórkową. Wstawić do fontanny. Jakieś meble. Klienci mogą parkować przed lub na podjeździe. I możemy zużyć to patio na garaż i miejsce na samochód kempingowy, bo nadal mielibyśmy miejsce na zewnątrz i byłoby bliżej domu.

– Możemy potrzebować części dziedzińca na jadalnię i sypialnię, piękna – przypomniał mi Logan.

Podniosłam ramiona i dałam z siebie wszystko.

- Więc poprawiamy tył, umieszczamy tam twój kamper, a kiedy dojdzie do punktu, w którym częściej będziesz miał dziewczyny, przeprowadzimy się do nowego domu.

Dłoń Logana ponownie zacisnęła się w mojej, robiąc to stanowczo i wydawało się, że to było automatyczne.

Ta reakcja też mnie zdezorientowała.

Użyłam jego imienia, aby zadać pytanie - Logan?

- Uczyniłaś go swoim. Lubisz go. Nie zmuszę cię do przeprowadzki – powiedział.

Miał rację. Podobało mi się to, że mu na tym zależało, bo mnie też na tym zależy.

Ale.

- To tylko dom.

– Zrobiłaś go swoim, Millie.

- Więc uczynię kolejny dom moim, właściwie naszym. I to chyba dobrze. Mój dom jest dziewczęcy. Myślę, że Cleo i Zadie go uwielbiają, chociaż Zadie by się teraz do tego nie przyznała. Ale to nie zmienia faktu, że zamieszka z nami mężczyzna i musimy mieć to na uwadze. Chociaż - ciągnęłam szybko - powiem teraz, koniec z poprawkami. Nawet jeśli zajmie nam to dwa lata, znajdziemy coś odpowiedniego dla nas wszystkich i to odpowiednie będzie właściwie-odpowiednie. Nie będzie to odpowiednie-do-wykonywania-wielu prac nad tym przez lata. Raz zrobiłam renowację i skończyłam ją, używając T-shirtu jako ściereczki do kurzu, bo wyniki były spektakularne, ale droga do tego była dla mnie wrzodem na tyłku. Nie wspominając już o tym, że było cholernie drogie.

Patrzył na mnie z góry, a wyraz jego oczu był taki, którego nie mogłam odczytać.

Tuż przed tym, jak chciałam zapytać, co się z nim działo, moje usta były zajęte czymś innym. Mianowicie tym, że plądrował je swoim językiem.

Trzymałam się mocno, obejmując ramionami jego ramiona, moje ciało było przyciśnięte do jego, jego ramiona przytulone do mnie i poczułam wdzięczność (i inne rzeczy), które przekazał przez swój pocałunek.

Z nadchodzącym spotkaniem, na które miałam się wkrótce spóźnić lub nie, byłam rozczarowana, gdy się skończyło.

Ale to się skończyło i skończyło się z ekstremalnie wysoką notą, kiedy zaraz po tym powiedział - Kocham cię, Millie.

- Też cię kocham, Rybko - westchnęłam.

Oparł swoje czoło o moje na sekundę, zanim uniósł się nieco - Na razie wyrównujemy tył, budujemy ogrodzenie. Koszty nie będą zbyt wysokie, wymyślimy coś, żeby zostać u ciebie, a jeśli zmienimy zdanie i będziemy musieli zburzyć ogrodzenie, żeby zbudować garaż. Tak?

Skinęłam głową.

– Teraz nie musisz dawać odpowiedzi – powiedział - Ale chcę, żebyś o tym pomyślała. Kiedy wymyślisz odpowiedź, dasz mi ją od razu, nie martwiąc się o moją reakcję. Ale zbudowałaś tu coś pięknego, kotku... - Wskazał głową w stronę mojego domu - Jeśli masz problem z odpuszczeniem tego...

- Logan - przerwałam mu - Jedyny problem, jaki będę miała, to brak ciebie, gdziekolwiek bym była - Przysunęłam się bliżej i ściszyłam głos - Tak jak powiedziałam. To tylko dom. Czy to kocham? - Zapytałam, po czym sam sobie odpowiedziałam - Tak. Ale to tylko tyle. Ty jesteś ty. Wróciłeś, więc to znaczy, że mój dom jest tam, gdzie ty. To takie proste i to jest twoja odpowiedź. Nie muszę o tym myśleć nawet przez sekundę.

Skończyłam swoją przemowę i dostałam kolejny pocałunek. Ten był dłuższy, gorętszy, ostrzejszy i mówił o wdzięczności i wielu innych rzeczach, a wszystkie były dobre.

Niestety, kiedy go zakończył, musiałam się podzielić informacją – Mam spotkanie, Rybko.

- Jasne - mruknął, patrząc na mój pieprzyk.

- Low - zawołałam.

Spojrzał mi w oczy.

- Uporządkuj tyły. Sprowadź tutaj swój samochód kempingowy. Wszystko co potrzebujesz. Naprawdę wróć do domu – rozkazałam.

– Kurwa – warknął - Jak nie przestaniesz być słodka, nie ma mowy, żebyś nie spóźniła się na spotkanie. Nie uda ci się.

Uśmiechnęłam się - Okej, więc pozwól mi odejść, abym nie straciła klienta i być może mojej zdolności do opłacenia większej liczby pracowników, abym miała więcej czasu dla ciebie.

- Pozwolę ci odejść, muszę patrzeć, jak twój tyłek w tej spódnicy idzie do twojego studia – odpowiedział.

Znowu się uśmiechnęłam, ale w środku.

– Naprawdę masz mózg wypełniony tylko seksem – zauważyłam.

- Myślę, że przegapiłaś to, Millie, ale jeszcze cię dzisiaj nie pieprzyłem.

Nie przegapiłam tego.

- Myślę, że to oznacza, że dzisiejszy wieczór będzie fajny – odpowiedziałam.

Potrząsnął głową, ale zrobił to z zaciśniętymi wargami.

– Pozwolisz mi odejść? - Zapytałam.

– Nie – odpowiedział, robiąc to, czego zapowiedział, że nie zrobi - Nigdy. Nigdy, kotku - Jego oczy się rozgrzały – Ale pozwolę ci iść na twoje spotkanie.

Teraz on był słodki.

- To nie fair. Teraz ja chcę skoczyć na ciebie.

Jego oczy pozostały ciepłe, ale jego uśmiech był zarozumiały.

To mogło trwać cały dzień. A żeby móc skoczyć na niego, kiedy tylko będę miała na to ochotę (ostatecznie), potrzebowałam Justine na pokładzie.

Co oznaczało, że potrzebowałam mojego klienta.

Sięgnęłam więc do jego koszulki, złapałam ją w garść i przyciągnęłam go do siebie. Wspięłam się na palce, by mocno przycisnąć swoje usta do jego, a potem odsunęłam się.

– Później, Rybko – szepnęłam.

– Później, kochanie – odszepnął.

Uśmiechnęłam się do niego i puściłam go.

Potem odeszłam. Nawet w pośpiechu robiłam to powoli, żeby zrobić mu pokaz, bo wiedziałam, że mój mężczyzna patrzył, a ja byłam jego starszą panią.

Tak sobie dawaliśmy.

Daliśmy sobie wszystko, co mogliśmy.

*****

To był ten wieczór i chodziłam cała w skowronkach, bo szło świetnie.

We wtorek Logan odebrał dziewczyny z zajęć tanecznych i zabrał je na kolację, tylko on i one.

Poza tym to były tylko telefony.

Ale mając je teraz, zauważyłam, że od naszego weekendu coś się zmieniło.

Przybyły do mnie wieczorem, kiedy Logan odebrał je od matki i, chociaż Zadie była trochę kapryśna i małomówna, Cleo nie.

Wcześniej istniały bariery między mną a Cleo.

Była taka, jaka była ze mną, wyłącznie po to, by uzyskać aprobatę swojego ojca.

Wiedziałam to teraz, bo te bariery ulegały erozji.

Poprzez pogawędki podczas gotowania, wygłupiania się i jedzenia beef Strogonow przy moim blacie kuchennym, Cleo przedstawiła mnie prawdziwej Cleo.

A cała była miłością.

Jasne, uwielbiała ojca i pragnęła jego aprobaty.

Ale kiedy to nie było coś, nad czym pracowała, kiedy było to po prostu jej naturalną częścią, w połączeniu z reakcją na to Logana, było to słodkie do tego stopnia, że było wręcz urocze.

Tak słodkie, że dawało radosną poświatę, że wychodziłam z siebie z radości, że mogłam się w niej wygrzewać.

Chociaż było tego więcej.

Była bezgranicznie zachwycona, kiedy pozwoliłam jej podać świeżą karmę kotom. Kiedy zapytałam o taniec, nieśmiało (wtedy z moją zachętą i komplementami, już nie tak nieśmiało) pokazała mi kilka ruchów, które ćwiczyły do swojej rutyny, tak cholernie uroczo robiąc to w mojej kuchni, poczułam się jeszcze bardziej ocieplona aż do kości.

I nie ukrywała, jak bardzo podobał jej się mój dom i pracownia, kiedy zabrałam je na wycieczkę z przewodnikiem po umyciu naczyń po kolacji, mówiąc do mnie nieśmiało, stojąc w pokoju gościnnym - Będzie zabawnie, kiedy przyjedziemy się tu przespać, Millie.

Więcej blasku.

Co więcej, dodając do tej dobroci, wydawało się, że gdy to wszystko trwało, Zadie studiowała to, obserwując, jak Cleo wychodziła ze swojej skorupy i moją reakcję na to. I miałam nadzieję, że, po tej obserwacji, stwierdzi, że też będzie chciała zacząć budować coś takiego ze mną.

Teraz sprawy się urwały. Mieliśmy wisieć przed telewizorem z porcją babeczek z Piekarni Tess, które kupiłam w drodze powrotnej ze spotkania. Zamierzaliśmy zrobić coś normalnego, co rodzina zrobi pod koniec dnia, zanim Logan będzie musiał zabrać je z powrotem do mamy.

Dziewczyny wybierały miejsca (Zadie, co nie było zaskoczeniem, wyciągnęła księżniczkę i zajęła przytulankę, ale Cleo nie cierpiała, skoro dostała dwuosobową sofę), a Logan zajął swój róg kanapy.

Zajął też mnie. Złapał mnie za rękę i ciągnął mnie w dół obok siebie, kiedy patrzyłam, jak Poem wdrapywała się na sofę z Cleo, nie mogąc skoczyć z takiej wysokości, więc użyła swoich pazurów.

Oglądając to, naprężyłam ramię, by oprzeć się przyciąganiu Logana, i rozejrzałam się, pytając - Ktoś widział Chief’a?

Zapytałam o to, bo ja nie widziałam. Nie odkąd Cleo dała im świeże jedzenie, zanim usiedliśmy do kolacji.

Chief i Poem zadomowili się w nowym miejscu, znosząc moją miłość do nich, ciesząc się, że się z nimi bawiłam i obecnie zastanawiali się, kto rządził w tym domu.

Oznaczało to wiele zapasów kotków.

Zauważyłam jednak, że Chief wygrywał. Poem zaczynała się powstrzymywać i czekać, aby zobaczyć, gdzie Chief będzie się usadawiał, zanim zdecydowała się zakwestionować jego roszczenie lub mu na to pozwalała.

Było to rzadkie, kiedy nie były oba w swoim towarzystwie, by walczyły o pozycję.

Rzadkie, czyli nigdy się nie zdarzało.

Ale nigdzie nie było widać Chief’a.

- Nie widziałem go, Kotku - mruknął Logan.

Spojrzałam na Cleo, która miała wyciągniętą rękę do płochliwej Poem, ale nie patrzyła na mnie - Ja też nie.

- Myślę, że wyszedł na zewnątrz, kiedy szliśmy do twojego biura – stwierdziła Zadie, a moje oczy skierowały się na nią, a krew zamarzła mi w żyłach.

- Co? - wyszeptałam.

Wpatrywała się we mnie, a ja byłam zbyt przerażona, by zobaczyć coś poza zmieszaniem na jej twarzy – Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że widziałam, jak wychodził na zewnątrz, kiedy wychodziliśmy…

Oderwałam rękę od Logana i pobiegłam do tylnych drzwi, otwierając je na oścież i wybiegając na zewnątrz.

Było zimno. Było ciemno.

A mój Chief był malutki.

Nie miały być kotami wychodzącymi na zewnątrz i nie dlatego, że kosztowały fortunę i miały puszystą sierść, która była wystarczająco twarda, aby je oswoić jako koty domowe, a byłoby to niemożliwe, gdyby wychodziły na zewnątrz.

Ale ponieważ czytałam, że koty domowe żyją dłużej niż koty wychodzące. Znacznie dłużej. O… lata.

Co więcej, nie wykazały nawet zainteresowania przebywaniem na świeżym powietrzu lub znudzenia pokojem zabaw w domu, który już im dano.

Więc dobrze czuły się w pomieszczeniu, w którym zamierzały zostać.

Ale teraz Chief wyszedł. To było dziecko, maleńkie, wszystko mogło mu się stać. Mógł się zgubić. Mógł zostać zaatakowany i nie miałby szans. Nawet gdyby ptak sfrunął.

O Boże.

Boże.

Jakim cudem nie zauważyłam, jak wychodził?

– Chief – zawołałam, rozglądając się dookoła, kiedy szybko przemierzałam podwórko - Chodź kochanie. Jesteś tutaj? Chief?

- Chief - Słyszałam wołanie Cleo - Tutaj kici- kici. Tutaj Chief-Chief.

Usłyszałam, jak otwiera się brama na podwórko zewnętrzne i spojrzałam w tamtą stronę, by zobaczyć, że Logan szedł przez nią z latarką.

- Chief! – krzyknęłam, idąc w stronę studia - Chodź tu, kotku. Chodź do mamy, maleńki.

Cleo wołała. Ja wołałam. Czułam i widziałam, jak szukała ze mną. Obeszłam całe studio od zewnątrz. Cleo i ja przeszłyśmy następnie podjazdem i przeszukaliśmy front domu. Cleo zbliżała się do podwórka mojego sąsiada, kiedy skierowałam się w przeciwną stronę i zobaczyłam Logana idącego się podjazdem.

Pobiegłam do niego.

- Nic? – zapytałam głosem podniesionym od paniki.

Spojrzał w stronę córki - Cle-Clee. Wróć ze mną.

Drugi raz tego dnia złapałam się za jego koszulkę, ale w zupełnie inny sposób.

Kiedy zwróciłam jego uwagę, zawołałam gorączkowo - Znalazłeś coś?

– Tu jest otwarta przestrzeń tutaj, mała – powiedział łagodnie – Tam jest więcej kryjówek. Potrzebuję dwóch par oczu. Ciągle tu się rozglądaj - Rozejrzał się - Gdzie jest Zadie? Nie pomaga ci tutaj?

Nie wiedziałam, gdzie była Zadie, a jedyną rzeczą, o której myślałam w tym momencie, było to, gdzie był Chief.

- Nie wiem.

– Wrócę z tobą, tatusiu – powiedziała Cleo, już biegnąc podjazdem.

- Szukaj dalej – nalegał Logan, kiedy stałam zamrożona i patrzyłam za Cleo.

Skierowałam na niego wzrok - Jest taki malutki.

Podniósł rękę, by owinąć ją wokół mojej szyi.

- Szukaj dalej, mała.

– Jest taki malutki, Low. Po prostu dziecko. A jeśli pies…?

Ścisnął moją szyję - Szukaj dalej. Słyszysz?

To było Słyszysz?, co mnie dopadło.

Zebrałam się w sobie, skinęłam głową, odsunęłam się i pospieszyłam w stronę podwórka mojego sąsiada. Wyczułam, że Logan wrócił na podjazd.

Ledwo weszłam na podwórko, zawołałam Chief’a i skierowałam się do drzwi sąsiada, żeby zapukać i zapytać, czy widzieli mojego kota, a potem błagać, żeby pomogli nam szukać, kiedy usłyszałam ryk Logana – Millie!

Pobiegłam w stronę jego głosu, co oznaczało podjazd na moje wewnętrzne podwórko.

Kiedy dotarłam, zobaczyłam Cleo stojącą przy tylnej bramie.

Logan stał kilka kroków od tylnych drzwi mojego domu.

Zadie stała w otwartych drzwiach, trzymając Chiefa blisko swojego gardła.

– Znalazłam go… – zaczęła.

Nie wszystko z siebie wyrzuciła. Poleciałam do niej i próbowałam (ale nie udało mi się) utrzymać mojego gówna w ryzach, kiedy wyciągnęłam Chiefa z jej uścisku do swojego.

Przytuliłam go mocno, szepcząc - O, Boże. Och, maleńki. Tak się cieszę, że jesteś bezpieczny.

– Gdzie go znalazłaś?

Moja ulga została przeszyta, kiedy Logan to warknął.

– Wewnątrz – wyjąkała Zadie w odpowiedzi.

Słysząc jej ton, cofnęłam się o krok, żeby móc na nią spojrzeć.

Patrzyła na ojca i robiła to z przerażoną miną.

I pełną winy.

Potem spojrzałam na Logana, który po prostu wyglądał na wściekłego.

Odczytał spojrzenie córki.

– M-m-może się myliłam – ciągnęła – Może ja-ja-ja nie widziałam, jak uciekał - Jej wzrok oderwał się ode mnie, zanim spojrzała poza mnie - Z-z-znalazłam go zwiniętego w kłębek na tym długim szezlongu w twojej sypialni.

- Wszyscy do środka - warknął Logan, a ja przytrzymałam Chiefa bliżej siebie, podczas gdy Logan czekał, aż Cleo wpadnie do środka, zanim zdecydowanym krokiem ruszył w stronę drzwi.

Wyciągnęłam rękę, kiedy się do mnie zbliżył, owijając ją wokół jego przedramienia, by go zatrzymać.

Spojrzał na mnie z góry i był moim mężczyzną, znałam go. Znałam go starego i nowego. I wiedziałam, że nawet z wściekłością płynącą na mnie z jego spojrzenia, poradzi sobie z tym i nie straci tego (za dużo).

Ale wciąż, patrząc na wyraz jego twarzy, musiałam walczyć z lękiem.

– Poświęć chwilę – wyszeptałam, wciąż trzymając blisko wijącego się Chief’a - Weź oddech.

Nie czekał ani sekundy i nie wziął oddechu. Wyrwał rękę z mojego uścisku, ale z kolei chwycił mnie za rękę i wciągnął mnie (i Chief’a) do domu.

Zatrzasnął drzwi, a Chief podskoczył mi w ramionach, zaczynając drapać, gdy usłyszał głośny hałas.

Potem Logan zaciągnął nas do salonu, gdzie stała teraz Zadie, wyglądając na bardziej przerażoną i wciąż winną. Jej siostra stała kilka kroków od niej i patrzyła na nią, jakby chciała wbić jej trochę rozsądku do głowy.

Logan puścił moją rękę i zanim wypuścił gniew, który czułam od niego, pospiesznie przemówiłam.

– Okej, wszyscy – zaczęłam - Wszystko jest dobrze - Mówiłam dalej, pochylając się, by puścić Chief’a na podłogę. Odbiegł, a ja się wyprostowałam - Chief jest tutaj. Jest bezpieczny. Poświęćmy wszystkim krótką chwilę, żeby się pozbierać…

Logan mi przerwał.

- W tej chwili. Prawdę – zażądał od swojej najmłodszej.

- Widziałaś, jak ten kot wybiega przez drzwi?

- Myślałam… - zaczęła.

Pochylił się do przodu i zagrzmiał - Prawda!

Jej broda zadrżała i zajęło jej trochę czasu, zanim się pozbierała, czas, którego potrzebowała, by wzbudzić w ojcu więcej ciepła, więc na szczęście znalazła odwagę, zanim eksplodował (znowu).

– N-nie – wyszeptała.

- Więc stoisz tu i mówisz mi, że wystraszyłaś Millie tylko po to, żeby zachować jak gnojek – oświadczył Logan.

Położyłam dłoń na jego bicepsie i przytrzymałam mocno.

– Low, musisz poświęcić chwilę – poradziłam.

Nawet na mnie nie spojrzał.

Utkwił wzrok w swojej dziewczynie.

– Odpowiedz mi – zażądał.

- Ja… - zaczęła, urwała, spojrzała na mnie i wybuchnęła płaczem, gdy wybuchła lawiną słów - Przepraszam! To było podłe! Nie sądziłam, że tak się przestraszysz! Myślałam, że najpierw zajrzysz do środka i go znajdziesz! - Jej łzawiące oczy powędrowały do ojca - Przepraszam, tatusiu. Nie chciałam jej aż tak przestraszyć.

Logan był odporny na jej łzy – Ale chciałaś ją przestraszyć.

Wzięła bolesny, czkający wdech, wciąż płacząc, skinęła głową i spojrzała na mnie - Ale nie tak bardzo. Przysięgam. Przysięgam! Nie tak bardzo!

– Już dobrze, kochanie – powiedziałam łagodnie.

- To, kurwa, nie jest - warknął Logan.

Spojrzałam na niego - Low - powiedziałam, tym razem cicho - Uważaj. Język.

Znów nawet na mnie nie spojrzał.

Ale wykonał gest na mnie, wskazując głową w moją stronę.

- Kocham ją - warknął - Do dna mojej duszy, prosto do trzewi, kocham tę kobietę. Powiedziałem ci to, więc już wiesz, że ma to ode mnie. Ale gdyby zdecydowała, że ma w dupie moje dziewczyny i robiła ci paskudne rzeczy, które cię by raniły lub przerażały, odeszłaby. Nigdy więcej nie zobaczyła mojej twarzy. Przeszła do historii. A teraz kocham ją i kocham siebie, Zadie. Więc jak robisz jej to gówno, co ja mam z tobą zrobić?

Czkawka szlochającej Zadie odbiła mi się w sercu, ale mimo to miałam to w sobie, by szybko podejść do niej, przyciągnąć ją do siebie, owijając ramiona wokół niej i warcząc z irytacją - Logan! Uspokój się!

W końcu spojrzał na mnie – To nie było w porządku, co zrobiła.

- Masz rację, a lekcja jest oczywiście trudna, ale myślę, że ona się tego uczy - odpowiedziałam.

- Zgadzam się, ale muszę się upewnić, że nauczy się tego w sposób, którego nie zapomni – odparował.

– Myślę, że to działa – odparowałam.

Spojrzał na swoją dziewczynę - To działa?

Pokiwała desperacko głową.

Biedactwo.

Podniosłam rękę i odgarnęłam jej piękne, gęste, miękkie ciemne włosy z jej twarzy, po czym pochyliłam się do niej i kciukiem wytarłam jej policzki.

 - Dobrze, kochanie, to już koniec – powiedziałam łagodnie – Wszystko zrobione. Wszystko dobrze. Okej?

Zwróciła na mnie mokre oczy i nie miała szansy odpowiedzieć, bo Logan rozkazał - Zabierajcie swoje gówno. Zabieram was z powrotem do waszej matki.

To nie był dobry pomysł. Powinniśmy to uspokoić tu i teraz i iść dalej.

Wyprostowałam się i spojrzałam na niego.

Zadie odsunęła się ode mnie.

Nie miałam szansy nakłonić Logana, by poszedł ze mną do innego pokoju, żebyśmy mogli porozmawiać o tym, co się dzieje. Odwrócił się i podszedł do swojej kurtki, która wisiał na haku przy tylnych drzwiach. Wrzucił ją na ramiona i podał kurtki swoich dziewcząt po kolei każdej z nich, gdy z wahaniem podeszły do niego. Następnie zgarnął kluczyki do samochodu z blatu i podszedł do mnie.

Zaczepiając mnie za szyję, dał mi szybkiego, mocnego pocałunku i wymamrotał - Wrócę.

Potem pozwolił mi odejść, przeszedł między swoimi dziewczynami i wyszedł przez drzwi.

- Uch... do zobaczenia później, Millie - powiedziała drżącym głosem Cleo.

Wszystko, co byłam w stanie zrobić, to skinąć głową, zanim poszła za swoim ojcem.

Zadie zaczęła iść za swoją siostrą, ale ja też szybko się poruszyłam, chwytając ją za rękę, więc była zmuszona iść ze mną.

Logan siedział za kierownicą, Cleo zamykała drzwi po stronie pasażera z przodu, więc zaprowadziłam Zadie do miejsce pasażera z tyłu.

Zatrzymałem ją, zanim zdążyła sięgnąć wysoko, by otworzyć drzwi, i pociągnąwszy ją za rękę, obróciłem ją w swoją stronę.

- On cię kocha, kochanie - powiedziałam jej prawdę, którą mam nadzieję, że znała w swoim sercu – Ochłodzi się i będzie dobrze.

Wypowiedziałam te słowa, a potem zobaczyłam, jak jej twarz wykrzywia się w sposób tak brzydki, że puściłam jej rękę.

– On mnie nienawidzi – splunęła - Przez ciebie. Co oznacza, że ja nienawidzę ciebie.

Racja.

Więc może nie nauczyła się swojej lekcji.

Miałam ułamek sekundy na dokonanie wyboru.

Udało mi się, kiedy odwróciła się ode mnie i sięgnęła do drzwi.

Sięgnęłam poza nią, przycisnęłam ją i wcisnąłem rękę w drzwi, tak że nie mogła ich otworzyć i została zmuszona do odwrócenia się.

Gdy tylko to zrobiła, pochyliłam się nad nią i oświadczyłam - Kocham go. Do dna mojego serca, prosto przez moją duszę, kocham twojego tatę. A kiedy kogoś takiego kochasz, jedynym powodem, dla którego oddychasz, jest uszczęśliwienie go. Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego, aby był szczęśliwy. I mogę go uszczęśliwić na wiele sposobów, Zadie, ale jedyną rzeczą, która uszczęśliwiłaby go na wskroś, byłoby to, żeby wszystkie jego dziewczyny by się dogadywały. Wiem, że to dla ciebie trudne. Bardzo mi przykro, że to trudne. Możesz w to nie uwierzyć, ale moje serce pęka z twojego powodu, z powodu tego, czego chcesz, a nie możesz mieć i musisz nauczyć się tego tak młodo. To trudne, najtrudniejsza lekcja, jakiej możesz się nauczyć w życiu. Tak trudne, ludzie o wiele starsi od ciebie nie uczą się tego, dopóki nie jest za późno. Ale czasami musimy porzucić to, czego chcemy, kiedy nie można tego mieć, znaleźć nowe marzenie i nad tym pracować. Chcę tego marzenia dla twojego taty. I mam nadzieję, że znajdziesz jakiś sposób, aby chcieć tego ze mną, abyśmy mogli razem pracować i dać mu to.

Wygłosiłam to przemówienie, odsunęłam się od niej i od drzwi i cofnęłam się o krok.

Spojrzała na mnie gniewnie przez chwilę, zanim się odwróciła, sięgnęła wysoko, otworzyła drzwi i wciągnęła swoje małe ciałko do środka.

Zatrzasnęła drzwi.

Westchnęłam i odsunęłam się od pickupa.

Logan uniósł mi brodę, a Cleo pomachała mi, co było znowu pełne wahania, zanim zainicjował swój wielopunktowy zwrot, by odjechać.

Kiedy to zrobił, podeszłam do drzwi i stałam w nich, dopóki nie mogłam ich już widzieć.

Dopiero wtedy weszłam do domu.

*****

Usłyszałam pickupa, kiedy podjeżdżał.

Dlatego siedziałam na poręczy kanapy, twarzą do tylnych drzwi, kiedy Logan wrócił.

Wszedł, patrząc na mnie, zanim się odwrócił, zamknął drzwi, rozbroił i ponownie ustawił alarm, po czym przekręcił klucz.

Następnie podszedł do mnie.

Rozłożyłam odziane w dżinsy nogi, żeby mógł się do mnie zbliżyć, ale utrzymałam swoje miejsce.

Zbliżył się i stanął między moimi nogami.

Potem podniósł rękę, by pogłaskać mnie po policzku - Wszystko okej?

Położyłam dłonie na jego płaskim brzuchu – Byłeś dla niej surowy.

- Nie pytałem cię o zdanie na temat tego, jak postąpiłem z moim dzieckiem - odpowiedział i to nie było złośliwe, po prostu miał inne sprawy na głowie, które miały pierwszeństwo - Wszystko w porządku?

– Chief’owi nic się nie stało i nigdy nie był w niebezpieczeństwie, więc tak. Wszystko w porządku - Potrząsnęłam głową, ale zrobiłam to, gdy on wciąż mnie dotykał – Nie jestem pewna, czy dobrze mi z tym, jak ty sobie z tym poradziłeś.

- Jej podłość nasila się. Nie wiadomo, dokąd to zajdzie, jeśli nie zduszę tego w zarodku.

- Powiedziała mi przed twoim pickupem, że mnie nienawidzi, bo teraz ty nienawidzisz jej.

Jego szczęka stwardniała, zanim zapytał - I co powiedziałaś na to gówno?

- Powiedziałam jej, że cię kocham i że moim zadaniem jest uszczęśliwiać cię i mam nadzieję, że mi w tym pomoże.

- Dobry glina, zły glina.

Gapiłam się.

Potem zapytałam - Co?

- Kotku, straciłem opanowanie i rozumiem, że myślisz, że to było przesadzone, ale tak nie było. To gówno nie było w porządku i nie ma mowy, żeby miała choćby cień myśli, że to było w porządku. Nie po to, żeby dostać ode mnie to, czego chce. Nie by dostać tego, czego chce od nauczyciela. Albo dzieci w szkole. Nigdy. Przez to wszystko, ty nie zrobiłaś gówna z nią razem ze mną. Byłaś spokojna. Byłaś miła. Byłaś wyrozumiała. Dostała ode mnie twarde słowa, więc to, co ty jej dawałaś, nie dotarło do niej. Moja dziewczyna jest gówniarą, ale nie jest głupia. Przemyśli to i zdobędzie podpowiedź.

– Więc byłeś dla niej taki surowy, bo chciałeś zrobić ze mnie tego dobrego? – zapytałam z niedowierzaniem.

Pochylił się lekko w moją stronę, aby zbliżyć swoją twarz do mojej - Byłem dla niej taki surowy, bo na to zasłużyła - Kiedy otworzyłam usta, stwierdził - Konkluzja. Pali mnie to, że moja mała córeczka ma w sobie choćby odrobinę tego, żeby zrobić coś tak popieprzonego. Więc, Millie, zasłużyła na to.

Musiałam przyznać, że rozumiałam jego punkt widzenia.

– Deb się o tym dowie – kontynuował – I nie będzie szczęśliwa. Ona nie znosi takich bzdur. Zaproponowała, że wkroczy. Zadzwonię do niej i powiem, że już tego potrzeba.

To była niespodzianka.

– Zaproponowała, że się włączy?

Odsunął rękę od mojej twarzy i wyprostował się, by spojrzeć na mnie z góry.

- Rozmawiałem z nią po ostatnim weekendzie, żeby wiedziała, że mam tę bitwę z Zadie na głowie i zamierzam ją wygrać. Powiedziała, że jest na pokładzie, kiedykolwiek potrzebowałbym jej pomocy. Powiedziała też, że chce cię poznać i myślę, że to dobry pomysł.

To też było zaskoczeniem i przerażeniem.

Nie ta część, o której rozmawiał ze swoją byłą.

Jedno, czego byłam pewna w przypadku mężczyzn takich jak Logan, to to, że im ufasz. Nie dokonałaś inwazji na ich telefony. Nie przeszukiwałaś ich samochodów. Nie słuchałaś rozmów. Nie prosiłaś ich, aby rozliczali się z każdej sekundy swojego dnia. Ufałaś im, że postąpią dobrze, jeśli nie przez cały czas, przynajmniej przez ciebie.

On i Deb mieli wspólne dzieci, więc zamierzał z nią porozmawiać, a ja nie zamierzałam być kobietą w jego życiu, która wymagałaby, aby szczegółowo opisywał każdą ich rozmowę.

Nie.

Przerażająca niespodzianka nie była tym.

Chodziło o to, że chciała się ze mną spotkać.

Ledwo kontrolowałam wysoki głos, kiedy zapytałam – Co?

- Spotykasz ją. Dogadacie się. Nie mówię, że będziecie najlepszymi kumplami. Chodzi mi o to, że spotkasz ją, połączysz się, zrobimy coś we trójkę z dziewczynami. Może nie kolację, ale może ich tu podrzuci, wejdzie, przywitasz ją. Wypije drinka i pogadacie krótko, a potem wyjdzie, zanim zabierzemy dziewczyny, żeby coś zrobiły. Zobaczą, jak ty i Deb się dogadujecie, a Deb wspiera to, co mamy, pójdą w kierunku zrobienia tego samego.

To było rzeczywiście w pewien sposób pomysłowe.

– To nie jest zły pomysł, Low.

Jego brwi uniosły się w męskim afroncie - Wiem, że nie.

– Czy ty… czy ona…? - potrząsnęłam głową i zaczęłam od nowa.

– Jesteś pewien, że nie ma nic przeciwko spotkaniu ze mną?

- Chce, żebym był szczęśliwy.

Spojrzałam na niego ponownie.

Potem wymamrotałam - Naprawdę nie rozumiem tego, co z nią miałeś.

- Dwoje dzieci. I tyle – odpowiedział, chociaż nie spodziewałam się odpowiedzi - To było całkowicie popieprzone. Żyłem z nią cały czas, wiedząc o tym. Po prostu tak jest z nią. To nie jest kobieta, którą kochasz. Nie jest nawet kobietą, którą próbujesz uszczęśliwić, bo ci się nie uda. Ona jest tylko kobietą. I dobrze jej z tym. Mówi, że jest szczęśliwa. Cleo mówi, że jest szczęśliwsza beze mnie. Ma to, czego chce, dwie córki, którym może dawać, co ma, bez udawania, że ma coś ze swoim mężczyzną. Ale jest też porządną kobietą i mówi, że chce, żebym był szczęśliwy. Wierzę w to, bo jest porządną kobietą. Teraz oboje mamy to, czego chcemy, więc to już nie jest popieprzone. Po prostu jest.

- Muszę przyznać, że posiadanie nie psycho-, tęskniącej lub wkurzonej byłej jest zdecydowanie plusem w naszej obecnej sytuacji – wypaliłam.

Logan uśmiechnął się.

- Tak. Deb dała mi dwie piękne dziewczyny i niewiele więcej. Ale ona nam daje to. Poza moimi dziewczynami, najlepsza rzecz, jaką może dać.

Choć było to szalone, było również prawdziwe.

Wstałam, a ponieważ on nie poruszył się nawet o cal, kiedy ja to zrobiłam, to sprawiło, że znaleźliśmy się bardzo blisko siebie.

Kiedy tam dotarłam, wsunęłam ręce w jego kurtkę, aby móc zwinąć je w boki jego koszulki.

Dopiero wtedy ostrożnie doradziłam - Musisz mieć więcej cierpliwości do Zadie.

Logan uniósł ręce i położył je lekko w miejscu, gdzie moja szyja stykała się z ramionami – Miała dziesięć lat cierpliwości od swojego staruszka, mała. To jest potwór, którego stworzyłem. To ciężka praca, nie lubiłem jej tego robić, ale muszę ją wykonać, aby odeprzeć potwora i wydobyć moją małą dziewczynkę. Wiem, że nic z tego ci nie dała, mała, i kiedy nie jest taka, co nigdy nie było tak złe, ona może być księżniczką, ale jest tak słodka jak tylko może. Boża szczera prawda. Jest zabawna i pełna miłości. I chcę, żeby ci to dała.

– Rozumiem to – odparłam – Ale musisz mieć więcej cierpliwości, Logan.

Spojrzał mi w oczy, zanim zgodził się, kiwając głową.

Puściłam jego koszulkę, przysunęłam się bliżej i otoczyłam go ramionami, odchylając głowę do tyłu, gdy wymazałam przestrzeń między nami, obserwując, jak pochylił głowę w dół, by nie stracić mojego wzroku.

- Przez długi czas miałeś tylko połowę tego, czego chciałeś. Rozumiem smakowanie obietnicy zdobycia tego wszystkiego i pragnienie, aby stało się to teraz – powiedziałam cicho.

- Tak - wymamrotał, głaszcząc mnie jednym kciukiem po gardle.

- To, co musisz dostać, Rybko, to to, że wszyscy tu jesteśmy, cokolwiek chciałeś, masz teraz, i może teraz nie jest dobrze, ale nigdzie się nie wybieramy.

Pochylił głowę jeszcze bliżej, więc wszystkim, co widziałam, były jego oczy i mogłam poczuć lekki dotyk jego nosa.

– Tak – powtórzył, przesuwając kciukiem po mojej szczęce.

- Teraz, czy wszystko w porządku? – zapytałem i zobaczyłam, jak jego oczy się uśmiechają.

– Tak – powiedział ponownie.

– Dobrze – szepnęłam.

- Będzie o wiele lepsze, jak padniesz na kolana i zabierzesz się do pracy.

Poczułam, jak moje oczy rozszerzyły się, a potem zwęziły, zanim skierowałam je w stronę sufitu.

- Seks w głowie – powiedziałam do sufitu.

- Mała, nie obciągałaś mnie od trzech dni.

Z powrotem przewróciłam na niego oczami – Liczyłeś?

- Czy mam kutasa do obciągnięcia? - zapytał.

- Tak - warknęłam.

- Więc cholerne tak, liczyłem.

Odwinęłam od niego ramiona, aby móc położyć dłonie na biodrach, sugerując - Może wytrzymamy trzynaście dni?

- Jak zdołasz tak długo utrzymać usta z dala od mojego kutasa, spróbuj tego.

– Jakbyś był z tym w zgodzie – zadrwiłam.

- Nie jestem - powiedział – Ale skończ już z tą rozmową, bo zaraz zajmę się czymś innym.

- Logan! - warknęłam.

Położył dłoń na mojej klatce piersiowej, pchając mnie tak, że upadłam na oparcie kanapy.

Wylądowałam i nie miałam szansy przejąć kontroli nad swoim ciałem, kiedy jego ręce zacisnęły się na moich biodrach i przyciągnęły je do oparcia kanapy, tak że spoczął tam mój tyłek.

Potem przesunął dłonie do mojego suwaka.

– Logan – wyszeptałam.

W końcu to Logan padł na kolana.

Nie przeszkadzało mu to.

Mnie też nie.

Tak bardzo nie przeszkadzało.

Ani trochę.


 

1 komentarz: