Cokolwiek
chciałeś
Millie
Zadzwonił
dzwonek do drzwi i otworzyłam oczy.
–
Kurwa – powiedział Logan za moimi plecami, tuż przed tym, jak się odtoczył, a
ja poczułam, że nadal się toczył, kiedy wytaczał się z łóżka.
Wykręciłam
w jego stronę i spojrzałam na niego przez ciemność świtu.
-
Ktoś jest przy drzwiach – poinformowałam go o czymś, co najwyraźniej wiedział,
biorąc pod uwagę, że stał z boku łóżka, wkładając bokserki.
-
Tak - mruknął.
Spojrzałam
na (nowy) budzik, a potem z powrotem na niego - O szóstej rano.
Ze
względu na skrajną niechęć Logana do budzików i jego wkład w moją poranną (i
domową) rutynę, ustawiłam budzik tak, żeby nie budził nas przed szóstą, ale o
szóstej trzydzieści.
Kiedy
Logan robił kawę, przynosił mi kawę, przynosił mi płatki śniadaniowe lub tosty,
podsmażone bułeczki, karmił i poił koty i wychodził podkręcić termostat w moim
studio i tam zaparzyć kawę, miałam rano więcej czasu.
Nie
wspominając o robieniu innych rzeczy, które dawały mi więcej czasu w ciągu
dnia. Jak wynoszenie śmieci, robienie zakupów spożywczych (on nie miał awersji
do sklepu spożywczego, a moja jęcząca lodówka i szafki świadczyły o tym
fakcie), ładowanie i opróżnianie zmywarki, zbieranie poczty (zarówno osobistej,
jak i biurowej) i wrzucanie do skrzynki pocztowej (nawet udając się na pocztę,
jeśli coś wymagało specjalnego traktowania).
Teraz
był czwartek po weekendzie Logana z dziewczynami. On i ja złapaliśmy rytm. I to
było częścią naszego rytmu.
Szczęśliwa
część.
Ale
było więcej.
Podobnie
jak to, że Logan zauważył, że włącznik światła, który włączał światła w kuchni
przy salonie, nie działał, chyba że miałeś cierpliwość, by przełączyć go pół
tuzina razy. Poszedł więc do swojego kampera, zabrał pudełko z narzędziami,
przyniósł je z powrotem, otworzył płytkę i naprawił przełącznik (następnie
zostawił narzędzia w mojej pralni).
Podobnie
jak to, że Logan zauważył, że funkcja spryskiwacza na
mojej baterii kuchennej nie działa prawidłowo. Więc bawił się nim przez chwilę,
nie mógł go naprawić, a potem poszedł i kupił nowy kran (który nie był taki sam
jak stary, ale był jeszcze bardziej niesamowity).
Kiedy
wrócił z kranem, nie opieprzał się.
Zaraz
potem go zainstalował.
To
były rzeczy, z którymi żyłam. Rzeczy, o których wielokrotnie powtarzałam sobie,
że wspomnę Alanowi i poproszę go o naprawę lub znalezienie złotej rączki, która
to naprawi. Rzeczy, którymi zawsze zapominałam się zająć, kopały mnie, gdy
zwróciły moją uwagę i denerwowały mnie, ponieważ nie zawracałam sobie nimi
głowy.
Rzeczy,
które, jak Logan zauważył, że nie działały, natychmiast je naprawiał.
W
sposób, którego nie zauważałam, życie było w pewnym sensie smuteczkiem, bo
musiałam robić te rzeczy sama, nie przegapiłam tego, jak dodatkowe sposoby, które,
dzięki temu że Logan wrócił, sprawiły, że życie nie było smuteczkiem.
I
to było dziwne, ponieważ kiedy byliśmy razem, nie robił żadnej z tych rzeczy. Mógł
wynieść śmieci (jeśli o to poprosiłam). Mógł mi pomóc rozładować zmywarkę lub
pozmywać naczynia (jeśli poprosiłam). Ale przede wszystkim ja dbałam o niego.
Dbał
o mnie, ale nie w ten sposób.
Teraz
opiekował się mną w ten sposób.
Było
w tym coś, co sprawiało, że dziwność mieszała się z cudownością, bo wiedziałam,
że prawdopodobnie taki był, ponieważ kiedy byliśmy razem, byliśmy młodzi i
żadne z nas nie znało nic lepszego. Znaleźliśmy naszą drogę, metodę, która
zadziałała, ale być może, patrząc wstecz, nie była to właściwa droga.
On
nauczył się być taki dzięki Deb i po założeniu rodziny.
Jak
dorastasz, mądrzejesz, masz partnera, płodzisz dzieci, to angażujesz się.
Nie
mogłam przestać się zastanawiać, czy gdybym go miała przez cały ten czas, skoro
nie mogliśmy mieć własnej rodziny, czy nauczyłby się tego wszystkiego, czy też
pozwoliłby mi się opiekować o nim (co mogło skończyć się wrzodem na tyłku).
Innymi
słowy, zastanawiałam się, czy nie powinnam podziękować Deb (i dziewczynom).
W
końcu doszłam do wniosku, że życie jako całość miesza się z dziwnością i
cudownością, bo nigdy nie poznałabym odpowiedzi na moje pytania. Po prostu
wiedziałam, że miałam teraz tę nową część Logana, bez względu na to, jak się
tego nauczył, bez względu na to, że prawdopodobnie mogłam podziękować Deb (i
dziewczynom). To po prostu było.
I
to było moje.
-
Ekipa rozbiórkowa.
Kiedy
Logan przemówił, wyrwałam się z moich myśli i spojrzałam na niego, by zobaczyć,
że miał naciągnięte dżinsy i pochylał się, by podnieść koszulkę termo z
podłogi.
-
Ekipa rozbiórkowa? - Zapytałam.
Wciągał
koszulkę, idąc szybko wokół łóżka - Rozbierze swój garaż.
Oh.
Racja.
Wspomniał
o tym, ale zapomniałam, że to dzisiaj.
Zapomniałam,
bo dziewczyny miały przyjść tego wieczoru na kolację. Robiłam beef Strogonow. I
znowu trochę się denerwowałam.
W
samą porę odwróciłam głowę, więc kiedy Logan pochylił się, żeby mnie pocałować,
przyjęłam to na usta, zanim dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie, a on poszedł
otworzyć.
Wyciągnęłam
rękę, zapaliłam światło i zsunęłam nogi z łóżka.
Myłam
zęby, zastanawiając się, co pomyślą moi sąsiedzi, kiedy ekipa rozbiórkowa rozpocznie
pracę o szóstej rano, kiedy Logan wszedł do łazienki.
-
Kawa się zaczęła robić. Koty nakarmione. Przenoszą swoje gówno na tyły. Wrócę
tam, żeby upewnić się, że wiedzą, co robią – poinformował mnie.
Kiwnęłam
głową.
Obejrzał
mnie od stóp do głów, biorąc pod uwagę moje majtki, fryzurę z łóżka i soniczną
szczoteczkę do zębów w ustach.
-
Jedyna suka na tej planecie, która może myć zęby i sprawiać, że chcę ją
przelecieć, kiedy to robi – zauważył.
Zmrużyłam
oczy, wyciągnęłam szczoteczkę do zębów z ust - ruch główki rozpryskiwał
wszędzie ślinę, pastę i pianę - i warknęłam spienionym głosem - Nie nazywaj
mnie suką.
Uśmiechnął
się, jakbym była bardzo zabawna i zniknął.
Wepchnęłam
szczoteczkę z powrotem do ust, spojrzałam z powrotem w lustro, przestałam się
krzywić i szczotkowałam dalej, ale robiłam to z uśmiechem.
*****
Drzwi
do mojego studia otworzyły się, a alarm się nie włączył.
Nie
włączył się, bo Logan był na miejscu, upewniając się, że ekipa rozbiórkowa zrobiła
to, za co im płacił, ale także miał mnie na oku.
Więc
jedynym dźwiękiem, jaki usłyszałam, kiedy Logan otworzył drzwi i wsadził głowę
do środka, było - Kotku.
-
Tak? - Zapytałam.
–
Masz chwilę?
Nie
miałam. Za kwadrans musiałam wyjść na spotkanie z klientem, korporacją
prawniczą, która organizowała ze mną trzy do czterech imprez rocznie, a
przygotowywali się do corocznej imprezy świątecznej.
-
Jasne - powiedziałam, odwracając fotel i wstając.
Kiedy
szłam w jego stronę, Logan obdarzył mnie kolejnym pełnym uznania spojrzeniem od
stóp do głów, cementując to, co już było mocne w moim umyśle.
Nie
potrzebował topów bez ramiączek i obciętych szortów.
Po
prostu potrzebował mnie.
Już
czułam ciepło i szczęście w środku, kiedy się do niego zbliżyłam, a on sięgnął,
wziął mnie za rękę i wyciągnął mnie na chłód, co dziwnie sprawiło, że poczułam
się cieplej.
–
Poradzisz sobie bez kurtki? – zapytał, zamykając drzwi.
Nie
ma mowy, żebym czuła chłód z Loganem.
A
zresztą, miałam na sobie sweter. Byłabym okej.
Kiwnęłam
głową.
Logan
trzymał mnie za rękę, prowadząc przez podwórko do bramy prowadzącej na podjazd.
W
chwili, gdy minęliśmy bramę i ruszyliśmy przez ceglane patio w kierunku
schodów, które prowadziły nas w dół tarasowego podwórka na niższe ceglane
patio, zobaczyłam przez płot na końcu podwórka, że garażu nie było.
Kiedy
to zobaczyłam, byłam również zdumiona zmianą, jaką wprowadził.
Jego
widok kłuł mnie w oczy. Zawsze planowałam go zburzyć i postawić tam porządny
garaż, żebym nie musiała zimą drapać przedniej szyby.
Obecnie
parkowałam na podwórku, mimo że obok garażu miałam miejsce parkingowe z tyłu, a
parkowanie na podwórku mieszało się z wizją podwórka, która obejmowała
(ostatecznie) zrobienie fontanny. Ale parkowanie obok garażu po prostu nigdy
nie wydawało się bezpieczne, bo musiałabym chodzić przez moje ciemne podwórko,
aby dostać się do domu. Nie mówiąc już o tym, że dźwiganie zakupów byłoby
uciążliwe.
Niemniej
jednak skrobanie przedniej szyby w zimnie w Kolorado było bardziej uciążliwe,
więc chciałam mieć garaż. To był ostatni duży projekt i nie zrobiłam tego tylko
dlatego, że za każdy projekt płaciłam gotówką i nie zaoszczędziłam
wystarczająco dużo, aby umieścić ją w garażu.
Widząc,
że zrujnowany stary garaż zniknął, zdałam sobie sprawę, że powinnam była użyć
tego, co już zaoszczędziłam i po prostu go zburzyć. Brak garażu sprawił, że
całe podwórko wyglądało lepiej.
Logan
wyprowadził mnie tylną bramą na dużą, oczyszczoną i uporządkowaną przestrzeń na
skraju mojej posiadłości, a ja nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.
Pojawili
się o szóstej. Ustawili się. Zburzyli. Wywieźli szczątki. A nie było nawet
jedenastej.
–
Są szybcy – zauważyłam, patrząc na Logana, który wciąż trzymał moją ciepłą dłoń
w swojej.
–
Tak – mruknął, rozglądając się. Jego wzrok spoczął na mnie - Teraz, Millie, jeśli
nie masz nic przeciwko temu wyrównamy to, wysypiemy żwirem, a potem zbudujemy
ogrodzenie wokół tego obszaru.
Podniósł
rękę, nie trzymając mojej, by wskazać cały obszar. Obszar, z jednej którego strony
moi sąsiedzi mieli stosunkowo nowe ogrodzenie prowadzące do samej granicy ich
posiadłości, a po drugiej stronie moi sąsiedzi mieli odrapane ogrodzenie
również prowadzące do ich granicy.
–
Duża brama do zaułka – kontynuował Logan. Zawrócił nas do tylnego ogrodzenia
mojej posiadłości - Zbudujemy tam nowe ogrodzenie, o kilka stóp wyższe. Wstawię
tu mój samochód kempingowy. Jak ogrodzenie będzie wyższe z tyłu, nikt nie
zobaczy kampera z podwórka. Ogrodzenie wokół kampera zapewni większe
bezpieczeństwo. Czujnik ruchu zaświeci tutaj lampy, dzięki czemu będzie jeszcze
bezpieczniej. Umieścimy mniejsze bramy z boku - wskazał - Będzie łatwy dostęp
do alei i śmietników.
Chociaż
wyraźnie wszystko przemyślał, a jego wizja była dobra, można było powiedzieć,
że mi się to nie podobało.
Kamper
Logana był ogromny. Zająłby całą przestrzeń.
Co
oznaczało, że nie dostałabym garażu, a co ważniejsze, nie byłabym w stanie
uniknąć skrobania przedniej szyby.
–
Nie zgadzasz się z tym? - zapytał.
Spojrzałam
na niego - Nie. To jest spoko.
Jego
ręka ścisnęła moją – Masz coś z przeciwko – stwierdził.
Uśmiechnęłam
się do niego - Nie, naprawdę, będzie dobrze.
–
Mała – powiedział.
-
Co? - Zapytałam, kiedy nie kontynuował.
–
Masz coś przeciwko temu – powtórzył.
Potrząsnęłam
głową i odpowiedziałam - To nie tak. Po prostu chciałam postawić tu nowy, ładny
garaż. Taki z otwieraną na pilota bramą i taki, który oznaczałby brak
konieczności skrobania lodu z szyby. Ale potrzebujesz bezpiecznego miejsca dla
swojego samochodu kempingowego. Jestem przyzwyczajona do parkowania na podwórku.
A nowy garaż oznaczałby umieszczenie wszędzie świateł z czujnikiem ruchu, więc
nie zabiłabym się w ciemności, wchodząc do domu. To duży projekt i dużo
pieniędzy. Więc - wzruszyłam ramionami - nieważne. Podoba mi się twoja wizja.
Wszystko jest dobrze.
Przyglądał
mi się przez chwilę, po czym pociągnął mnie za rękę, prowadząc z powrotem przez
bramę, ale zatrzymując nas na dolnym patio.
Rozejrzał
się. Robił to trzymając mnie za rękę, ale robił to przez długi czas.
Nie
wiedziałam, o czym myślał. Chciałam to wiedzieć, ale miałam też spotkanie.
Musiałam
więc to przyspieszyć.
–
Low – zwróciłam na siebie jego uwagę.
Kiedy
ją dostałam, oświadczył - Mamy problem.
Byłam
zdezorientowana.
-
Co? Jaki?
Odwrócił
nas do tylnego ogrodzenia – Bo jeśli przesuniemy to ogrodzenie, żeby zrobić ci
miejsce na garaż, a dla mnie miejsce na wciągnięcie przyczepy kempingowej nosem
do przodu z boku, stracisz co najmniej połowę tego patio, prawdopodobnie więcej
- Wskazał na cegłę pod naszymi stopami.
Potem
skierował nas w stronę domu - I musimy powiększyć budynek o dwa pokoje. Jak to
zrobimy, nie tylko pochłoniemy część twojego wewnętrznego podwórka, ale także
część tego najwyższego patio.
To
również nie napełniało mnie radością.
Danie
jego córkom własnych pokoi i dodanie jadalni do domu oznaczało, że straciłabym
jeszcze więcej z wizji, jaką miałam dla mojego domu, którą pielęgnowałam i dokarmiałam
przez jedenaście lat.
To
byłoby do bani.
Nie
pozwolenie Loganowi na to, czego potrzebował dla siebie i swoich córek, byłoby
bardziej do bani.
-
Więc wyrównaj tył i ustaw samochód kempingowy tak, jak planowałeś - zdecydowałam.
Spojrzał
na mnie - To znaczy, że nie dostaniesz swojego garażu.
–
Żyję bez tego, odkąd tu mieszkam – powiedziałam - Mogę dalej żyć bez tego.
Jego
dłoń zacisnęła się w mojej - Millie…
Przerwałam
mu - Alternatywne scenariusze to przedłużenie pergoli nad dziedzińcem lub pełne
zadaszenie, abyśmy mogli zaparkować pod nim. Uniknęlibyśmy śniegu w naszych
pojazdach, nawet gdybyśmy nie uniknęli lodu.
To
też mi się nie podobało, chyba że starannie zaprojektowane. Zaprojektowane niestarannie,
wyglądałoby brzydko. I nie chodziłoby tylko o mój widok z okna kuchni, ale
także z okien studia.
–
Albo – ciągnęłam – możemy zamienić podwórko w przestrzeń podwórkową. Wstawić do
fontanny. Jakieś meble. Klienci mogą parkować przed lub na podjeździe. I możemy
zużyć to patio na garaż i miejsce na samochód kempingowy, bo nadal mielibyśmy
miejsce na zewnątrz i byłoby bliżej domu.
–
Możemy potrzebować części dziedzińca na jadalnię i sypialnię, piękna –
przypomniał mi Logan.
Podniosłam
ramiona i dałam z siebie wszystko.
-
Więc poprawiamy tył, umieszczamy tam twój kamper, a kiedy dojdzie do punktu, w
którym częściej będziesz miał dziewczyny, przeprowadzimy się do nowego domu.
Dłoń
Logana ponownie zacisnęła się w mojej, robiąc to stanowczo i wydawało się, że
to było automatyczne.
Ta
reakcja też mnie zdezorientowała.
Użyłam
jego imienia, aby zadać pytanie - Logan?
-
Uczyniłaś go swoim. Lubisz go. Nie
zmuszę cię do przeprowadzki – powiedział.
Miał
rację. Podobało mi się to, że mu na tym zależało, bo mnie też na tym zależy.
Ale.
-
To tylko dom.
–
Zrobiłaś go swoim, Millie.
-
Więc uczynię kolejny dom moim, właściwie naszym.
I to chyba dobrze. Mój dom jest dziewczęcy. Myślę, że Cleo i Zadie go
uwielbiają, chociaż Zadie by się teraz do tego nie przyznała. Ale to nie
zmienia faktu, że zamieszka z nami mężczyzna i musimy mieć to na uwadze.
Chociaż - ciągnęłam szybko - powiem teraz, koniec z poprawkami. Nawet jeśli
zajmie nam to dwa lata, znajdziemy coś odpowiedniego dla nas wszystkich i to odpowiednie
będzie właściwie-odpowiednie. Nie będzie to odpowiednie-do-wykonywania-wielu
prac nad tym przez lata. Raz zrobiłam renowację i skończyłam ją, używając
T-shirtu jako ściereczki do kurzu, bo wyniki były spektakularne, ale droga do
tego była dla mnie wrzodem na tyłku. Nie wspominając już o tym, że było
cholernie drogie.
Patrzył
na mnie z góry, a wyraz jego oczu był taki, którego nie mogłam odczytać.
Tuż
przed tym, jak chciałam zapytać, co się z nim działo, moje usta były zajęte
czymś innym. Mianowicie tym, że plądrował je swoim językiem.
Trzymałam
się mocno, obejmując ramionami jego ramiona, moje ciało było przyciśnięte do
jego, jego ramiona przytulone do mnie i poczułam wdzięczność (i inne rzeczy),
które przekazał przez swój pocałunek.
Z
nadchodzącym spotkaniem, na które miałam się wkrótce spóźnić lub nie, byłam
rozczarowana, gdy się skończyło.
Ale
to się skończyło i skończyło się z ekstremalnie wysoką notą, kiedy zaraz po tym
powiedział - Kocham cię, Millie.
-
Też cię kocham, Rybko - westchnęłam.
Oparł
swoje czoło o moje na sekundę, zanim uniósł się nieco - Na razie wyrównujemy
tył, budujemy ogrodzenie. Koszty nie będą zbyt wysokie, wymyślimy coś, żeby
zostać u ciebie, a jeśli zmienimy zdanie i będziemy musieli zburzyć ogrodzenie,
żeby zbudować garaż. Tak?
Skinęłam
głową.
–
Teraz nie musisz dawać odpowiedzi – powiedział - Ale chcę, żebyś o tym
pomyślała. Kiedy wymyślisz odpowiedź, dasz mi ją od razu, nie martwiąc się o
moją reakcję. Ale zbudowałaś tu coś pięknego, kotku... - Wskazał głową w stronę
mojego domu - Jeśli masz problem z odpuszczeniem tego...
-
Logan - przerwałam mu - Jedyny problem, jaki będę miała, to brak ciebie,
gdziekolwiek bym była - Przysunęłam się bliżej i ściszyłam głos - Tak jak
powiedziałam. To tylko dom. Czy to kocham? - Zapytałam, po czym sam sobie
odpowiedziałam - Tak. Ale to tylko tyle. Ty jesteś ty. Wróciłeś, więc to znaczy, że mój dom jest tam, gdzie ty. To
takie proste i to jest twoja odpowiedź. Nie muszę o tym myśleć nawet przez
sekundę.
Skończyłam
swoją przemowę i dostałam kolejny pocałunek. Ten był dłuższy, gorętszy, ostrzejszy
i mówił o wdzięczności i wielu innych
rzeczach, a wszystkie były dobre.
Niestety,
kiedy go zakończył, musiałam się podzielić informacją – Mam spotkanie, Rybko.
-
Jasne - mruknął, patrząc na mój pieprzyk.
-
Low - zawołałam.
Spojrzał
mi w oczy.
-
Uporządkuj tyły. Sprowadź tutaj swój samochód kempingowy. Wszystko co
potrzebujesz. Naprawdę wróć do domu –
rozkazałam.
–
Kurwa – warknął - Jak nie przestaniesz być słodka, nie ma mowy, żebyś nie spóźniła
się na spotkanie. Nie uda ci się.
Uśmiechnęłam
się - Okej, więc pozwól mi odejść, abym nie straciła klienta i być może mojej
zdolności do opłacenia większej liczby pracowników, abym miała więcej czasu dla
ciebie.
-
Pozwolę ci odejść, muszę patrzeć, jak twój tyłek w tej spódnicy idzie do
twojego studia – odpowiedział.
Znowu
się uśmiechnęłam, ale w środku.
–
Naprawdę masz mózg wypełniony tylko seksem – zauważyłam.
-
Myślę, że przegapiłaś to, Millie, ale jeszcze cię dzisiaj nie pieprzyłem.
Nie
przegapiłam tego.
-
Myślę, że to oznacza, że dzisiejszy wieczór będzie fajny – odpowiedziałam.
Potrząsnął
głową, ale zrobił to z zaciśniętymi wargami.
–
Pozwolisz mi odejść? - Zapytałam.
–
Nie – odpowiedział, robiąc to, czego zapowiedział, że nie zrobi - Nigdy. Nigdy,
kotku - Jego oczy się rozgrzały – Ale pozwolę ci iść na twoje spotkanie.
Teraz
on był słodki.
-
To nie fair. Teraz ja chcę skoczyć na
ciebie.
Jego
oczy pozostały ciepłe, ale jego uśmiech był zarozumiały.
To
mogło trwać cały dzień. A żeby móc skoczyć na niego, kiedy tylko będę miała na
to ochotę (ostatecznie), potrzebowałam Justine na pokładzie.
Co
oznaczało, że potrzebowałam mojego klienta.
Sięgnęłam
więc do jego koszulki, złapałam ją w garść i przyciągnęłam go do siebie.
Wspięłam się na palce, by mocno przycisnąć swoje usta do jego, a potem odsunęłam
się.
–
Później, Rybko – szepnęłam.
–
Później, kochanie – odszepnął.
Uśmiechnęłam
się do niego i puściłam go.
Potem
odeszłam. Nawet w pośpiechu robiłam to powoli, żeby zrobić mu pokaz, bo
wiedziałam, że mój mężczyzna patrzył, a ja byłam jego starszą panią.
Tak
sobie dawaliśmy.
Daliśmy
sobie wszystko, co mogliśmy.
*****
To
był ten wieczór i chodziłam cała w skowronkach, bo szło świetnie.
We
wtorek Logan odebrał dziewczyny z zajęć tanecznych i zabrał je na kolację,
tylko on i one.
Poza
tym to były tylko telefony.
Ale
mając je teraz, zauważyłam, że od naszego weekendu coś się zmieniło.
Przybyły
do mnie wieczorem, kiedy Logan odebrał je od matki i, chociaż Zadie była trochę
kapryśna i małomówna, Cleo nie.
Wcześniej
istniały bariery między mną a Cleo.
Była
taka, jaka była ze mną, wyłącznie po to, by uzyskać aprobatę swojego ojca.
Wiedziałam
to teraz, bo te bariery ulegały erozji.
Poprzez
pogawędki podczas gotowania, wygłupiania się i jedzenia beef Strogonow przy
moim blacie kuchennym, Cleo przedstawiła mnie prawdziwej Cleo.
A
cała była miłością.
Jasne,
uwielbiała ojca i pragnęła jego aprobaty.
Ale
kiedy to nie było coś, nad czym pracowała, kiedy było to po prostu jej
naturalną częścią, w połączeniu z reakcją na to Logana, było to słodkie do tego
stopnia, że było wręcz urocze.
Tak
słodkie, że dawało radosną poświatę, że wychodziłam z siebie z radości, że mogłam
się w niej wygrzewać.
Chociaż
było tego więcej.
Była
bezgranicznie zachwycona, kiedy pozwoliłam jej podać świeżą karmę kotom. Kiedy
zapytałam o taniec, nieśmiało (wtedy z moją zachętą i komplementami, już nie
tak nieśmiało) pokazała mi kilka ruchów, które ćwiczyły do swojej rutyny, tak
cholernie uroczo robiąc to w mojej kuchni, poczułam się jeszcze bardziej
ocieplona aż do kości.
I
nie ukrywała, jak bardzo podobał jej się mój dom i pracownia, kiedy zabrałam je
na wycieczkę z przewodnikiem po umyciu naczyń po kolacji, mówiąc do mnie
nieśmiało, stojąc w pokoju gościnnym - Będzie zabawnie, kiedy przyjedziemy się tu
przespać, Millie.
Więcej
blasku.
Co
więcej, dodając do tej dobroci, wydawało się, że gdy to wszystko trwało, Zadie
studiowała to, obserwując, jak Cleo wychodziła ze swojej skorupy i moją reakcję
na to. I miałam nadzieję, że, po tej obserwacji, stwierdzi, że też będzie
chciała zacząć budować coś takiego ze mną.
Teraz
sprawy się urwały. Mieliśmy wisieć przed telewizorem z porcją babeczek z
Piekarni Tess, które kupiłam w drodze powrotnej ze spotkania. Zamierzaliśmy
zrobić coś normalnego, co rodzina zrobi pod koniec dnia, zanim Logan będzie
musiał zabrać je z powrotem do mamy.
Dziewczyny
wybierały miejsca (Zadie, co nie było zaskoczeniem, wyciągnęła księżniczkę i zajęła
przytulankę, ale Cleo nie cierpiała, skoro dostała dwuosobową sofę), a Logan
zajął swój róg kanapy.
Zajął
też mnie. Złapał mnie za rękę i ciągnął mnie w dół obok siebie, kiedy
patrzyłam, jak Poem wdrapywała się na sofę z Cleo, nie mogąc skoczyć z takiej
wysokości, więc użyła swoich pazurów.
Oglądając
to, naprężyłam ramię, by oprzeć się przyciąganiu Logana, i rozejrzałam się,
pytając - Ktoś widział Chief’a?
Zapytałam
o to, bo ja nie widziałam. Nie odkąd Cleo dała im świeże jedzenie, zanim
usiedliśmy do kolacji.
Chief
i Poem zadomowili się w nowym miejscu, znosząc moją miłość do nich, ciesząc
się, że się z nimi bawiłam i obecnie zastanawiali się, kto rządził w tym domu.
Oznaczało
to wiele zapasów kotków.
Zauważyłam
jednak, że Chief wygrywał. Poem zaczynała się powstrzymywać i czekać, aby
zobaczyć, gdzie Chief będzie się usadawiał, zanim zdecydowała się
zakwestionować jego roszczenie lub mu na to pozwalała.
Było
to rzadkie, kiedy nie były oba w swoim towarzystwie, by walczyły o pozycję.
Rzadkie,
czyli nigdy się nie zdarzało.
Ale
nigdzie nie było widać Chief’a.
-
Nie widziałem go, Kotku - mruknął Logan.
Spojrzałam
na Cleo, która miała wyciągniętą rękę do płochliwej Poem, ale nie patrzyła na
mnie - Ja też nie.
-
Myślę, że wyszedł na zewnątrz, kiedy szliśmy do twojego biura – stwierdziła
Zadie, a moje oczy skierowały się na nią, a krew zamarzła mi w żyłach.
-
Co? - wyszeptałam.
Wpatrywała
się we mnie, a ja byłam zbyt przerażona, by zobaczyć coś poza zmieszaniem na
jej twarzy – Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że widziałam, jak wychodził
na zewnątrz, kiedy wychodziliśmy…
Oderwałam
rękę od Logana i pobiegłam do tylnych drzwi, otwierając je na oścież i wybiegając
na zewnątrz.
Było
zimno. Było ciemno.
A
mój Chief był malutki.
Nie
miały być kotami wychodzącymi na zewnątrz i nie dlatego, że kosztowały fortunę
i miały puszystą sierść, która była wystarczająco twarda, aby je oswoić jako
koty domowe, a byłoby to niemożliwe, gdyby wychodziły na zewnątrz.
Ale
ponieważ czytałam, że koty domowe żyją dłużej niż koty wychodzące. Znacznie dłużej. O… lata.
Co
więcej, nie wykazały nawet zainteresowania przebywaniem na świeżym powietrzu
lub znudzenia pokojem zabaw w domu, który już im dano.
Więc
dobrze czuły się w pomieszczeniu, w którym zamierzały zostać.
Ale
teraz Chief wyszedł. To było dziecko, maleńkie, wszystko mogło mu się stać.
Mógł się zgubić. Mógł zostać zaatakowany i nie miałby szans. Nawet gdyby ptak
sfrunął.
O
Boże.
Boże.
Jakim
cudem nie zauważyłam, jak wychodził?
–
Chief – zawołałam, rozglądając się dookoła, kiedy szybko przemierzałam podwórko
- Chodź kochanie. Jesteś tutaj? Chief?
-
Chief - Słyszałam wołanie Cleo - Tutaj kici- kici. Tutaj Chief-Chief.
Usłyszałam,
jak otwiera się brama na podwórko zewnętrzne i spojrzałam w tamtą stronę, by
zobaczyć, że Logan szedł przez nią z latarką.
-
Chief! – krzyknęłam, idąc w stronę studia - Chodź tu, kotku. Chodź do mamy,
maleńki.
Cleo
wołała. Ja wołałam. Czułam i widziałam, jak szukała ze mną. Obeszłam całe
studio od zewnątrz. Cleo i ja przeszłyśmy następnie podjazdem i przeszukaliśmy
front domu. Cleo zbliżała się do podwórka mojego sąsiada, kiedy skierowałam się
w przeciwną stronę i zobaczyłam Logana idącego się podjazdem.
Pobiegłam
do niego.
-
Nic? – zapytałam głosem podniesionym od paniki.
Spojrzał
w stronę córki - Cle-Clee. Wróć ze mną.
Drugi
raz tego dnia złapałam się za jego koszulkę, ale w zupełnie inny sposób.
Kiedy
zwróciłam jego uwagę, zawołałam gorączkowo - Znalazłeś coś?
–
Tu jest otwarta przestrzeń tutaj, mała – powiedział łagodnie – Tam jest więcej
kryjówek. Potrzebuję dwóch par oczu. Ciągle tu się rozglądaj - Rozejrzał się - Gdzie
jest Zadie? Nie pomaga ci tutaj?
Nie
wiedziałam, gdzie była Zadie, a jedyną rzeczą, o której myślałam w tym
momencie, było to, gdzie był Chief.
-
Nie wiem.
–
Wrócę z tobą, tatusiu – powiedziała Cleo, już biegnąc podjazdem.
-
Szukaj dalej – nalegał Logan, kiedy stałam zamrożona i patrzyłam za Cleo.
Skierowałam
na niego wzrok - Jest taki malutki.
Podniósł
rękę, by owinąć ją wokół mojej szyi.
-
Szukaj dalej, mała.
–
Jest taki malutki, Low. Po prostu dziecko. A jeśli pies…?
Ścisnął
moją szyję - Szukaj dalej. Słyszysz?
To
było Słyszysz?, co mnie dopadło.
Zebrałam
się w sobie, skinęłam głową, odsunęłam się i pospieszyłam w stronę podwórka
mojego sąsiada. Wyczułam, że Logan wrócił na podjazd.
Ledwo
weszłam na podwórko, zawołałam Chief’a i skierowałam się do drzwi sąsiada, żeby
zapukać i zapytać, czy widzieli mojego kota, a potem błagać, żeby pomogli nam szukać,
kiedy usłyszałam ryk Logana – Millie!
Pobiegłam
w stronę jego głosu, co oznaczało podjazd na moje wewnętrzne podwórko.
Kiedy
dotarłam, zobaczyłam Cleo stojącą przy tylnej bramie.
Logan
stał kilka kroków od tylnych drzwi mojego domu.
Zadie
stała w otwartych drzwiach, trzymając Chiefa blisko swojego gardła.
–
Znalazłam go… – zaczęła.
Nie
wszystko z siebie wyrzuciła. Poleciałam do niej i próbowałam (ale nie udało mi
się) utrzymać mojego gówna w ryzach, kiedy wyciągnęłam Chiefa z jej uścisku do
swojego.
Przytuliłam
go mocno, szepcząc - O, Boże. Och, maleńki. Tak się cieszę, że jesteś
bezpieczny.
–
Gdzie go znalazłaś?
Moja
ulga została przeszyta, kiedy Logan to warknął.
–
Wewnątrz – wyjąkała Zadie w odpowiedzi.
Słysząc
jej ton, cofnęłam się o krok, żeby móc na nią spojrzeć.
Patrzyła
na ojca i robiła to z przerażoną miną.
I
pełną winy.
Potem
spojrzałam na Logana, który po prostu wyglądał na wściekłego.
Odczytał
spojrzenie córki.
–
M-m-może się myliłam – ciągnęła – Może ja-ja-ja nie widziałam, jak uciekał -
Jej wzrok oderwał się ode mnie, zanim spojrzała poza mnie - Z-z-znalazłam go
zwiniętego w kłębek na tym długim szezlongu w twojej sypialni.
-
Wszyscy do środka - warknął Logan, a ja przytrzymałam Chiefa bliżej siebie,
podczas gdy Logan czekał, aż Cleo wpadnie do środka, zanim zdecydowanym krokiem
ruszył w stronę drzwi.
Wyciągnęłam
rękę, kiedy się do mnie zbliżył, owijając ją wokół jego przedramienia, by go zatrzymać.
Spojrzał
na mnie z góry i był moim mężczyzną, znałam go. Znałam go starego i nowego. I
wiedziałam, że nawet z wściekłością płynącą na mnie z jego spojrzenia, poradzi
sobie z tym i nie straci tego (za dużo).
Ale
wciąż, patrząc na wyraz jego twarzy, musiałam walczyć z lękiem.
–
Poświęć chwilę – wyszeptałam, wciąż trzymając blisko wijącego się Chief’a - Weź
oddech.
Nie
czekał ani sekundy i nie wziął oddechu. Wyrwał rękę z mojego uścisku, ale z
kolei chwycił mnie za rękę i wciągnął mnie (i Chief’a) do domu.
Zatrzasnął
drzwi, a Chief podskoczył mi w ramionach, zaczynając drapać, gdy usłyszał
głośny hałas.
Potem
Logan zaciągnął nas do salonu, gdzie stała teraz Zadie, wyglądając na bardziej
przerażoną i wciąż winną. Jej siostra stała kilka kroków od niej i patrzyła na
nią, jakby chciała wbić jej trochę rozsądku do głowy.
Logan
puścił moją rękę i zanim wypuścił gniew, który czułam od niego, pospiesznie
przemówiłam.
–
Okej, wszyscy – zaczęłam - Wszystko jest dobrze - Mówiłam dalej, pochylając
się, by puścić Chief’a na podłogę. Odbiegł, a ja się wyprostowałam - Chief jest
tutaj. Jest bezpieczny. Poświęćmy wszystkim krótką chwilę, żeby się pozbierać…
Logan
mi przerwał.
-
W tej chwili. Prawdę – zażądał od swojej najmłodszej.
-
Widziałaś, jak ten kot wybiega przez drzwi?
-
Myślałam… - zaczęła.
Pochylił
się do przodu i zagrzmiał - Prawda!
Jej
broda zadrżała i zajęło jej trochę czasu, zanim się pozbierała, czas, którego
potrzebowała, by wzbudzić w ojcu więcej ciepła, więc na szczęście znalazła
odwagę, zanim eksplodował (znowu).
–
N-nie – wyszeptała.
-
Więc stoisz tu i mówisz mi, że wystraszyłaś Millie tylko po to, żeby zachować jak
gnojek – oświadczył Logan.
Położyłam
dłoń na jego bicepsie i przytrzymałam mocno.
–
Low, musisz poświęcić chwilę – poradziłam.
Nawet
na mnie nie spojrzał.
Utkwił
wzrok w swojej dziewczynie.
–
Odpowiedz mi – zażądał.
-
Ja… - zaczęła, urwała, spojrzała na mnie i wybuchnęła płaczem, gdy wybuchła
lawiną słów - Przepraszam! To było podłe! Nie sądziłam, że tak się
przestraszysz! Myślałam, że najpierw zajrzysz do środka i go znajdziesz! - Jej
łzawiące oczy powędrowały do ojca - Przepraszam, tatusiu. Nie chciałam jej aż
tak przestraszyć.
Logan
był odporny na jej łzy – Ale chciałaś ją przestraszyć.
Wzięła
bolesny, czkający wdech, wciąż płacząc, skinęła głową i spojrzała na mnie - Ale
nie tak bardzo. Przysięgam. Przysięgam!
Nie tak bardzo!
–
Już dobrze, kochanie – powiedziałam łagodnie.
-
To, kurwa, nie jest - warknął Logan.
Spojrzałam
na niego - Low - powiedziałam, tym razem cicho - Uważaj. Język.
Znów
nawet na mnie nie spojrzał.
Ale
wykonał gest na mnie, wskazując głową w moją stronę.
-
Kocham ją - warknął - Do dna mojej duszy, prosto do trzewi, kocham tę kobietę.
Powiedziałem ci to, więc już wiesz, że ma to ode mnie. Ale gdyby zdecydowała,
że ma w dupie moje dziewczyny i robiła ci paskudne rzeczy, które cię by raniły
lub przerażały, odeszłaby. Nigdy więcej nie zobaczyła mojej twarzy. Przeszła do
historii. A teraz kocham ją i kocham siebie, Zadie. Więc jak robisz jej to
gówno, co ja mam z tobą zrobić?
Czkawka
szlochającej Zadie odbiła mi się w sercu, ale mimo to miałam to w sobie, by
szybko podejść do niej, przyciągnąć ją do siebie, owijając ramiona wokół niej i
warcząc z irytacją - Logan! Uspokój się!
W
końcu spojrzał na mnie – To nie było w porządku, co zrobiła.
-
Masz rację, a lekcja jest oczywiście trudna, ale myślę, że ona się tego uczy -
odpowiedziałam.
-
Zgadzam się, ale muszę się upewnić, że nauczy się tego w sposób, którego nie
zapomni – odparował.
–
Myślę, że to działa – odparowałam.
Spojrzał
na swoją dziewczynę - To działa?
Pokiwała
desperacko głową.
Biedactwo.
Podniosłam
rękę i odgarnęłam jej piękne, gęste, miękkie ciemne włosy z jej twarzy, po czym
pochyliłam się do niej i kciukiem wytarłam jej policzki.
- Dobrze, kochanie, to już koniec –
powiedziałam łagodnie – Wszystko zrobione. Wszystko dobrze. Okej?
Zwróciła
na mnie mokre oczy i nie miała szansy odpowiedzieć, bo Logan rozkazał - Zabierajcie
swoje gówno. Zabieram was z powrotem do waszej matki.
To
nie był dobry pomysł. Powinniśmy to uspokoić tu i teraz i iść dalej.
Wyprostowałam
się i spojrzałam na niego.
Zadie
odsunęła się ode mnie.
Nie
miałam szansy nakłonić Logana, by poszedł ze mną do innego pokoju, żebyśmy
mogli porozmawiać o tym, co się dzieje. Odwrócił się i podszedł do swojej kurtki,
która wisiał na haku przy tylnych drzwiach. Wrzucił ją na ramiona i podał
kurtki swoich dziewcząt po kolei każdej z nich, gdy z wahaniem podeszły do
niego. Następnie zgarnął kluczyki do samochodu z blatu i podszedł do mnie.
Zaczepiając
mnie za szyję, dał mi szybkiego, mocnego pocałunku i wymamrotał - Wrócę.
Potem
pozwolił mi odejść, przeszedł między swoimi dziewczynami i wyszedł przez drzwi.
-
Uch... do zobaczenia później, Millie - powiedziała drżącym głosem Cleo.
Wszystko,
co byłam w stanie zrobić, to skinąć głową, zanim poszła za swoim ojcem.
Zadie
zaczęła iść za swoją siostrą, ale ja też szybko się poruszyłam, chwytając ją za
rękę, więc była zmuszona iść ze mną.
Logan
siedział za kierownicą, Cleo zamykała drzwi po stronie pasażera z przodu, więc zaprowadziłam
Zadie do miejsce pasażera z tyłu.
Zatrzymałem
ją, zanim zdążyła sięgnąć wysoko, by otworzyć drzwi, i pociągnąwszy ją za rękę,
obróciłem ją w swoją stronę.
-
On cię kocha, kochanie - powiedziałam jej prawdę, którą mam nadzieję, że znała
w swoim sercu – Ochłodzi się i będzie dobrze.
Wypowiedziałam
te słowa, a potem zobaczyłam, jak jej twarz wykrzywia się w sposób tak brzydki,
że puściłam jej rękę.
–
On mnie nienawidzi – splunęła - Przez ciebie. Co oznacza, że ja nienawidzę ciebie.
Racja.
Więc
może nie nauczyła się swojej lekcji.
Miałam
ułamek sekundy na dokonanie wyboru.
Udało
mi się, kiedy odwróciła się ode mnie i sięgnęła do drzwi.
Sięgnęłam
poza nią, przycisnęłam ją i wcisnąłem rękę w drzwi, tak że nie mogła ich
otworzyć i została zmuszona do odwrócenia się.
Gdy
tylko to zrobiła, pochyliłam się nad nią i oświadczyłam - Kocham go. Do dna mojego
serca, prosto przez moją duszę, kocham twojego tatę. A kiedy kogoś takiego
kochasz, jedynym powodem, dla którego oddychasz, jest uszczęśliwienie go.
Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego, aby był szczęśliwy. I mogę go
uszczęśliwić na wiele sposobów, Zadie, ale jedyną rzeczą, która uszczęśliwiłaby
go na wskroś, byłoby to, żeby wszystkie jego dziewczyny by się dogadywały.
Wiem, że to dla ciebie trudne. Bardzo mi przykro, że to trudne. Możesz w to nie
uwierzyć, ale moje serce pęka z twojego powodu, z powodu tego, czego chcesz, a nie
możesz mieć i musisz nauczyć się tego tak młodo. To trudne, najtrudniejsza
lekcja, jakiej możesz się nauczyć w życiu. Tak trudne, ludzie o wiele starsi od
ciebie nie uczą się tego, dopóki nie jest za późno. Ale czasami musimy porzucić
to, czego chcemy, kiedy nie można tego mieć, znaleźć nowe marzenie i nad tym
pracować. Chcę tego marzenia dla twojego taty. I mam nadzieję, że znajdziesz
jakiś sposób, aby chcieć tego ze mną, abyśmy mogli razem pracować i dać mu to.
Wygłosiłam
to przemówienie, odsunęłam się od niej i od drzwi i cofnęłam się o krok.
Spojrzała
na mnie gniewnie przez chwilę, zanim się odwróciła, sięgnęła wysoko, otworzyła
drzwi i wciągnęła swoje małe ciałko do środka.
Zatrzasnęła
drzwi.
Westchnęłam
i odsunęłam się od pickupa.
Logan
uniósł mi brodę, a Cleo pomachała mi, co było znowu pełne wahania, zanim
zainicjował swój wielopunktowy zwrot, by odjechać.
Kiedy
to zrobił, podeszłam do drzwi i stałam w nich, dopóki nie mogłam ich już
widzieć.
Dopiero
wtedy weszłam do domu.
*****
Usłyszałam
pickupa, kiedy podjeżdżał.
Dlatego
siedziałam na poręczy kanapy, twarzą do tylnych drzwi, kiedy Logan wrócił.
Wszedł,
patrząc na mnie, zanim się odwrócił, zamknął drzwi, rozbroił i ponownie ustawił
alarm, po czym przekręcił klucz.
Następnie
podszedł do mnie.
Rozłożyłam
odziane w dżinsy nogi, żeby mógł się do mnie zbliżyć, ale utrzymałam swoje
miejsce.
Zbliżył
się i stanął między moimi nogami.
Potem
podniósł rękę, by pogłaskać mnie po policzku - Wszystko okej?
Położyłam
dłonie na jego płaskim brzuchu – Byłeś dla niej surowy.
-
Nie pytałem cię o zdanie na temat tego, jak postąpiłem z moim dzieckiem -
odpowiedział i to nie było złośliwe, po prostu miał inne sprawy na głowie,
które miały pierwszeństwo - Wszystko w porządku?
–
Chief’owi nic się nie stało i nigdy nie był w niebezpieczeństwie, więc tak.
Wszystko w porządku - Potrząsnęłam głową, ale zrobiłam to, gdy on wciąż mnie
dotykał – Nie jestem pewna, czy dobrze mi z tym, jak ty sobie z tym poradziłeś.
-
Jej podłość nasila się. Nie wiadomo, dokąd to zajdzie, jeśli nie zduszę tego w
zarodku.
-
Powiedziała mi przed twoim pickupem, że mnie nienawidzi, bo teraz ty
nienawidzisz jej.
Jego
szczęka stwardniała, zanim zapytał - I co powiedziałaś na to gówno?
-
Powiedziałam jej, że cię kocham i że moim zadaniem jest uszczęśliwiać cię i mam
nadzieję, że mi w tym pomoże.
-
Dobry glina, zły glina.
Gapiłam
się.
Potem
zapytałam - Co?
-
Kotku, straciłem opanowanie i rozumiem, że myślisz, że to było przesadzone, ale
tak nie było. To gówno nie było w porządku i nie ma mowy, żeby miała choćby cień myśli, że to było w porządku. Nie
po to, żeby dostać ode mnie to, czego chce. Nie by dostać tego, czego chce od
nauczyciela. Albo dzieci w szkole. Nigdy. Przez to wszystko, ty nie zrobiłaś
gówna z nią razem ze mną. Byłaś spokojna. Byłaś miła. Byłaś wyrozumiała.
Dostała ode mnie twarde słowa, więc to, co ty jej dawałaś, nie dotarło do niej.
Moja dziewczyna jest gówniarą, ale nie jest głupia. Przemyśli to i zdobędzie podpowiedź.
–
Więc byłeś dla niej taki surowy, bo chciałeś zrobić ze mnie tego dobrego? –
zapytałam z niedowierzaniem.
Pochylił
się lekko w moją stronę, aby zbliżyć swoją twarz do mojej - Byłem dla niej taki
surowy, bo na to zasłużyła - Kiedy otworzyłam usta, stwierdził - Konkluzja. Pali
mnie to, że moja mała córeczka ma w sobie choćby odrobinę tego, żeby zrobić coś
tak popieprzonego. Więc, Millie, zasłużyła na to.
Musiałam
przyznać, że rozumiałam jego punkt widzenia.
–
Deb się o tym dowie – kontynuował – I nie będzie szczęśliwa. Ona nie znosi
takich bzdur. Zaproponowała, że wkroczy. Zadzwonię do niej i powiem, że już tego
potrzeba.
To
była niespodzianka.
–
Zaproponowała, że się włączy?
Odsunął
rękę od mojej twarzy i wyprostował się, by spojrzeć na mnie z góry.
-
Rozmawiałem z nią po ostatnim weekendzie, żeby wiedziała, że mam tę bitwę z
Zadie na głowie i zamierzam ją wygrać. Powiedziała, że jest na pokładzie, kiedykolwiek
potrzebowałbym jej pomocy. Powiedziała też, że chce cię poznać i myślę, że to
dobry pomysł.
To
też było zaskoczeniem i przerażeniem.
Nie
ta część, o której rozmawiał ze swoją byłą.
Jedno,
czego byłam pewna w przypadku mężczyzn takich jak Logan, to to, że im ufasz.
Nie dokonałaś inwazji na ich telefony. Nie przeszukiwałaś ich samochodów. Nie
słuchałaś rozmów. Nie prosiłaś ich, aby rozliczali się z każdej sekundy swojego
dnia. Ufałaś im, że postąpią dobrze, jeśli nie przez cały czas, przynajmniej
przez ciebie.
On
i Deb mieli wspólne dzieci, więc zamierzał z nią porozmawiać, a ja nie
zamierzałam być kobietą w jego życiu, która wymagałaby, aby szczegółowo
opisywał każdą ich rozmowę.
Nie.
Przerażająca
niespodzianka nie była tym.
Chodziło
o to, że chciała się ze mną spotkać.
Ledwo
kontrolowałam wysoki głos, kiedy zapytałam – Co?
-
Spotykasz ją. Dogadacie się. Nie mówię, że będziecie najlepszymi kumplami.
Chodzi mi o to, że spotkasz ją, połączysz się, zrobimy coś we trójkę z
dziewczynami. Może nie kolację, ale może ich tu podrzuci, wejdzie, przywitasz
ją. Wypije drinka i pogadacie krótko, a potem wyjdzie, zanim zabierzemy
dziewczyny, żeby coś zrobiły. Zobaczą, jak ty i Deb się dogadujecie, a Deb
wspiera to, co mamy, pójdą w kierunku zrobienia tego samego.
To
było rzeczywiście w pewien sposób pomysłowe.
–
To nie jest zły pomysł, Low.
Jego
brwi uniosły się w męskim afroncie - Wiem, że nie.
–
Czy ty… czy ona…? - potrząsnęłam głową i zaczęłam od nowa.
–
Jesteś pewien, że nie ma nic przeciwko spotkaniu ze mną?
-
Chce, żebym był szczęśliwy.
Spojrzałam
na niego ponownie.
Potem
wymamrotałam - Naprawdę nie rozumiem tego, co z nią miałeś.
-
Dwoje dzieci. I tyle – odpowiedział, chociaż nie spodziewałam się odpowiedzi - To
było całkowicie popieprzone. Żyłem z nią cały czas, wiedząc o tym. Po prostu
tak jest z nią. To nie jest kobieta, którą kochasz. Nie jest nawet kobietą,
którą próbujesz uszczęśliwić, bo ci się nie uda. Ona jest tylko kobietą. I
dobrze jej z tym. Mówi, że jest szczęśliwa. Cleo mówi, że jest szczęśliwsza
beze mnie. Ma to, czego chce, dwie córki, którym może dawać, co ma, bez
udawania, że ma coś ze swoim mężczyzną. Ale jest też porządną kobietą i mówi,
że chce, żebym był szczęśliwy. Wierzę w to, bo jest porządną kobietą. Teraz
oboje mamy to, czego chcemy, więc to już nie jest popieprzone. Po prostu jest.
-
Muszę przyznać, że posiadanie nie psycho-, tęskniącej lub wkurzonej byłej jest
zdecydowanie plusem w naszej obecnej sytuacji – wypaliłam.
Logan
uśmiechnął się.
-
Tak. Deb dała mi dwie piękne dziewczyny i niewiele więcej. Ale ona nam daje to.
Poza moimi dziewczynami, najlepsza rzecz, jaką może dać.
Choć
było to szalone, było również prawdziwe.
Wstałam,
a ponieważ on nie poruszył się nawet o cal, kiedy ja to zrobiłam, to sprawiło,
że znaleźliśmy się bardzo blisko siebie.
Kiedy
tam dotarłam, wsunęłam ręce w jego kurtkę, aby móc zwinąć je w boki jego koszulki.
Dopiero
wtedy ostrożnie doradziłam - Musisz mieć więcej cierpliwości do Zadie.
Logan
uniósł ręce i położył je lekko w miejscu, gdzie moja szyja stykała się z
ramionami – Miała dziesięć lat cierpliwości od swojego staruszka, mała. To jest
potwór, którego stworzyłem. To ciężka praca, nie lubiłem jej tego robić, ale
muszę ją wykonać, aby odeprzeć potwora i wydobyć moją małą dziewczynkę. Wiem,
że nic z tego ci nie dała, mała, i kiedy nie jest taka, co nigdy nie było tak
złe, ona może być księżniczką, ale jest tak słodka jak tylko może. Boża szczera
prawda. Jest zabawna i pełna miłości. I chcę, żeby ci to dała.
–
Rozumiem to – odparłam – Ale musisz mieć więcej cierpliwości, Logan.
Spojrzał
mi w oczy, zanim zgodził się, kiwając głową.
Puściłam
jego koszulkę, przysunęłam się bliżej i otoczyłam go ramionami, odchylając
głowę do tyłu, gdy wymazałam przestrzeń między nami, obserwując, jak pochylił
głowę w dół, by nie stracić mojego wzroku.
-
Przez długi czas miałeś tylko połowę tego, czego chciałeś. Rozumiem smakowanie
obietnicy zdobycia tego wszystkiego i pragnienie, aby stało się to teraz –
powiedziałam cicho.
-
Tak - wymamrotał, głaszcząc mnie jednym kciukiem po gardle.
-
To, co musisz dostać, Rybko, to to, że wszyscy tu jesteśmy, cokolwiek chciałeś,
masz teraz, i może teraz nie jest dobrze, ale nigdzie się nie wybieramy.
Pochylił
głowę jeszcze bliżej, więc wszystkim, co widziałam, były jego oczy i mogłam
poczuć lekki dotyk jego nosa.
–
Tak – powtórzył, przesuwając kciukiem po mojej szczęce.
-
Teraz, czy wszystko w porządku? – zapytałem i zobaczyłam, jak jego oczy się
uśmiechają.
–
Tak – powiedział ponownie.
–
Dobrze – szepnęłam.
-
Będzie o wiele lepsze, jak padniesz na kolana i zabierzesz się do pracy.
Poczułam,
jak moje oczy rozszerzyły się, a potem zwęziły, zanim skierowałam je w stronę
sufitu.
-
Seks w głowie – powiedziałam do sufitu.
-
Mała, nie obciągałaś mnie od trzech dni.
Z
powrotem przewróciłam na niego oczami – Liczyłeś?
-
Czy mam kutasa do obciągnięcia? - zapytał.
-
Tak - warknęłam.
-
Więc cholerne tak, liczyłem.
Odwinęłam
od niego ramiona, aby móc położyć dłonie na biodrach, sugerując - Może
wytrzymamy trzynaście dni?
-
Jak zdołasz tak długo utrzymać usta z dala od mojego kutasa, spróbuj tego.
–
Jakbyś był z tym w zgodzie – zadrwiłam.
-
Nie jestem - powiedział – Ale skończ już z tą rozmową, bo zaraz zajmę się czymś
innym.
-
Logan! - warknęłam.
Położył
dłoń na mojej klatce piersiowej, pchając mnie tak, że upadłam na oparcie
kanapy.
Wylądowałam
i nie miałam szansy przejąć kontroli nad swoim ciałem, kiedy jego ręce
zacisnęły się na moich biodrach i przyciągnęły je do oparcia kanapy, tak że
spoczął tam mój tyłek.
Potem
przesunął dłonie do mojego suwaka.
–
Logan – wyszeptałam.
W
końcu to Logan padł na kolana.
Nie
przeszkadzało mu to.
Mnie
też nie.
Tak
bardzo nie przeszkadzało.
Ani
trochę.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń