niedziela, 5 marca 2023

2 - Każdy jego oddech (cz.1)

 

ROZDZIAŁ 2

Każdy jego oddech (cz.1)

Millie

 

Obecnie…

To, co miałam zrobić, było śmieszne.

I być może szalone.

Ale i tak miałam to zrobić.

Minął tydzień, odkąd zobaczyłam Logana w Chipotle.

Nadal miałam ten kosz szpinaku i torby pomarszczonej marchewki w mojej lodówce i nadal były tam jedynymi rzeczami. Tyle że kosz szpinaku nie był teraz zwiędły, ale zamiast tego zepsuty.

Powinnam go wyrzucić.

Nie wyrzuciłem.

Pracowałam.

Kupowałam fast food (lub gotowe, choć bez sałatek).

Spałam.

Oglądałam telewizję.

I myślałam o Loganie.

Nie mogłam go wyrzucić z głowy. Nawet śniłam o nim.

I nie były to dobre sny. To były sny o jego odejściu. To były sny, w których krzyczał na mnie, że byłam tchórzem. Że zmarnowałam swoje życie. To były sny, w których pchał na huśtawce małą dziewczynkę bez twarzy, uśmiechając się do kobiety bez twarzy, która, nawet jeśli nie miała twarzy, wiedziałam, że była piękna i zdecydowanie nie była mną.

Innymi słowy, złe sny.

Sny, które nawiedzały mnie nawet wtedy, gdy nie spałam.

Więc teraz byłam tutaj i to było śmieszne, głupie, szalone.

Dottie byłaby wkurzona, gdyby wiedziała, że tu byłam. Dwadzieścia lat walczyła o wyciągnięcie mnie z sideł Logana, sideł, w które zostałam złapana, mimo że on mnie tam nie chciał i nawet nie było go w moim życiu.

Chciała, żebym poszła dalej. Błagała mnie nawet, żebym ruszyła dalej. Na początku chciała, żebym wróciła do Logana (i o to też mnie błagała). Kiedy zdała sobie sprawę, że tak się nie stanie, chciała, żebym poszła na randkę, poszła do psychiatry, żeby zaczęła żyć, jakimkolwiek życiem bez Logana.

Nic z tego nie zadziałało.

Teraz nie mogłam go wyrzucić z głowy.

Więc tam byłam.

– Gówno, cholera, cholera – szepnęłam, patrząc na fasadę zajazdu.

Był zaniedbany, bliski ruiny. Miał na zewnątrz odpryski farby. Napis na górze, na którym widniał napis SCRUFF, był ledwo widoczny, biorąc pod uwagę, że była noc i działał tylko neon litery u i apostrof.

O dziwo, Scruff wyglądał tak samo jak dwadzieścia lat temu, kiedy Logan i ja często tu przychodziliśmy.

Tyle że wtedy c również działało, chociaż migotał.

Na zewnątrz stały motocykle, teraz było ich mniej niż wtedy, kiedy to był Logan i moje mieszkanie, bo to było miejsce Chaosu, ale nadal wyraźnie był to bar dla motocyklistów.

Po prostu nie miałam pojęcia, czy jeden z tych motocykli należał do Logana.

Miałam nadzieję, że należał.

I bałam się tego samego.

- Powinnaś iść do domu – powiedziałam sobie.

Powinnam.

Ale dom był tam, gdzie byłam prawie każdej nocy, odkąd kupiłam go i wprowadziłam się do niego jedenaście lat temu. Zmienił się, bo odnowiłam każdy jego centymetr (sama tego nie robiłam – płaciłam ludziom za to – ale to wszystko była moja wizja).

Kochałam ten dom. Nigdy nie miałam dość patrzenia na to, co stworzyłam (lub ktoś inny, oczywiście, dzięki mojej wizji).

Ale byłam tam prawie każdej nocy. A nie było mnie tylko wtedy, gdy byłam u Dottie, opiekowałam się dzieckiem przyjaciółki albo na jednym z zaplanowanych przeze mnie wydarzeń.

Ostatnie, będące moją pracą, się nie liczyło.

Teraz nie było mnie w domu. Wróciłam do Scruff. Miejsca, w którym nie byłam od dwudziestu lat.

Byłam tam, ponieważ Logan mógł tam być.

A ja nie mogłam przestać o nim myśleć.

– Boże, to szaleństwo – wymamrotałam, otwierając drzwi samochodu i wysuwając nogę.

Wysiadłam, zatrzasnęłam drzwi i zamknęłam zamek, trzymając klucze w dłoni i torebkę mocno zaciśniętą pod pachą.

Szłam w stronę budynku, martwiąc się o mój samochód. Miałam czerwoną Mazdę CX-5, która miała zaledwie rok. Kochałam go. Nie zmieniałam samochodów co pięć lat, więc to było moje dziecko. Ten bar nie tylko nie był najbezpieczniejszym miejscem w Denver, ale znajdował się w dzielnicy, która również nie była najbezpieczniejsza w Denver.

Musiałam się odważyć. Byłam tam. Byłam poza samochodem.

Nie było powrotu.

Zanim dotarłam do drzwi, wypadł z nich motocyklista, a za nim rozległ się krzyk - Też się pieprz! - i prawie zawróciłam.

Potknął się w drugą stronę, więc moja droga była wolna.

Wiedziałam, że powinnam się wycofać.

Nie zrobiłam tego.

Weszłam.

Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zobaczyłam, że wnętrze też niewiele się zmieniło, poza tym, że stało się bardziej obskurne. W rzeczywistości nawet neony z reklamą piwa wyglądały tak samo, a po drugim, szybkim i szaleńczym, aby sprawdzić, czy Logan tam był, omieceniu baru wzrokiem, zobaczyłam, że cztery z mnóstwa z nich już w ogóle nie działały. Winyl na stołkach barowych był zużyty, meble rozpraszające przestrzeń były bardziej niedopasowane. Nawet filc na stole bilardowym był bardziej wyblakły.

I nie było Logana.

Właściwie nie było nikogo. Nie było puste, ale w tamtych czasach prawie zawsze tętniło życiem.

Logan i ja chodziliśmy w środę, żeby się zabawić z tuzinem ludzi, którzy również tam byli, których znaliśmy i z którymi imprezowaliśmy. Albo szliśmy w sobotę i wprowadzaliśmy chaos z trzema tuzinami ludzi, których znaliśmy i z którymi imprezowaliśmy.

To było miejsce Chaosu. To tam chodzili chłopcy, kiedy chcieli nawiązać więzi, znaleźć świeże mięsko do puknięcia, znaleźć kłopoty, a jeśli ich nie było, zrobić je.

Jednak rozglądając się, nie widziałam ani jednego faceta, którego znałabym z dawnych czasów. Nie widziałam nawet naszywki Chaosu na żadnej kurtce.

To była niespodzianka. Chaos był tam stałym elementem w taki sposób, że nie było wieczoru, kiedy przynajmniej kilku braci było w Scruff.

To też był pretekst do odwrotu.

Nie odeszłam.

Podeszłam do baru i wślizgnęłam się na stołek, robiąc to z oczami wciąż skanującymi przestrzeń, jakby Logan mógł się zmaterializować znikąd.

- Cóż, pieprz mnie. Millie cholerna Cross. Podmuch z przeszłości, i to niezbyt dobry.

Odwróciłam głowę i spojrzałam w szoku na Reb.

Reb była wtedy barmanką. Podejrzewałabym, że ta jedna już dawno powinna zniknąć.

To dlatego, że spała z synem Scruff’a, który miał odziedziczyć to miejsce, skoro Scruff był na łożu śmierci. Chociaż Scruff leżał na łożu śmierci przez całe trzy lata, które tam spędziłam (przez dwa piłam z fałszywym dowodem tożsamości, co nie obchodziło Reb ani żadnego innego barmana).

Wade, jej mężczyzna i następny w kolejce właściciel lokalu, rzadko tam bywał (albo rzadko tam pracował). Zwykle tam pił albo na przemian zdradzał Reb, bił się, wisiał w areszcie albo jeździł na motorze, włócząc się i zostawiając ją, by narzekała na niego i przysięgała, że go zostawi.

Reb była twarda. Była tak nieprzyjazna, że aż podła. I nie brała dużo gówna (z wyjątkiem tego od Wade’a).

Byłam pewna, że się zmęczy i odejdzie.

Ale tak nie było. Stała za barem, wyglądała na równie wyblakłą i zużytą jak reszta lokalu, jakby postarzała się o czterdzieści lat w ciągu ostatnich dwudziestu.

Ledwo ją poznałam.

Wyraz „życie to gówno, a potem umrzesz” w jej oczach był niezapomniany, wciąż obecny i jeszcze ostrzejszy, więc wiedziałam, że to ona.

- Jesteś jak przygłup – stwierdziła, patrząc na mnie ze swojej strony baru – tyle że nie widziałam cię od wieków, a widuję ich zbyt wielu co tydzień. Chociaż jesteś tutaj, więc tylko mówię, że jeśli chodzi o ciebie, mógłabym użyć dłuższej wieczności.

To nie było ciepłe powitanie.

Reb nie była zwolennikiem rozdawania ciepła. Nigdy nie była.

Ale to było coś więcej niż jej zwykła złośliwość.

Postanowiłam to zignorować.

- Hej, Reb – przywitałam się.

- Spieprzaj Millie i mam na myśli to, że możesz zabrać swój tyłek z mojego stołka i wypierdalać z mojego baru – odpowiedziała.

Gapiłam się.

O wiele bardziej wredna niż jej zwykła wredność.

– Na przykład – nachyliła się do mnie – Teraz.

Ponieważ najwyraźniej oszalałam, postanowiłam to zignorować.

- Twój stołek? To twój bar? - Zapytałam.

Wyprostowała się i wytrzymała mój wzrok jakby mi groziła, gdy stwierdziła - Tak. Ssałam złego kutasa. Wade nie był właścicielem tego miejsca, więc nie wiem, o czym myślałam, biorąc jego gówno. Staruszek może nie radził sobie naprawdę dobrze, ale wciąż miał fiuta, a każdy facet, który ma fiuta, lubi być ssany. Ssałam moją drogę do niego, by zmieniać jego testament. Teraz Wade musi jeść moją cipkę, żeby dostać się do mojego harmonogramu i dostawać napiwki, i musi faktycznie pracować, żeby je zdobyć. Bardziej wolę to w ten sposób.

Wiedziałam, że dzieli się tymi wszystkimi informacjami, aby mnie zszokować i udało jej się.

Starałam się tego nie okazywać i odpowiedziałam - Cóż, dobrze dla ciebie, Reb. Cieszę się, że dostałaś to, czego chciałaś.

– Nie dostałam – odparła - Zapracowałam na to. Ciężko pracowałam za tym barem przez dziesięć lat. Ssałam starego kutasa przez dwa. Teraz jest mój, do cholery, więc nie do końca kręcę fikołki, bo kosztował o wiele więcej, niż jest wart.

Nie mogłam się bardziej zgodzić.

Nie podzieliłam się tym.

Zamiast tego zapytałam - Czy mogę dostać piwo?

- Nie.

Tym razem spojrzałam jej w oczy i zaczęłam cicho - Reb...

Pochyliła się ponownie.

– To jest bar dla motocyklistów, Millie – warknęła - Chaos przestał tu przychodzić lata temu, ale nadal jest to bar dla motocyklistów i nie ma wielu ludzi, którzy chcą się tu pokazać, ale naleję drinka każdemu a szczególnie jeśli to motocyklista, bo tak to jest i tak było zawsze. Nie naleję drinka jakiejś upartej suce, która nie lubi motocyklistów. Myślę, że rozumiesz, że mogę wydać każdego dolara, którego moi chłopcy wydają na zgniliznę, która tu trafia. To nie znaczy, że chcę wziąć twojego.

- Reb, to, co się stało, było dawno…

– Stało się tak, że powiedziałaś jednemu z moich ludzi – dźgnęła kciukiem swoją pierś – jesteś dla niego kurewsko za dobra. Byłaś za dobra dla High’a, jesteś cholernie za dobra, żeby siedzieć na moim stołku. A teraz, Millie, nie będę tego powtarzać, wypierdalaj.

High.

To prawda. Zapomniałam. Logan został High’em, kiedy oficjalnie został Chaosem. Żart polegał na tym, że jego imię zostało skrócone przez jego rodziców do przezwiska Low[1]. Ale lubił wtedy palić i to nie tylko papierosy, więc został High’em.

Nienawidziłam tego imienia głównie dlatego, że nie podobało mi się to, jak często palił trawkę. Nienawidziłam tego imienia tak bardzo, że nigdy go nie użyłam.

Musiałam przyznać (tylko przed sobą), że nadal tego nienawidziłam.

– Są rzeczy, które… – Spróbowałam ponownie.

- Mam to gdzieś.

– Szukam Logana – wypaliłam.

Jej twarz wykrzywiła się w sposób, który wystraszył mnie jak cholera, gdy zbliżyła się do baru, położyła na nim rękę i pochyliła się głęboko.

– I mam, kurwa, nadzieję, że go nie znajdziesz – syknęła - Poszedł dalej, ale zanim znalazł w sobie siłę, by to zrobić, zniszczyłaś go.

Moje serce ścisnęło się w taki sposób, że naprawdę poczułam ból.

Rozdzierający ból.

- Chryste, tak bardzo mu na tobie zależało, był tobą - wypluła Reb - Żył dla ciebie. Każdy jego oddech był dla ciebie. Potem zatopiłaś ostrze, przeciągnęłaś je na wylot i wypatroszyłaś go. Szczerze mówiąc, Pete, Tack, Arlo, Brick, Boz, nikt z nas nie sądził, że przeżyje. Zjeżdżał z klifu. Ustawiał się na huśtawce w kompleksie. Wciągnął się w walkę, o której wiedział, że nie mógł jej wygrać. Szukał tego. To nigdy nie nadeszło i można było wyczuć w nim cholerne rozczarowanie, że obudził się, by stawić czoła kolejnemu dniu bez ciebie. Każda kobieta na tej cholernej ziemi chce, żeby taki mężczyzna to do niej czuł, a ty to miałaś i wyrzuciłaś to, kurwa, jak śmieci.

Prawie spadłam ze stołka barowego w mojej potrzebie ucieczki, bo nie mogłam znieść więcej. Ból był tak ogromny, że to cud, że krew nie sączyła się ze wszystkich porów.

– Tak, suko – nie przestawała na mnie patrzeć, obserwując, jak się poruszałam - Zniknij. Odejdź w cholerę. Nigdy nie wracaj - Podniosła rękę i dźgnęła we mnie palcem – I nie szukaj High’a. Nie potrzebuje twojego gówna w swoim życiu. Nigdy ponownie.

Cofnęłam się o dwa kroki, nie mogąc oderwać od niej wzroku, po prostu dlatego, że nie miałam żadnych myśli. Właściwie to był cud, że się ruszałam.

Jedyne co czułam to ból.

W końcu moje ciało poderwało się do ucieczki i wyszłam z baru.

Do mojego samochodu. Nacisnęłam przycisk i wycofałam się z miejsca, nawet nie patrząc, czy jest wolne.

I pojechałam do domu.

Było późno i chociaż jej potrzebowałam, nie zamierzałam ponownie dzwonić do Dottie. Nie zamierzałam dzwonić do innych przyjaciółek, które wiedziały o Loganie i mojej niezdolności do pokonania go. Nie zamierzałam iść do domu i wybuchnąć niekontrolowanymi łzami, które wydawały się mnie dusić i płakać, dopóki nie miałam nadziei, że tak się stanie i to się wreszcie skończy.

Weszłam do domu i przekręciłam włącznik oświetlający kuchnię.

Zamknęłam za sobą drzwi.

Podeszłam do mojego marmurowego blatu, który był biały z szarymi żyłkami i rzuciłam na niego torebkę.

A potem stałam nieruchomo i wpatrywałam się niewidzącym wzrokiem w salon.

Reb miała rację. Wiedziałam. Wiedziałam, że zniszczyłam Logana.

Poznaliśmy się, kiedy miałam osiemnaście lat, dziewięć tygodni po ukończeniu szkoły średniej.

Zaprosił mnie na randkę w ciągu kilku minut od pierwszych słów, które do siebie wypowiedzieliśmy.

Przespałam się z nim podczas naszej pierwszej randki.

Nie dlatego, że byłam łatwa.

Bo wiedziałam, że był wszystkim.

I był.

Był spełnionym marzeniem. Fantazja, która ożyła. Każda stereotypowa nadzieja każdej dziewczyny na tej planecie, która chodzi, rozmawia, dotyka, całuje.

Może z tym wyjątkiem, że być może był bardziej szorstki i posiadał własny motocykla.

Traktował mnie jak złoto.

Nie, jak księżniczkę.

Nie, obydwa.

Byłam cenna. Ukochana. Skarb.

Patrzył na mnie i za każdym razem, gdy to robił, wiedziałam, że myślał, że to, co zobaczył, było tak piękne, że nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

Seks nie był wspaniały.

Był wybuchowy.

Spaliśmy spleceni i budziliśmy się w ten sam sposób, jakbyśmy potrzebowali być ze sobą połączeni, aby naładować się w nocy, abyśmy mogli stawić czoła dniu. Jakby bez tego nie bylibyśmy w stanie funkcjonować.

Ku przerażeniu moich rodziców i radości jego rodziców, wprowadziliśmy się do siebie w ciągu sześciu tygodni od spotkania.

Walczyliśmy i za każdym razem, gdy to robiliśmy, kończyliśmy to śmiechem, jakby to, o co walczyliśmy, było śmieszne, bo w większości było.

Byliśmy razem przez trzy lata, które wydawały się być pięćdziesięcioma trzema latami, przez cały czas błogo szczęśliwi.

A potem ten czas wydawał się być trzema dniami w chwili, gdy odszedł ode mnie, ponieważ zmusiłam go do tego.

Rozejrzałam się po kuchni z marmurowymi blatami i wyspą z blokami do mięsa, na której znajdował się zlewozmywak. Pod oknem miałam ciężki, biały ceramiczny zlewozmywak i białe szafki, górne z okienkami. Inne szafki zaprojektowane specjalnie na wino, książki kucharskie, stojaki na przyprawy. Spojrzałam na sześciopalnikową kuchenkę ze stali nierdzewnej i dwoma piekarnikami, chłodziarkę na wino.

Potem się przeniosłam.

Moje buty uderzały o drewnianą podłogę, którą odnowiono cztery lata temu i nadal błyszczała idealnie. Poszłam do swojego salonu z wieloszybowymi oknami z przodu i po obu stronach kominka z boku.

Rozejrzałam się po białych ścianach i ceglanym kominku (również pomalowanym na biało).

Firany w oknach też były białe i przezroczyste. Meble były miękkie i wygodne, a wszystko w miękkim ciemnoszarym kolorze. Akcenty rozrzuconych poduszek na kanapie, dwuosobowej kanapie i fotelu do przytulania, a także wazony na powierzchniach były w stonowanych pastelach. Ramy obrazów rozsianych po powierzchniach były bielone, grawerowane lustrzane lub misternie wykonane ze srebra. A pièce de résistance było dużym okrągłym lustrem w kształcie ogona pawia nad kominkiem.

Efekt był fajny i stylowy, ale nie zimny. Ładny i gościnny.

Szłam korytarzem, którego ściany wypełniały doskonale rozmieszczone ramki, całe czarne z kremowymi tłami, trzymające czarno-białe zdjęcia Dottie i jej rodziny. Moi rodzice. Dziadkowie. kuzyni. Ciocie i wujkowie. Przyjaciele.

Przeszłam obok pokoju gościnnego i gościnnej łazienki do dodatkowej sypialni, która była śmietnikiem. Włączyłam światło, co sprawiło, że wiatrak wiszący pod sufitem wprowadził do pokoju delikatną bryzę, której nie potrzebował robić we wrześniu.

Poszłam prosto do szafy, rozsunęłam drzwi i przebrnęłam przez papier do pakowania, bagaże, pudła, a potem podniosłam plastikowe skrzynie, które stały w kącie.

Cztery.

Chciałam dolną.

Podeszłam do niej i wciągnęłam ją do pokoju. Upadłam na tyłek na podłogę i opuściłam zatrzaski po bokach skrzyni, podnosząc przykrywkę.

Były tam albumy, z których trzy z radością, choć mozolnie, wypełniłam zdjęciami.

Jeden album na każdy rok.

Reszta skrzyni była wypełniona tymi kopertami, które przychodziły ze zdjęciami i zawierały klisze.

Na końcu wrzuciłam luźne zdjęcia, by ukryć bolesne wspomnienia.

Na początku często wyciągałam tę skrzynię.

Ale minęły lata, odkąd ją otworzyłam.

Chwyciłam album, położyłam go na kolanach i otworzyłam na chybił trafił.

Moje gardło zacisnęło się przed paleniem trawiącym moje wnętrzności, gdy patrzyłam na zdjęcie, na którym stałam obok Logana, który siedział na swoim motocyklu.

Byliśmy przed Ride, sklepem motoryzacyjnym z dołączonym warsztatem, w którym robiono pojazdy na zamówienie, którego właścicielem był Chaos.

Logan miał coś zrobić, nie pamiętałam co. Żegnałam się z mężczyzną, którego kochałam i którego miałam zobaczyć za kilka godzin. Jedną rękę trzymał na uchwycie motoru, a drugą na moim biodrze. Stałam twarzą do niego, ale spoglądałam przez ramię na Naomi, żonę jednego z braci Logana z Chaosu.

Moje włosy były długie, sięgające do pasa i nieobciążone, tak jak lubił to Logan. Niepohamowane i dzikie. To był sposób, w jaki nie nosiłam ich od lat.

Logan miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, które sprawiały, że wyglądał fajnie i kozacko, dżinsy, T-shirt i kurtkę Chaosu.

Byliśmy blisko, jak zawsze byliśmy blisko, kiedy byliśmy razem, dotykając się, jak zawsze się dotykaliśmy i uśmiechając się.

Jak zawsze byliśmy uśmiechnięci.

Zdjęcie poniżej przedstawiało nas rozciągniętych na kanapie w pokoju wspólnym Kompleksu Chaosu. Leżałam głównie na Loganie, częściowo wsunięta w oparcie kanapy. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej i odrzuciłam głowę do tyłu, zdjęcie uchwyciło mój profil, a ja się śmiałam.

Logan leżał na plecach, z głową opartą na podłokietniku, z ramieniem owiniętym wokół mojej talii, trzymając mnie przy sobie, chociaż nie musiał tego robić, bo leżałam na nim. Patrzył prosto w obiektyw, również się śmiał.

Na przeciwnej stronie było nasze zdjęcie w Scruff. Mój tyłek leżał na krawędzi stołu bilardowego (coś, co często robiłam, żeby się wygłupiać, bo to wywoływało u Logana uśmiech, ale też cholernie irytowało Reb). Logan pochylał się nad stołem z kijem w dłoni, gotowy do oddania strzału.

Ale jego głowa była odchylona do tyłu, jego oczy były skierowane na mnie, a moje na niego.

Nie uśmiechaliśmy się. Mówiłam coś do niego i miałam jego pełną uwagę.

Jak zawsze miałam jego pełną uwagę.

Przycisnęłam płasko dłonie do stron, jakbym mogła wsiąknąć przez nie w tamte czasy, jakbym mogła cofnąć się o lata, by je przeżyć na nowo, jakbym mogła wchłonąć uczucie, jakie wtedy miałam, że byłam bezpieczna, kochana i żyłam życiem, które było dla mnie odpowiednie.

To nie zadziałało.

Przewróciłam stronę.

Potem przewróciłam kolejną stronę.

I kolejną.

Zrobiłam to, przeżywając na nowo wspomnienia, które przeżywałam niezliczoną ilość razy. Były wypalone w moim mózgu w sposób, w jaki zawsze tam były, nawet kiedy ich nie wzywałam. Były to blizny, które dręczyły mnie w sposób, który zmienił bieg mojego życia.

Nie chodziło tylko o to, że wpadłam w rutynę.

Moje życie zostało przerwane i nigdy nie zaczęłam go od nowa.

Od czasu Logana Judd’a nie miałam chłopaka.

Nie miałam kochanka.

Ani jednego przez dwadzieścia lat.

Był tym dla mnie, a te zdjęcia pokazały, dlaczego.

Poznałam mojego idealnego mężczyznę w wieku osiemnastu lat i miałam go przez trzy lata.

Potem go odesłałam.

Czy mogłabym naprawić te krzywdy?

Czy powinnam?

Zniszczyłaś go.

Zrobiłam to.

I zrobiłam to samo sobie.

Każda kobieta na tej cholernej ziemi chce, żeby taki mężczyzna to do niej czuł, a ty to miałaś i wyrzuciłaś to, kurwa, jak śmieci.

Nie wyrzuciłam go.

Reb nie wiedziała.

Nigdy się nie dowie.

Ale tego nie zrobiłam.

Nigdy bym tego nie zrobiła.

Nie dla Logana.

Każdy jego oddech był dla ciebie.

CDN

###



[1] Low - niski, High - wysoki (ale też na haju, pod wpływem narkotyków)

2 komentarze:

  1. Jestem ciekawa co takiego zrobiła dokładnie, że go zostawiła. Hmmm, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy 😊

    OdpowiedzUsuń