Dasz
to
Millie
Po
tym, jak wrzuciłam kwaśną śmietanę do bulgoczącej zawartości patelni, zadzwonił
mój telefon.
Spojrzałam
na niego, zobaczyłam, że dzwoniła Dottie i chwyciłam go.
Przyłożyłam
telefon do ucha i sięgnęłam po musztardę Dijon.
–
Hej, kochanie – przywitałam się.
–
Dzwoniłaś – odpowiedziała moja siostra, kiedy wlewałam musztardę do
bulgoczącego sosu.
Dzwoniłam
wcześniej tego dnia, zostawiając wiadomość głosową.
-
Tak - powiedziałam - Słuchaj, potrzebuję przysługi.
-
Znasz zasady - odpowiedziała natychmiast - Jeśli czegoś potrzebujesz, to za
darmową opiekę nad dzieckiem i musi nastąpić wkrótce, bo Alan i ja naprawdę potrzebujemy wieczornej randki.
Dwójka
dzieci, oboje małych, wiedziałam, że to była prawda.
Z
drugiej strony, zawsze była to prawda. Dottie i Alan randkowali od lat, przed
ślubem i po ślubie, tacy już byli.
Podobało
mi się to dla mojej siostry.
Mojej
siostrze też się podobało. I chciała tego dla mnie.
–
Zrobione – powiedziałam, mieszając sos, rozmawiając z siostrą, słuchając Macy
Grey z nowego doku, który kupiłam, kiedy moje świece płonęły, stek i grzyby już
były gotowe i nałożone do podania, kiedy sos będzie gotowy, makaron spoczywał w
wodzie, gotowy do odsączenia.
Potem
wszystko było na wyciągnięcie ręki.
Strogonow
wołowy domowej roboty.
Pachniało
bosko.
Miałam
tylko nadzieję, że smakował będzie tak samo.
-
Czego potrzebujesz? – zapytała Dottie.
–
Dobra, słuchaj – zaczęłam - Poszłam w to miejsce pilatesu i nie daj się zwieść
zdjęciom ludzi siedzących na tyłkach i pochylających się wokół. To gówno jest trudne. Ale zaszalałam, kupiłam karnet
na pięć sesji. Nie pójdę ponownie… nigdy…
jeśli nie będziesz tutaj w stroju do ćwiczeń, wzbudzając we mnie poczucie winy,
żebym to zrobiła. Więc przysługa jest taka, że potrzebuję cię, abyś mnie
kopnęła. Nie każ mi zmarnować czterech sesji.
Skończyłam
mówić, prosząc o tę przysługę, wiedząc, że nie będzie to trudne. Dottie była
matką. Podejrzewałam, że wzbudzanie poczucia winy u kobiet było specjalnością,
która była ukryta, dopóki nie urodziło się pierwszego dziecka. Wtedy ruszało z
pełną mocą. Podejrzewałam to, ponieważ stało się to z Dot.
Ale
chociaż ja przestałam mówić, Dottie nie zaczęła.
-
Dot? – zawołałam, dodając trochę soli i pieprzu do sosu.
-
Poszłaś do tego miejsca pilatesu? - zapytała cicho.
Przestałam
się ruszać i spojrzałam na swój blat.
-
Tak - odpowiedziałam cicho.
-
Ja… - Usłyszałam, jak odchrząknęła – Jasne, pójdę z tobą na pilates.
Jej
ton był pełen wahania. Pełen nadziei, ale niepewny.
Wiedziała,
co znaczył ten pilates.
Wiedziała
wszystko, co dotyczyło mnie, poza wciąganiem fast foodów i oglądaniem reality
TV.
–
Skończyłam, Dot – powiedziałam jej.
–
Skończyłaś? – zapytała, wciąż niepewna, wciąż pełna nadziei.
Cholera,
ale przepuściłam ją przez wyżymaczkę.
Musiałam
przestać to robić.
I
w końcu zamierzałam.
-
Czas iść dalej.
Nic
nie powiedziała.
Byłam
pewna, że była w szoku. To się nigdy nie zdarzyło. Może o tym rozmawiałam.
Zdecydowanie o tym myślałam (codziennie).
Ale
nigdy nic z tym nie zrobiłam.
-
Czy coś się stało? - zapytała.
–
Tak – wyznałam jej prawdę - Właściwie dużo. I wyjaśnię to później. Ja nie… -
Potrząsnęłam głową, nawet jeśli mnie nie widziała - Nie chcę w to wchodzić.
Kiedyś się tym podzielę, ale ostatecznie to nie ma znaczenia. W końcu to tylko nadszedł
czas. Dawno miniony czas. Więc tak jest.
W
tym przemówieniu skłamałam.
To
miało znaczenie.
Logan
wykorzystywał mnie, wykorzystał pieprzenie do swojej pieprzonej zemsty, a potem
rozmawiał ze mną tak, jak to zrobił, zabijając to, co mieliśmy, zamieniając
miłość w nienawiść.
To
miało znaczenie.
Ale
to było zrobione.
Nienawidził
mnie i nie było nic, co mogłabym powiedzieć, co by to zmieniło. A sposób, w
jaki mnie potraktował – jakby to, co mieliśmy nigdy się nie wydarzyło, jakby
to, co dzieliliśmy, nie było wszystkim, jakby to wszystko nie kupowało mi ani
trochę życzliwości, ani przynajmniej trochę cierpliwości, ani przynajmniej ciszy, bym mogła podzielić
się tym, czym chciałam się podzielić – to było niewybaczalne.
Więc
to był koniec.
Skończyłam
z przechodzeniem przez ogień dla tego mężczyzny.
I
nie marnowałam na niego ani jednej chwili mojego życia.
Zamierzałam
się zmienić.
Wreszcie.
Podjęłam
tę decyzję po klęsce w Wild Bill’s i została ona ugruntowana po tym, co
wydarzyło się w sobotę rano przed imprezą Schronisku King’s.
Weszłam
w to na całość.
Moja
spiżarnia była zaopatrzona.
Poszłam
do centrum handlowego i kupiłam ubrania do ćwiczeń w domu i na zewnątrz.
Kupiłam
też małą czarną.
I
wspomnianą stację dokująca z głośnikami.
A
poprzedniego wieczoru zrobiłam sobie luksusowy pedicure, wyciągając z pudełka
wannę do stóp, żeby to zrobić.
Mój
karnet na pięć sesji do centrum Pilates został zakupiony.
Moja
pierwsza sesja była za mną.
Robiłam
bajecznie pachnący i miałam nadzieję, że fantastycznie smakujący, beef Strogonow.
I
myślałam o kupnie kota (lub dwóch) do towarzystwa.
Tak,
weszłam w to na całość.
Nowe
życie.
Nowa
ja.
Nowy
początek.
Wszystko
po to, by napisać nową przyszłość.
Wyjście
z rutyny.
I
dalej do czegoś dobrego.
(Miałam
nadzieję)
-
Nie wiem, co powiedzieć – szepnęła mi Dottie do ucha.
-
Nie ma już nic do powiedzenia - Zniżyłam głos i ciągle mieszałam sos –
Powiedziałaś już wszystko, kochanie. Po prostu nigdy nie słuchałam. A jeśli słuchałam,
to po prostu nie zapadło. Teraz zapadło.
–
To spotkanie z Loganem – domyśliła się.
-
Tak.
Nie
skłamałam w tej sprawie, po prostu moja odpowiedź zawierała całą prawdę, której
nie znała.
Jej
głos był mocniejszy, kiedy powiedziała - W takim razie dobrze, że tak się
stało. Wcześniej nie wydawało się to dobre, ale każda kobieta ma swoje
ograniczenia. Każda kobieta znajduje swój czas. Widząc go, słysząc go, wiedząc,
że poszedł dalej, ma dzieci, ma się dobrze, to było to dla ciebie. Więc to
dobrze.
Ona
miała rację. Ta część była dobra.
Dla
Logana.
Ale
ja tym się nie troskałam lub, co trafniejsze, byłam zdeterminowana, by przejść
w kierunku braku troski.
Jednak
ta myśl była dobra.
Chciałam
tak myśleć o nim, a nie o totalnym dupku, którym był.
Myślałabym
o tym, że radził sobie dobrze. Cieszył się swoimi dziećmi. Był z braćmi.
I
znalazłabym swoje rzeczy, którymi ja mogłabym się cieszyć.
Jak
beef Strogonow.
–
Masz rację, Dottie – odparłam - Teraz muszę dodać grzyby i stek do sosu, zanim zrobi
się zbyt gęsty.
-
Gotujesz? - brzmiała na zszokowaną.
-
Nowa ja, nie słyszałaś? - droczyłam się – To znaczy, wspomniałam o tym dwie
sekundy temu.
–
Pocałuj mnie w tyłek – odparła, tak jak robiła to odkąd skończyłam sześć lat, a
ona osiem.
-
Pokaż, a pocałuję - odpowiedziałam, tak jak robiłam to, odkąd skończyła osiem
lat, a ja sześć.
-
Cokolwiek. Jeśli to, co robisz, jest dobre, zrobisz to dla Alana, dzieci i dla
mnie.
-
Zgoda.
-
Wspaniale. Później, Mill.
-
Później, Dot. Kocham cię.
-
Też cię kocham, skarbie.
Rozłączyła
się.
Odłożyłam
telefon i wzięłam do ręki talerz z smażoną wołowiną i smażonymi grzybami.
Dodałam
to do sosu.
Mieszałam.
Posypałam
tym odsączony makaron i zjadłam z pysznym kieliszkiem czerwonego wina, wlanym
do jednego z moich wspaniałych kieliszków do czerwonego wina, których nie
wyciągałam od chyba trzech lat.
A
były boskie.
*****
-
Jasna cholera, to Dynastia, tyle że
brytyjska, z lepszą garderobą i osadzona na początku XX wieku – szepnęłam do
telewizora.
Moja
kuchnia była czysta. Moje świeczki wciąż płonęły. Paliła się tylko jedna lampa
i mój kominek gazowy, nadając pomieszczeniu ciepły, przytulny blask.
A
ja siedziałam zwinięta w kłębek na kanapie, z kieliszkiem wina w dłoni,
oglądając trzeci odcinek Downton Abbey.
Violet
była szalona.
I
chciałam zorganizować przyjęcie, na
którym ludzie musieliby nosić ubrania z początku XX wieku.
Kostiumy
były niesamowite!
Violet
właśnie zabawnie wydała z siebie kolejne buczenie, a ja chichotałam z tego,
kiedy zadzwonił dzwonek do moich drzwi.
Odwróciłam
się i spojrzałam przez ramię w kierunku korytarza, który prowadził do reszty
mojego domu, w tym do foyer.
Było
późno, ale nie byłam zaskoczona, że zadzwonił mój dzwonek.
To
się zdarzało. Działo się to, gdy Dottie miała dość Alana, który myślał, że bycie
mamą w domu to wygodna praca, więc on może wracać do domu, oglądać telewizję,
drapać się w krocze i zostawiać ją na służbie. Uczyła go, przychodząc do mnie, by
narzekać, zostawiając go w domu na służbie z dziećmi.
Nauczyłby
się.
A
potem by zapomniał.
Taki
był, według Dottie, jej los, skoro był mężczyzną.
Zapominali
o takich rzeczach.
Powtarzalnie.
Mogła
to być również Justine, która pracowała, ale tylko w niepełnym wymiarze godzin,
a jej partnerka, Veronica, miała lepiej płatną, bardziej stresującą pracę na
pełny etat, a Veronica czuła to samo, jeśli chodziło o Justine opiekującą się
ich synem.
Tak
więc ona też miała tę lekcję do nauczenia, robiła to okazjonalnie, Veronica się
uczyła i Veronica miała waginę, ale najwyraźniej też miała krótką pamięć, bo
też często zapominała.
Co
więcej, mogła to być Kellie, która nie miała (w tej chwili) partnera. Miała
jednak życiowe motto, by cały czas
dobrze się bawić i nawet po tylu latach mojego zamykania się w sobie, nigdy się
nie poddała. Jeśli miała szalony pomysł, by spróbować wciągnąć mnie w jej dobrą
zabawę, kręciła się wokół mojego domu, starając się to zrobić.
Albo
Claire, moja asystentka, która była seryjną randkowiczką i wydawała się
zaskoczona, gdy mężczyźni w jej życiu dowiadywali się o innych mężczyznach w jej
życiu i nie spodobało im się to, a potem ją rzucali i złamali jej serce (znowu).
Claire miała też krótką pamięć, bo zdarzało jej się to często i nie nauczyła
się wcześniej przyznawać, że żaden z jej związków nie był na wyłączność.
Kiedy
odstawiłam wino i wstałam, zgadywałam, że to Kellie albo Claire. Było już za
późno, żeby to była Dottie albo Justine. Moja siostrzenica i siostrzeniec mieli
dziewięć i cztery lata. Synek Justine i Veroniki miał osiem miesięcy.
Gdyby
dzieci nie spały, byłyby już w łóżkach, robiąc jedną lub drugą rzecz.
Przeniosłam
się do foyer, przeszłam nim i spojrzałam na swoje drzwi, które były w
większości oknem pokrytym pięknym tiulem zebranym u góry i u dołu.
Ale
zrobiłam to z sercem, które zaczęło bić szybciej.
Stało
się tak, bo na zewnątrz zapaliło się światło od czujnika ruchu i przez okna
widać było charakterystyczną sylwetkę mężczyzny.
Nie
przestałam jednak iść w kierunku drzwi, bo nie mogłam w to uwierzyć.
Było
po dziesiątej w poniedziałkowy wieczór, a on był dla mnie kompletnym dupkiem
przez ostatnie dwa razy, kiedy widział mnie w taki sposób, że nie mogłam
zdecydować, który raz był gorszy, bo oba były najgorsze.
I
był tutaj.
Logan.
Stał
przed moimi drzwiami!
Nie,
absolutnie nie przestałam się ruszać.
Byłam
na to zbyt zła.
Podeszłam
do drzwi, otworzyłam je z klucza i otworzyłam szeroko.
Natychmiast
spojrzałam na niego i zapytałam - Ty tak poważnie?
–
Twoje drzwi to pieprzone okno – odparł zirytowanym warknięciem.
Zamrugałam,
mój gniew został stłumiony przez zakłopotanie na jego nieoczekiwane słowa.
-
Co? - zapytałam.
–
Twoje drzwi to cholerne okno – warknął.
-
Więc? - zapytałam.
Jego
głowa przechyliła się na bok w grożący mi sposób - Więc?
–
Tak – warknęłam, wracając do wściekłości, więc całkowicie nie byłam onieśmielona
- Więc?
-
Wiesz, jak łatwo włamać się do domu z oknem w cholernych drzwiach wejściowych?
- zapytał.
-
Nie – odpowiedziałam – Ale jestem pewna, że ty tak – dokończyłam złośliwie.
-
Tak - rzucił, pochylając się lekko w moją stronę - Wiem. To cholernie łatwe, co
oznacza, że to gówno – wyciągnął rękę w kierunku moich otwartych drzwi – jest
niebezpieczne.
-
Chcesz mi powiedzieć, że zjawiłeś się w moim domu po dziesiątej wieczorem,
kiedy powiedziałeś, że nie chcesz mnie więcej widzieć, żeby mi powiedzieć, że
moje drzwi wejściowe są niebezpieczne? – zapytałam z niedowierzaniem.
-
Nie – stwierdził - Przyszedłem z innego powodu.
Zanim
zdążyłam zapytać, co to było, odwrócił się, zgiął, zobaczyłam jego tyłek w
dżinsach, czego nie chciałam oglądać,
bo to było zbyt piękne do wyrażenia słowami, potem wyprostował się, uniósł coś
i odwrócił się z powrotem do mnie.
Dobry
Boże w niebie, miał tę głupią
skrzynię.
Te
szalone kobiety, które przyszły mnie odwiedzić, dały mu tę głupią skrzynię.
Cholera!
-
Chyba sobie ze mnie żartujesz - powiedziałam z irytacją.
-
Nie – odpowiedział High i wepchnął się do środka, robiąc to tak, że nie miałam
innego wyboru, jak tylko uskoczyć mu z drogi, gdy przechylił się w bok, by przenieść
skrzynię przez frontowe drzwi. A kiedy skończył, szedł dalej.
–
Nie zaprosiłam cię do mojego domu – zawołałam za nim, gdy zatrzymał się w
korytarzu, spojrzał w prawo, spojrzał w lewo, a potem skręcił w lewo, w
kierunku salonu.
–
Gówno mnie to obchodzi – odpowiedział, znikając.
Wydałam
z siebie sfrustrowany dźwięk, zamknęłam drzwi i ruszyłam za nim.
Zanim
dotarłam do salonu, stał w nim z skrzynką u stóp i rozglądał się.
Okrążyłam
go ze złością, otwierając usta, by powiedzieć mu, żeby spierdalał, kiedy jego
oczy spoczęły na mnie i przemówił.
-
Chryste, żyjesz jak na planie filmowym - zauważył z odrazą.
-
Jest ładnie - warknęłam.
-
Jest idealnie - odrzekł, jakby to była zła rzecz.
-
Tak, całkowicie - zgodziłam się - Teraz...
–
A co to za zapach? - Rozejrzał się dookoła, powąchał, a ja się zirytowałam jeszcze bardziej, bo tylko Logan mógł wąchać
i wyglądać męsko i pysznie - Pachnie kwiatami i cebulą.
–
Nie cebula – warknęłam. – Szalotki – stwierdziłam, bo każdy głupiec potrafi to
odróżnić, a jego wzrok wrócił do mnie - A zapach kwiatów wydobywa się z moich
świec. Lawenda. To kojące.
–
To obrzydliwe – odpowiedział.
–
To… nie… jest – odparowałam z
oburzeniem.
–
To cholernie jest – odparował.
-
Boże! - krzyknęłam, rozkładając ręce - Dlaczego rozmawiamy o tym, jak pachnie
mój dom? - zmrużyłam oczy i szybko mówiłam dalej, żeby nie odpowiedział, bo nie
obchodziła mnie jego odpowiedź. Zależało mi na innej odpowiedzi. Więc zadałam
to pytanie – A dlaczego tu jesteś?
-
Żeby zwrócić to gówno - Dotknął skrzyni butem, ale nie spuszczał ze mnie wzroku
– I jeszcze raz cię ostrzec, żebyś przestała ciągnąć to gówno.
-
W takim razie powiem jeszcze raz, że
nie robię żadnego gówna – zadeklarowałam.
–
A ja powtórzę, nie wierzę ci – stwierdził.
–
A ja powtórzę, nie obchodzi mnie to –
odparłam.
Zrobił
krok w moją stronę, a ja cofnęłam się, patrząc mu w oczy.
Zawahał
się, jego głowa ponownie przechyliła się w ten dziwnie grożący mi sposób, po
czym zaczął się do mnie zbliżać.
Ciągle
się cofałam.
Zaczął
mówić, kiedy się poruszaliśmy.
–
To była dobra zagrywka z tą skrzynią. Co jest w środku zagwarantowało, że dobre
kobiety zrobiłyby wszystko, by cię wspierać. Ale to wciąż gra. Ty to wiesz. Ja
to wiem.
Uderzyłam
w ścianę.
Wtargnął
w moją przestrzeń, pochylając podbródek, by utrzymać mój wzrok.
I
mówił dalej, niższym, ostrzejszym tonem, a jego ton był bardziej przerażający
niż jakiekolwiek przechylenie głowy.
-
Musisz uwolnić Tyrę, zanim twoje gówno spowoduje gówno w Klubie, co, Millie,
będzie naprawdę niefajne.
–
I znowu, High, nie gram w jakąś grę, do
której wciągałabym Tyrę albo jej przyjaciółki, żeby mi w czymkolwiek pomogły – powiedziałam mu - Więc możesz to powtarzać,
aż do usranej śmierci, ale nie mogę jej kontrolować. Do diabła, nawet jej nie znam.
–
Znałaś ją na tyle, żeby dać jej tę skrzynię.
-
Ona przyszła tutaj – powiedziałam - Nie prosiłam jej. Ledwo z nią rozmawiałam.
Poprosiłam ją, żeby pozbyła się tej skrzyni. Nie dała ją tobie.
-
Wiedziałaś, co zrobi, kiedy zobaczy, co jest w środku – szydził - Ona jest
siostrą - Jego twarz zbliżyła się, a głos ucichł - Masz cipkę, mała, poznałem
tę cipkę, spróbowałem jej, przeleciałem ją, więc wiem, że na pewno masz cipkę.
To znaczy, że wiedziałaś, co zrobi.
Boże,
był takim dupkiem.
–
Jesteś obrzydliwy – oznajmiłam zgryźliwie.
–
Nie myślałaś, że jestem obrzydliwy, kiedy klęczałaś dla mnie – odpowiedział,
wciąż cicho, wciąż blisko.
Ale
to była niewłaściwa rzecz do powiedzenia, przypominająca mi, jak wykorzystał
mnie do swojej zemsty.
Bardzo
zła.
A
ja z tym skończyłam.
Zrobione.
–
Cofnij się – warknęłam.
Jego
oczy spoczęły na moim pieprzyku i, do cholery, poczułam mrowienie po
wewnętrznej stronie ud, mimo że z nim skończyłam.
–
Postanowiłem zmienić twoje zdanie na temat tego, za jak obrzydliwego mnie
uważasz – mruknął z roztargnieniem.
–
Cofnij się, High – ostrzegłam, a na jego imię jego oczy wbiły się w moje.
–
Nie możesz używać tego imienia – zachrypiał.
–
Jeśli odejdziesz, nie użyję go – odpaliłam.
-
Chcę cię czegoś nauczyć - odpowiedział, a mój brzuch się zwinął.
O,
Boże.
Co
to oznaczało?
–
Cofnij się – powtórzyłam, a mój głos osłabł ze strachu i czegoś zupełnie innego.
–
Dam ci, czego chcesz – powiedział, jego wzrok znów padł na mój pieprzyk, a jego
głos znów stał się miękki - Dam ci to, czego chcesz, żebyś zrezygnowała z gry.
–
To nie jest gra – wyszeptałam to, co wiedziałam na pewno, że było prawdą, a on
ponownie spojrzał mi w oczy.
–
O tak, tak jest, Millie. Tym razem ja
dostanę to, czego chcę, kiedy ja wygram.
O,
Boże!
To
się nie działo.
I
nagle jego usta znalazły się na moich.
Boże.
To
się działo.
Odwróciłam
głowę, podniosłam ręce do jego klatki piersiowej i pchnęłam mocno, krzycząc - Cofnij się!
Jego
tors odchylił się pod wpływem mojego pchnięcia, ale potem wrócił z powrotem,
gdy reszta jego dużego ciała zbliżyła się, przygważdżając mnie do ściany w tym
samym czasie, gdy jego ręka podniosła się i zacisnęła pięść na moim końskim
ogonie, delikatnie i szorstkim szarpnięciem. to przykuło moją uwagę.
Zwróciło
to również uwagę mojego ciała i bardziej niż wewnętrzne strony ud zaczęły
mrowić.
–
Nie odsuwaj się ode mnie – warknął.
-
Proszę, wyjdź – błagałam, ale nie gardziłam tym.
O
nie, w ogóle nie pogardzałam błaganiem.
Musiałam
to przerwać.
Natychmiast.
I
zrobiłabym wszystko w tym celu.
–
Nie, dopóki nie zagram po swojemu.
-
High... - zaczęłam kolejną prośbę, ale przerwałam, gdy jego oczy zapłonęły,
jego ręka w moich włosach odciągnęła moją głowę do tyłu, a jego usta znów
opadły na moje, miażdżąc je, przyciskając moje wargi do moich zębów, tak że
miałam dziwny smak w ustach.
Ale
czułam High’a.
I
jego zapach.
Jego
ciało przy moim, jego ręce w moich włosach, jego usta na moich, jego zapach,
wszystko to przeniknęło przez moją złość i strach, a kiedy tak się stało,
osłabiło to moją decyzję.
Ale
jej nie zabiło.
Zostało
mi wystarczająco dużo woli, by się wykręcić, więc jego usta przesunęły się na
moją kość policzkową.
–
Ranisz mnie.
Ustawił
mnie przodem do niego, używając moich włosów i wrócił do środka, nie po
pocałunek, by przygryźć zębami moją dolną wargę.
Znieruchomiałam.
Bo
nie było to bolesne.
To
było igrające.
Logan
często tak igrał, kiedy byliśmy razem.
Bardzo.
Szczególnie
seksualnie.
Kochałam
to. Tęskniłam za tym, kiedy zniknęło, w taki sposób, że aż pożądałam tego.
I
oto było.
O…
Kurwa.
–
W takim razie przestanę to robić – wyszeptał i wrócił do środka.
Przestał
to robić. Jego usta na moich były twarde, wymagające, ale nie bolesne.
To
było namawianie.
O,
rany.
–
Logan – wymamrotałam w jego usta, nie mogąc tego powstrzymać.
–
A ona to daje – wymamrotał przy moim, po czym wsunął język do moich ust.
Posmakowałam
go i kiedy to zrobiłam, uderzyło mnie to.
Chciał
tego. Przyszedł po to. Bez względu na to, co to dla niego znaczyło, dowiedział
się, gdzie mieszkałam i przyszedł po to.
Nauczyć
lekcji.
Grać
w grę.
To
nie miało znaczenia.
Bo
jeśli chodziło o mnie, poza tymi, które sama sobie dawałam, miałam tylko jeden
orgazm w ciągu dwudziestu lat i dał mi go Logan.
Miał
zamiar dać mi jeszcze jeden?
Pieprzyć
to.
Wzięłabym
to.
Ale
tym razem wchodziłabym, wiedząc, co to było.
Wykorzystał
mnie wcześniej.
Teraz
ja bym go wykorzystała.
Były
gorsze sposoby na zakończenie wspaniałego wieczoru przy pysznym jedzeniu,
wybornym winie i klasycznej brytyjskiej wersji opery mydlanej.
Racja?
Kiedy
moja decyzja została podjęta, przesunęłam dłońmi po bokach jego szyi,
przytrzymując go i odwzajemniając pocałunek.
Warknął
w moje usta i przycisnął mnie głębiej do ściany.
Wsunęłam
dłoń w jego włosy i wcisnęłam się głębiej w jego ciało.
Znów
pociągnął mnie za włosy, więc przerwał pocałunek i przekręcił moją głowę na
bok.
Usta
miał przy skórze tuż pod moim uchem, więc jego słowa wywołały dreszcze, kiedy
zapytał - Chcesz tego?
-
Dasz to? - ośmieliłam się.
Uszczypnął
zębami płatek mojego ucha i tuż przy moim uchu warknął - Kurwa tak.
–
Więc zrób to – rzuciłam wyzwanie.
Poprawił
moją głowę, łapiąc mój wzrok, jego oczy błyszczały z wściekłości i gorąca.
-
Sypialnia - mruknął.
-
Ostatnie drzwi na końcu korytarza.
Natychmiast
mnie puścił, ale chwycił mnie za rękę, a ja walczyłam ze słodko-gorzkimi
wspomnieniami dotyku jego palców wokół moich, gdy odsuwał się i robił to,
ciągnąc mnie za sobą.
Jakby
był tam już wcześniej, gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju, pstryknął włącznik
światła i kryształowe lampki na szafkach nocnych po obu stronach mojego łóżka
zapaliły się, rzucając intymną poświatę na moją sypialnię.
To
nie było dobre.
Ostatnim
razem, pod wpływem chwili, nawet nie pomyślałam o swoim ciele ani, co
ważniejsze, o tym, co Logan pomyślałby o moim ciele.
Tym
razem byłam podniecona, chciałam tego, ale nie oszalałam z pragnienia.
Pomyślałam
więc, że moje ciało nie miało już dwudziestu jeden lat. Miało czterdzieści
jeden.
Nie
miałam pojęcia, jak się zmieniło od tamtego czasu, ponieważ nie zwracałam na to
zbytniej uwagi.
Wiedziałam
tylko, że pojedyncza sesja pilatesu skopała mu tyłek.
-
Zgaś światło – rozkazałam, gdy ciągnął mnie prosto do łóżka.
Objął
mnie tak, że staliśmy twarzą do siebie, bokami do łóżka i pokręcił głową.
-
Nie, mała. Kiedy sprawię, że dojdziesz, będę patrzył.
Kurwa.
–
High… – zaczęłam, ale nie poszłam dalej.
Puścił
moją rękę, by złapać mnie za szyję i przyciągnąć do siebie.
Wpadłam
w jego ciało, gdy jego usta uderzyły z powrotem w moje.
I
było podkręcone.
Nie
interesowałam się już światłami.
Chciał
się ze mną widzieć?
Cóż,
ja chciałam go zobaczyć.
Całego.
Więc
ruszyłam za tym, ciągnąc jego kurtkę po ramionach, a potem zdzierając z niego
ubranie.
Zbierał
odczucia, gryzł, lizał smaki, kiedy mi na to pozwalał, a jednocześnie szarpał
moje ubranie.
Potem
padliśmy na łóżko, on był tylko w dżinsach, z rozpiętym paskiem i dwoma
pierwszymi guzikami rozporka, ja w samych majtkach i staniku.
Gdy
tylko upadliśmy na materac, sięgnęłam po niego.
Boże,
nie mogłam się nacieszyć.
Dotykałam
jego włosów na klatce piersiowej moimi ustami, jego sutki twardniały pod moim
językiem, mięśnie jego brzucha kurczyły się pod moim dotykiem.
Miał
kilka nowych tatuaży i chciałam je odkrywać na różne sposoby.
Ale
w tym momencie inne rzeczy miały pierwszeństwo.
W
mgnieniu oka potrzebowałam więcej tych konkretnych rzeczy i poszłam po nie, z
palcami na ostatnich guzikach jego rozporka.
–
Kurwa, nie – zagrzmiał, łapiąc mnie za nadgarstek, a moje oczy powędrowały na
niego - Tym razem ja będę jadł.
Po
moich udach przeleciały dreszcze.
Chciałam
tego.
Ale
potrzebowałam tego, do czego dążyłam.
–
Ja pierwsza – odparłam.
–
Nie ma mowy – odpalił.
-
Jest - warknęłam.
Użył
ręki na moim nadgarstku, aby się podnieść, a kiedy złapałam rękę, pchnął ją,
skutecznie przewracając mnie na plecy.
Zanim
zdążył się przesunąć i mnie przygwoździć, postawiłam stopę na łóżku i
dźwignęłam się, wkładając w to całą swoją wagę i siłę, przewracając go na plecy
ze mną na górze.
Zaczął
szarpać swoim potężnym ciałem, by znów mnie obrócić, coś, co osiągnąłby, gdybym
tego nie powstrzymała, więc podniosłam się, siadając na nim okrakiem i
przyciskając uda do jego bioder.
Ustawił
się ze mną pod kątem, chwytając oba moje nadgarstki i obracając biodrami,
pchając się dalej, aż ugiął kolana.
–
Kurwa – syknęłam, mocując się z jego
palcami owiniętymi wokół moich nadgarstków, chwytając jego triumfalny, gorący
jak diabli uśmiech, gdy upadł do przodu.
Uderzyłam
plecami o łóżko, a on upadł na mnie, jego biodra były między moimi nogami, a
moja głowa zwisała z łóżka.
Swoją
wyższą siłą przycisnął moje ręce do łóżka na moich ramionach, gdy jego usta
musnęły moją szyję.
–
Przestań z tym walczyć – mruknął.
Potem
przejechał językiem po mojej szyi.
Tak
miło.
–
Spadaj – splunęłam.
Słyszałam
i czułam jego chichot.
Tak miło.
-
Boże! - warknęłam.
Logan
przygryzł mój obojczyk, ręce nadal przytrzymywały moje nadgarstki na łóżku.
Odepchnęłam
się nimi, wypychając dolną część ciała, udawało mi się tylko unieść nas oboje z
łóżka o cal, aż jego ciężar, który trzymał mnie do dołu, zmusił mnie do
poddania się i opadliśmy z powrotem na materac.
Przesunął
ustami (i językiem) po mojej klatce piersiowej.
Przeznaczenie:
pierś.
Wiedząc
o tym, moje ciało chciało się uspokoić, przestać walczyć, znów poczuć na sobie
usta Logana. Był w tym dobry.
Kiedyś
dawał mi tego dużo, bo mu się to podobało, ale więcej, bo ja to uwielbiałam.
Problem
polegał na tym, że nie mogłam przestać walczyć i to nie tylko dlatego, że
stawką było coś, czego nie rozumiałam i cokolwiek to było, nie mogłam przegrać.
Ale
ponieważ ta cała sprawa była ogromnym podkręceniem napięcia.
Nie
mogąc z nim walczyć w żaden inny sposób, zażądałam - Mój stanik zostaje.
-
Nieważne - wymamrotał, koniecznie jego ręce musiały opuścić się tak samo jak
jego ciało, ale zabrały moje ze sobą.
Potem
poczułam, jak szturchnął mnie ustami w sutek.
Wtedy
znieruchomiałam.
-
O tak - wyszeptał, czując to, a głód i zwycięstwo brzmiały w jego głosie.
Wymusiłam
jeszcze jedno pchnięcie, ale było słabe.
Pragnęłam
jego ust na sobie.
Czułam,
jak jego język gładzi mój sutek przez stanik.
Tak.
Z
mojego gardła wydobył się cichy dźwięk.
-
Kurwa tak - warknął i wszedł głębiej,
ssąc mój sutek ustami przez mój stanik.
Wtedy
wygięłam się w łuk, nieumyślnie (a może nie) wpychając go dalej, a on zaczął
ssać mocniej.
-
Logan - jęknęłam.
Puścił
moje ręce i wepchnął swoje pode mnie, pchając w górę, więc byłam zmuszona
pozostać wygięta w łuk, oferując mu pierś.
Nie
walczyłam z tym.
Wbiłam
palce w jego włosy.
Wziął
jedną rękę z mojego ramienia i użył jej do ściągnięcia niżej mojego stanika.
I
miał mnie, nic pomiędzy.
- Logan - wydyszałam.
Pochylił
do mnie i robił to tak długo, aż wbiłam palce w jego włosy. Potem przeniósł się
do drugiego sutka i trzymał mnie, aż się wierciłam.
Kiedy
mnie tak przytrzymał, puścił i uniósł się.
Podniosłam
głowę z miejsca, w którym zwisała z końca materaca i spojrzałam na jego
rozgrzaną twarz tuż przed tym, jak zacisnął ręce na moich biodrach i pociągnął
mnie w dół łóżka, tak że moja głowa już nie zwisała.
Następnie,
obserwując moją twarz, ściągnął mi majtki z nóg.
Zamknęłam
oczy w szczęśliwym oczekiwaniu.
Logan
rozchylił moje uda.
Ustawił
się pomiędzy nimi, a ja napięłam się, czekając, gotowa, tak cholernie gotowa.
-
Chcesz tego? - zapytał.
Boże,
zamierzał zmusić mnie, żebym to powiedziała.
Cokolwiek.
Kogo
to obchodziło?
Chciałam
tego i miałam to dostać, więc jakie to miało znaczenie?
-
Tak - westchnęłam.
Przeciągnął
językiem przez moją pulsującą wilgoć.
O
tak.
-
Jeszcze? - zapytał.
Boże,
to było gorące.
–
Tak, Logan – wyszeptałam.
Liznął
mnie tam.
Tak.
–
Więcej, mała? - zapytał.
Gorące.
-
Tak, Logan. Proszę – błagałam.
Zanurzył
się i poszedł na mnie.
Podniosłam
kolana, rozłożyłam szeroko nogi, wepchnęłam cipkę do jego ust i rozkoszowałam
się tym.
Odsunął
ode mnie usta, przygryzł zębami wewnętrzną stronę mojego uda i zapytał
ostrzegawczo - Gdzie powinny być twoje nogi?
Tak.
Tak.
Tak.
Gorące.
Przerzuciłam
je przez jego ramiona tam, gdzie mu się podobało, żeby mógł wyczuć napięcie w
moich nogach, moje pięty wbijające się w jego plecy, kiedy bardzo podobało mi
się to, co ze mną robił.
Chwycił
mnie za tyłek, wymamrotał - Cholernie właściwie - przyciągnął mnie do siebie i
wrócił do środka.
Tym
razem nie przestawał.
Jadł,
lizał, ssał i wsuwał język do środka, aż urósł tak wysoko, że aż się
przestraszyłam.
-
Nie więcej - błagałam, wijąc się pod nim, jakbym próbowała uciec, jednocześnie
przysuwając się bliżej.
-
Weź to - warknął w moją cipkę i trzymał się mnie.
Wsunęłam
palce w jego włosy - Kochanie - wyszeptałam, słowo zadrżało, gdy moje ciało
zrobiło to samo, od stóp do głów.
Złapał
ustami moją łechtaczkę, przeciągnął po niej językiem, po czym zaczął mocno
ssać.
Miałam
rację.
Zbyt
wiele.
I
doskonałe.
Wbiłam
pięty w jego plecy, zacisnęłam palce w jego włosach i wybuchłam ostrym
krzykiem, który rozniósł się po pokoju.
Ciągle
ssał, a ja latałam.
Dodał
palce, wbijając je do środka, a moje krzyki powróciły, ale cichsze, jęczące,
moje pięty wbijały się w jego plecy, moja głowa przekręciła się na bok, moja
ręka chwyciła jego włosy.
Potem
zatrzymał się, a ja desperacko wciągnęłam powietrze, zbierając kawałki, by się
pozbierać, tylko po to, by stracić kontrolę, gdy jego kutas uderzył głęboko.
–
Patrz na mnie, kiedy cię pieprzę – zadudnił, wsuwając rękę w moje włosy, aby
zmusić mnie do wykonania polecenia.
Złapałam
jego płonące oczy, brałam jego grubego, twardego kutasa, dysząc i skomląc,
kiedy mnie pieprzył.
-
Czego chcesz? - zapytał grubym głosem.
–
Więcej – wydusiłam z siebie przez ciężkie oddechy.
Wciąż
pchał, uderzając kolanem, aby dodać mu mocy, trzymając mnie w miejscu z ręką we
włosach, swoim ciężarem na mnie, a ja postawiłam stopę na łóżku, aby oprzeć się,
by go brać w tym samym czasie, gdy owijałam drugą nogą jego udo, aby się do
niego przytwierdzić.
Zaczęłam
dyszeć.
-
Czego chcesz? – powtórzył i zabrzmiało to jak jęk.
Zajęło
mi to dużo czasu, ale udało mi się wydusić z zapartym tchem - Mocniej.
Jego
biodra wbiły się w moje i to było takie piękne, że zamknęłam oczy, bym nie
skupiła się na niczym innym, jak tylko na uczuciu, że Logan i ja łączyliśmy się
pchaniem głęboko i brutalnie.
–
Pocałuj mnie, zanim dojdziesz, Millie – rozkazał głosem tak szorstkim, że ranił
moją skórę jak papier ścierny.
I
cholernie mi się to podobało.
–
Ja… – sapnęłam, zmuszając się do otwarcia oczu i spojrzenia w jego oczy,
widząc, że dla niego też było blisko, czując, jak się zbliżało, to doprowadzało
mnie na krawędź - Okej - westchnęłam, podniosłam głowę i przycisnęłam swoje
usta do jego.
Mój
jęk spłynął mu do gardła, gdy jego język wszedł do środka.
Wzięłam
to i ostatni orgazm, który mi dał, zanim jego pchanie zamieniło się w walenie.
Puścił moje usta, odgarnął mi włosy do tyłu, wygięłam szyję i wsunął twarz w
bok, gdzie jęknął, kiedy wbijał się we mnie i strzelał głęboko.
Zamknęłam
oczy i wzięłam to, kochając to, moja głowa odwróciła się, usta wykrzywiły się w
uśmiechu.
Chlubiłam
się jego nierównym oddechem przecinającym moją skórę, jego kutasem zakopanym,
jego włosami na klatce piersiowej delikatnie drapiącymi moje piersi, jego ciężarem
na mnie.
Potem
zapytał moją szyję - Zabezpieczyłaś się?
Czy
kiedykolwiek się zabezpieczałam.
Ale
doszedł do środka.
Ostatnim
razem, po tej nocy u Dzikiego Billa, to była kolejna agonia, powrót do domu i
zmycie go ze mnie.
Tej
nocy tak nie będzie.
Mógł
dojść, by wygrać tę dziwaczną bitwę, w którą jakimś cudem zostaliśmy uwikłani.
Ale
w żaden sposób nie był zwycięzcą.
Nie
było cholernej mowy.
–
Tak – odpowiedziałam - Nie chorujesz na choroby weneryczne?” - zapytałam.
To
było paskudne, ale nawet jeśli było już za późno, było konieczne.
Podniósł
głowę, a ja poprawiłam swoje rysy, zanim wyprostowałam swoją głowę i spojrzałam
w jego ostrożne oczy.
–
Mógłbym zapytać o to samo – stwierdził.
Lekko
wzruszyłam ramionami - Z mojej strony nie ma zmartwień.
-
To samo - mruknął, wpatrując się we mnie, nie ruszając się.
Gapiłam
się na niego i trwało to przez chwilę, zanim pozwoliłam moim ustom wykrzywić
się i zadrwiłam cicho - Czujesz się jak zwycięzca, kochanie?
Wcisnął
biodra głęboko i mimowolnie moje usta rozchyliły się, co skierowało jego
powrotną drwinę do celu - Absolutnie, kochanie.
Zebrałam
swoje gówno i stwierdziłam chłodno - W takim razie przypuszczam, że
skończyliśmy… na razie.
Bez
słowa i wahania wyciągnął się i stoczył.
Natychmiast
podniosłam się, złapałam widok jego pleców, kiedy unosił biodra, by podciągnąć
dżinsy.
Boże,
Logan w moim łóżku robiący to?
To
też było gorące.
Oderwałam
wzrok od jego pięknego penisa, wciąż twardego i lśniącego razem z nim i mną.
Siedząc
na łóżku, poprawiłam stanik i sięgnęłam pod poduszkę po piżamę, podekscytowana
tym, że był tam dobry zestaw. Lśniąca, zielona, jedwabista dzianina z motywami
fantazyjnej turkusowej koronki. Spodenki i koszulka. Koronka na spodenkach
wokół nogawek i rozcięciu po zewnętrznej stronie nogawek aż do ud.
Wciągnęłam
koszulkę, wstałam z łóżka i szarpnęłam spodnie.
Nie
patrząc na niego, weszłam tak swobodnie, jak tylko mogłam, do łazienki.
Pospiesznie
znalazłam to, czego szukałam i wróciłam spacerkiem, by znaleźć go siedzącego na
końcu mojego łóżka, w zapiętych dżinsach, wkładającego buty.
Zgięłam
kolana w kobiecym przysiadzie, chwytając go za nadgarstek i przyciągając jego
ramię do siebie.
Dostałam
też jego spojrzenie.
Zignorowałem
to, ustami ściągnąłem górną część szminki, wyplułem ją i zwinąłem tubkę.
Potem
zapisałam numer swojego telefonu komórkowego po wewnętrznej stronie jego
przedramienia.
Puściłam
go, podniosłam zatyczkę z podłogi i przetoczyłam pomadkę, zakrywając ją, gdy
zwróciłam na niego wzrok.
-
Za każdym razem, gdy zechcesz więcej, tygrysie, wiesz, jak mnie zdobyć - wyszeptałam.
–
Wezmę to – burknął.
–
Dobrze – szeptałam dalej, grając w grę, której nie rozumiałam, przerażona tym,
ale nie zamierzałam pozwolić mu mną zawładnąć.
Nigdy
znowu.
Nigdy
więcej.
–
Wykorzystam cię – obiecał, groźba, która również była podniecająca.
-
Nie mogę się doczekać – odpowiedziałam.
–
Dasz mi – oświadczył.
Udawałam
niezrozumienie - O tak, dam to.
–
Dasz, Millie – warknął.
To
była moja kolej na obietnicę.
-
Dopóki nie będziesz mógł znieść więcej.
Wydał
z siebie dźwięk, który brzmiał, jakby pochodził z głębi jego klatki piersiowej,
przetaczając się z wściekłości i głodu.
Moja
wygrana.
Uśmiechnęłam
się, wyprostowałam i zawróciłam do łazienki, mówiąc - Zamknę się, kiedy
wyjdziesz.
Zatrzymałam
się w drzwiach łazienki i odwróciłam do niego.
Nadal
siedział na skraju mojego łóżka, bez koszuli, z łokciami na kolanach, patrząc
na mnie, wyglądając na nasyconego i jednocześnie wkurzonego.
I
pięknego.
–
I weź ze sobą tę pieprzoną skrzynię – rozkazałam - Nie chcę tego gówna w moim
domu.
Potem
poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi.
Czekałam
długo, zmywając go z siebie, a potem nasłuchując, czy odchodził.
Nic
nie słyszałam.
Więc
zaryzykowałam, wychodząc z łazienki.
Logana
nie było.
Poszłam
do holu i zamknęłam drzwi frontowe.
Potem
poszłam do salonu, żeby zdmuchnąć świeczki i zgasić ogień i światła.
Skrzynia
nadal tam była.
–
Cholera – wyszeptałam, wpatrując się w to niezadowolona.
Zostawiłam
ją tam, zrobiłam to, co musiałam zrobić i poszłam spać.
Spałam
jak dziecko.
Ale
i tak obudziłam się, pamiętając sny.
Więcej
snów o Loganie, które były naprawdę koszmarami.
*****
Dwadzieścia dwa i pół
roku temu…
-
Uśmiech!
Siedziałam
na kolanach Logana na naszym futonie w salonie. Kiedy pojawiło się żądanie,
oboje spojrzeliśmy na Keely, narzeczoną Blacka, co oznaczało, że starsza pani z
aparatem w górze wskazała nam kierunek.
Gdy
tylko zwróciła naszą uwagę, błysnęła lampa błyskowa.
–
Kurwa, Keely – warknął Logan, kiedy napięłam się i zamrugałam, by pozbyć się
pozostałości jasnego światła z moich oczu.
-
Zaufaj mi, jesteście razem tacy słodcy, to będzie warte bólu – odpowiedziała
beztrosko Keely, uśmiechając się do nas i wkraczając do naszej jadalni, gdzie
motocykliści zebrali się wokół stołu, pijąc, paląc, podjadając i grając w jakąś
grę.
Imprezowe
zgromadzenie w naszym lokalu. Bez ostrzeżenia pokazali się trzy godziny temu.
Byłam
za tym, tak jak zawsze byłam za tym, bo często się to zdarzało, nie wspominając,
że Logan i ja często wpadaliśmy do jego braci.
Ale
dziś wieczorem miałam problem.
Miałam
referat, którą musiałam napisać.
-
Jesteś okej?
Odwróciłam
rozproszoną uwagę od naszego używanego stołu w jadalni, aby skupić się na moim
mężczyźnie.
Kiedy
napotkałam jego spojrzenie, przytuliłam się bliżej i powiedziałam - Cieszę się,
że przerwałeś grę, żeby mnie przytulić, Low. Również chętnie zabawiam
motocyklistów, podczas gdy wy, chłopcy, robicie swoje przy stole. Ale mam ten referat...
Nie
dokończyłam, bo wyraz twarzy Logana zmienił się z zaciekawienia na lekko
zirytowany, a on wymamrotał - Kurwa, zapomniałem.
–
Jest okej – powiedziałam mu pospiesznie – Porozmawiam z dziewczynami, wyjaśnię.
Jestem pewna, że mogą się bawić, a ja pójdę na górę i zabiorę się za to.
–
Papier to jedna czwarta twojej oceny – powiedział mi coś, co ja mu
powiedziałem. „Nie potrzebujesz rozpraszaczy uwagi”.
–
Wszystko w porządku, Low – zapewniłam go.
–
Nie jest – odparł.
Otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim zdążyłam, spojrzał za mną na jadalnię i
zawołał głośno - Millie ma pracę, którą musi napisać. Koniec imprezy.
-
Cholera, Millie - odkrzyknął Black – Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Poruszałam
się, ponieważ Logan wstawał, zabierając mnie ze sobą, stawiając stopy na ziemi,
a robił to, kiedy mówiłam.
-
Bo potrzebowałam oddechu, a wy chłopaki dajecie dobry oddech - powiedziałam z
uśmiechem.
Black
potrząsnął głową i odsunął krzesło. To sprawiło, że wszyscy zrobili to samo, a
kiedy to robili, przypomniałam sobie, dlaczego lubiłam rodzinę Logana.
Nie
narzekali, nie dawali gówna, nie prosili o dokończenie piwa lub gry.
Nie.
Jak potrzebowałam ciszy i spokoju, Logan dał im to jasno do zrozumienia, więc
dali nam to, czego potrzebowaliśmy i nie bawili się w odwlekanie.
Keely
i Black wyszli jako ostatni. Keely pocałowała mnie w policzek, odsunęła się i
powiedziała - Powodzenia w pracy, kotku. Pójdziemy do Scruff’a i będziemy
świętować, kiedy skopiesz im tyłek.
Uśmiechnęłam
się - Masz to.
-
Później, Mill - wymamrotał Black po tym, jak zacisnął przedramię z Loganem –
Później, Black.
Wystartowali.
Logan
zamknął i zaryglował drzwi, po czym odwrócił się do mnie.
Wróciłam
do naszego wcześniejszego tematu.
-
Naprawdę mogłam pójść na górę, kiedy wy siedzielibyście tutaj.
-
Mała, daję ci to, czego potrzebujesz – odpowiedział.
–
Potrzebuję się uczyć, a mogłabym…
Tym
razem przestałam mówić, ponieważ uniósł dłoń i przesunął palcami po moich
włosach, odgarniając je z mojej twarzy, a następnie owijając palcami moją
czaszkę i zanurzając się blisko.
-
Daję ci to, czego potrzebujesz, Millie, nawet jeśli nie wiesz, że tego
potrzebujesz i nawet kiedy mylisz się, bo myślisz, że dajesz mi to, czego ja potrzebuję,
pozwalając moim braciom tu zostać.
Wpatrywałam
się w jego piękne brązowe oczy, tak zakochana w Loganie Judd, że wiedziałam, że
nie mogłam zakochać się bardziej.
Dopóki
nie udowadniał mi, że się myliłam.
Co
zdarzało się często.
–
Dzięki, kochanie – wyszeptałam.
I
zakochałam się.
–
W każdej chwili, Millie – odpowiedział - Zawsze.
Zawsze.
Byliśmy
razem od pięciu miesięcy i wielokrotnie udowadniał, że to prawda.
Uśmiechnęłam
się.
Zbliżył
się jeszcze bardziej, by musnąć swoimi ustami moje.
Kiedy
się odsunął, jego wzrok powędrował w górę schodów za mną, z powrotem na mnie, i
rozkazał - A teraz bierz się do pracy.
-
Racja, szefie – odpowiedziałam.
Jego
usta zadrżały, zanim kontynuował - Chcesz colę, czy mam zrobić dzbanek kawy?
Znał
mnie. Mieszkał ze mną. Przyjął moje nawyki związane z nauką.
Było
po dziewiątej. Praca była ważna. Noc była późna. Potrzebowałam kofeiny.
I,
jak wszystko inne, zamierzał mi to dać.
-
Myślę, że to noc z dzbankiem kawy - powiedziałam mu.
–
Kurwa – mruknął, wysuwając rękę z moich włosów i opuszczając ją - Znowu będę
spał sam?
Potrząsnęłam
głową, ale powiedziałam - Nie, jeśli nie będziemy tu stać i rozmawiać, a ja
wezmę się do pracy.
–
No to do roboty – powtórzył rozkaz.
Podniosłam
rękę do czoła i zasalutowałam mu.
Jego
usta znów zadrżały i odwrócił się, by wejść do salonu, który zaprowadziłby go
do kuchni i jego zadania polegającego na zrobieniu mi kawy.
Postawiłam
stopę na najniższym stopniu i zawołałam go po imieniu.
Odwrócił
się.
–
Kocham cię, Low – powiedziałam cicho, kiedy napotkał mój wzrok.
Oczy
mu się rozgrzały, skinął brodą w moją stronę i odpowiedział - Pracuj, kochanie.
On
też mnie kochał.
Uśmiechnęłam
się i wbiegłam po schodach.
Logan
zrobił mi dzbanek kawy.
Na
końcu, po wejściu i pocałowaniu mnie w szyję, poszedł do łóżka beze mnie.
Nie
podobało mi się, że to robił, więc nie opieprzałam się, skończyłam pracę i
dołączyłam do niego tak szybko, jak tylko mogłam.
Spaliśmy
spleceni i obudziłam się, nawet po zaledwie pięciu godzinach snu naładowany na
nowy dzień.
Dostałam
szóstkę za tę pracę i Logan i ja świętowaliśmy z Blackiem, Keely, Chew, Boz’em,
Kellie, Justine i pół tuzina innych przyjaciół u Scruff’a.
To
było niesamowite.
Życie
było niesamowite.
Miałam
osiemnaście lat i to było szalone. Wiedziałam. Ale nie kwestionowałam tego.
Nikt
przy zdrowych zmysłach nie kwestionowałby tego, bez względu na wiek.
Więc
nie robiłam tego.
Bo
miałam to wszystko.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń