Jako że jestem chora, dobrze się czuję, ale zarażam, więc mnie izolują - daję Wam kolejną część przetłumaczoną dzisiaj i (być może) dam Wam też część jutro
M.
ROZDZIAŁ
16
Wzajemnie
(cz.2)
*****
Zadzwoniła
moja komórka leżąca na biurku. Odwróciłam wzrok od Justine, siedzącej naprzeciw
mnie, przeglądającej formalną ofertę, którą dla niej napisałam, kiedy Rafferty
czołgał się po podłodze mojego biura i skierowałam wzrok na telefon.
Widząc
to, co zobaczyłam, chwyciłam go i przesunęłam palcem po ekranie i przeczytałam
cały tekst.
–
Poczekaj, kochanie – mruknęłam do Justine.
-
Jasne - mruknęła w odpowiedzi, a potem głośniej - Raff, chłopczyku, nie do
kosza na śmieci.
Rafferty
wyciągnął rękę z pozycji czołgającej się, złapał za bok mojego kosza na śmieci
i przyciągnął go do siebie.
Wyleciały
zwitki papieru.
Raff
pisnął z zachwytu.
Justine
przeniosła się, by uporać się ze śmieciami. Nie obchodziło mnie, że Raff to
reorganizował.
Nacisnęłam
przyciski, aby wykonać połączenie, które musiałam wykonać, i przyłożyłam
telefon do ucha, mówiąc Justine - Nie martw się tym. Wiesz, że mnie to nie
obchodzi.
–
Mała – odpowiedział Logan chwilę po tym, jak powiedziałam ostatnie słowo.
To
była moja kolej, by pisnąć z zachwytu.
- Kotki są gotowe do
odbioru!
-
Juhu! - zawołała Justine.
Rafferty
przetoczył się na okryty pieluchą zadek i klasnął w dłonie, a raczej próbował. Nie
trafił za bardzo, ale to była niezła próba.
Głos
Logana był pełen humoru, kiedy powiedział mi do ucha - Kiedy?
-
Tego wieczoru. Kiedykolwiek po szóstej.
–
Masz gówno? - zapytał.
–
Co za gówno? - zapytałam z powrotem.
-
Kuweta. Żywność. Takie gówno.
Nie
miałam gówna.
Potrzebowałam
gówna.
Zerknęłam
na listę rzeczy do zrobienia na dziś.
Potem
zapytałam - Uh… czy mógłbyś kupić to gówno?
Nastąpiła
chwila ciszy, zanim, wciąż z humorem, ale także z pewną rezygnacją, dał mi
odpowiedź starego Logana (który był bardzo podobny do nowego Logana).
-
Kupię to gówno.
–
Dzięki, Rybko – wymamrotałam, ciesząc się, że ma zamiar zabrać się za to gówno. Potem zamówiłam - Kitty chow,
nie jedzenie dla dorosłych. I ten zbrylający się żwirek, a nie wszystko, co
jest tanie. Widziałam w Internecie, że mają taki, który przyciąga kocięta do
treningu kuwety. Znajdź taki. Jeśli nie możesz, znajdź taki, który może
zwalczać zapachy. I urocze miseczki dla kotków. Takie, które pasują do domu.
Oh! I zabawki. Takie z piórami i tym podobne.
–
Jezu – wymamrotał.
-
Zrozumiałeś? - zapytałam.
-
Kupię to, co kupię i będzie działać - odpowiedział - Jak nie spodoba ci się to,
możesz wyjść i wziąć to, czego chcesz.
–
Okej – powiedziałam - Jeśli mi się to nie spodoba, wyjdę w ten weekend i znajdę
coś, co mi się spodoba. Może dziewczyny się tym zainteresują.
-
Jeśli są pieniądze, które można na coś wydać, zrobią to.
To
sprawiło, że się uśmiechnęłam.
Potem
powiedziałam mu - Justine jest tutaj. Muszę iść.
-
Racja. Powiedz jej, że powiedziałem hej.
Później, piękna.
-
Pa, Low.
Rozłączyliśmy
się i spojrzałem na Justine, która wpatrywała się we mnie.
–
Rany, jakby nie minęło dwadzieścia lat. Zawsze tacy byliście. Ja i Ronnie mogłybyśmy
walczyć przez trzy dni o to, kto wyjdzie i kupi kuwetę.
To
była prawda.
Z
tego, co mogłam powiedzieć, Justine i Veronica znalazły wiele rzeczy, o które
mogły się kłócić, więc miałyby wiele powodów do pogodzenia się.
-
Low mówi hej - powiedziałam jej i
patrzyłam, jak szczęście wypłynęło na jej twarz.
–
Powiedz mu hej ode mnie, kiedy go
zobaczysz – odpowiedziała, gdy drzwi się otworzyły.
Nie
słyszałam, żeby podjeżdżał samochód, więc moje oczy wystrzeliły w tamtą stronę
ze zdumienia i poczułam się jeszcze bardziej zaskoczona, kiedy zobaczyłam
wchodzącą Kellie i Dottie za nią.
Nie
zwracałam uwagi na Dot, bo Kellie miała uniesioną rękę i wskazywała między
Justine a mną.
-
Ty! I ty! Po prostu to wiedziałam! - krzyknęła.
-
Co do cholery? – zapytała Justine.
Dot
zamknęła drzwi, a Kellie skrzyżowała ramiona na piersi, z wkurzoną twarzą
skierowaną na mnie.
–
Wiedziałam, że powiesz jej pierwszej – oskarżyła - Wiedziałam, że dowie się o Loganie,
zanim założymy małe czarne. Wiedziałam.
–
Kellie… – zaczęłam.
-
Przyznaj! - warknęła - Ona jest twoją najlepszą przyjaciółką, a ja gram drugie
skrzypce.
Nie
znowu to.
To
działo się od zawsze.
I
nie tylko ona mnie oskarżała o to, że Justine była moją najlepszą przyjaciółką,
ale w przypadku Justine było też to samo.
–
Obie jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami – powiedziałem z westchnieniem
- Wszystkie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Wiesz to.
-
Największą rzeczą, jaka ci się przytrafia, odkąd poznałaś Logana, jest to, że
wracasz do Logana, a ona dostaje info pierwsza? - Potrząsnęła głową - Nie sądzę.
–
Próbowałam ją powstrzymać – wtrąciła Dot, a ja spojrzałam na siostrę. - Byłyśmy
na lunchu. Wspomniałam, że Justine tu była. Straciła nerwy i nie było odwrotu.
Spojrzałam
z powrotem na Kellie i wyjaśniłam - Zaproponowałem Jusowi pracę, kochanie”.
-
Ha! - szydziła - Prawdopodobna historia. A to pie… Jej oczy opadły na Raffa,
który patrzył na nią ze zdumieniem, i dokończyła - …szczenie się było tym, co wyrzygała
Dot.
-
To nie jest pieszczenie – stwierdziła Justine - To prawda.
–
To pieszczenie – splunęła Kellie.
–
Nie wiem więcej niż ty – odparła Justine.
Kellie
wyciągnęła rękę – Więc rozmawiałyście tylko o pracy i tyle? Potrząsnęła głową -
Nie wierzę w to.
–
Mogę tylko powiedzieć – przerwałam – że byłam w Paryżu przez dwa tygodnie.
Wróciłam do różnych dramatów, które zmieniły bieg mojego życia. Przyjmuję
nowego pracownika. Nieuchronnie staję twarzą w twarz z wprowadzaniem się
Logana, a przez nieuchronnie mam na myśli dzisiejszą noc, ale prawda jest taka,
że jest już całkiem przeniesiony, biorąc pod uwagę, że obecnie mieszka w
kamperze, więc zgaduję, że nie ma wiele do przeprowadzki. W ten weekend czeka
mnie spotkanie z dwiema córkami Logana. A dziś wieczorem odbieramy moje nowe
kotki. Nie chcę być niemiła, Kel, ale nie mam czasu na rozmowę, którą prowadziłam
tysiące razy od piątej klasy. Nie masz najlepszej przyjaciółki, Jus ani mnie.
Jus nie ma najlepszej przyjaciółki, ciebie ani mnie. Ja nie mam najlepszej
przyjaciółki. Ponieważ my wszystkie
jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
–
Logan się wprowadza? – zapytała mnie Justyna.
–
Jakbyś tego nie wiedziała – odparła Kellie.
Justine
spojrzała na Kellie – Nie wiedziałam – warknęła.
–
Ja też nie – wtrąciła Dot i uśmiechnęła się do mnie - Wow, Mill. Mama we mnie
jest przerażona. Siostra we mnie też jest przerażona. Kobieta we mnie jest
ekstatyczna.
–
Bądź kobietą, Dot – poradziłam, odwzajemniając uśmiech.
-
Dlaczego on mieszka w kamperze? - spytała Kellie.
–
Od czasu rozwodu szukał domu – odpowiedziałam - Minęło trochę czasu, ale chciał,
żeby było dobrze dla jego dziewczyn. Nic nie znalazł.
-
Ale… kamper? – zapytała Dot.
Nie
miałam dobrych wspomnień z tym kamperem.
Nie
mogłam się doczekać, aby zrobić lepsze.
-
Cóż, to kamper, ale jest to rodzaj kampera, którego Aerosmith może nie zechcieć
odkupić, biorąc pod uwagę koszt ulepszeń - wyjaśniłam.
-
Ooo - westchnęła Kellie z szacunkiem - Rock-mobile. Radykalny!
–
Uh… Mill, masz umówione spotkanie? - Justine przerwała tę wymianę zdań.
Spojrzałam
na Justine, a potem podążyłam za jej wzrokiem przez okno, gdzie zobaczyłam
nadjeżdżający SUV.
Nie
znałam tego SUV-a i nie widziałam, kto w nim był, chociaż widziałam, że była tam
więcej niż jedna osoba. Dużo więcej.
-
Nie – odpowiedziałam Justine.
–
Wpadli – powiedziała i spojrzała na mnie - Więcej pracy. Mam nadzieję, że to
dekoracja na Boże Narodzenie. Znalazłam te światła online. Wyglądają jak duże
ozdoby, ale z zwisającymi kawałkami na dole. Tak bardzo muszą wejść w czyjś
plan.
-
Wyślij mi link, Jus. Chcę rzucić okiem – powiedziałam jej.
-
Zrobi się - stwierdziła, a potem zabrała się od razu, grzebiąc w torebce, by
wyciągnąć telefon.
Rafferty
czołgał się wokół biurka i zaczął szurać dziąsłami/gumować mój but.
Pochyliłam
się i podniosłam go, aby posadzić go sobie na kolanach w chwili, gdy drzwi się
otworzyły.
Spojrzałam
w tamtą stronę, z roztargnieniem zauważając, że Kellie i Dottie odsuwają się na
bok, by wpuścić nowoprzybyłych.
Nie
byłam w żaden sposób rozproszona, zauważając, kim byli nowi przybysze.
Tyra,
kobieta Tacka. Lanie, kobieta Hop’a. Elvira, o której nie wiedziałam, do kogo
należała. Wyjątkowo ładna młoda kobieta z mnóstwem kręconych truskawkowo-blond
włosów.
I
niesamowicie piękna, dorosła Tabitha Allen.
Gapiłam
się na Tabby.
Patrzyła
na mnie.
–
Hej, Millie – powiedziała cicho.
Pamiętała
mnie.
Poczułam
jak moje oczy napełniły się łzami.
–
Jasna cholera, Tab? – zapytała Justine, prostując się z fotela – Dziewczynka
Tacka?
Tabby
spojrzała na nią, z początku jej nie rozpoznając. Jej głowa przechyliła się na
bok i zapytała - Justine, prawda?
-
Tak - odpowiedziała Justine, po czym podeszła do niej i przytuliła ją.
-
Boże, jak dobrze znów cię widzieć - Odchyliła się do tyłu, wciąż ją trzymając -
Całą taką dorosłą i dorosłą tak dobrze.
–
Tabby Allen – powiedziała Kellie, podchodząc do nich - Byłaś uroczym dzieckiem,
dziewczyno. Powinnam była wiedzieć, że okażesz się zachwycającą pięknością.
Potem
Kellie dostała własny uścisk.
-
Pamiętasz mnie? – zapytała Dot, również wchodząc w ich grupkę.
–
Dottie – stwierdziła Tabby i spojrzała na Kellie. – Um… Kellie, tak?
Kelly
skinął głową.
Dottie
przytuliła Tabby.
Odsunęły
się od Tab i wszyscy spojrzeli na mnie w chwili, gdy Rafferty wygiął się w łuk
i wziął ustami mój kolczyk.
-
Kto to? – zapytała Tabby.
-
Raff… - Odchrząknęłam - Rafferty. Chłopak Justine z jej partnerką Veronicą.
Tabby
uśmiechnęła się i spojrzała na Justine - Jest słodki.
–
Jasne jak cholera – mruknęła Justine.
–
Ty też ją przytulisz?
Zostało
to zadane z drugiego końca pokoju i spojrzałam w tamtą stronę, aby zobaczyć, że
to Elvira z uniesionymi brwiami.
Spojrzałam
z powrotem na Tabby.
Potem
wstałam razem z Rafferty’m i podeszłam do niej, obejmując ją jedną ręką.
Kiedy
byliśmy blisko, powiedziała mi do ucha - Dziwne, ani trochę się nie zmieniłaś.
Odsunęłam
się i spojrzałam na nią – Ty tak, Tab, i wszystko na dobre.
Uśmiechnęła
się - Dzięki.
W
tym momencie Rafferty zdecydował, że ma ochotę odkryć nieznajome, więc rzucił
się na Tabby z pomrukiem.
Tabby
złapała go iw tym momencie zauważyłam, że ma coś więcej niż tylko mały
brzuszek.
Jakby
na potwierdzenie tego, Tyra powiedziała - Przyzwyczaj się do tego.
Tab
spojrzała na Raffa, uśmiechając się do niego i chwytając jego małą rączkę, by
ją uścisnąć - Myślę, że to będzie trudne.
-
Dobrze, zrobione – oświadczyła Elvira i wszystkie oczy skierowały się na nią. –
Wkurzyłaś się na nas? - zapytała mnie.
Spojrzałam
na Tyrę i Lanie, które wyglądały na zaniepokojone. Więc uśmiechnęłam się do
nich, żeby przestały się tak zachowywać i spojrzałam z powrotem na Elvirę.
-
Nie – odpowiedziałam.
-
Dobrze, bo ta kobieta, do której mnie wysłałaś, żeby zaplanowała mój ślub, nie
wypali – oznajmiła - Masz ładne biuro. Twoje biuro jest bombowe. Ona nie ma ładnego biura. Jak ona ma zaplanować
najbardziej romantyczny ślub stulecia, jeśli nie ma nawet ładnego biura?
–
Cóż… – zaczęłam, ale na tym skończyłam.
–
Nie zaplanuje – zadekretowała Elvira - A nawet jeśli jej biuro nie byłoby
okropne, a nosi płaskie buty. Nie zaufam żadnej kobiecie, która nosi płaskie
buty. Wcale nie ufam, ale na pewno nie po to, żeby planować swój ślub.
–
Ja noszę płaskie buty – stwierdziła Kellie, po czym dokończyła - Zasadniczo.
Elvira
zlustrowała ją od stóp do głów - Nosisz buty dla motocyklistów. Dostajesz
przepustkę.
Dottie
spojrzała na mnie, zachęcając do przedstawienia się - Znasz tych ludzi?
–
Ja… – zaczęłam znowu i znowu to było wszystko, co udało mi się osiągnąć.
-
Jestem Elvira. Oto Tyra, kobieta Tacka, Lanie, kobieta Hop’a, Carissa, kobieta
Jokera. Znasz Tab. Czego nie wiesz, to że jest Shy’a.
Spojrzałam
na Carissę.
Wyglądała
jak dorosła cheerleaderka.
Nie
znałam go tak dobrze, ale jakoś wiedziałem, że była idealna dla Jokera.
–
A więc Chaos – zauważyła Dot.
–
Tak – Tyra w końcu się odezwała.
-
Czyją ty jesteś kobietą? - Justine zadała Elvirze pytanie, które miałam na
końcu języka.
-
Nie należę do motocyklisty. Należę do policjanta. Ale zostałam adoptowana –
wyjaśniła Elvira.
Na
wzmiankę o gliniarzu tym samym tchem co Chaos, Dot, Justine i Kellie
jednocześnie spojrzały na mnie.
–
Chaos się zmienił – mruknęłam.
–
Sama to powiedziałaś – wtrąciła się Elvira – To motocykliści ze Straży
Miejskiej, którzy teraz jeżdżą, żeby oczyścić swój teren ze złych ludzi
robiących złe rzeczy.
Znowu
Dot, Justine i Kellie zgodnie spojrzały na mnie.
–
To długa historia – mruknęłam.
–
Tak jest – potwierdziła Elvira - I to Chaos, a ich gówno pozostaje napięte. Nie
oznacza to, że nie będziemy dzielić się napojami i nosić małych czarnych w tę
sobotnią noc, komunikując się i budując więź z suką motocyklową, w tym samym
czasie, kiedy ja i Millie tutaj ustalimy wstępne plany dotyczące mojego ślubu stulecia
- Skupiła się na mnie - Myślę o piwoniach, ale można mnie od tego odwieść. Chcę
miękkości i blasku i gówno obchodzi mnie, czy te dwie rzeczy nie pasują do
siebie. Twoim zadaniem jest to zrobić.
Słyszałam
to wszystko, jeśli chodziło o wesela.
Ale
miękkie i…
Blask?
–
Elviro, twoje słownictwo – powiedziała Tabby – Jest tu dziecko.
Elvira
spojrzała na Rafferty’ego i zapytała - Mówisz po angielsku?
-
Gah, goo, dee – odpowiedział Rafferty.
Spojrzała
na Tabby - Masz więcej do powiedzenia?
Tabby
spojrzała w sufit.
Lanie
zaczęła chichotać.
Tyra
powiedziała do mnie bezgłośnie - Tak mi przykro.
–
Klub – oznajmiła Elvira - Nie taki w typie motocyklistów, ale jak bar
koktajlowy Cherry Creek. O ósmej trzydzieści. Sobotni wieczór. Lepiej, żebyście
wszystkie tam były – zakończyła, okrążając pokój dłonią. Następnie zwróciła się
do Tyry - Teraz muszę wracać do Hawka. Nie działają mu trzy rzeczy i
przekierowuje połączenia do mnie. Na szczęście nikt nie dzwonił i chcę, żeby
tak zostało. Zajmowanie się gównem Hawka poza moim biurkiem przyprawia mnie o
ból głowy. Więc muszę wracać - Spojrzała na pokój - Wspaniale było was poznać.
Ty - Wskazała na Kellie - Obcasy, sobota, dziewczyno.
A
po tym wyszła.
–
Elvira ma taki… charakter – powiedziała Lanie, kiedy jej już nie było.
-
Lubię ją - oświadczyła Kellie.
-
Czy moja żona może przyjść? – spytała Justine, po czym dodała pospiesznie –
Obie nosimy szpilki.
–
Włóż, co chcesz – odparła Tabby - Elvira to Elvira, ale my jesteśmy Chaosem.
Wszystko ujdzie.
–
Niesamowite – powiedziała Justine i położyła dłoń na plecach Rafferty'ego –
Słyszałeś to, Raffy? Twoje mamusie spędzają wieczór poza domem.
Wyciągnął
rękę, uderzył ją w twarz i zachichotał.
Wszyscy
chichotali razem z nim.
Tyra
weszła głębiej do pokoju, a moje oczy powędrowały do niej, aby zobaczyć, że na
mnie patrzy.
–
To nie jest próba ognia, kochanie – obiecała – To jest komitet powitalny.
Wiedziałam
to. Robiłam to wcześniej.
Nie
przypominałam jej o tym. Była teraz królową pszczół.
Starsza
pani Crank miała sługusów. Nie angażowałam się w takie rzeczy, bo Logan mnie
przed tym chronił, ale Crank ją i tak wyrzucił, zanim Logan i ja skończyliśmy.
Miałam
wrażenie, że Tyra nie była tego rodzaju królową Chaosu, ale zdecydowanie inną.
-
Dzięki – odpowiedziałam.
–
Źle zaczęliśmy – powiedziała Lanie - A Hop był...
-
Rozmawialiśmy i jestem z Hopem na dobrej stopie – powiedziałam jej szybko, żeby
się nie martwiła – Ja jestem… – uśmiechnęłam się - Okej.
Odwzajemniła
uśmiech - Dobrze.
Obejrzałam
ją sobie i spodobało mi się to, co zobaczyłam. Była piękna. Była z klasą. Hop
był szorstki. Był motocyklistą. To samo można powiedzieć o Tyrze i Tacku.
Najwyraźniej
im to zagrało.
I
wiedziałam, że to gra również dla Logana i dla mnie.
Bez
szortów i podkoszulek.
Tylko
ja.
-
Nie byłam jeszcze częścią komitetu powitalnego – Carissa przemówiła po raz
pierwszy – To będzie niesamowite.
–
Przygotuj się na najgorsze, Loczku – poradziła Tabby w stronę Carissy - A tu
nie chodzi o laski Chaosu najeżdżające miasto. Chodzi o to, że robimy to z
Elvirą.
Miałam
wrażenie, że wiedziała, o czym mówiła.
Minęło
dużo czasu, odkąd spędziłam noc na mieście, a przynajmniej taką, która
zakończyła się dobrze.
Ale,
patrząc na kobiety, trzy z nich to były moje siostry krwi i serca, reszta moje
siostry Chaosu, nie mogłam się tego doczekać.
*****
High
–
Oto one – oznajmiła kobieta, wracając do pokoju z dwiema kulkami puchu.
–
O mój Boże – wydyszała Millie, a High przeniósł uwagę z hodowcy kotów na swoją
dziewczynę.
Kiedy
to zrobił, zamarł.
Ona
tego nie zrobiła.
Poruszając
się do celu, ale nie w sposób, który wystraszyłby kocięta, dotarła do hodowcy i
odebrała jej oba koty.
-
To jest ten chłopiec - Hodowca dotknął tego w prawej ręce Millie – A to twoja
dziewczyna - Przesunęła dłoń do tej po lewej stronie Millie.
-
Popatrz tylko - Millie gruchała do tego po prawej, którego podwinęła wysoko na
piersi - Jesteś moją osobistą puszystą kuleczką, zrzędliwy kocie o miękkiej
twarzy - Odwróciła się do drugiego, również podciągniętego wysoko, i
kontynuowała - A ty popatrz tylko, moja puszysta kuleczko, gąbczasta, śliczna
księżniczko.
Dziewczyny
z liceum rzuciłyby się na kolana za tymi kociętami.
Ale
właśnie wtedy patrzył, jak jego Millie, rozpalona szczęściem, tuliła dwa
maleńkie kłębuszki futra i robił to walcząc o oddech.
To
nie były jej własne dzieci.
Ale
były czymś, co należało pielęgnować.
Nie
było wątpliwości, że będzie je kochała.
A
on był w pobliżu, więc będzie mógł patrzeć.
Millie
spojrzała na hodowcę - Te maluchy to najlepsze rzeczy, na jakie kiedykolwiek
wydałam pieniądze.
Hodowca
uśmiechnęła się.
Millie
odwróciła się do kociąt - Czas wracać do domu - powiedziała im, po czym
spojrzała na High’a.
Zmusił
się do ruchu - Skrzynie, mała.
Skinęła
głową, ale zapytała - Nie chcesz ich poznać?
Nie
chciał.
Nie
chodziło o to, że nie lubił kotów. Chodziło o to, że wolał psy. Od lat chciał
kupić szczeniaka dla dziewczynek, ale Deb nie lubiła zwierząt.
To
było coś, co zamierzał zrobić, kiedy kupiłby dom.
Kupić
psa dla nich i dla niego.
Teraz
oczywiście kupowali koty.
Biorąc
pod uwagę to, jaka Millie była wtedy, nie miał nic przeciwko.
Ale
zanim zdążył powiedzieć „nie”, Millie wyciągnęła do niego prawą rękę, więc nie miał
innego wyjścia, jak tylko chwycić kociaka.
Chryste,
był zrzędliwym kotem o miękkim pyszczku. Wyglądał na wkurzonego.
Wyciągnął
również łapę i podrapał wąsy High swoimi cienkimi kocięcymi pazurkami, a jego
duże niebieskie oczy wpatrywały się w High z inteligencją, której High nigdy
nie zauważył u żadnego zwierzęcia.
–
Hej, Chief[1] –
mruknął.
–
To jest to – powiedziała Millie, zbliżając się do niego - On jest Chief.
Spojrzała
na kota, którego trzymała - A ta mała księżniczka jest Poem[2], bo
tylko wiersz może opisać, jaka jest piękna.
Zawsze
była dobra w nazywaniu cennych rzeczy.
Wspomnienie
sprawiło, że jego głos stał się szorstki, gdy powiedział - Zabierzmy je do
domu, mała.
Millie
spojrzała na niego, przeszukała jego twarz i uśmiechnęła się słodkim uśmieszkiem.
-
Zakochałeś się - oświadczyła.
Zakochał.
Dwadzieścia
trzy lata temu.
-
Wygląda na wkurzonego – odpowiedział High i spojrzał na kotka - Ale to słodkie
wkurzenie.
–
Zakochałeś się – odparła, po czym wyciągnęła do niego drugiego - Proszę,
spróbuj tego.
Wzięła
Chiefa i dała mu Poem, a High spojrzał na nią z góry.
Była
ładna, choć wyglądała na smutną.
-
Mam nadzieję, że uśmiechasz się w środku, kochanie – mruknął do kota - Bo
idziesz do domu, w którym dostaniesz dużo miłości.
Kot
ziewnął.
Millie
zachichotała i przycisnęła swój bok do jego.
High
spojrzał na nią, a potem na hodowcę - Damy ci już spokój.
Skinęła
głową, wyglądając na zadowoloną i tak właśnie było, skoro znalazła dobry dom
dla swojego potomstwa.
-
Bądźcie w kontakcie – zaprosiła - Wyślijcie zdjęcia.
High
zaprowadził Millie do dwóch transporterów dla kotów, które kupił, a Millie
odpowiedziała - Zrobię. Mnóstwo.
-
Byłoby wspaniale – odpowiedziała hodowca.
Włożyli
koty do skrzyń i zanieśli je do jego pickupa.
High
wyjechał z podjazdu i zawiózł ich do domu, robiąc to wszystko z Millie
wykręconą na siedzeniu, ciągle gruchającą na tylne siedzenie.
–
Kobieta mieszka piętnaście minut od nas, Millie. Zabierzemy je do domu, zanim
doznają traumy – droczył się.
–
Nie mogę oderwać od nich wzroku – powiedziała - Są takie idealne.
Wyciągnął
rękę i zacisnął palce na jej udzie.
-
Szczęśliwa? - zapytał.
Nie
odpowiedziała.
Więc
spojrzał w jej stronę i zobaczył, że patrzyła na niego.
Zanim
spojrzał z powrotem na drogę, w końcu miękka, słodka Millie odpowiedziała mu.
-
Tak.
Słyszał
to w tym słowie.
Powinien
był to wiedzieć.
Pięć
dni i on miał ją z powrotem. Tylko pięć.
I
sposób, w jaki wypowiedziała to słowo, wiedział.
Została
naprawiona.
To
nie miało nic wspólnego z High’em. Nie miało to nic wspólnego z kotami.
Wszystko
to miało związek z Millie.
Kiedy
czegoś chciała, nie opieprzała się.
Była
złamana.
Po
złożeniu jej była krucha.
Potem
zahartowała się, uporządkowała swoje gówno i zabrała się do roboty.
Więc
tak. Powinien był to wiedzieć.
To
była jego dziewczyna.
Duzo zdrówka Monia❤️😘 i dzięki za każdą cząstkę ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję i życzę zdrowia :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Przesyłam Ci dużo zdrowia 😘 😘😘
OdpowiedzUsuń