czwartek, 20 kwietnia 2023

19 - Kociaki, które są naprawdę śliczne (cz.1)

ROZDZIAŁ 19

Kociaki, które są naprawdę śliczne (cz.1)

High

 

High opierał się o blat kuchenny w kamperze i patrzył, jak jego dziewczyny zjadały płatki śniadaniowe, przygotowując się do pójścia do szkoły.

Wczoraj nie naskoczył na Zadie o to, co się stało z Millie. Tylko powiedział im, że ich plany z Millie są nieaktualne.

Cleo wyglądała na rozczarowaną, ale także z ulgą. Prawdopodobnie była rozczarowana z jego powodu, bo widziała, że poprzedniego dnia był szczęśliwy. Ale odczuła ulgę, bo Millie miała rację.

Nawet Cleo potrzebowała przerwy.

To było do bani i oznaczało, że Millie miała rację co do czegoś innego.

Pchał za szybko, za wcześnie.

Ale Zadie uśmiechnęła się tym swoim kocim uśmiechem. Próbowała to ukryć, ale było jasne, że myślała, że postawiła na swoim.

Jego córeczka nie miała postawić na swoim.

Chociaż High nie miał pojęcia, jak się do tego zabrać. Po prostu wiedział, że miał jedną szansę na stworzenie dla Millie jakiejkolwiek rodziny. Może nie z jej krwi, ale z czegoś, co wciąż było piękne.

I z tego powodu musiał wyciągnąć wszystkie działa.

- Zanim pójdziecie do szkoły, chciałbym wam coś powiedzieć – powiedział.

Cleo spojrzała na niego znad miski z płatkami śniadaniowymi, uważna jak zwykle.

Zadie spojrzała na niego, radośnie pogrążona w świadomości, że wszystko potoczyło się po jej myśli.

Uśmiechnęła się i zapytała - Co, tatusiu?

Został tam, gdzie był i odpowiedział - Martwię się, że jesteście za młode, by dzielić się tym z wami. Martwię się, że jesteście za młode, aby to zrozumieć. Ale to jest na tyle ważne, że muszę wam to dać.

Uważne spojrzenie Cleo stało się ostrożne.

Oczy jego młodszego dziecka zwęziły się, gdy zaczęło do niej docierać pierwsze podejrzenie, że być może nie uszło jej na sucho to, co zrobiła.

High zignorował to i mówił dalej, mając nadzieję, że sposób, w jaki zamierzał podzielić się tym, czym miał się podzielić, trafi jakoś do Zadie, by to zrozumiała.

- Dawno temu wszedłem na imprezę i zobaczyłem najładniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widziałem. Zakochałem się w niej od razu. Zakochałem się w chwili, gdy spojrzałem na nią - Spojrzał na swoje dziewczyny i kontynuował - Millie zrobiła to samo.

Szczęka Zadie stwardniała.

Cleo wgapiała się w tatę.

- Przez trzy lata żyliśmy szczęśliwie – powiedział High i spojrzał na Zadie - Ale nie żyliśmy długo i szczęśliwie.

Kiedy nie powiedział nic więcej, Cleo zapytała cicho - Co się stało, tatusiu?

High zwrócił oczy na najstarszej - Oboje chcieliśmy mieć rodzinę. Oboje bardzo chcieliśmy dzieci. Wiedziałem, zanim związałem się z wami, że byłyście jedyną rzeczą, której chciałem na tej Ziemi. Moje własne dzieci. Dzieci, które mógłbym kochać i pomagać im wyrosnąć na silne i dobre. Millie też tego chciała. Cały czas o tym rozmawialiśmy. Wybraliśmy imiona i w ogóle. Niespodziewanie rozstała się ze mną i to był koniec.

– To nie było zbyt miłe – warknęła Zadie.

– Było – nie zgodził się High - To był najbardziej hojny prezent, jaki ktokolwiek mogłaby mi dać, skoro dowiedziała się, że nie może mieć dzieci i zrobiła to, abym mógł żyć dalej i mieć was.

Zadie zamrugał.

Cleo otworzyła usta.

- Najlepsze, co Millie może zrobić, to mieć koty – powiedział High swoim dziewczynom - Chciała więcej. Dużo więcej. Zamierzaliśmy mieć mnóstwo dzieci. Czwórkę. Piątkę. Chłopcy. Dziewczyny. Nie obchodziło nas to. Teraz będzie miała tylko koty.

Dolna warga Cleo zaczęła drżeć, więc ją przygryzła.

Zadie spojrzała na stół.

– Ona mnie uszczęśliwia – powiedział łagodnie - Wiem, że właśnie pojawiła się w waszym życiu, ale była częścią mojego przez długi czas, więc podzielę się z wami tym, że ją kocham i ona mnie uszczęśliwia. Chcę ją uszczęśliwić. I wiele by to znaczyło, gdybyście mi w tym pomogły.

Oczy Zadie spoczęły na nim i oświadczyła nadąsanym tonem - Mama jest naszą mamą.

– Nie mówię, że nie jest, Zadie – powiedział jej, starając się nie wkurzyć, że nic poza tym, czego chciała, nie docierało do niej – Twoja mama zawsze będzie twoją mamą. Ona nie jest poza równaniem. Po prostu dodaję do tego Millie. Każdy ma nieskończoną zdolność do miłości. Co oznacza, że każdy ma szansę otrzymać nieskończoną ilość miłości. Nieważne, komu ją dajesz lub od kogo ją otrzymujesz. Liczy się tylko to, że masz wystarczająco duże serce, aby je dać i serce wystarczająco otwarte, aby ją odzyskać. Mogę ci obiecać, że Millie ma taką miłość do zaoferowania - Wzruszył ramionami - Od ciebie zależy, czy otworzysz się na jej przyjęcie - Skupił się na Zadie – Powiem tylko, że twój stary będzie rozczarowany, jeśli zdecydujesz się tego nie robić.

- Lubię ją - pisnęła Cleo, a High zobaczył, jak jego najmłodsza spogląda z irytacją w jej siostrę, zanim spojrzał na swoją dużą córeczkę.

– Cieszę się, kochanie – powiedział cicho.

Zadie nic nie powiedziała, więc Cleo spojrzała na siostrę.

– Zadie? - pchnęła.

Zadie zeskoczyła z kolan na siedzeniu i chwyciła swoją miskę, mrucząc - Spóźnimy się do szkoły.

Nie obchodziła jej szkoła.

Chciała, żeby ta rozmowa się skończyła.

Zaniosła miskę do zlewu.

– Opłucz to i włóż do zmywarki – rozkazał.

– Nieważne – wymamrotała, wylewając mleko do zlewu.

– Spójrz na mnie, Zadie – zażądał High.

Posłała mu zmrużone spojrzenie, które powiedziało mu, że ma coś do zrobienia, a on marnuje jej czas.

– Najpierw zetrzyj ten wyraz z twarzy – powiedział. Nie zrobiła tego, więc kontynuował - Teraz.

Prychnęła i zmieniła wygląd na znudzoną.

High pozwolił temu się ślizgać.

– Twój stary cię kocha – powiedział jej.

Zmieniła swój wyraz twarzy na niedowierzający, chociaż w głębi duszy wiedziała, że to nie w porządku.

Pozwolił, by to też się poślizgnęło.

- Miarą miłości, jaką mnie obdarzasz, jest to, jak decydujesz się ją oddać – powiedział.

- Dla mnie miarą miłości, jaką mnie obdarzyłeś, jest to, że pozbyłeś się mamy i znalazłeś inną kobietę – odpowiedziała.

Spojrzał jej prosto w oczy i wyszeptał - Auć.

To ją dopadło.

Wzdrygnęła się.

Ale nic nie powiedziała.

- Szczerze na Boga, nie masz nic przeciwko zwalaniu tego rodzaju bólu na swojego staruszka?

Wpatrywała się w niego przez chwilę, zanim odwróciła się do zmywarki, otworzyła ją i włożyła do niej miskę.

- Teraz bardziej boli cię to, że nie odpowiadasz, co oznacza, że oczywiście nie masz - zauważył.

Spojrzała na niego - To, że nie lubię twojej dziewczyny, nie znaczy, że cię nie kocham, tatusiu.

- Uderz mnie, kochanie. Rozłóż to szczerze. Nie wpadniesz w kłopoty – powiedział jej – Powiedz mi, co zrobiła Millie, że jej nie lubisz?

Zadie nie odpowiedziała.

Do rozmowy włączyła się więc Cleo.

– Nie może nic powiedzieć, bo Millie jest miła.

Zadie odwróciła się do siostry i syknęła - Jest stara i gruba.

- Jesteś taka głupia - odwarknęła Cleo - Ona jest bardzo ładna.

Racja. To musiało się skończyć, bo teraz jego córeczka go wkurzała.

– Jest dwa lata młodsza od waszej matki – oświadczył High - I mam nadzieję, na szczerze Boga, że nie uważasz, że jest gruba, Zadie, bo jak myślisz, że Millie jest gruba, to mamy więcej problemów, które dotyczą tego, jak twoim zdaniem powinno wyglądać kobiece ciało.

Odwróciła się do niego, kiedy mówił i otworzyła usta, kiedy skończył.

Podniósł rękę, zanim zdążyła powiedzieć słowo, bo zobaczył na jej twarzy, że to, co zamierzała powiedzieć, nie spodobałoby mu się.

- Wystarczy. Nadejdzie czas, kiedy spojrzysz wstecz na ten weekend i zapragniesz go z powrotem. Za bardzo cię kocham, żeby pozwolić ci to pogorszyć - Opuścił rękę i szarpnął głową w stronę kanapy - Weźcie swoje książki i kurtki. Musimy jechać.

Zadie podreptała do kanapy, kiedy Cleo wstała i zabrała się za swoją miskę, a High nalał sobie kawy w podróżny kubek.

Zadie od razu wyszła, gdy Cleo pomagała mu zabezpieczyć kampera, żeby wyszli razem.

Wrzucił kurtkę na ramiona, chwycił klucze i kubek i sięgał już do drzwi, które Zadie zatrzasnęła, kiedy jego starsza dziewczynka podniosła na niego wzrok.

– Przynajmniej ma naprawdę śliczne kotki – powiedziała cicho.

Kurwa.

Jego dziewczyna.

Postawił kubek na blacie i sięgnął, by otoczyć dłonią jej miękki policzek, pochylając się tak, że jego twarz znalazła się przy jej.

- To przychodzi jako niespodzianka. Moja dziewczyna ukrywa, jak głęboko czuje, więc kiedy to ujawnia, jest niespodzianką, kochanie. Niespodzianka, którą kocham za każdym razem, gdy ją dostaję. Dziękuję ci za to, kochanie.

Uśmiechnęła się do niego, zadowolona z jego słów, ale bardziej zadowolona, że zrobiła coś, by złagodzić wyboisty poranek taty.

Pochylił się i pocałował ją w czoło, a potem wyprostował się, chwytając swój kubek i mówiąc - Teraz zabierzmy was do szkoły.

*****

Po odwiezieniu dziewczyn High pojechał prosto do Millie.

Zaparkował pickupa na podwórku, wysiadł i ruszył do jej biura.

Otworzył drzwi i usłyszał dźwięk alarmu, gdy zobaczył ją przy telefonie za biurkiem, z włosami spiętrzonymi z tyłu głowy, w kolejnym golfie, tym razem beżowym. Nie mógł zobaczyć dołu przez jej biurko pod swoim kątem, ale widział, że miała na sobie brązowe buty.

Uśmiechnęła się do niego szeroko.

Odwzajemnił uśmiech, odwrócił się do panelu kontrolnego alarmu i wstukał kod, gdy usłyszał, jak powiedziała - Tak mi przykro. Ktoś właśnie nieoczekiwanie wszedł i to jest pilne. Będę zmuszona oddzwonić do pani. Przepraszam, ale oddzwonię tak szybko, jak to będzie możliwe.

Odwrócił się do niej i zobaczył, że wstała i okrążyła biurko, idąc w jego stronę.

Przesunął się w jej kierunku.

Obcisła brązowa spódnica sięgała jej do kolan i obejmowała biodra.

Genialnie.

- Racja. Oczywiście – powiedziała przez telefon, wciąż idąc – Dziękuję. Porozmawiamy wkrótce - skończyła, gdy do niego podeszła.

Rozłączyła się i natychmiast zarzuciła mu ręce na szyję.

– Hej, Rybko – wyszeptała, gdy objął ją w talii.

High nie odpowiedział na powitanie.

Pochylił szyję i pocałował ją długo i mokro. Kiedy skończył, trzymała palce jednej dłoni w jego włosach.

– Hej – odpowiedział.

Jej uśmiech był zamglony, ale jasny.

Zblakł nieco, zanim powiedziała - Tęskniłam za tobą.

Uścisnął ją - Więc dobrze, że wróciłem.

Uśmiech wrócił.

- Wiem, że masz gówno na głowie, a ja mam coś do zrobienia ze Snapem, więc muszę iść - powiedział jej i patrzył, jak jej usta z uroczym małym pieprzykiem zaczynają się dąsać - Ale chciałem wpaść, zobaczyć się z tobą, wrzucić trochę gówna do domu, zobaczyć się z Chiefem i Poem’em, a potem muszę uciekać.

- Więcej gówna? - zapytała.

- Nie mam dużo, kotku, ale się wprowadzam. Zapakowałem trochę rzeczy dziś rano, kiedy dziewczyny się przygotowywały, włożyłem je do pickupa. Poza rzeczami, które zostają w kamperze, takimi jak talerze i kubki, z torbą, którą mam w samochodzie, większość mojego gówna jest tutaj.

- Więc zasadniczo się wprowadziłeś.

Przyglądał się jej, myśląc, że już o tym rozmawiali i po gównianej rozmowie, którą odbył z Zadie tego dnia, nie chcąc mieć kolejnej.

- To problem? - zapytał.

- Gdybyś tego nie zrobił, prawdopodobnie zwolniłabym się z pracy, znalazła dom Boza, włamała się do twojego kampera i zrobiła to sama.

Poczuł uśmiech na twarzy.

Jej usta wykrzywiły się, gdy powiedziała - Budzenie się samotnie jest do bani.

- Tak - mruknął - Pójście spać bez spuszczania też jest do bani.

Wzniosła oczy ku sufitowi i powiedziała - Mężczyźni. Mają na myśli tylko seks.

– Używałaś swojej zabawki, kiedy mnie nie było?

Odwróciła oczy, a kiedy znów je zobaczył, były większe, a jej policzki zaróżowione.

Kurwa.

On się tylko droczył.

Ale ona to zrobiła.

– Zmusiłaś się do dojścia beze mnie? - zapytał.

– Cóż… – Urwała. Uścisnął ją i ciągnęła dalej - Właściwie robiłam to, myśląc o tobie. To się liczy?

– Kolacja – mruknął - Sukienka swetrowa. Dziś wieczorem. I zmieniły się plany po kolacji.

Jej oczy znów zrobiły się duże - Jak?

- Zobaczysz.

Zsunęła palce z jego włosów i owinęła je wokół jego karku - Jak, Low?

Pochylił się i przyłożył swoje usta do jej warg – Zaufaj mi, piękna, to będzie miła niespodzianka.

Poczuł, jak zadrżała w jego ramionach.

- Teraz pozwolę ci odejść, bo muszę iść. Daj mi jeszcze jeden pocałunek.

Widział, rozczarowanie malujące się w jej oczach, że odjeżdża, zanim je zamknęła i przycisnęła swoje usta do jego, dotykając językiem jego warg.

Dał jej wejście i dał jej czas, by go skosztowała.

Potem przejął kontrolę, zanim zakończył to delikatnymi, szybkimi pocałunkami, puścił ją, obrócił i klepnął ją w tyłek, by przenieść ją na krzesło.

Podszedł do drzwi, mówiąc - Później, kotku.

- Później, Low.

W otwartych drzwiach spojrzał na nią, siedzącą za biurkiem. Wyciągnął rękę i stuknął w panel bezpieczeństwa.

- Uzbrój go, piękna.

Westchnęła, ale skinęła głową i powiedziała - Zrobię to. Do zobaczenia później, Rybko.

Uniósł brodę, uśmiechnął się i zamknął drzwi, żeby móc zabrać jedyną torbę, w której miał resztę swojego gówna i wprowadzić się do jej domu.

*****

High oparł się o bok pickupa, obserwując i nie podobało mu się to, co widział.

Snap stał na chodniku z Rosalie.

High dobrze pamiętał Rosalie. Nie była teraz mniej ładna niż wtedy, gdy należała do Shy’a.

Sprawiała też kłopoty.

Przyjechali jego pickupem. Byli zbyt łatwi do zauważenia na motocyklach w swoich kurtkach.

Nie żeby ktokolwiek miał powód, by obserwować Rosalie. Transport narkotyków odbył się w ten weekend, tak jak im powiedziała. Oznaczało to, że nikt nie miał pojęcia, że przekazywała informacje Chaosowi.

Ale ani on, ani Snap nie mieli swoich kurtek i zanim podrzucił Snappera, odbyli przejażdżkę dookoła ekskluzywnej pizzerii, w której Rosalie była kelnerką i niczego nie zauważyli.

Więc spotkanie twarzą w twarz, które było spotkaniem twarzą w twarz z powodu, powodu, który należał wyłącznie do Snappera, mogło się odbyć.

High patrzył, jak Rosalie podaje mu kilka powodów, dla których to spotkanie nie powinno odbywać się twarzą w twarz. Kończyło się, a ona uśmiechała się do Snapa. Wyciągnęła rękę i chwyciła jego dłoń, pociągnęła ją żartobliwie kilka razy, po czym powiedziała coś, co wywołało u niego uśmiech.

Potem odeszła, znajdują wzrokiem High’a i podnosząc rękę, by mu pomachać, zanim posłała kolejny uśmiech Snapper’owi, odwróciła się i podskoczyła, kołysząc długimi włosami i podskakującymi cyckami, do drzwi restauracji.

High patrzył przez chwilę, jak szła; potem zwrócił uwagę na Snappera i patrzył, jak jego brat patrzył, jak odchodziła.

Oglądali z dwóch zupełnie różnych powodów.

Snapper ruszył w swoją stronę dopiero wtedy, gdy zniknęła z jego pola widzenia.

Kiedy jego brat się poruszył, High odwrócił się do swojego pickupa, otworzył drzwi i wszedł do środka. Uruchomił silnik, gdy Snapper wciągnął swój tyłek na drugie siedzenie.

High wycofał się z miejsca parkingowego i zabrał ich w drogę, gdy Snap powiedział - Już planują kolejny transport.

– Musisz przestać – odparł High.

Zrobił to spokojnie i ostrożnie. Ale zrobił to również mocno.

- Co mówisz? - zapytał Snapper.

- Zdobądź telefon na kartę. Daj jej jego numer. Rozmawiaj przez niego. Spotkania twarzą w twarz muszą się skończyć, Snap – poradził High.

– O czym ty, kurwa, mówisz?

High zwolnił na światłach, zatrzymał się i spojrzał na brata.

- Ona ma mężczyznę.

Zobaczył jak szczęka Snappera stwardniała.

Snap był przystojnym dzieciakiem. Wysoki. Dobrze zbudowany. Blondyn. Był młody, ale miał w sobie ten wygląd, który wskazywał na to, że z wiekiem będzie tylko lepiej.

Ale nie był Shy’em. Shy był chudy. Ciemny. Przed Tab Shy mógł oczarować każdą sukę w ciągu dziesięciu minut i nawet nie musiał jej znać, zanim to zrobił. Chodziło mu o dobrą zabawę. Dochodzenie. Łatwy uśmiech. Łatwiejszą cipkę.

High znał obecnego mężczyznę Rosalie. Był chudy. Był ciemny. Był podrywaczem przed Rosalie. Wiedział, co w niej drzemało, że była starszą panią na wskroś, która zostanie przy nim na dobre i na złe, a wszystko to ze świetnym tyłkiem, długimi nogami, niezłymi cyckami, gęstymi włosami i ładną buzią. Więc jak znalazł Rosalie, jego dni jako porywacz przeszły, a on się jej trzymał.

Snap był intensywny. High znał jego historię i nigdy nie wiedział, skąd bierze się ta intensywność. Przed Chaosem Snapowi nie było źle. Nie było mu dobrze. Miał po prostu życie.

Intensywność była jednak zawsze. Brat uważał i nic mu nie umykało. To bardzo przypominało High’owi Tacka z dawnych czasów.

Strzelałby gówna. Bawił się dobrze. W przeciwieństwie do Tacka Snapper był poważny znacznie częściej niż nie był i niewiele mówił. Ale dużo czytał. W swoim pokoju w Kompleksie, leżał na łóżku przy drzwiach otwartych z oczami wpatrzonymi w książkę.

Nie było niczym niezwykłym, że członek Chaosu czytał. Ale Snap robił to może za często.

Mógł skosztować łatwej cipki, gdyby poruszył go duch, ale miał dziewczynę, kiedy został rekrutem. Rozstał się z nią i dostał kolejną, z którą wygłupianie się stało się czymś więcej i zrobiło to szybko.

Z nią też się rozstał.

Był teraz wolnym agentem.

Rosalie nie była sama.

– Nie ma powodu, żeby narażać swój tyłek, a co więcej, bracie, jej tyłek, robiąc gówno twarzą w twarz. Kup komórkę na kartę. Za każdym razem, gdy ją widzisz, stawiasz ją na świeczniku.

- Nikt nie wie gówno o tym, co ona robi dla Chaosu – odpowiedział Snapper.

- Nie wiedzą, ale ludzie mówią. Może być niewinna, ale jeśli któraś z kelnerek w tej knajpie zobaczy ją z tobą, jak spotka jej mężczyznę, wspomni o tobie. To nie jest mądre, Snap, i musisz to powstrzymać.

– Spotkamy się gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy – odparł Snapper - Ona woli twarzą w twarz. Nie chce, żeby ktoś ją podsłuchał albo żeby jej mężczyzna zobaczył w jej telefonie gówno, którego nie powinien widzieć.

- Potem usuwa swoje SMS-y i połączenia – powiedział mu High.

– Słyszę cię, High, ale ona chce, żeby to było zrobione w ten sposób.

- Ty tak chcesz to robić, bracie – odpowiedział cicho High.

- Ona nadstawia karku dla Chaosu. Robimy to tak, jakby czuła się komfortowo.

- Robisz to, bo jest ładna, uśmiecha się do ciebie, a ty się w niej zakochałeś.

– To nie tak – warknął Snapper.

High zauważył poruszające się wokół niego samochody, obejrzał się i zobaczył, że światło jest zielone, i wcisnął pedał gazu, przyspieszając.

Zrobił to mówiąc.

- Istnieje zasada między braćmi i ta zasada dotyczy wszystkich motocyklistów, a ty dobrze o tym wiesz. Kiedy cipka jest zajęta, cipka jest zajęta. Ty tam nie idziesz.

- Mówiłem ci, że nie o to chodzi - odparł Snapper.

- Mam parę lat więcej od ciebie, bracie, i nie jestem ślepy. Nie mówię tego gówna, żeby cię wkurzyć. Mówię to, żeby oszczędzić ci mnóstwa bólu. Jest zakochana w swoim mężczyźnie. Dużo ryzykuje, żeby go oczyścić. Nie pakuj się w to.

- Szczerze i bez urazy, High, ale jej mężczyzna jest słaby – odpowiedział Snap.

Szczęka High’a stwardniała na jego słowa, bo wyrażały to, co Snap myślał o High’u, bo w tamtych czasach High był kiedyś jak chłopak Rosalie, jechał na krawędzi, sięgał po haj, robił to z jego Rosalie i bez niej.

Ale, niestety, Snapper nie skończył.

- Chodzi o to, że Bounties znają historię Chaosu. Wiedzą, że to gówno, w które się pakują, jest popieprzone i wiedzą, jak to gówno może spieprzyć klub, bo zrobiło to z Chaosem. I oni się w to pakują. Wiem, że wielu z tych braci tego nie lubi, ale siedzą przy stole tak jak my. Młotek nie spada, dopóki nie zostanie przegłosowana decyzja, co znaczy, że głosują za tym gównem. Rosalie nie wie, jak głosuje jej mężczyzna. Ale on robi to gówno, a to wiele mówi.

- Jak Klub idzie tą drogą, a ty jesteś bratem, idziesz tą drogą - wskazał High.

Snapper nic nie powiedział i High wiedział dlaczego.

Bo to była szczera prawda.

High szedł dalej - Tack chciał, żebym był z tobą, aby cię chronić i wspierać, ale też, aby chronić Rosalie. To jest mój cel. Zapewniam jej bezpieczeństwo, podczas gdy ona wykonuje dobry ruch dla Chaosu. Musisz być w tym wszystkim i musisz być tym dla niej. Nie chodzi o to, co robi dla Klubu, ani o to, co sprawia, że się z nią czujesz. Chodzi o nią. I o to chodzi, bracie. Czy ona jest twoja czy nie, jest kobietą, a jak ty jesteś prawdziwym mężczyzną, dbasz o nią w każdy możliwy sposób.

High włączył migacz i zwolnił, aby skręcić, podczas gdy Snapper milczał.

Skręcił, jechali, a High nie powiedział nic więcej. Jego punkt został wykazany. Snap tego nie przyjął, więc dla Rosalie High nie miałaby innego wyboru, jak tylko poinformować braci, a Snapper zostałby usunięty z jej ochrony.

– Kupię telefon na kartę – mruknął Snap.

High wciągnął powietrze i powoli je wypuścił.

Potem po prostu prowadził.

*****

CDN


2 komentarze: