ROZDZIAŁ
19
Kociaki,
które są naprawdę śliczne (cz.1)
High
High
opierał się o blat kuchenny w kamperze i patrzył, jak jego dziewczyny zjadały
płatki śniadaniowe, przygotowując się do pójścia do szkoły.
Wczoraj
nie naskoczył na Zadie o to, co się stało z Millie. Tylko powiedział im, że ich
plany z Millie są nieaktualne.
Cleo
wyglądała na rozczarowaną, ale także z ulgą. Prawdopodobnie była rozczarowana z
jego powodu, bo widziała, że poprzedniego dnia był szczęśliwy. Ale odczuła
ulgę, bo Millie miała rację.
Nawet
Cleo potrzebowała przerwy.
To
było do bani i oznaczało, że Millie miała rację co do czegoś innego.
Pchał
za szybko, za wcześnie.
Ale
Zadie uśmiechnęła się tym swoim kocim uśmiechem. Próbowała to ukryć, ale było
jasne, że myślała, że postawiła na swoim.
Jego
córeczka nie miała postawić na swoim.
Chociaż
High nie miał pojęcia, jak się do tego zabrać. Po prostu wiedział, że miał
jedną szansę na stworzenie dla Millie jakiejkolwiek rodziny. Może nie z jej
krwi, ale z czegoś, co wciąż było piękne.
I
z tego powodu musiał wyciągnąć wszystkie działa.
-
Zanim pójdziecie do szkoły, chciałbym wam coś powiedzieć – powiedział.
Cleo
spojrzała na niego znad miski z płatkami śniadaniowymi, uważna jak zwykle.
Zadie
spojrzała na niego, radośnie pogrążona w świadomości, że wszystko potoczyło się
po jej myśli.
Uśmiechnęła
się i zapytała - Co, tatusiu?
Został
tam, gdzie był i odpowiedział - Martwię się, że jesteście za młode, by dzielić
się tym z wami. Martwię się, że jesteście za młode, aby to zrozumieć. Ale to jest
na tyle ważne, że muszę wam to dać.
Uważne
spojrzenie Cleo stało się ostrożne.
Oczy
jego młodszego dziecka zwęziły się, gdy zaczęło do niej docierać pierwsze
podejrzenie, że być może nie uszło jej na sucho to, co zrobiła.
High
zignorował to i mówił dalej, mając nadzieję, że sposób, w jaki zamierzał
podzielić się tym, czym miał się podzielić, trafi jakoś do Zadie, by to
zrozumiała.
-
Dawno temu wszedłem na imprezę i zobaczyłem najładniejszą dziewczynę, jaką
kiedykolwiek widziałem. Zakochałem się w niej od razu. Zakochałem się w chwili,
gdy spojrzałem na nią - Spojrzał na swoje dziewczyny i kontynuował - Millie
zrobiła to samo.
Szczęka
Zadie stwardniała.
Cleo
wgapiała się w tatę.
-
Przez trzy lata żyliśmy szczęśliwie – powiedział High i spojrzał na Zadie - Ale
nie żyliśmy długo i szczęśliwie.
Kiedy
nie powiedział nic więcej, Cleo zapytała cicho - Co się stało, tatusiu?
High
zwrócił oczy na najstarszej - Oboje chcieliśmy mieć rodzinę. Oboje bardzo
chcieliśmy dzieci. Wiedziałem, zanim związałem się z wami, że byłyście jedyną rzeczą,
której chciałem na tej Ziemi. Moje własne dzieci. Dzieci, które mógłbym kochać
i pomagać im wyrosnąć na silne i dobre. Millie też tego chciała. Cały czas o
tym rozmawialiśmy. Wybraliśmy imiona i w ogóle. Niespodziewanie rozstała się ze
mną i to był koniec.
–
To nie było zbyt miłe – warknęła Zadie.
–
Było – nie zgodził się High - To był najbardziej hojny prezent, jaki ktokolwiek
mogłaby mi dać, skoro dowiedziała się, że nie może mieć dzieci i zrobiła to,
abym mógł żyć dalej i mieć was.
Zadie
zamrugał.
Cleo
otworzyła usta.
-
Najlepsze, co Millie może zrobić, to mieć koty – powiedział High swoim
dziewczynom - Chciała więcej. Dużo więcej. Zamierzaliśmy mieć mnóstwo dzieci.
Czwórkę. Piątkę. Chłopcy. Dziewczyny. Nie obchodziło nas to. Teraz będzie miała
tylko koty.
Dolna
warga Cleo zaczęła drżeć, więc ją przygryzła.
Zadie
spojrzała na stół.
–
Ona mnie uszczęśliwia – powiedział łagodnie - Wiem, że właśnie pojawiła się w waszym
życiu, ale była częścią mojego przez długi czas, więc podzielę się z wami tym, że
ją kocham i ona mnie uszczęśliwia. Chcę ją uszczęśliwić. I wiele by to
znaczyło, gdybyście mi w tym pomogły.
Oczy
Zadie spoczęły na nim i oświadczyła nadąsanym tonem - Mama jest naszą mamą.
–
Nie mówię, że nie jest, Zadie – powiedział jej, starając się nie wkurzyć, że
nic poza tym, czego chciała, nie docierało do niej – Twoja mama zawsze będzie
twoją mamą. Ona nie jest poza równaniem. Po prostu dodaję do tego Millie. Każdy
ma nieskończoną zdolność do miłości. Co oznacza, że każdy ma szansę otrzymać
nieskończoną ilość miłości. Nieważne, komu ją dajesz lub od kogo ją
otrzymujesz. Liczy się tylko to, że masz wystarczająco duże serce, aby je dać i
serce wystarczająco otwarte, aby ją odzyskać. Mogę ci obiecać, że Millie ma
taką miłość do zaoferowania - Wzruszył ramionami - Od ciebie zależy, czy
otworzysz się na jej przyjęcie - Skupił się na Zadie – Powiem tylko, że twój
stary będzie rozczarowany, jeśli zdecydujesz się tego nie robić.
-
Lubię ją - pisnęła Cleo, a High zobaczył, jak jego najmłodsza spogląda z irytacją
w jej siostrę, zanim spojrzał na swoją dużą córeczkę.
–
Cieszę się, kochanie – powiedział cicho.
Zadie
nic nie powiedziała, więc Cleo spojrzała na siostrę.
–
Zadie? - pchnęła.
Zadie
zeskoczyła z kolan na siedzeniu i chwyciła swoją miskę, mrucząc - Spóźnimy się
do szkoły.
Nie
obchodziła jej szkoła.
Chciała,
żeby ta rozmowa się skończyła.
Zaniosła
miskę do zlewu.
–
Opłucz to i włóż do zmywarki – rozkazał.
–
Nieważne – wymamrotała, wylewając mleko do zlewu.
–
Spójrz na mnie, Zadie – zażądał High.
Posłała
mu zmrużone spojrzenie, które powiedziało mu, że ma coś do zrobienia, a on
marnuje jej czas.
–
Najpierw zetrzyj ten wyraz z twarzy – powiedział. Nie zrobiła tego, więc
kontynuował - Teraz.
Prychnęła
i zmieniła wygląd na znudzoną.
High
pozwolił temu się ślizgać.
–
Twój stary cię kocha – powiedział jej.
Zmieniła
swój wyraz twarzy na niedowierzający, chociaż w głębi duszy wiedziała, że to
nie w porządku.
Pozwolił,
by to też się poślizgnęło.
-
Miarą miłości, jaką mnie obdarzasz, jest to, jak decydujesz się ją oddać –
powiedział.
-
Dla mnie miarą miłości, jaką mnie
obdarzyłeś, jest to, że pozbyłeś się mamy i znalazłeś inną kobietę –
odpowiedziała.
Spojrzał
jej prosto w oczy i wyszeptał - Auć.
To
ją dopadło.
Wzdrygnęła
się.
Ale
nic nie powiedziała.
-
Szczerze na Boga, nie masz nic przeciwko zwalaniu tego rodzaju bólu na swojego
staruszka?
Wpatrywała
się w niego przez chwilę, zanim odwróciła się do zmywarki, otworzyła ją i
włożyła do niej miskę.
-
Teraz bardziej boli cię to, że nie odpowiadasz, co oznacza, że oczywiście nie
masz - zauważył.
Spojrzała
na niego - To, że nie lubię twojej dziewczyny, nie znaczy, że cię nie kocham,
tatusiu.
-
Uderz mnie, kochanie. Rozłóż to szczerze. Nie wpadniesz w kłopoty – powiedział
jej – Powiedz mi, co zrobiła Millie, że jej nie lubisz?
Zadie
nie odpowiedziała.
Do
rozmowy włączyła się więc Cleo.
–
Nie może nic powiedzieć, bo Millie jest miła.
Zadie
odwróciła się do siostry i syknęła - Jest stara i gruba.
-
Jesteś taka głupia - odwarknęła Cleo - Ona jest bardzo ładna.
Racja.
To musiało się skończyć, bo teraz jego córeczka go wkurzała.
–
Jest dwa lata młodsza od waszej matki – oświadczył High - I mam nadzieję, na
szczerze Boga, że nie uważasz, że jest gruba, Zadie, bo jak myślisz, że Millie
jest gruba, to mamy więcej problemów, które dotyczą tego, jak twoim zdaniem
powinno wyglądać kobiece ciało.
Odwróciła
się do niego, kiedy mówił i otworzyła usta, kiedy skończył.
Podniósł
rękę, zanim zdążyła powiedzieć słowo, bo zobaczył na jej twarzy, że to, co
zamierzała powiedzieć, nie spodobałoby mu się.
-
Wystarczy. Nadejdzie czas, kiedy spojrzysz wstecz na ten weekend i zapragniesz
go z powrotem. Za bardzo cię kocham, żeby pozwolić ci to pogorszyć - Opuścił
rękę i szarpnął głową w stronę kanapy - Weźcie swoje książki i kurtki. Musimy
jechać.
Zadie
podreptała do kanapy, kiedy Cleo wstała i zabrała się za swoją miskę, a High
nalał sobie kawy w podróżny kubek.
Zadie
od razu wyszła, gdy Cleo pomagała mu zabezpieczyć kampera, żeby wyszli razem.
Wrzucił
kurtkę na ramiona, chwycił klucze i kubek i sięgał już do drzwi, które Zadie
zatrzasnęła, kiedy jego starsza dziewczynka podniosła na niego wzrok.
–
Przynajmniej ma naprawdę śliczne kotki – powiedziała cicho.
Kurwa.
Jego
dziewczyna.
Postawił
kubek na blacie i sięgnął, by otoczyć dłonią jej miękki policzek, pochylając
się tak, że jego twarz znalazła się przy jej.
-
To przychodzi jako niespodzianka. Moja dziewczyna ukrywa, jak głęboko czuje,
więc kiedy to ujawnia, jest niespodzianką, kochanie. Niespodzianka, którą
kocham za każdym razem, gdy ją dostaję. Dziękuję ci za to, kochanie.
Uśmiechnęła
się do niego, zadowolona z jego słów, ale bardziej zadowolona, że zrobiła coś,
by złagodzić wyboisty poranek taty.
Pochylił
się i pocałował ją w czoło, a potem wyprostował się, chwytając swój kubek i
mówiąc - Teraz zabierzmy was do szkoły.
*****
Po
odwiezieniu dziewczyn High pojechał prosto do Millie.
Zaparkował
pickupa na podwórku, wysiadł i ruszył do jej biura.
Otworzył
drzwi i usłyszał dźwięk alarmu, gdy zobaczył ją przy telefonie za biurkiem, z włosami
spiętrzonymi z tyłu głowy, w kolejnym golfie, tym razem beżowym. Nie mógł
zobaczyć dołu przez jej biurko pod swoim kątem, ale widział, że miała na sobie
brązowe buty.
Uśmiechnęła
się do niego szeroko.
Odwzajemnił
uśmiech, odwrócił się do panelu kontrolnego alarmu i wstukał kod, gdy usłyszał,
jak powiedziała - Tak mi przykro. Ktoś właśnie nieoczekiwanie wszedł i to jest
pilne. Będę zmuszona oddzwonić do pani. Przepraszam, ale oddzwonię tak szybko,
jak to będzie możliwe.
Odwrócił
się do niej i zobaczył, że wstała i okrążyła biurko, idąc w jego stronę.
Przesunął
się w jej kierunku.
Obcisła
brązowa spódnica sięgała jej do kolan i obejmowała biodra.
Genialnie.
-
Racja. Oczywiście – powiedziała przez telefon, wciąż idąc – Dziękuję. Porozmawiamy
wkrótce - skończyła, gdy do niego podeszła.
Rozłączyła
się i natychmiast zarzuciła mu ręce na szyję.
–
Hej, Rybko – wyszeptała, gdy objął ją w talii.
High
nie odpowiedział na powitanie.
Pochylił
szyję i pocałował ją długo i mokro. Kiedy skończył, trzymała palce jednej dłoni
w jego włosach.
–
Hej – odpowiedział.
Jej
uśmiech był zamglony, ale jasny.
Zblakł
nieco, zanim powiedziała - Tęskniłam za tobą.
Uścisnął
ją - Więc dobrze, że wróciłem.
Uśmiech
wrócił.
-
Wiem, że masz gówno na głowie, a ja mam coś do zrobienia ze Snapem, więc muszę
iść - powiedział jej i patrzył, jak jej usta z uroczym małym pieprzykiem
zaczynają się dąsać - Ale chciałem wpaść, zobaczyć się z tobą, wrzucić trochę
gówna do domu, zobaczyć się z Chiefem i Poem’em, a potem muszę uciekać.
-
Więcej gówna? - zapytała.
-
Nie mam dużo, kotku, ale się wprowadzam. Zapakowałem trochę rzeczy dziś rano,
kiedy dziewczyny się przygotowywały, włożyłem je do pickupa. Poza rzeczami,
które zostają w kamperze, takimi jak talerze i kubki, z torbą, którą mam w
samochodzie, większość mojego gówna jest tutaj.
-
Więc zasadniczo się wprowadziłeś.
Przyglądał
się jej, myśląc, że już o tym rozmawiali i po gównianej rozmowie, którą odbył z
Zadie tego dnia, nie chcąc mieć kolejnej.
-
To problem? - zapytał.
-
Gdybyś tego nie zrobił, prawdopodobnie zwolniłabym się z pracy, znalazła dom
Boza, włamała się do twojego kampera i zrobiła to sama.
Poczuł
uśmiech na twarzy.
Jej
usta wykrzywiły się, gdy powiedziała - Budzenie się samotnie jest do bani.
-
Tak - mruknął - Pójście spać bez spuszczania też jest do bani.
Wzniosła
oczy ku sufitowi i powiedziała - Mężczyźni. Mają na myśli tylko seks.
–
Używałaś swojej zabawki, kiedy mnie nie było?
Odwróciła
oczy, a kiedy znów je zobaczył, były większe, a jej policzki zaróżowione.
Kurwa.
On
się tylko droczył.
Ale
ona to zrobiła.
–
Zmusiłaś się do dojścia beze mnie? - zapytał.
–
Cóż… – Urwała. Uścisnął ją i ciągnęła dalej - Właściwie robiłam to, myśląc o tobie. To się liczy?
–
Kolacja – mruknął - Sukienka swetrowa. Dziś wieczorem. I zmieniły się plany po kolacji.
Jej
oczy znów zrobiły się duże - Jak?
-
Zobaczysz.
Zsunęła
palce z jego włosów i owinęła je wokół jego karku - Jak, Low?
Pochylił
się i przyłożył swoje usta do jej warg – Zaufaj mi, piękna, to będzie miła
niespodzianka.
Poczuł,
jak zadrżała w jego ramionach.
-
Teraz pozwolę ci odejść, bo muszę iść. Daj mi jeszcze jeden pocałunek.
Widział,
rozczarowanie malujące się w jej oczach, że odjeżdża, zanim je zamknęła i
przycisnęła swoje usta do jego, dotykając językiem jego warg.
Dał
jej wejście i dał jej czas, by go skosztowała.
Potem
przejął kontrolę, zanim zakończył to delikatnymi, szybkimi pocałunkami, puścił
ją, obrócił i klepnął ją w tyłek, by przenieść ją na krzesło.
Podszedł
do drzwi, mówiąc - Później, kotku.
-
Później, Low.
W
otwartych drzwiach spojrzał na nią, siedzącą za biurkiem. Wyciągnął rękę i
stuknął w panel bezpieczeństwa.
-
Uzbrój go, piękna.
Westchnęła,
ale skinęła głową i powiedziała - Zrobię to. Do zobaczenia później, Rybko.
Uniósł
brodę, uśmiechnął się i zamknął drzwi, żeby móc zabrać jedyną torbę, w której
miał resztę swojego gówna i wprowadzić się do jej domu.
*****
High
oparł się o bok pickupa, obserwując i nie podobało mu się to, co widział.
Snap
stał na chodniku z Rosalie.
High
dobrze pamiętał Rosalie. Nie była teraz mniej ładna niż wtedy, gdy należała do
Shy’a.
Sprawiała
też kłopoty.
Przyjechali
jego pickupem. Byli zbyt łatwi do zauważenia na motocyklach w swoich kurtkach.
Nie
żeby ktokolwiek miał powód, by obserwować Rosalie. Transport narkotyków odbył
się w ten weekend, tak jak im powiedziała. Oznaczało to, że nikt nie miał
pojęcia, że przekazywała informacje Chaosowi.
Ale
ani on, ani Snap nie mieli swoich kurtek i zanim podrzucił Snappera, odbyli
przejażdżkę dookoła ekskluzywnej pizzerii, w której Rosalie była kelnerką i
niczego nie zauważyli.
Więc
spotkanie twarzą w twarz, które było spotkaniem twarzą w twarz z powodu,
powodu, który należał wyłącznie do Snappera, mogło się odbyć.
High
patrzył, jak Rosalie podaje mu kilka powodów, dla których to spotkanie nie
powinno odbywać się twarzą w twarz. Kończyło się, a ona uśmiechała się do
Snapa. Wyciągnęła rękę i chwyciła jego dłoń, pociągnęła ją żartobliwie kilka
razy, po czym powiedziała coś, co wywołało u niego uśmiech.
Potem
odeszła, znajdują wzrokiem High’a i podnosząc rękę, by mu pomachać, zanim posłała
kolejny uśmiech Snapper’owi, odwróciła się i podskoczyła, kołysząc długimi
włosami i podskakującymi cyckami, do drzwi restauracji.
High
patrzył przez chwilę, jak szła; potem zwrócił uwagę na Snappera i patrzył, jak
jego brat patrzył, jak odchodziła.
Oglądali
z dwóch zupełnie różnych powodów.
Snapper
ruszył w swoją stronę dopiero wtedy, gdy zniknęła z jego pola widzenia.
Kiedy
jego brat się poruszył, High odwrócił się do swojego pickupa, otworzył drzwi i
wszedł do środka. Uruchomił silnik, gdy Snapper wciągnął swój tyłek na drugie
siedzenie.
High
wycofał się z miejsca parkingowego i zabrał ich w drogę, gdy Snap powiedział - Już
planują kolejny transport.
–
Musisz przestać – odparł High.
Zrobił
to spokojnie i ostrożnie. Ale zrobił to również mocno.
-
Co mówisz? - zapytał Snapper.
-
Zdobądź telefon na kartę. Daj jej jego numer. Rozmawiaj przez niego. Spotkania
twarzą w twarz muszą się skończyć, Snap – poradził High.
–
O czym ty, kurwa, mówisz?
High
zwolnił na światłach, zatrzymał się i spojrzał na brata.
-
Ona ma mężczyznę.
Zobaczył
jak szczęka Snappera stwardniała.
Snap
był przystojnym dzieciakiem. Wysoki. Dobrze zbudowany. Blondyn. Był młody, ale
miał w sobie ten wygląd, który wskazywał na to, że z wiekiem będzie tylko
lepiej.
Ale
nie był Shy’em. Shy był chudy. Ciemny. Przed Tab Shy mógł oczarować każdą sukę
w ciągu dziesięciu minut i nawet nie musiał jej znać, zanim to zrobił. Chodziło
mu o dobrą zabawę. Dochodzenie. Łatwy uśmiech. Łatwiejszą cipkę.
High
znał obecnego mężczyznę Rosalie. Był chudy. Był ciemny. Był podrywaczem przed
Rosalie. Wiedział, co w niej drzemało, że była starszą panią na wskroś, która
zostanie przy nim na dobre i na złe, a wszystko to ze świetnym tyłkiem, długimi
nogami, niezłymi cyckami, gęstymi włosami i ładną buzią. Więc jak znalazł
Rosalie, jego dni jako porywacz przeszły, a on się jej trzymał.
Snap
był intensywny. High znał jego historię i nigdy nie wiedział, skąd bierze się
ta intensywność. Przed Chaosem Snapowi nie było źle. Nie było mu dobrze. Miał
po prostu życie.
Intensywność
była jednak zawsze. Brat uważał i nic mu nie umykało. To bardzo przypominało High’owi
Tacka z dawnych czasów.
Strzelałby
gówna. Bawił się dobrze. W przeciwieństwie do Tacka Snapper był poważny
znacznie częściej niż nie był i niewiele mówił. Ale dużo czytał. W swoim pokoju
w Kompleksie, leżał na łóżku przy drzwiach otwartych z oczami wpatrzonymi w
książkę.
Nie
było niczym niezwykłym, że członek Chaosu czytał. Ale Snap robił to może za często.
Mógł
skosztować łatwej cipki, gdyby poruszył go duch, ale miał dziewczynę, kiedy
został rekrutem. Rozstał się z nią i dostał kolejną, z którą wygłupianie się
stało się czymś więcej i zrobiło to szybko.
Z
nią też się rozstał.
Był
teraz wolnym agentem.
Rosalie
nie była sama.
–
Nie ma powodu, żeby narażać swój tyłek, a co więcej, bracie, jej tyłek, robiąc
gówno twarzą w twarz. Kup komórkę na kartę. Za każdym razem, gdy ją widzisz,
stawiasz ją na świeczniku.
-
Nikt nie wie gówno o tym, co ona robi dla Chaosu – odpowiedział Snapper.
-
Nie wiedzą, ale ludzie mówią. Może być niewinna, ale jeśli któraś z kelnerek w
tej knajpie zobaczy ją z tobą, jak spotka jej mężczyznę, wspomni o tobie. To
nie jest mądre, Snap, i musisz to powstrzymać.
–
Spotkamy się gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy – odparł Snapper - Ona woli
twarzą w twarz. Nie chce, żeby ktoś ją podsłuchał albo żeby jej mężczyzna
zobaczył w jej telefonie gówno, którego nie powinien widzieć.
-
Potem usuwa swoje SMS-y i połączenia – powiedział mu High.
–
Słyszę cię, High, ale ona chce, żeby to było zrobione w ten sposób.
-
Ty tak chcesz to robić, bracie – odpowiedział cicho High.
-
Ona nadstawia karku dla Chaosu. Robimy to tak, jakby czuła się komfortowo.
-
Robisz to, bo jest ładna, uśmiecha się do ciebie, a ty się w niej zakochałeś.
–
To nie tak – warknął Snapper.
High
zauważył poruszające się wokół niego samochody, obejrzał się i zobaczył, że
światło jest zielone, i wcisnął pedał gazu, przyspieszając.
Zrobił
to mówiąc.
-
Istnieje zasada między braćmi i ta zasada dotyczy wszystkich motocyklistów, a
ty dobrze o tym wiesz. Kiedy cipka jest zajęta, cipka jest zajęta. Ty tam nie idziesz.
-
Mówiłem ci, że nie o to chodzi - odparł Snapper.
-
Mam parę lat więcej od ciebie, bracie, i nie jestem ślepy. Nie mówię tego
gówna, żeby cię wkurzyć. Mówię to, żeby oszczędzić ci mnóstwa bólu. Jest
zakochana w swoim mężczyźnie. Dużo ryzykuje, żeby go oczyścić. Nie pakuj się w
to.
-
Szczerze i bez urazy, High, ale jej mężczyzna jest słaby – odpowiedział Snap.
Szczęka
High’a stwardniała na jego słowa, bo wyrażały to, co Snap myślał o High’u, bo w
tamtych czasach High był kiedyś jak chłopak Rosalie, jechał na krawędzi, sięgał
po haj, robił to z jego Rosalie i bez niej.
Ale,
niestety, Snapper nie skończył.
-
Chodzi o to, że Bounties znają historię Chaosu. Wiedzą, że to gówno, w które
się pakują, jest popieprzone i wiedzą, jak to gówno może spieprzyć klub, bo
zrobiło to z Chaosem. I oni się w to pakują. Wiem, że wielu z tych braci tego
nie lubi, ale siedzą przy stole tak jak my. Młotek nie spada, dopóki nie zostanie
przegłosowana decyzja, co znaczy, że głosują za tym gównem. Rosalie nie wie,
jak głosuje jej mężczyzna. Ale on robi to gówno, a to wiele mówi.
-
Jak Klub idzie tą drogą, a ty jesteś bratem, idziesz tą drogą - wskazał High.
Snapper
nic nie powiedział i High wiedział dlaczego.
Bo
to była szczera prawda.
High
szedł dalej - Tack chciał, żebym był z tobą, aby cię chronić i wspierać, ale też,
aby chronić Rosalie. To jest mój cel. Zapewniam jej bezpieczeństwo, podczas gdy
ona wykonuje dobry ruch dla Chaosu. Musisz być w tym wszystkim i musisz być tym
dla niej. Nie chodzi o to, co robi
dla Klubu, ani o to, co sprawia, że się z nią czujesz. Chodzi o nią. I o to
chodzi, bracie. Czy ona jest twoja czy nie, jest kobietą, a jak ty jesteś prawdziwym
mężczyzną, dbasz o nią w każdy możliwy sposób.
High
włączył migacz i zwolnił, aby skręcić, podczas gdy Snapper milczał.
Skręcił,
jechali, a High nie powiedział nic więcej. Jego punkt został wykazany. Snap
tego nie przyjął, więc dla Rosalie High nie miałaby innego wyboru, jak tylko
poinformować braci, a Snapper zostałby usunięty z jej ochrony.
–
Kupię telefon na kartę – mruknął Snap.
High
wciągnął powietrze i powoli je wypuścił.
Potem
po prostu prowadził.
*****
CDN
❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńJesteś najlepsza, dziekuje 😘😘😘
OdpowiedzUsuń