sobota, 18 marca 2023

BONUS

 Ponieważ te części, które teraz tłumaczę i publikuję są trudne (i wymagają chusteczek), więc mam dla Was małą niespodziankę od Kristen Ashley:


MORE PLEASURE THAN PAIN - bonus do „Own the Wind”

WIĘCEJ PRZYJEMNOŚCI NIŻ BÓLU

Tabby

Leżałam w łóżku, kompletnie ubrana, splątana z moim mężczyzną (który również był ubrany), wpatrując się w nasze zdjęcie wielkości plakatu na tyle jego motocykla, które wisiało na ścianie nad naszą komodą.

– Już czas, cukiereczku – wyszeptał.

To było. Właściwie to był czas pięć minut temu.

Ale chciałam tego. Chciałam, żeby te kilka minut, które były ostatnimi z najlepszych z nas, zanim stało się jeszcze lepsze.

– Jeszcze tylko kilka minut – powiedziałam do Shy.

- Co tylko zechcesz, Tabby - wymamrotał, przyciągając mnie bliżej w swoich ramionach.

Znałam już odpowiedź na pytanie, które miał dać test, który leżał na blacie w łazience i dojrzewał.

I o taką odpowiedź mi chodziło. Ta odpowiedź była tym, czego chcieliśmy. W rzeczywistości miałam przeczucie, że Shy chciał tego nawet bardziej niż ja, biorąc pod uwagę wszystko, co stracił i ile to dla niego znaczyło. Chciał to odbudować. Chciał tego dla siebie. Dla mnie. Dla jego brata. I ku czci pamięci jego rodziców.

I mieliśmy to mieć.

Ale teraz chciałam tylko tych ostatnich chwil tylko dla niego i dla mnie.

Więc położyłam się zaplątana w Shy’a, z policzkiem przy jego klatce piersiowej, z oczami utkwionymi w tym zdjęciu.

Kiedy się na nie wpatrywałam, pomyślałam, że to, co było na tym zdjęciu, to my i zawsze tym będziemy. Zawsze byśmy to mieli, bez względu na wszystko. Bez względu na to, co dodalibyśmy. Jak dorastaliśmy. Kiedy byśmy się zestarzeli.

To zdjęcie mnie owiniętej wokół Shy’a na tylnym siedzeniu jego motocykla zawsze przedstawiałoby nas.

– Powinniśmy kupić psa – wypaliłam.

Słyszałam uśmiech w głosie Shy’a, kiedy odpowiedział - Brzmi dobrze.

- Kundelek. Ratunek – zdecydowałam.

- Dobrze kotku.

– Powinniśmy go wziąć wcześniej.

- Prawdopodobnie mądrze.

Odchyliłam głowę do tyłu, aż mój nos znalazł się pod jego szczęką.

Czułam go. Poczułam jego zapach.

Pachniał dobrze. Czułam go wspaniale.

- Wiesz, jak bardzo cię kocham? - Zapytałam.

Uśmiech zniknął z jego głosu, był cichszy, bardziej szorstki, kiedy powiedział - Mam trochę pojęcie.

- Weź to małe pojęcie, pomnóż go przez dziesięć tysięcy i gotowe.

Przesunął mnie w górę i na swoją klatkę, tak że byliśmy oko w oko.

Spojrzałam w jego zielone oczy, zobaczyłam rozczochrane ciemne włosy i zakochałam się jeszcze bardziej.

Boże, mój mężczyzna był wspaniały.

– Pozwól mi spojrzeć – wyszeptał.

Nie mógł się doczekać.

- Chcesz tego - szepnęłam.

- Tak - powiedział.

– Ja też – powiedziałam, ale on już to wiedział. Rozmawialiśmy o tym. To nie było nieplanowane.

– W takim razie pozwól mi spojrzeć.

- Jak chcesz, kochanie.

Te zielone oczy powiedziały mi rzeczy, które uwielbiałam oglądać, zanim wsunął rękę w moje włosy i przyciągnął mnie w dół, by mnie pocałować.

To nie było szybki pocałunek. Był długi, leniwy, mokry i słodki.

Wiedziałam, że prawie skończył, kiedy przekręcił mnie na plecy, zanim przerwał pocałunek. Ale nie zostawił mnie od razu.

Pocałował moją klatkę piersiową i dolną część mojej szczęki, zanim znów spojrzał mi w oczy.

- Wrócę - powiedział.

- Okej – odpowiedziałam.

Odsunął się.

Spojrzałam z powrotem na nasze zdjęcie.

Początek naszego teraz zaczął się w łóżku Shy’a w Kompleksie, gdzie on mnie trzymał, a ja płakałam i śpiewałam smutną piosenkę.

Rozstrzygnięcie naszego teraz zakończyło się w łóżku, które było nasze, oboje nosiliśmy obrączkę drugiego, a ja pierścionek zaręczynowy.

Wzięłabym to.

Szczęśliwie.

Wpatrywałam się w zdjęcie, dopóki nie zwrócił mojej uwagi Shy okrążający łóżko, by wrócić. Jego wzrok spoczywał na mnie, gdy się poruszał i nie odrywał się, kiedy się poruszał, kładąc kolano na łóżku, a następnie przesuwając się nade mną, okrywając mnie swoim długim, chudym, swobodnym ciałem motocyklisty, kiedy większość jego ciężaru spoczywała na przedramieniu.

Kiedy znalazł się dokładnie tam, gdzie było jego miejsce, zakończył nasze teraz. I otworzył naszą przyszłość.

Mieliśmy piękne.

Ale najlepsze miało dopiero nadejść

– Jesteśmy w ciąży, mała – wyszeptał.

Nic nie powiedziałam. Patrzyłam tylko, jak jego oczy zaczęły błyszczeć ze szczęścia.

Podejrzewałam, że moje robiły to samo.

I to nie tylko dlatego, że nosiłam w sobie dziecko mojego męża.

Ale dlatego, że on, wiedząc o tym, był szczęśliwy.

*****

- Będę wujkiem? - krzyknął Rider - To szalone! Jestem za młody na wujka!

- Myślę, że to niesamowite! - Cutter oznajmił głośno - To oznacza, że nie będę już najmłodszy i będę mógł kimś rządzić!

Mieliśmy rodzinę w naszym domu na kolację. Tata i Ty-Ty, Rush, Rider i Cutter. Nie daliśmy po sobie poznać, że jest w tym jakiś cel, a ponieważ często się spotykaliśmy, nikt o tym nie myślał.

Ale Shy i ja właśnie podzieliliśmy się naszą nowiną.

Uśmiechałam się do mojego młodszego brata, kiedy poczułam, że zbliżyła się do mnie dziwność. Spojrzałam w kierunku, w którym nadchodziła i zobaczyłam, jak tata rzucił serwetkę, odpycha się i wstał od stołu. Następnie szybko wyszedł z jadalni.

Najpierw spojrzałam na Shy’a, którego wzrok spoczął na miejscu, gdzie zniknął tata.

Czując moje spojrzenie, spojrzał na mnie.

– Jest okej – powiedziała Tyra, a ja odwróciłam uwagę od mojego mężczyzny, żeby spojrzeć na nią - Po prostu potrzebuje trochę czasu.

– Trochę czasu na co? – zapytałam zdezorientowana i trochę przerażona - Myślałam, że będzie szczęśliwy.

– Jest, kochanie – powiedziała cicho Tyra - Potrzebuje tylko sekundy, żeby to ogarnąć.

Nie zrozumiałam tego i zaczęłam – Shy i ja jesteśmy małżeństwem od jakiegoś czasu i on wie, że planowaliśmy…

– On wie – przerwała mi Tyra, żeby powiedzieć - To nie znaczy, że rzeczywistość nie jest teraz inna.

- To dlatego, że jest stary - powiedział Rider autorytatywnie - A teraz będzie dziadkiem, co oznacza, że jest jeszcze starszy.

- Twój ojciec nigdy nie będzie stary – powiedziała Tyra swojemu synowi.

To była prawda. Tata był typem człowieka, który byłby żywotny, nawet gdyby dożył stu pięciu lat.

Chociaż Rider nie zrozumiałby tego prawdopodobnie przez dziesięć lat ani całej dobroci, jaką to dla niego znaczyło, biorąc pod uwagę, że był z krwi taty.

- Powinnaś z nim porozmawiać - powiedział Shy, a ja spojrzałam na niego. Kiedy to zrobiłam, skinął głową w stronę drzwi.

Prawdopodobnie miał rację, ale osoba, która wiedziałaby, czy to była prawda, musiała mi to potwierdzić.

Odwróciłam się do Tyry - Powinnam?

- By był z tobą w tej chwili? - Uśmiechnęła się delikatnie i nie powiedziała nic więcej.

To znaczyło, że powinnam.

Odsunęłam krzesło i wstałam, okrążając je, by podążać za tatą.

Zrobiłam dwa kroki, zanim zostałam zatrzymana, ponieważ mój starszy brat stanął mi na drodze.

Spojrzałam mu w oczy. Oczy mamy. Moja mama, która nie była dobrą matką, dała Rush’owi i mnie jedną dobrą rzecz. Dała swojemu synowi oczy, które były piękne w twarzy Rusha.

I musiałam je obejrzeć.

- Będę wujkiem – powiedział, a sposób, w jaki to powiedział, zabrzmiał niewiarygodnie.

Niewiarygodne w tym sensie, jakby właśnie otrzymał wiadomość, że wygrał mega milionowy na loterii.

Moje oczy zaczęły piec.

– Tak – potwierdziłam.

– Będę wujkiem – powtórzył.

– Rush – szepnęłam.

Wziął mnie w swoje ramiona i mocno je owinął. Odwzajemniłam gest.

Jego głos brzmiał zabawnie, zachrypnięty, zdławiony, gdy powiedział: – Cieszę się twoim szczęściem, Tabby.

Przysunęłam się bliżej brata i wzięłam głęboki oddech, zanim odpowiedziałam - Ja też - Zatrzymałem się i skończyłam - Wujku Rush.

Jego ramiona zacisnęły się jeszcze mocniej.

Zwalczyłam pociągnięcie nosem.

Wytrzymaliśmy chwilę, zanim mnie uścisnął i wymamrotał - Idź. Bądź z tatą.

Kiwnęłam głową w jego klatkę piersiową, po czym odchyliłam głowę do tyłu, by ponownie złapać jego spojrzenie - Kocham cię, bracie.

- To samo, Tab.

Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech, zanim się pochylił, przycisnął szczękę do boku mojej głowy na chwilę, po czym puścił mnie.

Znów spojrzałam na stół, który za kilka miesięcy i przez lata miał się zmienić. Będą wysokie krzesełka. Potem byłyby siedzenia podwyższające. Więcej nakryć. Więcej hałasu. Więcej jedzenia. Więcej śmiechu.

Shy i ja byśmy to stworzyli, tak jak Tyra i tata. Wtedy Rush (miałam nadzieję) doda do tego.

A tata dał nam to. Tata znalazł Tyrę i dali nam Ride’a and Cut’a. To będzie to, co będziemy mieli zawsze i to nasze dzieci nauczymy budować.

Ponieważ tata sprawił, że to, co mieliśmy, było piękne i bezpieczne, abyśmy mogli dać to samo. Z tą myślą i ostatnim spojrzeniem na męża udałam się na poszukiwanie ojca.

Znalazłam go na tylnym tarasie, z rękami opartymi na biodrach, głową odchyloną do tyłu, oczami utkwionymi w rozgwieżdżone niebo.

Po cichu podeszłam do niego, odczekałam chwilę i powiedziałam cicho - Hej, tatusiu.

Na moje słowa, jego ramię wystrzeliło i zahaczyło mnie o szyję, szarpiąc mnie mocno w swoją stronę, więc uderzyłam w jego bok, mocno trzymając.

Poza tym nie ruszał się.

Moje oczy znów zaczęły piec, gdy owinęłam ramiona wokół jego talii.

– Tym właśnie jestem, Tabitha – oświadczył, a jego chropowaty głos był bardziej szorstki niż zwykle - Bez względu na wszystko, dziewczyno, tym właśnie dla ciebie jestem.

Nie mylił się.

Zawsze byłby moim tatą.

I zawsze będę córeczką tatusia.

- Jestem szczęśliwa - powiedziałam w bok jego klatki piersiowej, słowa były ciężkie jak koc, ciepłe i przytulne.

- Cieszę się - odpowiedział.

- Shy jest w siódmym niebie – podzieliłam się.

- Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, gdy tylko weszliśmy, więc tego nie ukrywał, kochanie.

To sprawiło, że się uśmiechnęłam.

– Kocham go – ciągnęłam, mówiąc mu coś, co bardzo dobrze wiedział.

Potwierdził, że wiedział.

- Wiem, że tak.

Wzięłam oddech i mój uśmiech zgasł - Dziękuję, że mi to dałeś.

W tym momencie jego objęcie stało się jeszcze ciaśniejsze, przyciskając mnie do niego, podczas gdy jego drugie ramię okrążyło mnie tak, że mógł trzymać mnie obiema rękami.

Poczułam jak jego usta zbliżają się do moich włosów.

- To była moja kwestia.

Wydałam dźwięk tuż przed tym, jak popłynęły łzy, i trzymałam tatę, tak jak on trzymał mnie i pozwalał mi płakać.

- Zawsze tego chciałem, tylko tego dla mojej dziewczyny - wyszeptał w moje włosy - Jakkolwiek do tego doszło, jesteś szczęśliwa. Znalezienie kogoś do kochania. Znalezienie kogoś, kto kocha cię równie głęboko. Budowanie twojego życia. Wszystko, czego chciałem dla mojej dziewczyny.

Wzięłam głęboki oddech, a jego głowa uniosła się, kiedy odchyliłam swoją do tyłu.

– Cóż, masz to.

Patrzył na mnie przez ciemność swoimi ciemnoniebieskimi oczami. Moje oczy. Za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro, mogłam patrzeć na kawałek mojego taty, który był piękny.

Kolejny prezent.

– Dlaczego odszedłeś od stołu? – zapytałam, kiedy nie mówił.

– Może kiedyś to pojmiesz, Tabby. Nie wiem, jak przez to przechodzi kobieta, więc nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiesz, ale spodziewaj się, że to się stanie. Wiesz, mężczyzna, jego córka, musiałem cię oddać, żeby dać Shy. Jesteś mamą, musisz poświęcić trochę więcej.

Tak bardzo się mylił.

- Nie musisz ze mnie rezygnować - powiedziałam stanowczo.

Potrząsnął głową - Zadaniem Shy’a jest dbanie o ciebie. Twoim zadaniem będzie opieka nad dziećmi. Te dwie rzeczy będą twoim życiem, Słonko - Dał mi uścisk - To nie jest skarga. Cieszę się jak cholera, że to masz. Ale w tym równaniu mnie tam nie ma.

Znowu pomyłka.

– Zawsze tam jesteś – odparowałam.

- Nie tak, jak byłem przyzwyczajony - odpowiedział, po czym podniósł rękę, by zgiąć ją w miejscu, w którym moja szyja stykała się z ramieniem, skutecznie uciszając mnie, kiedy otworzyłem usta, by coś powiedzieć – Jest w tym więcej przyjemności niż bólu, Tab. Po prostu muszę przyzwyczaić się do myśli, że rezygnuję z tej roli, ale wracam. Kiedy oddałem cię Shy, zajęło to trochę czasu, ale w końcu dotarło do mnie, że mam Shy’a jako nowego syna. A teraz - uśmiechnął się - przyzwyczajenie się do tego, co mam teraz, nie zajmie nawet tyle czasu, co przedtem, skoro oddaję kolejny kawałek ciebie. To jest mój pierwszy wnuczek.

Chciałam odwzajemnić uśmiech, ale to, co powiedział, tylko kazało mi się zastanowić.

I z moich ust wyszło to, co pomyślałam - Mam nadzieję, że nie będziemy mieli dziewczynek. Jeśli tak się stanie, Shy będzie musiał przejść przez to samo co ty.

- Jeśli nie będziesz miała dziewczynek, będziesz mieć chłopców, a to oznacza, że ty zrezygnujesz z tego samego co ja.

Nie pomyślałem o tym.

Boże!

Byliśmy przeklęci tak czy siak!

Rozważając ten dotychczas nieprzemyślany pomysł, spojrzałam na ramię taty.

- Tab - zawołał.

Obejrzałam się.

Wiedziałam, że wiedział, o czym myślałam, zanim jeszcze potwierdził to mówiąc.

- Kochanie, tak jak powiedziałem. Nie pojmujesz tego – powiedział mi - Kiedyś zrozumiesz. I, jak powiedziałem, jest więcej przyjemności niż bólu. To jest życie, Słonko. Czasami piękno podróży jest nieoczekiwane i trudne do rozpoznania. To nie znaczy, że nie jest to nadal piękno.

Okej, chyba się nie mylił.

Miał rację.

Czas by iść naprzód.

- Czujesz się już lepiej? - Zapytałam.

- Mam w ramionach jedną z moich dwóch najlepszych dziewczyn. Nie ma mowy, żebym nie był.

To sprawiło, że oparłam czoło o jego klatkę piersiową i znów poczułam wilgoć w oczach.

Boże, tak totalnie miałam najlepszego tatę na świecie.

Tata przesunął dłoń na tył mojej szyi i trzymał ją, ciepłą i przytulną.

- Kocham cię, córeczko - wyszeptał w czubek moich włosów - Dumny jak cholera.

- Też cię kocham, tatusiu - odszepnęłam.

Trzymaliśmy się.

Robiliśmy to zbyt długo.

Wiedzieliśmy o tym, gdy usłyszeliśmy, jak otwierają się przesuwne szklane drzwi i krzyczy Cutter - Tato, Tab, będziecie tutaj zawsze czy co? Powstrzymujecie deser!

Odchyliłam głowę do tyłu i napotkałam spojrzenie taty.

Uśmiechnęłam się.

Wyglądał na przytłoczonego.

- Na pewno chcesz to zrobić? - zapytał.

Wybuchnęłam śmiechem.

Mój młodszy brat krzyknął - Jezu! Deser to budyniowe parfaity! Mój ulubiony! I czekaliśmy... jakby od... zawsze! Pospieszcie się!

I w tym momencie zaśmiałam się jeszcze bardziej.

*****

Poczułam uwolnienie i usłyszałam wrzaski.

Opadłam.

- Zechcesz czynić honor? - zapytał mój lekarz położny.

- Ku... tak – odpowiedział Shy.

Słyszałam to, ale koncentrowałam się na wrzaskach, a moje oczy biegały dookoła, widząc ludzi, ale pragnęłam tylko jednego.

Potem pielęgniarka się odwróciła i dostałam to, czego chciałam, gdy przyłożyła do mojej klatki piersiowej zaskakująco lekki ciężar, biorąc pod uwagę, jak szarpał mój kręgosłup i spoczywał na moim pęcherzu przez ostatnie trzy miesiące.

Spojrzałam w dół i jedyne co zobaczyłam to nieład mokrych, ciemnych włosów.

- Pięć palców u rąk i nóg, zdrowe płuca, wszystko w porządku - szepnęła pielęgniarka, ledwo słyszalna przez wrzask.

Ręce powędrowały do ciężaru.

Miał coś owiniętego wokół siebie, czego pielęgniarka używała do wycierania go.

Nie czułam tego ani jej ruchów.

Skóra moich palców dotknęła skóry jego małego ciałka i zatraciłam się.

Przepadłam.

Przepadłam za moim synkiem.

Przetoczył się trochę, a ja podniosłam się trochę, żeby mieć lepszy widok.

I widziałam go. Jego wkurzona twarzyczka. Jego zmrużone oczy. Jego malutkie, zwinięte palce. Jego pompujące małe nogi.

O tak.

Przepadłam.

Przepadłam za moim synkiem.

- Shy - szepnęłam.

- Tutaj, cukiereczku - odszeptał w odpowiedzi, a potem pochylił się tak głęboko, że prawie leżał ze mną w łóżku, jego twarz była tak blisko mojej, nasze szczęki ocierały się, jego ręka zwinęła się, by przytrzymać zadek naszego synka, gdy pielęgniarka owinęła go i zostawiła tam, gdzie był, żeby mogła robić inne rzeczy.

– Shy – powtórzyłam.

– Tutaj – zrobił to samo.

– Spójrz na niego – rozkazałam.

- Patrzę, mała. Jest przepiękny. Dobrze się spisałaś, Tabby. Tak cholernie dobrze się spisałaś, kotku.

Poczułam jak całuje moją szczękę.

– Spójrz na niego, Shy – zażądałam.

Nasz chłopiec wciąż wył i trzymałam go przy sobie, gdy Shy uniósł dłoń do jego policzka i przesunął palcem po miękkiej, czerwonej skórze.

Patrzyłam, myśląc, że nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego, kiedy długi, przystojny palec Shy’a przesuwał się po tej miękkiej, czerwonej skórze.

– Widzę, Tabby.

- Jest doskonały.

Shy ujął małą główkę naszego syna w swoją dużą dłoń – Jest, kochanie. Od stóp do głów.

Oderwałam wzrok od dziecka, żeby spojrzeć na mojego mężczyznę.

– Jest doskonały – powtórzyłam, a mój głos załamał się w środku.

Shy przeniósł wzrok z naszego syna na mnie, a jego zielone oczy rozbłysły, zanim się rozgrzały.

- Jest, Tab. Od stóp do głów – wyszeptał i przysunął się bliżej, jego wzrok utkwił we mnie – Przepadłaś, prawda? - zapytał.

– Całkowicie – odszepnęłam.

- Tak - odpowiedział Shy, a jego oczy teraz się uśmiechały, zanim złożył lekki pocałunek na moich ustach.

Kiedy wrócił, powiedział - Dobrze się spisałaś, cukiereczku. Tak cholernie dobrze.

Spojrzałam na naszego syna, który wciąż wrzeszczał i wił się na mojej klatce piersiowej.

– Tak, zrobiłam to – zgodziłam się - My zrobiliśmy - Zobaczyłam, jak mój syn się wije i chwyciłam go mocniej - Poszło nam tak cholernie dobrze.

*****

Patrzałam, jak tata zabierał mojego śpiącego chłopca od Shy’a.

Słuchałam cichego płaczu Tyry, gdy przywarła do męża, żeby dobrze przyjrzeć się dziecku Shy’a i mojemu.

I widziałam to, kiedy tata ułożył mojego chłopca w zgięciu swojego ramienia i uniósł drugą rękę, by zacisnąć palec na gardle Kane’a Landona Cage’a.

Wiedziałam, co czuł. Sama to zrobiłam, kiedy pierwszy raz dostałam postrzał.

Puls był silny.

Oczy taty spoczęły na mnie. Jego spojrzenie też było ciepłe.

I szczęśliwe.

- Widzisz? - zapytał cicho - Więcej przyjemności niż bólu.

Rozumiałam go.

Tak go rozumiałam.

Z drugiej strony Kane „Tack” Allen, mój tata, nigdy się nie mylił.

KONIEC

2 komentarze: