ROZDZIAŁ
19
Kociaki,
które są naprawdę śliczne (cz.2)
*****
Kiedy
High zaparkował na terenie Kompleksu, Snap nie tracił czasu, by wyskoczyć z pickupa
i wystartować.
High
obserwował go, gdy wychodził, ale spojrzał w kierunku tyłu sklepu, gdy
usłyszał, jak Hound zawołał jego imię.
-
Człowiek w środku cię szuka - powiedział Hound, podnosząc rękę z wyciągniętym
kciukiem, by wskazać przez ramię na wejście do sklepu.
High
uniósł brodę, zatrzasnął drzwi i piknął w zamki.
-
Znasz go? - zapytał.
-
Nie - odpowiedział Hound.
Hound
poszedł do warsztatu.
High
udał się do sklepu.
Wszedł,
skręcił w prawo, by skierować się do alejki do kasy z przodu, ale zatrzymał się
w drugiej, kiedy zobaczył męża Dot, Alana, patrzącego na paski wentylatorów.
Westchnął.
Potem
ruszył tym przejściem w stronę szwagra Millie.
Alan
zauważył jego ruch i skierował swoją uwagę na High’a, przy tym odwracając się
całym ciałem w jego stronę.
High
zatrzymał się kilka metrów od niego.
-
Alan - przywitał się.
Nie
otrzymał powitania.
–
Dot mówi, że przeprowadzasz się do Millie – stwierdził
–
Nie robię tego – powiedział mu High - Już to zrobiłem. Jestem u niej.
Obserwował,
jak usta Alana się zaciskają, zanim zauważył – Cholernie szybko się
przeprowadziłeś, człowieku.
-
Może ci się tak wydawać. Jak dla mnie, po czekaniu dwadzieścia lat na jej
powrót, wydaje mi się to cholernie powolne – odpowiedział High.
High
patrzył, jak coś się zmieniło w Alanie i patrzył na to, wiedząc, że nie spodoba
mu się ta zmiana.
Wtedy
mężczyzna otworzył usta i udowodnił, że High miał rację.
-
Miałeś szczęście, że, jak odszedłeś od rodziny i mieszkałeś w kamperze, znalazłeś
byłą, który wciąż się w tobie podkochuje. Była ze słodkim mieszkankiem. I
odzyskałeś ją kilka dni temu, a twoje ubrania leżą w jej szafie.
High
stał tam bez ruchu, z wyjątkiem wzięcia głębokiego oddechu.
Potem
cicho odpowiedział - Mógłbym kupić moim dziewczynom dom, znaczy wszystkim moim dziewczynom, dwójce moich
dzieci i Millie, wydając pieniądze na coś, co sprawiłoby, że mieszkanie Millie
wyglądałoby jak getto. Mógłbym to zrobić, a do tego ulepszyć mój pickup, kupić
kolejny motocykl, a, stary, mam już trzy, i to też zrobić za gotówkę. Mógłbym
zrobić to wszystko i zabrać Millie na pięciogwiazdkową wycieczkę z powrotem do
Paryża, dać jej ten luksus. Mogłabym to wszystko zrobić i nawet nie tknąć
funduszy na studia moich dziewcząt. Nie znałeś nic z tego gówna. Rozumiem.
Teraz znasz.
-
Możesz kupić swoim dziewczynom dom, dlaczego mieszkasz w kamperze? - Alan
odpalił.
–
Masz dzieci – powiedział High - Mam cholerną nadzieję, że ty i Dot pozostaniecie
silni. Ale gówno się zdarza i nie zostaniecie, i musiałbyś przeprowadzić swoje
dzieci przez wasz rozłam, nie wynajmiesz miejsca, w którym po prostu muszą się
położyć. Dajesz im dom. Znajdujesz właściwy. Poszukałem. Nie znalazłem. Robiąc
to, znalazłem Millie. Jej miejsce jest fajne. To nie moja scena, ale jej, ona
to uwielbia. Więc to jest miejsce, w którym jesteśmy. A kiedy będę miał dwie
pozostałe dziewczynki, wszyscy tam będziemy.
-
Masz na wszystko odpowiedzi - rzucił zirytowany Alan.
-
Mam je, bo są odpowiedzi - odpowiedział High.
Mężczyzna
skrzyżował ręce na piersi. - Racja. To dobrze. Bo widzisz, potrzebuję więcej
odpowiedzi. Macie historię, człowieku. W tej historii jasne jest, że nie masz
problemu z odejściem od rzeczy, które mają znaczenie. Odszedłeś od Millie.
Odszedłeś od swojej rodziny. Taka historia lubi się powtarzać, a ty jesteś tego
żywym dowodem.
High
znowu stał milczący i nieruchomy, aby dać sobie czas na odmówienie sobie skrzywdzenia
starego Dot.
Kiedy
znalazł kontrolę, przemówił.
-
Kiedy na mnie patrzysz, wiesz, jakim jestem mężczyzną, bo myślę, że widzisz we
mnie siebie. Więc wiesz, że nie jestem wielkim fanem tłumaczenia się
komukolwiek i na pewno nie facetowi, który do mnie podchodzi tak, jak ty. Ale
coś znaczysz dla Millie i będziesz w moim życiu przez długi czas, więc oddaję
ci ten szacunek. Raz. Tylko raz, Alanie. Nie będę pieprzyć się z tobą. Jak
będziesz ciągle do mnie tak podchodzić, to nie będzie dobre.
Brwi
Alana powędrowały w górę – Więc teraz mi grozisz?
High
potrząsnął głową - Koleś, wszedłeś do mojego sklepu na moim terenie i rzuciłeś
się na mnie z tym gównem. Zebrałem cierpliwość i podzieliłem się tym, gdzie
jestem. Rozumiem, że to dla ciebie nowość. Rozumiem, że opiekujesz się Millie,
co jest kolejnym powodem, dla którego łykam twoje gówno. Musisz zrozumieć, że
twoja żona i przyjaciółki Millie nie mogły się doczekać mojego powrotu. Daj mi
szansę, a pokażę ci, że będzie dobrze, że też się z tym pogodzisz. Ale rada.
Rozejrzyj się wokół, jak zachowują się ludzie ważni dla Millie, którzy znają prawdziwą historię. I rób to ostrożnie.
Bo nie tylko nie wezmę więcej twojego gówna, ale muszę sprawić, by Millie znów
była szczęśliwa i nikomu nie pozwolę się z tym pieprzyć. Nawet ty.
–
Nie mogę powiedzieć, żebyś mi imponował – odpalił Alan. – Ja zadaję trafne
pytania, a ty grozisz.
High
zrobił krok w jego stronę i to wiele mówiło, że mężczyzna nawet nie drgnął.
–
Nie masz, kurwa, pojęcia – stwierdził cicho.
–
Mam wskazówkę, Logan – odparł mężczyzna – Słyszałem wszystko, co Millie
powiedziała o tym, co jej zrobiłeś, kiedy wróciliście do siebie. Żaden porządny
mężczyzna nie traktuje kobiety w ten sposób.
–
Nie masz, kurwa, pojęcia – powtórzył High.
–
Wiesz, że prawie ją straciliśmy przez twoje gówno - Znów uniósł brwi - Jak ona
robi coś, po czym poczujesz, że będzie potrzebowała kolejnej lekcji, co ona
dostanie?
-Wiesz, zapytam w zamian, wiesz,
że to gówno nie jest twoją sprawą.
-
Mylisz się - splunął, gubiąc opanowanie - Millie to absolutnie moja sprawa. Była
w moim życiu przez dwanaście lat, Logan. Dłużej niż ty ją miałeś. Przez ten
czas obserwowałem jej istnienie. Widziałem, jaki bałagan zrobiłeś z nią ty i
twoi bracia, zanim wyjechała do Paryża. Zapytam w zamian, człowieku, i powiedz
mi jeszcze raz, że to nie moja sprawa.
To
było do bani, ale facet miał trochę racji.
–
Ciągle wracała po więcej – wycedził go High przez zaciśnięte zęby.
-
Słyszałem, że ty wracałeś, by dać jej więcej.
-
I wzięła to. Ja wziąłem to. Ona trzymała się mocno. I nie puściła.
Alan
zamknął usta.
High
miał rację.
–
Byłoby do bani, gdyby to, co masz z Dot, nie było tym, co ja czuję do Millie.
To, co Millie mi daje – powiedział High - Chciałbym tego dla Dottie, żeby miała
coś takiego. To cholernie dobra kobieta. Zasługuje na to piękno. Powiem ci
wprost, kiedy znów zobaczyłem Millie, nie miałem pojęcia, z jakim złamanym
sercem moja dziewczyna zmagała się od dwudziestu lat. Co poświęciła, by dać mi
wszystko, co mam. Ale nawet gdyby tego gówna tam nie było, nie obchodziłoby mnie
to. Taniec, który tańczyliśmy, kiedy znów się związaliśmy, był popieprzony. Ale
to był taniec, który musieliśmy zatańczyć. Taniec, który wyprowadził nas z
piekła i doprowadził z powrotem do piękna. Wielu ludzi rozwiązuje ból na wiele
sposobów. Nawet gdyby Millie nie miała najlepszego powodu na świecie, żeby mnie
odstrzelić dwadzieścia lat temu, wróciłbym do jej łóżka, bo to właśnie mamy. To
jest to, co zawsze mieliśmy. Tego nam brakowało. A teraz starsi, o wiele
bardziej cholernie mądrzejsi, wiemy, że nie możemy odpuścić.
High
przestał mówić, a Alan nie zaczął.
Więc
High szedł dalej.
-
Szczerze, masz taką miłość do mojej dziewczyny, rozumiem to. Ale ona przeszła
przez ogień, człowieku. To dla niej skończone. Nie podobają ci się moje groźby,
nie bądź zagrożeniem dla tego, co muszę zbudować dla mojej kobiety.
Alan
nie spuszczał wzroku.
Potem
spojrzał na paski wentylatora.
High
wyrównał ton, kiedy odezwał się ponownie.
-
Millie jest typem kobiety, która zasługuje na wszystko w życiu, ale życie
postanowiło ją przelecieć i nie dać jej jedynej rzeczy, której najbardziej
pragnęła. Jedyny sposób, w jaki może zdobyć choć odrobinę tego, to twoje i moje
dzieci.
Alan
spojrzał na niego.
High
kontynuował - Wiem, że teraz ci się to nie podoba, ale jesteśmy zespołem. Mamy cel,
który musimy osiągnąć do końca życia. Obaj kochamy Millie i obaj dostaliśmy
pracę, aby znaleźć sposób, aby dać jej to, na co zasługuje. Nie jesteś ze mną w
tej sprawie, kolego, to twój problem. Ale nie pozwolę ci zrobić tego Millie.
Nie lubisz mnie. Udawaj. Ale przede
mną duża praca. Nie poświęcam wiele wysiłku tobie.
Kiedy
Alan nic nie powiedział, High uznał, że to koniec.
Więc
ominął mężczyznę i ruszył w stronę frontu sklepu.
Był
pięć stóp za nim, kiedy Alan zawołał - Logan.
High
odwrócił się.
–
Millie tak mnie nazywa. Dottie tak mnie nazywa – stwierdził High – Dla ciebie
jestem High. Nie rozumiesz tego, stary, mam to w dupie. Logan jest ich. To nie
jest twoje.
Alan
wyglądał na zdezorientowanego przez chwilę, po czym przeszedł przez to i skupił
się, mamrocząc – Cokolwiek – Potem powiedział głośniej, jak rozkaz – Bądź
prawdziwy.
-
Jestem prawdziwy – odparł High.
Alan
znów nie spuszczał wzroku i High ledwo go słyszał, gdy powtarzał - Dla Millie,
na litość boską, bądź prawdziwy.
Nie
powiedział nic więcej i nie dał High szansy na odpowiedź, po czym odwrócił się
i odszedł.
*****
O
piątej pięć wieczorem High znów stał oparty o swój pickup.
Był
tak przed pracą Deb.
Zadzwonił
do niej i poprosił, żeby piętnaście minut po pracy porozmawiała o Zadie.
Kiedy
to zrobił, odpowiedziała - Tak. Pomyślałem, że Zadie nie wziął tego weekendu
zbyt dobrze.
Nie
powiedziała nic więcej i zgodziła się na spotkanie.
High
nie chciał tam być. To było ostatnie miejsce, w którym chciał być. Pierwszym
miejscem, w którym chciał być, było czekanie u Millie, aż wyjdzie w swetrowej
sukience.
Ale
ich rezerwacja była dopiero o siódmej.
Miał
na to czas i musiał to zrobić.
Więc
był tam i robił to.
Patrzył,
jak Deb wychodzi z plastikową torbą na lunch, którą bez wątpienia zapakowała w
słupki marchewki, plasterki jabłka i inne gówno, które było dla ciebie dobre.
Miała na ramieniu torebkę, o której wiedział, że kosztowała ponad pięćset
dolarów, bo widział ją na wyciągu z karty kredytowej – torebki, farbowanie
włosów i kupowanie drogiego makijażu w domach towarowych to jedyne dziewczęce
słabości, jakie miała.
Poza
tym miała na sobie dżinsy, bordową koszulę zapinaną na guziki z insygniami jej
firmy nad kieszonką na piersi, włosy miała związane w kucyk, twarz miała
umalowaną tak, jak robiła to do pracy: tusz do rzęs, podkład, trochę różu i
gotowe.
Pomogłoby,
gdyby znalazła mężczyznę. Zadie zaczęłaby łapać, gdyby jego była również ruszyła
do przodu.
Podejrzewał,
że mogła pójść do baru i umówić się z kimś.
Poza
tym nigdy by nie zawracała sobie tym głowy.
–
Hej – przywitała się, gdy podeszła do jego pickupa zaparkowanego obok jej
samochodu.
–
Hej – odpowiedział - Dzięki za czas.
Skinęła
głową.
–
Nie zajmę ci dużo – powiedział jej – Ale muszę ci powiedzieć, że Zadie nie przyjęła
dobrze spotkania z Millie.
–
Domyśliłam się – powiedziała – Często się na to skarżyła, odkąd zabrałeś je na
pizzę do Bonnie Brae - Wyciągnęła rękę - Przepraszam. Prawdopodobnie powinnam
była cię o tym ostrzec.
-
Ostrzegała mnie wtedy, bo nie była z tego zadowolona, a ona jest Zadie. Nie
miała problemu z zakomunikowaniem tego. Ostrzegałem Millie, ale nie wiedziałem,
że tak pokaże to, co czuje. Doszło do tego, że w zasadzie wylała swojego
pełnego Sprite’a na kolana Millie, mimo że nawet nie zamówiliśmy kolacji w
Fabryce Spaghetti.
Patrzył,
jak oczy Deb robią się duże i tykają.
–
Żartujesz – warknęła.
-
Chciałbym - powiedział jej - Konsekwencją tego było to, że zostaliśmy bez kolacji.
Ukryła gówno, które zrobiła następnego dnia, a Millie nie powiedziała, co to
było. Ale wydobyłem z niej to, że Zadie powiedziała jej kilka rzeczy. Millie
odwołała plany, bo pomyślała, że dziewczynom przydałaby się przerwa. Miała
rację. Naciskałem za szybko, za wcześnie. Ale rozmawiałem z nimi dziś rano,
wyłożyłem kilka rzeczy na temat Millie i mojej z nią historii, a do Zadie nic
nie dotarło. Była smarkaczem dla Millie i dla mnie.
Deb
przechyliła głowę na bok i zapytała z lekką ciekawością - Jaka jest twoja
historia z Millie?
Uderzyło
go, że nigdy jej tego nie dał.
I
wtedy go uderzyło, że, nawet w tej niewielkiej ilości, o której wiedział, że mieli,
nie wiedział, jak niewiele tak naprawdę mieli. Nie wchodził z nią w to głęboko.
Ona też nie wchodziła z nim głęboko.
On
i Millie przez cały czas rozmawiali. To nie było tylko dobre spędzanie czasu i
dobre pieprzenie. Wiedziała wszystko o jego życiu. Jego przemyślenia na ten
temat. Jego uczucia na ten temat. A ona dawała to samo.
Nie
dał tego Deb.
I
nic z tego nie dostał z powrotem.
-
Byliśmy razem, gdy miałem dwadzieścia kilka lat i byliśmy razem przez jakiś
czas - wyjaśnił - Oboje chcieliśmy założyć rodzinę i mieliśmy zacząć, kiedy ona
skończyła szkołę. Zaczęliśmy. Albo próbowaliśmy zacząć. Dowiedziała się, że nie
może mieć dzieci. Zamiast mi to powiedzieć, rzuciła mnie, żebym mógł je mieć.
Deb
wyprostowała się i zobaczył, jak zrozumienie przebiło się przez wyraz jej twarzy.
Wiedziała,
jak bardzo kochał swoje dziewczyny. Wiedziała, jak blisko był z całą rodziną,
którą miał. Kurwa, to on rozpoczął negocjacje, które doprowadziły ich do
posiadania Zadie.
I
zdawał sobie sprawę, że jedyną rzeczą w jej życiu, której naprawdę pragnęła,
naprawdę kochała, były ich dziewczyny.
–
Och, High – wyszeptała.
Tak,
zrozumiała.
-
To było do bani. Ponownie nawiązaliśmy kontakt, co nie było to miłe, bo byłem w
niej głęboko zakochany i nie przyjąłem tego naprawdę dobrze, kiedy mnie
odcięła. W końcu dowiedziałem się, dlaczego mnie odstrzeliła. Rozpracowaliśmy
to. Ale poświęciła się dla mnie, bo gdybym wtedy był na jej miejscu, zrobiłbym
to samo. To już koniec i ruszamy dalej. Po prostu potrzebuję, żeby dziewczyny
ruszyły ze mną.
-
Nie próbuję być suką, naprawdę nie jestem, ale tylko mówię, że to, jaka jest
Zadie, ma wiele wspólnego z tobą. Jesteś dla niej zbyt miękki, High.
–
Dlatego rozmawiamy – stwierdził - Bo w ten weekend dostałem to prosto w twarz.
Millie dostała tego więcej. A ja muszę z tym skończyć. Zadie zareaguje,
usłyszysz to, prawdopodobnie zobaczysz i będziesz musiała to znieść. Zdaję
sobie sprawę, że to zupełnie niefajne, że stoję tutaj i proszę cię o to gówno,
ale mam w życiu trzy dziewczyny, z którymi chcę się dogadać, więc muszę to
zrobić. I to jest moja prośba, żebyś mnie w tym wspierała.
Jej
brwi złączyły się i powiedziała - Oczywiście, High. Boże, nie musisz nawet
pytać. To nie tak, że nie chcę, żebyś był szczęśliwy.
Nie
miał, kurwa, pojęcia, czego Deb chciała z sekundy na sekundę, z dnia na dzień
lub dla swojego życia.
Ale
był wstrząśnięty jak cholera, że chciała, żeby był szczęśliwy.
To
nie tak, że chciała, żeby cierpiał.
Chodziło
o to, że nie sądził, żeby ją to obchodziło.
–
To wiele znaczy, Deb – mruknął.
–
Chcesz, żebym z nią porozmawiała? - zapytała.
-
Uważam, że powinna przemyśleć, zastanowić się nad tym, co zrobiła i co wie.
Cleo jest Cleo. Zgadza się z tym. Może ona zamieni słówko.
Deb
zrobiła minę, która mówiła wszystko.
Nikt
nie miał większego wpływu na Zadie, kiedy czegoś chciała, nawet jej starsza
siostra.
Uśmiechnął
się - Warto mieć nadzieję.
Patrzył,
jak usta Deb wykrzywiają się lekko.
Kontynuował
- Chcę tylko, żebyś była świadoma, abyś nie została zwiedziona przez żadne jej
gówno. A jeśli zacznie jęczeć… - Potrząsnął głową - Wszystko, co możesz zrobić,
zostanie docenione.
-
Będę miała oko i porozmawiamy, jeśli jej się pogorszy - zaoferowała Deb.
–
Jak powiedziałem, wszystko, co zostanie docenione.
Skinęła
głową.
Świetnie.
To
zostało zrobione.
–
Zostawię cię w spokoju, byś mogła wrócić do naszych dziewczyn – mruknął,
odpychając się od pickupa.
-
Racja. Porozmawiamy później, High – powiedziała, zaczynając obchodzić maskę
samochodu, by dostać się do drzwi po stronie kierowcy.
-
Deb - zawołał.
Zatrzymała
się i spojrzała na niego.
-
Mam nadzieję, że wiesz, chcę, żebyś też była szczęśliwa - powiedział jej.
–
Wiem o tym – odparła.
Był
lekko ciekawy, kiedy zapytał - Masz jakiś pomysł, co by to zrobiło?
–
Ja to mam – powiedziała mu - Dobra praca, dobrze płatna i tylko od czasu do
czasu przyprawiająca o ból głowy. Dwie dobre dziewczyny, chociaż jedna może być
wrzodem na dupie, ale to też zwykle tylko okazjonalnie. Naprawdę wszystko,
czego potrzebuję, wiesz?
Nie
wiedział.
Obudził
się z fenomenalnym lodzikiem.
Kłócił
się o budzik.
Kocięta
pod stopami.
Oglądał
telewizję, dbając o wszystko tylko po to, by uszczęśliwić kogoś, kogo kochał.
Nie
mógł się doczekać, co jego ukochana będzie miała na sobie tego dnia, ponieważ
wiedział, że to go podnieci.
Wiedział,
że jeśli pojawi się w jej biurze, bez względu na to, z kim rozmawiała przez
telefon, rozłączyła się, aby mogła cię objąć ramionami, a on mógł położyć usta
na jej.
Zapracował
na jej uśmiech.
Potem
go zarabiał.
Nie,
kurwa, nie wiedział.
Ani
trochę.
-
Chciałbym dla ciebie więcej, Deb - powiedział łagodnie i musiał powstrzymać
cofnięcie brody, gdy zobaczył, jak jej twarz zmiękła.
-
Niektórzy ludzie nie są tak zbudowani jak inni, High. To słodkie, że chcesz
tego dla mnie. Jesteś dobrym człowiekiem. Myślę, że dlatego tak długo byliśmy
razem. Ale po prostu nie jestem tak zbudowana - Patrzyła mu w oczy, a jej usta
znów lekko się uniosły – Chociaż cieszę się, skoro ty jesteś, w końcu masz to,
czego potrzebowałeś.
–
Ty też jesteś dobrą kobietą, Deb – powiedział jej, bo taka była.
I
miała rację.
Dlatego
byli tak długo razem.
I
dlatego musieli to zakończyć, zanim przestali.
-
Chciałabym kiedyś poznać Millie - odpowiedziała.
-
Zabierzemy się za to, jak tylko Zadie się pozbiera.
Skinęła
głową - To byłoby dobre.
-
Będzie - zgodził się, odwracając się do swojego pickupa - A teraz jedź
bezpiecznie do domu.
-
Zawsze tak jadę.
Nie
mówiąc jej więcej, High wsiadł do swojego pickupa, uruchomił go, ale pracował
na biegu jałowym, dopóki Deb nie wsiadła, nie zapięła pasów i nie ruszyła w
drogę.
Potem
wyjechał ze swojego miejsca i podążył za nią do wyjazdu z parkingu.
Ona
skręciła w lewo.
High
skręcił w prawo.
*****
-
Low - wyszeptała, ujeżdżając go mocno.
Miał
ją na kolanach, tułowiem do góry. Był za nią, jego kutas był w niej zakopany,
rękę owijał wokół jej cycka, palcem i kciukiem szczypał go i ciągnął, a drugą
ręką przyciskał jej zabawkę do jej łechtaczki.
Przepadła.
Po
części dlatego, że torturowała go podczas przystawki z tłustych krewetek, dużego
steku i jebanego deseru, a wszystko to w obcisłej swetrowej sukience, która
miała dodatkową pokusę posiadania szerokiego dekoltu, który spadał z jednego, drugiego
lub obu jej ramion.
Więc
kiedy przywiózł ją do domu, nie marnował czasu, żeby ją rozgrzać, a potem
jeszcze bardziej, kiedy przekręcił ją na swoich udach z boku jej łóżka,
podciągnął jej spódnicę i zanurkował.
Bawił
się nią z jej zabawką, obserwując, jak jej tyłek się poruszał, czując, jak się
wiła, słuchając jej skomlenia, a potem błagania, i robiąc to z nią rozłożoną
dla niego, w kolejnej parze pończoch samonośnych i brązowych butach na wysokich
obcasach jako bonus do dobroci.
Dopiero
gdy błagała, zdarł z niej ubranie, wpadając na nią wielokrotnie, gdy ona zdzierała
jego. Chwycił jej zabawkę i ustawił ją tak, by mogła zabrać resztę.
I
tam byli, a jeśli tam nie dotarła, sprawy się pogmatwały i nabrudziłby.
Z
ustami na jej szyi, obserwując, jak podskakiwały jej cycki, gdy spychała się na
jego kutasa, wymamrotał - Dojdź, mała.
–
Low – jęknęła, przesuwając ręce w górę i w dół, by ciasno owinąć jego
nadgarstki.
-
Weź to i dojdź - warknął, potrzebując, żeby zrobiła to w ciągu około dwóch
sekund, inaczej byłby wyczerpany i musiał użyć tylko jej zabawki, aby ją tam
zabrać.
Szarpała
się mocniej, jęcząc - O mój Boże.
Kurwa.
Zabijała
go.
-
Millie…
–
O mój Boże – wydyszała, puszczając
jego nadgarstek przy swoim cycku i sięgając do tyłu, by zacisnąć dłoń na jego
włosach, kiedy schodziła mocno i zaczęła ocierać się.
Wreszcie
dochodziła.
Chwała
Chrystusowi.
Chwycił
jej cycek, rzucił zabawkę, owinął ramię wokół jej brzucha i trzymał ją
stabilnie, by w nią wchodzić, aż to znalazł, chrząkając swój orgazm w jej
szyję.
Czuł
jej ciężki oddech, nawet gdy jego własny stał się miarowy.
Potem
warknął - Nowa zasada. Żadnych pieprzonych zabawek, kiedy jestem z dala od
ciebie.
Puściła
jego włosy - Co?
Odsunął
twarz od jej szyi i spojrzał na jej profil.
-
Zmusiłaś się do dojścia. To oznaczało, że mogłaś wziąć więcej i wziąć to
dłużej. Myślałem, że mój kutas eksploduje, czekając, aż dojdziesz.
Odwróciła
się, żeby na niego spojrzeć.
-
To problem? - zapytała.
–
Kończysz przede mną, Millie – odpowiedział, przekazując informacje, które ona
dobrze znała.
Uśmiechnęła
się - To nie jest kardynalna zasada.
Uniósł
brwi - To nie jest?
Spojrzała
na jego brwi, a potem z powrotem na jego oczy, jej tańczyły - To nie moja wina,
że jesteś taki gorący, ogólnie, ale także będąc w łóżku, więc muszę zająć się
biznesem na samą myśl o tobie, jeśli cię nie ma.
-
Wstrzymaj się.
Zachichotała.
Nie
zrobił.
Podniosła
rękę, by pogłaskać go po policzku, szepcząc figlarnie – Poradzisz sobie.
Sapnęła,
gdy zdjął ją z kutasa, obrócił, położył do łóżka na plecach i podążył za nią,
oddając jej sporą część swojego ciężaru.
-
Jak bardzo się czujesz figlarna, piękna? - zapytał cicho.
–
Może – szeptała – potrzebowałabym drzemki, zanim stanę się bardziej figlarna.
Przesunął
dłonią po jej boku, do środka i czubkami palców pogłaskał skórę w miejscu, w
którym znajdowałaby się linia majtek z przodu, gdyby miała na sobie majtki.
–
Na pewno?
Jej
szept był zachrypnięty, kiedy odpowiedziała - Mogę zostać namówiona do dalszych
figli.
Ukrył
uśmiech całując ją.
Kiedy
skończył ją całować, zaczął robić z nią inne rzeczy.
Nie
przestawał nawet wtedy, gdy dopiero co zaczął, a ona odwróciła głowę i
powiedziała mu do ucha - Tak się cieszę, że jesteś w domu, Rybko.
Dzięki
temu zdobyła kolejny pocałunek.
Jak
również inne rzeczy.
Co
oznaczało, że on też się cieszył, że był w domu.
Ale
czuł to już wcześniej, kiedy wszedł tylnymi drzwiami, a Chief przeleciał po
podłodze i uderzył w jego but.
A
potem ona wyszła w swojej fenomenalnej sukience.
Ale
głównie po tym, jak to zrobiła.
Bo
to wtedy się uśmiechnęła.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń