Bez
względu na to, jak to się stanie
Millie
Wciągnęłam
głęboki wdech i przypięłam uśmiech do twarzy, ruszając w kierunku tylnych drzwi,
skoro usłyszałam, jak pickup Logana wjeżdżał na podwórko.
To
był piątkowy wieczór. Był tam ze swoimi dziewczynami, żeby zabrać mnie na kolację.
Byłam
kłębkiem nerwów.
Miałam
tylko nadzieję, że to ukrywam.
Byłam
w ładnych dżinsach, bluzce z falbankami (ale nie przesadnie) i bajecznych
butach na wysokim obcasie. Związałam włosy w kucyk na karku, miałam delikatny
makijaż, stonowane perfumy i odrobinę ponad moją zwykłą ilość biżuterii.
Innymi
słowy, czułam, że byłam gotowa, by stawić czoła mojemu pierwszemu spotkaniu z
córkami, które Logan uwielbiał, przedstawiając siebie jako jego wybrankę w
pozytywnym świetle.
A
przynajmniej miałam taką nadzieję.
Rozbroiłam
alarm, otworzyłam drzwi i stanęłam w nich, obserwując, jak zeskakiwały z pickupa,
a te czynności oświetlało moje zewnętrzne światło.
Gdy
tak patrzyłam, wszystkie myśli o ubraniach, butach i biżuterii wyleciały mi z
głowy.
Powinnam
była poprosić go, żeby pokazał mi zdjęcia.
W
tym wszystkim, co się działo, nie poprosiłam go, żeby pokazał mi zdjęcia.
Duży
błąd.
Nie
miałam pojęcia, jak wyglądała jego była, ale córki Logana wyglądały dokładnie
tak samo jak on, z wyjątkiem tego, że były młode i kobiece, ale równie piękne.
Przez
całe to piękno, widok ich zabijał. Uderzenie było tak mocne, że cudem nie upadłam
na kolana.
Nigdy
bym się nie dowiedziała, przenigdy, czy były tym, co ja bym mu dała. Ale
pomysł, że takie doskonałe okazy wszystkiego, co było Loganem w dziewczęcej
postaci, mogły w jakimś alternatywnym wszechświecie być tym, co pomogłabym mu
stworzyć, co byłoby jego i moje, co
moglibyśmy obserwować, jak rośnie jeszcze piękniej z każdym mijającym dniem
było zbyt wiele do zniesienia.
Nie
mogłam sobie z tym poradzić.
Byłam
sztywna jak deska i oddychałam głęboko, gdy wszyscy ruszyli jak jeden do drzwi.
Nie
mogłam oderwać wzroku od dziewczyn.
–
Mała – zawołał Logan.
Z
wielkim wysiłkiem zmusiłam się do spojrzenia na niego.
Przyjrzał
się wyrazowi mojej twarzy i zobaczyłam ból zrozumienia przecinający jego rysy i
to zabolało jeszcze bardziej.
Zdałam
sobie sprawę, że przestali się ruszać, kiedy usłyszałam stosunkowo smarkate - Czy
ona nas wpuści?”
To
wyrwało mnie z tej chwili i spojrzałam z góry na dziewczyny, które były
wysokie, jak ich tata.
W
rzeczywistości, biorąc je z bliska, zobaczyłam, że absolutnie całe były
dokładnie takie, jak ich tata.
Boże.
Musiałam
się zebrać.
-
Hej - wypchnęłam się - Przepraszam - Odsunęłam się na bok - Wyjdźmy z zimna.
Wyższa,
prawdopodobnie starsza, Cleo, posłała mi ostrożny uśmiech i weszła do środka.
Niższa,
chyba młodsza Zadie, rzuciła na mnie okiem, zatrzymując się na mojej bluzce,
butach. Coś przesunęło się po jej twarzy, czego nie mogłam odczytać, a potem
weszła.
Po
tym, jak to zrobiła, Logan podszedł blisko, nie do domu, do mnie.
Poczułam
jego dłoń na mojej talii, włosie jego wąsów muskało mój policzek i usłyszałam,
jak mówił mi do ucha - Spieprzyłem. To za wcześnie.
Przypięłam
kolejny uśmiech do twarzy, tym razem równie promienny, co fałszywy, odsunęłam
się i spojrzałam na niego.
-
Wszystko w porządku - stwierdziłam wesoło, po czym przeszłam dalej do kuchni,
Logan poszedł ze mną i zamknął drzwi, a wszystko to działo się, gdy zwróciłam
moją uwagę z powrotem na dziewczyny i oświadczyłam - Witam! Tak się cieszę, że was
poznałam.
–
My ciebie też – odparła Cleo.
Zadie
nic nie powiedziała. Rozglądała się, chociaż dobrą stroną tego było to, że
rozglądała się i robiła to z otwartymi ustami w czymś, co wydawało się być
zdumieniem.
-
Kotku, to jest Cleo, moja starsza - stwierdził Logan, podchodząc i obejmując
ramieniem wyższą dziewczynę, przyciągając ją do siebie – A to Zadie, moje młodsze
dziecko.
–
Cześć, Cleo – przywitałam się.
Pomachała
i wymamrotała nieśmiało - Hej.
Odwróciłam
się do Zadie i otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam, kiedy spojrzała na
ojca.
-
Ten dom jest jak nie-bajkowy, baśniowy zamek, ale w formie domu –
zadekretowała.
Dzięki
Bogu.
Nagle
cały wysiłek, wydatki i kłopoty związane z renowacją stały się bardziej warte
niż dotychczas.
Logan
uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
Moje
oczy ponownie skierowały się na Zadie, kiedy wrzasnęła.
- Spójrz na tego kociaka!
-
Jaki kotek? – spytała Cleo z nutą podniecenia w głosie. Odsunęła się od taty i
ruszyła w stronę siostry.
-
Ma niebieskie oczy, jest malutki i
cały puszysty - dyszała
podekscytowana Zadie, teraz zgarbiona i idąca w kierunku Chiefa, który leżał na
boku na skraju dywanu w salonie, przyglądając się jej nieufnie.
-
O mój Boże, są takie słodkie -
wyszeptała Cleo z szacunkiem.
-
Są, jakby, idealne. Spójrz, Zadie, na
kanapie jest jeszcze jeden.
Nie
myliła się. Poem siedziała na oparciu kanapy, również uważnie przyglądając się
dziewczynom.
I
nagle płacenie kroci za dwa koty rasowe stało się bardziej tego warte niż było.
Poszłam
za dziewczynami do przestrzeni między salonem a kuchnią i zatrzymałam się.
Kiedy to zrobiłam, poczułam, jak Logan podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
Nie
byłam pewna, czy powinniśmy dotykać się przy dziewczynach, ale pomyślałam, że był
ich tatą, wiedziałby, jak to rozegrać, więc musiałam pójść w jego ślady.
I
na to otoczyłam ramieniem jego talię.
Cleo
odwróciła się do mnie i nawet nie mrugnęła, kiedy zobaczyła, że stoję blisko,
trzymając i będąc trzymanym przez jej tatę.
Była
w bajkowej krainie Kitty.
-
Czy możemy ich dotknąć? Potrzymać je? - zapytała.
–
Oczywiście, cukiereczku – odpowiedziałam.
Uśmiechnęła
się szczerze, co odmieniło całą jej twarz, czyniąc piękno wykładniczo
piękniejszym.
Zadie
już trzymała Chiefa i tuliła go pod brodą.
–
On waży prawie tyle co nic – wyszeptała z podziwem.
–
Masz Chief’a, Zadie – powiedziałam jej, po czym spojrzałam na Cleo, która
powoli szła po Poema do kanapy – A to jest Poem, Cleo. To moja dziewczynka -
Spojrzałam z powrotem na Zadie – Chief to mój chłopak, a twój tata dał mu na
imię.
To
była niewłaściwa rzecz do powiedzenia. Wiedziałam to od razu, kiedy uwaga Zadie
przeniosła się na mnie, a potem na jej tatę.
Rzuciła
Chiefa na oparcie kanapy i oświadczyła - Jestem głodna. Możemy iść?
Moje
ciało napięło się. Poczułam, jak ciało Logana napięło się. Cleo spojrzała na
tatę.
Czułam,
że był zirytowany, ale to był znacznie lepszy początek, niż się spodziewałam i
nie chciałam, żeby cokolwiek, poza rzeczami, które Zadie mogła zrobić, zepsuło
to.
Więc
szybko powiedziałam - Tak. Ruszajmy. Nie mogę się doczekać dużego talerza
spaghetti!
Odsunęłam
się od ramienia Logana i podeszłam do wieszaków za drzwiami, gdzie były moje
kurtki, żebyśmy mogli zabrać się do miejsca, gdzie jedliśmy kolację. Stara
Fabryka Spaghetti.
Chwyciłam
zamszową kurtkę, do której wcześniej włożyłam kaszmirowy szal, przygotowując
się na ten moment i narzuciłam ją na ramiona, owijając szal wokół szyi i
chwytając torebkę.
Dziewczyny
wyszły, a Logan trzymał drzwi.
–
Alarm, piękna – wymamrotał.
Skinęłam
głową, wcisnęłam cyfry i uzbroiłam go. Wyszliśmy, Logan zamknął drzwi, ja przekręciłam
klucz.
Ruszyliśmy
w stronę pickupa. Logan wziął mnie za rękę i zobaczyłam Cleo w kabinie, a Zadie
stojącą na zewnątrz, której oczy zmrużyły się na naszych dłoniach.
Podniosła
wzrok na ojca i zapytała - Czy Millie siada z przodu?
-
A jak myślisz? – zapytał Logan.
Prychnęła,
jakby to była zniewaga ponad zniewagami.
Logan
zatrzymał nas blisko niej - Zadie, czy kiedykolwiek siedzisz z przodu, kiedy w pickupie
jest z nami dorosły?
–
Nieważne – wymamrotała i wdrapała się na tył kabiny.
Logan
pozwolił mi odejść, aby zamknąć jej drzwi.
Wzięłam
głęboki oddech i podniosłam rękę, by otworzyć frontowe drzwi, ale dłoń Logana
zakrywająca moją na klamce zatrzymała dalszy ruch.
-
Ostrzeżenie - stwierdził szorstkim głosem i wiedziałam, jak dokładnie był
wkurzony na swoją dziewczynę - Jeśli ona będzie dalej iść z tym gównem, to stąd
idziemy. Podrzucę cię tutaj, a dziewczyny dostaną fasolę i hot dogi w kamperze.
Spojrzałam
na niego – Nie rób tego, Low.
–
Nie myśl, że tego nie zrobię, Millie – odparł - To gówno nie jest w porządku, a
ona nie może tak myśleć.
Cholera!
Gdyby
to zrobił, bardziej by mnie nie lubiła i być może Cleo też by mnie nie lubiła.
Zanim
zdążyłam się kłócić (co nie znaczy, że mogłam to zrobić z dziewczynami w samochodzie),
odepchnął moją rękę na bok i otworzył przede mną drzwi.
Wsiadłam.
Zatrzasnął drzwi i obszedł maskę. Zapięłam pas, gdy Logan przechylił się na
drugą stronę.
Uruchomił
silnik i manewrował żmudny, sześciopunktowy zakręt, aby przejechać swoim wielkim
pickupem po moim podwórku, kiedy zapytałem dziewczyny na tylnym siedzeniu - Czy
byliście już w Starej Fabryce Spaghetti?
-
Tak, często - odpowiedziała Cleo - Kochamy to.
-
Uwielbialiśmy, kiedy tatuś nas zabierał, kiedy mama była z nami - wymamrotała
Zadie, niezupełnie pod nosem.
–
Zadie, ostrzeżenie pierwsze – warknął Logan.
Powietrze
w kabinie, które nie do końca było swobodne, zatkało się jeszcze bardziej i
wiedziałam, czy pierwsze ostrzeżenie
oznaczało dla dziewczyn to, co podejrzewałam.
Zastanawiałam
się tylko, ile miały ostrzeżeń.
Dałam
temu chwilę, aby dotarła do nich wiadomość od ojca, zanim zaczęłam rozmowę,
pytając o szkołę, przyjaciół, ulubione przedmioty, nauczycieli, filmy, jeśli
czytają. Potem stwierdziłam, że Cleo lubiła czytać, więc zapytałam, jakie były
jej ulubione książki.
Trwało
to od Cheesman Park, gdzie znajdował się mój dom, do centrum miasta, gdzie
znajdowała się Fabryka Spaghetti.
Odpowiadała
tylko Cleo. Nie zrobiła tego rutynowo. Była stosunkowo rozmowna i odpowiadała
pytaniami, na przykład o to, jakie były moje ulubione filmy i książki.
Zadie
nie odezwała się ani słowem, a ja nie musiałam być matką ani znać tych
dziewczyn od urodzenia, żeby wyczuć jej dąsy.
W
połowie naszej podróży Logan wziął mnie za rękę i zatrzymał ją. Znowu martwiłam
się tym pokazem, a martwiłam się jeszcze bardziej, kiedy poczułam, że wywołane
przez Zadie promienie laserowe wypalają nam ręce z tylnego siedzenia.
Jednak
nie odsunęłam się.
Weszliśmy
do restauracji. Usiedliśmy. Zdjęliśmy kurtki i złożyliśmy zamówienia na drinki.
To
tam zauważyłam, że Cleo często spoglądała na swojego ojca, nawet kiedy mówiła
do mnie. I wtedy zdałam sobie sprawę, że starała się dla swojego taty, bo to
coś dla niego znaczyło, on coś dla niej znaczył i nie chodziło o mnie.
Wzięłabym
to. Mogłabym z tym pracować. Wkrótce zobaczy, że kocham jej tatę, a to może skłonić
ją od otwartości na budowanie ze mną relacji.
Niezależnie
od tego, wzięłabym to po prostu dlatego, że było o wiele lepsze niż
rozdrażniona cisza wydobywająca się z Zadie.
Logan
zignorował zachowanie Zadie i dołączył do rozmowy Cleo i mojej. Posadził nas tak
przy naszym stole, że on i ja byliśmy obok siebie, a dziewczyny naprzeciwko
nas. Nie wiedziałam, czy składa oświadczenie, czy chce mieć ich na oku, czy
może to był ich zwykły układ.
Ale
cieszyłam się, że był przy mnie.
Stało
się to, gdy zapadliśmy w naturalną ciszę po tym, jak musieliśmy odesłać
kelnerkę, bo nie byliśmy gotowi na zamówienie; dlatego wszyscy skupili się na
swoim menu.
Stało
się to, gdy jakiś szósty zmysł kazał mi spojrzeć ponad moje menu w stronę
Zadie, która siedziała naprzeciw mnie.
Dlatego
widziałam, jak przewracała swoją dużą szklankę Sprite’a, robiąc to z intencją i
złośliwym wyrazem twarzy małej dziewczynki. I zrobiła to, rozlewając napój w
moją stronę.
W
tej szklance było dużo napoju, a płyn poruszał się szybko, więc chociaż ją
widziałam, nasycił stół między nami, skapując z mojego boku na moje dżinsy,
zanim zdążyłam odsunąć krzesło, by tego uniknąć.
Rzuciłam
serwetkę na kałużę. Cleo zrobiła to samo ze swoją, podobnie jak Logan. Zadie,
poruszając się powoli, zrobiła to samo ze swoją. A przy pośpiechu i hałasie szurania
mojego krzesła klienci wokół nas odwrócili się w naszą stronę.
-
Potrzebujemy ręcznika – warknął Logan, gdy wytarłam Sprite’a serwetkami i
zobaczyłam, jak pomocnik kelnera odbiegał – Dżinsy są przemoczone – ciągnął,
tym razem zwracając się do mnie.
Spojrzałam
na swoje dżinsy. Były mokre. Nie były przemoczone.
–
Nie jest tak źle – mruknęłam, wpychając wszystkie serwetki na moje nakrycie.
-
Och, nie, mieliśmy tu wypadek? – zapytała nasza kelnerka, wchodząc z
ręcznikiem, żeby wytrzeć serwetki i wchłonąć rozlany płyn.
-
Nie, nie mieliśmy – odpowiedział Logan, a mój wzrok padł na niego, kiedy
oznajmił - Potrzebujemy naszego rachunku.
O,
nie!
-
Wychodzicie? - zapytała kelnerka.
-
Wychodzimy? – zapytał Zadie.
-
Zadie - warknęła Cleo z irytacją.
Nie
znowu!
-
Wychodzimy - stwierdził nieugięcie Logan, jego gniewne oczy skierowały się na
córkę, a ja poczułam, jak moje serce zaczęło bić szybciej – Słyszałaś, jak powiedziałem:
ostrzeżenie pierwsze? - zapytał
Zadie.
Najwyraźniej
dostawały tylko jedno ostrzeżenie.
-
Ale ja tylko rozlałam Sprite’a – odrzekła Zadie - To był wypadek i teraz
wszystko jest posprzątane, więc to nie jest taka wielka sprawa.
Ona
nie tylko rozlała Sprite'a. To było
bezczelne kłamstwo. Nie widziała, jak ją przyłapałam na tym, ale to zrobiła.
Zachowałam
to dla siebie i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Logan był wkurzony i odezwał
się przede mną.
–
Załóżcie kurtki – rozkazał Logan tonem, któremu nie można było odmówić, po czym
spojrzał na kelnerkę - Rachunek.
Spojrzałam
też na naszą kelnerkę.
–
Tak mi przykro – powiedziałam cicho.
Kiwnęła
głową, nie wyglądając na uszczęśliwioną i odeszła, a my założyliśmy kurtki.
-
Zajmę się rachunkiem. Zadie zostaje ze mną – stwierdził Logan - Kotku, zabierz
Cleo do pickupa.
To
też chciałam zakwestionować. Nie chciałam, żeby zrobił wielką aferę z tego, co
zrobiła Zadie, głównie dlatego, że nie chciałam być powodem, przez który wpadła
w tarapaty.
Ale
zasadniczo wylała na mnie Sprite’a. Nie lubienie mnie, nie lubienie mnie z
tatą, nie lubienie faktu, że jej rodzina się rozpadła, czy wszystkie powyższe,
nie było powodem do zrobienia czegoś tak niegrzecznego. Dot i Alan postradaliby zmysły, gdyby Katy
lub Freddie zrobili coś takiego w ich wieku, w wieku Zadie albo w wieku
pięćdziesięciu lat.
Wyglądało
na to, że córka Logana nie była tylko marzycielką.
Była
również bachorem.
Więc
spojrzałam na Cleo i powiedziałam cicho - Chodźmy, cukiereczku.
Spojrzała
na mnie, swojego tatę i siostrę. Nie spuszczała wzroku z siostry i byłam
zaskoczona, widząc w nich naganę, i to nie tylko małą.
Potem
odwróciła się do mnie i ruszyła w moją stronę.
Przeszłyśmy
przez restaurację, ale zatrzymałam ją przy drzwiach wejściowych, żebyśmy nie
musiały zbyt długo stać na zewnątrz na mrozie.
–
Zostańmy przez chwilę tutaj, gdzie jest ciepło, podczas gdy twój tata zajmie
się rachunkiem – powiedziałem.
-
On nie zajmuje się rachunkiem; on zajmuje się Zadie – odpowiedziała, nie
patrząc na mnie, odwróciła głowę, by spojrzeć z miejsca, z którego przyszliśmy.
Postanowiłam
nic nie mówić.
Cleo
nie odrywała wzroku od restauracji, kiedy kontynuowała – Ma problem z
rozstaniem mamy i taty.
–
Twój ojciec coś o tym wspominał – powiedziałam jej ostrożnie.
Spojrzała
na mnie – Rozstali się jakieś wieki
temu.
Kiwnęłam
głową.
-
I rozstali się, jak się wydaje, zanim się
urodziliśmy.
Byłam
zaniepokojona, że posiadała tę wiedzę, a ponadto nie miałam pojęcia, jak
odpowiedzieć.
-
Ona musi się z tym pogodzić – powiedziała mi Cleo.
–
Coś takiego trudno przeboleć, Cleo. Wszystko, co boli, jest trudne do
przezwyciężenia. Musisz tylko poświęcić trochę czasu na wylizanie ran, a kiedy
w końcu się zagoją lub gdy zagoją się na tyle, że będziesz w stanie dalej żyć,
zrób to. Kontynuuj. Ale takich rzeczy nie należy robić w pośpiechu, bo leczenie
może się nie udać. Może to zająć twojej siostrze trochę czasu, ale ona tam
dotrze, a ludzie, którzy ją kochają, muszą tylko uzbroić się w cierpliwość.
Spojrzała
na mnie.
Potem
powiedziała - Ale ona wylała Sprite’a na twoje dżinsy.
Uśmiechnęłam
się do niej i odpowiedziałam cicho - Dżinsy dają się wyprać, kochanie.
Znowu
wpatrywała się we mnie, ale robiła to tak, jakby widziała mnie po raz pierwszy,
a ja byłam istotą dotychczas nieodkrytą.
Pomogłam
jej przejść przez to, przechylając głowę w stronę restauracji i pytając - Czy
myślisz, że daliśmy im wystarczająco dużo czasu? Czy powinnyśmy iść do pickupa?
Spojrzała
na restaurację i powiedziała - Nie wiem - Odwróciła się do mnie - Tata nie
złości się zbyt często. Ale kiedy to zrobi…
Umilkła,
a ja szybko skinęłam głową.
–
W takim razie posiedźmy tutaj trochę – zaproponowałam - Tu jest ciepło. Będę
miała się na baczności i możemy rzucić się w wir szaleństwa, jeśli zobaczę, jak
się zbliżają.
Znów
uśmiechnęła się do mnie bez żadnego strażnika i ponownie uderzyło mnie to, jak
rozkwitła jej uroda, kiedy to zrobiła.
Rozmawialiśmy,
dopóki nie zauważyłam Logana zmierzającego w naszą stronę. Dałam jej znać i
szybko wyszłyśmy za drzwi.
Po
wyjściu zaryzykowałam, złapałam ją za rękę i pobiegłam na wysokich obcasach,
zabierając ją ze sobą.
I
byłam zachwycona, gdy odkryłam, że jak to zwykle dziewczęta robią bez żadnego
powodu, oboje uznałyśmy to za zabawne, zaczęłyśmy chichotać w środku tego i
byliśmy w ferworze histerycznego śmiechu, zanim dotarłyśmy do pickupa.
Może
to mieć coś wspólnego z napięciem rzucającym cień na wieczór i potrzebą
uwolnienia go.
Ale
tak naprawdę nie obchodziło mnie, co nas do tego skłoniło. Miałyśmy moment nawiązania
nici porozumienia i nadszedł wcześnie.
Dobijałam
pięćdziesiątki, a w tym wieku nie było to takie gorące, jak zwykle bywało.
Mimo
to, wzięłabym to.
Logan
i Zadie pokazali się, Logan wciąż wyglądał na wściekłego, Zadie wyglądała na
ukaraną i nadąsaną. Nadąsana część sprawiła, że posyłała mi złowrogie
spojrzenia.
Logan
zapiszczał w zamki i wymamrotał - Nie dałem ci kluczy. Dwie moje dziewczyny
stojące na mrozie. Wybacz, kotku.
-
Cleo i ja znalazłyśmy nasze sposoby na utrzymanie ciepła - zapewniłam go.
Spojrzał
na mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Przyglądał się mojemu uśmiechowi i patrzyłam,
jak wyraźnie mu ulżyło.
Odwróciłam
się i wsiadłam do samochodu.
Kiedy
już wszyscy byliśmy w środku, zapięci pasami i odtoczyliśmy się od krawężnika,
Logan ponownie złapał mnie za rękę, trzymał ją mocno i demonstracyjnie i
oznajmił - Nie wysyłam mojej dziewczyny do domu bez kolacji i nie mam ochoty
jeść kiełbasy z fasolą ani zmuszać Clee-Clee, by to jadła. Pojedziemy w
Chipotle.
-
Słusznie – mruknęłam, a Cleo zachichotała na tylnym siedzeniu.
Obejrzałam
się przez ramię i posłałam jej uśmiech.
Odwzajemniła
go.
Kiedy
dostrzegłam Logana, gdy się odwracał, zobaczyłam jego profil w światłach deski
rozdzielczej, wyglądający na nieco zaskoczony. Uścisk, którym obdarzył moją
dłoń, był nie nie-bardzo zadowolony.
Logan
zabrał nas do Chipotle. Cleo i ja rozmawiałyśmy o zamawianiu i robieniu
jedzenia. Zadie pozostała wyłączona i dąsała się.
W
tym czasie przybrałam odważną minę, ale zrobiłem to, zdając sobie sprawę, że
tak bardzo martwiłam się spotkaniem z dziewczynami, że nie pomyślałam o czymś
równie ważnym. Kiedy kolacja się kończyła, oznaczało to, że Logan i dziewczyny
jechali do jego kampera, a ja miałam go zobaczyć dopiero następnego dnia. Nie
kochalibyśmy się. Nie spałabym obok niego. Nie obudziłabym się obok niego.
Zdając
sobie z tego sprawę, zdecydowałam, że wcale nie było za wcześnie na wspólne
zamieszkanie.
Było
za wcześnie dla niego, by za bardzo naciskać na spotkanie dziewczyn (o wiele za
wcześnie dla Zadie).
Ale
nie chciałam, żeby odszedł i żebym została znowu sama.
Przede
wszystkim po prostu nie chciałam, żeby odszedł.
Jasne,
miałam teraz Chiefa i Poema, ale nie mieli pojęcia, kim byłam. Zasadniczo byłam
nieznajomą, który kładła im jedzenie.
Potrzebowałam
Logana.
I
nawet gdyby to były tylko trzy noce, będę za nim tęskniła.
Dostaliśmy
nasze jedzenie na wynos, Logan poinstruował ich, żeby włożyli moje burrito do
osobnej torby i zawiózł nas do mojego domu.
Kiedy
wjechał pickupem na podwórko, zwrócił się do dziewczyn.
-
Zostańcie tutaj. Wrócę – rozkazał.
Również
zwróciłam się do nich - Przykro mi, że wieczór nie poszedł zgodnie z planem.
Ale jakkolwiek się potoczyło, szczerze mówiąc, miło było poznać was obie.
Zadie
posłała mi spojrzenie.
Cleo
odpowiedziała - Ciebie też, Millie. Do zobaczenia później.
Uśmiechnęłam
się do nich, mimo że Zadie nadal gapiła się na mnie przez mój uśmiech.
Wysiadłam, a Logan złapał moją torbę z burrito i wyszedł ze mną. Wszedł też ze
mną po tym, jak otworzyłam drzwi.
Poczekał,
aż wyłączę alarm, po czym pociągnął mnie przed szafki, gdzie dziewczyny nie
mogły nas zobaczyć przez żadne okna i rzucił torebkę z burrito na ladę. Potem
wziął mnie w ramiona.
–
Gówniany wieczór – mruknął - Przepraszam mała.
Objęłam
go ramionami - To nie było tak, że nie wiedzieliśmy, że to będzie ostra jazda.
-
Nie sądziłem, że będzie aż tak ostro.
Ja
też nie, ale, aby dać Zadie szansę na walkę, skłamałam dla niej.
-
Byłeś w Strefie Taty, więc nie chciałem interweniować, ale szczerze mówiąc, Rybko,
to prawdopodobnie był wypadek.
–
To nie był wypadek – odparł - Zrzędziła, że musi iść z tobą na kolację, żebyśmy
poszli gdzieś, gdzie jechaliśmy jako rodzina, odkąd odebrałem ich ze szkoły.
Wiedziałem, że szykuje się do zrobienia czegoś głupiego. Nie wiedziałem, że to
będzie takie głupie. I mamy regułę.
Nie robią wiele, co mnie wkurza. Ale jak robią coś takiego, daję im znać, a oni
wiedzą dokładnie, jak im daję znać. Jeśli nie przestaną tego robić, są
konsekwencje. Po prostu jest do bani, że wszyscy musimy jeść zimne burrito, a
ja muszę cię zostawić dużo wcześniej, niż chciałem.
On
też będzie za mną tęsknił.
Czułam
się dziwnie, wiedząc, że tak będzie, ale to sprawiło, że poczułam się lepiej.
–
Może nie powinniśmy byli wybierać Fabryki Spaghetti – zauważyłam.
-
To jej ulubiona restauracja, dlatego ją wybrałem. Próbowałem wprowadzić ją w
dobry nastrój. Ale Millie nie może oznaczyć każdego knajpy w mieście, w którym
byliśmy z jej mamą, jako świętego miejsca. Ma nowe wspomnienia do zrobienia i
musi wyciągnąć głowę z dupy i je stworzyć.
–
Może jutro będzie lepiej – zasugerowałam, chociaż szczerze w to wątpiłam.
–
Może – mruknął. Potem - Muszę iść, kotku. Muszę nakarmić moje dzieci.
Skinęłam
głową, chociaż nie chciałam. Chciałam go trzymać i nie puszczać.
Ale
jego dziewczyny były w pickupie i ich jedzenie też tam było.
Robiło
się późno i wszyscy musieliśmy coś zjeść.
Więc
wspięłam się na palcach, ale zanim go pocałowałam, wyszeptałam - Wyświadcz mi
przysługę i napisz do mnie, kiedy bezpiecznie dojedziesz i się zadomowisz.
–
I tak bym to zrobił, kotku.
Uśmiechnąłem
się do niego.
Odwzajemnił
uśmiech i uścisk, po czym pochylił głowę, by złożyć na mnie mocny, głęboki,
krótki pocałunek.
Kiedy
było po wszystkim, puścił mnie i odprowadziłam go do drzwi.
Miał
już to za sobą, kiedy odwrócił się do mnie i rozkazał - Jak nie ma mnie tutaj,
chłopcy są na służbie, ale i tak uzbrójcie alarm. Słyszysz?
Starałam
się nie patrzeć na niego z irytacją – Zawsze to robię.
-
Dobrze - wymamrotał, pochylił się, uniósł rękę, by owinąć się wokół mojej szyi
i dotknął ustami moich.
Następnie
odszedł.
Chciałam
dać Zadie ulgę, kiedy nie widziała mnie (na noc), ale nie sądziłam, że to było
właściwe.
Co
więcej, chciałam, żeby obie dziewczynki wiedziały, ile znaczył dla mnie ich
ojciec. Chciałam też, żeby wiedziały, że chcę, żeby one coś dla mnie znaczyły.
Więc
stanęłam w drzwiach i pomachałam, gdy Logan się odwrócił.
Widziałam,
jak kiwnął brodą. Widziałam, jak Cleo (teraz na przednim siedzeniu) machała do
mnie krótko.
Widziałam
też, jak Zadie całkowicie mnie ignorowała.
Zniknęli,
a ja zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i uzbroiłam alarm.
Potem
odwróciłam się do mojego domu, mojego pięknego, idealnego, pustego domu, który
uroczo mienił się tu i ówdzie zapalonymi lampkami.
Nagle
przestało to wyglądać tak idealnie.
Na
tę myśl wbiegła Poem, a Chief ją ścigał.
Byli
na prostej drodze do uderzenia w oparcie kanapy i próbowali zahamować, wpadając
w poślizg i ślizgając się, aż trafili na dywan, po czym potoczyli się i
zniknęli pod kanapą.
Powoli
się uśmiechnęłam.
Potem
wybuchnęłam śmiechem, złapałam burrito i podeszłam do kredensu z kieliszkami,
żeby nalać sobie trochę wina.
*****
Następnego
wieczoru zapłaciłam taksówkarzowi i pospieszyłam do Klubu na spotkanie z
dziewczynami.
Spóźniłam
się.
Spóźniłam
się z powodu zbyt długiego relaksu w wannie (bo musiałam) i zajmowania się
dwoma kociętami, które nie miały pojęcia, czym jest kąpiel, ale które uważały,
że jest to coś, czego chciały spróbować (Chief) lub coś, co przypomina tortury
i chciały, żebym natychmiast przestała to robić (Poem).
Tak
więc przez dziesięć minut kąpiel nie była odprężająca, bo Chief wykonywał
powtarzające się, ale nieudane skoki, aby dołączyć do mnie, a Poem biegała tam
i z powrotem, wpatrując się we mnie swoimi smutnymi oczami, otwierając i
zamykając swój mały koci pyszczek w cichych, przerażonych miauczeniach.
Teraz
byłam tutaj, żeby spotkać się z dziewczynami i tak chciałam być ubrana w małą
czarną, jak chciałam, żeby ktoś wywiercił mi dziurę w głowie.
Dzień
był zły.
Nie,
nie zły.
To
była zła komedia, w której siedzisz wygodnie na swoim miejscu w kinie i
śmiejesz się z czyjegoś nieszczęścia, szczęśliwa, że gówno nigdy nie zdarza się
w prawdziwym życiu.
Otworzyłam
szeroko drzwi do restauracji, wypatrując dziewczyny, które były wystrojone na
różne, ale cudowne sposoby, na podziwianie których normalnie poświęciłabym
chwilę. Znajdowały się w barze przy dwóch połączonych ze sobą stolikach z
wysokimi blatami.
Nie
podziwiałam ich.
Po
prostu skierowałam się w ich kierunku, ponieważ ten kierunek oznaczał
siostrzeństwo i alkohol.
Gdy
szłam w ich stronę, zauważyłem, że nie ma z nimi Claire. Była przy barze,
otwarcie rozmawiając z gorącym facetem.
Żadna
niespodzianka.
Szczęście
uśmiechnęło się do mnie po raz pierwszy tego dnia, kiedy wpadłam na kelnerkę,
gdy tylko dotarłam do stolika.
–
Nie wiem, czy to twój stolik – powiedziałam – Ale przysięgam na Boga,
dostaniesz ogromny napiwek, jeśli przyniesiesz mi kieliszek schłodzonego
ketelu. Nie, trzy. I powtarzaj.
Kelnerka
skinęła głową, gdy Elvira zawołała - I przynieś jej cosmo!
Przeniosłam
się na jedno z dwóch dostępnych miejsc, podniosłam na nie tyłek, zrzuciłam
płaszcz, by powiesić go na oparciu stołka i rzuciłam torebkę na stół.
-
Do diabła, wyglądasz jednocześnie niesamowicie i okropnie – oświadczyła Dot,
siedząca naprzeciwko mnie przy stole.
Wyglądałam
niesamowicie. Zatraciłam się w tworzeniu dużych włosów i nocnego makijażu drama,
czegoś, czego nie robiłam od tak dawna, że nie byłam pewna, czy kiedykolwiek to
robiłam.
Kolejny
powód mojego spóźnienia.
Spojrzałam
na nią - Tina Fey mogłaby zrobić mój dzień zabawnym, gdyby napisała o tym film.
Ale w prawdziwym życiu nie było to zabawne.
–
O nie – powiedział Tyra.
Moje
oczy powędrowały do niej, zauważając z roztargnieniem, że wszystkie kobiety nie
były ubrane nie-najgorzej. Były ubrane wprost wystrzałowo. W rzeczywistości
Elvira wyglądała na profesjonalnie uczesaną. A Kellie, imprezowiczka o równych
szansach, czy to w barze w eleganckiej restauracji, czy na miejscu spotkań
motocyklistów, które można opisać tylko jednym słowem - obskurny - wyglądała
fantastycznie.
–
Byłaś dzisiaj z dziewczynami High’a – dokończyła Tyra.
–
Byłam – potwierdziłam - Na lunchu i filmie. To był najdłuższy lunch znany człowiekowi i najdłuższy czas spędzony z dwiema nastolatkami od początku świata.
–
Nie rozumiem – powiedziała siedząca obok mnie Lanie - Dziewczyny z liceum są
słodkie.
–
Cleo jest słodka – powiedziałam jej - Zadie chce, żeby jej mama i tata znów
byli razem i dlatego nie jest taka słodka.
–
Ach – mruknęła Lanie.
-
Co się stało? – zapytała Veronica siedząca obok Dot.
–
Hmmm… zobaczmy – zaczęłam - Był moment, kiedy mnie zabrali, a Logan musiał skorzystać
z łazienki, zanim poszliśmy, więc zostawił mnie samą z dziewczynami. To wtedy
Cleo szczęśliwie ponownie zapoznała się z moimi nowymi kociętami, a Zadie
powiedziała mi prosto w twarz, że koty są głupie, a ludzie, którzy je mają, są
jeszcze głupsi, nie wspominając już o kocich paniach, które są beznadziejne.
Powiedziała to, chociaż poprzedniego wieczoru, zanim przypomniała sobie, że
powinna mnie nienawidzić, zakochała się w kociakach od pierwszego wejrzenia.
–
To nie jest takie złe – zauważyła Elvira.
Spojrzałam
na nią - Był moment, kiedy szliśmy przez centrum handlowe, aby dostać się do kina
i Zadie i ja zostałyśmy oddzielone od jej taty i siostry, a ona powiedziała mi,
że starsze panie jak ja nie powinny ubierać się tak, jak się ubieram, moje
ubrania są dla młodych, a ja wyglądam jak pozerka. Był też czas, kiedy
kupowaliśmy przekąski do filmu, a ona zauważyła, że jej matka nigdy nie
zjadłaby tego, co ja wybrałam, i dlatego jej matka ma zabójcze ciało, a ja jestem gruba.
-
Jejć - mruknęła Tabby.
–
Nie jesteś gruba – warknęła Kellie.
–
Co High powiedział o tym wszystkim? — zapytał Tyra.
-
Odkąd celowo wylała swojego Sprite’a, żeby wylądował na moich kolanach
poprzedniego wieczoru - zaczęłam, a wszystkie oczy przy stole zrobiły się
wielkie - nauczyła się i czekała na chwile, kiedy Logan nie będzie mógł słyszeć
i robiła, co w jej mocy, aby to zrobić kiedy jej siostra też nie mogła.
–
Kije i kamienie – oświadczyła Elvira - Dziewczyno, musisz być twardsza niż to.
Ponownie
spojrzałem na nią - Zadie siedziała naprzeciwko mnie podczas lunchu i kopała mnie przez cały czas. Trafiła
mnie w goleń tak często, że obie są czarne i niebieskie, i to nie jest żart.
Wyciągnęłam
nogę w bok, gdzie siedziała Carissa. Miałam na sobie przezroczyste, czarne pończochy,
ale nadal było widać siniaki.
-
Święci pańscy, to nie żart – wymamrotała z przerażeniem.
Kontynuowałam
moje opowieści o nieszczęściach dnia.
-
Siedziałam obok Logana, więc nie mogłam się zbytnio dopasować, bo by zauważył,
więc schowałem łydki pod krzesłem. Wtedy kopnęła mnie w kolana.
–
O mój Boże – oburzyła się Kellie - Co za bachor!
Absolutnie.
To
bolało, ale wszystkie dowody wskazywały na to, że Zadie nie mogła być bachorem.
Po
prostu nim była.
–
Nie wspominając już o tym – ciągnęłam dalej – że za każdym razem, gdy mogło ujść
jej to na sucho, rzucała mi spojrzenie, które mówiło mi, że planuje moje
morderstwo. Kichnęła raz w rękę i natychmiast mnie dotknęła, sprawiając
wrażenie, jakby była miła, ale tak naprawdę pocierała smarkami rękaw bluzki. Bluzki,
którą można czyścić wyłącznie chemicznie na sucho. I dwa razy pokazała mi
palec.
–
Nie mogę w to uwierzyć Zadie – powiedziała Carissa - Spotkałem ją tylko kilka
razy i jest bardzo urocza.
–
I nie powiedziałaś High’owi o tym wszystkim? — zapytał Tyra.
-
Nie – odpowiedziałam.
-
Dlaczego nie? – zapytała Justine.
–
Ponieważ zgubił opanowanie podczas incydentu ze Sprite’m i wyszliśmy nawet nie
zamawiając jedzenia. Zabrał nas do Chipotle na wynos, ale dopiero po rozmowie z
Zadie. To nie było ładne.
-
Brawo dla niego - oświadczyła Elvira.
Normalnie
zgodziłabym się.
W
tych okolicznościach nie zrobiłem tego.
Tego
dnia, kiedy Zadie ukrywała swoje zachowanie, Logan był szczęśliwy. Od razu, nie
ukrywając tego, mając wszystkie swoje dziewczyny razem, ten motocyklista
przedzierał się przez chmury w swoich motocyklowych butach.
A
więc nie miałam serca psuć mu tego.
–
Nie jestem pewna, czy to było właściwe postępowanie– powiedziałam do Elviry - Dało
jej to tylko więcej bodźca do próby sprawdzania moich granic. Gdyby zostawił
sprawę Sprite’a jako możliwy wypadek, a ja byłabym w stanie przez to przejść,
może udałoby mi się do niej dotrzeć. Teraz jest tak, jakby była na misji.
–
To zachowanie nie jest w porządku – stwierdziła Tyra - Wliczając w to celowe
wylanie drinka na dziewczynę jej taty. Dobrze, że High wysłał tę wiadomość.
-
Masz rację, to nie jest w porządku zachowanie - odpowiedziałam - Ale jasne jest,
że nie dostała wiadomości. I nawiązałam porozumienie z Cleo. Nie pisze do mnie,
żeby umówić się na wspólne pieczenie ciasteczek, ale to też nie jest tak, że po
prostu mnie toleruje. Mamy swoje chwile i nie nadchodzą one często, ale z Zadie
to dzień i noc.
-
Co Cleo myśli o tym, co robi jej młodsza siostra? – zapytała Tabby.
-
Nie lubi tego – odpowiedziałam - Ale nie
widzę żadnej zależności starszej siostry między tą dwójką.
Przyszła
kelnerka i postawiła moje drinki na stole, podczas gdy Lanie powiedziała - Widzę
to. Zadie żyje we własnym świecie. Cleo jest dobrym dzieckiem na wskroś.
Skręcała się w supełki dla mamy lub taty. Zadie jest jak księżniczka.
-
Tak - zgodziła się Elvira, kiedy podniosłem szota i wychyliłam go - To tak,
jakby Cleo wyczuła, że jej mama i tata nie byli szczęśliwi, więc stanęła na
głowie, by być dobrym dzieckiem, co miało sprawić, że tak będzie. Zadie myśli,
że wszyscy istnieją po to, by ją
uszczęśliwiać. To urocze, gdy jesteś w jej wieku. Nie takie słodki, kiedy się
zestarzejesz.
Przyznanie
się do tego było okropne, ale z tego, co zauważyłam, taka była prawda.
Cleo
była czujna, odpowiedzialna, prawie dorosła. Rzucała się na pomoc tacie w
każdej najdrobniejszej sprawie, jak noszenie drinków i przekąsek w kinie lub
zbieranie menu do wręczenia kelnerce.
To
samo w sobie było niepokojące.
Nie
znałam zbyt dobrze dzieci, zwłaszcza dziewczynek w jej wieku, ale wydawała się
o wiele za młoda, by być tak głęboko w zgodzie z tym, co się wokół niej działo
i tak bardzo chętna, by spróbować załagodzić wszelkie krawędzie. Przede
wszystkim jej świadomość, że jej matka i ojciec nigdy tak naprawdę nie byli
razem i skutki tego, zwłaszcza Zadie.
Wiedziałam,
że dzieci są bystre, zauważają różne rzeczy, te rzeczy na nie wpływają i
odpowiednio się zachowują, w zły i dobry sposób.
Ale
to wciąż były to dzieci.
Cleo
powinna być dzieckiem. Albo jeśli nie mogła po prostu być dzieckiem,
przynajmniej powinny być chwile, kiedy była dzieckiem. Nie rozjemcą ani
pomocnikiem, istniejącym tylko po to, by załagodzić te krawędzie, a tylko tym
mogła być.
Ale
kiedy Logan powiedział, że jego najmłodsza córka żyje we własnym świecie, miał
na myśli to, że ona jest właścicielem świata i wszyscy żyjemy w nim razem z
nią.
Mogłam
to postrzegać jako częściowy wynik jego postępowania.
Wylał
na Cleo oddanie za to, że była wszystkim, czym była, pomagała jej tacie, była
blisko, była uważna, mądra, troskliwa.
Wylewał
uczucia na Zadie za to, że jest Zadie, dając jej wszystko, czego dusza
zapragnie, w tym jej własny kubełek popcornu, bo nie lubiła przechodzić obok
podczas oglądania filmu i trzy różne
rodzaje cukierków, wszystko to na kilka godzin przed wyruszeniem wyjść na późny
lunch.
-
Co zrobisz? – zapytała Dot, a ja spojrzałam na nią.
–
Po pierwsze, odwołuję jutro – odpowiedziałam - Mają wpaść na śniadanie, a potem
mamy spędzić dzień na leniuchowaniu, oglądaniu filmów, jedzeniu i poznawaniu
się, zanim wyruszymy na lunch, a oni wrócą do kampera. Ale myślę, że dziewczyny
potrzebują ode mnie odpocząć.
A
przynajmniej Zadie potrzebowała.
Ale
prawdopodobnie Cleo też.
Trzy
dni z rzędu znoszenia nowej kobiety twojego taty to było o dwa dni za dużo.
Z
tą myślą wychyliłam następny szot.
-
Jestem wyznaczonym kierowcą, a twój tyłek jest w naszym samochodzie –
oświadczyła Veronica.
-
Zgoda – odpowiedziałam.
–
Dziewczyno – zawołała Elvira, a ja odwróciłam się do niej - To pozwala Zadie działać
na jej sposób - zauważyła.
-
To daje im trochę czasu na bycie tylko z tatą, aby mogły być sobą i nie musiały
znosić mnie, w przypadku Zadie, ani próbować opiekować się tatą, znajdując
powody, by mnie lubić, w przypadku Cleo.
–
Widzę w tym mądrość – zauważyła Dottie - Logan bierze sprawy za szybko.
–
Zrozumiałabym to – odparła Elvira - gdyby
księżniczka Zadie nie ciągnęła tego gówna. Teraz trzeba wysłać jej wiadomość,
że nie może działać i dostać tego, czego chce.
–
Nienawidzę tego dla ciebie – wtrąciła się Kellie, a ja spojrzałam na nią - Wielkie
pojednanie twoje i Low powinno być pełne serc i róż.
To
mnie zaskoczyło, kiedy chodziło o Kellie. Nic, odkąd byłyśmy dziećmi, nie było
serduszkami i różami dla mojej przyjaciółki. Nie była romantyczką. Kochała
życie i żyła według swoich zasad, ale nigdy nie oczekiwała serc i róż, ani dla
siebie, ani dla nikogo.
–
Ona dojdzie do tego – zapewniłam ją.
–
Co zrobisz, jeśli tego nie zrobi? – zapytała Justine.
Potrząsnęłam
głową, unosząc cosmo i biorąc łyk.
Wtedy
odpowiedziałam - Dojdzie. W końcu. Przy takim początku może jej to to zająć lata, ale zrozumie, jak bardzo kocham
jej ojca. A jeśli nie, cóż… – Wzruszyłam ramionami - Mam jej ojca, a on i ja
nauczyliśmy się na własnej skórze, że życie może być do kitu.
Poczułam,
że coś nadpływało do mnie z drugiego końca stołu, więc spojrzałam na siostrę.
Kiedy
spojrzałam jej w oczy, nie próbowała ukryć rozczarowania podszytego bólem, jaki
czuła dla mnie, że dziewczyny Logana nie zakochały się po uszy od razu.
To
nie było wszystko, co miałam dostać. Miałam Katy i Freddiego, których mogłam
kochać, uwielbiać i rozpieszczać.
Ale
obie wiedziałyśmy, jak wspaniale byłoby, gdybym miała dziewczyny High’a, które
zrobiły to samo.
–
Jestem okej – powiedziałam bez dźwięku, poruszając wargami.
Skinęła
głową, ale nie wyglądała, jakby mi wierzyła.
Posłałam
jej więc uspokajający uśmiech i spojrzałam na stół.
-
Racja - powiedziałam - Dosyć tego - Zwróciłam uwagę na Elvirę - Wesele z
miękkością i blaskiem, wyobraź sobie to to…” - Przerwałam, by uzyskać
dramatyczny efekt, po czym rzuciłam - Aksamit.
Elvira
wpatrywała się we mnie przez sekundę, po czym uderzyła dłonią w stół i zahuczała
- Wiedziałam, że dasz radę!
–
Będziesz potrzebowała ślubu późną jesienią lub zimą – powiedziałam jej - Ale
aksamitna suknia ślubna w kolorze kości słoniowej z kilkoma strategicznymi
diamentami wyglądałaby na tobie oszałamiająco. Nic typowego. Znam lokalną
projektantkę, która tworzy wyjątkowe suknie i jest fantastyczna. Aksamitne
suknie druhen, być może w kolorze szampana. Pęczki aksamitu zdobiące stoły
recepcyjne lub pokrywające krzesła. Musiałabyś zrezygnować z piwonii, ale widzę
kalie ze srebrzystymi bożonarodzeniowymi jagodami. Lub róże w kolorze kości
słoniowej z kryształkami. Jeśli wybierzesz zimę, możemy zrobić motyw z Zimowej
Krainy Czarów i dodać wyblakłe szyszki. Błyszczące gałązki. Futro. Pióra
marabuta lub kandela. Cokolwiek, naprawdę. Śnieg błyszczy. Jest też miękki.
Zima jest stworzona, by być miękka i lśniąca.
Elvira
wciąż uderzała ręką w stół, kiedy wołała - O Panie, Panie, Panie, Panie -
Przestała uderzać dłonią i wskazała na mnie - Chcę to wszystko.
Wszystko?
Pióra
i futro? Kryształowe i błyszczące gałązki?
–
To dużo – zauważyłam.
–
Ty sprawisz, że będzie grało – oświadczyła.
Zrobiłbym
to, ponieważ to byłam ja, ale byłby to koszmar projektowy.
–
Dobrze, że ma więcej niż rok na planowanie – mruknęła Lanie, prawdopodobnie
dostrzegając przerażenie na mojej twarzy.
–
I ponad rok, żeby Malik ją poprosił.
Brwi
Veroniki powędrowały w górę i zapytała Elvirę - Planujesz ślub, a twój mężczyzna
jeszcze się nie oświadczył?
–
Myślę, że mnie to nie obchodzi – stwierdziła Elvira – Powiem mu tylko, że musi
założyć garnitur, wsadzić dupę do samochodu i zawieźć ją do kościoła. Może
zostać i dokonać czynu albo może odejść i nigdy więcej mnie nie zobaczyć.
-
Nowy reality show. Ekstremalne
Oświadczyny, Denver - Kellie wyszeptała przez chichoty.
-
Sprawy przybiorą ekstremalny obrót, jeśli ten mężczyzna nie włoży jej kamienia
na palec - wtrąciła Tyra.
-
Jeśli o mnie chodzi, moja dziewczyna Beyoncé wezwała do broni – powiedziała Elvira
- A ja słuchałam.
-
Myślę, że Wielka miała na myśli to, że jeśli go nie zaobrączkujesz, zobaczysz
jej plecy. Nie żeby masz wyjść i kupić pistolet – zauważyła Tabby.
-
W takim razie ja powinnam była napisać tę piosenkę – odpowiedziała Elvira.
–
Nie zadowalaj się niczym mniejszym, Elviro – stwierdziła Carissa - Ale nie
będziesz musiała. Malik cię uwielbia. Uczyni cię uczciwą kobietą.
–
Dawno nią nie byłam – mruknęła Elvira i wszyscy się uśmiechnęli - Więc byłoby
miło założyć aksamitną suknię ślubną w kolorze kości słoniowej podczas mojego
Zimowego Ślubu w Krainie Czarów, żeby obmyć się uczciwością.
–
Myślę, że podobają mi się twoje nowe przyjaciółki – oznajmiła mi Kellie.
Spojrzałam
na nią i uśmiechnęłam się.
–
Wiem, że tak – stwierdziła Justine.
Dot
podniosła swoje kosmo - Racja, dziewczyny. Za starych znajomych. I za nowych - Jej
wzrok skierował się na mnie, zanim skierował się do Elviry - I za spełniające
się marzenia, bez względu na to, jak to się stanie.
-
Zdrowie! – zawołała Tabby, podnosząc coś, co wyglądało jak woda gazowana.
–
Zdrowie, zdrowie – powiedziała Veronica, unosząc swoje martini.
Wszyscy
poszliśmy za jego przykładem i stuknęliśmy się kieliszkami.
Obejrzałam
się przez ramię i złapałam Claire piszącą coś, co niewątpliwie było jej numerem
telefonu na serwetce koktajlowej dla uśmiechniętego przystojniaka, który ją
obserwował.
Odwróciłam
się z powrotem do stołu, tłumiąc westchnienie, jednocześnie tłumiąc chichot.
-
Racja - Justine zwróciła się do Tabby - Kiedy masz termin?
Odwróciłam
się do Tab i wyłączyłam mój dzień.
I
tak jak wtedy, gdy zebrało się zgromadzenie sióstr – żadna relaksująca kąpiel
ani kieliszek wina nie były lepsze – moja załoga pomogła mi zmyć z siebie
gówniany dzień.
*****
Następnego
ranka wykonałam telefon.
Siedziałam
w kuchni w piżamie z kawą i dwoma kotkami z pyszczkami wepchniętymi do miski
karmy dla kotów, z telefonem przy uchu.
Zadzwonił
dwa razy, a potem usłyszałam - Kotku, wszyscy już wstaliśmy. Będę tam. Może za godzinę.
–
Low, czy możemy chwilę porozmawiać?
Po
wcześniejszym wahaniu powiedział - Jasne, piękna.
Wzięłam
oddech, zanim powiedziałam - Myślę, że powinniśmy dziś odwołać.
Nastąpiło
kolejne wahanie, a potem usłyszałam, jak mówił, nie do mnie - Będę na zewnątrz.
Kontynuuj, kontynuuj - Usłyszałam odgłosy, które mogły być otwieranymi i
zamykanymi drzwiami kampera, a potem odzyskałam Logana - Co mówisz?
–
Myślę, że powinniśmy dzisiaj odwołać – powtórzyłam, po czym szybko kontynuowałam
– Myślę, że dziewczyny potrzebują przerwy.
-
Od czego?
–
Ode mnie – powiedziałam ostrożnie.
Przez
chwilę nic nie mówił.
Potem
zauważył - Dobrze się z tobą wczoraj bawiły.
Może
Cleo tak.
Zadie,
wcale nie.
–
Potrzebują czasu z tatą – powiedziałam mu.
–
Mieli to zeszłej nocy.
Wiedziałem,
że to nie będzie łatwe i miałem rację.
–
Rybko – powiedziałam cicho - Widzą cię tylko przez jakiś czas co dwa tygodnie.
Dojdzie do punktu, w którym będę częścią ich życia, częścią wizyt u taty. Ale
teraz to duży stres dla dwóch młodych dziewczyn.
I
mnie.
Chociaż
tego nie dodałam.
-
One są okej.
–
Naprawdę myślę, że powinieneś dać im dzień tylko z tobą – naciskałam.
Miałam
kolejną chwilę wahania, zanim zapytał - Chcesz powiedzieć, że nie chcesz być z
moimi dziewczynami?
Gówno.
–
Nie, absolutnie nie – odparłam stanowczo – To wcale nie tak, Low. Lubię je.
Cleo jest słodka, a Zadie próbuje - To ostatnie było kłamstwem, ale… nieważne –
Po prostu uważam, że to za dużo i za wcześnie.
-
Jak one cię dzisiaj nie widzą, kotku, ja cię nie zobaczę.
Myślałam
o tym. Uwielbiałam to, że chciał mnie widzieć i nienawidziłam tego, że się nie
widujemy.
Ale
my, oboje, musieliśmy pomyśleć o jego dziewczynach.
-
Logan…
–
Jest coś, o czym mi nie mówisz?
Gówno!
–
Nie – znowu skłamałam - Chodzi o to, że gdybym to było trzydzieści lat temu, a
ja byłabym w takiej sytuacji z moim tatą, właśnie tego bym chciała.
–
Bzdura – odezwał się - Zajebiście kochasz swojego tatę. Chciałabyś, żeby był
szczęśliwy i chciałabyś tam być, żeby to zobaczyć.
Miał
rację.
-
Low…
-
Czego mi nie mówisz?
–
Niczego – znowu skłamałam – Po prostu uważam, że powinieneś dać swoim
dziewczynkom dzień taty.
Nie
odpowiedział i to nie była tylko chwila wahania.
To
było kilka chwil wahania.
Potem
zapytał - Zadie nagadała ci gówno?
Zapytał
wprost.
Czy
mogłam kłamać wprost?
Nie
miałam wyboru. Moją odpowiedzią było zwlekanie z odpowiedzią.
Szczerą.
–
Zrobiła to – warknął – Co powiedziała?
–
To nic takiego, Rybko – odpowiedziałam cicho – Po prostu myślę, że musisz dać
jej trochę czasu, żeby przyzwyczaiła się do mnie, zanim zmusisz ją, by spędzała
ze mną więcej czasu.
–
Spaliłem cię – stwierdził, a słowa mnie zdezorientowały.
-
Co? - Zapytałam.
-
Przeszłaś przez ogień, aby dać mi moje dziewczyny i kiedy pierwszy raz na nie
spojrzałaś, zrobiłaś to ponownie. Wysłałem cię prosto do piekła, kiedy
zobaczyłaś, co ja miałem, czego ty nie miałaś. Widząc to, co miałem, czego nie
mogliśmy zrobić. Ty sobie z tym radzisz, a Zadie to smarkacz.
Zauważył
to i martwił się tym.
Ale
kiedy mówił, z każdym słowem stawał się coraz bardziej zły i podejrzewałam, że
Zadie się o tym dowie, a to nie poprawi sytuacji ani dla niej, ani dla mnie.
–
Musisz dać jej czas, żeby przyzwyczaiła się do myśli o mnie w twoim życiu, Low.
To mała dziewczynka. Uwielbiam to, że chcesz, żeby wszystko poszło dobrze.
Uwielbiam to, że chcesz, aby stało się to szybko. Ale inni ludzie są
zaangażowani i czasami nie możemy sprawić, by stało się to, czego chcemy, tak
jakbyśmy tego chcieli.
–
Cleo gadała gówno? - warknął.
-
Nie. My… między mną a Cleo jest dobrze – zapewniłam go - Miałyśmy kilka chwil.
Myślę, że chce, żebyś był szczęśliwy, ale myślę też, że zaczyna mnie lubić.
–
Ona nie jest małą dziewczynką, Millie – stwierdził – Zadie ma dziesięć lat. Wie
lepiej.
–
Dziesięć to nie dwadzieścia trzy, Logan – powiedziałam mu i pospiesznie
kontynuowałam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć - I to nie moja rola, nie
wiem, jak obchodzić się z twoimi córkami, ale mam wrażenie, że złość na nią za
to, że ma uzasadnione emocje, tylko sprawia, że nie
lubi mnie bardziej.
-
Gówno zdarza się w życiu, a ty sobie z tym radzisz, Millie. Nie zachowujesz się
jak pięciolatek i nie wylewasz Sprite’a, żeby to zniknęło.
Miał
rację.
-
Nie chodzi o to, że potrzebują przerwy – oświadczył - Ty jej potrzebujesz.
-
Szczerze mówiąc, Rybko - powiedziałam ostrożnie - masz trochę racji. Ale myślę,
że my wszyscy.
-
Racja - rzucił z irytacją - Dzisiejsze plany zostały anulowane, co jest do
bani. Przez dwadzieścia lat nie miałem wielu dobrych dni, które byłyby po
prostu cholernie dobre. Wczoraj, jak moje trzy dziewczyny były razem, był
jednym z tych dni. Nie mogłem się doczekać na więcej.
To
cięło jak nóż.
Zanim
zdążyłam odepchnąć ból, mówił dalej.
-
Ale nie chcę, żebyś musiała znosić więcej gówna i to nie będzie dla mnie dobre,
jak będę wiedział, że znosisz lub mając lepsze oko na rzeczy i widząc, jak to
się dzieje, co tylko mnie bardziej wkurzy.
–
Zaplanujemy coś, Low – powiedziałam - Coś pomiędzy wizytami. Mogą zjeść kolację
u mnie. Ugotuję. Mogą bawić się z kotkami. Może zagramy w grę.
-
Zrobimy to i będzie to więcej niż jedna kolacja – zadekretował – I mówię ci
teraz, Millie, Zadie to gówno nie ujdzie na sucho.
Cholera!
–
Logan, nie jestem pewna, czy to właściwa droga – ostrzegłam.
-
Ja jestem - odparł - Byłem tak cholernie szczęśliwy, że mam coś dobrego w moim
życiu. Dwie dobre, czyste rzeczy, które były moje. Które zrobiłem. Zbyt
cholernie szczęśliwy. Tak szczęśliwy, że spieprzyłem - powiedział - Cleo jest
dobra, bo taka wyszła. Zadie jest marzycielką, bo nie zerwałem z tym gównem,
kiedy powinienem.
O
nie!
To
było coraz gorsze.
–
Logan, bycie marzycielem nie jest czymś złym – poinformowałam go.
-
Nie jest, jak marzysz o życiu, które chcesz mieć i chcesz na nie zapracować. Jest,
gdy marzysz o tym, jak ma wyglądać życie i manipulujesz innymi lub znajdujesz
sposoby, aby wszyscy wokół ciebie byli nieszczęśliwi, dopóki tego nie
osiągniesz. Moja dziewczyna jest zepsuta. To moje wina. Jej matka nie pozwala
jej uciec od takich rzeczy. I, masz rację. Ma dziesięć lat. Jest młoda - Zatrzymał
się złowieszczo - Więc nadal może się nauczyć.
–
Wiesz, Rybko – powiedziałam cicho – że jak nauczysz ją tej lekcji, która będzie
trudna do nauczenia się, kiedy ja wkraczam w jej życie, co oznacza, że skojarzy
tę trudną lekcję ze mną.
-
Ona nie może uporządkować myśli i zobaczyć, że jej ojciec jest szczęśliwy.
Cholernie niewiarygodnie szczęśliwy. Szczerze, nie ma co się z tym pieprzyć,
pierwszy raz od kiedy ona oddycha, dowie się, że to wynika z tego, że mam ją,
jej siostrę i ciebie, a ona nie zechce tego dla mnie i będzie chowała do ciebie
urazę, to będzie znaczyło, że zawiodłem w nauczeniu jej, jak powinna to przyjąć.
Nie
mogłam się z tym sprzeczać.
Ale
nie zamierzałam się z tym sprzeczać.
Zapytałam
- Jesteś niewiarygodnie szczęśliwy?
-
Kotku, ma cię z powrotem?
O,
Boże.
-
Tak - wyszeptałam.
-
Millie, dostałem jedną dobrą rzecz w moim życiu, rodzinę, w której się
urodziłem. Znalazłem jedną dobrą rzecz, mój Klub. Zrobiłem dwie dobre rzeczy,
moje dzieci. Ale w całym moim życiu zasłużyłem tylko na jedną dobrą rzecz. To
ty.
O,
Boże.
Czując
tak wiele, nie mogłam nic zrobić, tylko nadal szeptać - Low.
–
Naprawię to, piękna. Obiecałem sobie, że cię naprawię, kiedy cię odzyskam i to
jest część tego. Naprawię to i zrobię to, jak muszę to zrobić. Ale to się uda.
–
Ja… dobrze, Logan – zgodziłam się niepewnie.
-
Chcę, żebyś dzisiaj była w kontakcie. Chcesz zadzwonić, zrób to. Chcesz
napisać, zrób to. Nieważne, że mam dziewczyny i one mogą usłyszeć lub zobaczyć.
Ale chcę usłyszeć ciebie i wiedzieć, że myślisz o mnie.
–
Och, będę o tobie myślała.
Zamilkł.
Nie
zrobiłam tego.
-
Kocham cię, Loganie Judd. Zarobiłam w życiu wiele rzeczy, ciężko na nie
pracowałam, ale najcenniejszą z nich jesteś ty. I od razu powiem, że przychodzisz
ze swoimi dziewczynami. Więc zrobię, co w mojej mocy, żeby pomóc ci z Zadie.
Czy mamy umowę?
Usłyszałam
uśmiech w jego głosie, kiedy odpowiedział - Mamy umowę, mała.
-
Okej, kiedy indziej podzielę się z tobą moim ekscytującym dniem i do zobaczenia
jutro.
-
Racja.
–
I, Logan? - zawołałam.
–
Jestem tutaj – odpowiedział.
-
Nie ma nic złego w marzeniach. Ale masz rację. Najlepszym sposobem na marzenie
jest zrobienie tego, a następnie zarobienie na to, bez względu na to, jak to
się stanie.
–
Cholerna racja – mruknął, wciąż brzmiąc, jakby się uśmiechał.
–
Dobra, baw się dobrze ze swoimi dziewczynami. Kocham cię.
-
Ciebie też.
-
Pa, kochanie.
-
Pa, piękna.
Rozłączyliśmy
się i to mnie nie uszczęśliwiło.
Ale
rozłączyliśmy się mając plan. Plan, który koncentrował się wokół zbudowania
nowego marzenia.
Logan
miał rację. Powiedział, że gdyby był w pobliżu, kiedy dowiedziałam się, że nie
mogę dać nam rodziny, pomógłby mi zbudować nowe marzenie.
To
zabrało trochę czasu.
Ale
teraz to robił.
Sorki, wracam do pracy, więc do zobaczenia w piątek
M.
A to mała Zołza 😉 wypatruje piątku ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję:*
OdpowiedzUsuń