ROZDZIAŁ
3
Dziękuję (cz.1)
Millie
Obecnie, dwa i pół
tygodnia później…
Stałam
przed lustrem w mojej łazience w majtkach i staniku, trzymając ręczne lusterko.
Odwróciłam
się i podniosłam wolną rękę do szyi. Odgarniając włosy i trzymając je na
przeciwległym ramieniu, podniosłam lustro i spojrzałam.
Zmusiłam
oczy do pozostania otwartymi, nawet gdy chciałam je zacisnąć.
Jak
nie szukałam, to nie widziałam. A moje włosy były na tyle długie, że rzadko
zdarzało mi się dostrzec.
A
jeśli przypadkiem udało mi się to dostrzec, udawałam, że nie dostrzegłam.
Teraz
patrzyłam.
I
oto był, tak jak powinien, ponieważ był to tatuaż.
Dobra
robota, artysta mistrz, wcale nie wyblakły.
Z
drugiej strony cały był w czerni.
Przysadziste
słowa wijące się długo pięknym, płynnym pismem: Tylko on…
I
wiedziałam, że druga część tatuażu zaczynała się na kości biodrowej Logana i
przebiegała przez jego biodro, pogrubioną czarną czcionką, podkreśloną
zawijasem drutu kolczastego: …tylko ona.
Słowa
i wspomnienia płonęły przeze mnie, gdy opuściłam włosy, odwróciłam się,
postawiłam lustro na blacie i ruszyłam w stronę garderoby w łazience.
Czas
było ubrać się i iść.
Nadszedł
czas, aby znaleźć Logana.
Nadeszła
pora, by się dowiedział.
*****
Stałam
z dala, obserwując i czując szok z powodu wszystkich zmian, które widziałam.
Było
płonące ognisko, jak za dawnych dni. Podobnie jak w poprzednich latach, jeden z
braci przywiózł kłody swoim pickupem na pole, żeby ułożyć je wokół ogniska.
Wokół stały namioty z niezbędnymi motorami.
Namioty
były jednak większe i droższe.
I
nie był tam jeden, ale trzy wypasione kampery zaparkowane naprzeciwko ogniska i
dwie luksusowe przyczepy turystyczne.
Kiedy
znałam Chaos, radzili sobie dobrze, a ta dobra nie pochodziła wyłącznie z ich
warsztatu samochodowego budującego niestandardowe pojazdy i motocykle oraz ze sklepu
z artykułami motoryzacyjnymi, który prowadzili, ale z innych nielegalnie
działających przedsięwzięć.
Najwyraźniej
sprawy potoczyły się jeszcze lepiej i wiedziałam, że część tego wynikała z
tego, że Ride odniosło niesamowity sukces, coś, czego nie można przegapić,
nawet gdybyś próbował, bo wszyscy w Denver o tym wiedzieli.
Zastanawiałam
się tylko, czy druga część też się toczy.
Nigdy
nie mieliśmy kamperów.
A
raczej powinnam powiedzieć, że nigdy ich nie było.
Nie
byłam już kimś, kto mógłby odnosić się do Chaosu jako do „my”, a oni byli
zwolennikami tego rodzaju rzeczy, więc wiedziałam, że nie powinnam nawet myśleć
w ten sposób.
Stałam
usunięta i obserwowałam, widząc braci, których znałam.
Mimo
że się postarzeli, od razu ich rozpoznałam.
Boz,
Hound, Big Petey. Brakowało niektórych braci, w tym Arlo, Doga, Brick’a, Hop’a,
Blacka, Chew’a, Cranka i, co najbardziej zaskakujące, Tacka, który był jednym z
bardziej intensywnych członków Chaosu, ale wydawał się bardziej Chaosem niż
przeciętny brat i biorąc pod uwagę ich wszyscy byli w grze – krew, wnętrzności
i chwała – to coś mówiło.
Logan
był ostrożny w stosunku do Tacka, mówiąc mi, kiedy zapytałam - Dobry człowiek,
dobry brat. Ale Tack ma pomysły, a jak to gówno jest, najlepiej będzie się
ukryć i zobaczyć, czy zdecyduje się je rozegrać, a jeśli tak, to w jaki sposób.
Logan
nie podzielił się ze mną tymi „pomysłami”. To była sprawa brata, a on
delikatnie, ale stanowczo powiedział, że sprawa brata to nie moja sprawa.
Było
mi z tym dobrze. Mój mężczyzna był daleki od głupoty, a ja znałam już wtedy
braci, którzy tworzyli bractwo, więc wiedziałam, dlaczego w nim jest.
I
ufałam mu.
To
ostatnie było sednem, naprawdę.
W
końcu potrzebowałam dużo zaufania.
Ale
nigdy się nie wahałam.
Ani
razu.
Chociaż
on o tym nie wiedział, bo nie dzieliłam się tym.
Podzieliłam
się czymś przeciwnym.
Odłożyłam
te myśli na bok i przyjrzałam się reszcie załogi Chaosu. Było więcej niż kilku
młodszych facetów, których nie znałam, niektórzy z kobietami, których też
(oczywiście) nie znałam.
Nie
powinno mnie to dziwić, chociaż dziwiło.
Klub
rekrutował i robił to regularnie. Kiedy byłam z Loganem, zastanawiali się nad
otwarciem kolejnego sklepu samochodowego w Fort Collins i tylko bracia byli w
to zaangażowani (lub cokolwiek wspólnego z Chaosem).
Jednak
sama liczba nowych, młodszych mężczyzn zszokowała mnie. Przewyższyli liczebnie
członków, których znałam, co sprawiło, że Chaos – coś, co było mi tak znajome,
kiedyś było częścią mojego życia, kiedy byłam częścią ich rodziny – stał się
nieznany i to wywołało ukłucie bólu, o którym wiedziałam, że nie miałam prawa
czuć.
Chociaż
była jedna z dziewczyn, które podejrzewałam, że znałam, z wyjątkiem tego, że
kiedy ją znałam, była o wiele młodsza.
Tabitha
Allen. Córka Tacka.
Tak
jak wtedy, wyglądała jak jej tata tylko była kobietą. Była tak samo piękna, jak
on był przystojny.
I
najwyraźniej była z jednym z braci, wysokim, chudym, przystojnym, który również
był z nią bardzo związany.
Ale
nie było Tacka.
I
nie było Logana.
To
oznaczało, że musiałam go szukać.
To
była zniechęcająca perspektywa. Zjazd rozrastał się przez lata. Wydawał się trzykrotnie
większy niż kiedyś. I wiedziałam po niektórych flagach powiewających lub
przypiętych do boków kamperów, że tamtejsze kluby były nie tylko z okolic
Kolorado, ale także z innych stanów.
Dziki
Bill prawdopodobnie ich przygarniał.
Ale
miałam cały weekend. Wild Bill otwierał to w czwartek w południe, a zjazd
oficjalnie rozpoczynał się koncertem w piątek wieczorem.
Był
już piątkowy wieczór, prawie dziesiąta, więc wszyscy bracia powinni byli tu przybyć
i zacząć okopywać się i odpuszczać.
Jednak
obserwując ich przy ognisku, chociaż były tam butelki po piwie, paliło się dwa
rodzaje papierosów, podawano sobie whisky, to nie był Chaos, do którego byłam
przyzwyczajona dawno temu.
Przede
wszystkim nie było ani jednej osoby z zewnątrz, która podeszłaby do nich, by
kupić trawkę.
Z
tą myślą odeszłam, wiedząc z głównego miejsca ich obozu, że albo wysłali
rekruta we wczesnych godzinach czwartkowych rano, żeby rozbił obóz na drodze, a
potem wprowadziliby się, by zająć ich miejsce, albo rekrut faktycznie rozbił obóz przy drodze w środę
wieczorem, aby mogli to zrobić.
I
ich miejsce było najlepsze. Byli wystarczająco daleko od muzyki, którą
słyszeli, ale nie zagłuszała ona rozmowy i można było się położyć spać i nie
przeszkadzało to zbytnio, a może w tych kamperach było całkowicie wygłuszone.
Poza
tym znajdowali się po drugiej stronie namiotu kuchennego Dzikiego Billa (który,
jak zauważyłam podczas jazdy, składał się teraz z czterech dużych namiotów),
więc zapachy gotowania – bez względu na to, jak dobre były, były też stałe –
nie przenikały ich powietrza.
Jednak
obóz Chaosu nie był zbyt daleko, aby nie można było wędrować do tak zwanego
Okopu.
Okop
był obszarem w środku aktywności blisko sceny, do którego wchodziłeś tylko
wtedy, gdy nie wiedziałeś lepiej, byłeś zbyt pijany, by się tym przejmować,
byłeś tak twardy, że mogłeś poradzić sobie ze wszystkim, co na ciebie rzucono,
lub miałeś z tobą swojego mężczyznę, który był tak twardy, że mógł zająć się
wszystkim, co było na ciebie rzucane.
Uwielbiałem
być w Okopie. To było falujące. To było poza kontrolą. Było głośno i szalenie.
A żeby się w nim znaleźć, trzeba było odpuścić, poddać się nurtowi, bo inaczej
wpadłabyś w panikę i zgubiła się, bo nie wydostała się, dopóki fale Okopu
naturalnie by cię nie wypluły.
Można
było tam natychmiast zaprzyjaźnić się po jednym spojrzeniu lub natychmiast stać
się wrogami po takim samym.
Ale
zwykle stawali się tam przyjaciółmi. Chociaż walki mogły (i zdarzały się
regularnie) wybuchać, nigdy nie wymykały się (zbytnio) spod kontroli.
Działo
się tak, ponieważ wszyscy kochali Dzikiego Billa, więc rzadko okazywali mu brak
szacunku, robiąc coś problematycznego, co mogłoby oznaczać pojawienie się
gliniarzy.
Właściwie
przez te wszystkie lata, odkąd był gospodarzem wiecu, który teraz musiał objąć
co najmniej trzydzieści, gliniarze pokazali tylko dwa razy (o czym wiedziałem,
a nawet więcej nie jechałem, na początku października, zwróciłem uwagę do
wiadomości na wszelki wypadek).
Okop
był po prostu wielką, szaloną imprezą i zwykle przez trzy noce Logan zaprowadzał
mnie tam i trzymał blisko mojego boku, więc spędzaliśmy najlepszy czas w naszym
życiu, dopóki fale nas nie wypluły. Potem wracaliśmy do Chaosu, siedzieliśmy
przy ognisku, strzelaliśmy gówna, piliśmy, żartowaliśmy i kończyliśmy w naszym
namiocie, gdzie się pieprzyliśmy.
Było
wspaniale.
Kiedy
byłam tam ponownie po tylu latach, dotarło do mnie, jak ograniczone stało się
moje życie.
Były
takie dni, kiedy byłam gotowa na wszystko i z Loganem u boku, mogłam to zrobić
bezpiecznie.
Więc
robiłam.
Teraz
tego nie robiłam.
Odeszłam
od obozu Chaosu i przeszłam brzegiem Okopu, myśląc, że cieszyłam się, że Logana
nie było z nimi. Nie chciałam zbliżać się do niego, z facetami w pobliżu. Nie
byłoby to niezręczne, gdybym miała tak podejść do Chaosu. To byłoby niebezpieczne.
Ani dla mojego ciała, ani dla mojego zdrowia psychicznego.
Wiedziałam,
że faceci, którzy wtedy byli w pobliżu, będą wiedzieć i czuć do mnie to samo,
co czuła Reb. Pomyślałam, że młodsi słyszeli historię, być może bez imion, ale
szept powiedziałby im, kim jestem, i nie byliby bardziej gościnni.
Więc
trzeba go było znaleźć gdzie indziej.
Co
było dobre.
Poruszając
się, rozglądałam się za Loganem, omijając brzegi Okopu, uważając, by nie zostać
wciągniętą. Mimo tylu dobrych wspomnień, jakie tam miałam, nie mogłam wejść.
Nie bez bycia lekko szaloną, nie bez kogoś do chronienia moich pleców, a nie w
ubraniu, jakie miałam na sobie.
Nie
miałam już ubrań dziewczyny motocyklisty. Nie żyłam w dżinsach, krótkich
spodenkach, T-shirtach, podkoszulkach i spódniczkach. Ociekająca srebrem. Owijająca
czoło niesamowitymi, wysadzanymi koralikami opaskami na lub zakrywająca włosy
chustką i lubiąca tak biegać. Nosząca koszulkę Logana i zapinająca ją paskiem,
żeby była to sukienka, która była niebezpiecznie bliska pokazania tyłka i nie
przejmując się tym.
Byłam
tym wszystkim. Przyjęłam życie laski motocyklisty, jakbym się do tego urodziła.
Zrobiłam to tak dokładnie, że na początku moi rodzice i Dottie byli przerażeni,
całkowicie, absolutnie, tak bardzo, że w końcu się załamali i podzielili się
tym.
Potem
tygodnie zamieniły się w miesiące i poznali Logana.
Szczerze
mówiąc, zdobycie ich nie zajęło mu dużo czasu.
Kochał
mnie. Był mną zauroczony. Traktował mnie jak porcelanę. I to wszystko pokazywał.
Ale
to było coś więcej.
Był
pełen szacunku. Nie przeklinał przy nich, nie palił ani nie pił (za dużo) ani
nie okaleczał mnie, gdy byli blisko. Mówił do taty „pan”, a do mamy „pani
Cross”, dopóki nie usiadła z nim i nie błagała, żeby tego nie robił, ponieważ
„Jesteś teraz częścią naszej rodziny, Logan. Czas mówić do mnie mamo”.
Na
początku nienawidzili mnie z Loganem.
W
końcu byli zdruzgotani, kiedy go odesłałam.
Nie
rozumieli. Oboje rozmawiali ze mną wtedy o tym, pytając, dlaczego kiedykolwiek
pozwoliłam odejść mężczyźnie, który kochał mnie tak całkowicie i chciał tego,
czego oni chcieli dla mnie, bezpiecznego domu, małżeństwa i dużej rodziny.
Nie
wiedzieli.
Wiedziała
tylko Dottie.
Nadal
do dziś nikt o tym nie wiedział oprócz Dottie.
A
gdybym mogła go znaleźć, teraz Logan by wiedział.
Miałam
tylko nadzieję, że nie będę musiała stawić czoła Okopowi, żeby go znaleźć.
Krążyłam
po Okopie, obserwując biesiadników, przyglądając się ich strojom i myśląc o
tym, jak wtedy nosiłam inne ubrania. Byłam w dżinsach, butach, swetrze i
skórzanej kurtce, ale cały mój zestaw nie kosztował mnie pięćdziesięciu dolców,
bo zdobyłam odjechane ciuchy w jakimś sklepie ze starociami albo kupiłam
koszulkę na koncercie albo od wędrownego sprzedawcy na zjeździe.
Teraz
mój zestaw kosztował ponad tysiąc dolarów (nie licząc biżuterii) i może i byłam
wśród motocyklistów, ale oni o tym wiedzieli. Więc trzymałam się na uboczu,
skanując twarze, zaglądając na obrzeża Okopu, omijając ciała, ogniska, namioty
i motocykle.
Denerwowałam
się, zdecydowanie. Ale przez dwa i pół tygodnia ćwiczyłam to, co miałam
powiedzieć. Nie tylko to, ale także ćwiczyłam to, jak sprawić, by Logan mnie wysłuchał.
Ułożyłam
słowa.
Więc
miałam tą część pokrytą.
To,
czego nie uwzględniłam, to fakt, że nie miałam pojęcia, jaka będzie jego
reakcja (albo jaka byłaby moja reakcja na jego reakcję, chociaż kilka z nich
też przewinęłam w głowie, około siedmiu tysięcy ich).
Miałam
tylko nadzieję, że kiedy to się skończy, kiedy wyjaśnię, niektóre blizny się
zagoją. Przynajmniej na tyle, żebym mogła iść dalej. Wiedząc, że zrozumiał i w
końcu – o wiele za późno, ale nie nigdy – zamknąć książkę na temat tego
rozdziału mojego życia, dać Loganowi to zamknięcie i pozwolić nam iść naprzód
bez ran niszczących nasze dusze.
Byłam
na misji szukania i robiłam to godzinami.
Czasami
szukanie bezpiecznego miejsca, w którym można by się zatrzymać i popatrzeć na
wypadek, gdyby był w ruchu, było powodem, dla którego za nim tęskniłam. Trzymałam
się nawet blisko kuchni Dzikiego Billa, myśląc, że Logan może przyjść po hot
doga albo papierowy kosz pełny nocnych, pijackich frytek w sosie (specjalność
Dzikiego Billa).
Widziałam
Dzikiego Billa. Był teraz stary jak Ziemia i wyglądał na takiego, ale, chociaż
było już po północy, podawał frytki motocyklistom i ich laskom i robił to z
uśmiechem.
W
końcu stwierdziłam, że czas się poddać. Przynajmniej na tę noc. Robiłam się
zmęczona, robiło się coraz bardziej hałaśliwie (Okopy) lub ciszej (na obrzeżach),
więc ludzie w ten czy inny sposób osiedlali się na noc, a jeśli Logan tam był,
robił to samo.
Musiałam
więc się zebrać, wrócić do domu, odpocząć i wrócić następnej nocy.
Nie
myślałam o znalezieniu Logana z kobietą (co mogło być możliwe).
Z
rozmowy, którą podsłuchałam w Chipotle, wynikało, że się rozwodził albo
sfinalizował rozwód, ale mógł ruszyć dalej (chociaż cokolwiek zakończyło ten
związek, to nie jego zdrada – nigdy by tego nie zrobił, nawet za milion lat,
wiedziałam to na pewno).
Ale
poradziłabym sobie z tym, gdyby tak się stało, a kiedy powiedziałam sobie, że
dałabym radę, powiedziałam sobie również, że mogło to być nawet dobre. Miałby
kogoś, a ja chciałam, żeby był szczęśliwy.
A
jeśli kogoś miał, może mnie to uwolnić od znalezienia kogoś.
Świadomość,
że Logan był z kimś (i miejmy nadzieję, że tym razem szczęśliwym, ponieważ
ewentualny rozwód oznaczał, że nie był ostatni raz – ale starałam się o tym nie
myśleć) może uwolnić mnie z jego sideł i wreszcie pozwolić mi ruszyć dalej.
Myślałam,
że tak było, nawet wiedząc, że zobaczenie go z inną kobietą miałoby
konsekwencje.
Ale
poradziłabym sobie z nimi, gdyby się przydarzyły.
Miałam
nadzieję, że w ciągu następnych dwóch dni rzeczywiście go znajdę.
Gdybym
tego nie zrobiła, musiałabym udać się do Chaosu. Musiałabym iść do Ride, do
sklepu albo do warsztatu i poszukać go, zapytać o niego.
Albo,
Boże, miałam nadzieję, że nie, w Kompleksie.
Ale
gdyby tak się stało, to by się stało.
I
z tym też sobie bym poradziła, kiedy by się stało.
Pierwsza
noc była porażką, ale nie poddawałam się.
Wróciłabym
w drugą noc.
Ta
myśl sprawiła, że westchnęłam, gdy przedzierałam się przez motocykle, pickupy i
inne pojazdy zaparkowane poza terenem obozu. Najwyraźniej pójście do Wild Bill’s
było jak jazda na rowerze, bo pamiętałam, aby zanotować w pamięci punkty
orientacyjne, które doprowadziłyby mnie z powrotem do mojego SUV-a w tym morzu
pojazdów.
W
tamtych czasach Logan nauczył mnie, jak się tym posługiwać.
Dlatego
dwadzieścia lat później miałam tę umiejętność i poszłam prosto do mojego
samochodu.
Piknęłam
w zamki i przyłożyłam rękę do klamki, kiedy usłyszałam - Szukasz mnie?
Kiedy
ten głęboki, szorstki głos dotarł do mnie z ciemności, moje ciało zostało
sparaliżowane, oczy przykleiły mi się do dłoni na klamce.
Potem
głos ciągle do mnie przychodził.
–
Suko, śledziłem cię przez ostatnie czterdzieści pięć minut. Reb się
skontaktowała. Powiedziała mi, że trafiłaś do Scruff - W następnym momencie głos
był bliżej - Szukałaś mnie. Więc powiedz mi, czego, kurwa, chcesz, żebyś mogła
przestać szukać, a ja mógł przestać patrzeć na ciebie.
Powoli
się obróciłam, moja głowa cofnęła się automatycznie, bo poczułam, że jest
blisko i wiedziałam, co oznaczała bliskość Logana.
Miałem
metr sześćdziesiąt pięć.
On
miał metr osiemdziesiąt pięć.
Górował
nade mną, a przynajmniej zawsze tak się czułam, bo był nie tylko wysoki, ale
był także dużym facetem o szerokich barach.
I
właśnie wtedy tak się czułam, zwłaszcza że jego wielka obecność była wściekła.
Jego
twarz była w cieniu, ledwo ją widziałam.
Ale
mogłam go wyczuć.
I
czułam jego zapach.
O,
Boże, mogłam czuć jego zapach.
Nie
używał wody kolońskiej ani wody po goleniu. Jego zapach był cały jego.
I
przypomniałam sobie, jak leżałam w naszym łóżku, trzymając jego poduszkę przy
sobie, z twarzą wciśniętą w pościel, biorąc go do siebie po tym, jak zmusiłam
go do odejścia.
Jego
zapach się nie zmienił. Nawet o niuans.
Wąchanie
go bez ostrzeżenia przypominało wyjście kogoś niczego nie podejrzewającego na
ulicę i zderzenie z ciężarówką. I to uczucie było tak silne, że to cud, że moje
ciało nie przeleciało przez ciężarówki i motocykle, uderzając w nie, miażdżąc
każdą kość.
Przesunął
się do przodu, więc znalazł się w mojej przestrzeni, zapach się wzmocnił, a
moje ciało napięło się, by się przed nim obronić.
–
Kobieto, po całym tym czasie, cokolwiek masz mi dać, kurwa, zrób to – rozkazał
z irytacją - Masz dwie sekundy, żeby to z siebie wyrzucić. Nie chcesz, nie
dostaniesz kolejnej szansy i wiesz, że zrobię to w ten sposób. Więc to twoja
jedyna szansa. Weź to albo wsiadaj do swojego pieprzonego samochodu i zabieraj
swój tyłek z mojego świata.
Wpatrywałam
się w cienie jego twarzy, pragnąc ze wszystkiego, żeby ją zobaczyć.
Najwyraźniej
robiłam to przez dwie sekundy, bo Logan wykrztusił - Racja. Nic się nie
zmieniło. Słaba. A teraz zabieraj swój tyłek… – zbliżył swoją twarz do mojej – Odejdź.
A
kiedy to zrobił, podniosłam się na palcach i pocałowałam go.
To
było całkowicie szalone.
Ale
też nie mogłam nic na to poradzić.
Pachniał
tak całkowicie zajebiście.
I
był Loganem.
Blisko.
Właśnie tam. Jego twarz w mojej.
Odsunął
się, mrucząc zniesmaczony - Co do cholery?
Ale
słowa lub ich ton nie przeniknęły do mnie.
Powąchałam
go i posmakowałam.
Przepadłam.
Podniosłam
obie ręce po obu stronach jego głowy, przyciągnęłam go do siebie i wróciłam do pocałunku,
robiąc to wszystko, dając z siebie wszystko.
Nawet
kiedy jego palce boleśnie zacisnęły się na moich biodrach, odpychając je, by
mnie odsunąć, trzymałam go mocniej i wepchnęłam język między jego wargi.
To
dotknęło go, tylko to, tylko dotyk, a potem krzyknęłam mu w usta, kiedy
odkryłam, że uderzyłam plecami w mojego SUV-a.
Ale
to nie był jego sposób na odepchnięcie mnie.
Nie.
Pochylił
głowę i wypchnął mój język ze swoich ust, kiedy zaatakował moje.
I
właśnie wtedy przepadłam.
Już
przepadłam, ale wtedy nie było ze mnie nic.
Zupełnie
nic.
Poza
moimi dłońmi na głowie Logana, jego ciałem wciskającym się w mój samochód, jego
zapachem wokół nas, jego językiem plądrującym moje usta, całym tym wszędzie wybuchającym ogniem.
Wsunął
dłoń w moje włosy, skręcając je, ból najeżył się na mojej skórze głowy, a ja
ponownie krzyknęłam w jego usta, nawet gdy wygięłam się głębiej, przycisnęłam
bliżej, chcąc, jak zawsze, dać z siebie wszystko, o on, ponieważ był Loganem,
dostał wszystko.
Ale
także dlatego, że wiedziałam, że odzyskam to po stokroć.
Kołysał
nas do przodu, tak że jego drugie ramię mogło zablokować moje plecy i trzymał
się moich ust, gdy przeturlałam się na palcach, pchając głęboko, owijając
ramiona wokół jego szyi, pochłonięta pocałunkiem i nie zawracając sobie niczym
głowy.
Byłam
gotowa, żeby to zdobyć.
Nie,
musiałam to zdobyć.
Bez
względu na to, dokąd by zaszło.
Oderwał
się i wtedy moja ręka powędrowała w jego włosy, zaciskając mocno pięści w
proteście.
-
To jest to, czego chcesz? - warknął, jego głos był niższy, a ja zadrżałam z
rozkoszy.
Nie
byłem do końca pewien pytania, ale odpowiedziałem zdyszanym „Tak”.
–
Tego właśnie chcesz – powtórzył, tym razem stwierdzeniem, szukając
potwierdzenia.
-
Tak, Logan.
Puścił
mnie, ale chwycił moją dłoń, jego skóra była szorstka na moich palcach. Uczucie
tego powróciło po tych wszystkich latach i wydawało mi się, że pamiętałam każdy
raz, w krótkich odstępach czasu, od pierwszej nocy, kiedy się spotkaliśmy, do
nocy przed tym, jak to zerwałam, kiedy wziął mnie za rękę i gdzieś poprowadził.
Zagubiona
w tym, jak zawsze byłam w tym zagubiona, podążałam ślepo.
Przywiązana
do Logana, poszłabym wszędzie.
Nawet
gdybyśmy przechodzili przez ogień.
Przedzierał
się między pojazdami szybko, długimi krokami, a ja rzuciłam się, by za nim
nadążyć, zaciskając mocno palce na jego, na wypadek gdyby wpadł na jakiś
pomysł, żeby mnie puścić.
W
końcu pociągnął mnie wzdłuż boku kampera, o którym wiedziałam, że był częścią
strefy Chaosu, zatrzymał się przy bocznych drzwiach i nie pozwolił mi odejść,
kiedy wyciągał z kieszeni kilka kluczy.
Włożył
jeden, otworzył drzwi, szarpnięciem je otworzył i wciągnął mnie po schodach,
jednocześnie chowając klucze z powrotem do kieszeni.
Miałam
najmniejszą chwilę, żeby się rozejrzeć i zostać oszołomioną całkowitym
bogactwem tego miejsca, kiedy zatrzymał nas w środku i zamknął drzwi.
Był
to pojazd mega-platynowa-gwiazda-rocka-na-drodze, a w nim męski bałagan, jakby
miał w dupie bogactwo do tego stopnia, że widać było po twojej twarzy, jak
bardzo go to nie obchodziło, że ta rzecz prawdopodobnie kosztowała więcej niż
domy wielu ludzi.
Nie
mogłam tego obejrzeć, bo Logan skończył z drzwiami i ciągnął mnie przez
przestrzeń do tyłu.
I
sypialni.
Wciągnął
mnie tam i odwrócił tyłem tak, że byłam w sypialni znów twarzą do niego.
Potem
ściągnął mi kurtkę z ramion.
–
Logan… – zaczęłam drżącym głosem, a rozsądniejsze myśli wdzierały się do środka
i zmuszały do bycia zauważonymi.
Nie
miałam wyboru, musiałam znowu krzyknąć, kiedy jego ręka wystrzeliła w górę i znalazła
się w moich włosach, obejmując podstawę mojej czaszki i przyciągając mnie do
siebie tak mocno, że zderzyłam się z nim, nie mogąc nawet podnieść ręki, by
zamortyzować uderzenie.
-
Robimy to, nie mówisz, chyba że pieprz
mnie mocniej” – rozkazał szorstko.
Te
niezapomniane dreszcze wystrzeliły z wewnętrznych stron moich ud.
Otworzyłam
usta, moja ręka uniosła się, żeby wcisnąć się między nas, kiedy lekko pochylił
głowę, jego oczy – te brązowe oczy, które tak cholernie kochałam – nie były
ciepłe, ale surowe i przeszywające.
–
I nigdy więcej, do kurwy nędzy, nie wymawiaj mojego imienia – wyszeptał
złowrogo.
Tak,
przeważały rozsądniejsze myśli.
A
największą z nich było to, że to nie było w porządku.
Jego
usta zderzyły się z moimi, a jego zapach zaatakował mnie i znów było dobrze.
Absolutnie.
Zdarłam
jego kurtkę Chaosu, spychając ją w dół jego ramion.
Uwolnił
się z moich ust, aby zerwać koszulkę termiczną, po czym położył dłoń na moim
brzuchu i popchnął mnie na łóżko.
Przyjrzałam
się ścianie jego klatki piersiowej, ciemnym włosom spływającym z niej i
sześciopakowi, szerokiej górnej części ciała, wyrzeźbionemu brzuchowi, dużym i
wyraźnym ramionom, a wszystko to było mocne, i sięgnęłam po swój pasek.
Ściągnął
mi buty.
Odkąd
rozpięłam pasek i rozporek, poszedł dalej po moje dżinsy i już ich nie było.
Mój sweter podniósł się, gdy przyłożył ręce do rąbka w tym samym momencie,
kiedy przyłożył kolano do łóżka obok mnie, dołączył do mnie i sweter zniknął.
Poczułam chwilę radości, gdy ciężar jego ciała uderzył w moje, a potem poczułam
coś jeszcze, co wciąż było radością, ale znacznie większą, gdy jego usta
dotknęły moich.
Lata
rozpłynęły się i rzuciliśmy się na siebie, tak jak zawsze. Codziennie, czasem
więcej niż raz, czasem jeśli mieliśmy czas przez cały dzień.
Ale
była różnica.
To
było szalone.
Głodne.
Nie.
Wygłodniałe.
Wszystko,
co mogłam wziąć, robiłam rękami, ustami, zębami i językiem, wściekle o to
popychając go na plecy, by uzyskać lepszy dostęp i wchodząc całą sobą. W końcu
oddzieliłam się od niego tylko na tyle, by szarpnąć za pasek tak gwałtownie, że
jego biodra opuściły łóżko.
–
Jezu, kurwa – wymamrotał, ale znałam ten ton. Słyszałam to wcześniej.
On
też przepadł.
A
ja zamierzałam go unicestwić w inny sposób.
Ściągnęłam
jego dżinsy, aż jego twardy, gruby kutas się uwolnił i Boże, Boże.
W
Loganie Judd było wiele pięknych rzeczy, a jedną z nich była doskonałość jego
penisa.
Brakowało
mi wszystkiego, co dotyczyło Logana Judd’a.
Włączając
to.
Ale
oto był, centymetry ode mnie, więc nie marnowałam więcej czasu.
Pochyliłam
się nisko i przesunęłam czubkiem języka po spodniej stronie, słysząc jego jęk,
patrząc w górę i nie widząc nic poza dolną częścią jego szczęki, jego głową
wbijającą się tyłem w poduszkę.
Podobało
mu się to.
Przestałam
się opieprzać i przyjęłam go.
Całego
w siebie.
–
Jezu… kurwa – jęknął.
Pieprzyłam
go ustami, tak jak mu się to podobało, dokładnie
tak, jak mu się to podobało – zdecydowanie jak jazda na rowerze, pamiętałam to wszystko i mu to dałam.
Zabrałam
go tam w żałośnie krótkim czasie, a on zakomunikował mi to, odsuwając się i przejmując
kontrolę.
Podchodząc
na kolana, przykuwając mój wzrok, wciąż surowy i przeszywający, ale także
ognisty i wspaniały, wpychając mi rękę w plecy i wpychając twarzą w poduszki.
Poruszył
się i poczułam, że majtki zsunęły mi się do ud.
Mrowienie
zniknęło, całe moje ciało drżało w oczekiwaniu, moje jęki były stłumione w jego
miękkiej pościeli.
Jęknęłam
ponownie, kiedy rozsunął moje nogi i poczułam, jak moje majtki napinają się
ciasno, wgryzając się w moje ciało.
Potem
wjechał i znów był mój.
Mój.
-
Tak, kochanie - jęknęłam, przytłoczona, niespełniona, jednocześnie czując
radość, płonąc z pożądania, zacisnęłam palce na poduszce i odchyliłam się na
powitanie i żądanie.
Jego
palce chwyciły moje biodra i unieruchomiły mnie, kiedy wchodził.
-
O Boże, tak. Pieprz mnie. Pieprz mnie mocniej – błagałam, walcząc z jego
uściskiem na moich biodrach, abym mogła uczestniczyć w jego staranowaniu mocno,
szybko, Boże… Boże…
Głęboko.
Moja
klatka piersiowa pozostała w dole, ale moja głowa szarpnęła się do tyłu i
przechyliłam tyłek tak wysoko, jak tylko mogłam, wzięłam go i brałam, aż się
rozpadłam, kawałki mnie latały, gdy eksplodowałam serią ostrych okrzyków, które
doprowadziły do dyszących jęków.
I
trzymał się mnie.
Kawałki
cofnęły się i poczułam jego zapach na prześcieradłach, poczułam, jak wpycha się
do środka, chlubiąc się, że go odzyskałam, i próbowałam podnieść się do moich
rąk, aby pomóc go tam zabrać.
-
W dół - warknął.
–
Ale… – zaczęłam.
Jedna
z jego rąk opuściła moje biodro i przeniosła się na plecy, wpychając mnie tam,
gdzie byłam.
–
Trzymaj się, kurwa, nisko – warknął.
Leżałam
i nieruchomiałam, dryfujące kawałki mnie zaczęły się ze sobą łączyć, gdy
przyjmowałam jego pchnięcia i wreszcie poczułam jego walenie.
Ogarnęło
mnie inne pieczenie, gdy nadeszły jego odgłosy i wiedziałam, że był blisko.
Potem
doszedł, wlewając się we mnie, trzymając mnie nieruchomo i tak, że nie mogłam
zrobić nic innego, jak tylko to wziąć.
Szarpnął
się we mnie, gdy opanował go orgazm, a potem zakopał się do korzenia,
pozostając tam.
Pozostałam
nieruchoma.
Ponieważ
zaczynałam się bać, nie marnował czasu, by się wycofać.
Ale
nawet w moich najśmielszych wyobrażeniach, w najgorszych koszmarach, to, co
zrobił potem, nie było czymś, czego bym się spodziewała.
Nie
od Logana.
Nie
od mężczyzny, który miał moje serce.
Nie
od mężczyzny, który przysiągł mi, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, że zawsze
będę z nim bezpieczna.
Nawet
po tym, co zrobiłam.
Poczułam,
jak wyszedł z łóżka i opadłam na bok, sięgając na oślep po kołdrę, słuchając
odgłosów zapinania klamry.
Właśnie
przykryłam dolną połowę ciała, tułów oparłam na łokciu, odwróciłam głowę do
niego, kiedy poczułam ciężar moich dżinsów uderzających o moje ciało.
Mój
wzrok padł na jego.
–
Masz, czego chciałaś, suko. A teraz wypierdalaj.
Całkowicie
znieruchomiałam, gdy przeszył mnie strach i agonia.
Logan
nie znieruchomiał.
Pochylił
się, by chwycić koszulkę termiczną, odwrócił się i wyszedł na korytarz.
Wpatrywałam
się w przestrzeń, którą zajmował, gdy z opóźnieniem dotarło do mnie, co się
właśnie stało.
Przeleciał
dostępną cipkę.
Rzuciłam
mu to.
Wziął
to.
Teraz
skończył.
To
przychodziło z terytorium motocyklisty. Groupies kręcące się wokół tylko w tym
celu. Nie obchodziło ich, kto, gdzie i jak. Szły za tym.
Znałam
kilka z nich, zadawałam się z nimi, kręciłam z nimi gówno i według mojej
przemyślanej opinii podobało im się to bardziej niż chłopakom, nacięciom, które
zdobywali na swoich przysłowiowych pasach. Nie chcieli zaangażowania. Chcieli
zabawy i kogoś, z kim mogliby się wyluzować, i wspaniałego orgazmu (jeśli by im
się udało).
Nie
byłam biker-baby. Byłam starszą panią. Chciałam tego, co groupies miały, ale
chciałam też mieć cały pakiet.
Chociaż,
musiałam przyznać, podziwiałam je. Nie obchodziło ich, co ktoś pomyślał. Żyły w
pogoni za tym, czego chciały, a każdy, kto patrzył na to z góry, mógł się
pieprzyć.
Ale
znowu nie byłam groupies motocyklistów.
A
jednak Logan właśnie pieprzył mnie jak jedną z nich.
Nie.
Gorzej.
A
było jeszcze gorzej, bo nawet nie okazał mi szacunku, nie oferował przytulenia,
pocałunku czy szota po tym, jak to zrobił.
To,
co się właśnie wydarzyło, było pieprzoną zemstą.
A
ja od razu w to weszłam.
Zawstydzona,
zszokowana, zraniona, podciągnęłam majtki i powoli wyślizgnęłam się z jego
łóżka, ale nie traciłam czasu na ubieranie się.
Pośpieszyłam
się.
Zrobiłam
to, myśląc, że Logan Judd, którego znałam, nie miał tego w sobie.
Mężczyźni
musieli zasłużyć na jego szacunek.
Kobiety,
to była inna sprawa.
Moja
mama, moja siostra, starsze panie, groupies motocyklistów, ktokolwiek – on okazywał
im szacunek. Nie zarabiały na to. Zostało im to dane. Nie osądzał. Nigdy nie
był kutasem, a tym bardziej kompletnym dupkiem.
Jak
powiedziała Reb, zniszczyłam go.
A
ja wiedziałam, że to zrobiłam.
Ale
nie zasłużyłam na to.
Żadna
kobieta na to nie zasłużyła.
Ale
on mnie tak potraktował.
Wciągnęłam
kurtkę i ruszyłam korytarzem, poruszając się szybko, całkowicie zapominając, po
co w ogóle przyszłam na zjazd, myśląc, że musiałam się stamtąd wydostać, zanim
rana otworzy się jeszcze bardziej i wykrwawię się na podłodze wypasionego
kampera Logana.
Wiedziałam,
że wciąż tam był, kiedy dotarłem na front. Czułam go, ale widziałam go też
kątem oka.
Ale
poszłam prosto do drzwi.
–
Nie chcę cię więcej widzieć – stwierdził, kiedy podnosiłam rękę, żeby otworzyć
drzwi - Nigdy więcej. Słyszysz?
Słyszysz?
Agonia.
Odwróciłam
się do niego i poczułam się, jakbym poruszała się w zwolnionym tempie, gdy ten
prosty ruch trwał latami.
I
wtedy go zobaczyłam.
Tak,
zarośnięty.
Żadnych
blizn.
Brak
brzucha piwnego.
Tylko
piękno.
Starsza
wersja mojego Logana, ale z zimnymi oczami i grymasem niesmaku na pełnych
ustach.
–
Nigdy więcej mnie nie zobaczysz – wyszeptałam.
Jego
oczy pozostały utkwione w moich, gdy rzucił - Dobrze.
Poczułam,
jak moje oczy napełniają się łzami, ale się nie poruszyłam. Stałam tam,
wpatrując się w mężczyznę, którego kochałam, straciłam i opłakiwałam przez
dwadzieścia lat, ale robiłam to, wiedząc, że nawet nie zaczęłam go opłakiwać.
Ponieważ
moja miłość do niego nigdy nie umarła.
Teraz
rozpocznie się żałoba.
Bo
właśnie to zabił.
-
Dziękuję - powiedziałam.
-
Za co? - zakpił.
–
Za zabicie tego – odpowiedziałam.
Widziałam,
jak jego ciężkie, ciemne brwi uniosły się i połączyły, ale to wszystko, co
zobaczyłam, zanim odwróciłam się do drzwi, otworzyłam je, szarpnięciem
otworzyłam i zbiegłam po schodach, łzy płynęły, ból narastał i rozprzestrzeniał
się.
Na
oślep pobiegłam w stronę Okopu, skręciłam za róg, który miał mnie wyprowadzić
ze strefy Chaosu i wpadłam prosto na coś twardego.
Cofnąłem
się, podniosłam wzrok i spojrzałam z przerażeniem na Tacka Allena.
Patrzył
też na mnie, zanim jego twarz stwardniała i warknął - Pieprz mnie.
Nienawidził
mnie i nawet w ciągu tych dwóch sekund wiedziałam o tym, ponieważ tego nie
ukrywał.
Nie
ponownie.
Nie
mogłam tego znowu znieść.
Odwróciłam
się i prawie wpadłam na rudowłosą u jego boku, która, jak z roztargnieniem
zauważyłam, nie była Naomi, ale patrzyła na mnie z ciekawością, zanim jej głowa
wyraźnie drgnęła, jej oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły.
Przemknęłam
obok niej i pognałam w noc.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń