niedziela, 12 marca 2023

3 - Dziękuję (cz.2)

 

ROZDZIAŁ 3

Dziękuję (cz.2)

*****

Tyra

- Znasz ją? - Zapytałam.

Mój mąż nie odpowiedział.

Zaczął szybko skradać się (skradać się, nie iść) w kierunku kampera High’a.

- Tack! – warknęłam, pędząc za nim - Znasz tę kobietę?

Tack nie dotarł do kampera, zanim drzwi zostały otwarte i High wyszedł.

– Bracie – zawołał Tack.

High nawet nie spojrzał na Tacka. Pomaszerował prosto do swojego motocykla zaparkowanego obok jego kampera i przerzucił nogę.

- Bracie! - Tack krzyknął, przekrzykując ryk Harleya High’a, kiedy odpalił, mój mężczyzna przyspieszył kroku, co oznaczało, że i ja przyspieszyłam kroku, biegnąc teraz za mężem.

High wykręcał motocykl, jego głowa odwróciła się, by spojrzeć za siebie, gdy zaczął wycofywać.

- Bracie! - Tack ryknął, kiedy zatrzymał się blisko motocykla High’a, a ja wpadłam w poślizg i zatrzymałam się u jego boku.

Potem nie poruszyłam nawet mięśniem, gdy High odwrócił głowę i spojrzał na mojego mężczyznę.

I też nie oddychałam.

Byłam blisko ze wszystkimi braćmi. Przez lata, a było ich już wiele, przez wzloty i upadki, narodziny i śmierć, zerwania, makijaże, pieprzenia, byliśmy blisko.

Ale jeśli miałabym wymienić brata, z którym jestem najmniej związana, byłby to High.

Był dobrym facetem. Był dobrym bratem. Był dla mnie miły. Naprawdę mnie szanował, a robił to i słowem, i czynem, i to nie dlatego, że byłam starszą panią prezesa MC Chaos, ale dlatego, że czuł to do mnie.

Ale nie byliśmy aż tak zżyci.

Zauważyłam też, że nie był blisko z żadną kobietą związaną z Klubem, nawet z własną żoną wtedy, gdy ją miał (a teraz nie miał).

Wiedziałam, że będzie krwawił i umierał za swoich braci. Gdyby do tego doszło, zrobiłby to nawet dla starszych pań.

To nie znaczyło, że będzie kręcił z nami gówno na pieczeni wieprzowej Chaosu.

A więc nie.

I wpadłam na pomysł, że właśnie dowiedziałam się dlaczego.

Bo ta piękna kobieta ze łzami spływającymi po twarzy, która wyglądała, jakby właśnie jej powiedziano, że mężczyzna, którego kochała każdym włóknem jej istoty, został zastrzelony na ulicy, właśnie wyszła z kampera High’a.

High, który wyglądał, jakby miał walczyć z samym diabłem, by przejąć władzę w piekle, i miał wystarczająco dużo wściekłości w brzuchu, by wygrać.

Nie zwrócił się do Tacka. Wycofał się i ryknął.

Stałam obok męża i spojrzałam w ciemność, gdzie ostatnio był High.

Kiedy Tack się poruszył, szybko się przesunęłam i odwróciłam do niego twarzą.

- Kim była ta kobieta? - Zapytałam.

Spojrzał na mnie i powiedział niewłaściwą rzecz.

– Nie wchodź w to, Ruda.

To było to.

To było duże.

To dlatego High było High.

Więc to było coś, co musiałam wiedzieć.

- Kim była ta kobieta? - Powtórzyłem.

Tack zwrócił się do mnie całkowicie, podszedł bliżej i zgiął kark, by uchwycić mój wzrok w ciemności.

– Nie wchodź w to, Tyro – powtórzył również.

– Kim… była… ta kobieta? - zażądałam.

Patrzyłam, jak szczęka mojego męża zacisnęła się, kiedy mnie obserwował.

Spędziliśmy razem dekadę.

Znał mnie.

Nie było więc niespodzianką, gdy stwierdził - Wiesz, mężczyźni mają wymarzone kobiety, tak jak kobiety mają wymarzonych mężczyzn, a ty jesteś moja.

To był dobry sposób na rozpoczęcie, słodzenie mi, bo to wiedziałam.

Był moim wymarzonym mężczyzną.

Byłam jego wymarzoną kobietą.

Nie tylko nosiliśmy sobie nawzajem obrączki.

Taka była prawda.

I dzieliliśmy się tym ze sobą na niezliczone sposoby przez lata.

– Tak – odpowiedziałam.

– Nazywa się Millie Cross – ciągnął – A jakieś dwadzieścia lat temu była kobietą High’a.

- Myślę, że złapałam tę część - poinformowałam go.

– Nie, Ruda – powiedział, podchodząc bliżej i unosząc rękę, by owinąć ją wokół mojej szyi - Ona była jego i była jego. Jego wymarzona kobieta.

Och-o.

– Cholera – mruknęłam.

- Tak - zgodził się – A wiesz, jak High uzależnił się od robienia głupich rzeczy, które były również przestępstwem, żeby zarobić kupę kasy dla Klubu?

Och-o.

Teraz to była starożytna historia, Klub robił zbrodnicze gówno, a mój mężczyzna dopilnował, by odeszli od tego, ciągnąc ze sobą swoich braci na przejażdżkę.

Chociaż, prawdę mówiąc, większość z nich była chętna i inwestowała na każdym kroku do tego stopnia, że krwawili, aby Klub był czysty.

I jeden za to umarł.

High’a trudniej było przekonać, że klub potrzebuje nowego kierunku.

– Tak – odpowiedziałam powoli.

- Kiedy go wypatroszyła, odstrzelając jego tyłek, powiedziała mu, że nie ma ambicji, a ona skończyła college i miała przed sobą złote życie, więc skoro był tak głęboko skażony Chaosem, wiedziała, że nigdy nie mógł mieć prawdziwego życia. To oznaczało, że musiał się odpieprzyć. Co zrobił. I wtedy pogrążył się w tym gównie tak głęboko, że trzeba było tego, co przydarzyło się tobie wiele lat później, żeby go wyciągnąć.

Przydarzyło mi się to, że zostałam porwana i wielokrotnie dźgnięta nożem przez wroga, który kiedyś był sojusznikiem Chaosu. Wroga, z którym High chciał się ponownie sprzymierzyć.

Dopóki ten wróg prawie mnie nie zabił.

– Cholera – szepnęłam.

– Tak – zgodził się Tack - Ta suka nie jest suką. Ta suka jest cipą nienawidzącą motocyklistów i nie mam pojęcia, po co tu, kurwa, tu była, chyba że pieprzy High’owi w głowie, bo spędziła z nim trzy lata i spieprzyła to - Spojrzał za mnie i wymamrotał - Prawdopodobnie została rzucona. Może ma dzieci na utrzymaniu. Szuka jakiegoś kutasa, który jest na tyle głupi, żeby wziąć na siebie jej gówno i myśli, że zakochał się w niej, co oznaczałoby High’a.

Spojrzałam na mojego męża, najbystrzejszego mężczyznę, jakiego znałam, zastanawiając się, jak przynajmniej z tą jedną rzeczą mógł być taki głupi.

– Uch, nie sądzę.

Jego wzrok wrócił do mnie - Powtórz?

- Kobieta, którą właśnie widzieliśmy, była dorosłą kobietą, odpowiednikiem sześciolatki, która właśnie dowiedziała się, że nie ma Świętego Mikołaja ani zajączka wielkanocnego i została adoptowana.

Spojrzał w niebo i wymamrotał - Kurwa.

– Poważnie – warknęłam.

Spojrzał na mnie – Ruda, mówię ci – zacisnął palce na moim karku – Nie mieszaj się.

Pokręciłam głową z niedowierzaniem - Jako jego brat, widząc go, widząc ją, jak mogłeś się nie zaangażować?

Zbliżył swoją twarz do mojej - Bo ona uciekła, co oznacza, że mam nadzieję, kurwa, że będzie trzymać się z daleka. A jeśli tego nie zrobi, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ją odsunąć w taki sposób, żeby zrozumiała moją cholerną wiadomość i nadal trzymała się… do cholery… z dala.

- Tack…

– Tyra, nie mieszaj się – wycedził.

– Cokolwiek się między nimi stało, była zdruzgotana – syknęłam.

– Dobrze – uciął - Jak spuściła to gówno na High’a, zasługuje na to i dużo więcej.

Kochałam mojego mężczyznę.

Ale miałam rację.

Jak każdy mężczyzna zaślepiony lojalnością wobec brata, w tym gównie był taki głupi.

- Czy przyszło ci do głowy, że kobieta, która nienawidzi motocyklistów, nie zbliży się do pola Dzikiego Billa, bez względu na to, czego może potrzebować, chyba że to, czego ona potrzebuje, jest tym, czego potrzebuje? - Zapytałam.

- Nic mi nie przychodzi do głowy poza obroną mojego brata, Tyra – odpowiedział - I musisz tego posłuchać, kochanie, i niech to cholernie zapadnie. Każdy brat zrobi to samo, a nie chcesz iść przeciwko Chaosowi w takim gównie. Ci, którzy nie przeżyli tego z nim, usłyszą o tym i wszyscy będziemy w środku w sposób, jakiego ty kiedyś doświadczyłaś. Kiedy wszyscy zaryzykowaliśmy, żeby uratować ci życie.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze.

Usłyszał, jak to robiłam i wymamrotał - Rozumiesz mnie.

- Tack…

- Odpuść sobie.

- Tack!

- Rud - Podszedł bardzo blisko - Odpuść sobie.

Patrzył mi w oczy.

Wpatrywałam się w jego.

Żadne z nas nie odezwało się ani słowem.

Tack przerwał ciszę.

- Odpuścisz?

– Jeszcze nie zdecydowałam – warknęłam.

Cofnął się trochę i uśmiechnął.

- Nie myśl o tym.

Przewróciłam oczami.

Wrócił i musnął moje usta swoimi - Wciąż jadę na haju Okopu, kochanie. Teraz chcę jeździć na czymś innym.

To było do bani, ale nawet po dekadzie z tym mężczyzną wiedziałam, że był bardzo dobrym jeźdźcem, więc nawet na niego zerknęłam, bo to mi wystarczyło.

Wyciągnęłam rękę i złapałam go za rękę, oświadczając - Porozmawiamy o tym później.

- Nie, nie zrobimy tego.

- Tak zrobimy.

Potrząsnął głową, odwrócił się i ciągnąc mnie za rękę, znowu się uśmiechając, zaprowadził mnie do naszego namiotu.

Weszliśmy do środka i mój mąż odciągnął moje myśli od High’a i kobiety o imieniu Millie Cross.

Zrobił to dokładnie.

Ale mimo to byłam sobą.

Więc to było tylko chwilowe.

*****

Millie

Dwadzieścia trzy lata wcześniej…

- Pięć? – zapytałam z niedowierzaniem.

– Pięć – odpowiedział, uśmiechając się do mnie.

Leżałam naga na Loganie w jego łóżku w mieszkaniu z dwiema sypialniami, które dzielił z jakimś facetem, który nie był Chaosem. Ale ponieważ Logan uznał, że jego czas jako rekruta dobiegł końca, a jego wynagrodzenie w pracy wzrośnie, oznaczało to, że planował przenieść się do innego miejsca, które byłoby tylko jego. Właśnie się ze mną kochał po tym, jak zabrał mnie na wykwintną kolację ze stekami w Buckhorn Exchange.

To było fantastyczne. Musiałam się wystroić. Udało mi się zobaczyć wystrojoną wersję Logana (ładna koszula, niezbyt wyblakłe dżinsy, wszechobecna skórzana kurtka deklarująca, że był rekrutem klubu motocyklowego). Nawet nie mrugnął, kiedy dostałam kartkę po tym, jak zamówiłam piwo i pokazałam fałszywy dowód tożsamości (chociaż droczył się ze mną, że uszłoby mi to na sucho, kiedy kelner wyszedł).

Namówił mnie, żebym spróbowała ostryg z Gór Skalistych (nie moje ulubione) i łosia (pyszne).

Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, trzymaliśmy się za ręce nad stołem i graliśmy pod nim w stópki.

Innymi słowy, ta nasza czwarta randka była tak samo dobra jak wszystkie trzy poprzednie.

Teraz leżeliśmy w jego łóżku, a Logan właśnie powiedział mi, że chce pięcioro dzieci.

Pięcioro.

Moje „Poważnie?” znowu było nieufne.

Wzruszył ramionami na materacu, wciąż uśmiechając się do mnie, i wyjaśnił - Mam tylko siostrę i jesteśmy blisko. Całkowicie. Nie wiem, dlaczego moi rodzice nie mieli więcej dzieci. Nie podzielili się. Może zanim stworzyli własne, byli zmęczeni tymi, które stworzyli ich rodzice. Chociaż myślę, że na początku chodziło o pieniądze i brak możliwości posiadania więcej. Ale moi starzy oboje pochodzili z dużych rodzin. Mój tata ma dwóch braci i siostrę. Mama ma dwóch braci i dwie siostry.

Zacisnął mocniej ręce i mówił dalej.

- Kocham moją rodzinę, Millie. Uwielbiam spędzać z nimi czas. I miałem tego dużo dorastając. Najlepszym okresem były wakacje. Prawie wszyscy krewni taty i mamy nadal mieszkali w pobliżu Durango i cały czas się spotykaliśmy. Wielkanoc, Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie. Dużo jedzenia. Głośni. Dzicy. Wszystkie dzieciaki chodziły razem na trick-or-treat, tworzyliśmy wielkie plemię, terroryzując sąsiedztwo. Wielkie bale maturalne. Wielkie słodkie imprezy na szesnastki. Byliśmy blisko i to był strzał w dziesiątkę.

Nie byłam już nieufna.

Byłam jeszcze bardziej zakochana.

– Tęsknisz za tym – powiedziałam cicho.

- Tak - odpowiedział - Myślę, że później moi starzy żałowali, że przestali. Wszyscy z wyjątkiem dwóch ich braci, reszta poszła na całość z robieniem dzieci i niewielu się wyprowadziło, więc nadal mają to w Durango. Ta sama dobroć, cały czas się powiększa. Kurwa, mój wujek musiał rozbić namiot w ostatnie Święto Dziękczynienia i ogrzać go, żeby móc ustawić tam stoły, bo w domu nie było miejsca. Co oznaczało, że my wszyscy musimy być jeszcze głośniejsi i bardziej hałaśliwi, a on miał to w dupie. Kochałem to. Wszyscy to robimy.

Uśmiechnęłam się do niego - Brzmi zabawnie.

Jego ramiona wokół mnie przytuliły mnie - Zabiorę cię tam w następne Święto Dziękczynienia.

To była przyszła randka, na którą bardzo czekałem.

Z drugiej minęły strony cztery dni, mieliśmy cztery randki, a na każdą z nich czekałam coraz bardziej.

– Mam tylko siostrę – powiedziałam, zmieniając temat, bo nie chciałam go przestraszyć, pokazując, ile w tym było prawdy - Zawsze chciałem mieć też brata.

Podniósł rękę i dotknął palcem mojej skroni, przesuwając nią w dół i z powrotem, nad moim uchem, aż objął dłonią kark.

- Jesteś młoda, kochanie, ale myślisz o dzieciach? - zapytał.

- Moja siostra jest absolutnie najlepsza i, do diabła, nie ma mowy, żebym żyła bez dwóch dziewczyn, które mogą dzielić pokój, mieć piętrowe łóżka i chichotać każdej nocy tak bardzo, że ja i mój mężczyzna musimy wykrzykiwać groźby na nich, żeby się zamknęli – oświadczyłam i patrzyłam ze zdumieniem, jak jego twarz złagodniała.

Widząc to, zdecydowałam, że jeszcze nie skończyłem.

- Jeśli to oznacza, że muszę mieć trzech chłopców, zanim dostanę dwie dziewczynki lub pięciu chłopców, nie obchodzi mnie to. Będę kontynuowała, dopóki nie dostanę dwóch dziewczyn.

Zaczął chichotać, jego brązowe oczy rozbłysły humorem i ciepłem, ale ten łagodny wyraz nigdy nie zniknął z jego twarzy.

- Więc jesteś przygotowana na wypchnięcie siedmiorga dzieci - zauważył.

– To nie byłby optymalny scenariusz – odparłam. - Ale tak. Aby dostać to, czego chcę, jestem przygotowana.

- Cóż, ja chcę chłopców. Mam siostrę, dobrych przyjaciół w Durango. Mając to, nie tracąc tego, nawet opuszczając miasto i zostawiając ich za sobą, kiedy wyruszałem, aby zobaczyć, co będzie dalej w życiu, oznaczało, że szukałem tego tutaj, w Denver. I to doprowadziło mnie do Chaosu. Więc wiem, co to znaczy mieć brata, ale chciałbym mieć go przez całe życie. Chcę, żeby moi chłopcy to mieli.

- Więc, w najlepszym przypadku, dwóch chłopców, dwie dziewczyny. W najgorszym przypadku dwóch chłopców, dwie dziewczyny i różne dzikie karty – odpowiedziałam, a Logan znów się zaśmiał.

– Tak, chociaż najgorszy przypadek też nie brzmi źle.

Miał rację i nie obchodziło mnie, że mieliśmy tylko cztery randki i to było wcześnie.

Zrobiły to za mnie cztery randki.

To był mój facet.

Więc myśl o dawaniu mu tylu dzieci, ile chciał, wstrząsała każdym kawałkiem mnie.

Nie chciałam tego następnego dnia, tygodnia ani miesiąca.

Ale kiedy byłabym bliska ukończenia college’u, chciałam zacząć o tym myśleć, bo chciałam to zrobić wcześnie, abym mogła być młoda i cieszyć się dziećmi, a potem być młoda i cieszyć się wnukami.

– Zacznijmy wcześnie – wyszeptałam z wahaniem.

– O, tak – zgodził się natychmiast.

Widzicie?

To był mój facet.

Zgodziliśmy się na wszystko. Nie tylko wszystko, co coś znaczyło, wszystko jak wszystko.

Jego spojrzenie stało się intensywne na mnie tuż przed tym, jak przekręcił nas tak, że był na górze.

- Muszę cię wkrótce zabrać do domu, ale chcę cię trochę więcej, zanim będę musiał pozwolić ci odejść - powiedział mi.

O, tak.

Zgadzaliśmy się we wszystkim.

Rozpłynęłam się pod nim.

– Okej – zgodziłam się.

Jego oczy rozgrzały się w inny sposób, zanim przechylił głowę i mnie pocałował.

Logan ma trochę więcej mnie, a ja mam dużo więcej jego.

Potem zabrał mnie do domu.

Nienawidziłam się żegnać przed drzwiami wejściowymi moich rodziców.

Ale nie było tak źle.

Bo mieliśmy plany na następny wieczór.


 

2 komentarze:

  1. I jak tu wytrwać do piątku 😉 historia coraz ciekawsza. Dziękuję za każdy kawałek ❤️

    OdpowiedzUsuń