Niespodzianka 😄
ROZDZIAŁ
4
Tragedia (cz.1)
Tyra
–
Racja – stwierdziła Elvira, siedząca w moim samochodzie obok mnie - Jestem
podłączona do dźwięku. Ja wchodzę, ty słuchasz. Ale mi się to podoba, bo dla
mnie to upieczenie trzech pieczeni na jednym ogniu. Przełamuje całodzienną nudę
stada komandosów. Dzięki temu dowiesz się o swojej dziewczynie. A ponieważ ona
jest organizatorką przyjęć, a ja zadzwoniłam do wszystkich w sprawie jej
referencji, zanim zorganizowałam ten występ, jak ona i ja zrobimy to spotkanie,
ja załatwiam przygotowania do mojego ślubu.
Następnie
klasnęła w dłonie i wyciągnęła je przed siebie, wskazując na zrobione.
–
Uh… nie sądzisz, że planowanie ślubu, zanim Malik ci się oświadczy, może
przynieść pecha? – Lanie, wciśnięta na moje tylne siedzenie, zapytała Elvirę.
Elvira
obróciła się, by na nią spojrzeć – Uh… nie, biorąc pod uwagę, że to Malik
będzie miał pecha, jeśli ten mężczyzna nie założy mi pierścionka i to szybko, ja
mam dwie możliwości. Skopię mu czarny tyłek albo go zabiję. I, tak tylko mówię,
pochylam się w stronę bramki numer dwa.
Nie
musiała „tak tylko mówić”. Gadała o tym od miesięcy, więc już wiedziałyśmy.
Nie
winiłam jej. Elvira była moją przyjaciółką, a Malik jej mężczyzną i to od
dawna. Musiał wykonać ruch.
Współodczuwałam
z nią, bo ją kochałam.
Ale
to nie był na to odpowiedni czas.
–
Żeby nie zmieniać tematu z tak ważnego – wtrąciłam – Ale nie mam dobrego przeczucia
co do naszej obecnej misji.
Minęły
zaledwie trzy dni od zjazdu u Dzikiego Billa.
W
tamtym czasie brałam pod uwagę ostrzeżenia mojego męża, by trzymać się z
daleka.
Potem
ja (i wszyscy chłopcy) zostaliśmy potraktowani przez podły nastrój High.
Więc
zdecydowałam się na to.
W
tym celu zaangażowałam Elvirę, moją przyjaciółkę, która również była pracownicą
Hawka Delgado, który był swego rodzaju prywatnym detektywem, swego rodzaju
komandosem, ale przede wszystkim niedocenionym super bohaterem (moim zdaniem).
Wciągnęłam też Lanie, moją najlepszą przyjaciółkę, która przemierzyła moją
ścieżkę życiową. Zrobiła to wiele lat później, kiedy ona również poślubiła
brata Chaosu, Hoppera „Hop’a” Kincaida.
Jak
tylko o tym usłyszała, będąc osobą, która nurkuje w pracę takiego rodzaju całą
sobą, Elvira szybko ją wykonała, wykorzystując zasoby super bohatera Hawka w
jego centrum dowodzenia.
Dlatego
wiedziałyśmy sporo o Millicent Cross.
Wiedziałyśmy,
że miała czterdzieści jeden lat. Wiedziałyśmy, że nigdy nie była mężatką (coś,
co wydało mi się bardzo wymowne, a Lanie i Elvira się zgodziły). Wiedziałyśmy
też, że nigdy nie miała dzieci (znowu z wymownym). Wiedziałyśmy, że mieszka w
swoim domu od jedenastu lat.
Ale
wiedziałyśmy też, że lata temu wynajmowała z High’em dom i robili to przez trzy
lata.
Ponadto
wiedziałyśmy, że ma jedną siostrę, która wyszła za mąż i ma dwoje dzieci,
mieszkającą w okolicy, oraz dwoje żyjących rodziców, którzy przeprowadzili się
do Arizony trzy lata temu.
I
wreszcie, wiedziałyśmy, że ma własną firmę.
Planowała
przyjęcia.
Wszelkie
przyjęcia.
Wesela.
Rocznice. Bar micwy. Bat micwy. Quinceañeras.
Spotkania firmowe. Cokolwiek nazwiesz, ona to zaplanuje, a po tym, a po tym jak
Elvira zadzwoniła do miejsc dających jej referencje wymienionych na jej stronie
internetowej, stwierdziliśmy, że robiła to bardzo dobrze.
Miała
też dodatek do tego biznesu, w którym projektowała schematy, a oprócz tego
dekorowała domy lub biura, wewnątrz i na zewnątrz, na święta. Każde święta (ale
głównie Boże Narodzenie). A ze zdjęć w galerii na jej stronie internetowej
wynikało, że była w tym naprawdę dobra.
Dowiedziawszy
się o tym wszystkim, Elvira obmyśliła plan, w ramach którego umówiła się na
spotkanie, rzekomo w celu zaplanowania nadchodzących zaślubin, abyśmy mogli „wyczuć”
Millie i na tej podstawie same zdecydować, czy powinnyśmy oficjalnie brnąć w to.
I
bez pytania o zgodę grupy dziewczyn, Elvira wcieliła ten plan w życie.
I
tak oto siedziałyśmy w moim mustangu na ulicy przed (bardzo oryginalnym i
niewiarygodnie ładnym) starym domkiem Millie Cross w Cheesman Park.
Byłyśmy
tam, bo na tyłach głównego domu znajdował się mały domek gościnny, w którym
Millie miała pracownię, w której prowadziła swój biznes. Dochodziło się do tego
podjazdem, który składał się z dwóch wąskich pasów betonu między szerszymi
pasami kępek trawnika. Znajdowały się pod pergolą, który w tamtych czasach miał
prawdopodobnie chronić samochody, a nawet powozy i miała ścianę krat pokrytą
wisterią.
A
spotkanie Elwiry było za dwie minuty.
Elwira
zwróciła uwagę na mnie - Jak możesz nie mieć o tym dobrego zdania? To doskonały
plan.
Pewnie,
że tak myślała, skoro to był jej plan.
-
Cóż, może nie przeszłaś przez ceremonię inicjacji, stając się starszą panią,
ale nadal jesteś de facto Chaosem – stwierdziłam. Kiedy Elvira otworzyła usta,
żeby odpowiedzieć, kontynuowałam - I wiesz to. Co oznacza, że jeśli Millie
Cross jest tym, kim myślę, że jest, a my możemy naprawić to, co jest zepsute
między nią a High’em, co oznacza, że może wrócić do owczarni, czy nie sądzisz,
że pierwszą rzeczą, którą powinnyśmy zrobić jako jej ewentualne przyszłe
siostry Chaosu jest jej szybkie wciągnięcie?
-
Myślę, że to ty musisz wiedzieć, z czym masz do czynienia i usłyszałaś twarde
słowa od swojego mężczyzny. Ona usłyszała
twarde słowa od swojego mężczyzny - Elvira wskazała Lanie - A ci dwaj chłopcy,
nie są głupi. Lojalni, może aż do przesady, ale nie głupi. Więc myślę, że
zachowam ostrożność.
Elwira
się nie myliła. Lanie delikatnie wypytywała Hop’a o jego wiedzę na temat
historii High’a i Millie. Odpowiedź Hop’a brzmiała - Słyszałem, że się pokazała.
Powiem to, co Tack powiedział Cherry. Suka nie jest mile widziana w pobliżu
Chaosu. Więc kobiety nie wtykajcie w to nosa. Jeśli to zrobicie, możecie
oczekiwać na coś ekstremalnego.
To,
że Lanie była żoną motocyklisty i matką jednego z jego synów, dostała
ostrzeżenie, ale siedziała na tylnym siedzeniu mojego Mustanga z szaloną Elvirą
na misji, było jednym z wielu powodów, dla których była moją najlepszą
przyjaciółką.
Nadal
nie miałam co do tego dobrego przeczucia.
–
Słyszę cię – powiedziałam do Elviry – Ale myślę, że powinnaś do niej zadzwonić,
przełożyć termin i powinnyśmy omówić to dokładniej, zanim…
Jej
telefon zapiszczał, zanim skończyłam. Wyciągnęła do mnie ekran.
Zobaczyłam
alarm spotkania na wyświetlaczu, kiedy powiedziała - Czas iść - odwróciła się
do drzwi, otworzyła je na oścież, wyrzuciła czółenka Valentino na asfalt i
wyszła.
Zatrzasnęły
się drzwi i już jej nie było.
–
Cholera – mruknęłam.
–
Cholera, jest właściwe – zgodziła się Lanie, a ja spojrzałam na tylne
siedzenie.
-
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w ten czy inny sposób to się dla nas źle
skończy.
Też
miałam to uczucie.
Martwiłam
się, że Tack i Hop, którzy obaj znali Millie i byli w pobliżu, kiedy coś się
działo, mieli rację.
Martwiłam
się bardziej, widząc schludny, oryginalny, ładny stary dom Millie Cross, który
oczywiście został pięknie odrestaurowany i zadbany.
Nie
mówiło to biker baby.
Ani
jej strój nie mówił tego u Dzikiego Billa.
Z
drugiej strony, zanim spotkałam Tacka, mój też nie, a w wielu przypadkach,
przynajmniej w przypadku moich ubrań, nadal tego nie mówił.
Lanie
też nie. Jak rzuciłaś na nią jedno spojrzenie, pomyślałaś, Emerytowana supermodelka i aktualna muza projektantki mody. Nie
pomyślałaś, Biker Baby.
Więc
wygląd Millie i jej dom tego nie wyrażały.
Wyraz
twarzy Millie tamtej nocy wyrażał wszystko.
A
ja bardzo liczyłam się z tym, że, skoro chłopcy nie lubili się wtrącać w swoje
sprawy, Tack się nie mylił. Jeśli któryś z facetów dostał odcisków, reszta
zbierała się wokół, wpatrując się złowrogo w nieszczęśnika, który dzierżył
cążki do skórek, dopóki nie udało się tego usunąć.
Okej,
więc to była lekka przesada.
Ale
wiele oczekiwano od zarobienia na kurtkę Chaosu.
Lojalność
była na szczycie tej listy.
Jeśli
High skończył z tą Millie, to skończył.
Rzecz
w tym, że żaden mężczyzna nie był w złym humorze przez trzy dni po spotkaniu z
byłą, chyba że nie skończył z tą byłą, jeśli była ex przez dwadzieścia minut,
ale zwłaszcza przez dwadzieścia lat.
A
minęło dwadzieścia lat, odkąd coś się zepsuło.
I
zamierzałam dotrzeć do sedna sprawy dla High’a, z którym może nie byłam blisko,
ale go lubiłam. Szanowałam go. I był jedynym bratem Chaosu, jakiego znałam,
który nie był szczęśliwy.
On
żył. Kochał swoich braci. Kochał swoje dzieci. Znosił swoją od niedawna byłą
żonę.
Ale
w głębi tego mężczyzna istniał.
Radość
pochodziła od jego dwóch dziewczynek.
To
było to.
A
ja chciałam dla niego więcej.
Lanie
też.
Elwira
też.
Więc
byłyśmy tutaj.
Elvira
nie była głupia, ale – choć trudno było w to uwierzyć, to była prawda – była
jeszcze bardziej lojalna wobec sióstr niż Chaos wobec bractwa. Jeśli gdzieś była
siostra w potrzebie, ona była tam na sto procent i nawet nie musiała jej znać,
żeby tam być.
Wiedziałam
to z doświadczenia.
Lanie
też.
I
martwiłam się, że wszystko spieprzy w jej zapale.
–
Myślę, że powinnyśmy wejść, przedstawić się i wyznać prawdę – powiedziałam
Lanie, chociaż martwiłam się, że Millie rozpozna mnie z pola Dzikiego Billa.
–
Nie znam się na tym, ale wiem, że powinniśmy wejść i powstrzymać Elvirę przed
rozpoczęciem planowania ślubu, zanim Malik się oświadczy – odparła Lanie,
potrząsając głową, a jej ton zmienił się na złowieszczy – To złe urok i każda
dziewczyna o tym wie.
To
również było prawdą.
-
Elwira? - Usłyszeliśmy przez głośnik, który Elvira zarekwirowała z pokoju ze
sprzętem Hawka, który znajdował się właśnie wtedy w moim samochodzie,
podłączony do mikrofonu, który nosiła Elvira.
–
Cholerna prawda – odpowiedziała Elvira – Millie?
Właściwie
mogłam usłyszeć jej uśmiech przez głośnik, gdy odpowiedziała - To ja. Proszę
wejdź. Chcesz kawę? Herbata?
–
Chodźmy – powiedziała Lanie, przekrzykując odpowiedź Elviry z głośnika.
Skinęłam
głową, wyłączyłam głośnik, otworzyłam drzwi i wysiadłam, podnosząc siedzenie,
żeby Lanie mogła się zwinąć z tyłu.
Potem,
skoro obie przyszłyśmy z pracy, żeby to zrobić, a więc obie w szpilkach,
obcisłych spódniczkach i bajecznych bluzkach, pospieszyłyśmy po betonowych
pasach do pracowni Millie Cross.
Aby
się tam dostać, przeszłyśmy przez duży tylny dziedziniec, który był pokryty
atrakcyjną kostką brukową, a jego część okryta była pergolą, która wychodziła na
kształt litery L w dom. Pergola była również pokryta uśpioną wisterią. Stał tam
błyszczący, czerwony SUV Mazdy i było wystarczająco dużo miejsca, by zaparkować
jeszcze dwa pojazdy. Wokół stały też ogromne, przyciągające wzrok donice, które
zostały obsadzone na jesień w fioletowo-różowe, lawendowe i białe poduchy.
A
za podwórkiem, między domem a pracownią, w miejscu, do którego wchodziło się
pod łukiem, był ogród tarasowy o stopień w dół. Niewiele widziałam, ale widziałam
altanę.
To
tak samo jak ubrania, które Millie miała na sobie w Dzikim Billu i jej strona
internetowa powiedziało mi, że była samotną kobietą, która nie miała zbyt wiele
w życiu, więc wydała pieniądze na siebie i swój dom.
To
również sprawiło, że pomyślałam, że postępowałyśmy właściwie, bo wiedziałam,
jak to jest być kobietą w pewnym wieku, która tak robi.
To
miało swoje dobre strony.
Ale
miało też złe.
A
te złe widniało na twarzy Millie w ciemnościach u Dzikiego Billa.
Zatrzymałam
się przed drzwiami do studia i spojrzałam na Lanie.
Skinęła
głową.
Kiwnęłam
głową, wzięłam głęboki oddech, otworzyłam drzwi i weszłam.
Dwie
głowy zwróciły się w naszą stronę i dwie pary oczu zrobiły się ogromne.
Zignorowałam
Elvirę, która wyglądała na wkurzoną i skupiłam się całkowicie na Millie Cross.
Jej
kolor włosów był zbyt intensywny, jak na truskawkowy blond, ale też nie był
rudy, raczej głęboko czerwonawo-złoty. Miały niesamowite fale, które nie były
perwersyjne ani kręcone, po prostu ładne i te fale wyglądały naturalnie.
Zostały wciągnięte w miękki, boczny kucyk, który wyglądał jednocześnie
wdzięcznie i profesjonalnie. Miała duże, ciemnobrązowe oczy i twarz chochlika z
jednym z tych pieprzyków przy ustach, które definiowały, dlaczego były znane
jako znamiona piękności.
Miała
na sobie ładną kremową bluzkę, która była niezwykle kobieca, z delikatnymi
marszczeniami z przodu, ale też była profesjonalna. Nosiła ciemnobrązowe
czółenka na wysokim obcasie, które na pierwszy rzut oka uznałam za Manolos.
I
tak jak Lanie i ja, miała na sobie ołówkową spódnicę, oraz swój obcisły,
brązowy tweed, za który można było umrzeć.
Jej
twarz zaczęła blednąć, gdy na mnie spojrzała.
–
Ty… – zaczęła.
-
Tak mi przykro - pospieszyłam się z moimi słowami - Naprawdę. Naprawdę. Ja
tylko…
Cholera!
Nie
planowałem tego, więc nie wiedziałem, co powiedzieć.
–
Ty – wyszeptała, jej twarz była teraz bardzo blada, a oczy wciąż ogromne.
–
Spieprzyłeś to – syknęła Elvira, gdy Millie nic nie powiedziała i ja też nie -
Powiedz coś.
–
Jestem żoną Kane’a Allena – oświadczyłam - Um… Tacka.
Coś
poruszyło się po jej twarzy.
Nie
ból. Nie strach.
Próżnia.
Nie.
Pancerz.
Gówno.
–
Znam Tacka – stwierdziła zimno.
–
Cóż, hm… wpadłyśmy na siebie w… – zaczęłam.
Jej
głos był lodowaty, kiedy przerwała mi, mówiąc - Pamiętam.
Kiwnęłam
głową i wyciągnęłam rękę - To moja przyjaciółka, Elvira. I moja druga
przyjaciółka, Lanie - Wskazałam Lanie, która weszła za mną – Lanie jest żoną
Hoppera Kincaida. Myślę, że możesz znać Hop’a.
-
Rzeczywiście, że znam - odpowiedziała, jej słowa były kruche.
Dobra,
to nie szło za dobrze.
Musiałam
to poukładać.
–
Miałyśmy plan, dziewczyny i ja – przyznałam - Elvira rzeczywiście ma mężczyznę, z którym mieszka od dłuższego
czasu i są blisko…
Nie
dokończyłam tego na wypadek, gdybym ją przeklęła, bo Lanie miała rację co do
tego złego uroku.
Jednak
niestety nie złapałam też moich przyjaciółek i kaucji.
Walczyłam
dalej.
–
Ale cóż, widziałam twoją minę u Dzikiego Billa, rozmawiałam o tobie z Tackiem i
pomyślałam, że może…
Zamilkłam,
kiedy nadal siedziała za swoim schludnym, ładnym, delikatnym, białym biurkiem z
przysadzistym bukietem bladoróżowych róż, ciasno wsuniętych w okrągłą wazę z
zieloną hortensją w rogu, wpatrując się we mnie bez emocji.
Widziałam
ją raz może przez sekundę i tego jednego razu, gdy ją zobaczyłam, na jej twarzy
widniało tyle emocji, które się z niej wylewały, że mógłabym przysiąc, że czułam
ich smak.
W
tej chwili była to pustka.
Nic.
-
Jesteśmy tutaj, aby pomóc – wtrąciła się Elvira.
Powoli
oczy Millie Cross przesunęły się na Elvirę i widziałam dreszcz, który ją
przeszedł, gdy dotknął ją lodowaty wzrok Millie, chociaż Elvira nie bała się
niczego i nikogo, nawet żadnego z tych twardzieli komandosów, z którymi
pracowała, czy twardzieli motocyklistów, z którymi się zadawała.
–
Jesteście tu, żeby pomóc – powtórzyła Millie.
–
Z High’em – ciągnęła Elvira.
Wtedy
to zobaczyłam. Słyszałam dźwięk, jaki Lanie wydawała za mną i wiedziałam, że
ona też to widziała.
Ale
byłam zbyt zajęty wzdryganiem się z powodu bólu, który nie był mój, ale był
widoczny w stopniu ekstremalnym. Ból, który przeszył twarz Millie, zanim go
ukryła.
O
tak.
Coś
się działo i choć było to trudne, miałyśmy prawo tu przyjść. Wiedziałam.
Odczuwałam to z pewnością kobiety, pewnością matki, stanowczością siostry.
-
Jesteście tutaj, aby pomóc z… - zrobiła dziwną pauzę, po czym podkreśliła słowo
- High’em.
-
Chłopiec jest w paskudnym nastroju – powiedziała Elvira, albo walcząc z
chłodem, który emanował z Millie, albo założyła osłony i była na to odporna - Rozprzestrzenia
to tak szeroko w Chaosie. Coś trzeba zrobić.
Millie
odparła znowu z dziwnym akcentem - High
jest w złym nastroju.
–
Właśnie to powiedziałam – odparła Elvira.
–
Ty – zaczęła Millie, po czym spojrzała na mnie - …i ty… - jej wzrok powędrował
do Lanie - …i ty razem przyjechałyście do mojego miejsca pracy, które jest
również moim domem, żeby poinformować mnie, że High ma zły humor, więc
jesteście tutaj, żeby pomóc.
-
Słuchaj - Zrobiłam krok do przodu - Wiem, że to może wydawać się dziwne. I
oczywiście zbiłyśmy cię z tropu. Ale widziałam High’a po tym, co się stało, a
chłopcy tak naprawdę nie opowiadają zbyt wiele o waszej historii, ale powinnaś
wiedzieć, że on…
Millie
mi przerwała.
-
Wynocha.
Zobaczyłam,
jak Elvira wyprostowała się z szarpnięciem na fotelu, podczas gdy ja poczułam,
jak moje własne ciało zadrżało, nie wspominając już o zaskoczeniu ze strony
Lanie, która teraz stała obok mnie.
-
Myślę, że możesz mnie źle rozumieć - spróbowałam ponownie - Jesteśmy siostrami.
Jesteśmy...
Znowu
mi przerwała.
-
Wynocha.
-
Dziewczyno, nie rozumiesz nas. Jesteśmy tu, bo... - próbowała Elvira.
Millie
jej też przerwała.
Tyle
że tym razem zrobiła to, prostując się z fotela i krzycząc - Wynoście się!
Wszystkie
całkowicie znieruchomiałyśmy.
Nie
było innej reakcji.
Maska
opadła.
Cierpienie
zostało obnażone.
I
to było tak ogromne, tak niemożliwe do przetworzenia, bycie świadkiem tego było
paraliżujące.
–
Przepraszam – powiedziała głosem drżącym, tak samo jak jej ciało.
Zauważalnie.
–
Myliłam się – kontynuowała - Możecie pomóc. Proszę za mną.
A
potem zaczęła iść sztywno, okrążając biurko, mijając Lanie i mnie, i wychodząc
prosto za drzwi.
Spojrzałyśmy
na siebie, a potem poszłyśmy.
Wszystkie
nasze obcasy stukały o bruk, gdy szłyśmy przez dziedziniec do schodów
prowadzących do dzielonych drzwi z oknem u góry. Schody były ceglane i tworzyły
półkola w bruku.
Zdecydowanie
uroczy dom.
Millie
weszła w drzwi.
Poszłyśmy
za nią do kuchni, za którą dałabym się zabić tylko po to, żeby móc na nią
popatrzeć (bo głównie mój mąż zajmował się gotowaniem).
To
nie było słodkie.
To
było wspaniałe.
-
Gdybyście mogły tu zostać - poprosiła i zatrzymałyśmy się.
Zniknęła
w korytarzu obok równie wspaniałego salonu.
Szczerze
mówiąc, to było niesamowite. Jak z magazynu.
–
Suka potrafi dekorować – mruknęła Elvira.
Spojrzałam
na nią.
Uniosła
brwi - Czy ja kłamię?
Nie
kłamała.
-
Po prostu ucisz się - syknęłam.
–
To nie ja zepsułam nasz plan – odparła.
–
To nie był nasz plan – odparowałam zirytowanym
szeptem – To było twoje i myślę, że
wszystkie rozumiemy, że nie był dobry.
–
Dobra, dziewczyny – wtrąciła się Lanie – Wcześniej musiałyśmy postępować
ostrożnie. Teraz wiemy, że mamy pole minowe do pokonania. Wyglądajcie na żywe i
nie kłóćcie się.
Miała
rację, więc się zamknęłam.
To
była dobra decyzja, bo pojawiła się Millie, niosąc jedną z tych dużych,
niebieskich, zamykanych plastikowych skrzyń z nieprzezroczystą białą pokrywą.
Wyglądała
na ciężką.
Mimo
wszystko dała radę. Przeleciała kilka cali w powietrzu i była wyraźnie źle
wyważona, ponieważ jedna strona opadła, więc kiedy uderzyła w drewnianą
podłogę, zrobiła to bokiem. Zatrzask na pokrywie wyskoczył, pokrywa się
otworzyła i wylądowała z boku, a jej zawartość wysypała się i ześlizgnęła po
podłodze prosto do naszych stóp.
Fotografie.
Setki.
I
na pierwszy rzut oka wszystkie przedstawiały młodszą Millie Cross… z High’em.
Wszystkie.
-
Dwadzieścia lat i nie mogę się zmusić, żeby się tego pozbyć. Więc - stwierdziła
Millie - jeśli jesteście tutaj, aby pomóc, jeśli byłybyście tak miłe i zabrały
to, byłoby to mile widziane. Wyrzućcie to. Spalcie. Cokolwiek. Po prostu go
usuńcie.
Moje
oczy powędrowały od obfitości dowodów na to, że Millie Cross była wymarzoną
kobietą High’a, a High był wymarzonym mężczyzną Millie, do Millie w samą porę,
by zobaczyć, jak wyprostowała ramiona.
-
Wyczuwam, że jesteście miłymi kobietami, więc mam nadzieję, że zrobicie to, co
obiecywałyście i pomożecie mi, wychodząc natychmiast i zabierając to ze sobą -
Wskazała na podłogę – I mam nadzieję, całym pieprzonym
sercem, że nigdy więcej tego nie zobaczę.
O,
tak.
Miała
taką nadzieję.
I
o, tak.
Potrzebowała
naszej pomocy.
Tylko
nie takiej.
Mówiła
dalej.
-
Mam też nadzieję, że się nie obrazicie, kiedy powiem, że wychodzę z domu i
wracam do pracy, i też, że nie chcę już nigdy więcej widzieć żadnej z was -
spojrzała na Elvirę - Gayle Niedermeier jest świetną organizatorką ślubów.
Jeśli mam dość klientów, odsyłam do niej. Jeśli rzeczywiście potrzebujesz
pomocy, skontaktuję się z Gayle. Wspomnij moje imię. Ona się tobą zaopiekuje.
Jej
wzrok przeniósł się na nas wszystkie - Miłego dnia.
Następnie
przeszła nad lawiną zdjęć pokrywających podłogę w jej kuchni, minęła nas i
wyszła z domu.
Wpatrywałam
się w drzwi.
Lanie
wpatrywała się w drzwi.
Elvira
przykucnęła na podłodze.
–
Cholera – wymamrotała.
Spojrzałam
na nią i zobaczyłam, że wzięła do ręki zdjęcie i studiowała je.
Spojrzałam
na zdjęcie, które studiowała.
Mężczyzna
marzeń.
Wymarzona
kobieta.
Szczęśliwi.
Ktokolwiek
to zrobił, nie był dobrym fotografem, ponieważ połowy High’a nie było na
zdjęciu.
Ale
byli na nim w swoich ramionach, a Millie była odwrócona tyłem do aparatu. Głowę
miała przechyloną i wykręconą, by uśmiechać się przez ramię do obiektywu.
Robiła to tak mocno, że nietrudno było wyczytać, że się śmiała, jej długie,
długie włosy zwisały na ramionach High’a, które były ciasno owinięte wokół
niej.
High
patrzył na nią z góry, uśmiechając się, a jego twarz była beztroska i
szczęśliwa, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam.
Ani
razu.
Nawet
wtedy, gdy był ze swoimi dziećmi.
Ani
razu przez te dziesięć lat, kiedy go znałam. Oderwałam wzrok od High’a i
spojrzałam na Millie.
Należała
do tych ramion i wiedziała o tym.
Więc
co się stało?
Straciłam
zdjęcie z oczu, kiedy Elvira wyprostowała się z przysiadu.
-
Ta sytuacja właśnie przeszła z kodu niebieskiego do kodu cholernie czerwonego -
oświadczyła.
Lanie
sięgnęła i wyjęła zdjęcie z palców Elviry, szepcząc - Prawda - Spojrzała znad
zdjęcia na mnie - Widziałaś go kiedyś w takim stanie?
Potrząsnęłam
głową.
Spojrzała
z powrotem na zdjęcie, mrucząc - Boże, High szczęśliwy. Szalone.
-
Szalenie piękne - stwierdziła Elvira - Mieliśmy zlecenie. Teraz jesteśmy na
misji. Przegrupujemy się na spotkaniu w sprawie strategii taktycznej, dziś wieczorem,
kosmo i deski, mój dom – oświadczyła Elvira, po czym uniosła rękę i machnęła w
nas wydłużonym, pomalowanym na szaro paznokciem – I nie mów mi gówna o braku
dzieci. Osiodłaj tych swoich motocyklistów w pieluchy i paralizatory i zabieraj
swój tyłek do mojego domu. Siódma, równo. Żadne wymówki nie są akceptowane.
Ponieważ
Nash Lanie miał zaledwie rok, kiedy Elvira wspomniała o paralizatorach, miała
na myśli mojego Rider i Cutter.
Moi
chłopcy byli diabłami. Wiedziałam to. Myślałam, że to przepracują lub zostaną
motocyklistami i wyrosną z tego.
To
była druga tura dzieci Tacka, więc miał więcej doświadczenia i więcej
cierpliwości.
Ale
moi chłopcy byli, jacy byli, więc nie zamierzałam podsuwać mężowi żadnych
pomysłów na temat paralizatorów.
–
Wchodzę w to – powiedziała Lanie.
–
Ja też – dodałam.
–
Myślisz, że Tabby znała Millie? - Elvira zapytała mnie o córkę Tacka, moją
pasierbicę. Była księżniczką Chaosu, a także starszą panią, odkąd wyszła za
porucznika Tacka, Shy’a Cage’a, a teraz była w ciąży z jego dzieckiem.
-
Dlatego jej tu nie ma. Myślę, że ją znała – podzieliłam się.
Elwira
spojrzała na Lanie - Więc, Lanie, delikatnie, pomału, ale wydobądź z Tabby, co
możesz, i zobacz, co ona o tym myśli, jeśli została w to wciągnięta. Ale mamy
robotę, a ja mogę zaganiać komandosów przez sen, ale z czymkolwiek ta suka w
tej pracowni – wskazała palcem w stronę drzwi – ma do czynienia, wszystkie ręce
na pokład.
Skinęłam
głową.
Lanie
skinęła głową.
I
cała nasza trójka przykucnęła, żeby ustawić skrzynię i zebrać zdjęcia.
Żadna
z nas nie zasugerowała, że powinnyśmy zostawić to wystarczająco dobre w
spokoju.
Ale
nawet gdyby którejkolwiek z nas przyszło do głowy przeglądanie tych zdjęć, kiedy
wkładałyśmy je z powrotem do tej skrzyni, zostałaby pogoniona.
Cokolwiek
zakończyło romans Logana „High” Judd’a i Millie Cross, nie było grą ani zdradą.
To
była tragedia.
A
jeśli siostra miała moc naprawienia zła, jej obowiązkiem było to zrobić.
Byliśmy
siostrami.
Więc
to robiłyśmy.
Szalone dziewczyny 🙂. Dziękuję
OdpowiedzUsuńMoniko jesteś wielka ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń