czwartek, 16 marca 2023

4 - Tragedia (cz.1)

 Niespodzianka 😄

 

ROZDZIAŁ 4

Tragedia (cz.1)

Tyra

 

– Racja – stwierdziła Elvira, siedząca w moim samochodzie obok mnie - Jestem podłączona do dźwięku. Ja wchodzę, ty słuchasz. Ale mi się to podoba, bo dla mnie to upieczenie trzech pieczeni na jednym ogniu. Przełamuje całodzienną nudę stada komandosów. Dzięki temu dowiesz się o swojej dziewczynie. A ponieważ ona jest organizatorką przyjęć, a ja zadzwoniłam do wszystkich w sprawie jej referencji, zanim zorganizowałam ten występ, jak ona i ja zrobimy to spotkanie, ja załatwiam przygotowania do mojego ślubu.

Następnie klasnęła w dłonie i wyciągnęła je przed siebie, wskazując na zrobione.

– Uh… nie sądzisz, że planowanie ślubu, zanim Malik ci się oświadczy, może przynieść pecha? – Lanie, wciśnięta na moje tylne siedzenie, zapytała Elvirę.

Elvira obróciła się, by na nią spojrzeć – Uh… nie, biorąc pod uwagę, że to Malik będzie miał pecha, jeśli ten mężczyzna nie założy mi pierścionka i to szybko, ja mam dwie możliwości. Skopię mu czarny tyłek albo go zabiję. I, tak tylko mówię, pochylam się w stronę bramki numer dwa.

Nie musiała „tak tylko mówić”. Gadała o tym od miesięcy, więc już wiedziałyśmy.

Nie winiłam jej. Elvira była moją przyjaciółką, a Malik jej mężczyzną i to od dawna. Musiał wykonać ruch.

Współodczuwałam z nią, bo ją kochałam.

Ale to nie był na to odpowiedni czas.

– Żeby nie zmieniać tematu z tak ważnego – wtrąciłam – Ale nie mam dobrego przeczucia co do naszej obecnej misji.

Minęły zaledwie trzy dni od zjazdu u Dzikiego Billa.

W tamtym czasie brałam pod uwagę ostrzeżenia mojego męża, by trzymać się z daleka.

Potem ja (i wszyscy chłopcy) zostaliśmy potraktowani przez podły nastrój High.

Więc zdecydowałam się na to.

W tym celu zaangażowałam Elvirę, moją przyjaciółkę, która również była pracownicą Hawka Delgado, który był swego rodzaju prywatnym detektywem, swego rodzaju komandosem, ale przede wszystkim niedocenionym super bohaterem (moim zdaniem). Wciągnęłam też Lanie, moją najlepszą przyjaciółkę, która przemierzyła moją ścieżkę życiową. Zrobiła to wiele lat później, kiedy ona również poślubiła brata Chaosu, Hoppera „Hop’a” Kincaida.

Jak tylko o tym usłyszała, będąc osobą, która nurkuje w pracę takiego rodzaju całą sobą, Elvira szybko ją wykonała, wykorzystując zasoby super bohatera Hawka w jego centrum dowodzenia.

Dlatego wiedziałyśmy sporo o Millicent Cross.

Wiedziałyśmy, że miała czterdzieści jeden lat. Wiedziałyśmy, że nigdy nie była mężatką (coś, co wydało mi się bardzo wymowne, a Lanie i Elvira się zgodziły). Wiedziałyśmy też, że nigdy nie miała dzieci (znowu z wymownym). Wiedziałyśmy, że mieszka w swoim domu od jedenastu lat.

Ale wiedziałyśmy też, że lata temu wynajmowała z High’em dom i robili to przez trzy lata.

Ponadto wiedziałyśmy, że ma jedną siostrę, która wyszła za mąż i ma dwoje dzieci, mieszkającą w okolicy, oraz dwoje żyjących rodziców, którzy przeprowadzili się do Arizony trzy lata temu.

I wreszcie, wiedziałyśmy, że ma własną firmę.

Planowała przyjęcia.

Wszelkie przyjęcia.

Wesela. Rocznice. Bar micwy. Bat micwy. Quinceañeras. Spotkania firmowe. Cokolwiek nazwiesz, ona to zaplanuje, a po tym, a po tym jak Elvira zadzwoniła do miejsc dających jej referencje wymienionych na jej stronie internetowej, stwierdziliśmy, że robiła to bardzo dobrze.

Miała też dodatek do tego biznesu, w którym projektowała schematy, a oprócz tego dekorowała domy lub biura, wewnątrz i na zewnątrz, na święta. Każde święta (ale głównie Boże Narodzenie). A ze zdjęć w galerii na jej stronie internetowej wynikało, że była w tym naprawdę dobra.

Dowiedziawszy się o tym wszystkim, Elvira obmyśliła plan, w ramach którego umówiła się na spotkanie, rzekomo w celu zaplanowania nadchodzących zaślubin, abyśmy mogli „wyczuć” Millie i na tej podstawie same zdecydować, czy powinnyśmy oficjalnie brnąć w to.

I bez pytania o zgodę grupy dziewczyn, Elvira wcieliła ten plan w życie.

I tak oto siedziałyśmy w moim mustangu na ulicy przed (bardzo oryginalnym i niewiarygodnie ładnym) starym domkiem Millie Cross w Cheesman Park.

Byłyśmy tam, bo na tyłach głównego domu znajdował się mały domek gościnny, w którym Millie miała pracownię, w której prowadziła swój biznes. Dochodziło się do tego podjazdem, który składał się z dwóch wąskich pasów betonu między szerszymi pasami kępek trawnika. Znajdowały się pod pergolą, który w tamtych czasach miał prawdopodobnie chronić samochody, a nawet powozy i miała ścianę krat pokrytą wisterią.

A spotkanie Elwiry było za dwie minuty.

Elwira zwróciła uwagę na mnie - Jak możesz nie mieć o tym dobrego zdania? To doskonały plan.

Pewnie, że tak myślała, skoro to był jej plan.

- Cóż, może nie przeszłaś przez ceremonię inicjacji, stając się starszą panią, ale nadal jesteś de facto Chaosem – stwierdziłam. Kiedy Elvira otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, kontynuowałam - I wiesz to. Co oznacza, że jeśli Millie Cross jest tym, kim myślę, że jest, a my możemy naprawić to, co jest zepsute między nią a High’em, co oznacza, że może wrócić do owczarni, czy nie sądzisz, że pierwszą rzeczą, którą powinnyśmy zrobić jako jej ewentualne przyszłe siostry Chaosu jest jej szybkie wciągnięcie?

- Myślę, że to ty musisz wiedzieć, z czym masz do czynienia i usłyszałaś twarde słowa od swojego mężczyzny. Ona usłyszała twarde słowa od swojego mężczyzny - Elvira wskazała Lanie - A ci dwaj chłopcy, nie są głupi. Lojalni, może aż do przesady, ale nie głupi. Więc myślę, że zachowam ostrożność.

Elwira się nie myliła. Lanie delikatnie wypytywała Hop’a o jego wiedzę na temat historii High’a i Millie. Odpowiedź Hop’a brzmiała - Słyszałem, że się pokazała. Powiem to, co Tack powiedział Cherry. Suka nie jest mile widziana w pobliżu Chaosu. Więc kobiety nie wtykajcie w to nosa. Jeśli to zrobicie, możecie oczekiwać na coś ekstremalnego.

To, że Lanie była żoną motocyklisty i matką jednego z jego synów, dostała ostrzeżenie, ale siedziała na tylnym siedzeniu mojego Mustanga z szaloną Elvirą na misji, było jednym z wielu powodów, dla których była moją najlepszą przyjaciółką.

Nadal nie miałam co do tego dobrego przeczucia.

– Słyszę cię – powiedziałam do Elviry – Ale myślę, że powinnaś do niej zadzwonić, przełożyć termin i powinnyśmy omówić to dokładniej, zanim…

Jej telefon zapiszczał, zanim skończyłam. Wyciągnęła do mnie ekran.

Zobaczyłam alarm spotkania na wyświetlaczu, kiedy powiedziała - Czas iść - odwróciła się do drzwi, otworzyła je na oścież, wyrzuciła czółenka Valentino na asfalt i wyszła.

Zatrzasnęły się drzwi i już jej nie było.

– Cholera – mruknęłam.

– Cholera, jest właściwe – zgodziła się Lanie, a ja spojrzałam na tylne siedzenie.

- Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w ten czy inny sposób to się dla nas źle skończy.

Też miałam to uczucie.

Martwiłam się, że Tack i Hop, którzy obaj znali Millie i byli w pobliżu, kiedy coś się działo, mieli rację.

Martwiłam się bardziej, widząc schludny, oryginalny, ładny stary dom Millie Cross, który oczywiście został pięknie odrestaurowany i zadbany.

Nie mówiło to biker baby.

Ani jej strój nie mówił tego u Dzikiego Billa.

Z drugiej strony, zanim spotkałam Tacka, mój też nie, a w wielu przypadkach, przynajmniej w przypadku moich ubrań, nadal tego nie mówił.

Lanie też nie. Jak rzuciłaś na nią jedno spojrzenie, pomyślałaś, Emerytowana supermodelka i aktualna muza projektantki mody. Nie pomyślałaś, Biker Baby.

Więc wygląd Millie i jej dom tego nie wyrażały.

Wyraz twarzy Millie tamtej nocy wyrażał wszystko.

A ja bardzo liczyłam się z tym, że, skoro chłopcy nie lubili się wtrącać w swoje sprawy, Tack się nie mylił. Jeśli któryś z facetów dostał odcisków, reszta zbierała się wokół, wpatrując się złowrogo w nieszczęśnika, który dzierżył cążki do skórek, dopóki nie udało się tego usunąć.

Okej, więc to była lekka przesada.

Ale wiele oczekiwano od zarobienia na kurtkę Chaosu.

Lojalność była na szczycie tej listy.

Jeśli High skończył z tą Millie, to skończył.

Rzecz w tym, że żaden mężczyzna nie był w złym humorze przez trzy dni po spotkaniu z byłą, chyba że nie skończył z tą byłą, jeśli była ex przez dwadzieścia minut, ale zwłaszcza przez dwadzieścia lat.

A minęło dwadzieścia lat, odkąd coś się zepsuło.

I zamierzałam dotrzeć do sedna sprawy dla High’a, z którym może nie byłam blisko, ale go lubiłam. Szanowałam go. I był jedynym bratem Chaosu, jakiego znałam, który nie był szczęśliwy.

On żył. Kochał swoich braci. Kochał swoje dzieci. Znosił swoją od niedawna byłą żonę.

Ale w głębi tego mężczyzna istniał.

Radość pochodziła od jego dwóch dziewczynek.

To było to.

A ja chciałam dla niego więcej.

Lanie też.

Elwira też.

Więc byłyśmy tutaj.

Elvira nie była głupia, ale – choć trudno było w to uwierzyć, to była prawda – była jeszcze bardziej lojalna wobec sióstr niż Chaos wobec bractwa. Jeśli gdzieś była siostra w potrzebie, ona była tam na sto procent i nawet nie musiała jej znać, żeby tam być.

Wiedziałam to z doświadczenia.

Lanie też.

I martwiłam się, że wszystko spieprzy w jej zapale.

– Myślę, że powinnyśmy wejść, przedstawić się i wyznać prawdę – powiedziałam Lanie, chociaż martwiłam się, że Millie rozpozna mnie z pola Dzikiego Billa.

– Nie znam się na tym, ale wiem, że powinniśmy wejść i powstrzymać Elvirę przed rozpoczęciem planowania ślubu, zanim Malik się oświadczy – odparła Lanie, potrząsając głową, a jej ton zmienił się na złowieszczy – To złe urok i każda dziewczyna o tym wie.

To również było prawdą.

- Elwira? - Usłyszeliśmy przez głośnik, który Elvira zarekwirowała z pokoju ze sprzętem Hawka, który znajdował się właśnie wtedy w moim samochodzie, podłączony do mikrofonu, który nosiła Elvira.

– Cholerna prawda – odpowiedziała Elvira – Millie?

Właściwie mogłam usłyszeć jej uśmiech przez głośnik, gdy odpowiedziała - To ja. Proszę wejdź. Chcesz kawę? Herbata?

– Chodźmy – powiedziała Lanie, przekrzykując odpowiedź Elviry z głośnika.

Skinęłam głową, wyłączyłam głośnik, otworzyłam drzwi i wysiadłam, podnosząc siedzenie, żeby Lanie mogła się zwinąć z tyłu.

Potem, skoro obie przyszłyśmy z pracy, żeby to zrobić, a więc obie w szpilkach, obcisłych spódniczkach i bajecznych bluzkach, pospieszyłyśmy po betonowych pasach do pracowni Millie Cross.

Aby się tam dostać, przeszłyśmy przez duży tylny dziedziniec, który był pokryty atrakcyjną kostką brukową, a jego część okryta była pergolą, która wychodziła na kształt litery L w dom. Pergola była również pokryta uśpioną wisterią. Stał tam błyszczący, czerwony SUV Mazdy i było wystarczająco dużo miejsca, by zaparkować jeszcze dwa pojazdy. Wokół stały też ogromne, przyciągające wzrok donice, które zostały obsadzone na jesień w fioletowo-różowe, lawendowe i białe poduchy.

A za podwórkiem, między domem a pracownią, w miejscu, do którego wchodziło się pod łukiem, był ogród tarasowy o stopień w dół. Niewiele widziałam, ale widziałam altanę.

To tak samo jak ubrania, które Millie miała na sobie w Dzikim Billu i jej strona internetowa powiedziało mi, że była samotną kobietą, która nie miała zbyt wiele w życiu, więc wydała pieniądze na siebie i swój dom.

To również sprawiło, że pomyślałam, że postępowałyśmy właściwie, bo wiedziałam, jak to jest być kobietą w pewnym wieku, która tak robi.

To miało swoje dobre strony.

Ale miało też złe.

A te złe widniało na twarzy Millie w ciemnościach u Dzikiego Billa.

Zatrzymałam się przed drzwiami do studia i spojrzałam na Lanie.

Skinęła głową.

Kiwnęłam głową, wzięłam głęboki oddech, otworzyłam drzwi i weszłam.

Dwie głowy zwróciły się w naszą stronę i dwie pary oczu zrobiły się ogromne.

Zignorowałam Elvirę, która wyglądała na wkurzoną i skupiłam się całkowicie na Millie Cross.

Jej kolor włosów był zbyt intensywny, jak na truskawkowy blond, ale też nie był rudy, raczej głęboko czerwonawo-złoty. Miały niesamowite fale, które nie były perwersyjne ani kręcone, po prostu ładne i te fale wyglądały naturalnie. Zostały wciągnięte w miękki, boczny kucyk, który wyglądał jednocześnie wdzięcznie i profesjonalnie. Miała duże, ciemnobrązowe oczy i twarz chochlika z jednym z tych pieprzyków przy ustach, które definiowały, dlaczego były znane jako znamiona piękności.

Miała na sobie ładną kremową bluzkę, która była niezwykle kobieca, z delikatnymi marszczeniami z przodu, ale też była profesjonalna. Nosiła ciemnobrązowe czółenka na wysokim obcasie, które na pierwszy rzut oka uznałam za Manolos.

I tak jak Lanie i ja, miała na sobie ołówkową spódnicę, oraz swój obcisły, brązowy tweed, za który można było umrzeć.

Jej twarz zaczęła blednąć, gdy na mnie spojrzała.

– Ty… – zaczęła.

- Tak mi przykro - pospieszyłam się z moimi słowami - Naprawdę. Naprawdę. Ja tylko…

Cholera!

Nie planowałem tego, więc nie wiedziałem, co powiedzieć.

– Ty – wyszeptała, jej twarz była teraz bardzo blada, a oczy wciąż ogromne.

– Spieprzyłeś to – syknęła Elvira, gdy Millie nic nie powiedziała i ja też nie - Powiedz coś.

– Jestem żoną Kane’a Allena – oświadczyłam - Um… Tacka.

Coś poruszyło się po jej twarzy.

Nie ból. Nie strach.

Próżnia.

Nie.

Pancerz.

Gówno.

– Znam Tacka – stwierdziła zimno.

– Cóż, hm… wpadłyśmy na siebie w… – zaczęłam.

Jej głos był lodowaty, kiedy przerwała mi, mówiąc - Pamiętam.

Kiwnęłam głową i wyciągnęłam rękę - To moja przyjaciółka, Elvira. I moja druga przyjaciółka, Lanie - Wskazałam Lanie, która weszła za mną – Lanie jest żoną Hoppera Kincaida. Myślę, że możesz znać Hop’a.

- Rzeczywiście, że znam - odpowiedziała, jej słowa były kruche.

Dobra, to nie szło za dobrze.

Musiałam to poukładać.

– Miałyśmy plan, dziewczyny i ja – przyznałam - Elvira rzeczywiście ma mężczyznę, z którym mieszka od dłuższego czasu i są blisko…

Nie dokończyłam tego na wypadek, gdybym ją przeklęła, bo Lanie miała rację co do tego złego uroku.

Jednak niestety nie złapałam też moich przyjaciółek i kaucji.

Walczyłam dalej.

– Ale cóż, widziałam twoją minę u Dzikiego Billa, rozmawiałam o tobie z Tackiem i pomyślałam, że może…

Zamilkłam, kiedy nadal siedziała za swoim schludnym, ładnym, delikatnym, białym biurkiem z przysadzistym bukietem bladoróżowych róż, ciasno wsuniętych w okrągłą wazę z zieloną hortensją w rogu, wpatrując się we mnie bez emocji.

Widziałam ją raz może przez sekundę i tego jednego razu, gdy ją zobaczyłam, na jej twarzy widniało tyle emocji, które się z niej wylewały, że mógłabym przysiąc, że czułam ich smak.

W tej chwili była to pustka.

Nic.

- Jesteśmy tutaj, aby pomóc – wtrąciła się Elvira.

Powoli oczy Millie Cross przesunęły się na Elvirę i widziałam dreszcz, który ją przeszedł, gdy dotknął ją lodowaty wzrok Millie, chociaż Elvira nie bała się niczego i nikogo, nawet żadnego z tych twardzieli komandosów, z którymi pracowała, czy twardzieli motocyklistów, z którymi się zadawała.

– Jesteście tu, żeby pomóc – powtórzyła Millie.

– Z High’em – ciągnęła Elvira.

Wtedy to zobaczyłam. Słyszałam dźwięk, jaki Lanie wydawała za mną i wiedziałam, że ona też to widziała.

Ale byłam zbyt zajęty wzdryganiem się z powodu bólu, który nie był mój, ale był widoczny w stopniu ekstremalnym. Ból, który przeszył twarz Millie, zanim go ukryła.

O tak.

Coś się działo i choć było to trudne, miałyśmy prawo tu przyjść. Wiedziałam. Odczuwałam to z pewnością kobiety, pewnością matki, stanowczością siostry.

- Jesteście tutaj, aby pomóc z… - zrobiła dziwną pauzę, po czym podkreśliła słowo - High’em.

- Chłopiec jest w paskudnym nastroju – powiedziała Elvira, albo walcząc z chłodem, który emanował z Millie, albo założyła osłony i była na to odporna - Rozprzestrzenia to tak szeroko w Chaosie. Coś trzeba zrobić.

Millie odparła znowu z dziwnym akcentem - High jest w złym nastroju.

– Właśnie to powiedziałam – odparła Elvira.

– Ty – zaczęła Millie, po czym spojrzała na mnie - …i ty… - jej wzrok powędrował do Lanie - …i ty razem przyjechałyście do mojego miejsca pracy, które jest również moim domem, żeby poinformować mnie, że High ma zły humor, więc jesteście tutaj, żeby pomóc.

- Słuchaj - Zrobiłam krok do przodu - Wiem, że to może wydawać się dziwne. I oczywiście zbiłyśmy cię z tropu. Ale widziałam High’a po tym, co się stało, a chłopcy tak naprawdę nie opowiadają zbyt wiele o waszej historii, ale powinnaś wiedzieć, że on…

Millie mi przerwała.

- Wynocha.

Zobaczyłam, jak Elvira wyprostowała się z szarpnięciem na fotelu, podczas gdy ja poczułam, jak moje własne ciało zadrżało, nie wspominając już o zaskoczeniu ze strony Lanie, która teraz stała obok mnie.

- Myślę, że możesz mnie źle rozumieć - spróbowałam ponownie - Jesteśmy siostrami. Jesteśmy...

Znowu mi przerwała.

- Wynocha.

- Dziewczyno, nie rozumiesz nas. Jesteśmy tu, bo... - próbowała Elvira.

Millie jej też przerwała.

Tyle że tym razem zrobiła to, prostując się z fotela i krzycząc - Wynoście się!

Wszystkie całkowicie znieruchomiałyśmy.

Nie było innej reakcji.

Maska opadła.

Cierpienie zostało obnażone.

I to było tak ogromne, tak niemożliwe do przetworzenia, bycie świadkiem tego było paraliżujące.

– Przepraszam – powiedziała głosem drżącym, tak samo jak jej ciało.

Zauważalnie.

– Myliłam się – kontynuowała - Możecie pomóc. Proszę za mną.

A potem zaczęła iść sztywno, okrążając biurko, mijając Lanie i mnie, i wychodząc prosto za drzwi.

Spojrzałyśmy na siebie, a potem poszłyśmy.

Wszystkie nasze obcasy stukały o bruk, gdy szłyśmy przez dziedziniec do schodów prowadzących do dzielonych drzwi z oknem u góry. Schody były ceglane i tworzyły półkola w bruku.

Zdecydowanie uroczy dom.

Millie weszła w drzwi.

Poszłyśmy za nią do kuchni, za którą dałabym się zabić tylko po to, żeby móc na nią popatrzeć (bo głównie mój mąż zajmował się gotowaniem).

To nie było słodkie.

To było wspaniałe.

- Gdybyście mogły tu zostać - poprosiła i zatrzymałyśmy się.

Zniknęła w korytarzu obok równie wspaniałego salonu.

Szczerze mówiąc, to było niesamowite. Jak z magazynu.

– Suka potrafi dekorować – mruknęła Elvira.

Spojrzałam na nią.

Uniosła brwi - Czy ja kłamię?

Nie kłamała.

- Po prostu ucisz się - syknęłam.

– To nie ja zepsułam nasz plan – odparła.

– To nie był nasz plan – odparowałam zirytowanym szeptem – To było twoje i myślę, że wszystkie rozumiemy, że nie był dobry.

– Dobra, dziewczyny – wtrąciła się Lanie – Wcześniej musiałyśmy postępować ostrożnie. Teraz wiemy, że mamy pole minowe do pokonania. Wyglądajcie na żywe i nie kłóćcie się.

Miała rację, więc się zamknęłam.

To była dobra decyzja, bo pojawiła się Millie, niosąc jedną z tych dużych, niebieskich, zamykanych plastikowych skrzyń z nieprzezroczystą białą pokrywą.

Wyglądała na ciężką.

Mimo wszystko dała radę. Przeleciała kilka cali w powietrzu i była wyraźnie źle wyważona, ponieważ jedna strona opadła, więc kiedy uderzyła w drewnianą podłogę, zrobiła to bokiem. Zatrzask na pokrywie wyskoczył, pokrywa się otworzyła i wylądowała z boku, a jej zawartość wysypała się i ześlizgnęła po podłodze prosto do naszych stóp.

Fotografie.

Setki.

I na pierwszy rzut oka wszystkie przedstawiały młodszą Millie Cross… z High’em.

Wszystkie.

- Dwadzieścia lat i nie mogę się zmusić, żeby się tego pozbyć. Więc - stwierdziła Millie - jeśli jesteście tutaj, aby pomóc, jeśli byłybyście tak miłe i zabrały to, byłoby to mile widziane. Wyrzućcie to. Spalcie. Cokolwiek. Po prostu go usuńcie.

Moje oczy powędrowały od obfitości dowodów na to, że Millie Cross była wymarzoną kobietą High’a, a High był wymarzonym mężczyzną Millie, do Millie w samą porę, by zobaczyć, jak wyprostowała ramiona.

- Wyczuwam, że jesteście miłymi kobietami, więc mam nadzieję, że zrobicie to, co obiecywałyście i pomożecie mi, wychodząc natychmiast i zabierając to ze sobą - Wskazała na podłogę – I mam nadzieję, całym pieprzonym sercem, że nigdy więcej tego nie zobaczę.

O, tak.

Miała taką nadzieję.

I o, tak.

Potrzebowała naszej pomocy.

Tylko nie takiej.

Mówiła dalej.

- Mam też nadzieję, że się nie obrazicie, kiedy powiem, że wychodzę z domu i wracam do pracy, i też, że nie chcę już nigdy więcej widzieć żadnej z was - spojrzała na Elvirę - Gayle Niedermeier jest świetną organizatorką ślubów. Jeśli mam dość klientów, odsyłam do niej. Jeśli rzeczywiście potrzebujesz pomocy, skontaktuję się z Gayle. Wspomnij moje imię. Ona się tobą zaopiekuje.

Jej wzrok przeniósł się na nas wszystkie - Miłego dnia.

Następnie przeszła nad lawiną zdjęć pokrywających podłogę w jej kuchni, minęła nas i wyszła z domu.

Wpatrywałam się w drzwi.

Lanie wpatrywała się w drzwi.

Elvira przykucnęła na podłodze.

– Cholera – wymamrotała.

Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że wzięła do ręki zdjęcie i studiowała je.

Spojrzałam na zdjęcie, które studiowała.

Mężczyzna marzeń.

Wymarzona kobieta.

Szczęśliwi.

Ktokolwiek to zrobił, nie był dobrym fotografem, ponieważ połowy High’a nie było na zdjęciu.

Ale byli na nim w swoich ramionach, a Millie była odwrócona tyłem do aparatu. Głowę miała przechyloną i wykręconą, by uśmiechać się przez ramię do obiektywu. Robiła to tak mocno, że nietrudno było wyczytać, że się śmiała, jej długie, długie włosy zwisały na ramionach High’a, które były ciasno owinięte wokół niej.

High patrzył na nią z góry, uśmiechając się, a jego twarz była beztroska i szczęśliwa, jakiej nigdy wcześniej nie widziałam.

Ani razu.

Nawet wtedy, gdy był ze swoimi dziećmi.

Ani razu przez te dziesięć lat, kiedy go znałam. Oderwałam wzrok od High’a i spojrzałam na Millie.

Należała do tych ramion i wiedziała o tym.

Więc co się stało?

Straciłam zdjęcie z oczu, kiedy Elvira wyprostowała się z przysiadu.

- Ta sytuacja właśnie przeszła z kodu niebieskiego do kodu cholernie czerwonego - oświadczyła.

Lanie sięgnęła i wyjęła zdjęcie z palców Elviry, szepcząc - Prawda - Spojrzała znad zdjęcia na mnie - Widziałaś go kiedyś w takim stanie?

Potrząsnęłam głową.

Spojrzała z powrotem na zdjęcie, mrucząc - Boże, High szczęśliwy. Szalone.

- Szalenie piękne - stwierdziła Elvira - Mieliśmy zlecenie. Teraz jesteśmy na misji. Przegrupujemy się na spotkaniu w sprawie strategii taktycznej, dziś wieczorem, kosmo i deski, mój dom – oświadczyła Elvira, po czym uniosła rękę i machnęła w nas wydłużonym, pomalowanym na szaro paznokciem – I nie mów mi gówna o braku dzieci. Osiodłaj tych swoich motocyklistów w pieluchy i paralizatory i zabieraj swój tyłek do mojego domu. Siódma, równo. Żadne wymówki nie są akceptowane.

Ponieważ Nash Lanie miał zaledwie rok, kiedy Elvira wspomniała o paralizatorach, miała na myśli mojego Rider i Cutter.

Moi chłopcy byli diabłami. Wiedziałam to. Myślałam, że to przepracują lub zostaną motocyklistami i wyrosną z tego.

To była druga tura dzieci Tacka, więc miał więcej doświadczenia i więcej cierpliwości.

Ale moi chłopcy byli, jacy byli, więc nie zamierzałam podsuwać mężowi żadnych pomysłów na temat paralizatorów.

– Wchodzę w to – powiedziała Lanie.

– Ja też – dodałam.

– Myślisz, że Tabby znała Millie? - Elvira zapytała mnie o córkę Tacka, moją pasierbicę. Była księżniczką Chaosu, a także starszą panią, odkąd wyszła za porucznika Tacka, Shy’a Cage’a, a teraz była w ciąży z jego dzieckiem.

- Dlatego jej tu nie ma. Myślę, że ją znała – podzieliłam się.

Elwira spojrzała na Lanie - Więc, Lanie, delikatnie, pomału, ale wydobądź z Tabby, co możesz, i zobacz, co ona o tym myśli, jeśli została w to wciągnięta. Ale mamy robotę, a ja mogę zaganiać komandosów przez sen, ale z czymkolwiek ta suka w tej pracowni – wskazała palcem w stronę drzwi – ma do czynienia, wszystkie ręce na pokład.

Skinęłam głową.

Lanie skinęła głową.

I cała nasza trójka przykucnęła, żeby ustawić skrzynię i zebrać zdjęcia.

Żadna z nas nie zasugerowała, że powinnyśmy zostawić to wystarczająco dobre w spokoju.

Ale nawet gdyby którejkolwiek z nas przyszło do głowy przeglądanie tych zdjęć, kiedy wkładałyśmy je z powrotem do tej skrzyni, zostałaby pogoniona.

Cokolwiek zakończyło romans Logana „High” Judd’a i Millie Cross, nie było grą ani zdradą.

To była tragedia.

A jeśli siostra miała moc naprawienia zła, jej obowiązkiem było to zrobić.

Byliśmy siostrami.

Więc to robiłyśmy.

*****
CDN

3 komentarze: