piątek, 24 marca 2023

6 - Dasz to

 

 ROZDZIAŁ 6

Dasz to

Millie

 

 

Po tym, jak wrzuciłam kwaśną śmietanę do bulgoczącej zawartości patelni, zadzwonił mój telefon.

Spojrzałam na niego, zobaczyłam, że dzwoniła Dottie i chwyciłam go.

Przyłożyłam telefon do ucha i sięgnęłam po musztardę Dijon.

– Hej, kochanie – przywitałam się.

– Dzwoniłaś – odpowiedziała moja siostra, kiedy wlewałam musztardę do bulgoczącego sosu.

Dzwoniłam wcześniej tego dnia, zostawiając wiadomość głosową.

- Tak - powiedziałam - Słuchaj, potrzebuję przysługi.

- Znasz zasady - odpowiedziała natychmiast - Jeśli czegoś potrzebujesz, to za darmową opiekę nad dzieckiem i musi nastąpić wkrótce, bo Alan i ja naprawdę potrzebujemy wieczornej randki.

Dwójka dzieci, oboje małych, wiedziałam, że to była prawda.

Z drugiej strony, zawsze była to prawda. Dottie i Alan randkowali od lat, przed ślubem i po ślubie, tacy już byli.

Podobało mi się to dla mojej siostry.

Mojej siostrze też się podobało. I chciała tego dla mnie.

– Zrobione – powiedziałam, mieszając sos, rozmawiając z siostrą, słuchając Macy Grey z nowego doku, który kupiłam, kiedy moje świece płonęły, stek i grzyby już były gotowe i nałożone do podania, kiedy sos będzie gotowy, makaron spoczywał w wodzie, gotowy do odsączenia.

Potem wszystko było na wyciągnięcie ręki.

Strogonow wołowy domowej roboty.

Pachniało bosko.

Miałam tylko nadzieję, że smakował będzie tak samo.

- Czego potrzebujesz? – zapytała Dottie.

– Dobra, słuchaj – zaczęłam - Poszłam w to miejsce pilatesu i nie daj się zwieść zdjęciom ludzi siedzących na tyłkach i pochylających się wokół. To gówno jest trudne. Ale zaszalałam, kupiłam karnet na pięć sesji. Nie pójdę ponownie… nigdy… jeśli nie będziesz tutaj w stroju do ćwiczeń, wzbudzając we mnie poczucie winy, żebym to zrobiła. Więc przysługa jest taka, że potrzebuję cię, abyś mnie kopnęła. Nie każ mi zmarnować czterech sesji.

Skończyłam mówić, prosząc o tę przysługę, wiedząc, że nie będzie to trudne. Dottie była matką. Podejrzewałam, że wzbudzanie poczucia winy u kobiet było specjalnością, która była ukryta, dopóki nie urodziło się pierwszego dziecka. Wtedy ruszało z pełną mocą. Podejrzewałam to, ponieważ stało się to z Dot.

Ale chociaż ja przestałam mówić, Dottie nie zaczęła.

- Dot? – zawołałam, dodając trochę soli i pieprzu do sosu.

- Poszłaś do tego miejsca pilatesu? - zapytała cicho.

Przestałam się ruszać i spojrzałam na swój blat.

- Tak - odpowiedziałam cicho.

- Ja… - Usłyszałam, jak odchrząknęła – Jasne, pójdę z tobą na pilates.

Jej ton był pełen wahania. Pełen nadziei, ale niepewny.

Wiedziała, co znaczył ten pilates.

Wiedziała wszystko, co dotyczyło mnie, poza wciąganiem fast foodów i oglądaniem reality TV.

– Skończyłam, Dot – powiedziałam jej.

– Skończyłaś? – zapytała, wciąż niepewna, wciąż pełna nadziei.

Cholera, ale przepuściłam ją przez wyżymaczkę.

Musiałam przestać to robić.

I w końcu zamierzałam.

- Czas iść dalej.

Nic nie powiedziała.

Byłam pewna, że była w szoku. To się nigdy nie zdarzyło. Może o tym rozmawiałam. Zdecydowanie o tym myślałam (codziennie).

Ale nigdy nic z tym nie zrobiłam.

- Czy coś się stało? - zapytała.

– Tak – wyznałam jej prawdę - Właściwie dużo. I wyjaśnię to później. Ja nie… - Potrząsnęłam głową, nawet jeśli mnie nie widziała - Nie chcę w to wchodzić. Kiedyś się tym podzielę, ale ostatecznie to nie ma znaczenia. W końcu to tylko nadszedł czas. Dawno miniony czas. Więc tak jest.

W tym przemówieniu skłamałam.

To miało znaczenie.

Logan wykorzystywał mnie, wykorzystał pieprzenie do swojej pieprzonej zemsty, a potem rozmawiał ze mną tak, jak to zrobił, zabijając to, co mieliśmy, zamieniając miłość w nienawiść.

To miało znaczenie.

Ale to było zrobione.

Nienawidził mnie i nie było nic, co mogłabym powiedzieć, co by to zmieniło. A sposób, w jaki mnie potraktował – jakby to, co mieliśmy nigdy się nie wydarzyło, jakby to, co dzieliliśmy, nie było wszystkim, jakby to wszystko nie kupowało mi ani trochę życzliwości, ani przynajmniej trochę cierpliwości, ani przynajmniej ciszy, bym mogła podzielić się tym, czym chciałam się podzielić – to było niewybaczalne.

Więc to był koniec.

Skończyłam z przechodzeniem przez ogień dla tego mężczyzny.

I nie marnowałam na niego ani jednej chwili mojego życia.

Zamierzałam się zmienić.

Wreszcie.

Podjęłam tę decyzję po klęsce w Wild Bill’s i została ona ugruntowana po tym, co wydarzyło się w sobotę rano przed imprezą Schronisku King’s.

Weszłam w to na całość.

Moja spiżarnia była zaopatrzona.

Poszłam do centrum handlowego i kupiłam ubrania do ćwiczeń w domu i na zewnątrz.

Kupiłam też małą czarną.

I wspomnianą stację dokująca z głośnikami.

A poprzedniego wieczoru zrobiłam sobie luksusowy pedicure, wyciągając z pudełka wannę do stóp, żeby to zrobić.

Mój karnet na pięć sesji do centrum Pilates został zakupiony.

Moja pierwsza sesja była za mną.

Robiłam bajecznie pachnący i miałam nadzieję, że fantastycznie smakujący, beef Strogonow.

I myślałam o kupnie kota (lub dwóch) do towarzystwa.

Tak, weszłam w to na całość.

Nowe życie.

Nowa ja.

Nowy początek.

Wszystko po to, by napisać nową przyszłość.

Wyjście z rutyny.

I dalej do czegoś dobrego.

(Miałam nadzieję)

- Nie wiem, co powiedzieć – szepnęła mi Dottie do ucha.

- Nie ma już nic do powiedzenia - Zniżyłam głos i ciągle mieszałam sos – Powiedziałaś już wszystko, kochanie. Po prostu nigdy nie słuchałam. A jeśli słuchałam, to po prostu nie zapadło. Teraz zapadło.

– To spotkanie z Loganem – domyśliła się.

- Tak.

Nie skłamałam w tej sprawie, po prostu moja odpowiedź zawierała całą prawdę, której nie znała.

Jej głos był mocniejszy, kiedy powiedziała - W takim razie dobrze, że tak się stało. Wcześniej nie wydawało się to dobre, ale każda kobieta ma swoje ograniczenia. Każda kobieta znajduje swój czas. Widząc go, słysząc go, wiedząc, że poszedł dalej, ma dzieci, ma się dobrze, to było to dla ciebie. Więc to dobrze.

Ona miała rację. Ta część była dobra.

Dla Logana.

Ale ja tym się nie troskałam lub, co trafniejsze, byłam zdeterminowana, by przejść w kierunku braku troski.

Jednak ta myśl była dobra.

Chciałam tak myśleć o nim, a nie o totalnym dupku, którym był.

Myślałabym o tym, że radził sobie dobrze. Cieszył się swoimi dziećmi. Był z braćmi.

I znalazłabym swoje rzeczy, którymi ja mogłabym się cieszyć.

Jak beef Strogonow.

– Masz rację, Dottie – odparłam - Teraz muszę dodać grzyby i stek do sosu, zanim zrobi się zbyt gęsty.

- Gotujesz? - brzmiała na zszokowaną.

- Nowa ja, nie słyszałaś? - droczyłam się – To znaczy, wspomniałam o tym dwie sekundy temu.

– Pocałuj mnie w tyłek – odparła, tak jak robiła to odkąd skończyłam sześć lat, a ona osiem.

- Pokaż, a pocałuję - odpowiedziałam, tak jak robiłam to, odkąd skończyła osiem lat, a ja sześć.

- Cokolwiek. Jeśli to, co robisz, jest dobre, zrobisz to dla Alana, dzieci i dla mnie.

- Zgoda.

- Wspaniale. Później, Mill.

- Później, Dot. Kocham cię.

- Też cię kocham, skarbie.

Rozłączyła się.

Odłożyłam telefon i wzięłam do ręki talerz z smażoną wołowiną i smażonymi grzybami.

Dodałam to do sosu.

Mieszałam.

Posypałam tym odsączony makaron i zjadłam z pysznym kieliszkiem czerwonego wina, wlanym do jednego z moich wspaniałych kieliszków do czerwonego wina, których nie wyciągałam od chyba trzech lat.

A były boskie.

*****

- Jasna cholera, to Dynastia, tyle że brytyjska, z lepszą garderobą i osadzona na początku XX wieku – szepnęłam do telewizora.

Moja kuchnia była czysta. Moje świeczki wciąż płonęły. Paliła się tylko jedna lampa i mój kominek gazowy, nadając pomieszczeniu ciepły, przytulny blask.

A ja siedziałam zwinięta w kłębek na kanapie, z kieliszkiem wina w dłoni, oglądając trzeci odcinek Downton Abbey.

Violet była szalona.

I chciałam zorganizować przyjęcie, na którym ludzie musieliby nosić ubrania z początku XX wieku.

Kostiumy były niesamowite!

Violet właśnie zabawnie wydała z siebie kolejne buczenie, a ja chichotałam z tego, kiedy zadzwonił dzwonek do moich drzwi.

Odwróciłam się i spojrzałam przez ramię w kierunku korytarza, który prowadził do reszty mojego domu, w tym do foyer.

Było późno, ale nie byłam zaskoczona, że zadzwonił mój dzwonek.

To się zdarzało. Działo się to, gdy Dottie miała dość Alana, który myślał, że bycie mamą w domu to wygodna praca, więc on może wracać do domu, oglądać telewizję, drapać się w krocze i zostawiać ją na służbie. Uczyła go, przychodząc do mnie, by narzekać, zostawiając go w domu na służbie z dziećmi.

Nauczyłby się.

A potem by zapomniał.

Taki był, według Dottie, jej los, skoro był mężczyzną.

Zapominali o takich rzeczach.

Powtarzalnie.

Mogła to być również Justine, która pracowała, ale tylko w niepełnym wymiarze godzin, a jej partnerka, Veronica, miała lepiej płatną, bardziej stresującą pracę na pełny etat, a Veronica czuła to samo, jeśli chodziło o Justine opiekującą się ich synem.

Tak więc ona też miała tę lekcję do nauczenia, robiła to okazjonalnie, Veronica się uczyła i Veronica miała waginę, ale najwyraźniej też miała krótką pamięć, bo też często zapominała.

Co więcej, mogła to być Kellie, która nie miała (w tej chwili) partnera. Miała jednak życiowe motto, by cały czas dobrze się bawić i nawet po tylu latach mojego zamykania się w sobie, nigdy się nie poddała. Jeśli miała szalony pomysł, by spróbować wciągnąć mnie w jej dobrą zabawę, kręciła się wokół mojego domu, starając się to zrobić.

Albo Claire, moja asystentka, która była seryjną randkowiczką i wydawała się zaskoczona, gdy mężczyźni w jej życiu dowiadywali się o innych mężczyznach w jej życiu i nie spodobało im się to, a potem ją rzucali i złamali jej serce (znowu). Claire miała też krótką pamięć, bo zdarzało jej się to często i nie nauczyła się wcześniej przyznawać, że żaden z jej związków nie był na wyłączność.

Kiedy odstawiłam wino i wstałam, zgadywałam, że to Kellie albo Claire. Było już za późno, żeby to była Dottie albo Justine. Moja siostrzenica i siostrzeniec mieli dziewięć i cztery lata. Synek Justine i Veroniki miał osiem miesięcy.

Gdyby dzieci nie spały, byłyby już w łóżkach, robiąc jedną lub drugą rzecz.

Przeniosłam się do foyer, przeszłam nim i spojrzałam na swoje drzwi, które były w większości oknem pokrytym pięknym tiulem zebranym u góry i u dołu.

Ale zrobiłam to z sercem, które zaczęło bić szybciej.

Stało się tak, bo na zewnątrz zapaliło się światło od czujnika ruchu i przez okna widać było charakterystyczną sylwetkę mężczyzny.

Nie przestałam jednak iść w kierunku drzwi, bo nie mogłam w to uwierzyć.

Było po dziesiątej w poniedziałkowy wieczór, a on był dla mnie kompletnym dupkiem przez ostatnie dwa razy, kiedy widział mnie w taki sposób, że nie mogłam zdecydować, który raz był gorszy, bo oba były najgorsze.

I był tutaj.

Logan.

Stał przed moimi drzwiami!

Nie, absolutnie nie przestałam się ruszać.

Byłam na to zbyt zła.

Podeszłam do drzwi, otworzyłam je z klucza i otworzyłam szeroko.

Natychmiast spojrzałam na niego i zapytałam - Ty tak poważnie?

– Twoje drzwi to pieprzone okno – odparł zirytowanym warknięciem.

Zamrugałam, mój gniew został stłumiony przez zakłopotanie na jego nieoczekiwane słowa.

- Co? - zapytałam.

– Twoje drzwi to cholerne okno – warknął.

- Więc? - zapytałam.

Jego głowa przechyliła się na bok w grożący mi sposób - Więc?

– Tak – warknęłam, wracając do wściekłości, więc całkowicie nie byłam onieśmielona - Więc?

- Wiesz, jak łatwo włamać się do domu z oknem w cholernych drzwiach wejściowych? - zapytał.

- Nie – odpowiedziałam – Ale jestem pewna, że ty tak – dokończyłam złośliwie.

- Tak - rzucił, pochylając się lekko w moją stronę - Wiem. To cholernie łatwe, co oznacza, że to gówno – wyciągnął rękę w kierunku moich otwartych drzwi – jest niebezpieczne.

- Chcesz mi powiedzieć, że zjawiłeś się w moim domu po dziesiątej wieczorem, kiedy powiedziałeś, że nie chcesz mnie więcej widzieć, żeby mi powiedzieć, że moje drzwi wejściowe są niebezpieczne? – zapytałam z niedowierzaniem.

- Nie – stwierdził - Przyszedłem z innego powodu.

Zanim zdążyłam zapytać, co to było, odwrócił się, zgiął, zobaczyłam jego tyłek w dżinsach, czego nie chciałam oglądać, bo to było zbyt piękne do wyrażenia słowami, potem wyprostował się, uniósł coś i odwrócił się z powrotem do mnie.

Dobry Boże w niebie, miał tę głupią skrzynię.

Te szalone kobiety, które przyszły mnie odwiedzić, dały mu tę głupią skrzynię.

Cholera!

- Chyba sobie ze mnie żartujesz - powiedziałam z irytacją.

- Nie – odpowiedział High i wepchnął się do środka, robiąc to tak, że nie miałam innego wyboru, jak tylko uskoczyć mu z drogi, gdy przechylił się w bok, by przenieść skrzynię przez frontowe drzwi. A kiedy skończył, szedł dalej.

– Nie zaprosiłam cię do mojego domu – zawołałam za nim, gdy zatrzymał się w korytarzu, spojrzał w prawo, spojrzał w lewo, a potem skręcił w lewo, w kierunku salonu.

– Gówno mnie to obchodzi – odpowiedział, znikając.

Wydałam z siebie sfrustrowany dźwięk, zamknęłam drzwi i ruszyłam za nim.

Zanim dotarłam do salonu, stał w nim z skrzynką u stóp i rozglądał się.

Okrążyłam go ze złością, otwierając usta, by powiedzieć mu, żeby spierdalał, kiedy jego oczy spoczęły na mnie i przemówił.

- Chryste, żyjesz jak na planie filmowym - zauważył z odrazą.

- Jest ładnie - warknęłam.

- Jest idealnie - odrzekł, jakby to była zła rzecz.

- Tak, całkowicie - zgodziłam się - Teraz...

– A co to za zapach? - Rozejrzał się dookoła, powąchał, a ja się zirytowałam jeszcze bardziej, bo tylko Logan mógł wąchać i wyglądać męsko i pysznie - Pachnie kwiatami i cebulą.

– Nie cebula – warknęłam. – Szalotki – stwierdziłam, bo każdy głupiec potrafi to odróżnić, a jego wzrok wrócił do mnie - A zapach kwiatów wydobywa się z moich świec. Lawenda. To kojące.

– To obrzydliwe – odpowiedział.

– To… nie… jest – odparowałam z oburzeniem.

– To cholernie jest – odparował.

- Boże! - krzyknęłam, rozkładając ręce - Dlaczego rozmawiamy o tym, jak pachnie mój dom? - zmrużyłam oczy i szybko mówiłam dalej, żeby nie odpowiedział, bo nie obchodziła mnie jego odpowiedź. Zależało mi na innej odpowiedzi. Więc zadałam to pytanie – A dlaczego tu jesteś?

- Żeby zwrócić to gówno - Dotknął skrzyni butem, ale nie spuszczał ze mnie wzroku – I jeszcze raz cię ostrzec, żebyś przestała ciągnąć to gówno.

- W takim razie powiem jeszcze raz, że nie robię żadnego gówna – zadeklarowałam.

– A ja powtórzę, nie wierzę ci – stwierdził.

– A ja powtórzę, nie obchodzi mnie to – odparłam.

Zrobił krok w moją stronę, a ja cofnęłam się, patrząc mu w oczy.

Zawahał się, jego głowa ponownie przechyliła się w ten dziwnie grożący mi sposób, po czym zaczął się do mnie zbliżać.

Ciągle się cofałam.

Zaczął mówić, kiedy się poruszaliśmy.

– To była dobra zagrywka z tą skrzynią. Co jest w środku zagwarantowało, że dobre kobiety zrobiłyby wszystko, by cię wspierać. Ale to wciąż gra. Ty to wiesz. Ja to wiem.

Uderzyłam w ścianę.

Wtargnął w moją przestrzeń, pochylając podbródek, by utrzymać mój wzrok.

I mówił dalej, niższym, ostrzejszym tonem, a jego ton był bardziej przerażający niż jakiekolwiek przechylenie głowy.

- Musisz uwolnić Tyrę, zanim twoje gówno spowoduje gówno w Klubie, co, Millie, będzie naprawdę niefajne.

– I znowu, High, nie gram w jakąś grę, do której wciągałabym Tyrę albo jej przyjaciółki, żeby mi w czymkolwiek pomogły – powiedziałam mu - Więc możesz to powtarzać, aż do usranej śmierci, ale nie mogę jej kontrolować. Do diabła, nawet jej nie znam.

– Znałaś ją na tyle, żeby dać jej tę skrzynię.

- Ona przyszła tutaj – powiedziałam - Nie prosiłam jej. Ledwo z nią rozmawiałam. Poprosiłam ją, żeby pozbyła się tej skrzyni. Nie dała ją tobie.

- Wiedziałaś, co zrobi, kiedy zobaczy, co jest w środku – szydził - Ona jest siostrą - Jego twarz zbliżyła się, a głos ucichł - Masz cipkę, mała, poznałem tę cipkę, spróbowałem jej, przeleciałem ją, więc wiem, że na pewno masz cipkę. To znaczy, że wiedziałaś, co zrobi.

Boże, był takim dupkiem.

– Jesteś obrzydliwy – oznajmiłam zgryźliwie.

– Nie myślałaś, że jestem obrzydliwy, kiedy klęczałaś dla mnie – odpowiedział, wciąż cicho, wciąż blisko.

Ale to była niewłaściwa rzecz do powiedzenia, przypominająca mi, jak wykorzystał mnie do swojej zemsty.

Bardzo zła.

A ja z tym skończyłam.

Zrobione.

– Cofnij się – warknęłam.

Jego oczy spoczęły na moim pieprzyku i, do cholery, poczułam mrowienie po wewnętrznej stronie ud, mimo że z nim skończyłam.

– Postanowiłem zmienić twoje zdanie na temat tego, za jak obrzydliwego mnie uważasz – mruknął z roztargnieniem.

– Cofnij się, High – ostrzegłam, a na jego imię jego oczy wbiły się w moje.

– Nie możesz używać tego imienia – zachrypiał.

– Jeśli odejdziesz, nie użyję go – odpaliłam.

- Chcę cię czegoś nauczyć - odpowiedział, a mój brzuch się zwinął.

O, Boże.

Co to oznaczało?

– Cofnij się – powtórzyłam, a mój głos osłabł ze strachu i czegoś zupełnie innego.

– Dam ci, czego chcesz – powiedział, jego wzrok znów padł na mój pieprzyk, a jego głos znów stał się miękki - Dam ci to, czego chcesz, żebyś zrezygnowała z gry.

– To nie jest gra – wyszeptałam to, co wiedziałam na pewno, że było prawdą, a on ponownie spojrzał mi w oczy.

– O tak, tak jest, Millie. Tym razem ja dostanę to, czego chcę, kiedy ja wygram.

O, Boże!

To się nie działo.

I nagle jego usta znalazły się na moich.

Boże.

To się działo.

Odwróciłam głowę, podniosłam ręce do jego klatki piersiowej i pchnęłam mocno, krzycząc - Cofnij się!

Jego tors odchylił się pod wpływem mojego pchnięcia, ale potem wrócił z powrotem, gdy reszta jego dużego ciała zbliżyła się, przygważdżając mnie do ściany w tym samym czasie, gdy jego ręka podniosła się i zacisnęła pięść na moim końskim ogonie, delikatnie i szorstkim szarpnięciem. to przykuło moją uwagę.

Zwróciło to również uwagę mojego ciała i bardziej niż wewnętrzne strony ud zaczęły mrowić.

– Nie odsuwaj się ode mnie – warknął.

- Proszę, wyjdź – błagałam, ale nie gardziłam tym.

O nie, w ogóle nie pogardzałam błaganiem.

Musiałam to przerwać.

Natychmiast.

I zrobiłabym wszystko w tym celu.

– Nie, dopóki nie zagram po swojemu.

- High... - zaczęłam kolejną prośbę, ale przerwałam, gdy jego oczy zapłonęły, jego ręka w moich włosach odciągnęła moją głowę do tyłu, a jego usta znów opadły na moje, miażdżąc je, przyciskając moje wargi do moich zębów, tak że miałam dziwny smak w ustach.

Ale czułam High’a.

I jego zapach.

Jego ciało przy moim, jego ręce w moich włosach, jego usta na moich, jego zapach, wszystko to przeniknęło przez moją złość i strach, a kiedy tak się stało, osłabiło to moją decyzję.

Ale jej nie zabiło.

Zostało mi wystarczająco dużo woli, by się wykręcić, więc jego usta przesunęły się na moją kość policzkową.

– Ranisz mnie.

Ustawił mnie przodem do niego, używając moich włosów i wrócił do środka, nie po pocałunek, by przygryźć zębami moją dolną wargę.

Znieruchomiałam.

Bo nie było to bolesne.

To było igrające.

Logan często tak igrał, kiedy byliśmy razem.

Bardzo.

Szczególnie seksualnie.

Kochałam to. Tęskniłam za tym, kiedy zniknęło, w taki sposób, że aż pożądałam tego.

I oto było.

O…

Kurwa.

– W takim razie przestanę to robić – wyszeptał i wrócił do środka.

Przestał to robić. Jego usta na moich były twarde, wymagające, ale nie bolesne.

To było namawianie.

O, rany.

– Logan – wymamrotałam w jego usta, nie mogąc tego powstrzymać.

– A ona to daje – wymamrotał przy moim, po czym wsunął język do moich ust.

Posmakowałam go i kiedy to zrobiłam, uderzyło mnie to.

Chciał tego. Przyszedł po to. Bez względu na to, co to dla niego znaczyło, dowiedział się, gdzie mieszkałam i przyszedł po to.

Nauczyć lekcji.

Grać w grę.

To nie miało znaczenia.

Bo jeśli chodziło o mnie, poza tymi, które sama sobie dawałam, miałam tylko jeden orgazm w ciągu dwudziestu lat i dał mi go Logan.

Miał zamiar dać mi jeszcze jeden?

Pieprzyć to.

Wzięłabym to.

Ale tym razem wchodziłabym, wiedząc, co to było.

Wykorzystał mnie wcześniej.

Teraz ja bym go wykorzystała.

Były gorsze sposoby na zakończenie wspaniałego wieczoru przy pysznym jedzeniu, wybornym winie i klasycznej brytyjskiej wersji opery mydlanej.

Racja?

Kiedy moja decyzja została podjęta, przesunęłam dłońmi po bokach jego szyi, przytrzymując go i odwzajemniając pocałunek.

Warknął w moje usta i przycisnął mnie głębiej do ściany.

Wsunęłam dłoń w jego włosy i wcisnęłam się głębiej w jego ciało.

Znów pociągnął mnie za włosy, więc przerwał pocałunek i przekręcił moją głowę na bok.

Usta miał przy skórze tuż pod moim uchem, więc jego słowa wywołały dreszcze, kiedy zapytał - Chcesz tego?

- Dasz to? - ośmieliłam się.

Uszczypnął zębami płatek mojego ucha i tuż przy moim uchu warknął - Kurwa tak.

– Więc zrób to – rzuciłam wyzwanie.

Poprawił moją głowę, łapiąc mój wzrok, jego oczy błyszczały z wściekłości i gorąca.

- Sypialnia - mruknął.

- Ostatnie drzwi na końcu korytarza.

Natychmiast mnie puścił, ale chwycił mnie za rękę, a ja walczyłam ze słodko-gorzkimi wspomnieniami dotyku jego palców wokół moich, gdy odsuwał się i robił to, ciągnąc mnie za sobą.

Jakby był tam już wcześniej, gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju, pstryknął włącznik światła i kryształowe lampki na szafkach nocnych po obu stronach mojego łóżka zapaliły się, rzucając intymną poświatę na moją sypialnię.

To nie było dobre.

Ostatnim razem, pod wpływem chwili, nawet nie pomyślałam o swoim ciele ani, co ważniejsze, o tym, co Logan pomyślałby o moim ciele.

Tym razem byłam podniecona, chciałam tego, ale nie oszalałam z pragnienia.

Pomyślałam więc, że moje ciało nie miało już dwudziestu jeden lat. Miało czterdzieści jeden.

Nie miałam pojęcia, jak się zmieniło od tamtego czasu, ponieważ nie zwracałam na to zbytniej uwagi.

Wiedziałam tylko, że pojedyncza sesja pilatesu skopała mu tyłek.

- Zgaś światło – rozkazałam, gdy ciągnął mnie prosto do łóżka.

Objął mnie tak, że staliśmy twarzą do siebie, bokami do łóżka i pokręcił głową.

- Nie, mała. Kiedy sprawię, że dojdziesz, będę patrzył.

Kurwa.

– High… – zaczęłam, ale nie poszłam dalej.

Puścił moją rękę, by złapać mnie za szyję i przyciągnąć do siebie.

Wpadłam w jego ciało, gdy jego usta uderzyły z powrotem w moje.

I było podkręcone.

Nie interesowałam się już światłami.

Chciał się ze mną widzieć?

Cóż, ja chciałam go zobaczyć.

Całego.

Więc ruszyłam za tym, ciągnąc jego kurtkę po ramionach, a potem zdzierając z niego ubranie.

Zbierał odczucia, gryzł, lizał smaki, kiedy mi na to pozwalał, a jednocześnie szarpał moje ubranie.

Potem padliśmy na łóżko, on był tylko w dżinsach, z rozpiętym paskiem i dwoma pierwszymi guzikami rozporka, ja w samych majtkach i staniku.

Gdy tylko upadliśmy na materac, sięgnęłam po niego.

Boże, nie mogłam się nacieszyć.

Dotykałam jego włosów na klatce piersiowej moimi ustami, jego sutki twardniały pod moim językiem, mięśnie jego brzucha kurczyły się pod moim dotykiem.

Miał kilka nowych tatuaży i chciałam je odkrywać na różne sposoby.

Ale w tym momencie inne rzeczy miały pierwszeństwo.

W mgnieniu oka potrzebowałam więcej tych konkretnych rzeczy i poszłam po nie, z palcami na ostatnich guzikach jego rozporka.

– Kurwa, nie – zagrzmiał, łapiąc mnie za nadgarstek, a moje oczy powędrowały na niego - Tym razem ja będę jadł.

Po moich udach przeleciały dreszcze.

Chciałam tego.

Ale potrzebowałam tego, do czego dążyłam.

– Ja pierwsza – odparłam.

– Nie ma mowy – odpalił.

- Jest - warknęłam.

Użył ręki na moim nadgarstku, aby się podnieść, a kiedy złapałam rękę, pchnął ją, skutecznie przewracając mnie na plecy.

Zanim zdążył się przesunąć i mnie przygwoździć, postawiłam stopę na łóżku i dźwignęłam się, wkładając w to całą swoją wagę i siłę, przewracając go na plecy ze mną na górze.

Zaczął szarpać swoim potężnym ciałem, by znów mnie obrócić, coś, co osiągnąłby, gdybym tego nie powstrzymała, więc podniosłam się, siadając na nim okrakiem i przyciskając uda do jego bioder.

Ustawił się ze mną pod kątem, chwytając oba moje nadgarstki i obracając biodrami, pchając się dalej, aż ugiął kolana.

Kurwa – syknęłam, mocując się z jego palcami owiniętymi wokół moich nadgarstków, chwytając jego triumfalny, gorący jak diabli uśmiech, gdy upadł do przodu.

Uderzyłam plecami o łóżko, a on upadł na mnie, jego biodra były między moimi nogami, a moja głowa zwisała z łóżka.

Swoją wyższą siłą przycisnął moje ręce do łóżka na moich ramionach, gdy jego usta musnęły moją szyję.

– Przestań z tym walczyć – mruknął.

Potem przejechał językiem po mojej szyi.

Tak miło.

– Spadaj – splunęłam.

Słyszałam i czułam jego chichot.

Tak miło.

- Boże! - warknęłam.

Logan przygryzł mój obojczyk, ręce nadal przytrzymywały moje nadgarstki na łóżku.

Odepchnęłam się nimi, wypychając dolną część ciała, udawało mi się tylko unieść nas oboje z łóżka o cal, aż jego ciężar, który trzymał mnie do dołu, zmusił mnie do poddania się i opadliśmy z powrotem na materac.

Przesunął ustami (i językiem) po mojej klatce piersiowej.

Przeznaczenie: pierś.

Wiedząc o tym, moje ciało chciało się uspokoić, przestać walczyć, znów poczuć na sobie usta Logana. Był w tym dobry.

Kiedyś dawał mi tego dużo, bo mu się to podobało, ale więcej, bo ja to uwielbiałam.

Problem polegał na tym, że nie mogłam przestać walczyć i to nie tylko dlatego, że stawką było coś, czego nie rozumiałam i cokolwiek to było, nie mogłam przegrać.

Ale ponieważ ta cała sprawa była ogromnym podkręceniem napięcia.

Nie mogąc z nim walczyć w żaden inny sposób, zażądałam - Mój stanik zostaje.

- Nieważne - wymamrotał, koniecznie jego ręce musiały opuścić się tak samo jak jego ciało, ale zabrały moje ze sobą.

Potem poczułam, jak szturchnął mnie ustami w sutek.

Wtedy znieruchomiałam.

- O tak - wyszeptał, czując to, a głód i zwycięstwo brzmiały w jego głosie.

Wymusiłam jeszcze jedno pchnięcie, ale było słabe.

Pragnęłam jego ust na sobie.

Czułam, jak jego język gładzi mój sutek przez stanik.

Tak.

Z mojego gardła wydobył się cichy dźwięk.

- Kurwa tak - warknął i wszedł głębiej, ssąc mój sutek ustami przez mój stanik.

Wtedy wygięłam się w łuk, nieumyślnie (a może nie) wpychając go dalej, a on zaczął ssać mocniej.

- Logan - jęknęłam.

Puścił moje ręce i wepchnął swoje pode mnie, pchając w górę, więc byłam zmuszona pozostać wygięta w łuk, oferując mu pierś.

Nie walczyłam z tym.

Wbiłam palce w jego włosy.

Wziął jedną rękę z mojego ramienia i użył jej do ściągnięcia niżej mojego stanika.

I miał mnie, nic pomiędzy.

- Logan - wydyszałam.

Pochylił do mnie i robił to tak długo, aż wbiłam palce w jego włosy. Potem przeniósł się do drugiego sutka i trzymał mnie, aż się wierciłam.

Kiedy mnie tak przytrzymał, puścił i uniósł się.

Podniosłam głowę z miejsca, w którym zwisała z końca materaca i spojrzałam na jego rozgrzaną twarz tuż przed tym, jak zacisnął ręce na moich biodrach i pociągnął mnie w dół łóżka, tak że moja głowa już nie zwisała.

Następnie, obserwując moją twarz, ściągnął mi majtki z nóg.

Zamknęłam oczy w szczęśliwym oczekiwaniu.

Logan rozchylił moje uda.

Ustawił się pomiędzy nimi, a ja napięłam się, czekając, gotowa, tak cholernie gotowa.

- Chcesz tego? - zapytał.

Boże, zamierzał zmusić mnie, żebym to powiedziała.

Cokolwiek.

Kogo to obchodziło?

Chciałam tego i miałam to dostać, więc jakie to miało znaczenie?

- Tak - westchnęłam.

Przeciągnął językiem przez moją pulsującą wilgoć.

O tak.

- Jeszcze? - zapytał.

Boże, to było gorące.

– Tak, Logan – wyszeptałam.

Liznął mnie tam.

Tak.

– Więcej, mała? - zapytał.

Gorące.

- Tak, Logan. Proszę – błagałam.

Zanurzył się i poszedł na mnie.

Podniosłam kolana, rozłożyłam szeroko nogi, wepchnęłam cipkę do jego ust i rozkoszowałam się tym.

Odsunął ode mnie usta, przygryzł zębami wewnętrzną stronę mojego uda i zapytał ostrzegawczo - Gdzie powinny być twoje nogi?

Tak.

Tak.

Tak.

Gorące.

Przerzuciłam je przez jego ramiona tam, gdzie mu się podobało, żeby mógł wyczuć napięcie w moich nogach, moje pięty wbijające się w jego plecy, kiedy bardzo podobało mi się to, co ze mną robił.

Chwycił mnie za tyłek, wymamrotał - Cholernie właściwie - przyciągnął mnie do siebie i wrócił do środka.

Tym razem nie przestawał.

Jadł, lizał, ssał i wsuwał język do środka, aż urósł tak wysoko, że aż się przestraszyłam.

- Nie więcej - błagałam, wijąc się pod nim, jakbym próbowała uciec, jednocześnie przysuwając się bliżej.

- Weź to - warknął w moją cipkę i trzymał się mnie.

Wsunęłam palce w jego włosy - Kochanie - wyszeptałam, słowo zadrżało, gdy moje ciało zrobiło to samo, od stóp do głów.

Złapał ustami moją łechtaczkę, przeciągnął po niej językiem, po czym zaczął mocno ssać.

Miałam rację.

Zbyt wiele.

I doskonałe.

Wbiłam pięty w jego plecy, zacisnęłam palce w jego włosach i wybuchłam ostrym krzykiem, który rozniósł się po pokoju.

Ciągle ssał, a ja latałam.

Dodał palce, wbijając je do środka, a moje krzyki powróciły, ale cichsze, jęczące, moje pięty wbijały się w jego plecy, moja głowa przekręciła się na bok, moja ręka chwyciła jego włosy.

Potem zatrzymał się, a ja desperacko wciągnęłam powietrze, zbierając kawałki, by się pozbierać, tylko po to, by stracić kontrolę, gdy jego kutas uderzył głęboko.

– Patrz na mnie, kiedy cię pieprzę – zadudnił, wsuwając rękę w moje włosy, aby zmusić mnie do wykonania polecenia.

Złapałam jego płonące oczy, brałam jego grubego, twardego kutasa, dysząc i skomląc, kiedy mnie pieprzył.

- Czego chcesz? - zapytał grubym głosem.

– Więcej – wydusiłam z siebie przez ciężkie oddechy.

Wciąż pchał, uderzając kolanem, aby dodać mu mocy, trzymając mnie w miejscu z ręką we włosach, swoim ciężarem na mnie, a ja postawiłam stopę na łóżku, aby oprzeć się, by go brać w tym samym czasie, gdy owijałam drugą nogą jego udo, aby się do niego przytwierdzić.

Zaczęłam dyszeć.

- Czego chcesz? – powtórzył i zabrzmiało to jak jęk.

Zajęło mi to dużo czasu, ale udało mi się wydusić z zapartym tchem - Mocniej.

Jego biodra wbiły się w moje i to było takie piękne, że zamknęłam oczy, bym nie skupiła się na niczym innym, jak tylko na uczuciu, że Logan i ja łączyliśmy się pchaniem głęboko i brutalnie.

– Pocałuj mnie, zanim dojdziesz, Millie – rozkazał głosem tak szorstkim, że ranił moją skórę jak papier ścierny.

I cholernie mi się to podobało.

– Ja… – sapnęłam, zmuszając się do otwarcia oczu i spojrzenia w jego oczy, widząc, że dla niego też było blisko, czując, jak się zbliżało, to doprowadzało mnie na krawędź - Okej - westchnęłam, podniosłam głowę i przycisnęłam swoje usta do jego.

Mój jęk spłynął mu do gardła, gdy jego język wszedł do środka.

Wzięłam to i ostatni orgazm, który mi dał, zanim jego pchanie zamieniło się w walenie. Puścił moje usta, odgarnął mi włosy do tyłu, wygięłam szyję i wsunął twarz w bok, gdzie jęknął, kiedy wbijał się we mnie i strzelał głęboko.

Zamknęłam oczy i wzięłam to, kochając to, moja głowa odwróciła się, usta wykrzywiły się w uśmiechu.

Chlubiłam się jego nierównym oddechem przecinającym moją skórę, jego kutasem zakopanym, jego włosami na klatce piersiowej delikatnie drapiącymi moje piersi, jego ciężarem na mnie.

Potem zapytał moją szyję - Zabezpieczyłaś się?

Czy kiedykolwiek się zabezpieczałam.

Ale doszedł do środka.

Ostatnim razem, po tej nocy u Dzikiego Billa, to była kolejna agonia, powrót do domu i zmycie go ze mnie.

Tej nocy tak nie będzie.

Mógł dojść, by wygrać tę dziwaczną bitwę, w którą jakimś cudem zostaliśmy uwikłani.

Ale w żaden sposób nie był zwycięzcą.

Nie było cholernej mowy.

– Tak – odpowiedziałam - Nie chorujesz na choroby weneryczne?” - zapytałam.

To było paskudne, ale nawet jeśli było już za późno, było konieczne.

Podniósł głowę, a ja poprawiłam swoje rysy, zanim wyprostowałam swoją głowę i spojrzałam w jego ostrożne oczy.

– Mógłbym zapytać o to samo – stwierdził.

Lekko wzruszyłam ramionami - Z mojej strony nie ma zmartwień.

- To samo - mruknął, wpatrując się we mnie, nie ruszając się.

Gapiłam się na niego i trwało to przez chwilę, zanim pozwoliłam moim ustom wykrzywić się i zadrwiłam cicho - Czujesz się jak zwycięzca, kochanie?

Wcisnął biodra głęboko i mimowolnie moje usta rozchyliły się, co skierowało jego powrotną drwinę do celu - Absolutnie, kochanie.

Zebrałam swoje gówno i stwierdziłam chłodno - W takim razie przypuszczam, że skończyliśmy… na razie.

Bez słowa i wahania wyciągnął się i stoczył.

Natychmiast podniosłam się, złapałam widok jego pleców, kiedy unosił biodra, by podciągnąć dżinsy.

Boże, Logan w moim łóżku robiący to?

To też było gorące.

Oderwałam wzrok od jego pięknego penisa, wciąż twardego i lśniącego razem z nim i mną.

Siedząc na łóżku, poprawiłam stanik i sięgnęłam pod poduszkę po piżamę, podekscytowana tym, że był tam dobry zestaw. Lśniąca, zielona, jedwabista dzianina z motywami fantazyjnej turkusowej koronki. Spodenki i koszulka. Koronka na spodenkach wokół nogawek i rozcięciu po zewnętrznej stronie nogawek aż do ud.

Wciągnęłam koszulkę, wstałam z łóżka i szarpnęłam spodnie.

Nie patrząc na niego, weszłam tak swobodnie, jak tylko mogłam, do łazienki.

Pospiesznie znalazłam to, czego szukałam i wróciłam spacerkiem, by znaleźć go siedzącego na końcu mojego łóżka, w zapiętych dżinsach, wkładającego buty.

Zgięłam kolana w kobiecym przysiadzie, chwytając go za nadgarstek i przyciągając jego ramię do siebie.

Dostałam też jego spojrzenie.

Zignorowałem to, ustami ściągnąłem górną część szminki, wyplułem ją i zwinąłem tubkę.

Potem zapisałam numer swojego telefonu komórkowego po wewnętrznej stronie jego przedramienia.

Puściłam go, podniosłam zatyczkę z podłogi i przetoczyłam pomadkę, zakrywając ją, gdy zwróciłam na niego wzrok.

- Za każdym razem, gdy zechcesz więcej, tygrysie, wiesz, jak mnie zdobyć - wyszeptałam.

– Wezmę to – burknął.

– Dobrze – szeptałam dalej, grając w grę, której nie rozumiałam, przerażona tym, ale nie zamierzałam pozwolić mu mną zawładnąć.

Nigdy znowu.

Nigdy więcej.

– Wykorzystam cię – obiecał, groźba, która również była podniecająca.

- Nie mogę się doczekać – odpowiedziałam.

– Dasz mi – oświadczył.

Udawałam niezrozumienie - O tak, dam to.

– Dasz, Millie – warknął.

To była moja kolej na obietnicę.

- Dopóki nie będziesz mógł znieść więcej.

Wydał z siebie dźwięk, który brzmiał, jakby pochodził z głębi jego klatki piersiowej, przetaczając się z wściekłości i głodu.

Moja wygrana.

Uśmiechnęłam się, wyprostowałam i zawróciłam do łazienki, mówiąc - Zamknę się, kiedy wyjdziesz.

Zatrzymałam się w drzwiach łazienki i odwróciłam do niego.

Nadal siedział na skraju mojego łóżka, bez koszuli, z łokciami na kolanach, patrząc na mnie, wyglądając na nasyconego i jednocześnie wkurzonego.

I pięknego.

– I weź ze sobą tę pieprzoną skrzynię – rozkazałam - Nie chcę tego gówna w moim domu.

Potem poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi.

Czekałam długo, zmywając go z siebie, a potem nasłuchując, czy odchodził.

Nic nie słyszałam.

Więc zaryzykowałam, wychodząc z łazienki.

Logana nie było.

Poszłam do holu i zamknęłam drzwi frontowe.

Potem poszłam do salonu, żeby zdmuchnąć świeczki i zgasić ogień i światła.

Skrzynia nadal tam była.

– Cholera – wyszeptałam, wpatrując się w to niezadowolona.

Zostawiłam ją tam, zrobiłam to, co musiałam zrobić i poszłam spać.

Spałam jak dziecko.

Ale i tak obudziłam się, pamiętając sny.

Więcej snów o Loganie, które były naprawdę koszmarami.

*****

Dwadzieścia dwa i pół roku temu…

- Uśmiech!

Siedziałam na kolanach Logana na naszym futonie w salonie. Kiedy pojawiło się żądanie, oboje spojrzeliśmy na Keely, narzeczoną Blacka, co oznaczało, że starsza pani z aparatem w górze wskazała nam kierunek.

Gdy tylko zwróciła naszą uwagę, błysnęła lampa błyskowa.

– Kurwa, Keely – warknął Logan, kiedy napięłam się i zamrugałam, by pozbyć się pozostałości jasnego światła z moich oczu.

- Zaufaj mi, jesteście razem tacy słodcy, to będzie warte bólu – odpowiedziała beztrosko Keely, uśmiechając się do nas i wkraczając do naszej jadalni, gdzie motocykliści zebrali się wokół stołu, pijąc, paląc, podjadając i grając w jakąś grę.

Imprezowe zgromadzenie w naszym lokalu. Bez ostrzeżenia pokazali się trzy godziny temu.

Byłam za tym, tak jak zawsze byłam za tym, bo często się to zdarzało, nie wspominając, że Logan i ja często wpadaliśmy do jego braci.

Ale dziś wieczorem miałam problem.

Miałam referat, którą musiałam napisać.

- Jesteś okej?

Odwróciłam rozproszoną uwagę od naszego używanego stołu w jadalni, aby skupić się na moim mężczyźnie.

Kiedy napotkałam jego spojrzenie, przytuliłam się bliżej i powiedziałam - Cieszę się, że przerwałeś grę, żeby mnie przytulić, Low. Również chętnie zabawiam motocyklistów, podczas gdy wy, chłopcy, robicie swoje przy stole. Ale mam ten referat...

Nie dokończyłam, bo wyraz twarzy Logana zmienił się z zaciekawienia na lekko zirytowany, a on wymamrotał - Kurwa, zapomniałem.

– Jest okej – powiedziałam mu pospiesznie – Porozmawiam z dziewczynami, wyjaśnię. Jestem pewna, że mogą się bawić, a ja pójdę na górę i zabiorę się za to.

– Papier to jedna czwarta twojej oceny – powiedział mi coś, co ja mu powiedziałem. „Nie potrzebujesz rozpraszaczy uwagi”.

– Wszystko w porządku, Low – zapewniłam go.

– Nie jest – odparł.

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim zdążyłam, spojrzał za mną na jadalnię i zawołał głośno - Millie ma pracę, którą musi napisać. Koniec imprezy.

- Cholera, Millie - odkrzyknął Black – Dlaczego nic nie powiedziałaś?

Poruszałam się, ponieważ Logan wstawał, zabierając mnie ze sobą, stawiając stopy na ziemi, a robił to, kiedy mówiłam.

- Bo potrzebowałam oddechu, a wy chłopaki dajecie dobry oddech - powiedziałam z uśmiechem.

Black potrząsnął głową i odsunął krzesło. To sprawiło, że wszyscy zrobili to samo, a kiedy to robili, przypomniałam sobie, dlaczego lubiłam rodzinę Logana.

Nie narzekali, nie dawali gówna, nie prosili o dokończenie piwa lub gry.

Nie. Jak potrzebowałam ciszy i spokoju, Logan dał im to jasno do zrozumienia, więc dali nam to, czego potrzebowaliśmy i nie bawili się w odwlekanie.

Keely i Black wyszli jako ostatni. Keely pocałowała mnie w policzek, odsunęła się i powiedziała - Powodzenia w pracy, kotku. Pójdziemy do Scruff’a i będziemy świętować, kiedy skopiesz im tyłek.

Uśmiechnęłam się - Masz to.

- Później, Mill - wymamrotał Black po tym, jak zacisnął przedramię z Loganem – Później, Black.

Wystartowali.

Logan zamknął i zaryglował drzwi, po czym odwrócił się do mnie.

Wróciłam do naszego wcześniejszego tematu.

- Naprawdę mogłam pójść na górę, kiedy wy siedzielibyście tutaj.

- Mała, daję ci to, czego potrzebujesz – odpowiedział.

– Potrzebuję się uczyć, a mogłabym…

Tym razem przestałam mówić, ponieważ uniósł dłoń i przesunął palcami po moich włosach, odgarniając je z mojej twarzy, a następnie owijając palcami moją czaszkę i zanurzając się blisko.

- Daję ci to, czego potrzebujesz, Millie, nawet jeśli nie wiesz, że tego potrzebujesz i nawet kiedy mylisz się, bo myślisz, że dajesz mi to, czego ja potrzebuję, pozwalając moim braciom tu zostać.

Wpatrywałam się w jego piękne brązowe oczy, tak zakochana w Loganie Judd, że wiedziałam, że nie mogłam zakochać się bardziej.

Dopóki nie udowadniał mi, że się myliłam.

Co zdarzało się często.

– Dzięki, kochanie – wyszeptałam.

I zakochałam się.

– W każdej chwili, Millie – odpowiedział - Zawsze.

Zawsze.

Byliśmy razem od pięciu miesięcy i wielokrotnie udowadniał, że to prawda.

Uśmiechnęłam się.

Zbliżył się jeszcze bardziej, by musnąć swoimi ustami moje.

Kiedy się odsunął, jego wzrok powędrował w górę schodów za mną, z powrotem na mnie, i rozkazał - A teraz bierz się do pracy.

- Racja, szefie – odpowiedziałam.

Jego usta zadrżały, zanim kontynuował - Chcesz colę, czy mam zrobić dzbanek kawy?

Znał mnie. Mieszkał ze mną. Przyjął moje nawyki związane z nauką.

Było po dziewiątej. Praca była ważna. Noc była późna. Potrzebowałam kofeiny.

I, jak wszystko inne, zamierzał mi to dać.

- Myślę, że to noc z dzbankiem kawy - powiedziałam mu.

– Kurwa – mruknął, wysuwając rękę z moich włosów i opuszczając ją - Znowu będę spał sam?

Potrząsnęłam głową, ale powiedziałam - Nie, jeśli nie będziemy tu stać i rozmawiać, a ja wezmę się do pracy.

– No to do roboty – powtórzył rozkaz.

Podniosłam rękę do czoła i zasalutowałam mu.

Jego usta znów zadrżały i odwrócił się, by wejść do salonu, który zaprowadziłby go do kuchni i jego zadania polegającego na zrobieniu mi kawy.

Postawiłam stopę na najniższym stopniu i zawołałam go po imieniu.

Odwrócił się.

– Kocham cię, Low – powiedziałam cicho, kiedy napotkał mój wzrok.

Oczy mu się rozgrzały, skinął brodą w moją stronę i odpowiedział - Pracuj, kochanie.

On też mnie kochał.

Uśmiechnęłam się i wbiegłam po schodach.

Logan zrobił mi dzbanek kawy.

Na końcu, po wejściu i pocałowaniu mnie w szyję, poszedł do łóżka beze mnie.

Nie podobało mi się, że to robił, więc nie opieprzałam się, skończyłam pracę i dołączyłam do niego tak szybko, jak tylko mogłam.

Spaliśmy spleceni i obudziłam się, nawet po zaledwie pięciu godzinach snu naładowany na nowy dzień.

Dostałam szóstkę za tę pracę i Logan i ja świętowaliśmy z Blackiem, Keely, Chew, Boz’em, Kellie, Justine i pół tuzina innych przyjaciół u Scruff’a.

To było niesamowite.

Życie było niesamowite.

Miałam osiemnaście lat i to było szalone. Wiedziałam. Ale nie kwestionowałam tego.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionowałby tego, bez względu na wiek.

Więc nie robiłam tego.

Bo miałam to wszystko.


 

1 komentarz: