Uwolnij
mnie
High
-
To wszystko? - zapytał.
Shirleen
przyjrzała mu się uważnie i odpowiedziała - To wszystko.
High
stał z nią wśród półek Używanych Książek Fortnum, sklepu należącego do żony
szefa Shirleen, Indy Nightingale. Shirleen trzymała w dłoni papierowy kubek, skoro
z przodu sklepu szaleniec o imieniu Tex robił kawę.
Ten
człowiek mógł być szaleńcem, ale robił dobrą kawę.
Ale
High nie miał ochoty na kawę i zdecydowanie nie miał ochoty znosić Texa.
Dzień
wcześniej podała mu wstępne dane Millie: adres, numer telefonu, miejsce
prowadzenia działalności.
Właśnie
dała mu resztę.
Nigdy
nie była zamężna, nie miała dzieci. Udany biznes. Z tego, co Shirleen mogła się
dowiedzieć, przy jej ograniczonych możliwościach, ponieważ High nie pozwolił
jej wciągnąć żadnego z chłopców Nightingale’a, Millie żyła spokojnie i była poślubiona
swojej pracy.
To
gówno nie pasowało.
W
ogóle.
Lubiła
imprezować. Chciała wychodzić. Lubiła chodzić do barów, żeby posłuchać muzyki,
chodzić na zebrania, grać w bilard. Była towarzyska, przyjazna, pełna życia.
Chciała mieć dzieci.
Właściwie
bardzo chciała mieć dzieci.
Nie,
to cholernie nie pasowało.
Nic
z tego.
Podobnie
jak jego odkrycie poprzedniego wieczoru, jak wyglądał jej dom, nie pasowało.
-
Kochankowie? – warknął, nie chcąc wiedzieć, ale pragnąc czegoś więcej.
Potrzebował czegoś, czego mógłby użyć, by wygrać, więc musiał to zrobić.
–
Chłopcze, nie mam pojęcia – odparła - To, co ci dałam, jest tym, co dostałam. Wszystko, co dostałam. Chcesz głębszego
wywiadu, musisz pozwolić mi iść w teren albo poprosić o to jednego z chłopców –
stwierdziła Shirleen, wciąż go obserwując - Przynajmniej pozwól mi namówić
Brody’ego. Namów go, żeby zrobił kilka włamań.
Brody
był geekiem komputerowym Nightingale’a. Facet był czarodziejem komputera.
Był
też gadułą.
High
nie potrzebował nikogo wtrącającego się w jego sprawy.
Shirleen
nie wymyśliła zbyt wiele i poszłaby dalej, gdyby o to zabiegał.
To
zależało od niego.
–
Nie Brody’ego – powiedział jej - Dostanę to, czego potrzebuję.
Kontynuowała
studiowanie go, nawet gdy skinęła głową.
-
Dzięki za to, co masz, Shirleen - mruknął, odwracając się do wyjścia.
-
High? - zawołała.
Odwrócił
się.
–
Wiesz, co robisz? zapytała.
Wiedział,
co robi.
Seks
był fenomenalny. Wściekły seks, który przerodził się w głodny seks, który
zakończył się wybuchem.
Kurwa,
tak, wiedział, co robił i cholernie mu się to podobało. Odkrył, że jest to gra,
w którą nie miał nic przeciwko, by grać, bo nie miał zamiaru przegrać, a
sposób, w jaki to się toczyło, wielokrotnie wygrywał po drodze.
Millie
myślała, że go miała i musiał to przyznać, siedząc zeszłej nocy na skraju jej łóżka
i obserwując, jak kroczyła dumnie w eleganckiej, seksownej piżamie, którą
chciał z niej zerwać odsłaniającej boki jej długich nóg i z materiałem ciasnym
przy piersiach, pomyślał, że go miała.
Ruch
jej szminką był płynny.
Ale
widział to w jej oczach, nawet jeśli próbowała to ukryć.
Bała
się.
Była
w tym zbyt głęboko i zaprzeczała sobie.
To
była jego wygrana.
Więc
wziąłby to, co miała do zaoferowania, dopóki nie poszłaby na dno i upewniłby
się, że poszłaby w taki sposób, że nie będzie próbowała ponownie się wynurzyć.
Wtedy
znalazłaby się w jego lusterku wstecznym.
-
Absolutnie - odpowiedział Shirleen.
Nie
skinęła ponownie głową. Przeszyła go spojrzeniem, o którym wiedział, że
próbowała go rozszyfrować.
Nie
dał jej wiele szans.
Uniósł
brodę i wystartował.
Wyszedł
ze sklepu, poszedł na motor, wsiadł i pojechał prosto do Millie.
Obserwował
to miejsce dzień wcześniej. Ale wybrał swój czas, by podejść do niej ostatniej
nocy z premedytacją, kiedy była bliska pójścia do łóżka i nie miała nic innego
na głowie, więc żadnych rozpraszaczy. Potem wrócił.
Teraz
było wczesne popołudnie następnego dnia. Pracowałaby w swojej pracowni na
tyłach domu.
Więc
będzie mógł w jej domu zrobić to, co powinien zrobić.
Jeśli
była tam lub przyszłaby, gdy on robiłby to, co miał do zrobienia, pogodziłby
się z tym. Tego dnia miał dwa cele i gdyby go zaskoczyła, przeszedłby do
drugiego.
Przejechał
powoli obok jej domu, widząc tył jej SUV-a na dziedzińcu z tyłu, ponownie
podziwiając schludną atrakcyjność jej trawnika.
Ani
źdźbło trawy nie było nie na miejscu.
Mieszało
mu to w głowie, ponieważ znów nie pasowało.
Na
końcu przecznicy skręcił w lewo, a potem znów w lewo, w jej tylną alejkę.
Zjechał na tyły jej domu, zatrzymał się i pojechał na biegu jałowym.
Dawno
temu był tam garaż. W przeciwieństwie do domu nie był w dobrym stanie.
Zniszczony, niektóre szyby w oknach wahadłowych drzwi wybite. Wyłączył zapłon w
motocyklu, przerzucił nogę i poszedł do garażu, zaglądając w okna.
Sprytnie,
nie wstawiła tam nic wartego uwagi. Na półkach stało kilka puszek po farbie.
Złamana miotła w kącie. Poza tym nic.
Odsunął
się, nie spuszczając wzroku z okna i przekręcił szyję, walcząc z narastającym
tam napięciem.
Wrócił
do swojego motocykla, wsiadł, ruszył i zaczął się toczyć, ale zatrzymał się,
gdy to zobaczył.
Zatrzymał
się przy śmietniku.
–
Kurwa – mruknął, wpatrując się w stojącą obok śmietnika skrzynię, którą
przyniósł jej zeszłej nocy.
–
Kurwa – wyszeptał, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Wyrzuciła
to. Może była zbyt ciężka, żeby ją podnieść i wrzucić do śmietnika, albo był
pełny, ale nie było wątpliwości, że miało być wywiezione.
Wyrzuciła
to.
Wyrzuciła
ich.
–
Kurwa – warknął, potoczył się, wyjechał z alejki i zatoczył koło z powrotem do
jej domu.
Zaparkował
dwa domy dalej i poszedł do niej, podjazdem, pod nawisem, patrząc na pracownię.
Drzwi
się nie otworzyły i nie mógł zajrzeć do żadnego z jej okien.
Podszedł
do tylnych drzwi jej domu, zauważając, że nie było tam innych samochodów poza
jej własnym.
Przykucnął
przy jej drzwiach, wyciągnął narzędzia, wybrał zamek i wszedł do środka.
Zamknął
za sobą drzwi i zajrzał do kuchni, która wyglądała jak z magazynu. Nawet
talerze, dzbanki, szklanki, miski i inne gówno, które widział przez przeszklone
szafki, było tym, czym powiedziała wczoraj wieczorem, że były.
Czysta
perfekcja.
I
nie Millie.
Albo
nie Millie, którą myślał, że znał.
Czas
mijał, teraz zarabiała pieniądze, nie była studentką, ale to był zwrot, który
nim wstrząsnął.
Była
wtedy w komfortowej sytuacji i to właściwie było wszystko. Miała zbyt dużo
życia, by martwić się dekorowaniem.
Nie
robiła zakupów z dziewczynami. Rechotała z nimi w pokoju wspólnym Chaosu,
popijając piwo i strzelając gówna.
Nie
namawiała go też do malowania ścian ani do rzucania poduszkami, jak to robiła
Deb, kiedy zaczynali urządzać dom.
Jeśli
byli razem, on i Millie jedli, przytulali się przed telewizorem, pieprzyli lub
plątali się w łóżku, szepcząc do siebie.
Rzucanie
poduszkami nigdy nie przyszło jej do głowy. U siebie mieli tanie gówno, używane
gówno.
I
nie obchodziło jej to.
High
obejrzał większą część kuchni.
W
zlewie była mocząca się miska, w misce była łyżka.
Poza
tym nic nie na miejscu. Brak poczty porzuconej na blatach. Brak okruszków
chleba, które nie zostałyby wytarte. Żadna butelka wina nie została ponownie
otwarta tej nocy. Brak naczyń w suszarce do suszenia.
Kurwa,
nie było nawet ociekacza, który mógłby zepsuć bezbłędność.
Nic.
Przeniósł
się do salonu i znalazł to samo.
Jej
kieliszek do wina z ostatniej nocy zniknął. Nie było nawet odsuniętego na bok koca,
zamiast tego jeden puszysty zawisł pomysłowo na rogu dużego fotela.
Zaczął
przeglądać zdjęcia i poczuł, jak zacisnęła mu się szczęka.
Przynajmniej
to się nie zmieniło. Millie lubiła wokół siebie szczęśliwe wspomnienia. Kiedy
byli młodzi, nie chodziło o fantazyjne ramki w każdym miejscu. Zamiast tego
przyczepiała rzeczy, które chciała zapamiętać, na tanich tablicach korkowych,
które kupiła, albo przyczepiała je magnesami do lodówki. Do diabła, lodówka
miała co najmniej dwie warstwy rzeczy (coś, z czego jej dokuczał). A powinien
był kupić akcje Blu Tack, ta kobieta tyle ich przeszła, budując kolaże
wspomnień na ścianach.
Teraz
miała pieniądze na zakup ramek.
Tak
też robiła.
Kiedy
studiował zdjęcia, zauważył, że wciąż była blisko z Justine. Jeśli zdjęcia były
czymś, na czym można było polegać, wyglądało na to, że Justine była lesbijką,
co wiele by wyjaśniało. Wyglądało też na to, że była szczęśliwa, a ponieważ
zawsze ją lubił, cieszył się, że pogodziła się z tym, co pierdoliło jej w
głowie, poszła na całość i znalazła to, czego potrzebowała.
Zobaczył
też, że Dottie wyszła za mąż za przystojnego faceta, człowieka trochę
szorstkiego, ale nie nerwowego. I najwyraźniej mieli dwoje dzieci, chłopca i
dziewczynkę.
Potem
była Kellie bez mężczyzny z tego, co widział, ale było oczywiste, że ta trójka,
Millie, Justine i Kellie, nadal była blisko.
Dostał
tego więcej, kiedy wyszedł z salonu do przedpokoju.
Za
pierwszymi drzwiami po lewej była łazienka, elegancka, czysta, starannie
urządzona.
Drugie
po lewej - sypialnia dla gości, taka sama jak łazienka.
Wszedł
w pierwsze drzwi na prawo za foyer i znalazł to.
Pokój,
w którym nie było zbyt wiele. Kilka ciężarków leżących na podłodze, bieżnia ze starannie
złożonym ręcznikiem przewieszonym przez drążek, atrakcyjne, kremowe centrum
multimedialne z małym telewizorem. Książki na półkach. Płyty CD umieszczone w
uchwytach, które widział, gdy spojrzał, były ułożone w porządku alfabetycznym.
To samo z DVD z filmami. Kilka płyt DVD z ćwiczeniami jogi ułożonych obok
telewizora.
Ale
to była szafa, gdzie mogło to być.
Otworzył
ją i pomyślał, że trafił w dziesiątkę.
Dopóki
tego nie przejrzał i nie znalazł ani jednej pieprzonej rzeczy.
Podatki
i inne dokumenty starannie zorganizowane i zapakowane. Zdjęcia rodziny i
przyjaciół nie nadające się do oprawy, ale były metodycznie spakowane. Papier
pakowy i inne takie gówno w zasięgu ręki i nawet to było poukładane, papier dla
dzieci, papier dla dorosłych kobiet, papier dla dorosłych mężczyzn, papiery
świąteczne, różnokolorowe kokardki, wstążki. W tej szafie były przechowywane walizki
i puste pudełka po sprzęcie kuchennym, zepsutym sprzęcie, sprzęcie
komputerowym, który trzymała z nieznanych powodów, skoro mieszkała tam
jedenaście lat i prawdopodobnie już nie będzie się przeprowadzała.
Ale
nic poza tym. Ani bałaganu. Ani pamiątek. Ani jednej pieprzonej rzeczy.
High
przeszedł z tego pokoju do jej sypialni, ogromnego pokoju, który zajmował cały
koniec domu. Tuż za drzwiami znajdowała się mała część wypoczynkowa z jednym z
tych fantazyjnych, wygodnych foteli w pluszowym, ciemnoróżowym kolorze, stołem
i lampą w srebrnej ramie ze zdjęciem Millie, Dot i ich rodziców na stole.
Po
lewej stronie, w głębi pokoju, znajdowało się łóżko typu king-size, które już
dobrze znał. Kobiece narzuty i prześcieradła w kolorze kości słoniowej z nutami
głębokiego różu, tony poduszek na łóżku. Kryształowe lampy z boku. Rzeźbione,
drogo wyglądające biurko. Drewniane podłogi z grubymi dywanikami.
Obraz
perfekcji.
High
stał nieruchomo i chłonął to wszystko.
Nic
nie na swoim miejscu. Łóżko pościelone. Żadnych ubrań ani butów rozrzuconych po
okolicy. Do diabła, nawet książki, fiolki i butelki na jej stoliku nocnym były
starannie ułożone.
Millie,
ta, którą uważał za swoją, była czysta.
Ale
nie była przesadnie schludna.
Nie
miała czasu być. Chodziła do szkoły. Pracowała. Skupiała miłość i uwagę na nim,
na swojej rodzinie, przyjaciołach.
Szła
do łóżka, zdejmując ubrania (jeśli on ich dla niej nie zdjął) po drodze i nie
zbierała tego gówna przez wiele dni.
Używała
czegoś i odkładała to na bok, kiedy z tym skończyła, co zmuszało ją do pytania
go, gdzie to było i oboje szukali tego, aż to znaleźli – klucze, balsam do rąk,
szczotki do włosów, bloki papieru z zapisanymi listami zakupów.
Była
kimś, kogo nazywała „moczycą”, czyli zostawiała naczynia w gorącej wodzie z płynem
i wracała do nich, kiedy tylko miała na to ochotę, mówiąc - W ten sposób
łatwiej je wyczyścić, wypłucze się od razu!
I
była o dwa kroki do zbieracza. Nie rezygnowała z niczego, co miało dla niej
choćby najmniejsze znaczenie lub użyteczność. Trzymała to, pakowała do pudełka,
wkładała do kosza, miski lub pojemnika, aby do tego wrócić, przyczepiała to do
ściany lub kładła na lodówce.
Nie
mogła żyć tak, jak żyła z High’em, jeśli tak właśnie potrzebowała żyć. Życie w
ten sposób doprowadziłoby człowieka do szaleństwa, gdyby potrzebował tego
porządku i nieskazitelności. Nie było możliwości, żeby przez trzy lata żyła w
tym kłamstwie.
High
musiał przyznać, że podobał mu się wygląd jej mieszkania w odległy sposób. Miał
fiuta, więc to nie był jego gust, ale wyglądało dobrze.
To
po prostu nie wyglądało realnie. Nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek tu
mieszkał. Wyglądało jak salon wystawowy, a nie dom.
Nie
było osobowości.
Nie
było Millie.
Nie
było nic, a także nie było czego kontynuować. Było jasne, że wszyscy w jej
życiu (z wyjątkiem Kellie) ruszyli dalej, znaleźli mężów, kochanków, mieli
dzieci.
Ale
nie Millie.
Poruszał
się po pokoju i głównej łazience, otwierając drzwi, wchodząc do jej szafy.
Była
kobietą, miała gówno, i to całe mnóstwo.
Ale
to nie było nic, czego nie miałoby milion innych kobiet: ubrania, buty, torby,
szaliki, makijaż, biżuteria. Nawet wibrator na jej szafce nocnej był normalny i
samotny. Żadnych innych zabawek. Nie żeby kiedyś mieli takie gówno, ale byli
młodzi. Nie wprowadził tego do ich zabaw, nawet jeśli myślał o tym tylko po to,
by dać jej coś nowego, co wiedział, że jej by się spodobało, skoro jej podobało
się wszystko, co on robił.
Pogrążony
w myślach wędrował korytarzem, patrząc na ściany.
Były
zdjęcia, na których przytulała siostrzenicę i siostrzeńca, uśmiechając się
szeroko, wyglądając na szczęśliwą, a jednocześnie niepokojąco smutną.
Stojąc
z rodzicami przy choince.
Ale
nie z jej ekipą na koncercie. Wisząc na imprezie lub w barze. Na wyjeździe na
wakacje. Wygłupiając się.
Czuł
się nieswojo, kiedy przechodził przez jej salon, otwierając szuflady na jej
stoliku do kawy, odsłaniając tylko tabliczki do ścierania, schowane piloty,
długopisy i papier.
Był
bardziej nieswój, przechodząc przez jej kuchnię.
Odpowiednia
ilość butelek wina tkwiła w jej stojaku. Butelka wódki w jej zamrażarce, w
większości pełna. Bardzo dobra butelka tequili i doskonała butelka szkockiej w
jej spiżarni, tequila nawet nie otwarta, szkocka do połowy wypita.
Ale
nie było dużo jedzenia. Były rzeczy, ale wyglądało na to, że wystarczyłyby na
dzień lub dwa konsumpcji. Nie było zaopatrzone dla osoby, która lubiła gotować,
a Millie uwielbiała gotować. Uwielbiała też piec. Była w tym żądna przygód,
utalentowana, bo mama dobrze ją nauczyła, z sukcesem. Mieli przyprawy.
Wszystkie rodzaje olejów. Wszystko, czego możesz potrzebować, gotowe do
zrobienia ciasteczek z kawałkami czekolady, brownie, ciasta.
W
jej kuchni były teraz różne drobiazgi, ale nic nie przypominało tego, co mieli.
Stał
przy tylnych drzwiach, jego oczy błądziły po przestrzeni, a jego umysł
pochłonęły nieprzyjemne myśli, że Millie była nie tylko duchem, który nękał go
przez ostatnie dwadzieścia lat.
Żyła
jak jedna.
Nie
istniała.
Nawet
we własnym pieprzonym domu.
Podejmując
decyzję, wyciągnął telefon i zadzwonił.
–
Yo – odebrała Shirleen.
–
Kop głębiej – rozkazał High.
-
Co mówisz? - zapytała.
–
Millie – odpowiedział - Daj na nią Brody’ego i powiedz temu facetowi, że jeśli
powie jedno pieprzone słowo, połamię mu wszystkie palce.
–
Co się stało? - zapytała.
-
Nic - odpowiedział - I to nie jest olewanie cię - powiedział – Właśnie
obejrzałem jej dom i nie jestem nawet pewien, czy oddychała przez ostatnie
dwadzieścia lat.
–
Co to znaczy?
-
To znaczy to, co powiedziałem – odpowiedział High – Nic. Nic o tej suce tu nie ma.
Nastąpiła
chwila ciszy, zanim zapytała - High, muszę zapytać ponownie, wiesz, co robisz?
-
Wiem, co robię, tylko nie wiem, co dostaję.
-
A teraz, co to znaczy? – zapytała
Shirleen.
-
Gdybym wiedział, powiedziałbym - Odwrócił się i wyjrzał przez okno tylnych drzwi,
i Chryste, okna w obu drzwiach. Prosiła się, by ją wypieprzyć. Jego wzrok padł
na studio – Mam gówno do roboty, Shirleen. Zadzwoń do mnie, jak będziesz coś
miała.
–
Czy coś znajdę?
Bardziej
niż chciał przyznać, miał cholerną nadzieję, że tak.
-
Nikt nie może przeżyć dwudziestu lat tak spokojnie, Shirleen - powiedział jej -
Coś znajdziesz. Chcę tylko wiedzieć, co to jest.
-
A mówimy o…? - podpowiadała.
Bolało
go, że zaczynał w taki sposób, ale musiał.
-
Z kim się pieprzy. Z kim mieszkała. Na co wydaje pieniądze. Gdzie chodzi. Jakie
ma wakacje. Poukładać jej życie przez dwadzieścia lat i dać to mnie. Tak?
-
Tak, High.
-
Racja, później.
-
Później, i High?
-
Co? – zapytał, trzymając rękę na klamce.
-
Mówisz, że wiesz, co robisz. Tylko mówię, że mam nadzieję, że tak.
Nie
miał na to żadnej odpowiedzi poza powtórzonym, ale stanowczym - Później.
-
Później.
Schował
telefon do kieszeni, wyszedł, zamknął drzwi za sobą za pomocą swoich narzędzi,
a następnie przeszedł przez dziedziniec do studia.
Nadszedł
czas, aby przejść do drugiej fazy dzisiejszej misji i nie mógł się tego
doczekać.
Nawet
się nie zatrzymał, zanim otworzył drzwi i wszedł. Spoglądając na nią siedzącą
za biurkiem, zamknął za sobą drzwi i zaryglował je.
High
nie zwrócił większej uwagi na biuro. To, co zobaczył, przypominało dom - ładne,
kobiece, ale profesjonalne.
I
znowu idealnie.
To,
co w niej widział, było takie samo. Była wystrojona do pracy, nawet jeśli
robiła to w małym domku za jej domem.
Zauważył
też, że jej oczy były duże, a usta rozchylone.
–
W górę – rozkazał.
Nie
wstała.
Zapytała
- Co tu robisz?
–
W górę, Millie, i majtki w dół.
W
tym momencie jej usta się rozchyliły, ale zobaczył rumieniec na policzkach.
Potem
zobaczył, że jej oczy rozbłysły, zanim się zwęziły.
-
Oszalałeś? - zapytała.
Ruszył
w przestrzeń i powtórzył - Wstawaj, mała.
-
Jesteś szalony - wyszeptała, wciąż mu
się przyglądając.
Okrążył
jej biurko, a ona obróciła się na fotelu w miarę jego postępu tak, by być z nim
twarzą w twarz, uparcie nie wstając i wciąż wpatrując się w niego.
–
Więcej tego nie powtórzę – powiedział jej.
–
To jest moje miejsce pracy – warknęła.
-
I? – zapytał, zatrzymując się blisko, więc musiała odchylić głowę głęboko do
tyłu, żeby utrzymać jego wzrok, co zrobiła.
-
I nie możesz wchodzić do mojego miejsca pracy i rozkazywać mi – odgryzła się.
-
Mogę, widzisz, tak jak właśnie to zrobiłem. A teraz wstawaj, Millie. Skoro już
tu jestem, ja zdejmę ci majtki.
Jej
oczy znów się zaokrągliły, policzki zaróżowiły, ale spojrzenie stało się
bardziej wściekłe.
–
Nie mogę w to uwierzyć – syknęła - Mam pracę. Mam rzeczy do zrobienia. Jedną z nich jest konieczność wyjścia za
dziesięć minut na spotkanie z klientem w kwiaciarni, ale zanim będę mogła to
zrobić, muszę odpowiedzieć na trzy e-maile.
-
Będą musieli poczekać.
Zmrużyła
oczy, jeszcze bardziej wkurzona, zanim wydała rozkaz - Wynoś się.
Położył
ręce na biodrach – Millie, wstawaj.
Odsunęła
krzesło, opierając się na stopie, odchyliła się do tyłu i skrzyżowała ręce na
piersi.
-
Okej, mamy tę dziwaczną grę w toku. Wiesz, że jestem za tym. Ale muszą być
zasady - zadeklarowała.
Potrząsnął
głową - Żadnych zasad.
–
Mam kredyt hipoteczny, High – powiedziała ostro.
Kurwa,
dlaczego nie znosił, kiedy nazywała go High? Nie było to nadane mu imię, ale
nadal było to jego cholerne imię.
Zignorował
jego reakcję na to i odpowiedział - Jeśli martwisz się o swoją pracę, lepiej
wstań, żebym mógł cię zerżnąć i zrobić to szybko.
A
on by jej to dał.
Wiedział,
że to była słaba zagrywka, ale też miał to w dupie. Zrobi wszystko, co uzna za
konieczne, zwłaszcza jeśli będzie to oznaczało zanurzenie w niej swojego
kutasa, usłyszenie jej sapania i uczucie, jak ona obejmie go na wszystkie
sposoby, kiedy to robiła. I już intensywnie o tym myślał, patrząc na nią z góry
w bluzce z falbankami, obcisłej spódnicy i butach na obcasie.
Ale
jeśli miała coś do zrobienia, brał to, czego chciał szybko, żeby nie było za
późno.
–
Boże, jesteś irytujący – warknęła.
-
Punkt dla mnie – odpowiedział - Teraz, w górę.
–
Pieprz się, High – odparowała – I wypierdalaj.
Zrobił
krok w jej stronę i powstrzymał ją przed odepchnięciem się dalej, pochylając
się, trzymając ręce na poręczach jej fotela, trzymając go nieruchomo, twarzą do
jej twarzy.
–
Zerżnę cię na twoim biurku – wyszeptał - Zrobię to szybko i mocno, a ty dojdziesz
tak, jak dochodzisz dla mnie, głośno.
A teraz przestań się opieprzać i do cholery wstawaj,
bo inaczej umieszczę cię tam, gdzie chcę, żebym mógł wziąć od ciebie to, czego
chcę.
Wiedział,
że widziała gorąco w jej oczach, czuł, jak jej oddech przyśpieszał, zauważył, że
jej cycki poruszały się szybko w górę i w dół wraz z oddechem, gdy walczyła z
tym uczuciem.
Ale
jej usta oświadczyły - To się nie stanie.
Potem
krzyknęła, kiedy to zrobił, podnosząc ją z fotela jedną ręką, wykręcając ją,
drugą ręką zmiatając wszystko, co było na jej biurku i opierając ją o nie
tyłkiem.
Pochylił
się, kładąc ją na plecy, a ona pomogła oddychając „High”, co oznaczało, że jej
usta były otwarte, kiedy ją całował.
Tym
razem nie walczyła. Nie wykręcała się. Nie naciskała na niego.
Przyjęła
jego język z jękiem.
Walczyła
z tym uczuciem.
I
przegrała.
Kurwa,
tak.
Przesunął
dłonią od jej kolana w górę, zabierając ze sobą jej spódnicę, a potem poczuł,
jak jego kutas pulsuje, gdy napotkał koronkowy brzeg pończochy otaczający uda.
Czując
to, wiedział, że nadszedł czas, aby przestać się opieprzać.
Tak
też zrobił.
Odrywając
swoje usta od jej ust, patrzył, jak jej powieki opadają, a oddech wydobywa się
z jej ust, kiedy obiema rękami podciągał jej spódnicę.
Natychmiast
zablokowała się na jego biodrach obydwoma udami.
Chciała
tego.
Dyszała
za tym.
Dosłownie.
Obrócił
się, by zobaczyć, jak jej noga w pończosze samonośnej zacisnęła się na jego
dżinsach na biodrze, a widok był tak podniecający, że musiał walczyć z otarciem
swojego twardego krocza między jej nogami.
Kurwa,
teraz musiał ją pieprzyć bardziej niż ją pieprzył.
Natychmiast.
Zanurzył
rękę, odsuwając klin jej majtek.
Przemoczony
klin jej majtek.
A
Millie potrzebowała zostać zerżnięta.
Natychmiast.
–
High – wyszeptała, pulsując również przez jego penisa, kiedy pocierała swoją
mokrą cipką o jego dłoń i zaczęła palcami podciągać jego koszulę.
-
Chcesz tego? - zapytał, bawiąc się z jej mokrym, gdy sięgnął do swojego paska i
rozporka.
-
Tak - odetchnęła.
-
Mocno?
-
Tak. Pospiesz się.
Aby
jej coś dać, zaczął ją pieprzyć palcami.
Wcisnęła
się w jego palce i wygięła szyję, jednocześnie błagając - Twój kutas, kochanie.
Pospiesz się.
Wyciągnął
kutasa ze spodni, wysunął palce z jej wilgoci, odsunął jej majtki na bok,
ustawił się i wszedł głęboko.
Chryste
Przewspaniałe.
Jej
palce zacisnęły się na jego koszulki pod kurtką, szarpnęły w górę w
niekontrolowany sposób, po czym wbiła paznokcie w jego plecy i pociągnęła w
dół.
High
chrząknął w odpowiedzi na tą gratyfikację, kiedy pchnął w jej ciasnotę, czując,
jak jej kolana się unoszą, więc mógł wbić głębiej, a ona mogła dostać więcej.
Kiedy
to dostała, przeciągnęła paznokcie z powrotem w górę i to było tak cholernie
fenomenalne, jęknął, zakopując się do nasady i drgając.
Kiedy
nie przestał i nie wrócił do pieprzenia jej, wyprostowała głowę i błagała -
Rusz się.
Chciał
więcej tego mokrego.
Ale
był jeszcze jeden punkt, o który mu chodziło.
-
Dasz z siebie wszystko? - zapytał.
Bez
wahania - Tak, High.
–
Wezmę to, mała – ostrzegł.
–
Okej – szepnęła.
Szlifował
dalej - Pobawię się tym ciałem.
Jej
oddech stał się cięższy, gdy poruszała biodrami, próbując pocierać jego penisa
w górę iw dół, a jej paznokcie wbijały się w jego plecy.
–
Żadnych zasad, Millie.
–
Żadnych zasad – wydyszała zdesperowana, wymachując łydkami, próbując znaleźć
oparcie.
Miał
ją.
I
całkowicie, kurwa, nie miał.
-
Czy ja tu w ogóle jestem? - szydził - A może jestem tylko kutasem?
I
znowu, tak jak zeszłej nocy, myśląc, że ją miał, zanim odwróciła sytuację,
zrobiła to ponownie.
Otworzyła
oczy, wpatrzyła się w niego i odpowiedziała:
–
Zawsze tu jesteś, Logan. Nawet kiedy cię nie było. Ale skoro jesteś tu i dostałeś to, czego chciałeś –
podniosła głowę, przykładając usta do jego ust i wbijając paznokcie w jego
plecy, gdy skończyła – przestań się opieprzać i weź to.
Nie
mogąc zrobić nic innego, wepchnął język do jej ust i wziął je.
Danie
z siebie wszystkiego nie zajęło jej dużo czasu.
Kiedy
to zrobiła, puścił ją i dał z siebie wszystko.
Przygryzał
jej usta i używał jej cipki do dojenia swojego kutasa po tym, jak oboje to znaleźli,
kiedy wyciągnęła ręce z jego koszuli i rozpięła nogi, które miała zaplecione
wokół jego pleców.
Podniósł
głowę i spojrzał na nią.
W
jej pięknych brązowych oczach seks i strach.
Kurwa,
dostał to, o co mu chodziło. Wszystko.
Nie
uśmiechał się, chociaż miał na to ochotę.
Przeniosła
wzrok na jego ucho, mamrocząc - Muszę iść.
Wysunął
się i wsunął między nich rękę. Poprawił jej majtki z powrotem na miejsce, a
potem wsunął penisa w dżinsy, po czym podciągnął ją i postawił na nogi,
przyszpilając ją do biurka, żeby miała to i jego do podtrzymywania się. Trzymał
ją tam, a ona patrzyła na jego ramię, opierała się jedną ręką o biurko za nią,
nie dotykając go, kiedy zapinał dżinsy, a ona drugą ręką szarpała spódnicę.
Zamykała
się, ale to nie miało znaczenia.
Dostał
to, czego chciał.
–
Żadnych zasad, Millie – powtórzył jak ostrzeżenie.
–
Muszę się umyć – rzuciła mu w ramię.
Uniósł
pięść do jej szczęki i delikatnie zmusił jej oczy do siebie.
-
Żadnych zasad – stwierdził.
–
Rozumiem to, High – odparła z nutą porażki w tonie, która, pieprzyć to
wszystko, mu się nie podobała.
–
Możesz to zakończyć, poddaj się – przypomniał jej - Powiedz mi, czego, kurwa,
chcesz, żebym mógł odmówić i oboje moglibyśmy iść dalej.
W
jej oczach pojawiła się determinacja, gdy odpowiedziała - Nie rozumiesz tego,
ale ja niczego nie chcę. I to się skończy, High, kiedy w końcu cię o tym
przekonam.
Pochylił
się bliżej – Kiedy włożyłem rękę między twoje nogi, byłaś dla mnie przemoczona,
Millie.
–
Czy to niespodzianka? - odparła.
–
Jak na kobietę, która niczego ode mnie nie chce, tak – odpowiedział.
Zdobyła
kolejne trafienie, szepcząc - Jesteś piękny.
Jezu.
Nie
powiedziała tego tak po prostu, ale jakby miała to na myśli.
Wpatrywał
się w nią, słowa wciąż dzwoniły mu w uszach.
Pieprzyć
go, miała.
–
Mill… – zaczął warczeć.
Przerwała
mu mocniejszym tonem – I jesteś w tym dobry. Zawsze byłeś w tym dobry. Więc
znowu, czy to niespodzianka?
-
Jak chcesz, żebym odszedł, nie powinnaś dyszeć i błagać o to – poinformował ją.
-
Chcę, żebyś sobie poszedł, ale jeśli dasz mi to, dopóki nie będę mogła cię stąd
zabrać, to jest tak dobre, że to wezmę – stwierdziła i w końcu dotknęła go
tylko po to, by podnieść rękę i położyć ją na jego klatce piersiowej i nacisnąć
- Teraz cofnij się. Jestem już spóźniona. Nie muszę być bardziej.
Wyczuwając,
że nic więcej z tego nie wyciągnie, ale skoro i tak dostał to, czego chciał,
High się cofnął.
Szybko
odsunęła się od niego, kierując się w stronę drzwi, które, jak zauważył,
prowadziły do łazienki.
Patrzył,
jak to robiła z oczami utkwionymi w jej tyłku i, robiąc to, zdecydował, że sięgnie
po więcej i nie obchodziło go, jak bardzo była spóźniona.
Odpowiedział
jej więc - Nie było dla ciebie stracone, co mi zrobiłaś.
Odwróciła
się i zobaczył, że jej policzki wciąż są zarumienione od seksu, ale reszta jej
twarzy była blada, a oczy ostrożne.
–
Cenię sobie orgazmy, Millie – ciągnął - Ale nie mogę pojąć, jak jakakolwiek
kobieta mogła zrobić coś takiego mężczyźnie i bez względu na to, czy minie
dziesięć dni czy dwadzieścia lat, wrócić po więcej. Uwolnij mnie. Opowiedz mi o
swojej pieprzonej grze. Jeśli to nie jest tak pokręcone jak poprzednie, musisz sobie
ulżyć, dam ci to, dopóki nie znajdę lepszego.
Tarcza
upadła, gdy błysnął gniew – Cóż, dzięki, High. Cóż za słodka oferta.
Stracił
cierpliwość - Millie, ja nie robię sobie jaj.
Potem
przygotował się, gdy jej wyraz twarzy znów się zmienił. Jak błyskawica było
widać cierpienie, które przeszyło ją, zanim je ukryła. Ale jej nie opuściło i
wiedział o tym, ponieważ to zabarwiło jej ton.
-
Jesteś zwolniony.
Obserwował
wyraz jej twarzy.
Kurwa,
miała to na myśli.
Poczuł,
jak jego ramiona się zaciskają.
-
Tak po prostu? - zapytał.
–
Popełniłam błąd – powiedziała cicho - Duży, jak się okazało. Ale stało się. Nie
da się tego naprawić.
-
Błąd? - naciskał.
–
Przychodząc, by się z tobą zobaczyć – powiedziała mu.
Jezu,
czy oni dokądś zmierzali?
–
A zrobiłaś to, bo…? - podpowiadał.
Potrząsnęła
głową - Teraz to nie ma znaczenia.
Cholera.
Kolejna
gra.
-
Millie, to jest ta pieprzona gra, o której mówiłem - warknął.
Wzdrygnęła
się, nie wyrażając dyskomfortu czy bólu, tylko frustrację.
Ale
znowu się nie przejął.
Ona
była sfrustrowana?
On
też był, a to ta kobieta zaczęła te bzdury.
–
Chryste, gdybyś tylko to z siebie wyrzuciła, skończylibyśmy z tym – przypomniał
jej.
Zamknęła
z nim oczy - Uwolnij mnie.
–
Jezu, Millie…
–
Przychodzisz do mnie – zauważyła - Przestań. Uwolnij mnie.
Wyciągnął
rękę, by wskazać biurko i gówno, które zamiatał po całej podłodze, i zapytał - Trudno
będzie ci przekonać mnie, że to nie jest cel, który chcesz osiągnąć, owinąć
mnie mocno swoją mokrą cipką i bawić się ze mną, jak chcesz. Znam tę grę, byłem
w nią już wcześniej zaangażowany, więc wiem też, że jesteś w tym dobra.
Próbowała
zainicjować zdobycie kolejnego punktu.
-
To prawie niemożliwe do uwierzenia, jak patrzę na ciebie, wiedząc, kim jesteś,
wiedząc, kim byłeś, i słuchając, jak mówisz do mnie w ten sposób.
Ale
to zaszło za daleko.
A
High nie był człowiekiem, który na to pozwalał.
Nigdy
więcej.
Nie
odkąd Millie nauczyła go, żeby tego nie robił.
-
Kurwa, suko - warknął - nie możesz tak naprawdę stać tam i próbować poczucia
winy na mnie, kiedy spieprzyłaś całe moje cholerne życie i jakby to nie
wystarczyło, wbiłaś się w nie z powrotem, ty
szukałaś mnie, aby spróbować zrobić
to ponownie.
Najwyraźniej
to, co powiedział, weszło Millie za głęboko.
Wiedział
o tym, kiedy pochyliła się do przodu, jej piękna twarz wykrzywiła się z bólu i
syknęła - Przez dwadzieścia lat przechodziłam
dla ciebie przez ogień, Logan. Nie
stój w moim biurze, do którego
wszedłeś bez zaproszenia i nie karm mnie swoim gównem. To jest zemsta. To twój sposób na zranienie mnie po tym,
jak ja zraniłam ciebie. Nie jestem głupia.
Chcesz tego? - Odchyliła się do tyłu i rozłożyła obie ręce - Weź to. Ale nie zamierzam
paść na kolana i pozwolić ci wepchnąć moją twarz w dół, żebyś jej nie widział, byś
mógł pieprzyć cipkę bez twarzy, wiedząc dokładnie, jak bardzo mnie upokarzasz.
Musisz to wziąć ode mnie, ja to dam, ale tylko dlatego, że daję, żeby samej to dostać.
–
Nie mów mi, że nie zamierzasz, kiedy klęczałaś dla mnie u Billa – zadrwił.
–
Nie mów mi, że nie wiedziałeś dokładnie, jaką zniewagę wyrządzasz – odpaliła –
Wiedziałeś, High. Wiedziałeś. Wiedziałeś, że wyrządzasz najgorszą zniewagę,
jaką mężczyzna może wyrządzić kobiecie. Wiedziałeś o tym i nie mów mi, że nie.
Nie
mógł jej tego powiedzieć, bo miała rację.
A
ona zasłużyła na to.
Przynajmniej
wtedy tak myślał.
Wpatrując
się w jej twarz, twarz przesyconą wściekłością i bólem, zastanowił się drugi
raz.
–
Opowiedz mi, jak przeszłaś dla mnie przez ogień – rozkazał.
-
Nie - wyszeptała, słowo było ciche, ale miało w sobie tyle mocy, że pozostawiło
szramę w powietrzu w pokoju i poczuł, że jego klatka piersiowa płonie, jakby
walczył o oddech - Nigdy - ciągnęła - Miałam ci to dać, ale straciłeś do tego
prawo.
-
Więc gra wciąż trwa - zauważył.
–
Nie, jeśli mnie uwolnisz – odparła.
Postanowił
to wyłożyć.
-
Wskazówka, Millie. Ja przychodzę do ciebie, więc kto kogo trzyma?
–
Masz moc, by to się skończyło – powiedziała mu.
–
Jak to jest, że nie muszę cię nawet, kurwa, pocałować, żebyś była dla mnie
przemoczona? - odparł.
-
Boże! - zawołała, spoglądając na sufit.
Zignorował
to i powiedział - To nie jest skończone, oboje to wiemy i zgaduję z tej
irytującej rozmowy, że nie mamy innego wyboru, jak tylko podążać za tym,
cokolwiek to, kurwa, jest, ale to ja muszę to robić, mając nadzieję nie rozedrzesz
mnie w trakcie.
Pochyliła
głowę i ponownie utkwiła w nim wzrok.
-
Jeśli tak myślisz, to znaczy, że nie zwracasz uwagi.
-
Mała - wycedził - zaufaj mi, masz moją całkowitą
uwagę.
Wtedy
właśnie uderzyła niczym obuchem.
–
Nie, nie mam, a ze sposobu, w jaki mnie traktujesz, jasno wynika, że nigdy tego
nie miałam.
Na
tym zakończyła ich rozmowę, odwracając się, wchodząc do łazienki i trzaskając
drzwiami i usłyszał przekręcanie zamka.
Mógł
wyważyć drzwi, ale wystarczyło.
Suka
powiedziała mu, że przechodziła dla niego przez ogień, insynuując, że było coś,
czego cholernie nie złapał w tamtym czasie.
Bzdura.
Całkowite
bzdury gry Millie.
I
High wypadł z biura, myśląc dokładnie o tym.
Ale
cios został zadany.
A
chodził po jej domu i widział, jak się zmieniła, jak żyła jak duch, jak w
niczym nie przypominała kobiety, za którą ją uważał.
Więc
nie mógł powstrzymać dręczącego go na skraju jego umysłu brzęczenia, że Millie
go nie odcięła, ale zamiast tego on ją stracił i nie tylko zrobił to wtedy, ale
zrobił to ponownie teraz.
Jego
Millie zniknęła.
W
każdy możliwy sposób.
*****
Później
tego wieczoru, kiedy High zamienił motocykl na pickupa, wrócił do Millie.
Nie
do jej domu.
W
aleję.
Wiedział,
że to było głupie.
Nie
obchodziło go to.
Wmawiał
sobie, że potrzebował każdego kawałka amunicji, jaki mógł zdobyć w tej wojnie,
a ta skrzynia była pełna amunicji.
Nie
pozwolił sobie uwierzyć, że wrócił z innego powodu.
Ale
kiedy dotarł do śmietnika i wysiadł z pickupa, zobaczył, że skrzyni nie było.
Podniósł
wieko śmietnika i zobaczył, że nie został opróżniony ani nie wrzucono do niego
skrzyni.
To
była porządna skrzynia, mogła służyć do wielu rzeczy.
Ktoś
ją ukradł i razem z nim ukradł High’a i Millie.
Prawdopodobnie
wyrzuciliby wszystkie zdjęcia. Trzy lata życia snem, przepadły.
Wsiadł
z powrotem do pickupa, kiedy żołądek mu się rolował, ręce zacisnął z
wściekłością na kierownicy.
Wyrzuciła
ich.
A
teraz ich nie było.
A
kiedy odjeżdżał, High zdecydował, że suka za to też zapłaci.
*****
Dwadzieścia dwa lata
temu…
Logan
obudził się w pustym łóżku.
Zamrugał,
by przepędzić sen, spojrzał na szafkę nocną Millie i złapał godzinę na jej
budziku.
Potem
odrzucił kołdrę, wstał z łóżka i wyszedł z ich sypialni.
Nie
znalazł jej w drugiej sypialni, pokoju, który przygotowała jako miejsce do
nauki.
Wiedział,
dlaczego jej tam nie znalazł. Kiedy pracowała tak do późna w nocy, robiła to
przy stole w jadalni na dole, żeby żaden hałas, który wydawała, mu nie
przeszkadzał.
Nie
zdziwił się, że znalazł ją tam, gdzie wiedział, że będzie, ale zastał ją
pochyloną, z policzkiem na notatniku, otoczoną otwartymi książkami, śpiącą jak
martwa.
Poruszał
się po pomieszczeniu wyłączając światła, zanim podszedł do swojej dziewczyny.
Delikatnie
podniósł ją ze stołu, a potem wziął w ramiona.
Obudziła
się, jak to robił delikatnie.
–
Co… o rany – mruknęła sennie - Padłam?
–
Tak, mała – odpowiedział, przechodząc z salonu do holu na schody.
–
Mogę chodzić, Rybko.
Logan
poczuł, jak jego usta wykrzywiają się.
Rybko.
Chłopcy
nazywali go High.
Millie
nie nazywała go High.
Nazywała
go Logan i Low, kiedy byli w towarzystwie.
Ale
nazywała go Rybko, kiedy nikogo nie było w pobliżu.
To
było głupkowate i urocze, i to była cała Millie.
Uwielbiał
to.
W
połowie schodów zatrzymał się i postawił ją na nogi, ale nie zdjął z niej
ramienia.
Wsunęła
swoje wokół niego i razem weszli po schodach.
-
Zrobiłaś to, czego potrzebowałaś? - zapytał.
-
Nie mam bladego pojęcia. Nie pamiętam, kiedy padłam, ale chyba… nie – odpowiedziała.
Usta
Logana nie wykrzywiły się, gdy to usłyszał.
Zacisnęły
się.
To
był egzamin końcowy. Miała napięty harmonogram drugiego semestru w nadziei, że
skończy studia w ciągu trzech i pół roku, a nie czterech, aby mogli
bezzwłocznie rozpocząć życie i założyć rodzinę.
Nadal
pracowała w niepełnym wymiarze godzin w centrum handlowym. Zarabiała chujowe
pieniądze, ale bez względu na to, jak często jej powtarzał, że powinna to
zrobić, nie rzuciłaby tej pracy.
Nie
zrezygnowałaby też z niego, z Klubu, z ich życia.
Była
zajęta wszystkim. Nigdy nie opuściła lekcji. Uczyła się między zajęciami. Nigdy
nie spóźniała się do pracy. Uczyła się po powrocie do domu. Chodzili do kina.
Chodzili do barów. Chodzili na imprezy. Chodzili na koncerty. Chodzili na
wiece. Gotowała dla niego. Sprzątała dla niego dom. I uczyła się więcej, kiedy
tylko miała okazję.
Własny
biznes. To był jej kierunek.
-
Nie wiem, jakim zrobię - powiedziała mu z uśmiechem - Po prostu wiem, że skopię
tyłki, cokolwiek zrobię.
Wierzył
w to. Niczego nie robiła na pół gwizdka. Wyssała życie do sucha, wbijając zęby
głęboko, prosto do kości i wyciągając szpik.
Ale
to gówno musiało się skończyć. Miała właśnie skończyć pierwszy rok studiów i
nie zamierzała robić sobie przerwy. Miała zamiar wziąć udział w dwóch zajęciach
latem i chodzić na pełny etat do sklepu w centrum handlowym, aż do rozpoczęcia
drugiego roku.
Co
oznaczało więcej pracy. Całonocnego uczenia się, kiedy on sam kładł się do
łóżka, budził się sam, widział, jak udawała i padała na nos, ale uśmiechała się
i była urocza, kiedy wiedział, że była gotowa zemdleć.
Patrzył,
jak zdejmowała ubranie, upuszczając je na podłogę, gdy wędrowała do ich łóżka,
i zdecydował, że nadszedł czas, by to gówno się skończyło.
Weszła,
a Logan wszedł razem z nią. Przyciągając ją w ramiona, zaplątał się w nią, a
ona odwzajemniła przysługę i wtuliła się głęboko.
„Kochanie,
musisz rzucić tę pracę”, powiedział czubkowi jej głowy.
–
Potrzebuję pieniędzy – mruknęła sennie.
–
Nie potrzebujesz – odpowiedział - Mogę nas finansować.
I
mógł. Biznes Chaosu, warsztat i sklep o nazwie Ride i inne gówno, które robili,
powodowały, że mógł całkowicie finansować ją i siebie. Mógł zrobić nawet
więcej. Kupić im ładniejsze meble, nowe gówno, które dobrze wygląda. Po roku
lub dwóch odłożyć pieniądze na dom. Zabrać ją na wakacje, aby oderwała się od
pracy. Zabrać ją do Paryża i pocałować pod Wieżą Eiffla.
Mógł
dać im coś lepszego niż to, co mieli.
Mógł
dać swojej dziewczynie wszystko.
Mógł
to zrobić.
Absolutnie.
–
Nie mogę tego zrobić – wymamrotała, brzmiąc, jakby była bliska zaśnięcia.
–
Millie – uścisnął ją – Wypalisz się, jak będziesz tak dalej trzymała.
–
Jeszcze tylko dwa lata – odparła - nie więcej niż… dwa i pół.
–
Mała… – zaczął, ale nie kontynuował, kiedy nagle odchyliła głowę do tyłu.
–
Nie, Logan – wyszeptała, jej głos wciąż brzmiał na zmęczony, ale był też mocny
- Zrobię do mnie należy.
–
Zrobisz, co do ciebie należy, kiedy zdobędziesz dyplom i dostaniesz wystrzałową
pracę, która zarobi dla nas kupę szmalu – odparł.
-
Teraz robię swoje. Robię, co do mnie należy każdego dnia – odparowała z uporem.
Pociągnął
ją w górę swojego ciała, tak że w ciemności znaleźli się oko w oko - Wiesz, że
to żadna trudność, że ja się tobą opiekuję. Wiesz też, że to moja praca, którą
lubię, więc przestań być taka uparta i pozwól mi to zrobić.
-
Jeśli mogę zrobić, co do mnie należy, zrobię to i mogę, Low - odparła.
–
Millie, to już trzecia noc z rzędu, jak padłaś przy stole w jadalni –
przypomniał jej - Kiedy są finałowe egzaminy, jest gorzej, ale cały czas jest
źle i to gówno nie jest dla ciebie dobre.
-
Muszę.
Logan
zamilkł, słysząc ostry ton jej głosu.
–
Muszę, Logan - Przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, by zakręcić ją
wokół jego szyi - Wiem, że możesz się mną zaopiekować. Uwielbiam, jak się o
mnie troszczysz. Ale muszę to zrobić. Dla ciebie. Dla nas. Żeby sobie coś
udowodnić. Moim rodzicom. Tobie. Muszę. A jeśli chcesz się mną opiekować, tak
możesz się mną zaopiekować. Pozwalając mi to robić.
–
Wiem, czego potrzebujesz, mała – odszepnął – A ty musisz wiedzieć, że ja tego
nie potrzebuję. Jestem w tym z tobą. Wiem, że ty jesteś w tym. Oboje jesteśmy. Całkowicie. Są chwile, kiedy muszę cię
wspierać. Będą chwile, kiedy ty będziesz musiała mnie wspierać. Pozwól mi się
teraz osłaniać, Millie. To wiele by znaczyło, że gdybyś miała czas na to, co
musisz zrobić, a ja mógłbym iść do łóżka obok ciebie.
Milczała
przez chwilę i pomyślał, że ją przekonał, potem potrząsnęła głową o poduszkę.
–
Proszę zrozum - powiedziała cicho - Po prostu muszę zrobić swoje. Chcę, żebyś
wiedział, że zamierzam. Nie, że jestem w
stanie. Życie rzuci na nas wiele, Rybko. Chcę, żebyś wiedział, że jestem
gotowa dać z siebie wszystko, kiedy to nastąpi.
Potrzebowała
tego. Wiedział to. Słyszał to. Kurwa, nawet to czuł.
I
wiedział, dlaczego musiała mu to dać. Byli młodzi. Zaczynali wcześnie. Oboje
byli zaangażowani na całego. I oboje chcieli tego samego od życia. Być razem,
budować rodzinę, budować życie. Żadne z nich nie chciało zwlekać.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńMotocyklista zaczął myśleć 😉❤️
OdpowiedzUsuń