sobota, 25 marca 2023

7 - Uwolnij mnie

 

 ROZDZIAŁ 7

Uwolnij mnie

High

 

 

- To wszystko? - zapytał.

Shirleen przyjrzała mu się uważnie i odpowiedziała - To wszystko.

High stał z nią wśród półek Używanych Książek Fortnum, sklepu należącego do żony szefa Shirleen, Indy Nightingale. Shirleen trzymała w dłoni papierowy kubek, skoro z przodu sklepu szaleniec o imieniu Tex robił kawę.

Ten człowiek mógł być szaleńcem, ale robił dobrą kawę.

Ale High nie miał ochoty na kawę i zdecydowanie nie miał ochoty znosić Texa.

Dzień wcześniej podała mu wstępne dane Millie: adres, numer telefonu, miejsce prowadzenia działalności.

Właśnie dała mu resztę.

Nigdy nie była zamężna, nie miała dzieci. Udany biznes. Z tego, co Shirleen mogła się dowiedzieć, przy jej ograniczonych możliwościach, ponieważ High nie pozwolił jej wciągnąć żadnego z chłopców Nightingale’a, Millie żyła spokojnie i była poślubiona swojej pracy.

To gówno nie pasowało.

W ogóle.

Lubiła imprezować. Chciała wychodzić. Lubiła chodzić do barów, żeby posłuchać muzyki, chodzić na zebrania, grać w bilard. Była towarzyska, przyjazna, pełna życia. Chciała mieć dzieci.

Właściwie bardzo chciała mieć dzieci.

Nie, to cholernie nie pasowało.

Nic z tego.

Podobnie jak jego odkrycie poprzedniego wieczoru, jak wyglądał jej dom, nie pasowało.

- Kochankowie? – warknął, nie chcąc wiedzieć, ale pragnąc czegoś więcej. Potrzebował czegoś, czego mógłby użyć, by wygrać, więc musiał to zrobić.

– Chłopcze, nie mam pojęcia – odparła - To, co ci dałam, jest tym, co dostałam. Wszystko, co dostałam. Chcesz głębszego wywiadu, musisz pozwolić mi iść w teren albo poprosić o to jednego z chłopców – stwierdziła Shirleen, wciąż go obserwując - Przynajmniej pozwól mi namówić Brody’ego. Namów go, żeby zrobił kilka włamań.

Brody był geekiem komputerowym Nightingale’a. Facet był czarodziejem komputera.

Był też gadułą.

High nie potrzebował nikogo wtrącającego się w jego sprawy.

Shirleen nie wymyśliła zbyt wiele i poszłaby dalej, gdyby o to zabiegał.

To zależało od niego.

– Nie Brody’ego – powiedział jej - Dostanę to, czego potrzebuję.

Kontynuowała studiowanie go, nawet gdy skinęła głową.

- Dzięki za to, co masz, Shirleen - mruknął, odwracając się do wyjścia.

- High? - zawołała.

Odwrócił się.

– Wiesz, co robisz? zapytała.

Wiedział, co robi.

Seks był fenomenalny. Wściekły seks, który przerodził się w głodny seks, który zakończył się wybuchem.

Kurwa, tak, wiedział, co robił i cholernie mu się to podobało. Odkrył, że jest to gra, w którą nie miał nic przeciwko, by grać, bo nie miał zamiaru przegrać, a sposób, w jaki to się toczyło, wielokrotnie wygrywał po drodze.

Millie myślała, że go miała i musiał to przyznać, siedząc zeszłej nocy na skraju jej łóżka i obserwując, jak kroczyła dumnie w eleganckiej, seksownej piżamie, którą chciał z niej zerwać odsłaniającej boki jej długich nóg i z materiałem ciasnym przy piersiach, pomyślał, że go miała.

Ruch jej szminką był płynny.

Ale widział to w jej oczach, nawet jeśli próbowała to ukryć.

Bała się.

Była w tym zbyt głęboko i zaprzeczała sobie.

To była jego wygrana.

Więc wziąłby to, co miała do zaoferowania, dopóki nie poszłaby na dno i upewniłby się, że poszłaby w taki sposób, że nie będzie próbowała ponownie się wynurzyć.

Wtedy znalazłaby się w jego lusterku wstecznym.

- Absolutnie - odpowiedział Shirleen.

Nie skinęła ponownie głową. Przeszyła go spojrzeniem, o którym wiedział, że próbowała go rozszyfrować.

Nie dał jej wiele szans.

Uniósł brodę i wystartował.

Wyszedł ze sklepu, poszedł na motor, wsiadł i pojechał prosto do Millie.

Obserwował to miejsce dzień wcześniej. Ale wybrał swój czas, by podejść do niej ostatniej nocy z premedytacją, kiedy była bliska pójścia do łóżka i nie miała nic innego na głowie, więc żadnych rozpraszaczy. Potem wrócił.

Teraz było wczesne popołudnie następnego dnia. Pracowałaby w swojej pracowni na tyłach domu.

Więc będzie mógł w jej domu zrobić to, co powinien zrobić.

Jeśli była tam lub przyszłaby, gdy on robiłby to, co miał do zrobienia, pogodziłby się z tym. Tego dnia miał dwa cele i gdyby go zaskoczyła, przeszedłby do drugiego.

Przejechał powoli obok jej domu, widząc tył jej SUV-a na dziedzińcu z tyłu, ponownie podziwiając schludną atrakcyjność jej trawnika.

Ani źdźbło trawy nie było nie na miejscu.

Mieszało mu to w głowie, ponieważ znów nie pasowało.

Na końcu przecznicy skręcił w lewo, a potem znów w lewo, w jej tylną alejkę. Zjechał na tyły jej domu, zatrzymał się i pojechał na biegu jałowym.

Dawno temu był tam garaż. W przeciwieństwie do domu nie był w dobrym stanie. Zniszczony, niektóre szyby w oknach wahadłowych drzwi wybite. Wyłączył zapłon w motocyklu, przerzucił nogę i poszedł do garażu, zaglądając w okna.

Sprytnie, nie wstawiła tam nic wartego uwagi. Na półkach stało kilka puszek po farbie. Złamana miotła w kącie. Poza tym nic.

Odsunął się, nie spuszczając wzroku z okna i przekręcił szyję, walcząc z narastającym tam napięciem.

Wrócił do swojego motocykla, wsiadł, ruszył i zaczął się toczyć, ale zatrzymał się, gdy to zobaczył.

Zatrzymał się przy śmietniku.

– Kurwa – mruknął, wpatrując się w stojącą obok śmietnika skrzynię, którą przyniósł jej zeszłej nocy.

– Kurwa – wyszeptał, nie mogąc oderwać od niej wzroku.

Wyrzuciła to. Może była zbyt ciężka, żeby ją podnieść i wrzucić do śmietnika, albo był pełny, ale nie było wątpliwości, że miało być wywiezione.

Wyrzuciła to.

Wyrzuciła ich.

– Kurwa – warknął, potoczył się, wyjechał z alejki i zatoczył koło z powrotem do jej domu.

Zaparkował dwa domy dalej i poszedł do niej, podjazdem, pod nawisem, patrząc na pracownię.

Drzwi się nie otworzyły i nie mógł zajrzeć do żadnego z jej okien.

Podszedł do tylnych drzwi jej domu, zauważając, że nie było tam innych samochodów poza jej własnym.

Przykucnął przy jej drzwiach, wyciągnął narzędzia, wybrał zamek i wszedł do środka.

Zamknął za sobą drzwi i zajrzał do kuchni, która wyglądała jak z magazynu. Nawet talerze, dzbanki, szklanki, miski i inne gówno, które widział przez przeszklone szafki, było tym, czym powiedziała wczoraj wieczorem, że były.

Czysta perfekcja.

I nie Millie.

Albo nie Millie, którą myślał, że znał.

Czas mijał, teraz zarabiała pieniądze, nie była studentką, ale to był zwrot, który nim wstrząsnął.

Była wtedy w komfortowej sytuacji i to właściwie było wszystko. Miała zbyt dużo życia, by martwić się dekorowaniem.

Nie robiła zakupów z dziewczynami. Rechotała z nimi w pokoju wspólnym Chaosu, popijając piwo i strzelając gówna.

Nie namawiała go też do malowania ścian ani do rzucania poduszkami, jak to robiła Deb, kiedy zaczynali urządzać dom.

Jeśli byli razem, on i Millie jedli, przytulali się przed telewizorem, pieprzyli lub plątali się w łóżku, szepcząc do siebie.

Rzucanie poduszkami nigdy nie przyszło jej do głowy. U siebie mieli tanie gówno, używane gówno.

I nie obchodziło jej to.

High obejrzał większą część kuchni.

W zlewie była mocząca się miska, w misce była łyżka.

Poza tym nic nie na miejscu. Brak poczty porzuconej na blatach. Brak okruszków chleba, które nie zostałyby wytarte. Żadna butelka wina nie została ponownie otwarta tej nocy. Brak naczyń w suszarce do suszenia.

Kurwa, nie było nawet ociekacza, który mógłby zepsuć bezbłędność.

Nic.

Przeniósł się do salonu i znalazł to samo.

Jej kieliszek do wina z ostatniej nocy zniknął. Nie było nawet odsuniętego na bok koca, zamiast tego jeden puszysty zawisł pomysłowo na rogu dużego fotela.

Zaczął przeglądać zdjęcia i poczuł, jak zacisnęła mu się szczęka.

Przynajmniej to się nie zmieniło. Millie lubiła wokół siebie szczęśliwe wspomnienia. Kiedy byli młodzi, nie chodziło o fantazyjne ramki w każdym miejscu. Zamiast tego przyczepiała rzeczy, które chciała zapamiętać, na tanich tablicach korkowych, które kupiła, albo przyczepiała je magnesami do lodówki. Do diabła, lodówka miała co najmniej dwie warstwy rzeczy (coś, z czego jej dokuczał). A powinien był kupić akcje Blu Tack, ta kobieta tyle ich przeszła, budując kolaże wspomnień na ścianach.

Teraz miała pieniądze na zakup ramek.

Tak też robiła.

Kiedy studiował zdjęcia, zauważył, że wciąż była blisko z Justine. Jeśli zdjęcia były czymś, na czym można było polegać, wyglądało na to, że Justine była lesbijką, co wiele by wyjaśniało. Wyglądało też na to, że była szczęśliwa, a ponieważ zawsze ją lubił, cieszył się, że pogodziła się z tym, co pierdoliło jej w głowie, poszła na całość i znalazła to, czego potrzebowała.

Zobaczył też, że Dottie wyszła za mąż za przystojnego faceta, człowieka trochę szorstkiego, ale nie nerwowego. I najwyraźniej mieli dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę.

Potem była Kellie bez mężczyzny z tego, co widział, ale było oczywiste, że ta trójka, Millie, Justine i Kellie, nadal była blisko.

Dostał tego więcej, kiedy wyszedł z salonu do przedpokoju.

Za pierwszymi drzwiami po lewej była łazienka, elegancka, czysta, starannie urządzona.

Drugie po lewej - sypialnia dla gości, taka sama jak łazienka.

Wszedł w pierwsze drzwi na prawo za foyer i znalazł to.

Pokój, w którym nie było zbyt wiele. Kilka ciężarków leżących na podłodze, bieżnia ze starannie złożonym ręcznikiem przewieszonym przez drążek, atrakcyjne, kremowe centrum multimedialne z małym telewizorem. Książki na półkach. Płyty CD umieszczone w uchwytach, które widział, gdy spojrzał, były ułożone w porządku alfabetycznym. To samo z DVD z filmami. Kilka płyt DVD z ćwiczeniami jogi ułożonych obok telewizora.

Ale to była szafa, gdzie mogło to być.

Otworzył ją i pomyślał, że trafił w dziesiątkę.

Dopóki tego nie przejrzał i nie znalazł ani jednej pieprzonej rzeczy.

Podatki i inne dokumenty starannie zorganizowane i zapakowane. Zdjęcia rodziny i przyjaciół nie nadające się do oprawy, ale były metodycznie spakowane. Papier pakowy i inne takie gówno w zasięgu ręki i nawet to było poukładane, papier dla dzieci, papier dla dorosłych kobiet, papier dla dorosłych mężczyzn, papiery świąteczne, różnokolorowe kokardki, wstążki. W tej szafie były przechowywane walizki i puste pudełka po sprzęcie kuchennym, zepsutym sprzęcie, sprzęcie komputerowym, który trzymała z nieznanych powodów, skoro mieszkała tam jedenaście lat i prawdopodobnie już nie będzie się przeprowadzała.

Ale nic poza tym. Ani bałaganu. Ani pamiątek. Ani jednej pieprzonej rzeczy.

High przeszedł z tego pokoju do jej sypialni, ogromnego pokoju, który zajmował cały koniec domu. Tuż za drzwiami znajdowała się mała część wypoczynkowa z jednym z tych fantazyjnych, wygodnych foteli w pluszowym, ciemnoróżowym kolorze, stołem i lampą w srebrnej ramie ze zdjęciem Millie, Dot i ich rodziców na stole.

Po lewej stronie, w głębi pokoju, znajdowało się łóżko typu king-size, które już dobrze znał. Kobiece narzuty i prześcieradła w kolorze kości słoniowej z nutami głębokiego różu, tony poduszek na łóżku. Kryształowe lampy z boku. Rzeźbione, drogo wyglądające biurko. Drewniane podłogi z grubymi dywanikami.

Obraz perfekcji.

High stał nieruchomo i chłonął to wszystko.

Nic nie na swoim miejscu. Łóżko pościelone. Żadnych ubrań ani butów rozrzuconych po okolicy. Do diabła, nawet książki, fiolki i butelki na jej stoliku nocnym były starannie ułożone.

Millie, ta, którą uważał za swoją, była czysta.

Ale nie była przesadnie schludna.

Nie miała czasu być. Chodziła do szkoły. Pracowała. Skupiała miłość i uwagę na nim, na swojej rodzinie, przyjaciołach.

Szła do łóżka, zdejmując ubrania (jeśli on ich dla niej nie zdjął) po drodze i nie zbierała tego gówna przez wiele dni.

Używała czegoś i odkładała to na bok, kiedy z tym skończyła, co zmuszało ją do pytania go, gdzie to było i oboje szukali tego, aż to znaleźli – klucze, balsam do rąk, szczotki do włosów, bloki papieru z zapisanymi listami zakupów.

Była kimś, kogo nazywała „moczycą”, czyli zostawiała naczynia w gorącej wodzie z płynem i wracała do nich, kiedy tylko miała na to ochotę, mówiąc - W ten sposób łatwiej je wyczyścić, wypłucze się od razu!

I była o dwa kroki do zbieracza. Nie rezygnowała z niczego, co miało dla niej choćby najmniejsze znaczenie lub użyteczność. Trzymała to, pakowała do pudełka, wkładała do kosza, miski lub pojemnika, aby do tego wrócić, przyczepiała to do ściany lub kładła na lodówce.

Nie mogła żyć tak, jak żyła z High’em, jeśli tak właśnie potrzebowała żyć. Życie w ten sposób doprowadziłoby człowieka do szaleństwa, gdyby potrzebował tego porządku i nieskazitelności. Nie było możliwości, żeby przez trzy lata żyła w tym kłamstwie.

High musiał przyznać, że podobał mu się wygląd jej mieszkania w odległy sposób. Miał fiuta, więc to nie był jego gust, ale wyglądało dobrze.

To po prostu nie wyglądało realnie. Nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek tu mieszkał. Wyglądało jak salon wystawowy, a nie dom.

Nie było osobowości.

Nie było Millie.

Nie było nic, a także nie było czego kontynuować. Było jasne, że wszyscy w jej życiu (z wyjątkiem Kellie) ruszyli dalej, znaleźli mężów, kochanków, mieli dzieci.

Ale nie Millie.

Poruszał się po pokoju i głównej łazience, otwierając drzwi, wchodząc do jej szafy.

Była kobietą, miała gówno, i to całe mnóstwo.

Ale to nie było nic, czego nie miałoby milion innych kobiet: ubrania, buty, torby, szaliki, makijaż, biżuteria. Nawet wibrator na jej szafce nocnej był normalny i samotny. Żadnych innych zabawek. Nie żeby kiedyś mieli takie gówno, ale byli młodzi. Nie wprowadził tego do ich zabaw, nawet jeśli myślał o tym tylko po to, by dać jej coś nowego, co wiedział, że jej by się spodobało, skoro jej podobało się wszystko, co on robił.

Pogrążony w myślach wędrował korytarzem, patrząc na ściany.

Były zdjęcia, na których przytulała siostrzenicę i siostrzeńca, uśmiechając się szeroko, wyglądając na szczęśliwą, a jednocześnie niepokojąco smutną.

Stojąc z rodzicami przy choince.

Ale nie z jej ekipą na koncercie. Wisząc na imprezie lub w barze. Na wyjeździe na wakacje. Wygłupiając się.

Czuł się nieswojo, kiedy przechodził przez jej salon, otwierając szuflady na jej stoliku do kawy, odsłaniając tylko tabliczki do ścierania, schowane piloty, długopisy i papier.

Był bardziej nieswój, przechodząc przez jej kuchnię.

Odpowiednia ilość butelek wina tkwiła w jej stojaku. Butelka wódki w jej zamrażarce, w większości pełna. Bardzo dobra butelka tequili i doskonała butelka szkockiej w jej spiżarni, tequila nawet nie otwarta, szkocka do połowy wypita.

Ale nie było dużo jedzenia. Były rzeczy, ale wyglądało na to, że wystarczyłyby na dzień lub dwa konsumpcji. Nie było zaopatrzone dla osoby, która lubiła gotować, a Millie uwielbiała gotować. Uwielbiała też piec. Była w tym żądna przygód, utalentowana, bo mama dobrze ją nauczyła, z sukcesem. Mieli przyprawy. Wszystkie rodzaje olejów. Wszystko, czego możesz potrzebować, gotowe do zrobienia ciasteczek z kawałkami czekolady, brownie, ciasta.

W jej kuchni były teraz różne drobiazgi, ale nic nie przypominało tego, co mieli.

Stał przy tylnych drzwiach, jego oczy błądziły po przestrzeni, a jego umysł pochłonęły nieprzyjemne myśli, że Millie była nie tylko duchem, który nękał go przez ostatnie dwadzieścia lat.

Żyła jak jedna.

Nie istniała.

Nawet we własnym pieprzonym domu.

Podejmując decyzję, wyciągnął telefon i zadzwonił.

– Yo – odebrała Shirleen.

– Kop głębiej – rozkazał High.

- Co mówisz? - zapytała.

– Millie – odpowiedział - Daj na nią Brody’ego i powiedz temu facetowi, że jeśli powie jedno pieprzone słowo, połamię mu wszystkie palce.

– Co się stało? - zapytała.

- Nic - odpowiedział - I to nie jest olewanie cię - powiedział – Właśnie obejrzałem jej dom i nie jestem nawet pewien, czy oddychała przez ostatnie dwadzieścia lat.

– Co to znaczy?

- To znaczy to, co powiedziałem – odpowiedział High – Nic. Nic o tej suce tu nie ma.

Nastąpiła chwila ciszy, zanim zapytała - High, muszę zapytać ponownie, wiesz, co robisz?

- Wiem, co robię, tylko nie wiem, co dostaję.

- A teraz, co to znaczy? – zapytała Shirleen.

- Gdybym wiedział, powiedziałbym - Odwrócił się i wyjrzał przez okno tylnych drzwi, i Chryste, okna w obu drzwiach. Prosiła się, by ją wypieprzyć. Jego wzrok padł na studio – Mam gówno do roboty, Shirleen. Zadzwoń do mnie, jak będziesz coś miała.

– Czy coś znajdę?

Bardziej niż chciał przyznać, miał cholerną nadzieję, że tak.

- Nikt nie może przeżyć dwudziestu lat tak spokojnie, Shirleen - powiedział jej - Coś znajdziesz. Chcę tylko wiedzieć, co to jest.

- A mówimy o…? - podpowiadała.

Bolało go, że zaczynał w taki sposób, ale musiał.

- Z kim się pieprzy. Z kim mieszkała. Na co wydaje pieniądze. Gdzie chodzi. Jakie ma wakacje. Poukładać jej życie przez dwadzieścia lat i dać to mnie. Tak?

- Tak, High.

- Racja, później.

- Później, i High?

- Co? – zapytał, trzymając rękę na klamce.

- Mówisz, że wiesz, co robisz. Tylko mówię, że mam nadzieję, że tak.

Nie miał na to żadnej odpowiedzi poza powtórzonym, ale stanowczym - Później.

- Później.

Schował telefon do kieszeni, wyszedł, zamknął drzwi za sobą za pomocą swoich narzędzi, a następnie przeszedł przez dziedziniec do studia.

Nadszedł czas, aby przejść do drugiej fazy dzisiejszej misji i nie mógł się tego doczekać.

Nawet się nie zatrzymał, zanim otworzył drzwi i wszedł. Spoglądając na nią siedzącą za biurkiem, zamknął za sobą drzwi i zaryglował je.

High nie zwrócił większej uwagi na biuro. To, co zobaczył, przypominało dom - ładne, kobiece, ale profesjonalne.

I znowu idealnie.

To, co w niej widział, było takie samo. Była wystrojona do pracy, nawet jeśli robiła to w małym domku za jej domem.

Zauważył też, że jej oczy były duże, a usta rozchylone.

– W górę – rozkazał.

Nie wstała.

Zapytała - Co tu robisz?

– W górę, Millie, i majtki w dół.

W tym momencie jej usta się rozchyliły, ale zobaczył rumieniec na policzkach.

Potem zobaczył, że jej oczy rozbłysły, zanim się zwęziły.

- Oszalałeś? - zapytała.

Ruszył w przestrzeń i powtórzył - Wstawaj, mała.

- Jesteś szalony - wyszeptała, wciąż mu się przyglądając.

Okrążył jej biurko, a ona obróciła się na fotelu w miarę jego postępu tak, by być z nim twarzą w twarz, uparcie nie wstając i wciąż wpatrując się w niego.

– Więcej tego nie powtórzę – powiedział jej.

– To jest moje miejsce pracy – warknęła.

- I? – zapytał, zatrzymując się blisko, więc musiała odchylić głowę głęboko do tyłu, żeby utrzymać jego wzrok, co zrobiła.

- I nie możesz wchodzić do mojego miejsca pracy i rozkazywać mi – odgryzła się.

- Mogę, widzisz, tak jak właśnie to zrobiłem. A teraz wstawaj, Millie. Skoro już tu jestem, ja zdejmę ci majtki.

Jej oczy znów się zaokrągliły, policzki zaróżowiły, ale spojrzenie stało się bardziej wściekłe.

– Nie mogę w to uwierzyć – syknęła - Mam pracę. Mam rzeczy do zrobienia. Jedną z nich jest konieczność wyjścia za dziesięć minut na spotkanie z klientem w kwiaciarni, ale zanim będę mogła to zrobić, muszę odpowiedzieć na trzy e-maile.

- Będą musieli poczekać.

Zmrużyła oczy, jeszcze bardziej wkurzona, zanim wydała rozkaz - Wynoś się.

Położył ręce na biodrach – Millie, wstawaj.

Odsunęła krzesło, opierając się na stopie, odchyliła się do tyłu i skrzyżowała ręce na piersi.

- Okej, mamy tę dziwaczną grę w toku. Wiesz, że jestem za tym. Ale muszą być zasady - zadeklarowała.

Potrząsnął głową - Żadnych zasad.

– Mam kredyt hipoteczny, High – powiedziała ostro.

Kurwa, dlaczego nie znosił, kiedy nazywała go High? Nie było to nadane mu imię, ale nadal było to jego cholerne imię.

Zignorował jego reakcję na to i odpowiedział - Jeśli martwisz się o swoją pracę, lepiej wstań, żebym mógł cię zerżnąć i zrobić to szybko.

A on by jej to dał.

Wiedział, że to była słaba zagrywka, ale też miał to w dupie. Zrobi wszystko, co uzna za konieczne, zwłaszcza jeśli będzie to oznaczało zanurzenie w niej swojego kutasa, usłyszenie jej sapania i uczucie, jak ona obejmie go na wszystkie sposoby, kiedy to robiła. I już intensywnie o tym myślał, patrząc na nią z góry w bluzce z falbankami, obcisłej spódnicy i butach na obcasie.

Ale jeśli miała coś do zrobienia, brał to, czego chciał szybko, żeby nie było za późno.

– Boże, jesteś irytujący – warknęła.

- Punkt dla mnie – odpowiedział - Teraz, w górę.

– Pieprz się, High – odparowała – I wypierdalaj.

Zrobił krok w jej stronę i powstrzymał ją przed odepchnięciem się dalej, pochylając się, trzymając ręce na poręczach jej fotela, trzymając go nieruchomo, twarzą do jej twarzy.

– Zerżnę cię na twoim biurku – wyszeptał - Zrobię to szybko i mocno, a ty dojdziesz tak, jak dochodzisz dla mnie, głośno. A teraz przestań się opieprzać i do cholery wstawaj, bo inaczej umieszczę cię tam, gdzie chcę, żebym mógł wziąć od ciebie to, czego chcę.

Wiedział, że widziała gorąco w jej oczach, czuł, jak jej oddech przyśpieszał, zauważył, że jej cycki poruszały się szybko w górę i w dół wraz z oddechem, gdy walczyła z tym uczuciem.

Ale jej usta oświadczyły - To się nie stanie.

Potem krzyknęła, kiedy to zrobił, podnosząc ją z fotela jedną ręką, wykręcając ją, drugą ręką zmiatając wszystko, co było na jej biurku i opierając ją o nie tyłkiem.

Pochylił się, kładąc ją na plecy, a ona pomogła oddychając „High”, co oznaczało, że jej usta były otwarte, kiedy ją całował.

Tym razem nie walczyła. Nie wykręcała się. Nie naciskała na niego.

Przyjęła jego język z jękiem.

Walczyła z tym uczuciem.

I przegrała.

Kurwa, tak.

Przesunął dłonią od jej kolana w górę, zabierając ze sobą jej spódnicę, a potem poczuł, jak jego kutas pulsuje, gdy napotkał koronkowy brzeg pończochy otaczający uda.

Czując to, wiedział, że nadszedł czas, aby przestać się opieprzać.

Tak też zrobił.

Odrywając swoje usta od jej ust, patrzył, jak jej powieki opadają, a oddech wydobywa się z jej ust, kiedy obiema rękami podciągał jej spódnicę.

Natychmiast zablokowała się na jego biodrach obydwoma udami.

Chciała tego.

Dyszała za tym.

Dosłownie.

Obrócił się, by zobaczyć, jak jej noga w pończosze samonośnej zacisnęła się na jego dżinsach na biodrze, a widok był tak podniecający, że musiał walczyć z otarciem swojego twardego krocza między jej nogami.

Kurwa, teraz musiał ją pieprzyć bardziej niż ją pieprzył.

Natychmiast.

Zanurzył rękę, odsuwając klin jej majtek.

Przemoczony klin jej majtek.

A Millie potrzebowała zostać zerżnięta.

Natychmiast.

– High – wyszeptała, pulsując również przez jego penisa, kiedy pocierała swoją mokrą cipką o jego dłoń i zaczęła palcami podciągać jego koszulę.

- Chcesz tego? - zapytał, bawiąc się z jej mokrym, gdy sięgnął do swojego paska i rozporka.

- Tak - odetchnęła.

- Mocno?

- Tak. Pospiesz się.

Aby jej coś dać, zaczął ją pieprzyć palcami.

Wcisnęła się w jego palce i wygięła szyję, jednocześnie błagając - Twój kutas, kochanie. Pospiesz się.

Wyciągnął kutasa ze spodni, wysunął palce z jej wilgoci, odsunął jej majtki na bok, ustawił się i wszedł głęboko.

Chryste

Przewspaniałe.

Jej palce zacisnęły się na jego koszulki pod kurtką, szarpnęły w górę w niekontrolowany sposób, po czym wbiła paznokcie w jego plecy i pociągnęła w dół.

High chrząknął w odpowiedzi na tą gratyfikację, kiedy pchnął w jej ciasnotę, czując, jak jej kolana się unoszą, więc mógł wbić głębiej, a ona mogła dostać więcej.

Kiedy to dostała, przeciągnęła paznokcie z powrotem w górę i to było tak cholernie fenomenalne, jęknął, zakopując się do nasady i drgając.

Kiedy nie przestał i nie wrócił do pieprzenia jej, wyprostowała głowę i błagała - Rusz się.

Chciał więcej tego mokrego.

Ale był jeszcze jeden punkt, o który mu chodziło.

- Dasz z siebie wszystko? - zapytał.

Bez wahania - Tak, High.

– Wezmę to, mała – ostrzegł.

– Okej – szepnęła.

Szlifował dalej - Pobawię się tym ciałem.

Jej oddech stał się cięższy, gdy poruszała biodrami, próbując pocierać jego penisa w górę iw dół, a jej paznokcie wbijały się w jego plecy.

– Żadnych zasad, Millie.

– Żadnych zasad – wydyszała zdesperowana, wymachując łydkami, próbując znaleźć oparcie.

Miał ją.

I całkowicie, kurwa, nie miał.

- Czy ja tu w ogóle jestem? - szydził - A może jestem tylko kutasem?

I znowu, tak jak zeszłej nocy, myśląc, że ją miał, zanim odwróciła sytuację, zrobiła to ponownie.

Otworzyła oczy, wpatrzyła się w niego i odpowiedziała:

– Zawsze tu jesteś, Logan. Nawet kiedy cię nie było. Ale skoro jesteś tu i dostałeś to, czego chciałeś – podniosła głowę, przykładając usta do jego ust i wbijając paznokcie w jego plecy, gdy skończyła – przestań się opieprzać i weź to.

Nie mogąc zrobić nic innego, wepchnął język do jej ust i wziął je.

Danie z siebie wszystkiego nie zajęło jej dużo czasu.

Kiedy to zrobiła, puścił ją i dał z siebie wszystko.

Przygryzał jej usta i używał jej cipki do dojenia swojego kutasa po tym, jak oboje to znaleźli, kiedy wyciągnęła ręce z jego koszuli i rozpięła nogi, które miała zaplecione wokół jego pleców.

Podniósł głowę i spojrzał na nią.

W jej pięknych brązowych oczach seks i strach.

Kurwa, dostał to, o co mu chodziło. Wszystko.

Nie uśmiechał się, chociaż miał na to ochotę.

Przeniosła wzrok na jego ucho, mamrocząc - Muszę iść.

Wysunął się i wsunął między nich rękę. Poprawił jej majtki z powrotem na miejsce, a potem wsunął penisa w dżinsy, po czym podciągnął ją i postawił na nogi, przyszpilając ją do biurka, żeby miała to i jego do podtrzymywania się. Trzymał ją tam, a ona patrzyła na jego ramię, opierała się jedną ręką o biurko za nią, nie dotykając go, kiedy zapinał dżinsy, a ona drugą ręką szarpała spódnicę.

Zamykała się, ale to nie miało znaczenia.

Dostał to, czego chciał.

– Żadnych zasad, Millie – powtórzył jak ostrzeżenie.

– Muszę się umyć – rzuciła mu w ramię.

Uniósł pięść do jej szczęki i delikatnie zmusił jej oczy do siebie.

- Żadnych zasad – stwierdził.

– Rozumiem to, High – odparła z nutą porażki w tonie, która, pieprzyć to wszystko, mu się nie podobała.

– Możesz to zakończyć, poddaj się – przypomniał jej - Powiedz mi, czego, kurwa, chcesz, żebym mógł odmówić i oboje moglibyśmy iść dalej.

W jej oczach pojawiła się determinacja, gdy odpowiedziała - Nie rozumiesz tego, ale ja niczego nie chcę. I to się skończy, High, kiedy w końcu cię o tym przekonam.

Pochylił się bliżej – Kiedy włożyłem rękę między twoje nogi, byłaś dla mnie przemoczona, Millie.

– Czy to niespodzianka? - odparła.

– Jak na kobietę, która niczego ode mnie nie chce, tak – odpowiedział.

Zdobyła kolejne trafienie, szepcząc - Jesteś piękny.

Jezu.

Nie powiedziała tego tak po prostu, ale jakby miała to na myśli.

Wpatrywał się w nią, słowa wciąż dzwoniły mu w uszach.

Pieprzyć go, miała.

– Mill… – zaczął warczeć.

Przerwała mu mocniejszym tonem – I jesteś w tym dobry. Zawsze byłeś w tym dobry. Więc znowu, czy to niespodzianka?

- Jak chcesz, żebym odszedł, nie powinnaś dyszeć i błagać o to – poinformował ją.

- Chcę, żebyś sobie poszedł, ale jeśli dasz mi to, dopóki nie będę mogła cię stąd zabrać, to jest tak dobre, że to wezmę – stwierdziła i w końcu dotknęła go tylko po to, by podnieść rękę i położyć ją na jego klatce piersiowej i nacisnąć - Teraz cofnij się. Jestem już spóźniona. Nie muszę być bardziej.

Wyczuwając, że nic więcej z tego nie wyciągnie, ale skoro i tak dostał to, czego chciał, High się cofnął.

Szybko odsunęła się od niego, kierując się w stronę drzwi, które, jak zauważył, prowadziły do łazienki.

Patrzył, jak to robiła z oczami utkwionymi w jej tyłku i, robiąc to, zdecydował, że sięgnie po więcej i nie obchodziło go, jak bardzo była spóźniona.

Odpowiedział jej więc - Nie było dla ciebie stracone, co mi zrobiłaś.

Odwróciła się i zobaczył, że jej policzki wciąż są zarumienione od seksu, ale reszta jej twarzy była blada, a oczy ostrożne.

– Cenię sobie orgazmy, Millie – ciągnął - Ale nie mogę pojąć, jak jakakolwiek kobieta mogła zrobić coś takiego mężczyźnie i bez względu na to, czy minie dziesięć dni czy dwadzieścia lat, wrócić po więcej. Uwolnij mnie. Opowiedz mi o swojej pieprzonej grze. Jeśli to nie jest tak pokręcone jak poprzednie, musisz sobie ulżyć, dam ci to, dopóki nie znajdę lepszego.

Tarcza upadła, gdy błysnął gniew – Cóż, dzięki, High. Cóż za słodka oferta.

Stracił cierpliwość - Millie, ja nie robię sobie jaj.

Potem przygotował się, gdy jej wyraz twarzy znów się zmienił. Jak błyskawica było widać cierpienie, które przeszyło ją, zanim je ukryła. Ale jej nie opuściło i wiedział o tym, ponieważ to zabarwiło jej ton.

- Jesteś zwolniony.

Obserwował wyraz jej twarzy.

Kurwa, miała to na myśli.

Poczuł, jak jego ramiona się zaciskają.

- Tak po prostu? - zapytał.

– Popełniłam błąd – powiedziała cicho - Duży, jak się okazało. Ale stało się. Nie da się tego naprawić.

- Błąd? - naciskał.

– Przychodząc, by się z tobą zobaczyć – powiedziała mu.

Jezu, czy oni dokądś zmierzali?

– A zrobiłaś to, bo…? - podpowiadał.

Potrząsnęła głową - Teraz to nie ma znaczenia.

Cholera.

Kolejna gra.

- Millie, to jest ta pieprzona gra, o której mówiłem - warknął.

Wzdrygnęła się, nie wyrażając dyskomfortu czy bólu, tylko frustrację.

Ale znowu się nie przejął.

Ona była sfrustrowana?

On też był, a to ta kobieta zaczęła te bzdury.

– Chryste, gdybyś tylko to z siebie wyrzuciła, skończylibyśmy z tym – przypomniał jej.

Zamknęła z nim oczy - Uwolnij mnie.

– Jezu, Millie…

– Przychodzisz do mnie – zauważyła - Przestań. Uwolnij mnie.

Wyciągnął rękę, by wskazać biurko i gówno, które zamiatał po całej podłodze, i zapytał - Trudno będzie ci przekonać mnie, że to nie jest cel, który chcesz osiągnąć, owinąć mnie mocno swoją mokrą cipką i bawić się ze mną, jak chcesz. Znam tę grę, byłem w nią już wcześniej zaangażowany, więc wiem też, że jesteś w tym dobra.

Próbowała zainicjować zdobycie kolejnego punktu.

- To prawie niemożliwe do uwierzenia, jak patrzę na ciebie, wiedząc, kim jesteś, wiedząc, kim byłeś, i słuchając, jak mówisz do mnie w ten sposób.

Ale to zaszło za daleko.

A High nie był człowiekiem, który na to pozwalał.

Nigdy więcej.

Nie odkąd Millie nauczyła go, żeby tego nie robił.

- Kurwa, suko - warknął - nie możesz tak naprawdę stać tam i próbować poczucia winy na mnie, kiedy spieprzyłaś całe moje cholerne życie i jakby to nie wystarczyło, wbiłaś się w nie z powrotem, ty szukałaś mnie, aby spróbować zrobić to ponownie.

Najwyraźniej to, co powiedział, weszło Millie za głęboko.

Wiedział o tym, kiedy pochyliła się do przodu, jej piękna twarz wykrzywiła się z bólu i syknęła - Przez dwadzieścia lat przechodziłam dla ciebie przez ogień, Logan. Nie stój w moim biurze, do którego wszedłeś bez zaproszenia i nie karm mnie swoim gównem. To jest zemsta. To twój sposób na zranienie mnie po tym, jak ja zraniłam ciebie. Nie jestem głupia. Chcesz tego? - Odchyliła się do tyłu i rozłożyła obie ręce - Weź to. Ale nie zamierzam paść na kolana i pozwolić ci wepchnąć moją twarz w dół, żebyś jej nie widział, byś mógł pieprzyć cipkę bez twarzy, wiedząc dokładnie, jak bardzo mnie upokarzasz. Musisz to wziąć ode mnie, ja to dam, ale tylko dlatego, że daję, żeby samej to dostać.

– Nie mów mi, że nie zamierzasz, kiedy klęczałaś dla mnie u Billa – zadrwił.

– Nie mów mi, że nie wiedziałeś dokładnie, jaką zniewagę wyrządzasz – odpaliła – Wiedziałeś, High. Wiedziałeś. Wiedziałeś, że wyrządzasz najgorszą zniewagę, jaką mężczyzna może wyrządzić kobiecie. Wiedziałeś o tym i nie mów mi, że nie.

Nie mógł jej tego powiedzieć, bo miała rację.

A ona zasłużyła na to.

Przynajmniej wtedy tak myślał.

Wpatrując się w jej twarz, twarz przesyconą wściekłością i bólem, zastanowił się drugi raz.

 

– Opowiedz mi, jak przeszłaś dla mnie przez ogień – rozkazał.

- Nie - wyszeptała, słowo było ciche, ale miało w sobie tyle mocy, że pozostawiło szramę w powietrzu w pokoju i poczuł, że jego klatka piersiowa płonie, jakby walczył o oddech - Nigdy - ciągnęła - Miałam ci to dać, ale straciłeś do tego prawo.

- Więc gra wciąż trwa - zauważył.

– Nie, jeśli mnie uwolnisz – odparła.

Postanowił to wyłożyć.

- Wskazówka, Millie. Ja przychodzę do ciebie, więc kto kogo trzyma?

– Masz moc, by to się skończyło – powiedziała mu.

– Jak to jest, że nie muszę cię nawet, kurwa, pocałować, żebyś była dla mnie przemoczona? - odparł.

- Boże! - zawołała, spoglądając na sufit.

Zignorował to i powiedział - To nie jest skończone, oboje to wiemy i zgaduję z tej irytującej rozmowy, że nie mamy innego wyboru, jak tylko podążać za tym, cokolwiek to, kurwa, jest, ale to ja muszę to robić, mając nadzieję nie rozedrzesz mnie w trakcie.

Pochyliła głowę i ponownie utkwiła w nim wzrok.

- Jeśli tak myślisz, to znaczy, że nie zwracasz uwagi.

- Mała - wycedził - zaufaj mi, masz moją całkowitą uwagę.

Wtedy właśnie uderzyła niczym obuchem.

– Nie, nie mam, a ze sposobu, w jaki mnie traktujesz, jasno wynika, że nigdy tego nie miałam.

Na tym zakończyła ich rozmowę, odwracając się, wchodząc do łazienki i trzaskając drzwiami i usłyszał przekręcanie zamka.

Mógł wyważyć drzwi, ale wystarczyło.

Suka powiedziała mu, że przechodziła dla niego przez ogień, insynuując, że było coś, czego cholernie nie złapał w tamtym czasie.

Bzdura.

Całkowite bzdury gry Millie.

I High wypadł z biura, myśląc dokładnie o tym.

Ale cios został zadany.

A chodził po jej domu i widział, jak się zmieniła, jak żyła jak duch, jak w niczym nie przypominała kobiety, za którą ją uważał.

Więc nie mógł powstrzymać dręczącego go na skraju jego umysłu brzęczenia, że Millie go nie odcięła, ale zamiast tego on ją stracił i nie tylko zrobił to wtedy, ale zrobił to ponownie teraz.

Jego Millie zniknęła.

W każdy możliwy sposób.

*****

Później tego wieczoru, kiedy High zamienił motocykl na pickupa, wrócił do Millie.

Nie do jej domu.

W aleję.

Wiedział, że to było głupie.

Nie obchodziło go to.

Wmawiał sobie, że potrzebował każdego kawałka amunicji, jaki mógł zdobyć w tej wojnie, a ta skrzynia była pełna amunicji.

Nie pozwolił sobie uwierzyć, że wrócił z innego powodu.

Ale kiedy dotarł do śmietnika i wysiadł z pickupa, zobaczył, że skrzyni nie było.

Podniósł wieko śmietnika i zobaczył, że nie został opróżniony ani nie wrzucono do niego skrzyni.

To była porządna skrzynia, mogła służyć do wielu rzeczy.

Ktoś ją ukradł i razem z nim ukradł High’a i Millie.

Prawdopodobnie wyrzuciliby wszystkie zdjęcia. Trzy lata życia snem, przepadły.

Wsiadł z powrotem do pickupa, kiedy żołądek mu się rolował, ręce zacisnął z wściekłością na kierownicy.

Wyrzuciła ich.

A teraz ich nie było.

A kiedy odjeżdżał, High zdecydował, że suka za to też zapłaci.

*****

Dwadzieścia dwa lata temu…

Logan obudził się w pustym łóżku.

Zamrugał, by przepędzić sen, spojrzał na szafkę nocną Millie i złapał godzinę na jej budziku.

Potem odrzucił kołdrę, wstał z łóżka i wyszedł z ich sypialni.

Nie znalazł jej w drugiej sypialni, pokoju, który przygotowała jako miejsce do nauki.

Wiedział, dlaczego jej tam nie znalazł. Kiedy pracowała tak do późna w nocy, robiła to przy stole w jadalni na dole, żeby żaden hałas, który wydawała, mu nie przeszkadzał.

Nie zdziwił się, że znalazł ją tam, gdzie wiedział, że będzie, ale zastał ją pochyloną, z policzkiem na notatniku, otoczoną otwartymi książkami, śpiącą jak martwa.

Poruszał się po pomieszczeniu wyłączając światła, zanim podszedł do swojej dziewczyny.

Delikatnie podniósł ją ze stołu, a potem wziął w ramiona.

Obudziła się, jak to robił delikatnie.

– Co… o rany – mruknęła sennie - Padłam?

– Tak, mała – odpowiedział, przechodząc z salonu do holu na schody.

– Mogę chodzić, Rybko.

Logan poczuł, jak jego usta wykrzywiają się.

Rybko.

Chłopcy nazywali go High.

Millie nie nazywała go High.

Nazywała go Logan i Low, kiedy byli w towarzystwie.

Ale nazywała go Rybko, kiedy nikogo nie było w pobliżu.

To było głupkowate i urocze, i to była cała Millie.

Uwielbiał to.

W połowie schodów zatrzymał się i postawił ją na nogi, ale nie zdjął z niej ramienia.

Wsunęła swoje wokół niego i razem weszli po schodach.

- Zrobiłaś to, czego potrzebowałaś? - zapytał.

- Nie mam bladego pojęcia. Nie pamiętam, kiedy padłam, ale chyba… nie – odpowiedziała.

Usta Logana nie wykrzywiły się, gdy to usłyszał.

Zacisnęły się.

To był egzamin końcowy. Miała napięty harmonogram drugiego semestru w nadziei, że skończy studia w ciągu trzech i pół roku, a nie czterech, aby mogli bezzwłocznie rozpocząć życie i założyć rodzinę.

Nadal pracowała w niepełnym wymiarze godzin w centrum handlowym. Zarabiała chujowe pieniądze, ale bez względu na to, jak często jej powtarzał, że powinna to zrobić, nie rzuciłaby tej pracy.

Nie zrezygnowałaby też z niego, z Klubu, z ich życia.

Była zajęta wszystkim. Nigdy nie opuściła lekcji. Uczyła się między zajęciami. Nigdy nie spóźniała się do pracy. Uczyła się po powrocie do domu. Chodzili do kina. Chodzili do barów. Chodzili na imprezy. Chodzili na koncerty. Chodzili na wiece. Gotowała dla niego. Sprzątała dla niego dom. I uczyła się więcej, kiedy tylko miała okazję.

Własny biznes. To był jej kierunek.

- Nie wiem, jakim zrobię - powiedziała mu z uśmiechem - Po prostu wiem, że skopię tyłki, cokolwiek zrobię.

Wierzył w to. Niczego nie robiła na pół gwizdka. Wyssała życie do sucha, wbijając zęby głęboko, prosto do kości i wyciągając szpik.

Ale to gówno musiało się skończyć. Miała właśnie skończyć pierwszy rok studiów i nie zamierzała robić sobie przerwy. Miała zamiar wziąć udział w dwóch zajęciach latem i chodzić na pełny etat do sklepu w centrum handlowym, aż do rozpoczęcia drugiego roku.

Co oznaczało więcej pracy. Całonocnego uczenia się, kiedy on sam kładł się do łóżka, budził się sam, widział, jak udawała i padała na nos, ale uśmiechała się i była urocza, kiedy wiedział, że była gotowa zemdleć.

Patrzył, jak zdejmowała ubranie, upuszczając je na podłogę, gdy wędrowała do ich łóżka, i zdecydował, że nadszedł czas, by to gówno się skończyło.

Weszła, a Logan wszedł razem z nią. Przyciągając ją w ramiona, zaplątał się w nią, a ona odwzajemniła przysługę i wtuliła się głęboko.

„Kochanie, musisz rzucić tę pracę”, powiedział czubkowi jej głowy.

– Potrzebuję pieniędzy – mruknęła sennie.

– Nie potrzebujesz – odpowiedział - Mogę nas finansować.

I mógł. Biznes Chaosu, warsztat i sklep o nazwie Ride i inne gówno, które robili, powodowały, że mógł całkowicie finansować ją i siebie. Mógł zrobić nawet więcej. Kupić im ładniejsze meble, nowe gówno, które dobrze wygląda. Po roku lub dwóch odłożyć pieniądze na dom. Zabrać ją na wakacje, aby oderwała się od pracy. Zabrać ją do Paryża i pocałować pod Wieżą Eiffla.

Mógł dać im coś lepszego niż to, co mieli.

Mógł dać swojej dziewczynie wszystko.

Mógł to zrobić.

Absolutnie.

– Nie mogę tego zrobić – wymamrotała, brzmiąc, jakby była bliska zaśnięcia.

– Millie – uścisnął ją – Wypalisz się, jak będziesz tak dalej trzymała.

– Jeszcze tylko dwa lata – odparła - nie więcej niż… dwa i pół.

– Mała… – zaczął, ale nie kontynuował, kiedy nagle odchyliła głowę do tyłu.

– Nie, Logan – wyszeptała, jej głos wciąż brzmiał na zmęczony, ale był też mocny - Zrobię do mnie należy.

– Zrobisz, co do ciebie należy, kiedy zdobędziesz dyplom i dostaniesz wystrzałową pracę, która zarobi dla nas kupę szmalu – odparł.

- Teraz robię swoje. Robię, co do mnie należy każdego dnia – odparowała z uporem.

Pociągnął ją w górę swojego ciała, tak że w ciemności znaleźli się oko w oko - Wiesz, że to żadna trudność, że ja się tobą opiekuję. Wiesz też, że to moja praca, którą lubię, więc przestań być taka uparta i pozwól mi to zrobić.

- Jeśli mogę zrobić, co do mnie należy, zrobię to i mogę, Low - odparła.

– Millie, to już trzecia noc z rzędu, jak padłaś przy stole w jadalni – przypomniał jej - Kiedy są finałowe egzaminy, jest gorzej, ale cały czas jest źle i to gówno nie jest dla ciebie dobre.

- Muszę.

Logan zamilkł, słysząc ostry ton jej głosu.

– Muszę, Logan - Przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, by zakręcić ją wokół jego szyi - Wiem, że możesz się mną zaopiekować. Uwielbiam, jak się o mnie troszczysz. Ale muszę to zrobić. Dla ciebie. Dla nas. Żeby sobie coś udowodnić. Moim rodzicom. Tobie. Muszę. A jeśli chcesz się mną opiekować, tak możesz się mną zaopiekować. Pozwalając mi to robić.

– Wiem, czego potrzebujesz, mała – odszepnął – A ty musisz wiedzieć, że ja tego nie potrzebuję. Jestem w tym z tobą. Wiem, że ty jesteś w tym. Oboje jesteśmy. Całkowicie. Są chwile, kiedy muszę cię wspierać. Będą chwile, kiedy ty będziesz musiała mnie wspierać. Pozwól mi się teraz osłaniać, Millie. To wiele by znaczyło, że gdybyś miała czas na to, co musisz zrobić, a ja mógłbym iść do łóżka obok ciebie.

Milczała przez chwilę i pomyślał, że ją przekonał, potem potrząsnęła głową o poduszkę.

– Proszę zrozum - powiedziała cicho - Po prostu muszę zrobić swoje. Chcę, żebyś wiedział, że zamierzam. Nie, że jestem w stanie. Życie rzuci na nas wiele, Rybko. Chcę, żebyś wiedział, że jestem gotowa dać z siebie wszystko, kiedy to nastąpi.

Potrzebowała tego. Wiedział to. Słyszał to. Kurwa, nawet to czuł.

I wiedział, dlaczego musiała mu to dać. Byli młodzi. Zaczynali wcześnie. Oboje byli zaangażowani na całego. I oboje chcieli tego samego od życia. Być razem, budować rodzinę, budować życie. Żadne z nich nie chciało zwlekać.


 

2 komentarze: