niedziela, 26 marca 2023

8 - Działając na autopilocie

  

ROZDZIAŁ 8

Działając na autopilocie

Millie

 

 

Zadzwonił mój budzik.

Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, sennie przejrzałam w głowie ogrom rzeczy, które musiałam zrobić, aby przygotować się na dzień, zdecydowałam się na jedną, której nie musiałam zrobić, aby kupić więcej snu, i włączyłam drzemkę.

Ułożyłam się z powrotem, zamykając oczy, wyczerpana.

Z powodu tego wszystkiego, co działo się z Loganem, poprzedniej nocy nie spałam dobrze i nie spałam wspaniale, kiedy to odkryłam.

I zaczynał się mój pracowity sezon. Za dwa tygodnie miałam ślub, a panna młoda wciąż zmieniała zdanie na temat praktycznie wszystkiego. Miałam też przyjęcie z okazji pięćdziesiątej rocznicy, które powinno pójść jak w zegarku, ale działo się w nadchodzący weekend, więc musiałam postawić dopracować każde a i z.

Ale to nie tylko zbliżający się sezon świąteczny sprawił, że wszystko zwariowało. Robiłam również rekonesanse domów i biur klientów, aby stworzyć schematy projektów, które chciałabym im przedstawić, a następnie musiałam upewnić się, że miałam wszystko, aby wprowadzić moje projekty w życie. Czasami trwało to miesiące. I to trwało te miesiące, jakie zaczęły się jakieś dwa tygodnie temu.

Zwykle pracowałam od dziewięciu do dziesięciu godzin dziennie i prawie zawsze poświęcałam czas w weekendy. Ale zbliżał się mój sezon zawsze-sześciu dni w tygodniu, od dziesięciu-do-dwunastu godzin dziennie.

A żeby to zrobić i móc robić to dobrze, potrzebowałam snu, czegoś, czego nie otrzymałabym, gdyby Logan pozostał w moim życiu.

Nie powinnam była pozwolić, by ta gra z nim trwała dalej.

To nie było tylko głupie.

To było niezdrowe.

Kiedy zjawił się w moim domu w poniedziałek wieczorem, powinnam była zrobić wszystko, co było w mojej mocy, żeby się go pozbyć. Wtedy powinnam była pójść do Ride, porozmawiać z tą Tyrą, powiedzieć jej, żeby trzymała się z dala od moich spraw, a także powiedzieć jej, żeby powiedziała Tackowi, żeby trzymał Logana z dala od tego. A żeby to zrobić, powinnam była zagrozić, że wezwę policję.

Chaos nie lubił gliniarzy.

Było wiele powodów, w tym fakt, że uprawiali i sprzedawali zioło w tamtych czasach (i może nadal to robili).

Wiedziałam, że było w tym coś więcej, ale Logan nigdy się tym nie dzielił. I wiedziałam, że cokolwiek to było więcej, stawało się coraz większą częścią działalności Klubu.

Wiedziałam o tym, ponieważ w czasie, który spędziłam z Loganem, niechęć Chaosu do policji urosła do paranoi.

Wiedziałam o tym również dlatego, że Logan często musiał wychodzić i załatwiać „klubowe sprawy”, którymi nie dzielił się, kiedy do mnie wracał, interesy, które mogły się wydarzyć o każdej porze dnia i nocy, a im dłużej byliśmy razem, tym częściej się to zdarzało.

Nie wspominając już o tym, że po powrocie do domu bywał bardziej podniecony, podnieceniem zmieszanym z adrenaliną, co mogło przekładać się na dobre rzeczy, takie jak wspaniały seks, ale mimo wszystko było to niepokojące.

Jakkolwiek było to niepokojące, to był także Logan i ja mu ufałam. Ufałam, że postąpi dobrze wobec mnie, siebie i nas, więc nie kwestionowałam tego. Nigdy.

Dopóki nie mogłam użyć tego jako środka do celu.

Tak więc grożenie wciągnięciem policji w sprawę uwydatniłoby mój punkt widzenia i powinnam była to zrobić.

Ale nie zrobiłam tego, bo byłam słaba i potrzebująca, a Logan był Loganem. To prawda, że był nowym dupkiem-Loganem, który rzucił mi swój charakterek, nie miał nic przeciwko robieniu tego i dlatego zrobił to wielokrotnie. W rzeczywistości zabrał się do tego w sposób, po jakim wiedziałam, że jego jedynym celem było wrócić i rozdać więcej.

Ale wciąż był Loganem, starszym, mądrzejszym i jeszcze lepszym ze swoimi rękami, ustami i kutasem.

I choć było to popieprzone, musiałam przyznać, że zaczynałam grać na swój własny sposób. Nie miałam nad tym kontroli tak, jak kontrolowałam każdy milimetr przestrzeni wokół mnie, każdy aspekt mojej pracy, każdą sekundę mojego życia. Nie miałam pojęcia, kiedy się pokaże i, kiedy się pokaże, co zrobi.

Po prostu wiedziałam, co dostanę.

Jego uwagę. Choć to było szkodliwe, to wciąż był Logan w mojej przestrzeni, patrzący na mnie, mówiący do mnie (i robiący ustami inne rzeczy), kiedy jego ręce mnie dotykały.

I dostałabym to wszystko, jak również orgazm, który on mi by dał i orgazm, który on by miał, który ja mu dam.

Oczywiście, myśląc o tym wszystkim, nie zdrzemnęłam się, więc kiedy budzik zadzwonił ponownie, byłam całkowicie rozbudzona i miałam tyle do zrobienia tego dnia, że nie mogłam znieść ośmiu minut więcej, które dałaby mi kolejna drzemka.

Nacisnęłam przycisk wyłączania alarmu i odrzuciłam kołdrę, wstając z łóżka. Poszłam prosto do łazienki, robiąc to, ponownie myślałam, że potrzebuję kotów. Kolejnej obecności w domu. Kogoś do pogadania. Kogoś, o kogo trzeba dbać. Kogoś do kochania.

Jasne, karmienie ich wydłużyłoby moją poranną rutynę, ale żeby mieć to wszystko, aby przeciąć samotność, której zaprzeczałem, że mnie obciąża, zrobiłbym to.

Wpisałam poszukiwanie kociąt na moją mentalną listę rzeczy do dodania do mojej fizycznej listy zapisanej na notatniku na moim biurku w moim studio, kiedy załatwiałam wstępne sprawy związane z łazienką i wyszłam, żeby zaparzyć sobie kawę.

Zrobiłam to, myśląc o moim biurku i czasie, jaki zajęło uporządkowanie wszystkiego po tym, jak Logan wyszedł dzień wcześniej.

Wmawiałam sobie, że to było irytujące, zwłaszcza że zniszczył moją cotygodniową dostawę kwiatów, zalał wszystko wodą, zdziesiątkował kilka bukietów kwiatów, więc sprzątanie zajęło więcej czasu, a aranżacja wyglądała jak gówno po złożeniu jej z powrotem, a ja dobrze radziłam sobie z kwiatami.

Ale to nie było irytujące.

To było gorące.

Boże, byłam szalona.

Nie, miałam przejebane.

I pieprzyłam się, pozwalając, by to trwało, kiedy powinnam się uporządkować.

Westchnęłam, podchodząc do końca blatu kuchennego, który oddzielał salon od kuchni.

Wtedy właśnie to poczułam.

Nie, czułam go.

Zatrzymałam się jak wryta, podniosłam głowę i wpatrywałam się w Logana opartego o blat przy zlewie, z kubkiem kawy w dłoni, jego kurtką Chaosu rzuconą na marmur obok niego, w mundurze składającym się z dżinsów, butów motocyklowych i czarnego termicznego Henleya, wyglądającego wspaniale.

– Dzień dobry – przywitał się od niechcenia, po czym podniósł kubek i upił łyk.

- Żartujesz sobie ze mnie? - spytałam.

– Nie – odpowiedział po odstawieniu kubka.

Spojrzałam na tylne drzwi, a potem na niego – Włamałeś się?

- Tak.

Włamał się.

Do mojego domu!

Nie miałam na to czasu.

Co więcej, nadszedł czas, aby to zakończyć.

Teraz.

Zamierzając właśnie to zrobić, odrzuciłam włosy, czując, jak kołysze się luźna wiązka włosów wysunięta z kucyka z tyłu mojej głowy, a oczy Logana powędrowały do niej.

Poczułam, jak moje uda zaczęły mrowić.

Cholera!

– Musisz wyjść – poinformowałam go.

Przeniósł wzrok z moich włosów na moje ciało, a potem z powrotem na oczy.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu, kiedy zauważył - Ładna piżamka - zanim wziął kolejny łyk kawy, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Szorstki, kanciasty, motocyklista, zły chłopak, gorący facet Logan „High” Judd wypowiadający słowo „piżamka” był zarówno przezabawny, jak i totalnie podniecający.

Chociaż miał rację. To była ładna piżamka. Jedwabna różowa jak róże z koronką w kolorze kości słoniowej, jeszcze jedna składająca się z koszulki i spodenek, które były tak niesamowite, że powinny być nielegalne. Ta para miała koronkowe brzegi nogawek i boków, które były wycięte w nachodzące na siebie rozcięcia aż do moich bioder.

Czasami zaplątywałam się w nie podczas snu, ale wyglądały niesamowicie, zwłaszcza gdy chodziłam, więc znosiłam to plątanie.

Nigdy nie miałam nikogo, kto by je docenił.

Do teraz.

A uznanie Logana zadziałało, jak zawsze.

Jednak powiedziałam sobie stanowczo, że byłabym zadowolona z własnego uznania.

I może z oderwaną, kocią aprobatą kota birmańskiego.

Może Persa.

Tak, Persa. Pers pasowałby lepiej do mojego domu.

Oderwałam myśli od kotów perskich i ponownie skupiłam się na Loganie, powtarzając - Musisz wyjść.

Nie odszedł.

Został tam, gdzie był, opierając się o blat kuchenny, jakby robił to każdego ranka, i zapytał - O co chodzi z twoim domem?

Chociaż nie do końca zrozumiałam jego pytanie, wiedziałam, że nie zamierzam dać się w to ponownie złapać.

– Proszę wyjdź – poprosiłam uprzejmie.

Zignorował mnie i wyciągnął rękę trzymając kubek z kawą w kierunku mojej kuchni/salonu.

- Kotku, to miejsce wygląda ładnie, ale to nie ty.

– To w stu procentach ja – odparłam, robiąc to, chcąc się kopnąć, bo nie powinnam się angażować. Powinnam zamiast tego poprosić go o odejście (ponownie).

Wiedziałam, że to było jeszcze bardziej prawdziwe, kiedy ponownie przyjrzał się mojej długości, zanim spojrzał mi w oczy.

– Nowa ty, to przebranie, ten dom – mruknął - Stara ty, mam w tobie mojego kutasa.

To wystarczyło, sprośna rozmowa, która nie była tylko sprośną gadką, dobrą, słodką i zabawną, mającą jeden cel, który był również słodki, ale przede wszystkim zabawny. Zamiast tego była to brudna gadka, która tylko częściowo była dobra, ale nie celowo.

Przeważnie miał tym zadawać rany, biorąc więcej niż dawał i zostawiając siniaki po ciosach.

Dlatego popędziłam do wyspy, położyłam na niej ręce i nie dzieliłam się tym, że miałam pracowity dzień i musiałam się do tego przygotować, ponieważ wczoraj udowodnił, że go to nie obchodziło, co było kolejną oznaką, że ja go w ogóle nie obchodziłam.

Zamiast tego stwierdziłam - Nie zrobię tego ponownie. To koniec, ta gra, w którą gramy. Musisz wyjść. I mówię poważnie, High.

Humor rozświetlił jego brązowe oczy, kiedy wrócił - Mówisz poważnie?

Próbowałam stłumić swoją irytację, coś innego, co nie zadziałało, w rzeczywistości wysiłek tylko podsycił płomienie, i odpowiedziałam - Bardzo.

Nie stracił nic ze swojego humoru i wyglądał na bardziej rozbawionego, kiedy dodał - Jesteś słodka, kiedy jesteś bardzo poważna. Szczególnie jesteś bardzo poważna w tej piżamie.

Gapiłam się na niego, kiedy ogarnęła mnie panika.

Zmieniał grę i po sposobie, w jaki tym razem ją zmieniał, drażniąc się ze mną w ten sposób, wiedziałam, że przegram.

A gdybym przegrała w tej grze, straciłabym wszystko.

Ponownie.

O tak.

Panika.

I patrząc w jego figlarne oczy, ta panika stała się ekstremalna.

- Proszę wyjdź - szepnęłam.

Usłyszał mój ton, może odczytał moją panikę, rozbawienie zniknęło i spoważniał, a ja wiedziałam, że to było śmiertelnie poważne, chociaż nawet nie drgnął.

– O co chodzi z twoim domem, Millie? - szepnął.

– To mój dom – odpowiedziałam, mając nadzieję, że dzięki odpowiedzi ruszy dalej - Tak mi się podoba. Ciężko nad nim pracowałam. Jest idealny. Teraz ci odpowiedziałam. Proszę, czy pójdziesz?

– To nie ty – powiedział mi.

– To cała ja – powiedziałam mu.

- To nie ty, którą znam.

– Znałeś mnie dwadzieścia lat temu, Logan – przypomniałam mu - Rzeczy się zmieniły.

– Tak, zmieniły się – zgodził się chętnie.

Oparłam się dłońmi o blat, przechyliłam ciało w jego stronę, mając nadzieję, że odczyta mowę ciała i zobaczy moją szczerość.

- Skoro jesteśmy tacy, nie źli, nie głupi i szaleni, mam nadzieję, że mnie wysłuchasz – zaczęłam – Musisz wyjść, Logan. Potrzebuję tego. To nie jest zdrowe. Dla żadnego z nas. Musimy przestać.

– Skrzynia zniknęła – powiedział, a moja głowa zadrżała z zakłopotania, kiedy to zrobił.

- Skrzynia? - spytałem.

– Nasze zdjęcia – powiedział.

Przeszukał mój dom.

Nie niespodzianka.

To było inwazyjne i irytujące, ale bez zasad w tej grze, nie było niespodzianką.

– Wyniosłam to do śmietnika – powiedziałam.

Miałam chwilę wściekłości.

Śmieciarze powinni przyjść dopiero następnego dnia. Wciąż miałam czas, aby wyjść i wciągnąć ją z powrotem.

Walczyłam z tym pragnieniem i nienawidziłam faktu, że część mnie wiedziała, że przegram tę walkę. Ale ta skrzynia całkowicie wróciłaby do środka, schowana w mojej szafie przed końcem dnia, bez względu na to, jak bardzo byłabym zajęta.

– Skrzynia zniknęła – powtórzył, a kiedy miałam zacząć coś mówić, kontynuował - Ktoś ją zabrał.

Zacisnęłam usta, czując ból, jakby ktoś uderzył mnie w gardło.

– Jeździłem wokół twego domu – powiedział mi – Widziałem to wczoraj po południu przy śmietniku. Teraz przepadło.

O Boże.

To była niezła skrzynia. Nie kosztowały fortuny, ale nie kosztowały też groszy.

A takie skrzynie były przydatne do różnych rzeczy.

Widziałam, jak ktoś to bierze. Nie myślałam o tym, kiedy ją tam wyciągnęłam i położyłam obok śmietnika, nie za słaba ani zbyt leniwa, żeby ją wrzucić, po prostu wiedziałam, że nigdy bym jej z niego nie wykopała, gdybym to zrobiła, więc... odłożyłam ją na bok, bo wiedziałam, że jestem słaba i po to wrócę. Mimo to składałam sobie oświadczenie, nawet gdybym wiedziała, że to było kiepskie i cofnę to.

- Zniknęła? – zapytałam ochrypłym głosem.

- Niezła skrzynia, wyrzuciłaś ją, ktoś może jej użyć. Zrobią to i żeby to zrobić, wyrzucą zdjęcia.

O, Boże, to bolało.

Boże, to zabijało.

Dlaczego wyniosłam to do śmietnika?

Dlaczego?

– Wyrzuciłaś nas, Millie – powiedział konwersacyjnym tonem, po czym wypił łyk kawy, nie spuszczając ze mnie wzroku. Kiedy skończył przełykać, kontynuował - Według mojego rachunku, to drugi raz.

Ten cios był tak prawdziwy, że zapadł mi się w gardle i musiałam walczyć o oddech.

Walczyłam z bólem, wciągałam powietrze i błagałam - Proszę, nie rób tego. Po prostu pozwól temu odejść, a potem idź. Jeśli nie dla mnie, to dla ciebie, High. To nie jest zdrowe dla żadnego z nas.

- Mężczyzna musi wysiąść i pracować, a ja robię to z gwarantowanym dobrym seksem. Wydaje mi się to zdrowe, a kiedy jestem głęboko pochowany, zdecydowanie czuję się zdrowy.

Nie ukrywałam, że się skrzywiłam, a on nie pokazał, że troszczył się nawet w najmniejszym stopniu o to, że to on spowodował.

W rzeczywistości nie okazywał, że w ogóle mu zależało, kiedy dawałam mu jasno do zrozumienia, że mnie zranił.

Nie, wcale go to nie obchodziło.

Bawił się mną, żeby sprawić ból, żeby zemścić się na mnie za to, co zrobiłam.

Ale już to zrobił z nawiązką, a im więcej brałam, tym więcej pozwalałam mu dawać, tym więcej zarabiałam, więc na to zasłużyłam.

Innymi słowy, choćby ze względu na instynkt samozachowawczy, jeśli nie szacunek do samej siebie, to musiało się skończyć. Wiedziałam o tym jeszcze zanim się zaczęło.

Przede wszystkim nie powinnam była iść go szukać.

Powinnam była pozwolić temu trwać.

Teraz było w mojej mocy, aby to się skończyło i zamierzałam to zrobić.

Nie zamierzałam dać mu wszystkiego.

O nie.

Ale dałabym mu wystarczająco dużo, żeby się tego pozbył, żebym mogła spróbować znaleźć w sobie to, by zaszyć nowe rany szarpane, które sama sobie zadałam i żyć dalej bez niego.

– Widziałam cię w Chipotle – oznajmiłam.

To coś mi dało. Widziałam, jak jego ciało wyraźnie się napięło.

– Słyszałam cię, jak rozmawiałeś przez telefon. Słyszałam, co powiedziałeś - ściszyłam głos - Wiem, że masz dziewczyny.

Jego spojrzenie zintensyfikowało się, ale nie powiedział ani słowa.

Mówiłam.

- Wyglądałeś… - Rzuciłam w jego stronę ręką - dobrze. Zdrowo - Potrząsnęłam głową, wiedząc, że moje usta wykrzywiają się w smutnym uśmiechu, ale nie próbowałam tego powstrzymać – I jak zwykle przystojny. Miałeś na sobie swoją kurtkę Chaosu, więc wiedziałam, że wciąż masz swoich braci. Widziałam cię, słyszałam cię i wiedziałam, że masz wszystko. Więc wiedziałam, że nadszedł czas, aby powiedzieć przepraszam. Znaleźć cię i powiedzieć, że jest mi przykro, że skończyłam w taki sposób. Wiem, że cię skrzywdziłam i pomyślałam, że mając wszystko, czego potrzebujesz, wszystko, czego kiedykolwiek chciałeś, swoich braci, rodzinę, powinnam cię znaleźć i dać ci to zamknięcie. Powinnam dać ci słowa, które powinnam dać ci lata temu, ale tego nie zrobiłam. Więc poszłam cię szukać - Wzięłam oddech i dokończyłam - I znalazłam cię, ale nie poszło zgodnie z planem.

– Gówno wiesz – stwierdził, gdy tylko przestałam mówić.

– Ja… – zaczęłam, ale przerwałam, wydając z siebie ostry okrzyk zaskoczenia i odskakując od wyspy, kiedy nagle wyciągnął rękę i wypuścił swój kubek z kawą, który roztrzaskał się o szafki po drugiej stronie pokoju. szafki, blat i podłogę rozpryskującą kawę.

Gówno wiesz – warknął, a moje oczy wróciły do niego.

- Ty… ty… - Oblizałam nerwowo usta, cofając się o kolejny krok, by uciec przed gniewem wylewającym się z niego i wbijającym się we mnie, ale zatrzymując się, gdy jego oczy zwęziły się ostrzegawczo na moje ruchy - Nie masz dziewczyn?

- Cleo i Zadie.

O Boże.

Cleo i Zadie.

Śliczne imiona.

Pewnie słodkie dziewczyny. Mogłam je sobie wyobrazić jako jego żeńskie wersje.

Piękne.

– Światełka mojego życia – wykrztusił.

– Ja… to dobrze, High – powiedziałam mu szybko - Cieszę się z twojego szczęścia.

- Zaciążyłem ich matkę. Nie kochałem jej - dzielił się, a z każdym jego słowem zadawałam sobie nowe rany - Kurwa, nawet jej za bardzo wtedy nie lubiłem. Ale zaszła w ciążę i nie chciała się tym zająć, więc dała mi Cleo. Dałem jej obrączkę. Oboje nie chcieliśmy, aby Cleo dorastała bez braci i sióstr, więc daliśmy jej Zadie. Potem daliśmy im obu gówniany dom z dwojgiem rodziców, którzy mieli siebie nawzajem w dupie, dopóki nie zdecydowaliśmy, że wyrządzamy więcej szkody niż pożytku i zakończyliśmy to.

Poza faktem, że miał dwie córki, które kochał, nic z reszty nie brzmiało dobrze.

Nie tego chciałam dla niego. Pragnęłam dla niego o wiele więcej. Wiele, wiele więcej.

Przeszłam przez ogień, żeby mu to dać.

I poczułam, jak otwiera się nowa rana na wiedzę, że nigdy tego nie miał.

– Przykro mi, High – wyszeptałam.

– Nie chcę, żebyś się nade mną litowała, Millie – urwał.

– Okej – powiedziałam od razu.

– Przeżyłem trzynaście lat z tą kobietą i naszymi dziećmi, wiedząc każdego dnia… – Potrząsnął głową - Kurwa, w każdej pieprzonej sekundzie tego, czego chciałem od życia, czego chciałem dla moich dzieci, co myślałem, że będę miał z tobą, co będę miał dać naszym dzieciom, które miałbym z tobą, a ty, wiedząc to, zerwałaś to. Znałaś mnie i myślałaś, że chcę zamknięcia? Myślałaś, że chcę twojego tyłka z powrotem w moim życiu, żebyś mogła powiedzieć, że żałujesz, że zabrałaś mi jedyną rzecz, która dawała mi radość? Żeby mi powiedzieć, że jest ci, kurwa, przykro, że odebrałaś mi jedyną szansę na dawanie tej radości dzieciom, które byśmy zrobili? - Jego oczy zwęziły się niebezpiecznie – Co ty sobie cholernie myślisz?

– Mówiłam ci, że spieprzyłam sprawę – przypomniałam mu ostrożnie.

- Tak - warknął – Cholernie to zrobiłaś.

– Teraz już wiesz, jak – ciągnęłam.

- Teraz wiem, jak - wycedził.

Patrzyliśmy na siebie, ja z niepokojem, on ze złością.

Kiedy nie mogłam znieść więcej, zapewniłam go - Kiedy wyjdziesz z mojego domu, obiecuję, High, przysięgam, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz.

– Okłamałaś mnie – oświadczył.

Potrząsnęłam głową w zakłopotaniu - Ja…

- Mam Cleo i Zadie. Gdzie twoje dzieci, Millie?

Zrobiłam kolejny krok w tył, a zrobiłam go, zastanawiając się, jak mi się to udało. Prawdę mówiąc, jego słowa wyrządziły tyle szkód, że właściwie to był cud, że jeszcze stałam.

Oddychałam.

Żyłam.

– Powiedziałaś mi – kontynuował - Rozmawialiśmy o tym przez cały czas, powiedziałaś mi, że chodziło ci o rodzinę. Ciężko pracowałaś, żeby wcześniej skończyć szkołę, żebyśmy mogli zacząć. I wiem, że nie masz dzieci. Więc to też było kłamstwo. Jak twoja miłość. Podobnie jak twoje zaangażowanie wobec nas. Jak wszystko, co miało z tobą gówno wspólnego.

– Popełniłam wtedy błąd – wydusiłam z siebie słabymi, bolesnymi słowami.

– Z pewnością tak, kurwa, zrobiłaś – odparł i wyciągnął rękę – Płacąc za to, żyjesz w twoim idealnym domu z twoją fantazyjną piżamą i zabójczym portfelem inwestycyjnym.

Zabójczym portfelem inwestycyjnym.

Cholera, badał mnie.

– Masz pieniądze, kochanie – zadrwił - i myślisz, że masz wszystko. Ciężko pracowałaś, żeby to zdobyć. Oddaliłaś mnie, żeby mieć to wszystko. Tego właśnie chciałaś, a nie życia z motocyklistą bez przyszłości. Chciałaś tego wszystkiego.

Zrobił krok w moją stronę, jego oczy utkwiły we mnie i potrzebowałam wszystkiego, co mi zostało (a nie było tego dużo), aby się przed nim nie cofnąć.

A potem patrzył na mnie, zadając ostatnią ranę.

Śmiertelną ranę.

Zabijając mnie.

- Ale powiem ci, suko, to, czego nie masz, czego nigdy nie dostaniesz, co straciłeś, gdy straciłeś mnie, jest najpiękniejszą rzeczą, jaką możesz mieć. Twoje dziecko mówiące twoje imię. Za każdym pieprzonym razem, gdy Cleo lub Zadie mówią „tatuś”, nawet jeśli jęczą lub są na coś wkurzone, to rozświetla mój świat. Więc trzymaj się ciepło w tym pieprzonym domku - Znów wyciągnął rękę, po czym użył jej, by wskazać na mnie - W twoich seksownych ciuszkach. Ale nigdy nie rozgrzejesz się do szpiku kości, wiedząc, że zmieniłaś świat, stworzyłaś cud, wydobywając piękno spomiędzy twoich nóg, które nie ma, kurwa, nic wspólnego z orgazmem.

Po tym złapał swoją kurtkę i wyszedł z mojego domu, zatrzaskując za sobą drzwi.

A ja stałam nieruchomo, wpatrując się w drzwi, kiedy zasłona nad oknem wciąż kołysała się od siły jego uderzenia, wypatroszona i siła życiowa wypływała ze mnie, spływała po moich lśniących drewnianych podłogach, wyparowując w nicość.

Minęło sporo czasu, zanim się ruszyłam. Zrobiłam sobie kubek kawy. Posprzątałam bałagan, który zostawił po sobie Logan.

Poszłam do łazienki wziąć prysznic i przygotować się na dzień.

Ale zrobiłam to wiedząc, że wróciłam do działania na autopilocie.

Och, udawałabym.

Dla Dot.

I mamy, i taty. Justyn. Kellie. Claire.

I oddychałabym, aż by mi tchu.

Ale to było całe życie dla mnie.

Wiedziałam o tym, bo wydarzyło się to dwadzieścia lat wcześniej, że moje życie wyciekło, gdy Logan z niego wyszedł. Następnie przeszedłem do działania na autopilocie.

Teraz zrobiłabym to ponownie. Ale z praktyką robiłabym to lepiej, więc ci, którzy zostali, którym na mnie zależało, nie martwiliby się.

To było wszystko, co bym dała.

To było wszystko, co bym dostała.

Aż do dnia, w którym bym umarłam.

I było mi z tym dobrze, bo kiedyś miałam wszystko z obietnicą posiadania jeszcze więcej.

Więc wzięłabym to, ponieważ wiedziałam, że to było wszystko, co kiedykolwiek dostanę.

I ponieważ wiedziałam też, że nie miałam wyboru.

*****

Elvira

- Yo.

Elvira podniosła wzrok i zobaczyła komandosa stojącego w drzwiach jej biura. Miał na imię Mo.

- Shirleen Jackson właśnie weszła do budynku – powiedział jej Mo - Sprawdziłem jego harmonogram. Hawk nie zatrudnił jej, a poza tym go nie ma. Jest tu do ciebie?

Elvira nie spodziewała się jej, ale wiedziała, że Shirleen musiała być do niej.

– Tak – odpowiedziała.

Szarpnął brodą w stylu komandosa, co oznaczało, że Elvira nie miała pojęcia, jak mógł czegoś nie zwichnąć, robiąc to. Następnie skradał się do centrali dowodzenia, teatralnej przestrzeni Hawka ze stacjami roboczymi, które zostały podłączone do przejęcia NATO, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Góry Cheyenne lub czegokolwiek innego, co wpadło mu w oko w danym dniu.

Poświęciła trochę czasu, jaki zajęło Shirleen przejście do biura, aby oczyścić swoje biurko ze wszystkiego, co było poufne i wstała, kiedy Mo pokazał Shirleen jej drzwi.

- Musimy porozmawiać - powiedziała Shirleen na powitanie.

Elvira skinęła głową, wskazała ręką dwa miejsca naprzeciw swojego biurka i poprosiła - Usadź swój tyłek.

Shirleen usadziła tyłek.

Mo zerknął na Elvirę, po czym znowu odleciał, a Elvira zwróciła wzrok na ścianę okien, za którą widać było centrum dowodzenia. Okazało się, że również żaden z czterech chłopców obsługujących stacje nie zawracał sobie nimi głowy.

Wiedziała jednak, że zwracały na siebie ich uwagę.

Spojrzała z powrotem na Shirleen, kobietę, którą znała od dawna, kobietę, z którą pracowała, koleżankę, a także przyjaciółkę.

– To niespodzianka – zauważyła.

– Sprawdzałaś Millie Cross – oznajmiła Shirleen.

Kolejna niespodzianka.

Elwira nic nie powiedziała.

Ale odrobiła swoją pracę domową i obejmowało to przyjemne zadanie pompowania informacji od jej mężczyzny, Malika.

Malik był policjantem w Denver. Był gliną od piętnastu lat, przez ostatnie osiem pracował jako zastępca. Malik wiedział wszystko o ulicy.

Więc kiedy Elvira i dziewczyny zainicjowały Operację MAC (Millicent Anna Cross), udała się do źródła, o którym wiedziała, że będzie źródłem informacji.

Oznaczało to, że wiedziała o tym, kim byli Logan „High” Judd i Shirleen Jackson. Przede wszystkim wiedziała o ich więzi.

- Nie wiem, jak to się zaczęło - powiedział jej Malik po tym, jak dobre rzeczy się skończyły, był łagodny i weszli w fazę rozmów do poduszki, której Elvira używała w więcej niż jednym celu przy więcej niż jednej okazji.

Nie żeby Malik miał coś przeciwko. Jej mężczyzna nie był głupi. Wiedział, że zawsze miała powód. Wiedział też, że miała określony rodzaj pracy. Filtrował więc w razie potrzeby. Co było irytujące jak cholera, ale pasowało do terytorium, kiedy miałaś glinę w swoim łóżku.

- Wiem tylko, że byli blisko - ciągnął Malik - Krążyły plotki, że, kiedy oboje byli brudni, jeśli Shirleen miała bałagan, do którego nie chciała wezwać Dariusa, żeby się nim zajął, by nie zrzucić więcej brudu na jej siostrzeńca, niż on już miał, dzwoniła do Judd’a. A Judd sprzątał. Ona dzwoniła. On przychodził. Nie w tym sensie, że coś do niego miała i nie w tym sensie, że byli partnerami. Więc nie rozumiem. Nikt nigdy tego nie rozumiał. Ale to się działo. Opuściła życie. Klub się oczyścił. A przez to wszystko, cokolwiek mieli, nie umarło.

Innymi słowy, chociaż była to niespodziewana wizyta, Shirleen była w biznesie liceum, biznesie, który ostatnio stawał się coraz bardziej interesujący, nie była niespodzianką.

– Łączymy siły – oznajmiła Shirleen - A naszym pierwszym ruchem jest Kellie Cliffe.

Kelly Cliffe.

Jedna z dwóch najlepszych przyjaciółek Millie.

Ta, która była gotowa na wszystko.

- Połączenie sił w czym? – zapytała Elvira, nie udając głupiej… dokładnie.

Po prostu Tyra nałożyła restrykcje na dalsze manewry. Po tym, jak ich ostatnia gra poszła w złym kierunku, zdecydowały, że muszą czekać na swój czas i znaleźć odpowiednie miejsce, by zainicjować następną.

- W ponownym zjednoczeniu miłości, która się zepsuła – odpowiedziała Shirleen.

- Słuchaj, dziewczyno… - zaczęła Elvira, pochylając się nad biurkiem, ale przerwała, gdy twarz Shirleen się zmieniła.

Elvira potrafiła czytać z twarzy, a twarz Shirleen mówiła głośno, że kobieta mówiła poważnie i nie miała zamiaru marnować czasu.

- High straciłby rozum, ale powiedział, że mogę postawić na to Brody’ego i tak zrobiłam. Nie powiedział, że mogę umieścić na tym Vance’a, ale ja też to zrobiłam - powiedziała - Moi chłopcy z pracy, jak popatrzysz na nich, powiedziałabyś, twardzi skurwiele. Ale wiem, jacy są. Pokonają dystans dla prawdziwej miłości, udowodnili to raz za razem. Dałam Vance’owi to, co wiedziałam i pobiegł za tym. Chłopak ma swoje sposoby, a z tego, czego się dowiedział, High’owi spodoba się czy nie w drodze, wiem, że spodoba mu się to, kiedy dotrze do celu. Jeśli muszę zatłuc faceta i wsadzić go do pociągu, robię to. A po tej grze, w którą grasz ty i twoje dziewczyny, o której Vance podzielił się ze mną po tym biznesie w Schronisku King’s, wiem, że jesteście ze mną. Więc łączymy siły.

Kolejna niespodzianka. Vance Crowe był jednym z chłopców Lee Nightingale'a. Był dobry w tym, co robił, znajdował informacje i szybko, bez bałaganu i zamieszania.

Ale także żona Vance’a, Jules, była pracownikiem socjalnym i pracowała w Schronisku King’s. Więc coś prawdopodobnie wiedział lub podejrzewał, zanim Shirleen zapytała, czy Tyra, Lanie i Elvira coś knuły.

Kiedy Elvira o tym myślała, Shirleen mówiła dalej.

- Vance rozmawiał z tą dziewczyną Kellie. Zna historię i nie jest niespodzianką, że jest w to zamieszana. Więc jest następna. A ja mam plan.

Elvira przyglądała się jej i robiła to przez chwilę.

Potem zniecierpliwiła się, żeby to zrobić, więc powiedziała - Cóż, zrzuć to na mnie. Czas się marnuje, dziewczyno.

Shirleen uśmiechnęła się.

Potem rozmawiała.

Elwira słuchała.

Potem się uśmiechnęła.

Po tym złapała swoją komórkę.

Wykonała dwa telefony.

Kiedy skończyła, wszyscy się zgodzili.

Kellie Cliffe była następna.

*****

Millie

Dwadzieścia dwa lata wcześniej…

Przeszłam obok naszego futonu, gdzie leżał Logan wpatrzony w telewizor i uśmiechnęłam się do niego, kiedy spojrzał na mnie.

Ale nie przeszłam obok futonu w drodze do kuchni, żeby się napić.

Moja ręka została złapana przez mojego mężczyznę i pociągnięta, więc wylądowałam na nim.

Wyciągnęłam się, podniosłam się i spojrzałam na niego z góry.

Czuł się dobrze, poznałam to po łagodnym spojrzeniu w jego oczach. Mogłam to też stwierdzić po słodkim zapachu w powietrzu.

- Jak się czujesz, Rybko? - mruknęłam, a on się uśmiechnął.

- Wspaniała trawa - mruknął w odpowiedzi - I mam na sobie moją dziewczynę. Więc wszystko jest w porządku - Przesunął dłonią po moim tyłku i przechylił głowę na oparciu kanapy – Chociaż ma na sobie za dużo ubrań.

Seks z Loganem na haju.

To oznaczało, że nie będzie się spieszył. Mogło mu to zająć nawet godziny.

Najlepszy.

Lub najlepsze, kiedy ja to dostawałam, ale zawsze było najlepsze, kiedy to dostałam, bez względu na to, jak to przyszło.

Niestety, nawet jeśli było najlepsze, nie mieliśmy godzin.

– Pamiętasz, że Dot i moi rodzice przychodzą na kolację? - zapytałam.

Przetoczył się tak, że zostałam przyciśnięta do oparcia kanapy, a jego twarz znalazła się na mojej szyi – Nie zapomniałem – powiedział w moją skórę – Skończymy do tego czasu.

- Wiem, że to zrobimy, Low - powiedziałam mu i wiedziałam to, bo był taki ostrożny. Nigdy nie zlekceważył moich rodziców. To było częścią tego, co ich przekonało. Przesunęłam dłońmi po mięśniach jego pleców na jego koszulce i kontynuowałam – Ale prawdopodobnie nie powinniśmy uprawiać seksu na kanapie, kiedy moi rodzice zapukają do drzwi.

Podniósł głowę z mojej szyi i uśmiechnął się do mnie.

Naćpany, nie naćpany, czujny, senny, zaabsorbowany, skupiony, nie obchodziło mnie to. Za każdym razem, gdy Logan uśmiechał się do mnie, uwielbiałam to.

I to nie był wyjątek.

- Kochanie, jest dopiero druga – poinformował mnie.

– A ja robię pieczeń – poinformowałam go.

– Pieczenie zajmuje cztery godziny? - zapytał.

– Nie, ale kiedy jesteś w określonym nastroju, wyciągnięcie mnie zajmuje ci cztery godziny.

Wybuchnął śmiechem, jego ramiona oplatały mnie konwulsyjnie, więc przyciskał mnie do swojego ciała.

Patrzyłam, jak to robił, uśmiechając się i kochając to.

Wciąż się śmiejąc, przysunął się, przygryzając moją dolną wargę, zanim przesunął ustami po mojej szczęce do ucha.

– Co powiesz na dwie godziny? - zapytał tam - Czy moja dziewczyna może dać mi dwie godziny na zabawę, zanim zacznie martwić się o swoją pieczeń?

– Myślę, że mogę dać ci dwie godziny – powiedziałam z westchnieniem, udając, że to było trudne, podczas gdy absolutnie nie było.

Ponownie podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.

Jego uśmiech zbladł, gdy zbliżył się, by musnąć swoimi ustami moje.

Trzymał je tam i wytrzymał moje spojrzenie, mówiąc - Znowu zapalę i zrobię to, gdy będę patrzył, jak mi obciągasz.

O Boże.

Totalnie mnie podkręcił.

Kochałam jego kutasa w jakikolwiek sposób mogłam go zdobyć.

Między innymi w ten sposób.

Moje nogi poruszały się z podniecenia.

Jego oczy zaczęły się tlić – Widzę, że podoba ci się ten pomysł.

- Tak, kochanie - szepnęłam.

- Na podłodze między moimi nogami czy na kanapie… - humor mieszał się z żarem w jego oczach, kiedy skończył - między moimi nogami?

Nie byłem w nastroju do żartów.

Miałam ochotę zrobić mojemu mężczyźnie loda, podczas gdy on będzie palił jointa.

- Co chcesz? - spytałam.

Na moje pytanie Logan wyczuł mój nastrój.

Wiedziałam o tym, kiedy warknął - Podłoga.

- Co tylko zechcesz, Rybko - szepnąłem.

Ja to powiedziałam. Logan mnie pocałował.

Kiedy to zakończył, nie mogłam się doczekać, aby się odwdzięczyć i zrobić to dla niego.

Więc nie ociągałam się.

Ssałam, podczas gdy on palił, aż odłożył jointa i pozwolił swojej głowie opaść na oparcie kanapy, żeby mógł się skoncentrować na tym, co robiłam.

Jego głowa nie opadała, kiedy przestałam ssać, wspięłam się i zaczęłam go ujeżdżać. Cała jego uwaga była skupiona na mnie.

Skończyliśmy na czas, abym mogła przygotować pieczeń i świetnie się bawiliśmy z moją rodziną, jak zawsze od czasu, kiedy zdali sobie sprawę, że Logan jest dla mnie tym jedynym i uwierzyli w to, uwierzyli w niego i pozwolili mu wejść do rodziny.

Potem, kiedy zjedliśmy, zagraliśmy w gry planszowe i wyszli, Logan i ja świetnie się bawiliśmy.

Ale tym razem, kiedy to zrobiliśmy, wziął swoje cztery godziny.

A poza tym jeszcze jedną.

Zasypiając, kiedy byłam spleciona z moim mężczyzną, pomyślałam, tak jak to było zawsze.

Najlepsze.

I spałam spokojnie, wiedząc, że miałam to, co najlepsze, dostałam to wcześnie, a także rozumiejąc w głębi serca, że będę miała całe życie, całe życie Logana.

Całe życie najlepszych.


2 komentarze:

  1. Dziękuję <3 bardzo jestem ciekawa, co dalej, choć High jakoś nie zaskarbił sobie póki co mojej sympatii...

    OdpowiedzUsuń