ROZDZIAŁ
8
Działając
na autopilocie
Millie
Zadzwonił
mój budzik.
Otworzyłam
oczy, spojrzałam na zegarek, sennie przejrzałam w głowie ogrom rzeczy, które
musiałam zrobić, aby przygotować się na dzień, zdecydowałam się na jedną,
której nie musiałam zrobić, aby kupić więcej snu, i włączyłam drzemkę.
Ułożyłam
się z powrotem, zamykając oczy, wyczerpana.
Z
powodu tego wszystkiego, co działo się z Loganem, poprzedniej nocy nie spałam
dobrze i nie spałam wspaniale, kiedy to odkryłam.
I
zaczynał się mój pracowity sezon. Za dwa tygodnie miałam ślub, a panna młoda
wciąż zmieniała zdanie na temat praktycznie wszystkiego. Miałam też przyjęcie z
okazji pięćdziesiątej rocznicy, które powinno pójść jak w zegarku, ale działo
się w nadchodzący weekend, więc musiałam postawić dopracować każde a i z.
Ale
to nie tylko zbliżający się sezon świąteczny sprawił, że wszystko zwariowało. Robiłam
również rekonesanse domów i biur klientów, aby stworzyć schematy projektów,
które chciałabym im przedstawić, a następnie musiałam upewnić się, że miałam
wszystko, aby wprowadzić moje projekty w życie. Czasami trwało to miesiące. I
to trwało te miesiące, jakie zaczęły się jakieś dwa tygodnie temu.
Zwykle
pracowałam od dziewięciu do dziesięciu godzin dziennie i prawie zawsze
poświęcałam czas w weekendy. Ale zbliżał się mój sezon zawsze-sześciu dni w
tygodniu, od dziesięciu-do-dwunastu godzin dziennie.
A
żeby to zrobić i móc robić to dobrze, potrzebowałam snu, czegoś, czego nie
otrzymałabym, gdyby Logan pozostał w moim życiu.
Nie
powinnam była pozwolić, by ta gra z nim trwała dalej.
To
nie było tylko głupie.
To
było niezdrowe.
Kiedy
zjawił się w moim domu w poniedziałek wieczorem, powinnam była zrobić wszystko,
co było w mojej mocy, żeby się go pozbyć. Wtedy powinnam była pójść do Ride,
porozmawiać z tą Tyrą, powiedzieć jej, żeby trzymała się z dala od moich spraw,
a także powiedzieć jej, żeby powiedziała Tackowi, żeby trzymał Logana z dala od
tego. A żeby to zrobić, powinnam była zagrozić, że wezwę policję.
Chaos
nie lubił gliniarzy.
Było
wiele powodów, w tym fakt, że uprawiali i sprzedawali zioło w tamtych czasach
(i może nadal to robili).
Wiedziałam,
że było w tym coś więcej, ale Logan nigdy się tym nie dzielił. I wiedziałam, że
cokolwiek to było więcej, stawało się coraz większą częścią działalności Klubu.
Wiedziałam
o tym, ponieważ w czasie, który spędziłam z Loganem, niechęć Chaosu do policji
urosła do paranoi.
Wiedziałam
o tym również dlatego, że Logan często musiał wychodzić i załatwiać „klubowe sprawy”,
którymi nie dzielił się, kiedy do mnie wracał, interesy, które mogły się
wydarzyć o każdej porze dnia i nocy, a im dłużej byliśmy razem, tym częściej
się to zdarzało.
Nie
wspominając już o tym, że po powrocie do domu bywał bardziej podniecony,
podnieceniem zmieszanym z adrenaliną, co mogło przekładać się na dobre rzeczy,
takie jak wspaniały seks, ale mimo wszystko było to niepokojące.
Jakkolwiek
było to niepokojące, to był także Logan i ja mu ufałam. Ufałam, że postąpi
dobrze wobec mnie, siebie i nas, więc nie kwestionowałam tego. Nigdy.
Dopóki
nie mogłam użyć tego jako środka do celu.
Tak
więc grożenie wciągnięciem policji w sprawę uwydatniłoby mój punkt widzenia i
powinnam była to zrobić.
Ale
nie zrobiłam tego, bo byłam słaba i potrzebująca, a Logan był Loganem. To
prawda, że był nowym dupkiem-Loganem, który rzucił mi swój charakterek, nie
miał nic przeciwko robieniu tego i dlatego zrobił to wielokrotnie. W
rzeczywistości zabrał się do tego w sposób, po jakim wiedziałam, że jego
jedynym celem było wrócić i rozdać więcej.
Ale
wciąż był Loganem, starszym, mądrzejszym i jeszcze lepszym ze swoimi rękami,
ustami i kutasem.
I
choć było to popieprzone, musiałam przyznać, że zaczynałam grać na swój własny
sposób. Nie miałam nad tym kontroli tak, jak kontrolowałam każdy milimetr
przestrzeni wokół mnie, każdy aspekt mojej pracy, każdą sekundę mojego życia.
Nie miałam pojęcia, kiedy się pokaże i, kiedy się pokaże, co zrobi.
Po
prostu wiedziałam, co dostanę.
Jego
uwagę. Choć to było szkodliwe, to wciąż był Logan w mojej przestrzeni, patrzący
na mnie, mówiący do mnie (i robiący ustami inne rzeczy), kiedy jego ręce mnie
dotykały.
I
dostałabym to wszystko, jak również orgazm, który on mi by dał i orgazm, który
on by miał, który ja mu dam.
Oczywiście,
myśląc o tym wszystkim, nie zdrzemnęłam się, więc kiedy budzik zadzwonił
ponownie, byłam całkowicie rozbudzona i miałam tyle do zrobienia tego dnia, że
nie mogłam znieść ośmiu minut więcej, które dałaby mi kolejna drzemka.
Nacisnęłam
przycisk wyłączania alarmu i odrzuciłam kołdrę, wstając z łóżka. Poszłam prosto
do łazienki, robiąc to, ponownie myślałam, że potrzebuję kotów. Kolejnej
obecności w domu. Kogoś do pogadania. Kogoś, o kogo trzeba dbać. Kogoś do
kochania.
Jasne,
karmienie ich wydłużyłoby moją poranną rutynę, ale żeby mieć to wszystko, aby
przeciąć samotność, której zaprzeczałem, że mnie obciąża, zrobiłbym to.
Wpisałam
poszukiwanie kociąt na moją mentalną listę rzeczy do dodania do mojej fizycznej
listy zapisanej na notatniku na moim biurku w moim studio, kiedy załatwiałam
wstępne sprawy związane z łazienką i wyszłam, żeby zaparzyć sobie kawę.
Zrobiłam
to, myśląc o moim biurku i czasie, jaki zajęło uporządkowanie wszystkiego po
tym, jak Logan wyszedł dzień wcześniej.
Wmawiałam
sobie, że to było irytujące, zwłaszcza że zniszczył moją cotygodniową dostawę
kwiatów, zalał wszystko wodą, zdziesiątkował kilka bukietów kwiatów, więc
sprzątanie zajęło więcej czasu, a aranżacja wyglądała jak gówno po złożeniu jej
z powrotem, a ja dobrze radziłam sobie z kwiatami.
Ale
to nie było irytujące.
To
było gorące.
Boże,
byłam szalona.
Nie,
miałam przejebane.
I
pieprzyłam się, pozwalając, by to trwało, kiedy powinnam się uporządkować.
Westchnęłam,
podchodząc do końca blatu kuchennego, który oddzielał salon od kuchni.
Wtedy
właśnie to poczułam.
Nie,
czułam go.
Zatrzymałam
się jak wryta, podniosłam głowę i wpatrywałam się w Logana opartego o blat przy
zlewie, z kubkiem kawy w dłoni, jego kurtką Chaosu rzuconą na marmur obok
niego, w mundurze składającym się z dżinsów, butów motocyklowych i czarnego
termicznego Henleya, wyglądającego wspaniale.
–
Dzień dobry – przywitał się od niechcenia, po czym podniósł kubek i upił łyk.
-
Żartujesz sobie ze mnie? - spytałam.
–
Nie – odpowiedział po odstawieniu kubka.
Spojrzałam
na tylne drzwi, a potem na niego – Włamałeś się?
-
Tak.
Włamał
się.
Do
mojego domu!
Nie
miałam na to czasu.
Co
więcej, nadszedł czas, aby to zakończyć.
Teraz.
Zamierzając
właśnie to zrobić, odrzuciłam włosy, czując, jak kołysze się luźna wiązka włosów
wysunięta z kucyka z tyłu mojej głowy, a oczy Logana powędrowały do niej.
Poczułam,
jak moje uda zaczęły mrowić.
Cholera!
–
Musisz wyjść – poinformowałam go.
Przeniósł
wzrok z moich włosów na moje ciało, a potem z powrotem na oczy.
Wyszczerzył
zęby w uśmiechu, kiedy zauważył - Ładna piżamka - zanim wziął kolejny łyk kawy,
nie spuszczając ze mnie wzroku.
Szorstki,
kanciasty, motocyklista, zły chłopak, gorący facet Logan „High” Judd
wypowiadający słowo „piżamka” był zarówno przezabawny, jak i totalnie podniecający.
Chociaż
miał rację. To była ładna piżamka. Jedwabna różowa jak róże z koronką w kolorze
kości słoniowej, jeszcze jedna składająca się z koszulki i spodenek, które były
tak niesamowite, że powinny być nielegalne. Ta para miała koronkowe brzegi nogawek
i boków, które były wycięte w nachodzące na siebie rozcięcia aż do moich
bioder.
Czasami
zaplątywałam się w nie podczas snu, ale wyglądały niesamowicie, zwłaszcza gdy
chodziłam, więc znosiłam to plątanie.
Nigdy
nie miałam nikogo, kto by je docenił.
Do
teraz.
A
uznanie Logana zadziałało, jak zawsze.
Jednak
powiedziałam sobie stanowczo, że byłabym zadowolona z własnego uznania.
I
może z oderwaną, kocią aprobatą kota birmańskiego.
Może
Persa.
Tak,
Persa. Pers pasowałby lepiej do mojego domu.
Oderwałam
myśli od kotów perskich i ponownie skupiłam się na Loganie, powtarzając -
Musisz wyjść.
Nie
odszedł.
Został
tam, gdzie był, opierając się o blat kuchenny, jakby robił to każdego ranka, i
zapytał - O co chodzi z twoim domem?
Chociaż
nie do końca zrozumiałam jego pytanie, wiedziałam, że nie zamierzam dać się w to
ponownie złapać.
–
Proszę wyjdź – poprosiłam uprzejmie.
Zignorował
mnie i wyciągnął rękę trzymając kubek z kawą w kierunku mojej kuchni/salonu.
-
Kotku, to miejsce wygląda ładnie, ale to nie ty.
–
To w stu procentach ja – odparłam, robiąc to, chcąc się kopnąć, bo nie powinnam
się angażować. Powinnam zamiast tego poprosić go o odejście (ponownie).
Wiedziałam,
że to było jeszcze bardziej prawdziwe, kiedy ponownie przyjrzał się mojej
długości, zanim spojrzał mi w oczy.
–
Nowa ty, to przebranie, ten dom – mruknął - Stara ty, mam w tobie mojego kutasa.
To
wystarczyło, sprośna rozmowa, która nie była tylko sprośną gadką, dobrą, słodką
i zabawną, mającą jeden cel, który był również słodki, ale przede wszystkim
zabawny. Zamiast tego była to brudna gadka, która tylko częściowo była dobra,
ale nie celowo.
Przeważnie
miał tym zadawać rany, biorąc więcej niż dawał i zostawiając siniaki po
ciosach.
Dlatego
popędziłam do wyspy, położyłam na niej ręce i nie dzieliłam się tym, że miałam
pracowity dzień i musiałam się do tego przygotować, ponieważ wczoraj udowodnił,
że go to nie obchodziło, co było kolejną oznaką, że ja go w ogóle nie obchodziłam.
Zamiast
tego stwierdziłam - Nie zrobię tego ponownie. To koniec, ta gra, w którą gramy.
Musisz wyjść. I mówię poważnie, High.
Humor
rozświetlił jego brązowe oczy, kiedy wrócił - Mówisz poważnie?
Próbowałam
stłumić swoją irytację, coś innego, co nie zadziałało, w rzeczywistości wysiłek
tylko podsycił płomienie, i odpowiedziałam - Bardzo.
Nie
stracił nic ze swojego humoru i wyglądał na bardziej rozbawionego, kiedy dodał
- Jesteś słodka, kiedy jesteś bardzo
poważna. Szczególnie jesteś bardzo
poważna w tej piżamie.
Gapiłam
się na niego, kiedy ogarnęła mnie panika.
Zmieniał
grę i po sposobie, w jaki tym razem ją zmieniał, drażniąc się ze mną w ten
sposób, wiedziałam, że przegram.
A
gdybym przegrała w tej grze, straciłabym wszystko.
Ponownie.
O
tak.
Panika.
I
patrząc w jego figlarne oczy, ta panika stała się ekstremalna.
-
Proszę wyjdź - szepnęłam.
Usłyszał
mój ton, może odczytał moją panikę, rozbawienie zniknęło i spoważniał, a ja
wiedziałam, że to było śmiertelnie poważne, chociaż nawet nie drgnął.
–
O co chodzi z twoim domem, Millie? - szepnął.
–
To mój dom – odpowiedziałam, mając nadzieję, że dzięki odpowiedzi ruszy dalej -
Tak mi się podoba. Ciężko nad nim pracowałam. Jest idealny. Teraz ci
odpowiedziałam. Proszę, czy pójdziesz?
–
To nie ty – powiedział mi.
–
To cała ja – powiedziałam mu.
-
To nie ty, którą znam.
–
Znałeś mnie dwadzieścia lat temu, Logan – przypomniałam mu - Rzeczy się
zmieniły.
–
Tak, zmieniły się – zgodził się chętnie.
Oparłam
się dłońmi o blat, przechyliłam ciało w jego stronę, mając nadzieję, że odczyta
mowę ciała i zobaczy moją szczerość.
-
Skoro jesteśmy tacy, nie źli, nie głupi i szaleni, mam nadzieję, że mnie
wysłuchasz – zaczęłam – Musisz wyjść, Logan. Potrzebuję tego. To nie jest
zdrowe. Dla żadnego z nas. Musimy przestać.
–
Skrzynia zniknęła – powiedział, a moja głowa zadrżała z zakłopotania, kiedy to
zrobił.
-
Skrzynia? - spytałem.
–
Nasze zdjęcia – powiedział.
Przeszukał
mój dom.
Nie
niespodzianka.
To
było inwazyjne i irytujące, ale bez zasad w tej grze, nie było niespodzianką.
–
Wyniosłam to do śmietnika – powiedziałam.
Miałam
chwilę wściekłości.
Śmieciarze
powinni przyjść dopiero następnego dnia. Wciąż miałam czas, aby wyjść i
wciągnąć ją z powrotem.
Walczyłam
z tym pragnieniem i nienawidziłam faktu, że część mnie wiedziała, że przegram
tę walkę. Ale ta skrzynia całkowicie wróciłaby do środka, schowana w mojej
szafie przed końcem dnia, bez względu na to, jak bardzo byłabym zajęta.
–
Skrzynia zniknęła – powtórzył, a kiedy miałam zacząć coś mówić, kontynuował -
Ktoś ją zabrał.
Zacisnęłam
usta, czując ból, jakby ktoś uderzył mnie w gardło.
–
Jeździłem wokół twego domu – powiedział mi – Widziałem to wczoraj po południu
przy śmietniku. Teraz przepadło.
O
Boże.
To
była niezła skrzynia. Nie kosztowały fortuny, ale nie kosztowały też groszy.
A
takie skrzynie były przydatne do różnych rzeczy.
Widziałam,
jak ktoś to bierze. Nie myślałam o tym, kiedy ją tam wyciągnęłam i położyłam
obok śmietnika, nie za słaba ani zbyt leniwa, żeby ją wrzucić, po prostu
wiedziałam, że nigdy bym jej z niego nie wykopała, gdybym to zrobiła, więc... odłożyłam
ją na bok, bo wiedziałam, że jestem słaba i po to wrócę. Mimo to składałam
sobie oświadczenie, nawet gdybym wiedziała, że to było kiepskie i cofnę to.
-
Zniknęła? – zapytałam ochrypłym głosem.
-
Niezła skrzynia, wyrzuciłaś ją, ktoś może jej użyć. Zrobią to i żeby to zrobić,
wyrzucą zdjęcia.
O,
Boże, to bolało.
Boże,
to zabijało.
Dlaczego
wyniosłam to do śmietnika?
Dlaczego?
–
Wyrzuciłaś nas, Millie – powiedział konwersacyjnym tonem, po czym wypił łyk
kawy, nie spuszczając ze mnie wzroku. Kiedy skończył przełykać, kontynuował -
Według mojego rachunku, to drugi raz.
Ten
cios był tak prawdziwy, że zapadł mi się w gardle i musiałam walczyć o oddech.
Walczyłam
z bólem, wciągałam powietrze i błagałam - Proszę, nie rób tego. Po prostu
pozwól temu odejść, a potem idź.
Jeśli nie dla mnie, to dla ciebie, High. To nie jest zdrowe dla żadnego z nas.
-
Mężczyzna musi wysiąść i pracować, a ja robię to z gwarantowanym dobrym seksem.
Wydaje mi się to zdrowe, a kiedy jestem głęboko pochowany, zdecydowanie czuję się zdrowy.
Nie
ukrywałam, że się skrzywiłam, a on nie pokazał, że troszczył się nawet w
najmniejszym stopniu o to, że to on spowodował.
W
rzeczywistości nie okazywał, że w ogóle mu zależało, kiedy dawałam mu jasno do
zrozumienia, że mnie zranił.
Nie,
wcale go to nie obchodziło.
Bawił
się mną, żeby sprawić ból, żeby zemścić się na mnie za to, co zrobiłam.
Ale
już to zrobił z nawiązką, a im więcej brałam, tym więcej pozwalałam mu dawać,
tym więcej zarabiałam, więc na to zasłużyłam.
Innymi
słowy, choćby ze względu na instynkt samozachowawczy, jeśli nie szacunek do
samej siebie, to musiało się skończyć. Wiedziałam o tym jeszcze zanim się
zaczęło.
Przede
wszystkim nie powinnam była iść go szukać.
Powinnam
była pozwolić temu trwać.
Teraz
było w mojej mocy, aby to się skończyło i zamierzałam to zrobić.
Nie
zamierzałam dać mu wszystkiego.
O
nie.
Ale
dałabym mu wystarczająco dużo, żeby się tego pozbył, żebym mogła spróbować
znaleźć w sobie to, by zaszyć nowe rany szarpane, które sama sobie zadałam i
żyć dalej bez niego.
–
Widziałam cię w Chipotle – oznajmiłam.
To
coś mi dało. Widziałam, jak jego ciało wyraźnie się napięło.
–
Słyszałam cię, jak rozmawiałeś przez telefon. Słyszałam, co powiedziałeś -
ściszyłam głos - Wiem, że masz dziewczyny.
Jego
spojrzenie zintensyfikowało się, ale nie powiedział ani słowa.
Mówiłam.
-
Wyglądałeś… - Rzuciłam w jego stronę ręką - dobrze. Zdrowo - Potrząsnęłam głową,
wiedząc, że moje usta wykrzywiają się w smutnym uśmiechu, ale nie próbowałam
tego powstrzymać – I jak zwykle przystojny. Miałeś na sobie swoją kurtkę
Chaosu, więc wiedziałam, że wciąż masz swoich braci. Widziałam cię, słyszałam
cię i wiedziałam, że masz wszystko. Więc wiedziałam, że nadszedł czas, aby
powiedzieć przepraszam. Znaleźć cię i powiedzieć, że jest mi przykro, że
skończyłam w taki sposób. Wiem, że cię skrzywdziłam i pomyślałam, że mając
wszystko, czego potrzebujesz, wszystko, czego kiedykolwiek chciałeś, swoich
braci, rodzinę, powinnam cię znaleźć i dać ci to zamknięcie. Powinnam dać ci
słowa, które powinnam dać ci lata temu, ale tego nie zrobiłam. Więc poszłam cię
szukać - Wzięłam oddech i dokończyłam - I znalazłam cię, ale nie poszło zgodnie
z planem.
–
Gówno wiesz – stwierdził, gdy tylko przestałam mówić.
–
Ja… – zaczęłam, ale przerwałam, wydając z siebie ostry okrzyk zaskoczenia i
odskakując od wyspy, kiedy nagle wyciągnął rękę i wypuścił swój kubek z kawą,
który roztrzaskał się o szafki po drugiej stronie pokoju. szafki, blat i
podłogę rozpryskującą kawę.
–
Gówno wiesz – warknął, a moje oczy
wróciły do niego.
-
Ty… ty… - Oblizałam nerwowo usta, cofając się o kolejny krok, by uciec przed
gniewem wylewającym się z niego i wbijającym się we mnie, ale zatrzymując się,
gdy jego oczy zwęziły się ostrzegawczo na moje ruchy - Nie masz dziewczyn?
-
Cleo i Zadie.
O
Boże.
Cleo i Zadie.
Śliczne
imiona.
Pewnie
słodkie dziewczyny. Mogłam je sobie wyobrazić jako jego żeńskie wersje.
Piękne.
–
Światełka mojego życia – wykrztusił.
–
Ja… to dobrze, High – powiedziałam mu szybko - Cieszę się z twojego szczęścia.
-
Zaciążyłem ich matkę. Nie kochałem jej - dzielił się, a z każdym jego słowem
zadawałam sobie nowe rany - Kurwa, nawet jej za bardzo wtedy nie lubiłem. Ale
zaszła w ciążę i nie chciała się tym zająć, więc dała mi Cleo. Dałem jej obrączkę.
Oboje nie chcieliśmy, aby Cleo dorastała bez braci i sióstr, więc daliśmy jej
Zadie. Potem daliśmy im obu gówniany dom z dwojgiem rodziców, którzy mieli
siebie nawzajem w dupie, dopóki nie zdecydowaliśmy, że wyrządzamy więcej szkody
niż pożytku i zakończyliśmy to.
Poza
faktem, że miał dwie córki, które kochał, nic z reszty nie brzmiało dobrze.
Nie
tego chciałam dla niego. Pragnęłam dla niego o wiele więcej. Wiele, wiele więcej.
Przeszłam
przez ogień, żeby mu to dać.
I
poczułam, jak otwiera się nowa rana na wiedzę, że nigdy tego nie miał.
–
Przykro mi, High – wyszeptałam.
–
Nie chcę, żebyś się nade mną litowała, Millie – urwał.
–
Okej – powiedziałam od razu.
–
Przeżyłem trzynaście lat z tą kobietą i naszymi dziećmi, wiedząc każdego dnia…
– Potrząsnął głową - Kurwa, w każdej pieprzonej sekundzie tego, czego chciałem od życia, czego chciałem dla moich
dzieci, co myślałem, że będę miał z tobą, co będę miał dać naszym dzieciom, które miałbym z tobą, a ty, wiedząc to, zerwałaś
to. Znałaś mnie i myślałaś, że chcę zamknięcia?
Myślałaś, że chcę twojego tyłka z powrotem w moim życiu, żebyś mogła
powiedzieć, że żałujesz, że zabrałaś mi jedyną rzecz, która dawała mi radość?
Żeby mi powiedzieć, że jest ci, kurwa, przykro,
że odebrałaś mi jedyną szansę na dawanie tej radości dzieciom, które byśmy
zrobili? - Jego oczy zwęziły się niebezpiecznie – Co ty sobie cholernie myślisz?
–
Mówiłam ci, że spieprzyłam sprawę – przypomniałam mu ostrożnie.
-
Tak - warknął – Cholernie to zrobiłaś.
–
Teraz już wiesz, jak – ciągnęłam.
-
Teraz wiem, jak - wycedził.
Patrzyliśmy
na siebie, ja z niepokojem, on ze złością.
Kiedy
nie mogłam znieść więcej, zapewniłam go - Kiedy wyjdziesz z mojego domu,
obiecuję, High, przysięgam, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz.
–
Okłamałaś mnie – oświadczył.
Potrząsnęłam
głową w zakłopotaniu - Ja…
-
Mam Cleo i Zadie. Gdzie twoje dzieci, Millie?
Zrobiłam
kolejny krok w tył, a zrobiłam go, zastanawiając się, jak mi się to udało.
Prawdę mówiąc, jego słowa wyrządziły tyle szkód, że właściwie to był cud, że
jeszcze stałam.
Oddychałam.
Żyłam.
–
Powiedziałaś mi – kontynuował - Rozmawialiśmy o tym przez cały czas, powiedziałaś
mi, że chodziło ci o rodzinę. Ciężko pracowałaś, żeby wcześniej skończyć
szkołę, żebyśmy mogli zacząć. I wiem, że nie masz dzieci. Więc to też było
kłamstwo. Jak twoja miłość. Podobnie jak twoje zaangażowanie wobec nas. Jak
wszystko, co miało z tobą gówno
wspólnego.
–
Popełniłam wtedy błąd – wydusiłam z siebie słabymi, bolesnymi słowami.
–
Z pewnością tak, kurwa, zrobiłaś – odparł i wyciągnął rękę – Płacąc za to, żyjesz
w twoim idealnym domu z twoją fantazyjną piżamą i zabójczym portfelem
inwestycyjnym.
Zabójczym
portfelem inwestycyjnym.
Cholera,
badał mnie.
–
Masz pieniądze, kochanie – zadrwił - i myślisz, że masz wszystko. Ciężko
pracowałaś, żeby to zdobyć. Oddaliłaś mnie, żeby mieć to wszystko. Tego właśnie
chciałaś, a nie życia z motocyklistą bez przyszłości. Chciałaś tego
wszystkiego.
Zrobił
krok w moją stronę, jego oczy utkwiły we mnie i potrzebowałam wszystkiego, co
mi zostało (a nie było tego dużo), aby się przed nim nie cofnąć.
A
potem patrzył na mnie, zadając ostatnią ranę.
Śmiertelną
ranę.
Zabijając
mnie.
-
Ale powiem ci, suko, to, czego nie masz, czego nigdy nie dostaniesz, co
straciłeś, gdy straciłeś mnie, jest najpiękniejszą rzeczą, jaką możesz mieć.
Twoje dziecko mówiące twoje imię. Za każdym pieprzonym razem, gdy Cleo lub
Zadie mówią „tatuś”, nawet jeśli jęczą lub są na coś wkurzone, to rozświetla
mój świat. Więc trzymaj się ciepło w tym pieprzonym domku - Znów wyciągnął
rękę, po czym użył jej, by wskazać na mnie - W twoich seksownych ciuszkach. Ale
nigdy nie rozgrzejesz się do szpiku kości, wiedząc, że zmieniłaś świat,
stworzyłaś cud, wydobywając piękno spomiędzy twoich nóg, które nie ma, kurwa, nic
wspólnego z orgazmem.
Po
tym złapał swoją kurtkę i wyszedł z mojego domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
A
ja stałam nieruchomo, wpatrując się w drzwi, kiedy zasłona nad oknem wciąż
kołysała się od siły jego uderzenia, wypatroszona i siła życiowa wypływała ze
mnie, spływała po moich lśniących drewnianych podłogach, wyparowując w nicość.
Minęło
sporo czasu, zanim się ruszyłam. Zrobiłam sobie kubek kawy. Posprzątałam
bałagan, który zostawił po sobie Logan.
Poszłam
do łazienki wziąć prysznic i przygotować się na dzień.
Ale
zrobiłam to wiedząc, że wróciłam do działania na autopilocie.
Och,
udawałabym.
Dla
Dot.
I
mamy, i taty. Justyn. Kellie. Claire.
I
oddychałabym, aż by mi tchu.
Ale
to było całe życie dla mnie.
Wiedziałam
o tym, bo wydarzyło się to dwadzieścia lat wcześniej, że moje życie wyciekło,
gdy Logan z niego wyszedł. Następnie przeszedłem do działania na autopilocie.
Teraz
zrobiłabym to ponownie. Ale z praktyką robiłabym to lepiej, więc ci, którzy
zostali, którym na mnie zależało, nie martwiliby się.
To
było wszystko, co bym dała.
To
było wszystko, co bym dostała.
Aż
do dnia, w którym bym umarłam.
I
było mi z tym dobrze, bo kiedyś miałam wszystko z obietnicą posiadania jeszcze
więcej.
Więc
wzięłabym to, ponieważ wiedziałam, że to było wszystko, co kiedykolwiek
dostanę.
I
ponieważ wiedziałam też, że nie miałam wyboru.
*****
Elvira
-
Yo.
Elvira
podniosła wzrok i zobaczyła komandosa stojącego w drzwiach jej biura. Miał na
imię Mo.
-
Shirleen Jackson właśnie weszła do budynku – powiedział jej Mo - Sprawdziłem
jego harmonogram. Hawk nie zatrudnił jej, a poza tym go nie ma. Jest tu do
ciebie?
Elvira
nie spodziewała się jej, ale wiedziała, że Shirleen musiała być do niej.
–
Tak – odpowiedziała.
Szarpnął
brodą w stylu komandosa, co oznaczało, że Elvira nie miała pojęcia, jak mógł
czegoś nie zwichnąć, robiąc to. Następnie skradał się do centrali dowodzenia,
teatralnej przestrzeni Hawka ze stacjami roboczymi, które zostały podłączone do
przejęcia NATO, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Góry Cheyenne lub czegokolwiek
innego, co wpadło mu w oko w danym dniu.
Poświęciła
trochę czasu, jaki zajęło Shirleen przejście do biura, aby oczyścić swoje
biurko ze wszystkiego, co było poufne i wstała, kiedy Mo pokazał Shirleen jej
drzwi.
-
Musimy porozmawiać - powiedziała Shirleen na powitanie.
Elvira
skinęła głową, wskazała ręką dwa miejsca naprzeciw swojego biurka i poprosiła -
Usadź swój tyłek.
Shirleen
usadziła tyłek.
Mo
zerknął na Elvirę, po czym znowu odleciał, a Elvira zwróciła wzrok na ścianę
okien, za którą widać było centrum dowodzenia. Okazało się, że również żaden z
czterech chłopców obsługujących stacje nie zawracał sobie nimi głowy.
Wiedziała
jednak, że zwracały na siebie ich uwagę.
Spojrzała
z powrotem na Shirleen, kobietę, którą znała od dawna, kobietę, z którą
pracowała, koleżankę, a także przyjaciółkę.
–
To niespodzianka – zauważyła.
–
Sprawdzałaś Millie Cross – oznajmiła Shirleen.
Kolejna
niespodzianka.
Elwira
nic nie powiedziała.
Ale
odrobiła swoją pracę domową i obejmowało to przyjemne zadanie pompowania
informacji od jej mężczyzny, Malika.
Malik
był policjantem w Denver. Był gliną od piętnastu lat, przez ostatnie osiem
pracował jako zastępca. Malik wiedział wszystko o ulicy.
Więc
kiedy Elvira i dziewczyny zainicjowały Operację MAC (Millicent Anna Cross),
udała się do źródła, o którym wiedziała, że będzie źródłem informacji.
Oznaczało
to, że wiedziała o tym, kim byli Logan „High” Judd i Shirleen Jackson. Przede
wszystkim wiedziała o ich więzi.
-
Nie wiem, jak to się zaczęło - powiedział jej Malik po tym, jak dobre rzeczy
się skończyły, był łagodny i weszli w fazę rozmów do poduszki, której Elvira
używała w więcej niż jednym celu przy więcej niż jednej okazji.
Nie
żeby Malik miał coś przeciwko. Jej mężczyzna nie był głupi. Wiedział, że zawsze
miała powód. Wiedział też, że miała określony rodzaj pracy. Filtrował więc w
razie potrzeby. Co było irytujące jak cholera, ale pasowało do terytorium,
kiedy miałaś glinę w swoim łóżku.
-
Wiem tylko, że byli blisko - ciągnął Malik - Krążyły plotki, że, kiedy oboje
byli brudni, jeśli Shirleen miała bałagan, do którego nie chciała wezwać
Dariusa, żeby się nim zajął, by nie zrzucić więcej brudu na jej siostrzeńca,
niż on już miał, dzwoniła do Judd’a. A Judd sprzątał. Ona dzwoniła. On przychodził.
Nie w tym sensie, że coś do niego miała i nie w tym sensie, że byli partnerami.
Więc nie rozumiem. Nikt nigdy tego nie rozumiał. Ale to się działo. Opuściła
życie. Klub się oczyścił. A przez to wszystko, cokolwiek mieli, nie umarło.
Innymi
słowy, chociaż była to niespodziewana wizyta, Shirleen była w biznesie liceum,
biznesie, który ostatnio stawał się coraz bardziej interesujący, nie była
niespodzianką.
–
Łączymy siły – oznajmiła Shirleen - A naszym pierwszym ruchem jest Kellie
Cliffe.
Kelly
Cliffe.
Jedna
z dwóch najlepszych przyjaciółek Millie.
Ta,
która była gotowa na wszystko.
-
Połączenie sił w czym? – zapytała Elvira, nie udając głupiej… dokładnie.
Po
prostu Tyra nałożyła restrykcje na dalsze manewry. Po tym, jak ich ostatnia gra
poszła w złym kierunku, zdecydowały, że muszą czekać na swój czas i znaleźć
odpowiednie miejsce, by zainicjować następną.
-
W ponownym zjednoczeniu miłości, która się zepsuła – odpowiedziała Shirleen.
-
Słuchaj, dziewczyno… - zaczęła Elvira, pochylając się nad biurkiem, ale
przerwała, gdy twarz Shirleen się zmieniła.
Elvira
potrafiła czytać z twarzy, a twarz Shirleen mówiła głośno, że kobieta mówiła
poważnie i nie miała zamiaru marnować czasu.
-
High straciłby rozum, ale powiedział, że mogę postawić na to Brody’ego i tak
zrobiłam. Nie powiedział, że mogę umieścić na tym Vance’a, ale ja też to zrobiłam
- powiedziała - Moi chłopcy z pracy, jak popatrzysz na nich, powiedziałabyś,
twardzi skurwiele. Ale wiem, jacy są. Pokonają dystans dla prawdziwej miłości,
udowodnili to raz za razem. Dałam Vance’owi to, co wiedziałam i pobiegł za tym.
Chłopak ma swoje sposoby, a z tego, czego się dowiedział, High’owi spodoba się
czy nie w drodze, wiem, że spodoba mu się to, kiedy dotrze do celu. Jeśli muszę
zatłuc faceta i wsadzić go do pociągu, robię to. A po tej grze, w którą grasz
ty i twoje dziewczyny, o której Vance podzielił się ze mną po tym biznesie w Schronisku
King’s, wiem, że jesteście ze mną. Więc łączymy siły.
Kolejna
niespodzianka. Vance Crowe był jednym z chłopców Lee Nightingale'a. Był dobry w
tym, co robił, znajdował informacje i szybko, bez bałaganu i zamieszania.
Ale
także żona Vance’a, Jules, była pracownikiem socjalnym i pracowała w Schronisku
King’s. Więc coś prawdopodobnie wiedział lub podejrzewał, zanim Shirleen
zapytała, czy Tyra, Lanie i Elvira coś knuły.
Kiedy
Elvira o tym myślała, Shirleen mówiła dalej.
-
Vance rozmawiał z tą dziewczyną Kellie. Zna historię i nie jest niespodzianką,
że jest w to zamieszana. Więc jest następna. A ja mam plan.
Elvira
przyglądała się jej i robiła to przez chwilę.
Potem
zniecierpliwiła się, żeby to zrobić, więc powiedziała - Cóż, zrzuć to na mnie.
Czas się marnuje, dziewczyno.
Shirleen
uśmiechnęła się.
Potem
rozmawiała.
Elwira
słuchała.
Potem
się uśmiechnęła.
Po
tym złapała swoją komórkę.
Wykonała
dwa telefony.
Kiedy
skończyła, wszyscy się zgodzili.
Kellie
Cliffe była następna.
*****
Millie
Dwadzieścia dwa lata
wcześniej…
Przeszłam
obok naszego futonu, gdzie leżał Logan wpatrzony w telewizor i uśmiechnęłam się
do niego, kiedy spojrzał na mnie.
Ale
nie przeszłam obok futonu w drodze do kuchni, żeby się napić.
Moja
ręka została złapana przez mojego mężczyznę i pociągnięta, więc wylądowałam na
nim.
Wyciągnęłam
się, podniosłam się i spojrzałam na niego z góry.
Czuł
się dobrze, poznałam to po łagodnym spojrzeniu w jego oczach. Mogłam to też
stwierdzić po słodkim zapachu w powietrzu.
-
Jak się czujesz, Rybko? - mruknęłam, a on się uśmiechnął.
-
Wspaniała trawa - mruknął w odpowiedzi - I mam na sobie moją dziewczynę. Więc
wszystko jest w porządku - Przesunął dłonią po moim tyłku i przechylił głowę na
oparciu kanapy – Chociaż ma na sobie za dużo ubrań.
Seks
z Loganem na haju.
To
oznaczało, że nie będzie się spieszył. Mogło mu to zająć nawet godziny.
Najlepszy.
Lub
najlepsze, kiedy ja to dostawałam, ale zawsze było najlepsze, kiedy to dostałam,
bez względu na to, jak to przyszło.
Niestety,
nawet jeśli było najlepsze, nie mieliśmy godzin.
–
Pamiętasz, że Dot i moi rodzice przychodzą na kolację? - zapytałam.
Przetoczył
się tak, że zostałam przyciśnięta do oparcia kanapy, a jego twarz znalazła się
na mojej szyi – Nie zapomniałem – powiedział w moją skórę – Skończymy do tego
czasu.
-
Wiem, że to zrobimy, Low - powiedziałam mu i wiedziałam to, bo był taki
ostrożny. Nigdy nie zlekceważył moich rodziców. To było częścią tego, co ich
przekonało. Przesunęłam dłońmi po mięśniach jego pleców na jego koszulce i
kontynuowałam – Ale prawdopodobnie nie powinniśmy uprawiać seksu na kanapie,
kiedy moi rodzice zapukają do drzwi.
Podniósł
głowę z mojej szyi i uśmiechnął się do mnie.
Naćpany,
nie naćpany, czujny, senny, zaabsorbowany, skupiony, nie obchodziło mnie to. Za
każdym razem, gdy Logan uśmiechał się do mnie, uwielbiałam to.
I
to nie był wyjątek.
-
Kochanie, jest dopiero druga – poinformował mnie.
–
A ja robię pieczeń – poinformowałam go.
–
Pieczenie zajmuje cztery godziny? - zapytał.
–
Nie, ale kiedy jesteś w określonym nastroju, wyciągnięcie mnie zajmuje ci
cztery godziny.
Wybuchnął
śmiechem, jego ramiona oplatały mnie konwulsyjnie, więc przyciskał mnie do
swojego ciała.
Patrzyłam,
jak to robił, uśmiechając się i kochając to.
Wciąż
się śmiejąc, przysunął się, przygryzając moją dolną wargę, zanim przesunął
ustami po mojej szczęce do ucha.
–
Co powiesz na dwie godziny? - zapytał tam - Czy moja dziewczyna może dać mi dwie
godziny na zabawę, zanim zacznie martwić się o swoją pieczeń?
–
Myślę, że mogę dać ci dwie godziny – powiedziałam z westchnieniem, udając, że
to było trudne, podczas gdy absolutnie nie było.
Ponownie
podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.
Jego
uśmiech zbladł, gdy zbliżył się, by musnąć swoimi ustami moje.
Trzymał
je tam i wytrzymał moje spojrzenie, mówiąc - Znowu zapalę i zrobię to, gdy będę
patrzył, jak mi obciągasz.
O
Boże.
Totalnie
mnie podkręcił.
Kochałam
jego kutasa w jakikolwiek sposób mogłam go zdobyć.
Między
innymi w ten sposób.
Moje
nogi poruszały się z podniecenia.
Jego
oczy zaczęły się tlić – Widzę, że podoba ci się ten pomysł.
-
Tak, kochanie - szepnęłam.
-
Na podłodze między moimi nogami czy na kanapie… - humor mieszał się z żarem w jego
oczach, kiedy skończył - między moimi nogami?
Nie
byłem w nastroju do żartów.
Miałam
ochotę zrobić mojemu mężczyźnie loda, podczas gdy on będzie palił jointa.
-
Co chcesz? - spytałam.
Na
moje pytanie Logan wyczuł mój nastrój.
Wiedziałam
o tym, kiedy warknął - Podłoga.
-
Co tylko zechcesz, Rybko - szepnąłem.
Ja
to powiedziałam. Logan mnie pocałował.
Kiedy
to zakończył, nie mogłam się doczekać, aby się odwdzięczyć i zrobić to dla
niego.
Więc
nie ociągałam się.
Ssałam,
podczas gdy on palił, aż odłożył jointa i pozwolił swojej głowie opaść na
oparcie kanapy, żeby mógł się skoncentrować na tym, co robiłam.
Jego
głowa nie opadała, kiedy przestałam ssać, wspięłam się i zaczęłam go ujeżdżać.
Cała jego uwaga była skupiona na mnie.
Skończyliśmy
na czas, abym mogła przygotować pieczeń i świetnie się bawiliśmy z moją
rodziną, jak zawsze od czasu, kiedy zdali sobie sprawę, że Logan jest dla mnie
tym jedynym i uwierzyli w to, uwierzyli w niego i pozwolili mu wejść do rodziny.
Potem,
kiedy zjedliśmy, zagraliśmy w gry planszowe i wyszli, Logan i ja świetnie się
bawiliśmy.
Ale
tym razem, kiedy to zrobiliśmy, wziął swoje cztery godziny.
A
poza tym jeszcze jedną.
Zasypiając,
kiedy byłam spleciona z moim mężczyzną, pomyślałam, tak jak to było zawsze.
Najlepsze.
I
spałam spokojnie, wiedząc, że miałam to, co najlepsze, dostałam to wcześnie, a
także rozumiejąc w głębi serca, że będę miała całe życie, całe życie Logana.
Całe
życie najlepszych.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 bardzo jestem ciekawa, co dalej, choć High jakoś nie zaskarbił sobie póki co mojej sympatii...
OdpowiedzUsuń