niedziela, 2 kwietnia 2023

11 - Dziura w mojej duszy (cz.1)

 

ROZDZIAŁ 11

Dziura w mojej duszy (cz.1)

Millie

 

Otworzyłam oczy, czując się zdezorientowana i nie wiedząc, gdzie byłam.

Ale poczułam zapach bekonu.

Podniosłam się trochę i zobaczyłam, że byłam w swojej sypialni.

Wróciłam do domu.

Jasne, wróciłam do domu.

Ale co było z bekonem?

Nagle uderzyło mnie to, jakbym była na dnie lawiny, przykrywającej mnie, duszące i w pośpiechu odrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka.

Stałam tam i patrzyłam na siebie.

Byłam w ubraniach, które nosiłam podczas podróży. Bez butów. Bez kurtki.

Rozejrzałam się.

Mój pokój był posprzątany.

Jednak ostatnią rzeczą, którą zapamiętałam, było to, że słabłam w ramionach Logana w łóżku Logana w Chaosie.

Jak się tu dostałam?

Z tą myślą wypatrzyłam podniszczoną czarną skórzaną torbę na moim szezlongu, otwartą, z ubraniami wiszącymi na bokach, a niektóre w leżące na podłodze.

Ostrożnie podeszłam do torby.

Przekopałam się przez ubrania. Melanżowo szary termiczny henley. Wyblakły czarny termiczny henley. Nocny niebieski termiczny henley. Dwie pary wyjątkowo spranych dżinsów. Pas. Czarne skarpetki. Czarne bokserki.

Powoli odwróciłam głowę, by spojrzeć na korytarz.

Był pusty.

Ale zapach bekonu mnie atakował.

Bez zastanowienia moje stopy w skarpetach poniosły mnie w tamtym kierunku, bezszelestnie uderzając o drewnianą podłogę.

Dotarłam do końca korytarza i zatrzymałam się, wyglądając zza rogu.

A tam zobaczyłam Logana chodzącego po mojej kuchni, z mokrymi i zaczesanymi do tyłu włosami, nieogolonego.

Co on tu robił, u licha?

Nie.

M-m.

Nie obchodziło mnie to.

Nie wtedy.

Chciał być w moim domu i gotować bekon po ekstremalnych wydarzeniach poprzedniego dnia?

Cokolwiek.

Jedna rzecz, której nauczyłam się przez ostatnie kilka tygodni, to że muszę dbać o siebie.

A to, czego potrzebowałam, to wydostać się z tych ubrań. Potrzebowałam prysznica. Obie te rzeczy sprawiłyby, że poczułabym się o wiele lepiej i (być może) byłaby w stanie stawić czoła temu, co Logan miał dla mnie w zanadrzu.

Boczek, oczywiście, uniwersalne lekarstwo na wszystko, prawdopodobnie zrobiłby to jeszcze lepiej.

Ponieważ jednak Logan go gotował, nie zamierzałam tam iść.

Wróciłam po własnych śladach i zamknęłam się w łazience.

Lub, bardziej trafnie, odcięłam od tego Logana.

Tam zobaczyłam na blacie z podwójną umywalką (przy umywalce, z której nie korzystałam) puszkę pianki do golenia (chociaż po co to miał i włożył do łazienki, skoro najwyraźniej jej nie używał, nie wiedziałam).

To samo dotyczyło przemyśleń na temat otwartego opakowania maszynek do golenia i golarki elektrycznej. Był też grzebień.

Kiedy poszłam pod prysznic, zobaczyłam butelkę szamponu, który nie był mój i kostkę mydła z zielonymi żyłkami.

Kto jeszcze używa mydła w kostkach?

Wiedziałam kto.

Motocykliści.

Fantastycznie.

Wyglądało na to, że Logan się wprowadził.

Postanowiłam dla własnego spokoju, biorąc pod uwagę, jak niewyraźny był mój umysł i jak nie byłam w stanie go użyć w tym momencie, również to zignorować.

Ciągle ignorowałam różne rzeczy, kiedy zobaczyłam, że Logan troskliwie przyniósł cały mój bagaż spod tylnych drzwi i umieścił go w przechodniej garderobie przy łazience.

Otworzyłam i przekopałam walizkę, wyciągnęłam to, czego potrzebowałam, podjęłam decyzję opartą na tym, co działo się z moją głową i dziwnymi, dokuczliwymi, ale nie niepokojącymi nudnościami, które odczuwałam i wybrałam strój na ten dzień.

Następnie wzięłam długi, gorący prysznic, umyłam włosy szamponem, potraktowałam je odżywką, złuszczyłam skórę (twarz i ciało), ogoliłam się i wyszłam, aby wytrzeć się ręcznikiem, nałożyć balsam, zmyć włosy, tonizować i nawilżyć twarz, a następnie założyć bieliznę i piżamę. Piżama była miękka, szarozielona, bez koronki, z długimi, obcisłymi rękawami, odsłoniętą klatką piersiową i luźno dopasowanymi spodniami.

Niestety, dzięki temu dowiedziałam się, że uzdrawiająca moc prysznica nie rozciąga się na jetlag.

Innymi słowy, nadszedł czas, aby znów się położyć, ułożyć na drzemkę odłożyć zamęt w mojej głowie, dziwne uczucie w brzuchu i obudzić się, mając nadzieję, że Logan skonsumował swój bekon i wyleciał z mojego domu.

Otworzyłam drzwi i zatrzymałam się jak wryta.

Stało się tak, ponieważ Logan tam stał, z wysoko uniesioną ręką, ramieniem oparty o ościeżnicę całym ciężarem. Jego kostki były skrzyżowane, drugą rękę miał zaciśniętą w pięść na biodrze, a dopóki nie otworzyłam drzwi, miał pochyloną głowę, by kontemplować swoje skarpetki.

Ale kiedy otworzyłam drzwi, jego oczy spotkały się z moimi.

Były ciepłe. Były zaniepokojone.

Były Loganem.

– Hej, mała – powiedział cicho.

Myślałam, że byłam martwa w środku.

Odeszłam.

Zniknęłam.

Więc jak on mógł nadal mnie zabijać?

Nie odpowiedziałam mu. Ominęłam go i poszłam prosto do łóżka.

Weszłam do środka, naciągnęłam kołdrę aż po uszy i zamknęłam oczy.

Nie było go.

To się nie działo.

Wczoraj się nie wydarzyło.

Miałam bardzo dziwny, długi, szalony sen.

Łóżko się poruszyło i wiedziałam, że na nim usiadł.

Gówno.

Był tam.

Zacisnęłam zęby i walczyłam z krzykiem frustracji.

– Nadal jesteś zmęczona? - zapytał.

- Odejdź - odpowiedziałam.

Nic na to nie powiedział, ale łóżko znów się poruszyło, kiedy przesunął się, by naciągnąć kołdrę na moje ramię, a następnie zablokował je tam, kiedy pochylił się nade mną, kładąc swój ciężar na kołdrze przy mojej klatce piersiowej.

- Myślę, że najlepiej będzie, jak nie będziesz spała w dzień, Millie. Musisz przyzwyczaić się do powrotu do czasu Denver. I musisz mieć w sobie trochę jedzenia.

Musiałam przyzwyczaić się do powrotu do czasu Denver?

Skąd wiedział, że nie byłam w czasie Denver?

Nie pytałam o to, bo nie obchodziła mnie jego odpowiedź (jak sobie wmawiałam).

– Zrobię to wszystko, kiedy odejdziesz – powiedziałam głośno z zamkniętymi oczami.

– Nie odchodzę, piękna – powiedział łagodnie.

Dlaczego?

Z drugiej strony, w tych dniach, dlaczego Logan cokolwiek robił?

– Oczywiście, że nie – westchnęłam.

– Usiądź – rozkazał – Przyniosę ci trochę jedzenia.

Co dziwne, chociaż czułam mdłości, czułam też głód.

I oczywiście był bekon.

To zdecydowało.

Odepchnęłam się, unikając jego ciała, kiedy siedział na łóżku za mną i usiadłam.

– Zaraz wracam – mruknął.

Nic nie powiedziałam. Ułożyłam narzutę starannie złożoną na moich kolanach.

Powrót do mnie z jedzeniem zajął mu więcej czasu niż mnie ułożenie narzuty, ale przynajmniej w tym czasie udało mi się obmyślić strategię.

Byłam zmęczona. Miałam mdłości. Miałam jetlag. Dzień wcześniej przeżyłam ogromny dramat. Miałam wiele powodów, by być cicho, które prawdopodobnie zrozumiałby, a zatem nie kwestionował, kiedy bym jadła. Potem, jeśli tak naprawdę nie straciłabym przytomności, udawałabym, że straciłam przytomność.

Kiedy bym udawałam (lub naprawdę była nieprzytomna), miałem nadzieję, że Logan by odszedł.

Jeśli tego nie zrobi, wykorzystam ten czas, aby wymyślić strategię, która zmusi go, by odszedł.

Z tym planem poczułam się lepiej, kiedy wrócił, niosąc talerz w jednej ręce i kubek kawy w drugiej.

Brak tacy.

– Nie przyniosłeś tacy – wypaliłam.

Był dla mnie oczami, gdy szedł w moją stronę i nie wahał się ani kroku, kiedy zapytał - Taca?

- Jeśli jem śniadanie w łóżku, powinno być na tacy.

Zatrzymał się przy brzegu łóżka i spojrzał na mnie.

Boże, był wysoki.

A jego ramiona były naprawdę szerokie.

I dokonał idealnego wyboru mody zimowej, nawet jeśli była indywidualna, a jedyną różnorodnością był kolor i niuans wyblakłych dżinsów. Dopasowana termoaktywna koszulka henley leżała na nim idealne. Zwłaszcza ta w kolorze wina, którą miał na sobie.

– Nigdy nikomu nie przynosiłem śniadania do łóżka, nie znałem protokołu – mruknął.

Przesunęłam wzrok z jego koszulki termalnej na klatkę piersiową na jego twarz, by zobaczyć jego wykrzywione usta.

One też były idealne.

– Mogłabym posmarować swoją pościel tłuszczem z bekonu – poinformowałam go wyniośle.

- Wypierze się – odpowiedział, pochylając się, by postawić moją filiżankę na stoliku nocnym (bez podstawki!), jednocześnie oferując mi talerz z czterema plastrami bekonu, ogromną kupką puszystych jajek i dwoma plasterkami chleba obficie posmarowanego masłem i galaretką winogronową.

Więcej katastrof czekało moje prześcieradła.

Wzięłam go od niego automatycznie, mówiąc mu - Tłuszcz z bekonu nie jest łatwy do usunięcia. A co jeśli dostanie się na poszwę na kołdrę? To może być kataklizm.

Uniósł brwi.

Również doskonałość.

Dlaczego, och, dlaczego, kiedy wydawało mi się, że znikam, ja… po prostu… tego nie robiłam?

- Tłuszcz na twoich prześcieradłach jest kataklizmem? - zapytał.

- Kiedykolwiek próbowałeś usunąć tłuszcz z czegokolwiek? - zapytałam z powrotem.

Jego usta ponownie wykrzywiły się na jego - Nie.

- W takim razie nie zrozumiesz. Ponadto ten zestaw pościeli ma swoje lata. A jest doskonały. Jeśli coś się stanie, nigdy nie będę w stanie tego zastąpić.

– Kurwa, masz rację – stwierdził - To jest kataklizm.

Poczułam ucisk w klatce piersiowej.

Był słodki, delikatny, troskliwy i żartobliwy.

Innymi słowy, rozmowa z nim totalnie pieprzyła się z moją strategią jedzenia, a potem udawania omdlenia i wymyślania nowej strategii, żeby się go pozbyć.

Musiałam więc przestać się do niego odzywać.

Ruszyłam się i postawiłam talerz na szafce nocnej, abym mogła wstać z łóżka i zrobiłam to mamrocząc - Zjem w kuchni.

Ręka wylądowała mocno na moim ramieniu, naciskając, a ja odchyliłam głowę do tyłu.

Kiedy napotkałam jego wzrok, powiedział - Przyniosę pieprzoną tacę. Gdzie to jest?

Logan miał przynieść mi tacę.

Gapiłam się na niego.

Najwyraźniej robiłam to zbyt długo, ponieważ wyprostował się i odwrócił, mówiąc - Nieważne. Znajdę to.

Potem wyszedł z mojego pokoju.

Coś przyszło mi do głowy w chwili, gdy zniknął i krzyknęłam - Przynieś podstawkę! Są w szufladach stolika kawowego w salonie!

Usłyszałem odległe „Jezu”, a potem nic.

Wtedy pomyślałam, żeby wyjść przez okno.

Byłam w piżamie, miałam mokre włosy i nie byłam całkowicie zdolna do myślenia, prawdopodobnie z innych powodów niż tylko to, że miałam jetlag, ale nie sądziłam, że bieganie w mrozie w piżamie z mokrymi włosami byłoby dobrym pomysłem.

Więc zamiast tego sięgnęłam po kawę i wypiłam łyk.

Potem wpatrywałam się w śniadanie i miałam nadzieję, że nie będzie marudził. Wyglądało pysznie, a takie jedzenie było o wiele smaczniejsze, gdy było ciepłe.

Nie myślałam o tym, że to ugotował.

Kiedy byliśmy razem, Logan gotował, ale niewiele. To dlatego, że ja uwielbiałam gotować, a on uwielbiał pozwalać mi robić to, co kochałam. Ale częścią kochania było robienie czegoś dla mojego mężczyzny, dbanie o niego.

Kiedy gotował, nie było źle, nie było wspaniale, chociaż pod koniec naprawdę dobrze radził sobie z grillem i potrafił zrobić wspaniałe ziemniaki.

Najwyraźniej jego umiejętności się polepszyły, przynajmniej jeśli chodziło o jajka.

Wrócił z tacą, którą kupiłam z myślą o wystawianiu przystawek i serwowaniu na niej fantastycznych koktajli podczas przyjęć, z których ostatecznie żadnego nigdy nie wydałam.

Okazało się, że było na nim więcej jedzenia, a zdecydowanie kolejny kubek kawy.

Podszedł prosto do mnie, postawił tacę na moich kolanach, wziął z niej podstawkę i rzucił ją na moją szafkę nocną, po czym zabrał z niej talerz z jedzeniem i kubek kawy i odszedł. Patrzyłam z niepokojem, jak okrążał łóżko i stawiał swój kubek z kawą (nie na podstawce) na moim drugim stoliku nocnym. Potem wspiął się do mnie do łóżka, usiadł plecami do wezgłowia, z wyciągniętymi nogami, stopami w skarpetach skrzyżowanymi w kostkach, i widelcem nakłuł jajka.

Siedziałam bez ruchu, gapiąc się na niego jedzącego w moim łóżku.

Ze mną.

Co się działo?

Z wciąż pełnymi ustami odwrócił się do mnie i poprosił - Podaj mi drugą podstawkę, dobrze, kochanie?

Mój mózg całkowicie przestał funkcjonować, spojrzałam na tacę, zobaczyłam tam drugą podstawkę, w milczeniu podniosłam ją i podałam mu.

Wziął ją, skręcił się, zostałam potraktowana rozciąganiem na jego żebrach i bocznych mięśniach jego koszulką termiczną i robił to ciasno, kiedy stawiał swój kubek na podstawce. Potem usiadł z powrotem, a jego wzrok przesunął się na mnie.

- Jedz - rozkazał niskim głosem.

– Co się dzieje? - spytałam.

– Jedz – powtórzył.

Zwróciłam się do niego bardziej - Co się dzieje, High? Dlaczego tu jesteś? Dlaczego robisz bekon? Dlaczego jesz moje jedzenie?

– Dot cię zaopatrzyła, ale nie kupiła jajek i bekonu, Millie. To z Chaosu – powiedział mi - Teraz, to gówno jest zajebiście dobre, więc chwyć je, zanim wystygnie i jedz.

To było z Chaosu.

Odwróciłam się i spojrzałam na swoje jedzenie jak kobieta, której właśnie powiedziano, że jej posiłek zawiera arszenik.

Z boku mnie dobiegło ostrzeżenie - Jedz albo cię nakarmię, Millie.

Nie miałam ochoty tego sprawdzać.

Do diabła, prawdopodobnie nigdy nie byłabym w nastroju, aby to przetestować.

Więc go nie testowałam.

Chwyciłam talerz, położyłam go na tacy, wysunęłam widelec spod jedzenia i dźgnęłam jajka.

Włożyłam je do ust.

Był ser, ostry cheddar. Był czosnek, nie za dużo. Świeżo mielony pieprz, co było miłe. I coś jeszcze pikantnego i aromatycznego, czego nie mogłam wskazać palcem.

Potem to zrobiłam.

Odrobina oregano zapewniająca miłą niespodziankę.

Cholera, Logan dodał oregano do jajek.

Boże.

Jedzenie było jeszcze ciepłe. Bekon wypieczony do perfekcji. Tosty lekko i fachowo opiekane. A moja kawa miała odrobinę śmietanki, bez cukru i była bardzo mocna, tak jak lubiłam.

Jak zawsze lubiłam.

Zmusiłam się do jedzenia, za bardzo się nim ciesząc, ale robiąc to, powiedziałam sobie, że nie będę płakać.

Zamierzałam zjeść, zemdleć i obudzić się z czystą głową, a potem znaleźć słowa, by zakomunikować Loganowi, że nasza gra została rozegrana, że wygrał, a ja zostawiam go z jego życiem w Denver.

Logan wtrącił się w moje myśli - Ile masz tych piżamek?

- Kilka - mruknęłam, wgryzając się w plasterek bekonu, ignorując to, że ponownie użył słowa piżamka, a dokładniej, jakie to było słodkie.

– Mhm – mruknął. Było to szorstkie i warczące, co nie było ani trochę urocze i poczułam dreszcze na udach.

Nie potrzebowałam dreszczy.

Kiedykolwiek.

Skupiłam się na moim bekonie, decydując się przyspieszyć, więc ugryzłam i szybko przeżułam.

– Zeszłej nocy spadł śnieg – stwierdził Logan - Poważny. Śnieg padał przez cały wczorajszy dzień i całą noc i nadal pada. Dwie stopy i dostaniemy więcej. Mówią, że, jak nie musisz nigdzie iść, nie rób tego.

Och, nie.

Będę siedziała zamknięta w domu z Loganem podczas zamieci?

To nie mogło się zdarzyć.

Odwróciłam się do niego – W takim razie musisz zjeść i wyjść.

Wziął kęs tosta i spojrzał na mnie, mówiąc i żując - Mówię to jeszcze raz, mała. Nie odchodzę.

- Dlaczego? - zapytałam.

- Dlaczego? - zapytał z powrotem.

- Tak, High. Dlaczego?

Przechylił głowę na bok, otworzył usta i zamknął je.

Studiował mnie i robił to przez jakiś czas.

Potem spojrzał z powrotem na talerz, który trzymał przed sobą, i powiedział - Porozmawiamy po jedzeniu.

– Skoro śnieg tak pada, to musisz już iść – zauważyłam.

Spojrzał na mnie, a jego głos był cichy, kiedy odpowiedział - Zostaw to. To walka, której nie wygrasz. Pogadamy po jedzeniu, ale nigdzie się nie wybieram, Millie. I mam to na myśli na wiele sposobów, więc najlepiej zacznij się do tego przyzwyczajać już teraz.

Ogarnęła mnie panika i skręciłam dalej w jego stronę - High...

Jedz – rozkazał nieustępliwie - Potem porozmawiamy.

Gapiłam się na niego, strach zaczął napływać do mojego krwioobiegu, po czym odwróciłam się z powrotem do talerza i jadłam.

Szybko.

Rozdrabniam to, połykam, zmywam talerz w mgnieniu oka.

Potem zwróciłam się do niego.

– Gotowe – oznajmiłam, wciąż trzymając w ustach na wpół przeżuty tost.

Usta miał wykrzywione, gdy odpowiedział - Chryste.

Z trudem przełknęłam i oświadczyłam - Porozmawiamy w salonie.

Zanim zdążyłam się ruszyć, położył swój talerz na moim na tacy i zdjął tacę z moich kolan. Następnie pochylił się tak głęboko we mnie, że jego brzuch był przyciśnięty do moich ud i zrobił to tak, że mógł upuścić tacę z brzękiem na podłogę.

Zanim się zorientowałam, o co mu chodziło, wygiął się w łuk, chwycił mnie, przesunął, zaczepił, skręcił i pociągnął, tak że był ze mną pod kołdrą. Przeciągnął mnie, rolując przez swoje ciało i przygwoździł plecami w łóżku, tak że leżał na mnie.

Ogarnęła mnie panika, więc zaczęłam dyszeć.

Potem dostrzegłam wyraz jego twarzy i zaczęłam łapać powietrze.

– Rozumiem – szepnął.

- T-tak - wyjąkałam - Zrozumiałeś. Dałem ci to. A teraz ma być już po wszystkim.

– Rozumiem – powtórzył dziwnie.

- Logan, mówiłam ci, że to się skończyło.

- Rozumiem i zrobiłbym to samo.

Spojrzałam na niego.

Podniósł rękę, czubkami palców prześledził linię włosów wzdłuż mojej twarzy i mówił dalej.

- Gdybym się dowiedział, że to ja, dowiedziałbym się, że nie mogę dać ci wszystkiego, zrobiłbym to samo, Millie. Zrobiłbym to, żebyś miała to wszystko i zrobiłbym to brzydko, żebyś odeszła ode mnie i nigdy nie oglądała się za siebie, żebyś mogła to mieć - Zbliżył swoją twarz do mojej - Więc rozumiem. Rozumiem, dlaczego zrobiłaś to, co zrobiłaś. Całkowicie cholernie to rozumiem.

Okej.

To było dobre. Lepiej niż dobrze. Poluzowało uścisk, który chwycił moje serce w chwili, gdy odwrócił się i odszedł ode mnie, pozwalając mu znowu bić, prawie jak zwykle.

Ale nie.

Dobrze, że wiedział. To wspaniale, że zrozumiał.

Ale to już koniec.

– Cieszę się, że rozumiesz – odparłam – I dziękuję, że się tym ze mną podzieliłeś – ciągnęłam - Jednak nie rozumiem, dlaczego czujesz potrzebę zrobienia tego, leżąc na mnie w moim łóżku.

Jego głowa cofnęła się o kilka cali.

- Co mówisz? - zapytał.

- Wszystko zostało powiedziane, High, gra została rozegrana. Nie ma więcej ruchów do wykonania. Więc to koniec i nadszedł czas, abyśmy oboje zostawili to za sobą i ruszyli dalej.

– Zostawili to za sobą i ruszyli dalej – papugował z niedowierzaniem.

- Tak. To, co mamy, jest szkodliwe i niezdrowe i musimy położyć temu kres i żyć dalej.

Patrzył na mnie z góry, a ja napięłam się, kiedy jego wyraz twarzy zaczął się zmieniać.

Napięłam się jeszcze bardziej, kiedy jego twarz nagle się rozjaśniła i ryknął śmiechem, jego ciężar wbił się we mnie, jego głowa opadła tak, że jego czoło spoczęło na mojej kości policzkowej, a jego włosy łaskotały skórę mojej twarzy.

- High - popchnęłam go.

Ciągle się śmiał.

- High! – warknęłam, pchając go mocniej.

Podniósł głowę, jego oczy błyszczały, linie rozchodzące się promieniście po ich bokach zmarszczyły się, ciało drżało od chichotu, który wciąż miał nad nim kontrolę i znowu to było.

Doskonałość.

Dość!

- Zejdź ze mnie - zażądałam.

– Mała – odpowiedział.

Słuchałam.

Nie powiedział nic więcej, po prostu płynął na fali swojego rozbawienia, aż w naturalny sposób umarło.

Wtedy mnie to uderzyło. Pamięć. Wspomnienie, że było wiele okazji, kiedy Logan mówił jak twardziele.

W Słowniku Twardzieli było tylko kilka słów, ale każde z nich miało wiele znaczeń. Były wśród nich Piękna, Chryste, kurwa, Jezu i gówno.

Ale najczęściej używanym było Mała.

Wyszłam z praktyki. Nie miałam pojęcia, co oznaczało to konkretne mała.

I nie zamierzałam się tego dowiedzieć.

– Nic ma w tym nie zabawnego – warknęłam - Nie zapominajmy, że ja przyszłam do ciebie, aby powiedzieć ci to, co powiedziałam ci wczoraj, a ty mnie upokorzyłeś w swoim wypasionym kamperze.

Kiedy przestałam mówić, na jego twarzy nie było rozbawienia.

Nie.

Zamiast tego przesunął się nade mną tak, że całkowicie mnie zakrył. Dźwigałam znaczną część jego ogromnego ciężaru, a on uniósł drugą rękę, aby móc użyć ich obu do przytrzymania mojej głowy po obu stronach.

Innymi słowy, nie miałam drogi ucieczki.

- Tak - warknął - Zrobiłem to. Zrobiłem to celowo. Byłem kutasem i celowo nim byłem. Ponieważ to, co nam zrobiłaś cholernie zniszczyło mnie i nigdy nie poskładałem kawałków z powrotem. Ale, Millie, zrobiłem to z innych powodów. Zrobiłem to dla samoobrony. Zrobiłem to, bo byłaś z powrotem w taki sposób, jak byłaś z powrotem, w moim łóżku, z dupą w powietrzu dla mnie, biorąc mojego kutasa i poczułem cię, czułem twój zapach, słyszałem cię i zobaczyłem tusz na twoich plecach na stałe oświadczający, że jesteś moja, kiedy skłamałaś z powodów, których nie rozumiałem. I wszystko, o czym mogłem myśleć, to to, że chcę cię pieprzyć, słuchać, jak bardzo kochasz mnie brać, czuć, jak mój kutas tonie w tobie, i chciałem tego, dopóki nie przestałbym oddychać. Gdybym miał cię na plecach, zobaczyłbym twoją twarz i to więcej by mnie pieprzyło. Z dwojga złego wybrałem mniejsze zło. Więc musiałem zakryć to gówno na twoich plecach, by do tego nie odpuścić i nie pozwolić ci ponownie doprowadzić mnie do krawędzi i przekonać do skoku.

O mój Boże.

- High - wyszeptałam, a on przeciągnął kciukiem po moim policzku, przyciskając go do mojej dolnej wargi, aż zahaczył o krawędź moich zębów i przysunął się tak, że byliśmy tak blisko, że nie widziałam nic oprócz niego.

- Dla ciebie jestem Logan - jego głos zachrypiał, drażniąc moją skórę.

Mimo jego uścisku na moich ustach, wydusiłam z siebie - Ja…

To było wszystko, co mogłam zrobić.

- Czujesz się słodko. Czujesz się przestraszona. Czujesz się szczęśliwa. Czujesz się smutna. Jak czujesz cokolwiek, używaj wobec mnie mojego imienia. Możesz mówić do mnie High. Ale nie w takich chwilach jak teraz. W chwilach takich jak teraz jestem Logan.

Nie byłam do końca pewna, czy dokładnie rozumiem różne okazje, w których mogę używać jego różnych imion, ale czułam, że w jego obecnym nastroju powinnam się zgodzić.

Więc powiedziałam - Okej.

Przesunął kciukiem od moich ust do skóry pod moim policzkiem i lekko nacisnął.

Potem ciągnął dalej.

– Powstrzymałem cię w tym – kontynuował wyjaśnianie – Przytrzymałem cię, zakrywając ten tusz. Nie byłaś cipką bez twarzy, Millie. Nigdy nie mogłabyś taką być i cholernie o tym wiesz. Nawet jeśli o tym zapomnisz, to, co nastąpiło później, powiedziałoby ci, że to gówno nie może być prawdą.

- To, co przyszło później, nie było dużo zdrowsze - powiedziałam z wahaniem.

Cofnął się o cal i lekko przechylił głowę - Tak? Tak myślisz?

Co?

On nie?

- Oczywiście - powiedziałam cicho - Byłeś tam. Musisz myśleć o tym samym.

- Może trzy tygodnie temu, kiedy nie miałem wszystkiego. Teraz. Kurwa, nie.

– To nie było zdrowe, Logan.

– Nie miałem cię dość, Millie.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze.

- Nie mogłem wyrzucić cię z mojej głowy. Nie spocząłem, dopóki nie znalazłem nowego powodu, by wejść w twoją przestrzeń. Jak znalazłem te powody, wszedłem w twoją przestrzeń. Gdybym miał cię w dupie, nie śledziłbym cię przez czterdzieści pięć pieprzonych minut, od chwili, gdy zobaczyłem cię na zjeździe u Billa i znalazłem szansę, by cię nachodzić. Gdybyś nic dla mnie nie znaczyła, zobaczyłbym cię i wyrzucił z głowy. Nie zrobiłem tego. Nachodziłem cię. Pocałowałaś mnie. Pieprzyłem cię. I ciągle wracałem po więcej.

Okej.

Do diabła.

Okej.

Gówno.

To miało sens.

– A ty – kontynuował - Gdybym cię nie obchodził, poszłabyś dalej, nie widziałabyś, jak kupowałem burrito i nie szukałabyś mnie. Jak usłyszałabyś, co powiedziałem, poczuła, co to znaczyło i żyłabyś dalej. Nie zrobiłaś tego. Znalazłaś mnie. Pocałowałaś mnie. Wzięłaś mojego kutasa. I nawet pomimo tego, jak ci to odebrałem, kiedy wracałem po więcej, ty wciąż to brałaś. Nie chciałabyś tego, wiesz, że jak wyraziłabyś się jasno, odszedłbym. Nie wyjaśniłaś tego. Weszłaś do tej popieprzonej gry, w którą graliśmy, bo potrzebowałaś tego, co dostawałaś, niezdrowego lub nie. Tak jak ja, jeśli chodzi o ciebie, wzięłabyś wszystko, co mogłabyś dostać.

Wzięłabyś wszystko, co mogłabyś dostać.

Wzięłabym. Z Loganem, tak.

Aż do dnia mojej śmierci.

Próbowałam odwrócić twarz, by zyskać odrobinę prywatności, by przetworzyć jego słowa, ale on naciskał, żebym się na nim skupiła.

– Musisz ze mnie zejść, Logan – wyszeptałam.

– Zrobiłaś źle – odpowiedział.

Spojrzałam na niego.

- Zrobiłaś źle i z perspektywy czasu to widać. Nie ma mowy, kurwa, kochanie, nie ma pieprzonej mowy, że powinnaś była podjąć decyzję, którą podjęłaś, by zakończyć nas całkiem na własną rękę. Powinnaś była mi powiedzieć.

Moje serce zaczęło walić z innego rodzaju paniki, a moje słowa wciąż były szeptem, kiedy powiedziałam - Ale powiedziałeś mi, że to rozumiesz.

- Miałaś dwadzieścia jeden lat, byłaś o wiele za kurewsko młoda, by rozumieć to, co my mieliśmy, czuć, co to znaczyło, wiedzieć, że mieliśmy przed sobą dużo życia i mieć go wystarczająco dużo na swoim koncie, by dokonać właściwego wyboru. Pamiętam, co czułem, mając dwadzieścia cztery lata, jak położyłaś nam kres, więc mogłem się tam cofnąć i zrozumieć, gdzie byłaś i dlaczego zrobiłaś to, co zrobiłaś. Ale nadal było złe.

- Proszę, Logan…

- Powinnaś była mi powiedzieć.

Zamknęłam usta i zacisnęłam wargi, żeby nie drżały.

Przesunął z powrotem do nich kciuk, tym razem delikatnie i przyłożył opuszek do moich ust.

- Powinnaś była mi powiedzieć - wyszeptał - Bo teraz nie mogę ci udowodnić, że byłaś wszystkim, czego chciałem. Byłaś wszystkim, czego potrzebowałem. Odebrałaś mi tę szansę i było to równie ważne wtedy, jak teraz, kiedy wiesz to aż do kości, Millie. Dałaś mi to, co myślałaś, że powinienem mieć i jestem ci wdzięczny, tak cholernie wdzięczny, mała. Kiedy poznasz Cleo i Zadie, przekonasz się, jak bardzo jestem wdzięczny. Kocham moje dziewczynki. Cholernie je kocham, to światła mojego życia. Ale to jest cholerna, pieprzona prawda, że miałbym wszystko, czego potrzebowałem. Miałbym wszystko, gdybym miał w życiu tylko ciebie. A ty odebrałaś mi szansę, żeby ci to pokazać. Odebrałaś mi też szansę pomocy ci w zdobyciu wiedzy, że to, że nie mogliśmy mieć rodziny i wspólnie budować nowe marzenie, cięło głęboko. Sama podjęłaś te decyzje, nie dzieląc się ze mną. I to było złe.

Kiedy poznasz Cleo i Zadie.

Mój głos drżał, kiedy zażądałam - Musisz zejść ze mnie.

Wywarł nacisk na moją głowę.

– Nie rozumiesz mnie – warknął.

Myślałam, że skupił całą moją uwagę, ale sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że poświęcałam mu jej więcej.

- To nie chodzi o to, że zrzucam winę na ciebie - ciągnął - Nie chcę wsadzać ci jeszcze więcej gówna do głowy, żeby ci z tym w niej pieprzyć. Mówiłem ci, że to złapałem i rozumiem. Wtedy, mając dwadzieścia cztery lata, wiedząc, jak bardzo chciałaś mieć dzieci, wiedząc, jak bardzo oboje chcieliśmy zbudować rodzinę, gdybym dowiedział się, że to ja byłem tym, który mógł ci to odebrać, kochałem cię tak cholernie mocno, nie mógłbym tego znieść. Nie byłbym w stanie żyć z tym ciężarem przez całe życie z tobą. I zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, aby stać się mężczyzną niegodnym ciebie, upewniłbym się, że o tym wiesz. To by mnie zabiło. Ale żyłbym, żyjąc martwy w środku, wiedząc, że ci to dałem.

Jego twarz ponownie się zbliżyła, a ja wstrzymałam oddech.

- Więc rozumiem. Rozumiem, co dla mnie zrobiłaś, bo wtedy zrobiłbym to samo. A ty dałaś mi to, czego według ciebie potrzebowałem i jestem ci wdzięczny, Millie. Ale poza tym przez lata oboje dostaliśmy coś innego. Nie jesteśmy młodzi i głupi, tak pochłonięci miłością, że ślepi. Mamy życie za pasem i teraz wiemy lepiej. Mówię więc, że w przyszłości wyciągnij wnioski z tego, co straciliśmy i nigdy więcej nie rób takiego gówna.

W przyszłości.

Czy on mówił…?

- W przyszłości? - zakrztusiłam się.

– W przyszłości – stwierdził wyraźnie.

- Ja… ty… my… - Potrząsnęłam głową w jego dłoniach – Chcesz powiedzieć, że powinniśmy zacząć od miejsca, w którym skończyliśmy?

Jego odpowiedź była natychmiastowa.

– Czy to się dla ciebie kiedykolwiek skończyło?

Moje ciało szarpnęło się pod nim, a palce zacisnęły się w pięści na łóżku po moich bokach.

Mógł nie widzieć moich dłoni, ale wyczuł moją reakcję i ją odczytał.

- Nie – stwierdził - Jesteś duchem, a ja żyłem życiem nawiedzanym przez twojego ducha, więc nie ma miejsca, w którym skończyliśmy, ponieważ nigdy nie skończyliśmy. Wciąż tam jesteśmy. Teraz musimy tylko znaleźć sposób, żeby rzucić to gówno za siebie i iść dalej.

Zaczęłam coś mówić, ale on mówił dalej, zanim zdążyłam to wykrztusić.

- A sposób, w jaki to robimy, nie uwzględnia podstawek.

Moje ciało ponownie drgnęło, zaskoczone jego dziwaczną deklaracją.

I z różnych powodów, a wszystkie były związane z samoobroną, skupiłam się tylko na tym.

– Mam ładne rzeczy, Logan – poinformowałam go o czymś, co absolutnie mógł zobaczyć.

- I ty zarabiasz kupę siana, inwestujesz to, a ja nie jestem w tyle. Jeśli pobrudzisz sobie prześcieradło tłuszczem z bekonu, kotku, kupimy nowe i kogo to obchodzi?

- Mnie obchodzi - warknęłam – Te prześcieradła są doskonałe. Znalezienie tych prześcieradeł zajęło mi dwa lata. Nie muszę spędzać kolejnych dwóch lat na szukaniu nowych prześcieradeł, które będą idealne.

- Kiedy będę w łóżku obok ciebie, zrobię tak, żebyś nie myślała o pościeli.

Gdyby był obok mnie, spałabym na łóżku z potłuczonego szkła i nie przejmowałabym się tym.

To nie było coś, czym zamierzałam się dzielić w tym momencie.

Więc zamiast tego podzieliłam się - Mam namiary na dwa himalajskie kotki od lokalnego hodowcy, a one pasują do tej pościeli. Dałam na nie depozyt. Koty mogą żyć piętnaście, dwadzieścia lat. I, szczerze mówiąc, kiedy ostatnio szukałam, wydawało mi się, że znalezienie odpowiednich prześcieradeł zajmie dwadzieścia lat. Jeśli dodasz do tego koty, te prześcieradła muszą wystarczyć na długi czas.

- Dobierasz koty, żeby pasowały do ​​twojego domu? - zapytał z otwartym, zdumieniem motocyklisty, twardego, gorącego faceta.

- Oczywiście - odpowiedziałem, jakby to było całkowicie rozsądne - Dom i pościel. To wszystko jedzie ze mną do Arizony. Łącznie z kotami, którymi moja mama jest zachwycona, bo kocha zwierzęta. I mogę je zaraz odebrać, każdego dnia.

Najwyraźniej powiedziałam niewłaściwą rzecz, ponieważ burza, która zagroziła jego wyrazowi twarzy we wcześniejszej części rozmowy, przyćmiła jego rysy i tym razem się nie rozjaśniła.

Znowu zirytowanym głosem oświadczył - Nie jedziesz do Arizony.

- Wszystko jest załatwione – odpowiedziałam.

- Mała, czy ty w ogóle słuchałaś?

Zamknęłam się.

On nie.

- Wyjeżdżasz z miasta, żeby uciec ode mnie, a gówno zmieniło się w cholernie wielki sposób.

O Boże.

Wyszło na to, że tak.

– Och, jasne – mruknęłam.

- Właśnie - wycedził.

- Jestem poważnie jetlag - wyjaśniłam.

- Masz szczęście, że masz tę wymówkę, bo teraz naprawdę miałabyś obity tyłek.

Poczułam, jak moje oczy zrobiły się duże.

- Żartujesz? - domagałam się wiedzy.

– Kotku – warknął - Dwadzieścia lat rozdzieleni, byłem nawiedzany przez ciebie, chodząc z dziurą w duszy, wróciliśmy do siebie i rozmawiamy o kotach, a ty jedziesz do Arizony? Nie, kurwa, nie żartuję.

Chodząc z dziurą w duszy.


#####

CDN (przepraszam, nie dam rady dzisiaj dokończyć tego rozdziału)

3 komentarze: