ROZDZIAŁ
11
Dziura
w mojej duszy (cz.1)
Millie
Otworzyłam
oczy, czując się zdezorientowana i nie wiedząc, gdzie byłam.
Ale
poczułam zapach bekonu.
Podniosłam
się trochę i zobaczyłam, że byłam w swojej sypialni.
Wróciłam
do domu.
Jasne,
wróciłam do domu.
Ale
co było z bekonem?
Nagle
uderzyło mnie to, jakbym była na dnie lawiny, przykrywającej mnie, duszące i w
pośpiechu odrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka.
Stałam
tam i patrzyłam na siebie.
Byłam
w ubraniach, które nosiłam podczas podróży. Bez butów. Bez kurtki.
Rozejrzałam
się.
Mój
pokój był posprzątany.
Jednak
ostatnią rzeczą, którą zapamiętałam, było to, że słabłam w ramionach Logana w
łóżku Logana w Chaosie.
Jak
się tu dostałam?
Z
tą myślą wypatrzyłam podniszczoną czarną skórzaną torbę na moim szezlongu,
otwartą, z ubraniami wiszącymi na bokach, a niektóre w leżące na podłodze.
Ostrożnie
podeszłam do torby.
Przekopałam
się przez ubrania. Melanżowo szary termiczny henley. Wyblakły czarny termiczny
henley. Nocny niebieski termiczny henley. Dwie pary wyjątkowo spranych dżinsów.
Pas. Czarne skarpetki. Czarne bokserki.
Powoli
odwróciłam głowę, by spojrzeć na korytarz.
Był
pusty.
Ale
zapach bekonu mnie atakował.
Bez
zastanowienia moje stopy w skarpetach poniosły mnie w tamtym kierunku,
bezszelestnie uderzając o drewnianą podłogę.
Dotarłam
do końca korytarza i zatrzymałam się, wyglądając zza rogu.
A
tam zobaczyłam Logana chodzącego po mojej kuchni, z mokrymi i zaczesanymi do
tyłu włosami, nieogolonego.
Co
on tu robił, u licha?
Nie.
M-m.
Nie
obchodziło mnie to.
Nie
wtedy.
Chciał
być w moim domu i gotować bekon po ekstremalnych wydarzeniach poprzedniego
dnia?
Cokolwiek.
Jedna
rzecz, której nauczyłam się przez ostatnie kilka tygodni, to że muszę dbać o siebie.
A
to, czego potrzebowałam, to wydostać się z tych ubrań. Potrzebowałam prysznica.
Obie te rzeczy sprawiłyby, że poczułabym się o wiele lepiej i (być może) byłaby
w stanie stawić czoła temu, co Logan miał dla mnie w zanadrzu.
Boczek,
oczywiście, uniwersalne lekarstwo na wszystko, prawdopodobnie zrobiłby to
jeszcze lepiej.
Ponieważ
jednak Logan go gotował, nie zamierzałam tam iść.
Wróciłam
po własnych śladach i zamknęłam się w łazience.
Lub,
bardziej trafnie, odcięłam od tego Logana.
Tam
zobaczyłam na blacie z podwójną umywalką (przy umywalce, z której nie korzystałam)
puszkę pianki do golenia (chociaż po co to miał i włożył do łazienki, skoro
najwyraźniej jej nie używał, nie wiedziałam).
To
samo dotyczyło przemyśleń na temat otwartego opakowania maszynek do golenia i
golarki elektrycznej. Był też grzebień.
Kiedy
poszłam pod prysznic, zobaczyłam butelkę szamponu, który nie był mój i kostkę
mydła z zielonymi żyłkami.
Kto
jeszcze używa mydła w kostkach?
Wiedziałam
kto.
Motocykliści.
Fantastycznie.
Wyglądało
na to, że Logan się wprowadził.
Postanowiłam
dla własnego spokoju, biorąc pod uwagę, jak niewyraźny był mój umysł i jak nie
byłam w stanie go użyć w tym momencie, również to zignorować.
Ciągle
ignorowałam różne rzeczy, kiedy zobaczyłam, że Logan troskliwie przyniósł cały
mój bagaż spod tylnych drzwi i umieścił go w przechodniej garderobie przy
łazience.
Otworzyłam
i przekopałam walizkę, wyciągnęłam to, czego potrzebowałam, podjęłam decyzję
opartą na tym, co działo się z moją głową i dziwnymi, dokuczliwymi, ale nie
niepokojącymi nudnościami, które odczuwałam i wybrałam strój na ten dzień.
Następnie
wzięłam długi, gorący prysznic, umyłam włosy szamponem, potraktowałam je odżywką,
złuszczyłam skórę (twarz i ciało), ogoliłam się i wyszłam, aby wytrzeć się
ręcznikiem, nałożyć balsam, zmyć włosy, tonizować i nawilżyć twarz, a następnie
założyć bieliznę i piżamę. Piżama była miękka, szarozielona, bez koronki, z
długimi, obcisłymi rękawami, odsłoniętą klatką piersiową i luźno dopasowanymi
spodniami.
Niestety,
dzięki temu dowiedziałam się, że uzdrawiająca moc prysznica nie rozciąga się na
jetlag.
Innymi
słowy, nadszedł czas, aby znów się położyć, ułożyć na drzemkę odłożyć zamęt w
mojej głowie, dziwne uczucie w brzuchu i obudzić się, mając nadzieję, że Logan
skonsumował swój bekon i wyleciał z mojego domu.
Otworzyłam
drzwi i zatrzymałam się jak wryta.
Stało
się tak, ponieważ Logan tam stał, z wysoko uniesioną ręką, ramieniem oparty o
ościeżnicę całym ciężarem. Jego kostki były skrzyżowane, drugą rękę miał
zaciśniętą w pięść na biodrze, a dopóki nie otworzyłam drzwi, miał pochyloną
głowę, by kontemplować swoje skarpetki.
Ale
kiedy otworzyłam drzwi, jego oczy spotkały się z moimi.
Były
ciepłe. Były zaniepokojone.
Były
Loganem.
–
Hej, mała – powiedział cicho.
Myślałam,
że byłam martwa w środku.
Odeszłam.
Zniknęłam.
Więc
jak on mógł nadal mnie zabijać?
Nie
odpowiedziałam mu. Ominęłam go i poszłam prosto do łóżka.
Weszłam
do środka, naciągnęłam kołdrę aż po uszy i zamknęłam oczy.
Nie
było go.
To
się nie działo.
Wczoraj
się nie wydarzyło.
Miałam
bardzo dziwny, długi, szalony sen.
Łóżko
się poruszyło i wiedziałam, że na nim usiadł.
Gówno.
Był
tam.
Zacisnęłam
zęby i walczyłam z krzykiem frustracji.
–
Nadal jesteś zmęczona? - zapytał.
-
Odejdź - odpowiedziałam.
Nic
na to nie powiedział, ale łóżko znów się poruszyło, kiedy przesunął się, by naciągnąć
kołdrę na moje ramię, a następnie zablokował je tam, kiedy pochylił się nade
mną, kładąc swój ciężar na kołdrze przy mojej klatce piersiowej.
-
Myślę, że najlepiej będzie, jak nie będziesz spała w dzień, Millie. Musisz
przyzwyczaić się do powrotu do czasu Denver. I musisz mieć w sobie trochę
jedzenia.
Musiałam
przyzwyczaić się do powrotu do czasu Denver?
Skąd
wiedział, że nie byłam w czasie Denver?
Nie
pytałam o to, bo nie obchodziła mnie jego odpowiedź (jak sobie wmawiałam).
–
Zrobię to wszystko, kiedy odejdziesz – powiedziałam głośno z zamkniętymi oczami.
–
Nie odchodzę, piękna – powiedział łagodnie.
Dlaczego?
Z
drugiej strony, w tych dniach, dlaczego Logan cokolwiek robił?
–
Oczywiście, że nie – westchnęłam.
–
Usiądź – rozkazał – Przyniosę ci trochę jedzenia.
Co
dziwne, chociaż czułam mdłości, czułam też głód.
I
oczywiście był bekon.
To
zdecydowało.
Odepchnęłam
się, unikając jego ciała, kiedy siedział na łóżku za mną i usiadłam.
–
Zaraz wracam – mruknął.
Nic
nie powiedziałam. Ułożyłam narzutę starannie złożoną na moich kolanach.
Powrót
do mnie z jedzeniem zajął mu więcej czasu niż mnie ułożenie narzuty, ale
przynajmniej w tym czasie udało mi się obmyślić strategię.
Byłam
zmęczona. Miałam mdłości. Miałam jetlag. Dzień wcześniej przeżyłam ogromny
dramat. Miałam wiele powodów, by być cicho, które prawdopodobnie zrozumiałby, a
zatem nie kwestionował, kiedy bym jadła. Potem, jeśli tak naprawdę nie straciłabym
przytomności, udawałabym, że straciłam
przytomność.
Kiedy
bym udawałam (lub naprawdę była nieprzytomna), miałem nadzieję, że Logan by
odszedł.
Jeśli
tego nie zrobi, wykorzystam ten czas, aby wymyślić strategię, która zmusi go, by odszedł.
Z
tym planem poczułam się lepiej, kiedy wrócił, niosąc talerz w jednej ręce i
kubek kawy w drugiej.
Brak
tacy.
–
Nie przyniosłeś tacy – wypaliłam.
Był
dla mnie oczami, gdy szedł w moją stronę i nie wahał się ani kroku, kiedy
zapytał - Taca?
-
Jeśli jem śniadanie w łóżku, powinno być na tacy.
Zatrzymał
się przy brzegu łóżka i spojrzał na mnie.
Boże,
był wysoki.
A
jego ramiona były naprawdę szerokie.
I
dokonał idealnego wyboru mody zimowej, nawet jeśli była indywidualna, a jedyną
różnorodnością był kolor i niuans wyblakłych dżinsów. Dopasowana termoaktywna
koszulka henley leżała na nim idealne.
Zwłaszcza ta w kolorze wina, którą miał na sobie.
–
Nigdy nikomu nie przynosiłem śniadania do łóżka, nie znałem protokołu –
mruknął.
Przesunęłam
wzrok z jego koszulki termalnej na klatkę piersiową na jego twarz, by zobaczyć
jego wykrzywione usta.
One
też były idealne.
–
Mogłabym posmarować swoją pościel tłuszczem z bekonu – poinformowałam go
wyniośle.
-
Wypierze się – odpowiedział, pochylając się, by postawić moją filiżankę na
stoliku nocnym (bez podstawki!), jednocześnie oferując mi talerz z czterema
plastrami bekonu, ogromną kupką puszystych jajek i dwoma plasterkami chleba
obficie posmarowanego masłem i galaretką winogronową.
Więcej
katastrof czekało moje prześcieradła.
Wzięłam
go od niego automatycznie, mówiąc mu - Tłuszcz z bekonu nie jest łatwy do
usunięcia. A co jeśli dostanie się na poszwę na kołdrę? To może być kataklizm.
Uniósł
brwi.
Również
doskonałość.
Dlaczego,
och, dlaczego, kiedy wydawało mi się, że znikam, ja… po prostu… tego nie robiłam?
-
Tłuszcz na twoich prześcieradłach jest kataklizmem? - zapytał.
-
Kiedykolwiek próbowałeś usunąć tłuszcz z czegokolwiek?
- zapytałam z powrotem.
Jego
usta ponownie wykrzywiły się na jego - Nie.
-
W takim razie nie zrozumiesz. Ponadto ten zestaw pościeli ma swoje lata. A jest
doskonały. Jeśli coś się stanie, nigdy nie będę w stanie tego zastąpić.
–
Kurwa, masz rację – stwierdził - To jest kataklizm.
Poczułam
ucisk w klatce piersiowej.
Był
słodki, delikatny, troskliwy i żartobliwy.
Innymi
słowy, rozmowa z nim totalnie pieprzyła się z moją strategią jedzenia, a potem
udawania omdlenia i wymyślania nowej strategii, żeby się go pozbyć.
Musiałam
więc przestać się do niego odzywać.
Ruszyłam
się i postawiłam talerz na szafce nocnej, abym mogła wstać z łóżka i zrobiłam
to mamrocząc - Zjem w kuchni.
Ręka
wylądowała mocno na moim ramieniu, naciskając, a ja odchyliłam głowę do tyłu.
Kiedy
napotkałam jego wzrok, powiedział - Przyniosę pieprzoną tacę. Gdzie to jest?
Logan
miał przynieść mi tacę.
Gapiłam
się na niego.
Najwyraźniej
robiłam to zbyt długo, ponieważ wyprostował się i odwrócił, mówiąc - Nieważne.
Znajdę to.
Potem
wyszedł z mojego pokoju.
Coś
przyszło mi do głowy w chwili, gdy zniknął i krzyknęłam - Przynieś podstawkę!
Są w szufladach stolika kawowego w salonie!
Usłyszałem
odległe „Jezu”, a potem nic.
Wtedy
pomyślałam, żeby wyjść przez okno.
Byłam
w piżamie, miałam mokre włosy i nie byłam całkowicie zdolna do myślenia,
prawdopodobnie z innych powodów niż tylko to, że miałam jetlag, ale nie sądziłam,
że bieganie w mrozie w piżamie z mokrymi włosami byłoby dobrym pomysłem.
Więc
zamiast tego sięgnęłam po kawę i wypiłam łyk.
Potem
wpatrywałam się w śniadanie i miałam nadzieję, że nie będzie marudził.
Wyglądało pysznie, a takie jedzenie było o wiele smaczniejsze, gdy było ciepłe.
Nie
myślałam o tym, że to ugotował.
Kiedy
byliśmy razem, Logan gotował, ale niewiele. To dlatego, że ja uwielbiałam
gotować, a on uwielbiał pozwalać mi robić to, co kochałam. Ale częścią kochania
było robienie czegoś dla mojego mężczyzny, dbanie o niego.
Kiedy
gotował, nie było źle, nie było wspaniale, chociaż pod koniec naprawdę dobrze radził
sobie z grillem i potrafił zrobić wspaniałe ziemniaki.
Najwyraźniej
jego umiejętności się polepszyły, przynajmniej jeśli chodziło o jajka.
Wrócił
z tacą, którą kupiłam z myślą o wystawianiu przystawek i serwowaniu na niej
fantastycznych koktajli podczas przyjęć, z których ostatecznie żadnego nigdy
nie wydałam.
Okazało
się, że było na nim więcej jedzenia, a zdecydowanie kolejny kubek kawy.
Podszedł
prosto do mnie, postawił tacę na moich kolanach, wziął z niej podstawkę i
rzucił ją na moją szafkę nocną, po czym zabrał z niej talerz z jedzeniem i
kubek kawy i odszedł. Patrzyłam z niepokojem, jak okrążał łóżko i stawiał swój
kubek z kawą (nie na podstawce) na
moim drugim stoliku nocnym. Potem wspiął się do mnie do łóżka, usiadł plecami do
wezgłowia, z wyciągniętymi nogami, stopami w skarpetach skrzyżowanymi w
kostkach, i widelcem nakłuł jajka.
Siedziałam
bez ruchu, gapiąc się na niego jedzącego w moim łóżku.
Ze mną.
Co się działo?
Z
wciąż pełnymi ustami odwrócił się do mnie i poprosił - Podaj mi drugą
podstawkę, dobrze, kochanie?
Mój
mózg całkowicie przestał funkcjonować, spojrzałam na tacę, zobaczyłam tam drugą
podstawkę, w milczeniu podniosłam ją i podałam mu.
Wziął
ją, skręcił się, zostałam potraktowana rozciąganiem na jego żebrach i bocznych
mięśniach jego koszulką termiczną i robił to ciasno, kiedy stawiał swój kubek
na podstawce. Potem usiadł z powrotem, a jego wzrok przesunął się na mnie.
-
Jedz - rozkazał niskim głosem.
–
Co się dzieje? - spytałam.
–
Jedz – powtórzył.
Zwróciłam
się do niego bardziej - Co się dzieje, High? Dlaczego tu jesteś? Dlaczego
robisz bekon? Dlaczego jesz moje jedzenie?
–
Dot cię zaopatrzyła, ale nie kupiła jajek i bekonu, Millie. To z Chaosu –
powiedział mi - Teraz, to gówno jest zajebiście dobre, więc chwyć je, zanim
wystygnie i jedz.
To
było z Chaosu.
Odwróciłam
się i spojrzałam na swoje jedzenie jak kobieta, której właśnie powiedziano, że
jej posiłek zawiera arszenik.
Z
boku mnie dobiegło ostrzeżenie - Jedz albo cię nakarmię, Millie.
Nie
miałam ochoty tego sprawdzać.
Do
diabła, prawdopodobnie nigdy nie byłabym w nastroju, aby to przetestować.
Więc
go nie testowałam.
Chwyciłam
talerz, położyłam go na tacy, wysunęłam widelec spod jedzenia i dźgnęłam jajka.
Włożyłam
je do ust.
Był
ser, ostry cheddar. Był czosnek, nie za dużo. Świeżo mielony pieprz, co było
miłe. I coś jeszcze pikantnego i aromatycznego, czego nie mogłam wskazać
palcem.
Potem
to zrobiłam.
Odrobina
oregano zapewniająca miłą niespodziankę.
Cholera,
Logan dodał oregano do jajek.
Boże.
Jedzenie
było jeszcze ciepłe. Bekon wypieczony do perfekcji. Tosty lekko i fachowo
opiekane. A moja kawa miała odrobinę śmietanki, bez cukru i była bardzo mocna,
tak jak lubiłam.
Jak
zawsze lubiłam.
Zmusiłam
się do jedzenia, za bardzo się nim ciesząc, ale robiąc to, powiedziałam sobie,
że nie będę płakać.
Zamierzałam
zjeść, zemdleć i obudzić się z czystą głową, a potem znaleźć słowa, by
zakomunikować Loganowi, że nasza gra została rozegrana, że wygrał, a ja
zostawiam go z jego życiem w Denver.
Logan
wtrącił się w moje myśli - Ile masz tych piżamek?
-
Kilka - mruknęłam, wgryzając się w plasterek bekonu, ignorując to, że ponownie użył
słowa piżamka, a dokładniej, jakie to
było słodkie.
–
Mhm – mruknął. Było to szorstkie i warczące, co nie było ani trochę urocze i
poczułam dreszcze na udach.
Nie
potrzebowałam dreszczy.
Kiedykolwiek.
Skupiłam
się na moim bekonie, decydując się przyspieszyć, więc ugryzłam i szybko
przeżułam.
–
Zeszłej nocy spadł śnieg – stwierdził Logan - Poważny. Śnieg padał przez cały
wczorajszy dzień i całą noc i nadal pada. Dwie stopy i dostaniemy więcej.
Mówią, że, jak nie musisz nigdzie iść, nie rób tego.
Och,
nie.
Będę
siedziała zamknięta w domu z Loganem podczas zamieci?
To
nie mogło się zdarzyć.
Odwróciłam
się do niego – W takim razie musisz zjeść i wyjść.
Wziął
kęs tosta i spojrzał na mnie, mówiąc i żując - Mówię to jeszcze raz, mała. Nie
odchodzę.
-
Dlaczego? - zapytałam.
-
Dlaczego? - zapytał z powrotem.
-
Tak, High. Dlaczego?
Przechylił
głowę na bok, otworzył usta i zamknął je.
Studiował
mnie i robił to przez jakiś czas.
Potem
spojrzał z powrotem na talerz, który trzymał przed sobą, i powiedział -
Porozmawiamy po jedzeniu.
–
Skoro śnieg tak pada, to musisz już iść – zauważyłam.
Spojrzał
na mnie, a jego głos był cichy, kiedy odpowiedział - Zostaw to. To walka,
której nie wygrasz. Pogadamy po jedzeniu, ale nigdzie się nie wybieram, Millie.
I mam to na myśli na wiele sposobów, więc najlepiej zacznij się do tego przyzwyczajać
już teraz.
Ogarnęła
mnie panika i skręciłam dalej w jego stronę - High...
–
Jedz – rozkazał nieustępliwie - Potem
porozmawiamy.
Gapiłam
się na niego, strach zaczął napływać do mojego krwioobiegu, po czym odwróciłam
się z powrotem do talerza i jadłam.
Szybko.
Rozdrabniam
to, połykam, zmywam talerz w mgnieniu oka.
Potem
zwróciłam się do niego.
–
Gotowe – oznajmiłam, wciąż trzymając w ustach na wpół przeżuty tost.
Usta
miał wykrzywione, gdy odpowiedział - Chryste.
Z
trudem przełknęłam i oświadczyłam - Porozmawiamy w salonie.
Zanim
zdążyłam się ruszyć, położył swój talerz na moim na tacy i zdjął tacę z moich
kolan. Następnie pochylił się tak głęboko we mnie, że jego brzuch był
przyciśnięty do moich ud i zrobił to tak, że mógł upuścić tacę z brzękiem na
podłogę.
Zanim
się zorientowałam, o co mu chodziło, wygiął się w łuk, chwycił mnie, przesunął,
zaczepił, skręcił i pociągnął, tak że był ze mną pod kołdrą. Przeciągnął mnie,
rolując przez swoje ciało i przygwoździł plecami w łóżku, tak że leżał na mnie.
Ogarnęła
mnie panika, więc zaczęłam dyszeć.
Potem
dostrzegłam wyraz jego twarzy i zaczęłam łapać powietrze.
–
Rozumiem – szepnął.
-
T-tak - wyjąkałam - Zrozumiałeś. Dałem ci to. A teraz ma być już po wszystkim.
–
Rozumiem – powtórzył dziwnie.
-
Logan, mówiłam ci, że to się skończyło.
-
Rozumiem i zrobiłbym to samo.
Spojrzałam
na niego.
Podniósł
rękę, czubkami palców prześledził linię włosów wzdłuż mojej twarzy i mówił
dalej.
-
Gdybym się dowiedział, że to ja, dowiedziałbym się, że nie mogę dać ci wszystkiego,
zrobiłbym to samo, Millie. Zrobiłbym to, żebyś miała to wszystko i zrobiłbym to
brzydko, żebyś odeszła ode mnie i nigdy nie oglądała się za siebie, żebyś mogła
to mieć - Zbliżył swoją twarz do mojej - Więc rozumiem. Rozumiem, dlaczego
zrobiłaś to, co zrobiłaś. Całkowicie cholernie to rozumiem.
Okej.
To
było dobre. Lepiej niż dobrze. Poluzowało uścisk, który chwycił moje serce w
chwili, gdy odwrócił się i odszedł ode mnie, pozwalając mu znowu bić, prawie
jak zwykle.
Ale
nie.
Dobrze,
że wiedział. To wspaniale, że zrozumiał.
Ale
to już koniec.
–
Cieszę się, że rozumiesz – odparłam – I dziękuję, że się tym ze mną podzieliłeś
– ciągnęłam - Jednak nie rozumiem, dlaczego czujesz potrzebę zrobienia tego,
leżąc na mnie w moim łóżku.
Jego
głowa cofnęła się o kilka cali.
-
Co mówisz? - zapytał.
-
Wszystko zostało powiedziane, High, gra została rozegrana. Nie ma więcej ruchów
do wykonania. Więc to koniec i nadszedł czas, abyśmy oboje zostawili to za sobą
i ruszyli dalej.
–
Zostawili to za sobą i ruszyli dalej – papugował z niedowierzaniem.
-
Tak. To, co mamy, jest szkodliwe i niezdrowe i musimy położyć temu kres i żyć
dalej.
Patrzył
na mnie z góry, a ja napięłam się, kiedy jego wyraz twarzy zaczął się zmieniać.
Napięłam
się jeszcze bardziej, kiedy jego twarz nagle się rozjaśniła i ryknął śmiechem,
jego ciężar wbił się we mnie, jego głowa opadła tak, że jego czoło spoczęło na
mojej kości policzkowej, a jego włosy łaskotały skórę mojej twarzy.
-
High - popchnęłam go.
Ciągle
się śmiał.
-
High! – warknęłam, pchając go mocniej.
Podniósł
głowę, jego oczy błyszczały, linie rozchodzące się promieniście po ich bokach zmarszczyły
się, ciało drżało od chichotu, który wciąż miał nad nim kontrolę i znowu to
było.
Doskonałość.
Dość!
-
Zejdź ze mnie - zażądałam.
–
Mała – odpowiedział.
Słuchałam.
Nie
powiedział nic więcej, po prostu płynął na fali swojego rozbawienia, aż w
naturalny sposób umarło.
Wtedy
mnie to uderzyło. Pamięć. Wspomnienie, że było wiele okazji, kiedy Logan mówił jak
twardziele.
W
Słowniku Twardzieli było tylko kilka słów, ale każde z nich miało wiele
znaczeń. Były wśród nich Piękna, Chryste, kurwa, Jezu i gówno.
Ale
najczęściej używanym było Mała.
Wyszłam
z praktyki. Nie miałam pojęcia, co oznaczało to konkretne mała.
I
nie zamierzałam się tego dowiedzieć.
–
Nic ma w tym nie zabawnego – warknęłam - Nie zapominajmy, że ja przyszłam do ciebie, aby powiedzieć ci
to, co powiedziałam ci wczoraj, a ty mnie
upokorzyłeś w swoim wypasionym kamperze.
Kiedy
przestałam mówić, na jego twarzy nie było rozbawienia.
Nie.
Zamiast
tego przesunął się nade mną tak, że całkowicie mnie zakrył. Dźwigałam znaczną
część jego ogromnego ciężaru, a on uniósł drugą rękę, aby móc użyć ich obu do
przytrzymania mojej głowy po obu stronach.
Innymi
słowy, nie miałam drogi ucieczki.
-
Tak - warknął - Zrobiłem to. Zrobiłem to celowo. Byłem kutasem i celowo nim
byłem. Ponieważ to, co nam zrobiłaś cholernie zniszczyło mnie i nigdy nie poskładałem kawałków z powrotem. Ale,
Millie, zrobiłem to z innych powodów. Zrobiłem to dla samoobrony. Zrobiłem to,
bo byłaś z powrotem w taki sposób, jak byłaś z powrotem, w moim łóżku, z dupą w
powietrzu dla mnie, biorąc mojego kutasa i poczułem cię, czułem twój zapach, słyszałem
cię i zobaczyłem tusz na twoich plecach na stałe oświadczający, że jesteś moja,
kiedy skłamałaś z powodów, których nie
rozumiałem. I wszystko, o czym mogłem myśleć, to to, że chcę cię pieprzyć,
słuchać, jak bardzo kochasz mnie brać, czuć, jak mój kutas tonie w tobie, i
chciałem tego, dopóki nie przestałbym oddychać. Gdybym miał cię na plecach,
zobaczyłbym twoją twarz i to więcej by mnie pieprzyło. Z dwojga złego wybrałem
mniejsze zło. Więc musiałem zakryć to gówno na twoich plecach, by do tego nie
odpuścić i nie pozwolić ci ponownie doprowadzić mnie do krawędzi i przekonać do
skoku.
O
mój Boże.
-
High - wyszeptałam, a on przeciągnął kciukiem po moim policzku, przyciskając go
do mojej dolnej wargi, aż zahaczył o krawędź moich zębów i przysunął się tak,
że byliśmy tak blisko, że nie widziałam nic oprócz niego.
-
Dla ciebie jestem Logan - jego głos zachrypiał, drażniąc moją skórę.
Mimo
jego uścisku na moich ustach, wydusiłam z siebie - Ja…
To
było wszystko, co mogłam zrobić.
-
Czujesz się słodko. Czujesz się przestraszona. Czujesz się szczęśliwa. Czujesz
się smutna. Jak czujesz cokolwiek,
używaj wobec mnie mojego imienia. Możesz mówić do mnie High. Ale nie w takich chwilach
jak teraz. W chwilach takich jak teraz jestem Logan.
Nie
byłam do końca pewna, czy dokładnie rozumiem różne okazje, w których mogę
używać jego różnych imion, ale czułam, że w jego obecnym nastroju powinnam się
zgodzić.
Więc
powiedziałam - Okej.
Przesunął
kciukiem od moich ust do skóry pod moim policzkiem i lekko nacisnął.
Potem
ciągnął dalej.
–
Powstrzymałem cię w tym – kontynuował wyjaśnianie – Przytrzymałem cię, zakrywając
ten tusz. Nie byłaś cipką bez twarzy, Millie. Nigdy nie mogłabyś taką być i cholernie
o tym wiesz. Nawet jeśli o tym zapomnisz, to, co nastąpiło później,
powiedziałoby ci, że to gówno nie może być prawdą.
-
To, co przyszło później, nie było dużo zdrowsze - powiedziałam z wahaniem.
Cofnął
się o cal i lekko przechylił głowę - Tak? Tak myślisz?
Co?
On
nie?
-
Oczywiście - powiedziałam cicho - Byłeś tam. Musisz myśleć o tym samym.
-
Może trzy tygodnie temu, kiedy nie miałem wszystkiego. Teraz. Kurwa, nie.
–
To nie było zdrowe, Logan.
–
Nie miałem cię dość, Millie.
Wciągnęłam
gwałtownie powietrze.
-
Nie mogłem wyrzucić cię z mojej głowy. Nie spocząłem, dopóki nie znalazłem
nowego powodu, by wejść w twoją przestrzeń. Jak znalazłem te powody, wszedłem w
twoją przestrzeń. Gdybym miał cię w dupie, nie śledziłbym cię przez
czterdzieści pięć pieprzonych minut, od chwili, gdy zobaczyłem cię na zjeździe
u Billa i znalazłem szansę, by cię nachodzić. Gdybyś nic dla mnie nie znaczyła,
zobaczyłbym cię i wyrzucił z głowy. Nie zrobiłem tego. Nachodziłem cię.
Pocałowałaś mnie. Pieprzyłem cię. I ciągle wracałem po więcej.
Okej.
Do
diabła.
Okej.
Gówno.
To
miało sens.
–
A ty – kontynuował - Gdybym cię nie obchodził, poszłabyś dalej, nie widziałabyś,
jak kupowałem burrito i nie szukałabyś mnie. Jak usłyszałabyś, co powiedziałem,
poczuła, co to znaczyło i żyłabyś dalej. Nie zrobiłaś tego. Znalazłaś mnie.
Pocałowałaś mnie. Wzięłaś mojego kutasa. I nawet pomimo tego, jak ci to
odebrałem, kiedy wracałem po więcej, ty wciąż to brałaś. Nie chciałabyś tego,
wiesz, że jak wyraziłabyś się jasno, odszedłbym. Nie wyjaśniłaś tego. Weszłaś
do tej popieprzonej gry, w którą graliśmy, bo potrzebowałaś tego, co dostawałaś,
niezdrowego lub nie. Tak jak ja, jeśli chodzi o ciebie, wzięłabyś wszystko, co
mogłabyś dostać.
Wzięłabyś wszystko, co
mogłabyś dostać.
Wzięłabym.
Z Loganem, tak.
Aż
do dnia mojej śmierci.
Próbowałam
odwrócić twarz, by zyskać odrobinę prywatności, by przetworzyć jego słowa, ale
on naciskał, żebym się na nim skupiła.
–
Musisz ze mnie zejść, Logan – wyszeptałam.
–
Zrobiłaś źle – odpowiedział.
Spojrzałam
na niego.
-
Zrobiłaś źle i z perspektywy czasu to widać. Nie ma mowy, kurwa, kochanie, nie ma pieprzonej mowy, że powinnaś była
podjąć decyzję, którą podjęłaś, by zakończyć nas całkiem na własną rękę. Powinnaś
była mi powiedzieć.
Moje
serce zaczęło walić z innego rodzaju paniki, a moje słowa wciąż były szeptem,
kiedy powiedziałam - Ale powiedziałeś mi, że to rozumiesz.
-
Miałaś dwadzieścia jeden lat, byłaś o wiele za kurewsko młoda, by rozumieć to,
co my mieliśmy, czuć, co to znaczyło, wiedzieć, że mieliśmy przed sobą dużo
życia i mieć go wystarczająco dużo na swoim koncie, by dokonać właściwego
wyboru. Pamiętam, co czułem, mając dwadzieścia cztery lata, jak położyłaś nam
kres, więc mogłem się tam cofnąć i zrozumieć, gdzie byłaś i dlaczego zrobiłaś
to, co zrobiłaś. Ale nadal było złe.
-
Proszę, Logan…
-
Powinnaś była mi powiedzieć.
Zamknęłam
usta i zacisnęłam wargi, żeby nie drżały.
Przesunął
z powrotem do nich kciuk, tym razem delikatnie i przyłożył opuszek do moich
ust.
-
Powinnaś była mi powiedzieć - wyszeptał - Bo teraz nie mogę ci udowodnić, że
byłaś wszystkim, czego chciałem. Byłaś wszystkim, czego potrzebowałem.
Odebrałaś mi tę szansę i było to równie ważne wtedy, jak teraz, kiedy wiesz to
aż do kości, Millie. Dałaś mi to, co myślałaś, że powinienem mieć i jestem ci wdzięczny,
tak cholernie wdzięczny, mała. Kiedy poznasz Cleo i Zadie, przekonasz się, jak
bardzo jestem wdzięczny. Kocham moje dziewczynki. Cholernie je kocham, to światła
mojego życia. Ale to jest cholerna, pieprzona prawda, że miałbym wszystko,
czego potrzebowałem. Miałbym wszystko, gdybym miał w życiu tylko ciebie. A ty
odebrałaś mi szansę, żeby ci to pokazać. Odebrałaś mi też szansę pomocy ci w
zdobyciu wiedzy, że to, że nie mogliśmy mieć rodziny i wspólnie budować nowe
marzenie, cięło głęboko. Sama podjęłaś te decyzje, nie dzieląc się ze mną. I to
było złe.
Kiedy poznasz Cleo i
Zadie.
Mój
głos drżał, kiedy zażądałam - Musisz zejść ze mnie.
Wywarł
nacisk na moją głowę.
–
Nie rozumiesz mnie – warknął.
Myślałam,
że skupił całą moją uwagę, ale sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że
poświęcałam mu jej więcej.
-
To nie chodzi o to, że zrzucam winę na ciebie - ciągnął - Nie chcę wsadzać ci
jeszcze więcej gówna do głowy, żeby ci z tym w niej pieprzyć. Mówiłem ci, że to
złapałem i rozumiem. Wtedy, mając dwadzieścia cztery lata, wiedząc, jak bardzo
chciałaś mieć dzieci, wiedząc, jak bardzo oboje chcieliśmy zbudować rodzinę, gdybym
dowiedział się, że to ja byłem tym, który mógł ci to odebrać, kochałem cię tak
cholernie mocno, nie mógłbym tego znieść. Nie byłbym w stanie żyć z tym
ciężarem przez całe życie z tobą. I zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, aby
stać się mężczyzną niegodnym ciebie, upewniłbym się, że o tym wiesz. To by mnie
zabiło. Ale żyłbym, żyjąc martwy w środku, wiedząc, że ci to dałem.
Jego
twarz ponownie się zbliżyła, a ja wstrzymałam oddech.
-
Więc rozumiem. Rozumiem, co dla mnie zrobiłaś, bo wtedy zrobiłbym to samo. A ty
dałaś mi to, czego według ciebie potrzebowałem i jestem ci wdzięczny, Millie.
Ale poza tym przez lata oboje dostaliśmy coś innego. Nie jesteśmy młodzi i
głupi, tak pochłonięci miłością, że ślepi. Mamy życie za pasem i teraz wiemy
lepiej. Mówię więc, że w przyszłości wyciągnij wnioski z tego, co straciliśmy i
nigdy więcej nie rób takiego gówna.
W przyszłości.
Czy
on mówił…?
-
W przyszłości? - zakrztusiłam się.
–
W przyszłości – stwierdził wyraźnie.
-
Ja… ty… my… - Potrząsnęłam głową w jego dłoniach – Chcesz powiedzieć, że
powinniśmy zacząć od miejsca, w którym skończyliśmy?
Jego
odpowiedź była natychmiastowa.
–
Czy to się dla ciebie kiedykolwiek skończyło?
Moje
ciało szarpnęło się pod nim, a palce zacisnęły się w pięści na łóżku po moich
bokach.
Mógł
nie widzieć moich dłoni, ale wyczuł moją reakcję i ją odczytał.
-
Nie – stwierdził - Jesteś duchem, a ja żyłem życiem nawiedzanym przez twojego
ducha, więc nie ma miejsca, w którym skończyliśmy, ponieważ nigdy nie
skończyliśmy. Wciąż tam jesteśmy. Teraz musimy tylko znaleźć sposób, żeby rzucić
to gówno za siebie i iść dalej.
Zaczęłam
coś mówić, ale on mówił dalej, zanim zdążyłam to wykrztusić.
-
A sposób, w jaki to robimy, nie uwzględnia podstawek.
Moje
ciało ponownie drgnęło, zaskoczone jego dziwaczną deklaracją.
I
z różnych powodów, a wszystkie były związane z samoobroną, skupiłam się tylko
na tym.
–
Mam ładne rzeczy, Logan – poinformowałam go o czymś, co absolutnie mógł
zobaczyć.
-
I ty zarabiasz kupę siana, inwestujesz to, a ja nie jestem w tyle. Jeśli
pobrudzisz sobie prześcieradło tłuszczem z bekonu, kotku, kupimy nowe i kogo to
obchodzi?
-
Mnie obchodzi - warknęłam – Te prześcieradła są doskonałe. Znalezienie tych
prześcieradeł zajęło mi dwa lata. Nie muszę spędzać kolejnych dwóch lat na
szukaniu nowych prześcieradeł, które będą idealne.
-
Kiedy będę w łóżku obok ciebie, zrobię tak, żebyś nie myślała o pościeli.
Gdyby
był obok mnie, spałabym na łóżku z potłuczonego szkła i nie przejmowałabym się
tym.
To
nie było coś, czym zamierzałam się dzielić w tym momencie.
Więc
zamiast tego podzieliłam się - Mam namiary na dwa himalajskie kotki od
lokalnego hodowcy, a one pasują do tej pościeli. Dałam na nie depozyt. Koty
mogą żyć piętnaście, dwadzieścia lat. I, szczerze mówiąc, kiedy ostatnio
szukałam, wydawało mi się, że
znalezienie odpowiednich prześcieradeł zajmie dwadzieścia lat. Jeśli dodasz do
tego koty, te prześcieradła muszą wystarczyć na długi czas.
-
Dobierasz koty, żeby pasowały do twojego
domu? - zapytał z otwartym, zdumieniem
motocyklisty, twardego, gorącego
faceta.
-
Oczywiście - odpowiedziałem, jakby to było całkowicie rozsądne - Dom i pościel.
To wszystko jedzie ze mną do Arizony. Łącznie z kotami, którymi moja mama jest
zachwycona, bo kocha zwierzęta. I mogę je zaraz odebrać, każdego dnia.
Najwyraźniej
powiedziałam niewłaściwą rzecz, ponieważ burza, która zagroziła jego wyrazowi
twarzy we wcześniejszej części rozmowy, przyćmiła jego rysy i tym razem się nie
rozjaśniła.
Znowu
zirytowanym głosem oświadczył - Nie jedziesz do Arizony.
-
Wszystko jest załatwione – odpowiedziałam.
-
Mała, czy ty w ogóle słuchałaś?
Zamknęłam
się.
On
nie.
-
Wyjeżdżasz z miasta, żeby uciec ode mnie, a gówno zmieniło się w cholernie
wielki sposób.
O
Boże.
Wyszło
na to, że tak.
–
Och, jasne – mruknęłam.
-
Właśnie - wycedził.
-
Jestem poważnie jetlag - wyjaśniłam.
-
Masz szczęście, że masz tę wymówkę, bo teraz naprawdę miałabyś obity tyłek.
Poczułam,
jak moje oczy zrobiły się duże.
-
Żartujesz? - domagałam się wiedzy.
–
Kotku – warknął - Dwadzieścia lat rozdzieleni, byłem nawiedzany przez ciebie,
chodząc z dziurą w duszy, wróciliśmy do siebie i rozmawiamy o kotach, a ty
jedziesz do Arizony? Nie, kurwa, nie żartuję.
Chodząc z dziurą w
duszy.
#####
CDN (przepraszam, nie dam rady dzisiaj dokończyć tego rozdziału)
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDzięki ❤️ jesteś wielka ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuje :D
OdpowiedzUsuń