Dziura w mojej duszy (cz.2)
Chodząc z dziurą w
duszy.
Spojrzałam
na niego.
Spojrzałam
na leżącego na mnie Logana.
Był
z powrotem.
Leżąc
na mnie.
Wiedział
to wszystko.
Rozumiał
to.
Nie
był na mnie zły.
Wyłożyłam
to i miałam dramat i obudziłam się następnego dnia, gdy Logan robił bekon i
mówił mi, że wróciliśmy.
Wróciliśmy.
–
Nie wiem, ale myślę, że albo się rozchoruję, zacznę płakać, albo wpadnę w
katatonię – wyszeptałam, zdecydowanie zbyt nieprzytomna, by móc przetworzyć
wszystko, czego doświadczałam.
Poczułam,
jak jego ciało rozluźniło się na moim.
-
To pierwsze, wyświadcz mi przysługę i daj mi znać, żebym mógł zabrać cię do
toalety. Tłuszcz z bekonu na prześcieradłach jest tym, z czym mogę żyć. Rzygi,
nie tak bardzo.
Poczułam
dziwną potrzebę histerycznego śmiechu, która we mnie buzowała i wcale nie była zła.
Niepewnie
położyłam ręce na jego bokach, czując pod nimi koszulkę, ciepło i twardość
Logana.
Wróciliśmy.
-
Millie.
Skupiłam
się na nim, a nie na niepodważalnym dowodzie tego, co Logan mówił, obciążając
mnie, ogrzewając mnie przez koszulkę i zobaczyłam, że jego oczy przeszukiwały
moje, jak wyglądał wtedy, kiedy stał przed łazienką.
Ciepło
i troska.
Logan.
Mój
Logan.
Był
z powrotem.
Moje
palce zacisnęły się na jego koszulce.
-
Tęskniłam za tobą.
To
nie był szept.
To
był oddech.
Były
ledwo słyszalne, a każde słowo było obciążone cierpieniem i historią.
Ale
on to usłyszał, a potem ja usłyszałam jego jęk, poczułam, jak przedzierał się
przez niego, przedzierał się przeze mnie.
Ból.
Dźwięk
przepełniony bólem.
Wydał
dźwięk uwalniający ból.
Potem
jego twarz znalazła się na mojej szyi, leżeliśmy po bokach, a jego ramiona były
zamknięte wokół mnie.
Przesunęłam
dłońmi po jego plecach i ponownie zacisnęłam je w pięści na materiale,
chwytając go tak, jak powinnam była dwadzieścia lat temu.
Jakbym
nigdy nie miała pozwolić mu odejść.
Odwróciłam
głowę, moje usta szukały jego ucha.
-
Proszę pocałuj mnie.
Bez
wahania, Logan został zobowiązany. Jego ręka przesunęła się w górę, by zakręcić
się wokół podstawy mojej głowy, gdzie stykała się z szyją, trzymał ją mocno, wziął
moje usta i pocałował mnie głęboko, mocno i mokro.
To
bolało, Boże, bolało. Ból był nie do zniesienia.
I
wydawało się to całkowicie, niemożliwie, cudownie piękne.
Zakończył
to, przesuwając głowę tak, że jego skroń była mocno przyciśnięta do mojej.
-
Ja też za tobą tęskniłem, piękna.
Zamknęłam
oczy i ścisnęłam go mocniej, wciskając się w jego ciało, trzymając go przy
sobie i próbując wtopić się w niego.
Czkawka,
którą mimowolnie wydałam, by powstrzymać łzy, była nieprzyjemna.
–
O, cholera – szepnęłam, a jego głowa się podniosła.
–
Rozchorujesz się? - zapytał.
-
Ja… - przełknęłam, fala przeszła, więc kontynuowałam - Nie sądzę.
–
Kurwa, Millie – uciął.
Przesunęłam
dłonią po jego klatce piersiowej – Tak mi przykro, Loganie. Ja… to… to… - Potrząsnęłam
głową. Nie stworzono słów, aby to przekazać, jakie to było znaczące, jak bardzo
mnie to uszczęśliwiło. Więc dokończyłam - Psuję nasze pojednanie.
-
Nie przejmuj się tym. Nie czujesz się sobą, cokolwiek. Jak przejdziesz przez
to, zapewnię ci pojednanie, którego nie zapomnisz. Ale to, że nie czujesz się
sobą, przypomina mi, że jestem na ciebie wkurzony.
Moja
broda cofnęła się, a moje ciało usztywniło.
–
Myślałam… – zaczęłam.
–
Pojechałaś do Paryża beze mnie.
Usta
mi się rozchyliły.
–
To gówno jest nie w porządku – warknął.
Wpatrywałam
się w jego zirytowane oczy, myśląc o wszystkim, co się wydarzyło, zarówno przez
dwadzieścia lat, jak i o intensywności ostatnich tygodni, o rozmowie, którą
właśnie odbyliśmy (cóż, głównie on ją przeprowadził, bo to on wszystko mówił,
ale ja tam byłam) i nie mogłam po prostu uwierzyć w to, że był wkurzony z powodu Paryża.
–
Nadal tam jest, Logan – zauważyłam.
–
Wiem, Millie, to wcale nie poprawia sytuacji.
–
To było tam od setek lat, Logan – kontynuowałam.
–
To też wiem, Millie – warknął - Nie poprawia sytuacji.
–
Mówię tylko, że wciąż możemy tam pojechać.
-
Widziałaś nocą całą oświetloną wieżę Eiffla?
Wzniosłam
oczy do sufitu.
–
Właśnie – stwierdził z irytacją - Pierwszy raz to miałaś i to było beze mnie, a
miało być ze mną.
Musiałam
przyznać, że widok Wieży Eiffla mrugającej w nocy był absolutnie wspaniały, ale
o wiele lepiej byłoby podzielić się nim z Loganem.
I
musiałam przyznać, że miał rację. To miało być z nim.
Chociaż
musiałam przyznać obie te rzeczy, nie zrobiłam tego na głos.
Spojrzałam
z powrotem na niego i zapytałam - Czy możemy nie walczyć, kiedy mam jetlag i
właśnie się pojednaliśmy?
-
Tak, nie możemy teraz walczyć. Porozmawiamy o tym gównie, kiedy poczujesz się
lepiej i kiedy zainicjuję oficjalne pojednanie.
Moje
uda zaczęły mrowić.
–
Oficjalne pojednanie? - Zapytałam.
-
Jakbyś nie wiedziała, że będę cię pieprzyć bez tchu w sposób, w jaki
zapamiętasz każdą sekundę tego do końca życia.
Zaparło
mi dech w piersiach.
–
Ale teraz, skoro zawiozłaś swój tyłek do Paryża beze mnie – ciągnął – i masz z
tego powodu popieprzone, przywożę tutaj twój telewizor, a my będziemy przed nim
wisieć i oglądać. Zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby przezwyciężyć to
gówno. Potem zorganizuję ci to pojednanie, a potem zajmiemy się resztą.
O,
rany.
-
Resztą? - podpowiedziałam.
-
Mała, mam dzieci. Dzieci, które będą w twoim życiu. Dzieje się gówno, w sprawie
którego musimy podjąć decyzje. I cofniesz wszystko, co zrobiłaś, by zaplanować
wydostanie się z Denver.
Na
szczęście żadne z tych ostatnich nie zostało osadzone w kamieniu.
Logan
jednak nie skończył.
–
I najwyraźniej mamy kilka kotów do odebrania.
Niepewnie
uśmiechnęłam się do niego, ignorując początek niepokoju na komentarz o jego dzieciach, które będą w twoim życiu.
-
Widziałam zdjęcia kociąt w Internecie – powiedziałam mu - Chłopiec i
dziewczynka. Są bardzo słodkie.
-
Nieważne - wymamrotał, wpatrując się w moje usta - Dziewczyny je pokochają.
W
tym momencie trudniej było zignorować początek niepokoju, który szybko
narastał, chociaż z przyjemnością dowiedziałam się, że jego córki lubią
zwierzęta.
-
Teraz mam naczynia do wstawienia do zlewu i telewizor do przyciągnięcia tu –
wymamrotał, a kiedy to zrobił, coś we mnie wstąpiło.
Było
to ciężkie, ciepłe, przerażające, pocieszające tak bardzo, że moje ręce znów
zacisnęły się na jego koszulce, a on znieruchomiał.
-
Kotku.
Gapiłam
się na jego podbródek. Wąsy były tam długie i mogłam wyczuć, jak długie, bo
skórą na twarzy wyczuwałam ich cień po jego pocałunku.
–
Millie – zawołał ostro.
Podniosłam
na jego wzrok.
-
Czy naprawdę tu jesteś? - wyszeptałam.
-
Kurwa - jęknął, przysunął się i znowu mnie pocałował. I znowu było mokro, było
głęboko.
Ale
to nie było mocne.
Odsunął
się, ale nie za daleko.
-
Musisz stłumić to słodkie i miłe, mała - powiedział cicho - Jestem wielkim
fanem twoich ust, wielkim fanem posiadania tego z powrotem, wielkim fanem tego,
by w końcu znów było to dla mnie dostępne. Nie jestem wielkim fanem zalotów,
kiedy potrzebowałabyś zwymiotować podczas pocałunku. Więc pomóż mężczyźnie.
Słyszysz?
Słyszysz?
Nie
wierzyłam w to.
Do
tego czasu.
Do
tego czasu.
To
było coś, co było takie Logana. Był jedyną znaną mi osobą, która mówiła to tak,
jak powiedział.
Słyszysz?
Powiedział
to, kiedy spotkałam go po raz pierwszy. Powiedział to milion razy później.
I
właśnie dał mi to ponownie.
Nie
takiego jakim był, kiedy graliśmy w naszą szaloną grę.
Tak
jak kiedyś mi to dawał.
Wojny
toczono o rzeczy, które nie miały żadnego znaczenia. Serca zostały złamane.
Dokonano zdrady. Wypłacono fortunę. Składano ofiary.
Wszystko
na nic. Wszystko dla gówna.
Ale
oddałabym wszystko, walkę na śmierć i życie, łamanie serc, kłamstwa, oddanie
każdego grosza, który posiadałam, sprzedałabym duszę, by odzyskać Słyszysz? Logana, tak jak teraz. Coś, co
znaczyło cały świat, ponieważ oznaczało, że go miałam.
I
miałam to z powrotem.
Jego
z powrotem.
Wciągnęłam
powietrze przez nos, gdy moje zatoki zaczęły mrowić w tym samym czasie, gdy
skinęłam głową.
Potem
powiedziałam - Słyszę, Logan.
–
To ostatnia rzecz, jaką dostaniesz, Millie, zanim się ułożymy, żebyś mogła sobie
wszystko uporządkować – powiedział bez ceremonii, jakby tylko kontynuował naszą
rozmowę.
Nie
tak, jakby miał zamiar zmienić cały mój świat.
Następnie
zmienił cały mój świat.
Nie,
nie zmienił go.
Dał
mi to z powrotem.
-
Kocham cię – oświadczył - Kochałem cię wtedy. Kocham cię teraz. Nigdy nie
przestanę cię kochać w sposób, o którym wiem, że nigdy nie przestanę. Byłaś tym
dla mnie, jedyną, jedyną kobietą, którą kiedykolwiek kochałem i nigdy nie
przestałaś być. Więc myślę, że rozumiesz, jak nie mogę znaleźć słów, by wyjaśnić,
jak cholernie się cieszę, że wróciłaś.
-
Ja… - czkałam, głęboko oddychałam, chwyciłam jego koszulkę, a on czekał przez
to wszystko – Też – wypchnęłam się.
Całkowicie
kiepsko.
Ale
dało mi to jego uśmiechnięte oczy i muśnięcie ust.
Jego
usta pozostały tam, gdzie były, jego oczy wpatrywały się w moje, kiedy
wyszeptał - Zawsze robiłaś to gówno.
Zrobiłem.
Mogłam
mu powiedzieć, że go kocham i zrobiłam to. Mogłam to pokazać i robiłam to.
Ale
nie zrobiłam tego kwieciście.
Logan
robił to na kwiecisty sposób motocyklisty, twardziela i robił to naprawdę
dobrze.
I
to też miałam z powrotem.
Znów
zaczęłam głęboko oddychać.
-
Mała, jajka wyschną na tych talerzach, jeśli nie pozwolisz mi odejść –
powiedział mi.
Czkałam,
skinęłam głową i powoli, bardzo, bardzo powoli puściłam go.
Odsunął
się, ale poczułam, jak jego włosy przesuwały się po mojej twarzy, jego usta
wzdłuż mojej szczęki, gdy to robił.
Kiedy
go nie było, zwinęłam się w kłębek, naciągając kołdrę i patrzyłam, jak poruszał
się po łóżku, zbierając wszystkie nasze rzeczy.
Słyszałam
z daleka dźwięk zlewu, gdy odstawił naczynia do namoczenia.
Patrzyłam,
jak wciągał telewizor, ustawił go na szafce nocnej, którą przyniósł z gościnnej
sypialni, jak podłączał go do gniazda kablowego, które zainstalowałam, ale
nigdy go nie używałam.
Potem
poczułam, jak mnie objął, kiedy wszedł do mnie do łóżka.
Słyszałam
też, jak rozkazywał - Nie zasypiaj, kurwa. Musisz wytrzymać do ósmej, potem
możesz się rozbić.
Nie
zapomniałam, jaki był apodyktyczny.
Chodziło
o to, że nigdy mi to nie przeszkadzało.
To
był on.
I
nigdy nie przeszkadzało mi nic w Loganie.
Chociaż
teraz było to trochę irytujące. Ale to był dojrzały, twardziel motocyklista, mój dojrzały, twardziel motocyklista,
który był irytujący. Więc nawet jeśli było to irytujące, nie było to aż tak
irytujące.
Nie
podzieliłam się tym.
Zamiast
tego obejrzałam półtora filmu z Loganem.
Potem
zrobiłam, co do diabła chciałam, co zawsze robiłam, kiedy był apodyktyczny.
Albo,
powinnam powiedzieć, zrobiłam to, czego chciał mój organizm.
Rozbiłam
się.
W
moim łóżku.
Zaplątana
w mojego mężczyznę.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń