sobota, 8 kwietnia 2023

13 - To będzie na moim gardle

 

ROZDZIAŁ 13

To będzie na moim gardle

Millie

 

- Alan będzie przyjeżdżał – szepnęłam w szyję Logana.

Leżeliśmy w moim łóżku, Logan w swoich ciuchach, ja w piżamie, Logan na plecach, ja na nim.

Moja siostra i jej rodzina wyszli pięć minut temu. Pług śnieżny przejechał naszą ulicą trzydzieści minut wcześniej, ale to nie miało znaczenia. Alan powiedział nam, że tego dnia temperatura zbliży się do piętnastu stopni Celsjusza, więc Denver będzie w roztopach.

Kiedy wyszli, chciałam pozmywać naczynia.

Logan stanowczo doprowadził mnie tam, gdzie byłam teraz.

– Wiem, Millie – odszepnął.

Podniosłam głowę, by na niego spojrzeć – Skąd Dot o nas wiedziała?

Podczas niespodziewanej wizyty mojej rodziny rozmowa nie była ciężka. Robiliśmy gofry. Zjedliśmy je. Rozmawialiśmy o Francji. Rozdawałam prezenty. Dzieci skupiały na sobie większość uwagi, ale to nie oznaczało, że Dot nie starała się przekazać swoim dzieciom i mężowi, że Logan był mile widziany i akceptowany. Oznaczało to, że zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby przekazać to samo Loganowi.

Alan, z drugiej strony, zdecydowanie odmówił przyjęcia tego do wiadomości i spędził dużo czasu, patrząc na Logana spode łba i będąc dla mnie bardzo kochającym i bliskim. Zrobił to ostatnie, koncentrując wszystko, co powiedział, wokół rzeczy, których Logan nie mógł wiedzieć lub których nie był częścią, pomijając go.

Wyglądało na to, że Logana to nie obchodziło.

Ale był mężczyzną i wrócił ze mną. Rodzina była dla niego najważniejsza.

On by się tym przejmował.

To był jeden z problemów.

Innym zmartwieniem był fakt, że w ogóle przyjechali, nie żeby zobaczyć się ze mną po Francji, ale oczywiście żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, skoro wiedzieli, że Logan tam był.

– Po tym, jak straciłaś przytomność w moim łóżku w Kompleksie – zaczął Logan – pojechałem do niej. Powiedzieliśmy sobie trochę.

Poczułam, że się napięłam, gdy moje oczy się rozszerzyły.

- Uhm… co? - zapytałam.

Jego ramiona już mnie obejmowały, luźne, ale ciepłe.

Na moje pytanie zaczął gładzić mnie po plecach jedną ręką.

- Kotku, to jest Dot – oświadczył - Bardziej martwiła się o ciebie niż o to, że pojawiłem się w jej drzwiach wkurzony, że nie podzieliła się ze mną wtedy. Potem pokazała swoją zwykłą odwagę i na marginesie, ciesząc się, że tego nie straciła, to może być irytujące jak cholera, ale tak jak u ciebie, głównie jest urocze. W końcu zaprosiła mnie na kakao i powitała mnie z powrotem.

Po jego słowach poczułam się lepiej.

Rozbawił mnie też kawałek kakao.

- Wypiłeś kakao? - zapytałam.

- Kurwa, nie. Miałem cię z powrotem w moim łóżku. Powiedziałem, co miałem do powiedzenia i spierdalałem stamtąd - jego dłoń gładziła mój kręgosłup i owinęła się wokół karku - A skoro, że się tym dzielę, nawet jeśli jeszcze nie wycofywałaś się z tej sprawy z Arizoną, Dottie prawdopodobnie manipulowała tym, odkąd byłem u niej, więc wycofywała cię z tego, skoro dałem jej to zadanie i, podobnie tak jak jej młodsza siostra, kiedy jest w tym, całkiem jest w tym.

To też mnie nie zaskoczyło. Dottie, podobnie jak moi rodzice, kochała Logana. Tęsknili za nim. Dot wielokrotnie (bezskutecznie) próbowała odwieść mnie od zakończenia z nim spraw.

Jednak to, że Logan zamierzał stanąć jej w twarz, nie było w porządku.

Nie wiedział tego.

Ale nie było.

Pochyliłam się bliżej niego i powiedziałam ostrożnie - Powinieneś wiedzieć, że nie zgadzała się z tym, co zrobiłam. Próbowała…

Przesunął swoją dłoń, by ująć mój policzek w swoją dłoń - Kotku, nie musisz mówić nic więcej. Powiedziała mi, w jakim byłaś stanie. Mówiłem ci, że rozumiem to. Omówiliśmy to. Nie wracajmy do tego.

Gapiłam się na niego.

Wiedziałam, że za nim tęskniłam. Żyłam z tym bólem każdego dnia.

Ale teraz przypominałam sobie wszystkie powody, dla których za nim tęskniłam.

Jednym z nich było to, że był wyrozumiały. Słuchał. Robił to ze skupieniem. Słyszał, co mówiłam i jeśli to coś dla mnie znaczyło, znalazł sposób, aby to zrozumieć, więc nie stanowiło to problemu. Alternatywnie, jeśli tego nie rozumiał, w końcu znajdował sposób, aby to zaakceptować. Nie oznaczało to, że nie było kłótni ani bójek, ale zazwyczaj dotyczyło to nieistotnych rzeczy.

Ważne rzeczy Logan traktował jako ważne.

Inną z tych rzeczy był fakt, że raz postawiony problem był załatwiony. Logan nie tylko nie pogłębiał tego ponownie, nie żywił urazy, nie używał tego jako przykładu, nie wznawiał dyskusji, ale też mi na to nie pozwalał.

Jeśli znaleźliśmy przeszkodę w życiu, kiedy ją pokonywaliśmy, szliśmy dalej.

Nie było odwrotu.

Te myśli były głębokie i sprawiły, że stałam się alarmującą mieszanką szczęścia, nadziei i smutku, przez co opuściłam głowę i uderzyłam czołem w jego obojczyk. Odwróciłam się tak, że przycisnęłam do niego policzek, a jego palce musiały wsunąć się w moje włosy. Aby uzyskać go więcej, przesunęłam dłonią po jego brzuchu iw górę, aby móc wsunąć ją pod jego koszulę, skóra przy skórze, wokół jego pleców.

- O czym myślisz? - zagrzmiał.

- Nigdy nie zapomniałam, dlaczego tak bardzo cię kochałam, tak bardzo za tobą tęskniłam. Ale jak mam cię z powrotem, okazuje się, że wciąż zapomniałam.

– Mała – powiedział cicho.

- Poradzę sobie z tym - powiedziałam mu, mając nadzieję, że to była prawda i nie będę żyła z nowymi ranami, ranami przypominającymi mi o wszystkim, co przegapiłam przez lata.

– Tak – mruknął, pogłaskał mnie bardziej uspokajająco, po czym poprowadził nas dalej – Teraz powinniśmy wziąć prysznic. Ty masz gówno do załatwienia skoro wróciłaś, a my mamy gówno do załatwienia i powinniśmy się tym zająć.

Nie chciałam.

Dzień był słoneczny i ciepły. Śnieg topniał. A ten czas, który spędzaliśmy razem, dobiegał końca.

Logan chciał, żebyśmy spędzili razem więcej czasu i bez względu na to, jak wyboista byłaby ta przejażdżka, tym razem zamierzałam się mocno trzymać po drodze.

Ale teraz mieliśmy ten moment. Ten ostatni odcinek naszego pojednania, zanim musieliśmy zacząć żyć.

A ja chciałam więcej.

Nawet jeśli to tylko trochę, zamierzałam to sfinalizować.

Aby to zrobić, podniosłam głowę i przesunęłam się tak, że odciążyłam go trochę, gdy wsunęłam rękę w drugą stronę jego koszulki.

- A może trochę uporządkujemy życie? - Zapytałam cicho, patrzyłam, jak jego oczy zapłonęły i nie tylko otrzymałam odpowiedź na moje pytanie, ale doznałam mrowienia.

- Dla mnie dobrze - Jego słowa przetoczyły się po mnie, przeze mnie, we mnie i poczułam więcej mrowienia.

Potem podniosłam ręce, wyginając plecy w łuk, aby uwolnić jego koszulę i móc ją podciągnąć, a High uniósł ręce i zgiął się w brzuchu, żebym mogła ją zdjąć.

I z nim właśnie tam, w moim łóżku, znowu moim, zdecydowałam się na wielozadaniowość.

Mogłam nadrobić zaległości, które chciałam, podczas gdy mieliśmy te ostatnie chwile naszego połączenia.

To był tak doskonały pomysł, że zabrałam się do tego natychmiast, oglądając go sobie leniwie, ale skupiona, wąchając zapach Logana, który pamiętałam, przesuwając ustami po jego szorstkiej szczęce, w dół jego gardła, przesuwając ręce w dół szczeciniastych włosów na jego klatce piersiowej.

Poszłam za nimi w dół.

Stwierdziłam, że nic z tego się nie zmieniło. Bracia mieli miejsce do ćwiczeń i korzystali z niego. Mogli pić, palić i hulać, ale wykorzystywali każdą okazję do obcowania, w tym podczas podnoszenia ciężarów.

Tak więc twarde wypukłości klatki piersiowej Logana mogły być bardziej masywne, ale nie były obce. Zwarte wypukłości jego bicepsów mogły być większe, ale to oznaczało tylko lepiej. Porośnięte futrem pudła jego mięśni brzucha były nie mniej wyraźne. Gładkie grzbiety jego żeber były nie mniej zarysowane.

Znalazłam duży tatuaż wzdłuż jego boku, tracąc go z oczu na jego plecach, ale wystawał całkiem daleko poza jego żebra. Była to waga z szalami, gdzie na jednej widniał napis Red, gdzie krew kapała z boków, a na drugiej unosił się upiorny żniwiarz z napisem Black. Podstawą wagi były słowa Nigdy nie zapomnij.

Rzuciłam na to okiem, wiedząc, że wszyscy bracia mają tatuaże, które coś znaczyły, opowiadały historię, dumnie eksponowały ich zgromadzenie, wspólną historię. Uznałam więc, że historia kryjąca się za tym niepokojącym dziełem sztuki poczeka na inny dzień.

Więc szybko przesunęłam ustami po słowie Black i przesunęłam nimi po jego brzuchu i wzdłuż paska jego dżinsów.

Jego dłoń, która już obejmowała moją głowę, zadrżała, opuszki jego palców delikatnie wbijały się w moją skórę głowy.

Wiedział, dokąd zmierzałam. Chciał tego.

Ja też tego chciałam.

Wsunęłam dłoń w górę jego biodra i do środka, przeciągając ją po jego twardym kroczu.

Jego głos był zachęcającym warknięciem, gdy powiedział - Kontynuuj, piękna.

Nie miał się czym martwić.

Rozpięłam guzik przy jego pasku, następny, następny. Jego palce zaplątały się w moje włosy, kiedy szłam dalej i rozpięłam je wszystkie. W chwili, gdy skończyłam rozpinać jego rozporek, ściągnęłam jego dżinsy o cal, chcąc dostać się do jednej z moich ulubionych części jego ciała, o której wiedziałam, że nadal ją kochałam z ostatnich doświadczeń, części, którą zawsze będę uwielbiać, ale dotąd nie byłam wystarczająco pozbierana, aby w pełni go przyjąć.

Zamierzałam to zrobić wtedy.

I tym razem zamierzałam się nie spieszyć.

Skupiając się na tym, ściągnęłam jego dżinsy jeszcze o cal, Logan uniósł biodra, by pomóc. Widziałam gruby korzeń jego twardego penisa i nie mogłam się doczekać.

Szarpnęłam ponownie i coś przykuło moją uwagę.

Spojrzałam na to, początkowo nie widząc szczegółów, poza tym, że było cholernie fajne.

Głowa węża z otwartą paszczą i obnażonymi kłami, wytatuowana w mięśniach otaczających kość biodrową.

Wpatrując się w to, nagle moje wnętrzności zamarły, a palce na jego prawym biodrze szarpnęły bardziej w dół.

Wtedy reszta mnie zamarła.

Ponieważ ciało węża spływało w dół i przez jego biodro, fajnie jak cholera, naprawdę piękne.

Ale zakryło mój tusz.

Zakrywało to, co kiedyś tam było.

Zakrywało jego deklarację, że był mój.

Cały mój.

Tylko mój.

Jego tusz wciąż był na moich plecach.

Mój tusz zniknął.

Wpatrywałam się w jego biodro, nieruchomo, wystarczająco długo, by Logan zawołał - Kotku.

Nawet nie drgnęłam.

Przesunął dłonią po mojej szczęce, delikatnie naciskając, abym przechyliła głowę, żebym na niego spojrzała, robiąc to i mówiąc cicho – Millie, piękna.

…tylko ona.

Stracone.

Straciłam to.

Straciłam to.

I nigdy tego nie odzyskam.

Nawet z naszym pojednaniem.

Nawet jeśli to by zadziałało i spędzilibyśmy resztę naszych dni razem.

… tylko ona.

To było coś, czego nigdy nie odzyskam.

Nigdy.

Oparzona tą wiedzą, obolała z poparzenia, z wężem poruszającym się przed moimi oczami, obnażonymi kłami, gotowym do uderzenia i zniszczenia mnie, poruszałam się szybko, rzucając się na koniec łóżka.

Zaczęłam wymachiwać nogami, żeby zejść, uciec, biec szybko, biec po życie, żeby uciec od tego węża.

Nawet nie obróciłam nóg, kiedy ramię Logana zacisnęło się wokół mojego brzucha i przyciągnął mnie z powrotem do swojego ciała.

- Mała - szepnął mi do ucha.

Odepchnęłam się od niego całym ciałem i rękami na jego ramieniu - Puść mnie.

Jego ramię zacisnęło się - Millie…

Wywinęłam się i straciłam opanowanie, krzycząc - Cholera! Jeśli chcę odejść, musisz mnie puścić!

Wypuścił mnie.

Zerwałam się z łóżka do łazienki i trzasnęłam drzwiami.

W środku zatrzymałam się jak martwa.

- Okej, Boże, okej – skandowałam, zaczynając chodzić, moje ciało było kontrolowane przez emocje, z którymi nie mogłam walczyć, ale też nie mogłam ich uwolnić, bo inaczej leczenie, które się rozpoczęło, zostałoby utracone, a ta nowa rana otworzyłaby się i zaczęłaby natychmiast ropieć.

Przeciągnęłam paznokciami po czole, skórze głowy i wpiłam je we włosy.

– Okej, gówno, okej… Boże – wyszeptałam, przypominając sobie.

Pamiętałam, jak zrobiliśmy sobie te tatuaże. Ja leżałam na brzuchu na stole obok niego, wylegującego się w fotelu.

To był najbardziej romantyczny moment w moim życiu.

Wiedziałam o tym później, zdecydowanie po tym, jak go straciłam.

Ale czułam to już wtedy, leżąc z policzkiem na przedramionach splecionych pode mną, obserwując go, jak odwracał głowę, by złapać mój wzrok. Wiedziałam wtedy, że nawet gdy się pobierzemy, będzie wspaniale, ale nie aż tak pięknie.

To było wszystko.

To byliśmy my, którzy deklarowaliśmy, że jesteśmy nami.

Opuściłam ręce, podeszłam do lustra, ściągnęłam górę od piżamy i odwróciłam się plecami.

Przycisnęłam materiał do piersi, gdy przekręciłam się, by spojrzeć w lustro, przesuwając włosy przez ramię.

Tylko on…

Bez …tylko ona.

Przepadło.

Rozumiał to. Nie minęły nawet dwadzieścia cztery godziny, a on to zrozumiał. Wiedział to, co ja wiedziałam. Rozumiał dlaczego.

Ale ja nas zabrałam.

Wtedy by zrozumiał. Byłby tam, aby pomóc mi uporać się z utratą naszego marzenia.

Byłby tam, aby pomóc zbudować nowe marzenie.

Byłby tam.

A mój Tylko on… miałby swoją …tylko ona.

Na zawsze.

A ja to wyrzuciłam.

Osunęłam się po szafkach na tyłek, obejmując udami ramię na piersiach, gdy zwinęłam się w kłębek i łzy popłynęły.

Były ciche.

Były śmiertelne.

– Millie – zawołał Logan zza drzwi.

Schowałam twarz w kolanach, mocno zamykając oczy.

I widząc węża.

Moje ciało podskoczyło od szlochu.

- Kotku, wyjdź lub wpuść mnie! - krzyknął Logan - Masz dwie sekundy!

Nie wyszłam ani go nie wpuściłam.

Płakałam w kolana.

Usłyszałam, jak drzwi się otworzyły. Usłyszałam pełne bólu „Kurwa”. Poczułam, że się przesunęłam, więc nie leżałam tyłkiem na podłodze, z twarzą na kolanach. Leżałam tyłkiem na kolanach Logana, z twarzą w jego szyi, a jego dłoń ją tam przyciskała.

Ze swojej strony nie dotykałam go. Nie zwinęłam się w niego. Nie trzymałam się. Siedziałam na jego kolanach w jego ramionach, a łzy leciały obficie i bezgłośnie, wszystko to po raz kolejny odkrywało, jak to wszystko straciłam.

Jak straciłam nas.

Logan pogłaskał mnie po włosach i wyszeptał – Wytatuuję to z powrotem, kochanie. Namaluję cię, gdziekolwiek zechcesz. Ty wybierzesz miejsce. Zrobię to jutro. Kurwa, zrobię to teraz. Ubierzemy się i wyjdziemy, Millie. Wytatuujemy cię z powrotem na mnie.

– Wyrzuciłam to – odpowiedziałam łamiącym się głosem.

Przyciągnął mnie bliżej - Nie wrócimy tam. Zgodziliśmy się. Jesteśmy tu. Wróć tu ze mną.

– Nie możesz tego odzyskać – powiedziałam mu.

– Ubierz się ze mną, zrobimy to teraz – powiedział.

– Nie możesz go odzyskać – powtórzyłam.

- Mała…

Odsunęłam twarz od jego szyi i spojrzałam na jego zamglone piękno.

– Nie możesz – syknęłam gwałtownie - Zrobiłam to tak, że ty nie możesz. Odrzuciłam nas i to już nie będę tylko ja, Logan. Nigdy nie będę tylko ja. Wyrzuciłam to, więc nigdy nie odzyskam. Miałeś żonę.

- Ona nie…

– Nie obchodzi mnie to – syknęłam. – Wciąż cię miała.

– Millie, uspokój się, żebym mógł ci to wytłumaczyć, zrozumiesz…

Mówiłam przez niego.

- Mam swój. Widziałeś to. Nigdy nie zmieniałam swojego, bo to się nigdy nie zmieniło. I szczerze mówiąc, nie wiem, co jest gorsze. Ból świadomości, że ja to odrzuciłam. Powinnam była ci powiedzieć. Nigdy nie powinnam była pozwolić ci odejść. Albo upokorzenie przyznania się, że to, że byłeś mój, pozostało prawdziwe. Pozostało całkowicie prawdziwe. To byłeś tylko ty. Zawsze byłeś tylko ty, Logan. Nie miałam chłopaka, żadnego kochanka, do diabła, nawet żadnej pierwszej pieprzonej randki. Dwadzieścia lat bez ciebie i zawsze byłeś… tylko… ty.

Po mojej pełnej bólu, upokarzającej przemowie kilka chwil zajęło mi wydostanie się z mojej głowy i powrót do łazienki.

A tam było tak cicho, że wydawało się, że nie było czym oddychać.

Wtedy zobaczyłam jego twarz.

A moje serce eksplodowało.

Zrobiło to tuż przed tym, jak poderwał się, trzymając mnie w ramionach, i podszedł do drzwi.

– Logan… – zaczęłam, ale urwałam, kiedy nawet na mnie nie spojrzał, miał zaciśniętą szczękę i kamienną twarz.

Podszedł do drzwi, prosto do łóżka i rzucił mnie na nie.

Nie miałam szansy się odbić, ponieważ złapał mnie za kostki i pociągnął w swoją stronę.

Zaczęłam dyszeć, kiedy mnie puścił, ale natychmiast pochylił się i złapał za spodnie od mojej piżamy. Zdarł je z moich nóg, odrzucił na bok, a ja walczyłam o oddech, moje ciało płonęło, kiedy natychmiast opadł na kolana z boku łóżka, ponownie łapiąc moje kostki i przerzucając je sobie przez ramiona.

Potem pochylił się. Straciłam jego twarz, a moja głowa opadła tyłem na łóżko, kiedy wpił we mnie usta.

Mocno mnie lizał. Mocniej ssał moją łechtaczkę. Zatopił język głęboko we mnie. W mgnieniu oka skończyłam się wić i wić się przy nim, moje uda przywarły do jego głowy po obu stronach.

A potem to mnie zalało, orgazm mnie poniósł, gdy krzyczałam w sapnięciach i chwytałam jego włosy obiema rękami.

Straciłam to, co miałam od niego. Ledwie zaczęłam dochodzić, jego usta opuściły mnie, a jego ręce znów znalazły się na moich kostkach, używając ich, by obrócić mnie na brzuch. Z trudem łapałam oddech, mimo ogarniających mnie doznań, gdy poczułam, jak puścił moje kostki, ale chwycił mnie za ramiona i ponownie wciągnął mnie do łóżka, wchodząc ze mną.

Podciągnął moje biodra i ustawił. Poczułam szturchnięcie czubka jego penisa, zanim wszedł do środka.

Moja głowa odleciała do tyłu, chlubiąc się tym, że byłam przez niego wypełnioną i automatycznie zaczęłam podnosić się na rękach, kiedy poczułam, jak jego palce owijają się wokół mojej szyi i pchają.

- Zostań na dole - warknął, wbijając się we mnie.

O, Boże.

To znowu.

Dreszcze przyjemności mieszały się z dreszczami strachu.

Jego palce opuściły moją szyję, ale poczułam, jak odgarniają moje włosy na bok. Poczułam ślad jego dotyku na moim tatuażu. Potem chwycił moje biodra obiema rękami.

O, Boże.

Nie.

Nie znowu.

Coś innego.

Coś pięknego.

- Zostań na dole, Millie, i bierz mojego kutasa - rozkazał szorstko, wciąż pchając, ale teraz także pociągając moje biodra do przodu i uderzając mnie z powrotem, aby dostać więcej, szybciej, mocniej, Boże…

Boże.

Zrobiłam tak, jak kazał, starając się to powstrzymać, próbując skoncentrować się wyłącznie na dotyku jego kutasa wbijającego się we mnie, na czuciu jego dzikości, na czuciu, że całkowicie stracił kontrolę, na czuciu tego, co mi komunikował.

Ale nie mogłam. Wszystko to sprawiało, że znowu się nawarstwiało i wbiłam czoło w łóżko, poruszając się wraz z jego pchnięciami, jęcząc w prześcieradła.

– Znowu dojdziesz? - burknął swoje pytanie.

– Tak – odetchnęłam.

Poczułam jego ciało wokół mnie, rękę na materacu, kutasa zagłębiającego się głęboko, jego druga ręka wślizgnęła się dookoła i do środka. Odszukał moją łechtaczkę palcem i przetoczył.

Boże.

Boże.

- Więc dojdź, mała - wyszeptał.

I doszłam.

Jęknęłam przez to. Odwracając głowę tak, że byłam policzkiem do łóżka, wbiłam się tyłem w niego, moje plecy wygięły się w łuk, gdy jego palec pracował na mojej łechtaczce, jego kutas wbijał się we mnie i znowu zostałam porwana.

- Właśnie tak, Millie - jęknął, a potem jego ramię zablokowało się wokół mojego brzucha i trzymał mocno, gdy przyjmowałam jego mocne pchnięcia i słuchałam jego ostrych pomruków, gdy wchodził we mnie.

Płynęłam, bez myśli, po prostu czując, ospała, spokojna, przykryta przez mojego mężczyznę, wypełniona nim i zostałam taka, kiedy on tak pozostał.

Dopóki jego ramię nie odeszło od mnie, jego ręka przesunęła się po moim brzuchu, po moim boku.

Wygiął swoje biodra w moje, a moje usta rozchyliły się z miękkim miauknięciem.

– Moja Millie – mruknął.

O, Boże.

Pozostałam nieruchoma, okryta moim mężczyzną, wypełniona nim, podczas gdy jego ręka wędrowała dalej.

Do moich pleców.

Zaczęłam się trząść, kiedy poczułam, jak jego palec przesuwał się po tuszu.

- Moja Millie.

Zamknęłam mocno oczy, gdy leniwość się wyślizgnęła, spokój zaczął się ślizgać, a emocje cofnęły się.

Logan wysunął się i przesunął w górę. Poczułam nacisk na biodro i na jego niewerbalny rozkaz upadłam na bok.

Natychmiast zwinąłam się w kłębek i zamknęłam oczy.

Poczułam, jak opuściła mnie obecność Logana. Słyszałam, jak w łazience odkręca się kran. Potem poczułam, że obecność Logana wróciła.

Czułam też, jak łóżko się zapadło, kiedy wrócił.

– Podnieś nogę, piękna – wymamrotał.

Złapałam się za nogę.

Delikatnie, jakby był w tym dobry, Logan wyczyścił między moimi nogami.

Kiedy myjka zniknęła, poczułam jego usta na biodrze, zanim znów zniknął.

Ale wrócił.

Nie mogłam utrzymać zamkniętych oczu, kiedy znów mnie objął, tym razem ostrożnie. Słodko, delikatnie, przesuwał mnie, aż znaleźliśmy się z powrotem w łóżku tak, jak zaczęliśmy, tym razem nadzy, przykryci kołdrą, ja na górze.

– Spójrz na mnie, Millie – nalegał, kładąc dłoń na karku, a tylko opuszkami palców gładząc skórę z boku.

Powoli podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć, a kiedy to zrobiłam, podniósł drugą rękę, by pogłaskać mnie po policzku.

– Tu nie chodzi o poświęcenie, którego dokonałaś – powiedział cicho.

Oblizałam usta.

- Tylko tak mówię - ciągnął - Wiedząc, że darzysz mnie tym rodzajem miłości, to mnie kręci. Kręci mnie w dobry sposób, mała. Świadomość, że byłaś we mnie zakochana tak głęboko, że nie dopuściłaś nawet do spotykania się z kimś, sprawia, że czuję się jak kutas, mówiąc to, ale czuję, że musisz to usłyszeć, to wiele znaczy.

- Myślę, że w pewnym sensie zakomunikowałeś to podczas naszej, hm… ostatniej sesji.

Jego spojrzenie złagodniało humorem, ale intensywność pozostała niezmieniona.

– Nienawidzę tego dla ciebie – wyszeptał - Nienawidzę tego, że beze mnie czułaś się tak samotna. A jednocześnie to kocham.

Jego głowa przechyliła się na poduszce - Rozumiesz to?

– Myślę, że tak – szepnęłam.

– Cierpiałaś – odszepnął.

– Z własnej winy – przypomniałam mu.

- Nie wróciłem.

Zacisnęłam usta i poczułam, jak drży mi głowa.

- Znałem cię. Znałem nas – oświadczył - Wiedziałem, co mieliśmy. Odstrzeliłaś mnie, wiedziałem, że to nie było w porządku. Ale nie wróciłem. Cierpiałaś też z mojej winy, Millie. I to cholernie jest do bani. Tego najbardziej nienawidzę. Ale przysięgam ci teraz, że to naprawię.

– Ja… – Potrząsnęłam głową – Logan, to nie była twoja wina.

– To też nie była twoja i to nie jest fajne, że się tak przejmujesz.

- Ale to byłem ja…

– A to ja nie wróciłem.

Otworzyłam usta, ale on mówił.

- Nie kochałem jej.

Znowu zamknęłam usta.

- Wiesz to. Teraz będziesz wiedziała, że nigdy się nie zbliżyłem. Nawet nie próbowałem. W tym, co mieliśmy, nie chodziło o to i myślę, że to jeden z powodów, dla których to mieliśmy. Ona nie jest kobietą, która chce być kochana. Kocha nasze dziewczyny, ale to wszystko, czego chce od życia i dobrze jej z tym. Sprawiła, że było to dla mnie jasne. Nie cierpiała tego, co mieliśmy. Istnieliśmy. I to wszystko, co każde z nas w to włożyło. Dała tyle, ile miała. To nie było nic takiego. Była na to zła, podobnie jak ja. Patrząc wstecz, to był jeden z powodów, dla których poszedłem w to z nią. Bo nie musiałem się starać. Nie musiałem zakopywać tego, co zawsze było na powierzchni, nawet po to, by udawać. Nawet starając się nie skrzywdzić przyzwoitej kobiety.

Przestał mówić, a kiedy nie powiedział nic więcej, odpowiedziałam na zachętę - Okej.

– Innymi słowy, Millie, byłaś tylko ty.

Wciągnęłam nierówny oddech.

– Będziesz tylko ty – ciągnął.

Spojrzałam na niego.

Przesunął kciukiem po moim policzku - Więc to będzie moje gardło.

Znowu zadrżała mi głowa.

- Co? – zapytałam i wyszło to zadyszane.

- Dokonaj wyboru i nawet jeśli powiesz, że chcesz tego na moim kutasie, zrobię to. Pomalowałbym tobą mojego fiuta. Ale chcę, żeby każdy, kto mnie zobaczy, wiedział. Każdy, kto spojrzy na moją twarz. Nie z tyłu mojej szyi. Nie ma mowy, żeby gdzieś to ukrył. Jak spojrzą na moją twarz, będą widzieli na gardle, że jestem twój.

Twardziel motocyklista z jego kobietą wytatuowaną na gardle?

To było ogromne.

Olbrzymie.

O cholera.

Miałam znowu płakać.

Aby z tym walczyć, zaczęłam głęboko oddychać.

A żeby z tym walczyć, musiałam się skoncentrować na tym i na niczym innym.

Dlatego się nie odzywałam.

- Tak będzie dla ciebie dobrze? - zapytał.

– Ja… eee… ty…

Odchrząknęłam.

Potem mnie to przytłoczyło, a moje ciało poderwało się z powstrzymywanego szlochu.

Nie mogłam na niego patrzeć, był zbyt piękny, a to, co mówił, było zbyt kolosalne.

Więc wsunęłam twarz w jego szyję i ponownie zaczęłam głęboko oddychać.

Logan wsunął rękę w moje włosy i przeczesał je. Znów splatając palce, przesunął je po nich. I powtarzał to, cały czas mamrocząc - Wezmę to za potwierdzenie.

Skinęłam głową.

Potem znalazłam czas, żeby się pozbierać.

Logan mi pozwolił.

Kiedy osiągnęłam ten gigantyczny wyczyn, zauważyłam - Zrobienie sobie tatuażu na gardle będzie bolało, Low.

- Więc?

Nie spodziewał się odpowiedzi, a nawet jeśli, ja jej nie miałam. O ile mi było wiadomo, był pod igłą cztery razy. Insygnia Chaosu, które rozciągały się na jego plecach. Mój tatuaż, którego już nie było. Tatuaż, który go zakrywał. I cokolwiek to było na jego żebrach (czego nie byłam pewna, czy miałam wtedy siłę, żeby to zrozumieć, więc unikałam nawet zbytniego myślenia o tym).

Wiedział, jak bardzo to bolało.

Pozwoliłam temu odejść i ostrożnie zauważyłam - Twoje dziewczyny zobaczą.

– Millie, spójrz na mnie.

Brzmiał poważnie.

Wszystko, co się działo, było poważne, ogromne, niewiarygodne, przytłaczające, w dobrym i złym sensie.

Więc nie chciałam nic poważniejszego.

Ale musiałam się zebrać w sobie.

Przez lata nie pozwalałam sobie nawet marzyć, że to się mogło wydarzyć.

Jednak teraz wydawało mi się, że żyłam snem, na który nie miałam odwagi.

Ponieważ jednak był tutaj, musiałam znaleźć odwagę, by stawić temu czoła.

Pielęgnować to.

I w przeciwieństwie do ostatniego razu, trzymać się i nie puszczać.

Więc podniosłam głowę.

Logan przesunął rękę na bok mojej szyi, trzymając mnie tam tą ręką i tą z tyłu i trzymając.

– Waham się z tym, piękna – zaczął łagodnie – ponieważ jesteś krucha. Rozumiem - Ścisnął mnie lekko obiema rękami, kiedy zobaczył, że to, co wiedziałam, wypłynęło mi na twarz - Nie oceniam tego. Nie jesteś mną. Nie czujesz daru, który mi dałaś, żyjąc tak, jak żyłaś przez dwadzieścia lat, pozostając tylko dla mnie. Szczerze mówiąc przed Chrystusem, nie był to dar, którego chciałem, ale mimo wszystko jest cenny.

Wzięłam kolejny głęboki wdech.

Logan kontynuował.

- Wiem, że nie byłaś w stanie hibernacji i nie obudziłem cię. Wiem, że to, co muszę zrobić, jest jak tchnąć w ciebie życie. I mam nadzieję, że to łączy się z tym, że jestem w tym całkiem. Więc powiem ostrożnie, że moje dziewczyny są moimi dziewczynami. Być może nie wychowały się w domu, w którym ich mama i tata się kochali, ale wychowały się w domu, w którym było dużo miłości. Będą cię chciały dla mnie.

- Okej, Low - powtórzyłam drżąco, mając nadzieję, że to była prawda.

- Cleo, ona zawsze miała wyprostowaną głowę – powiedział mi – Jest bardzo podobna do swojego starego. Widzi świat takim, jaki jest i bierze go takim, jaki jest. Zadie… – przerwał i wytrzymał moje spojrzenie - Moja Zadie jest marzycielką. Nigdy jej to nie dotknęło, pustka po tym, co powinni mieć jej rodzice. Wymyśliła to, co chciała, by tam było i mieszkała w tym miejscu.

O, rany.

Logan kontynuował - Więc chcę powiedzieć, delikatnie, że wiem, że mam do wykonania pracę z tobą. Ale musisz w to wejść, wiedząc, że oboje mamy dość pracy z Zadie. Jesteś ze mną?

Wspaniale.

– Czy ty… To znaczy, jesteś tu jakiś czas. Rozmawiałeś z nimi? - zapytałam.

– O tobie? - zapytał z powrotem, ale odpowiedział, zanim zdążyłam choćby skinąć głową - Nie. Ale kiedy spałaś, rozmawiałem z ich mamą i rozmawiałem z nimi - jego głos przycichł - Rozmawiam z nimi tak często, jak tylko mogę, więc zadzwonię do nich dzisiaj, kiedy będę z tobą.

Brzmiał, jakby mi to miało przeszkadzać, ale było dla mnie oczywiste, że do nich zadzwoni.

Więc tylko skinęłam głową.

– Zrobię, co do mnie należy – powiedziałam, prawdopodobnie z większą brawurą niż odwagą – To znaczy, z tobą. Z nami. Nie rozdzielę się od ciebie ponownie.

Coś zmieniło się w jego wyrazie twarzy tuż przed tym, jak zmienił nasze pozycje, przewracając się na mnie, więc leżałam na plecach, a on był przyciśnięty do mojego boku, jego twarz była blisko, jego ręce poruszały się tak, że obejmował mnie jednym ramieniem, a drugą wciąż w szyję, kciukiem gładząc gardło.

- Nigdy - wyszeptał, a moje ręce spoczywające po jego bokach zwinęły się w jego ciele na jego ton - Nigdy, Millie, nigdy nie ukrywaj ani nie wstydź się emocji, które żywisz do mnie, do nas, do tego, co straciliśmy, do wszystkiego, co odzyskaliśmy. Nigdy tego nie rób. Wszystko to będzie bólem połączonym z przyjemnością. To znaczy, dopóki nie przepracujemy bólu i nie zostanie nam nic poza dobrem. I przysięgam ci, kurwa, przysięgam, że nas tam zabiorę.

– Zmieniłam się – przyznałam, a drżenie strachu splotło te dwa słowa.

– Nie mogłem tego przegapić – odpowiedział natychmiast – Jest też gówno, które musisz wiedzieć o mnie. Ale nie przeszliśmy przez ogień tylko po to, by dojść do końca i nie otrzymać nagrody. Jeśli możemy przejść przez ogień, kochanie, możemy zrobić wszystko.

Chciałam, żeby to zapadło.

Ale w moim głosie wciąż był strach, kiedy powiedziałam - Martwię się, że jest za późno. Martwię się, że minęło zbyt wiele czasu. Oboje się zmieniliśmy. Prawdopodobnie bardzo. Martwię się…

Przerwał mi, by zapytać - Czy wydaje mi się, że jest już za późno?

Przyjrzałam mu się, leżącemu na mnie, dotykającemu mnie, trzymającemu mnie – był całym moim światem na różne sposoby i był nim odkąd się poznaliśmy. Ale wtedy to uczucie było dosłownie.

Więc zupełnie nie wydawało się, że było za późno.

Zupełnie nie.

- Sprawiasz, że to brzmi tak łatwo - wyszeptałam.

- Robiąc cokolwiek u twego boku, bez względu na to, jak trudne to będzie, nadal będzie to o wiele, cholernie wiele łatwiejsze niż próba zrobienia czegokolwiek bez ciebie. Więc masz rację. To może nie być łatwe. Życie jest, jakie jest, a po drodze napotkamy gówno. Ale wiem, jak to było robić to bez ciebie. I wiem, jak to było robić to, mając ciebie. I wiem, który sposób bardziej mi się podoba.

Widzicie?

Był taki dobry w kwiecistej, motocyklowej dobroci.

Za dobry.

Tak dobry, że znów byłam bliska płaczu.

I żeby tego nie robić, zrobiłam się zgryźliwa.

– Musisz przestać być taki niesamowity albo będę cały czas ryczeć jak wariatka – warknęłam.

Dał mi więcej swojego ciężaru, gdy przybliżył swoją twarz.

- Nie jestem pewien, czy mogę przestać być niesamowity, piękna. To właśnie ja.

Przewróciłam oczami.

Kiedy je odwróciłam, zobaczyłam, jak jego tańczyły.

Boże, uwielbiałam to.

Roztopiłam się i straciłam zgryźliwość.

Potem zdałam sobie sprawę, że się roztopiłam i straciłam zgryźliwość, więc ją odzyskałam i oświadczyłam ostro - Znowu jesteś niesamowity.

Zaczął chichotać.

Aby nie pozwolić, by to, jak dobrze się z tym czułam, a jeszcze lepiej, jak dobrze się czułem, mając to z powrotem, nie zmieniło mnie w beczący bałagan, spiorunowałam go wzrokiem.

Piorunując wzrokiem, oznajmiłam - Racja, więc skoro będziemy przy razem, powinieneś wiedzieć, że przeszkody z jakimi musisz się zmierzyć jest między innymi to, że jestem cholernie przerażona spotkaniem z twoimi dziewczynami, kiedy one mnie mogą nie lubić. Ja nie mam zielonego pojęcia o innym tatuażu, który jest nowy na twoich żebrach. I na koniec ostrzegam, że nie zbliżam się już do starszej pani. Jestem nudna. Oglądam telewizję, noszę markowe ciuchy i przez większość czasu pracuję. I nie wpadaj na żadne pomysły, bo moje dni z topem bez ramiączek i obciętymi szortami są już daleko za mną. I chociaż nie oceniam palaczy trawki, jak nadal robisz to gówno, robisz to na zewnątrz. Nie chcę zapachu w moich meblach.

Przestał chichotać, ale wciąż się uśmiechał, kiedy odparł - Mam dzieci, kotku, nie palę trawki, chyba że okazjonalnie, tylko wtedy, gdy nie ma ich ze mną, a ja jestem w Kompleksie, więc mogę obcować z braćmi, a potem paść.

– To do zaakceptowania – stwierdziłam wyniośle.

- I lubię twoje nowe stroje. Właściwie, masz nosić tę sukienkę-sweter, którą miałaś tamtego dnia, kiedy rzuciłaś mi się w twarz, kiedy dostarczałem szampana i będziesz to robić wkrótce, żebym mógł zrobić ci te rzeczy, o których myślałem, odkąd zobaczyłem w tym twój tyłek.

Jego słowa miały różne skutki, ale zdecydowałam się skupić na jednym.

- Nie rzuciłam ci się w twarz. Ty rzuciłeś się w moją – przypomniałam mu.

– Tak – zgodził się wesoło – Ale potem ty rzuciłaś się w moją.

– Tylko dlatego, że rzuciłeś się w moją – odparowałam.

- Cokolwiek - zignorował to i wrócił do wcześniejszego tematu – Jeśli chodzi o to, że cały czas pracujesz, będziesz musiała skończyć z tym gównem.

Nagle trafiliśmy na grząski grunt.

Ale trzeba było stawić temu czoła i może wcześniej, mając to wszystko na wierzchu, było lepiej niż później.

– Lubię pracować – powiedziałam mu ostrożnie - A moja praca jest czasochłonna.

- Millie, myślisz, że zadowolę się tym, że od czasu do czasu wygospodaruję czas na szybkie obciąganie, lepiej pomyśl jeszcze raz. Mamy dużo czasu do nadrobienia. Kiedy to będziemy robili, będziesz często brała mojego kutasa, robiąc to na różne sposoby, a ja nie będę się spieszyć, żeby ci go dać.

Te słowa dały tylko specjalny podzbiór efektów, a ja byłam tak zajęta skupianiem się na nich, że nie miałam odpowiedzi.

– Widzę, że to przykuło twoją uwagę – wymamrotał, a ja mgliście skupiłam się na nim - Więc od tego zaczniemy. Ale uczciwie ostrzegam, twoje życie będzie wypełnione, pięknym, dobrym gównem, które sprawi, że warto żyć. Więc kiedy wrócisz do pracy, musisz pomyśleć o tym, jak to się stanie, bo twoje dni życia jako duch, planujący imprezy dla innych ludzi, aby się dobrze bawili, a nie mający tego dla siebie, dobiegły końca. Słyszysz?

Słyszałam.

Lubiłam to.

Nie wiedziałam, jak to wszystko miało się ułożyć.

Po prostu wiedziałam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby znaleźć te sposoby.

Jednakże.

- Jesteś bardziej apodyktyczny niż wcześniej, czy po prostu wcześniej nie zauważyłem, jak bardzo byłeś apodyktyczny? - zapytałam i nie było to zgryźliwe, ale było wypowiedziane tak, jak to czułam, jakbym naprawdę chciała wiedzieć.

Logan uśmiechnął się - Nie mam żadnego pieprzonego pojęcia. Mam pewną wskazówkę, że najlepiej byś przyzwyczaiła się do apodyktyczności. Daj mi w kość o tym gównie, a dużo tego zobaczysz.

Mój wzrok powędrował do jego ucha, gdy moje usta wymamrotały - Nie jestem pewna, czy to dobrze.

– Ja jestem – odparł stanowczo, a ja spojrzałam na niego w samą porę, by zobaczyć, jak przechylił głowę na bok - Teraz się obudziliśmy. Mieliśmy niespodziewany zjazd rodzinny. Mieliśmy gofry. Mieliśmy dramat. Mieliśmy spektakularne ruchanie. Naprawiliśmy trochę gówna. W tym wszystkim wiesz, czego nie mieliśmy?

- Nie - odparłam.

- Pocałunku.

Moje „och” było cichym wydechem.

– Więc pocałuj mnie, żebyśmy mogli wziąć prysznic – zażądał - Bo masz rację, musimy najpierw przegadać to z moimi dziewczynami, zanim dostanę cię do gardła. Więc tatuaż odpada - zanurzył się bliżej – Ale myślę, że znajdziemy sposób na spędzenie dnia.

Powinnam spędzić go w biurze, sortując rzeczy, ustalając spotkanie z Claire w celu podsumowania, nie wspominając o rozpakowywaniu, robieniu prania i przygotowaniu rzeczy, które pożyczyła mi Dottie, aby były gotowe do zwrotu mojej siostrze.

Nie wspomniałam o tym ani słowem.

Uniosłam głowę o dwa cale, aby przycisnąć usta do ust Logana.

Pochylił głowę jeszcze bardziej i wziął nacisk moich do ust, dodał języki, a nasze naciski ust zamieniły się w połączenie ciał, splecenie ramionami, zaciśnięcie palców, pojedynek języków w sesji całowania.

W jej środku zadzwonił telefon Logana.

Zignorował to i kontynuował.

Kiedy przerwał pocałunek, zrobił to tylko po to, by wyciągnąć mnie z łóżka i pod prysznic.

To był dobry prysznic.

Doskonały.

Często robiliśmy to razem i też za tym tęskniłam.

Poczułam ból.

Potem odłożyłam to na bok, aby skupić się na czymś innym. Szeregu czegoś innego. Wszystkiego związanego z Loganem, mną, ciepłą wodą i śliskim mydłem.

I to zadziałało.

Wspaniale.

*****

High

Jego telefon zapiszczał pocztą głosową po tym, jak przestał dzwonić i High przeniósł wzrok z telefonu na Millie.

Siedziała ze skrzyżowanymi nogami obok niego na kanapie. Jej dolna połowa była pod puszystym kocem, mimo że w domu było ciepło, kominek palił się, a jedna z jej nóg spoczywała na jego wyciągniętym udzie, gdy jego stopy były na jej stoliku do kawy (coś, co dało mu jej spojrzenie, co dało jej jego uśmiech).

Wpatrywała się w telewizor z mokrymi policzkami i pociągnęła nosem.

Kiedy to, się stało po tym, co pojawiło się na ekranie telewizora i widząc jej reakcję, High był zmartwiony. Stało się tak, bo ruszyło ją to, że suka w telewizji umarła po urodzeniu dziecka, a kiedy to się stało, Millie lekko straciła opanowanie.

Martwił się, że chodziło o to, że ją ruszyła kobieta, umierająca po porodzie.

Potem zdał sobie sprawę, że beczenie Millie nie dotyczyło kobiety, która straciła życie po wypchnięciu dziecka. Chodziło o to, że Millie była zamknięta w serialu.

Więc odprężył się.

W trakcie odcinka dalej płakała.

Ponieważ była w to wkręcona, wyciągnął rękę i chwycił swój telefon.

Zobaczył, że telefon był od Tacka, podobnie jak poczta głosowa.

To był piąty telefon Tacka tego dnia.

Na żaden z nich High nie odpowiedział.

Tego popołudnia rozmawiał ze swoimi dziewczynami i zrobił to z Millie w pobliżu. Nie kłamał, kiedy mówił, że jest krucha.

Cierpiała bardziej, niż sądził, że cierpiała. Cieszyła się, że miała go z powrotem, ale była kiepska w ukrywaniu faktu, że była również tym przerażona.

On to zrozumiał.

Musiał po prostu postępować delikatnie.

Jednocześnie ona musiała to w sobie znaleźć, żeby to przejść.

Kiedy rozmawiał ze swoimi dziewczynami, zauważył, że znalazła to.

Rozmowa nie była długa, miała miejsce, gdy przygotowywali późny lunch, i wszystko, co dostał od Millie, to kilka słodkich uśmiechów, a kiedy się rozłączył, uścisk i szept - Jesteś z nimi słodki.

Nie był z nimi słodki.

Był ojcem dwóch córek.

To było tyle.

Jak jednak Millie uważała, że to słodkie, on by się z tym pogodził.

Rozmawiając z nimi, zaplanował, że następnego wieczoru zabierze ich na kolację. Rozmawiał też o tym z Millie. Nie byłoby jej tam i zgodziła się, że to właściwy sposób. Nie zamierzał jej narzucać swoim dziewczynom. Nie tak.

Nie zamierzał też zwlekać. Cleo i Zadie dowiedzą się o Millie następnego wieczoru i niedługo potem ją poznają.

One też będą musiały to przyjąć, a przynajmniej Zadie.

Nie było wiele gówna w byciu tatą.

Ale częścią tego gówna było to, że musiałeś nauczyć swoje dzieci, że życie może rzucać podkręconymi piłkami i musiałeś kopać głęboko, aby znaleźć w sobie to, by się dostosować.

Nie dało się tego obejść.

A jego córeczka miała zmierzyć się z podkręconą piłką, więc jego zadaniem było poprowadzić ją, aby nauczyła się dostosowywać, przyjmować uderzenie, ale trzymać głowę do góry, albo lepiej stawić czoła temu i wybić ją poza boisko.

Po lunchu wkroczyło życie i High doświadczył bardziej sprzecznych emocji, nienawidząc tego do cholery, a jednocześnie czując, że dobrze było, że się z tym zmierzyli.

Chodziło o to, że pojechał do sklepu, żeby kupić więcej jedzenia (albo żeby Millie faktycznie była zaopatrzona, bo jej szafkom naprawdę brakowało), a Millie powiedziała mu, że musi usiąść za biurko, żeby uporządkować trochę gówna. Musiała się też rozpakować.

Miała interes i wyjechała. Musiał pozwolić temu odejść.

Pojechał więc do sklepu, kupił wszystko, czego mogli potrzebować lub chcieć, wrócił, wniósł to gówno i schował. Posiedziała trochę przy biurku. Potem spędził z nią trochę czasu w łazience, podczas gdy ona rozpakowywała się i zaczynała pranie.

Potem zabrali się do telewizji, zrobili sobie przerwę na lunch, zjedli go przed telewizorem, a potem katastrofa spadła na jej program, który on oglądał, bo tego właśnie chciała, ale ta rzecz nic dla niego nie zrobiła. To była banda aroganckich ludzi (nawet służący byli aroganccy) ubranych w stare ubrania i mówiących z brytyjskim akcentem.

Nawet gdy ładna brunetka tam grała, nadal nic mu to nie dało.

Poszedł więc do poczty głosowej i odsłuchał Tacka.

– Rozumiem, że musisz się skupić, bracie – szepnął mu Tack do ucha – ale jak wiesz, mamy gówno do omówienia. Na razie cię to nie dotyczy, ale to nie znaczy, że nie musimy omawiać tego z tobą. Więc jutro rano o dziewiątej mamy spotkanie w Kompleksie. Potrzebny tam twój tyłek, High. Nienawidzę odciągać cię od tego, co się dzieje, zwłaszcza jeśli układasz sprawy z Millie, ale wiesz, że trzeba to zrobić. Szczególnie dla Millie. Do zobaczenia.

High wcisnął guzik, by wyłączyć telefon, nie wiedząc, o czym, do cholery, mówi Tack.

Szczególnie dla Millie.

Co to gówno znaczyło?

Spojrzał na Millie.

– Mała – zawołał.

Pomachała mu ręką, nie odrywając oczu od ekranu.

- Ćśś! - syknęła, pociągnęła nosem, a potem zapłakała - Och, Tom!

Kurwa, była słodka.

A z tym uroczym, siedzącym obok niego, opłakującym jakieś fikcyjne osoby, które nigdy, kurwa, nie istniały, High zdecydował, że dowie się, o czym mówił Tack, na spotkaniu jutro rano.

W tej chwili miał być ze swoją dziewczyną.

Więc wyciągnął rękę, chwycił ją za szyję i przyciągnął do siebie, zagłębiając się głębiej w róg jej kanapy.

Natychmiast się dostosowała, zwijając się w jego stronę i podwijając nogi obok siebie na siedzeniu.

- Wiesz, że po tym oglądamy coś innego - powiedział jej, po czym poczuł, jak jej ciało stwardniało.

Następnie warknęła - Xbox, pauza - Program się zatrzymał, a ona podniosła się i obróciła do niego.

- Nie będziemy.

- Millie, wypłakujesz sobie oczy. Ten program jest do bani.

- Jest genialny – oświadczyła.

– Wypłakujesz sobie oczy – powtórzył.

– Znak rozpoznawczy dobrego pisania – odparła.

Wpatrywał się w nią, wykrzywiając usta.

Nie zapomniał. Nic z tego. Nic z niej.

Łącznie z faktem, że gdyby miała do wyboru komedię, dramat lub coś, co doprowadziłoby ją do szaleństwa i niekontrolowanego płaczu, zawsze wybierałaby to ostatnie.

Cholera, trzy razy przesiedział Stalowe Magnolie i cztery razy Czułe Słówka. Suki w tych filmach umierały łącznie siedem razy, a Millie beczała za każdym razem, jakby widziała to po raz pierwszy i nie przewidziała, że to nadchodzi.

A siedział przez to, bo ona wtulała się głęboko, kiedy to robił.

– Nieważne – mruknął, dając jej znak, że się poddawał.

– Czy mogę teraz wrócić do Downton Abbey? - zapytała.

– Baw się dobrze – zaprosił.

Uśmiechnęła się do niego, a on przyglądał się jej, myśląc, że nie mylił się tym, co rzucił jej w twarz kilka tygodni temu.

Jego dziewczyna była najładniejszą płaczką na świecie.

Jednak najbardziej podobało mu się to, kiedy uśmiechała się do niego z mokrymi policzkami, ponieważ postawiła na swoim, a to dlatego, że jej to dał.

Odwróciła się więc do telewizora i zawołała - Xbox, play - Akcja zaczęła się, a on przyciągnął ją głębiej do siebie.

Przysunęła się jeszcze bliżej.

Potem High oglądał program, o którym nie miał pojęcia, o co w nim chodziło.

I zdecydował, że mu się to podobał.

Ponieważ Millie się podobał.


 

2 komentarze: