poniedziałek, 10 kwietnia 2023

14 - Złożona w ramiona Chaosu

 

 ROZDZIAŁ 14

Złożona w ramiona Chaosu

Millie

 

Mój budzik zadzwonił, a ja wyplątałam się z Logana na tyle, by wyciągnąć rękę, żeby włączyć drzemkę, kiedy Logan mruknął - Jezu, co to, kurwa, jest?

Byłam zbyt śpiąca, by śmiać się głośno, ale nadal uważałam to za zabawne.

Kiedy mój mężczyzna był rekrutem do Klubu, miał obowiązki, które mu przydzielono, więc wstawał i jechał do nich jeszcze zanim musiałam wstać do szkoły.

Po inicjacji, kiedy przydzielone mu obowiązki odbywały się w nocy, nienawidził budzika, z którego wciąż musiałam korzystać, żeby wstać do szkoły. Powiedział mi, że ma nadzieję, że był taki czas w naszym życiu, że moglibyśmy to wyrzucić.

Podejrzewałam, że do teraz od tamtego czasu to wyrzucił.

Wróciłam do niego - Budzik, Rybko. Muszę wstać i zmierzyć się z dniem.

Nie chciałam. Tak jak wczoraj, chciałam pozostać zaplątana w Logana na tyle sposobów, na ile tylko mogłam.

Ale wczoraj częściowo wróciliśmy do życia.

Na początku świrowałam na myśl, że Logan wyszedł po zakupy, a ja siedziałam przy moim biurku.

W końcu było dobrze, bo to było normalne.

Ale głównie dlatego, że zrobiliśmy to, co musieliśmy zrobić osobno, a potem wrócił.

Co więcej, to było to. Musieliśmy zmierzyć się z nowym nami.

Musiałam pracować. Logan musiał opiekować się swoimi dziewczynami i robić… Loganowe rzeczy. Musieliśmy uporządkować życie, abyśmy mogli razem iść do przodu.

Niestety, od teraz.

Podniósł się, po czym opadł z powrotem, otulając mnie bliżej i mrucząc – Jest cholerna piąta czterdzieści pięć.

- Mam dużo do nadrobienia i zasadniczo pracuję w domu. Ale zawsze siadam do biurka, jakbym szła do pracy, bo to wprawia mnie w odpowiedni nastrój i nigdy nie wiem, co się wydarzy. Mam więc dużo pracy przygotowawczej przed pójściem do biura.

Przytoczył się na mnie, stwierdzając - Możesz zacząć później.

Wsunęłam ręce na jego ramiona i mocno je trzymałam, gdy odpowiedziałam - Przez przygotowanie mam na myśli śniadanie. Prysznic. Pełen makijaż. Układanie włosów. Takie rzeczy. A takie rzeczy wymagają czasu.

Jego usta dotknęły boku mojej szczęki, zsunęły się w dół, gdzie wymamrotał – Możesz zacząć później.

Było mi ciepło. Czułam się przytulnie.

Teraz poczułam mrowienie.

Postanowiłam więc, że zaniosę śniadanie do biurka. Zdmuchnę tylko czubek włosów i pozwolę reszcie wyschnąć, a następnie zwiążę je w kucyk.

To dałoby mi czas.

A jeśli to by nie wystarczyło, znajdę inne rzeczy do wycięcia.

Więc otoczyłam go ramionami i pochyliłam brodę, żeby zakomunikować, czego chcę.

Logan dał mi to, podnosząc głowę i biorąc moje usta swoimi.

I nakręciliśmy się.

Po ośmiu minutach zabrzmiał alarm.

Logan wyciągnął rękę, chwycił zegar, gwałtownie szarpnął, zignorował moje zdziwione, poirytowane sapnięcie i rzucił zegar na podłogę.

- Logan! - warknęłam.

Nie odpowiedział.

Pocałował mnie.

Okej.

Dobrze.

Cokolwiek.

Mogłabym podłączyć go ponownie później (jeśli nadal by działał).

Właśnie wtedy postawiłam stopę na łóżku, przetoczyłam mojego mężczyznę i podeszłam do niego.

Ostatecznie warto było wysuszyć włosy na powietrzu.

Absolutnie.

*****

Usiadłam przy biurku w rdzawej, tweedowej, ołówkowej spódnicy, kaszmirowym golfie w kolorze pszenicy i błyszczących, ciemnobrązowych butach na szpilce. Odwróciłam się od komputera i sięgnęłam po kubek z kawą.

Zrobiłam to, uśmiechając się w sposób niekontrolowany.

Uśmiechałam się nie dlatego, że miałam mniej e-maili do załatwienia, niż się spodziewałam, bo w Paryżu zajmowałam się głównie tym. Nie robiłam tego również dlatego, że Claire zajmowała się każdą pocztą, która wymagała natychmiastowej uwagi, więc cała reszta zajęła niewiele czasu, abym zakończyła jej sortowanie. Nie robiłam tego również dlatego, że miałam bardzo mało telefonów do oddzwonienia.

Zrobiłam to, ponieważ powrót do życia z Loganem miał zalety, których się nie spodziewałam.

Obejmowały one to, że kiedy nałożyłam makijaż i ułożyłam włosy, potem odkryłam, kiedy to robiłam, on odgarnął łopatą to, co zostało z topniejącego śniegu na podwórku, żebym mogła iść do biura w moich fantazyjnych butach, nie niszcząc ich, nie ślizgając się i upadając, lub musząc nałożyć je później, a najpierw musiała założyć kalosze i sama go odgarnąć.

Poszedł też do mojego studia, podkręcił ogrzewanie i nastawił dzbanek kawy, żeby było tam bardzo ciepło, a ja miałam gotową kofeinę, kiedy w końcu dotarłam do swojego biurka, w przeciwieństwie do mojej starej normalnej sytuacji, kiedy zamarzałam przez pierwsze pół godziny i miałam opóźnienie się w pracy w celu zrobienia kawy.

Jasne, ta część kawy zaoszczędziła mi tylko pięć minut.

Ale zaoszczędziło mi to pięć minut.

Co więcej, musiałam stać przy tylnych drzwiach, całując się z Loganem, zanim dotarłam do biurka, a on poszedł do swojego pickupa, żeby odjechać i stawić czoła swojemu dniu.

Robiliśmy to nie tylko całując się, ale i snując plany.

Zamierzał poprosić brata, aby pomógł mu zwrócić mi samochód. Miał też odbierać swoje dziewczyny ze szkoły, spędzić z nimi czas po zajęciach, zabrać je na lunch, ale kiedy skończyłby, miał wrócić do mnie.

Żeby mnie zobaczyć, kiedy przywiózłby mój samochód.

I widziałabym się z nim, kiedy wróciłby po kolacji.

Wtedy bym go miała. Przespałabym się z nim ponownie. Budziłabym się razem z nim. Było bardziej niż prawdopodobne, że będę się z nim kochać.

Zamknąć dzień snem.

Następnie powtórzyć.

Miejmy nadzieję, że zawsze.

To nie było do bani.

Więc się uśmiechałam.

O tak, uśmiechałam się.

Wzięłam łyk kawy, odstawiłam kubek i chwyciłam telefon na biurku, aby zrobić to, co było następne na mojej liście rzeczy do zrobienia.

Tego popołudnia spotykałam się z Claire, żeby omówić, co się wydarzyło, kiedy mnie nie było, i zaplanować, co będzie się działo w przyszłości. Musiałam też podzielić się z nią tym, że nie sprzedaję firmy i nie wyjeżdżam.

Dzień wcześniej mogłam trochę pogawędzić z Dottie o rzeczach, w których pomagała, kiedy mnie nie było.

Teraz musiałam zadzwonić do Justine.

Więc zrobiłam to, przyłożyłam słuchawkę do ucha, a potem ją odciągnęłam, kiedy krzyknęła - O mój Boże! Nie mogę w to uwierzyć! Logan wrócił!

Moja komórka może leżeć w torebce w moim SUV’ie i miałam nadzieję, że nadal działała po głębokim zamrożeniu w Denver, bo zostawiłam ją tam po moim szaleńczym pędzie do Chaosu, który zmienił bieg mojego życia.

Ale Dottie najwyraźniej nadal miała swoją i używała jej.

Przyłożyłam słuchawkę z powrotem do ucha i odpowiedziałam - Tak, kochanie.

- Nie mogę w to uwierzyć! - wrzasnęła ponownie.

Znowu się uśmiechnęłam, tym razem z innych powodów.

Kellie i Justine, podobnie jak Dottie i moi rodzice, kochały Logana.

Kellie i Justine, w przeciwieństwie do Dottie, nie wiedziały, dlaczego zrobiłam to, co zrobiłam. To było dla mnie i jedynej, której to powierzyłam, jedynej, z którą mogłam się tym podzielić… mojej siostry.

Więc nigdy go nie dostały.

To, co zrobiły, było tym, co powinien zrobić każdy prawdziwy przyjaciel, pogrzebały ich troskę i niezgodę na moje działania i stanęły po mojej stronie mnie.

- Czy jesteś całkowicie, szalenie, szaleńczo szczęśliwa? - zapytała.

Byłam przerażona.

Ale byłam też całkowicie, szalenie i szalenie szczęśliwa.

– Tak – powiedziałam jej.

- Chcę to wszystko słyszeć, każdą sekundę, ale jestem u Hubble’ów, więc absolutnie spotykamy się na lunchu, szybko. Veronica sprawdza swój kalendarz. Dot w to wchodzi. Kellie też. Muszę tylko zadzwonić do Claire.

Chciałam zjeść z nimi lunch, podzielić się dobrem.

Nie, właściwie chciałam wypić z nimi koktajle, mieć szansę założyć moją małą czarną i dzielić się dobrem.

Ale coś, co powiedziała, przykuło moją uwagę.

Justine pracowała na pół etatu, by nie musiały zbyt długo zostawiać syna w żłobku i zamiast tego był w domu z jedną ze swoich mam. Dlatego razem z Rafferty zajmowała się za mnie rzeczami, z którymi Claire lub Dot nie mogły sobie poradzić i rzeczami, które lubiła robić najbardziej, takimi jak szukanie projektów domów wakacyjnych i biur. Otrzymałam od niej trzynaście e-maili z różnymi zdjęciami w tym celu.

Ale wiedziała, że wracam. Wiedziała, że jest po służbie.

A Hubble’owie byli moimi świątecznymi klientami.

- Uh, Jus, co robisz u Hubble’ów? - Zapytałam.

- Mieli kryzys. Wieńce, które chcesz umieścić na ich oknach, lubią. Bardzo lubią. Ale nie mają gniazdka na zewnątrz, aby je podłączyć. Nie ma mowy, żeby robili światła na baterie. I martwią się, że kable będą musiały wchodzić przez okna. Więc jest tu dzisiaj elektryk i chcieli, aby jedna z nas pomogła zdecydować, gdzie mają pójść zewnętrzne gniazdka na ekstrawagancję, którą dla nich zaplanowałeś. Dot powiedziała mi, że prawdopodobnie stracisz kontakt, więc odkąd z nimi pracuję, Claire zdecydowała, że powinnam tu być.

Było z tym wiele do omówienia, więc zaczęłam od najmniej zaskakującego, biorąc pod uwagę, że Hubble’owie byli bożonarodzeniowymi potworami, byli moimi klientami od sześciu lat i zażądali, aby ich wystrój, wewnątrz i na zewnątrz, był bardziej wyszukany z każdym mijającym rokiem.

- Hubble’owie faktycznie instalują gniazdka dla swoich dekoracji? - zapytałam.

– Całkowicie – odpowiedziała - I powiedziałam im, że gniazdko powinno znajdować się między drzwiami a pierwszym oknem. Możemy związać razem trzy wieńce okienne i przejść w drugą stronę od wieńca drzwiowego i użyć tego wylotu. Ozdoby balkonowe i światła są dobre, tam jest gniazdko. Ale myślę, że jeszcze jedno powinno być pod okapem z tyłu domu…

Przerwałam jej - Justine.

- Tutaj.

– Kochanie – zaczęłam cicho - To wiele znaczy, że się w to wkręciłaś. Jak już wyjaśniłam, zapłacę ci i mam dla ciebie ten wspaniały prezent z Paryża. Ale, dziewczyno, wróciłam. Z Loganem sprawy stały się ekstremalne, ale ostatecznie w dobry sposób. To… wyjaśnię później… ale jest dobrze. Zajmij się Raff’em. Wróć do swojego życia. Nie musisz już mnie wspierać.

- Ale ja to lubię.

Wpatrywałam się w swoje biurko.

- A Hubble’owie są odjazdowi. I całkowicie przezabawni. Jeszcze nawet nie jest Święto Dziękczynienia, a już czuję, jakby było Boże Narodzenie, co jest niesamowite. A ta Barbie, u której robimy słodką szesnastkę dla jej córki, jest bardzo miła. Uwielbia wszystkie moje pomysły. Nie mogę być kreatywna, pracując jako asystentka asystenta księgowego w niepełnym wymiarze godzin. Do diabła, nawet nie mogę być kreatywna z Raff’em, skoro on ledwo mówi, a z pewnością nie potrafi używać kredek.

Słyszałam jej słowa.

Ale ja cały czas wpatrywałam się w swoje biurko.

Dużo pracowałam, bo nie miałam życia.

Dużo też pracowałam, bo lubiłam swoją pracę.

Poza tym dużo pracowałam, bo chciałam odnieść sukces. Od dziecka byłam osobą zmotywowaną. Wygrywałam konkursy ortograficzne (trzy razy). Byłam przewodniczącą klasy pierwszego roku, wiceprzewodniczącą drugiej klasy i przewodniczącą klasy w młodszych i starszych latach college’u.

Było więcej.

Zrobiłam to po cichu, ale robiłam to, bo to było coś, co robiłam. Po prostu byłam tym, kim byłam.

Ostatnio pracowałam, bo lubiłam zarabiać. Tylko ja (do kilka dni temu) cieszyłam się moim pięknym domem, pięknymi ubraniami, ale obie te rzeczy dawały mi trochę szczęścia, które miałam.

I miałam to szczęście, ponieważ na nie zapracowałam. Zasłużyłam na to. Ja. Tylko ja. Cała ja.

Nie wspominając o tym, że w czasach, które były chude, a było ich całkiem sporo, miałam wizje (i dlatego zaczęłam snuć plany lata temu) o emeryturze, na której robiłabym wszystkie rzeczy, których nie robiłam po drodze. Urządzać wspaniałe przyjęcia. Podróżować. Wziąć udział w zajęciach plastycznych lub czymkolwiek, co wpadłoby mi w oko, aby spędzić czas relaksując się, opiekując się sobą samą i dobrze się bawiąc.

Ale wydarzyły się ostatnie dni.

Moje życie się zmieniło.

Miałem pieniądze w banku. Pieniądze na lokatach. Zasobne konto emerytalne. Zdrowszy portfel inwestycyjny. Wzięłam też piętnastoletni kredyt hipoteczny na mój dom, co oznaczało, że spłacę go w ciągu zaledwie czterech lat. To ostatnie nawet nie brało pod uwagę tego, ile miałam kapitału własnego na dom, nie tylko ze względu na rosnącą wartość nieruchomości, ale także z powodu całej pracy, którą w niego włożyłam.

I miałam dobrze prosperujący biznes. Przynajmniej raz w miesiącu, ale zwykle częściej, musiałam odsyłać klientów do innych planistów, ponieważ Claire i ja nie mogłyśmy wziąć na siebie więcej pracy. W tym roku musiałam też odmówić dwóm nowym świątecznym klientom, bo po prostu nie miałam czasu. Nie z jedynie mną i Claire wykonującymi tę pracę.

Gdybym jednak rozszerzyła swoje zasoby ludzkie, być może byłabym w stanie przyjąć jeszcze kilku klientów, aby zwiększyć przychody i przenieść część mojej pracy do Claire, która mogłaby to zrobić i byłaby zachwycona podwyżką, którą dzięki temu by dostała. Mogła wtedy przenieść część swojej pracy na nowego pracownika.

Justine pracowała dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Była mądra. Wierna. Kreatywna. Pełna osobowości. Przez lata wtrącała się w mój biznes w różnych momentach tylko po to, by pomóc lub zdobyć dodatkową gotówkę, kiedy potrzebowałam jej na imprezy. I absolutnie nie miałabym nic przeciwko, gdyby Rafferty był z nią, kiedy pracowała, żeby mogła zaoszczędzić na żłobku.

Byłaby idealna.

- Halooooo - zawołała mi do ucha - Czy cię straciłam?

- Muszę zmienić swoje życie – oznajmiłam.

– Nie, m-m – odpowiedziała - Byłaś na drodze do wyzdrowienia, ale teraz, kiedy Logan wrócił, musisz to przyspieszyć, siostro. Jest tani w utrzymaniu, jak to facet, ale nie wyobrażam sobie, żeby marnował godziny w twojej niesamowitej, ale bardzo dziewczęcej kwaterze, oglądając Easy Rider i czekając, aż wrócisz do domu, po tym, jak upewnisz się, że DJ puszcza wszystkie właściwe piosenki w jakimś momencie laska ma słodką szesnastkę.

Mój domek był bardzo dziewczęcy.

I nie był w stylu Logana.

O rany.

Nie mogłam o tym myśleć.

Musiałam trzymać się celu.

- Kochanie, wiem, że to sprawa osobista, ale ile zarabiasz w swojej pracy?

- Szesnaście na godzinę - odpowiedziała natychmiast, po czym kontynuowała - Co jest śmieszne, ale to jedyne miejsce, w którym mogłam znaleźć pracę w niepełnym wymiarze godzin i byli w porządku, kiedy musiałam wyjechać, żeby zobaczyć się z Raff’em, bo Ronnie nie może tego robić w swojej pracy.

Dokonałam szybkich obliczeń w głowie, uwzględniając dodatkowych klientów, których mogłabym przyjąć, podwyżki, którą będę musiała zaoferować Claire, przy powierzeniu jej większej odpowiedzialności.

Powinienem wyciągnąć moje rachunki. Zrób to poprawnie. Upewnić się, że mogę to zrobić dla siebie, dla Claire, dla Justine.

Myślałam tylko o Loganie.

– Dam ci więcej niż twoja pensja – stwierdziłam, po czym kontynuowałam szaleńczo – Albo lepiej.

Moja przyjaciółka nie odpowiedziała.

- Justine? - zawołałam.

- Mówisz poważnie? - oddychała.

- Muszę zmienić swoje życie - powiedziałam jej – Muszę znaleźć czas dla Logana. Ma dziewczyny. Muszę znaleźć dla nich czas. Nigdy nie lubię odmawiać pracy, a zdarza się to często. Więc tak. Jestem poważna.

- To byłoby super! - zawołała - Firma Ronnie pokrywa nasze ubezpieczenie, więc tym się nie martw. I, kochanie, kocham cię, chciałabym mieć taką możliwość, wiesz, że świetnie się z tobą pracuje, ale muszę powiedzieć, że mam trzy tygodnie urlopu, dwa dni osobiste, trzy choroby, a Ronnie ma prawie to samo, więc nie chciałabym nic z tego stracić.

Claire miała trzy tygodnie urlopu.

Justine nie mogła zacząć na tym samym poziomie co Claire.

Poprawiłam jej osobiste dni.

– Mogę to zrobić – powiedziałam.

– Jasna cholera – szepnęła.

Mogła to powtórzyć.

Musiałam sprawdzić kilka liczb.

Ale w końcu to nie miało znaczenia.

Obliczenia w pamięci powiedziały mi, że jakikolwiek byłby spadek moich dochodów osobistych, byłby niewielki, jeśli w ogóle istniał.

Dobrze było mieć pieniądze.

Ale Logan był lepszy.

- To jest… to jest… niesamowite, Mill - powiedziała Justine.

– Cieszę się, że tak myślisz – odparłam – To wiele znaczyło, że mnie kryłaś, kiedy musiałam wyjechać i robić swoje. Ale też jesteś w tym dobra. A mieć cię w drużynie wiele by znaczyło.

– Muszę porozmawiać z Ronnie.

Wiedziałam, że chciała. Ale Veronica by jej nie odmówiła. Kochała swoją kobietę. Chciałaby, żeby była szczęśliwa. I nic nie straciłyby na tej transakcji.

- Porozmawiaj. I mi odpowiedz. Przeanalizuję kilka liczb, aby zobaczyć, co mogę zrobić, aby było warto. A potem porozmawiamy.

- To będzie warte mojego czasu.

- Pozwól mi sprawdzić kilka liczb, kochanie - powiedziałam miękko.

Minęła długa chwila, zanim odpowiedziała - Kocham cię, Millie.

Wzięłam głęboki oddech.

– Cieszę się, że mi to proponujesz – kontynuowała - Ale jestem bardziej zadowolona z tego, dlaczego to robisz. Nie mogę się doczekać, aby usłyszeć, jak to wszystko poszło z Loganem. Ale musisz wiedzieć, oficjalnie, cieszę się, że do tego doszło, teraz z więcej niż jednego powodu. Jak ostatni raz miałaś jakąś radość, to było z nim. Cieszę się, że nie musisz pieprzyć się w odzyskanie tego.

– Ja też – szepnęłam - I ja też to samo z miłością do ciebie. Jesteś najlepsza, Justine.

Uśmiechnęłam się ponownie, kiedy odparła - Pewnie, że jestem - Mój uśmiech zbladł, a moje serce zrobiło się cieplejsze, kiedy skończyła - Ty też. Mam tylko nadzieję, że Logan ci o tym przypomni, bo mówiłyśmy ci, Dot, Kellie, Ronnie, a ty nigdy tego nie rozumiałaś. Logan też ci to dawał. Mam nadzieję, że on ci to znowu daje.

- Okej, musimy to przerwać, bo mam mnóstwo pracy i nie mogę tego robić płacząc. Nie mam też czasu na poprawianie makijażu - ostrzegłam.

- Jesteś takim dziwadłem. Kochanie, nie masz dzisiaj żadnych spotkań. Siedzisz w małym domku za swoim dużym domem. Kogo obchodzi, że masz zepsuty makijaż?

– Mnie – odparowałam.

– Co za dziwaczka – mruknęła.

- Tak jest lepiej - oświadczyłam - Jak jesteś irytująca. O wiele lepiej.

- Daję też dobre irytujące.

- Idź… zajmij się Hubble’ami - rozkazałam - Ale pilnuj czasu. Znajdę dziś czas, żeby policzyć i wieczorem zadzwonię z odpowiednią ofertą. Czy to jest okej?

- Doskonale. Później, kochanie. A, Millie?

- Tak?

- Jestem przeszczęśliwa za ciebie, siostro.

Wzięłam kolejny oddech.

Rozłączyła się.

Znowu się uśmiechałam, kiedy odkładałam telefon z powrotem do podstawki.

Odhaczyłam zadzwonić do Justine z mojej listy rzeczy do zrobienia, wybrałam następną pozycję i pracowałem nad nią, kiedy usłyszałam warkot pickupa na moim podjeździe.

Spojrzałam w górę, przez okna i zobaczyłam pickupa Logana.

Uśmiechnęłam się.

Skręcił na podwórko i zobaczyłam, że mój SUV podążał za nim.

Mój uśmiech stał się większy.

Odzyskałam samochód, a Logan załatwił to dla mnie.

Mój uśmiech zaczął blednąć, gdy do warkotu pierwszych dwóch pojazdów dołączył ryk kilku motocykli.

Przestałam wyglądać przez okno, kiedy zobaczyłam Tacka, Hop’a, ciemnowłosego faceta Tabby, który przyszedł z Tyrą w dzień mojej sceny w Chaosie i Boza na motocyklach, z Big Petey’em zamykającym tyły na jego trójkołowcu Harleya.

- Co u licha? - Odetchnęłam, kiedy moje drzwi się otworzyły.

Logan wpadał jak burza, z twarzą pełną grzmotu i wzrokiem skierowanym na mnie.

Moje plecy wyprostowały się i niewyraźnie zauważyłam kolejnego młodego członka Chaosu o ciemnych włosach, który wszedł za nim, ale większość mojej uwagi była skupiona na Loganie.

– Chodź za mną – mruknął.

- Ja… - Moje oczy rzuciły się na drugiego mężczyznę, gdy usłyszałam cichnący ryk Harleyów na moim podwórku.

- Chodź za mną! - Logan warknął.

Podskoczyłam na fotelu i mój wzrok wrócił do niego.

Kiedy to zrobił, zobaczyłam tylko jego plecy, bo wymykał się z mojego biura, najwyraźniej czując, że mógł tak wpaść do mojego miejsca pracy, zaszczekać na mnie, rozkazać mi, a ja się podporządkuję.

- High - usłyszałam, jak ktoś powiedział na zewnątrz, a to jedno słowo miało być zarówno uspokajające, jak i ostrzegawcze, głosem Tack’a.

- Musisz trzymać się od tego, kurwa, z daleka - warknął Logan, kiedy siedziałam nieruchomo na fotelu i patrzyłam przez drzwi. Kiedy to robiłam, zobaczyłam, jak Logan się odwrócił się i powiedział - Millie. Tutaj.

Nie czekał na moją reakcję na to, że wołał do mnie jak do psa.

Odszedł.

Coś się działo. Nie wiedziałam, co to było. Wiedziałam, że to coś wielkiego.

I nie obchodziło mnie to.

Żaden mężczyzna nie mógł wtargnąć do mojego biura, ani szczekać do mnie rozkazów, a potem wołać mnie do siebie, jakbym była jego zwierzakiem, takim niegrzecznym i odchodzić, oczekując, że będę posłuszna jego poleceniom bez pytania.

Żaden mężczyzna.

Do diabła, żadna kobieta.

Nigdy.

Z żadnego powodu.

Problem polegał na tym, że bracia Chaosu gromadzili się przed drzwiami mojego biura, młody, który podążał za Loganem, wciąż w środku i nie mogłam podzielić się tym, że to gówno się nie działo, nie było mowy, nie miałam jak, siedząc na moim fotelu, podczas gdy Logan był gdzieś w przeciwnym końcu.

Więc wstałam szybko, mój fotel odleciał do tyłu i zrobiłam swój własny pieprzony szturm.

Zrobiłam to, mijając młodego faceta, maszerując przez grupkę braci wiszących przed drzwiami i zauważyłam Logana przy tylnych drzwiach do mojego domu.

Kierowałam się właśnie tam.

Otworzył drzwi i wszedł.

Przyspieszyłam kroku i weszłam za nim.

Już miał zamknąć drzwi, kiedy wylądowała na nich ręka i oboje zostaliśmy zmuszeni do cofnięcia się, aby Chaos mógł wejść.

I zrobili to.

Cała siódemka.

Nie miałam do nich głowy.

Myślałam o Loganie.

Mój głos był niski i drżał z wściekłości, kiedy oświadczyłam - Czy ty właśnie przywołałeś mnie do siebie jak psa?

Zatrzasnął drzwi i uniósł rękę, jednym palcem dźgając w kierunku ściany za drzwiami.

Spojrzałam w tamtą stronę i zamrugałam na podświetloną skrzynkę systemu bezpieczeństwa, której nie było, zanim wyjechałam do Paryża, a ze względu na wszystkie rzeczy, które się zepsuły, nie zauważyłam tego, kiedy wróciłam.

- Wychodzisz, uzbrajasz to - warknął Logan - Cztery, dziewięć, jeden, trzy, czerwony guzik - Dźgnął czerwony przycisk pod klawiaturą - Wracasz do domu, zamykasz jebane drzwi, otwierasz skurwiela i rozbrajasz go, cztery, dziewięć, jeden, trzy, a potem, kurwa, uzbrajasz go, natychmiast, cztery… dziewięć… jeden… trzy.

– Jak to się tam dostało? - wyszeptałam.

Logan mi nie odpowiedział.

Pochylił się do mnie, złapał mnie za rękę, zacisnął palce wokół moich i znów zaczął się przepychać przez swoich braci stojących wokół mojej kuchni, ciągnąc mnie za sobą.

– High – warknął się niecierpliwie Tack.

Logan nie wahał się ani chwili.

Zaciągnął mnie do drzwi frontowych, zatrzymał nas szarpnięciem i wskazał palcem inny panel bezpieczeństwa z boku drzwi.

Patrząc na mnie, stwierdził - To samo. Cztery, dziewięć, jeden, trzy. Wychodzisz, uzbrajasz to. Jesteś w domu, jest uzbrojone. Brak czujników ruchu w domu. Chodzi o okna i drzwi. Jak są naruszone, rozlega się dźwięk wywołujący całe święte piekło, ale także wiadomość jest wysyłana prosto do dyspozytora bezpieczeństwa. Kontaktują się z policją i natychmiast wysyłają mężczyznę. Mężczyzna pojawi się w drzwiach, aby zapytać, czy wszystko w porządku. Masz zakodowaną frazę, aby powiedzieć mu, że tak nie jest. Mówisz: „Wszystko jest w porządku, proszę pana”. Jeśli wszystko jest w porządku, znajdujesz inne słowa. Jeśli nie, będzie wiedział i poradzi sobie. Czy to dotarło?

- Jak zdobyłam system alarmowy? - Zapytałam, a potem pytałam dalej - I kiedy?

- Masz to, bo kazałem to założyć. A dostałaś to, kiedy byłaś w Paryżu.

- Ja… co… dlaczego?

Pociągnął mnie za rękę, moje ramię zostało szarpnięte i opadłam krok w stronę tego, który nas rozdzielił.

Potem wygiął tylko szyję, by spojrzeć na mnie ze swojego wyższego wzrostu, robiąc to wciąż cholernie wkurzony i trzymając mnie za rękę.

Wpatrując się w jego rozwścieczone oczy, czując napięcie mięśni ramienia, które utrzymywało się po jego pociągnięciu, nie było to bolesne, ale jednak, zdałam sobie sprawę, że nie jestem zdziwiona, że mam system bezpieczeństwa. Nie byłam też wkurzona tym, jak mnie traktował.

Byłam przerażona.

Bałam się, bo on był straszny.

Bałam się, bo Logana nie było. Nie było po nim śladu.

Ten człowiek był High.

I był przerażający.

– Bo, kurwa, powiedziałem ci, że masz okna w drzwiach i to gówno jest niebezpieczne – wycedził.

Odsunęłam się od niego, ciągnąc za rękę, ale nie udało mi się uwolnić.

– Puść mnie, Logan – powiedziałam ostrożnie.

– Hej, bracie, uspokój się – rozkazał Tack od strony korytarza.

Logan zignorował mnie i Tacka.

- Nie uzbroiłem alarmu, kiedy już go dostałaś, bo nie wiedziałaś, że go masz, a nie chciałem, żebyście ty albo Dot go uruchomiły. Teraz już wiesz – stwierdził – A teraz, kurwa, tego używasz, Millie. Za każdym razem, gdy wychodzisz, mam w dupie, że idziesz obok po filiżankę cukru. I zawsze, gdy jesteś w domu. Czy mnie rozumiesz?

Znowu szarpnęłam się za rękę – Musisz pozwolić mi odejść.

Ruszył do przodu, a ja cofnęłam się, aż uderzyłam w ścianę, a Logan przytrzymał mnie tam masywnym ciałem i intensywnością swojej wściekłości.

- Bracie - zawołał głos, którego nie znałam i poczułam, jak Chaos krążył wokół Logana i mnie w moim holu.

Ale ja nie odrywałam od niego oczu, a on nie odrywał oczu od mnie.

- Wiesz, że takie gówno nie zdarza się starszym paniom - warknął Logan.

– Logan, przerażasz mnie – wyszeptałam.

Opuścił twarz jeszcze bardziej, tak że nasze nosy prawie się stykały – Ty wiesz, Millie. Ty cholernie wiesz, że takie gówno nie zdarza się starszym paniom. A jeśli się zdarzyło, to pierwszą cholerną rzeczą, którą robisz, jest powiedzenie o tym swojemu staruszkowi.

Jego ton pogarszał się do szorstkości, drapiąc moją skórę.

- Logan…

- Miałaś w tym domu człowieka, który był wrogiem Chaosu, wycelowaną w ciebie pieprzoną bronią, a nie powiedziałaś swojemu staruszkowi.

O, rany.

Jak mogłam zapomnieć o wizycie Benito Valenzueli?

Wpatrywałam się w sine oczy Logana i robiłam to, wiedząc, że miał rację.

To gówno się nie wydarzało.

Ale w wysoce nieprawdopodobnym przypadku, że się zdarzyło, starsza pani lub ktokolwiek związany z Klubem, który miał ochronę Chaosu, udawał się prosto do swojego staruszka lub kogoś w Klubie.

Zrobiłam to drugie.

Ale ja należałam do Logana.

Pójście do Tacka było nie do przyjęcia.

Powinnam była powiedzieć Loganowi.

– Powiedziałam Tackowi – poinformowałam go o tym, co teraz wiedział.

– Nie bierzesz fiuta Tacka – warknął.

- High, ochłoń i wycofaj się - Słyszałam, że to był Big Petey.

Słyszałam to, ale nie przetwarzałam tego.

Byłam zajęta radzeniem sobie ze słowami Logana, które krążyły mi po głowie.

I tak jak oni się bali, ja się go nie bałam.

Przypomniałam sobie wiele powodów, dla których w tym scenariuszu byłam na niego wkurzona jak cholera.

Odparłam więc ostro - Nie byłam wtedy twoją starszą panią.

– Zawsze byłaś moją starszą panią – odgryzł się.

To była prawda.

Aczkolwiek.

– Jesteś bardzo świadomy, że to bardziej skomplikowane, Loganie Judd – warknęłam.

- Jestem. Bardzo świadomy, Millie. I doskonale zdaję sobie sprawę, że spędziłem z tobą pieprzone dwa dni w tym domu, a ty nie powiedziałaś ani słowa.

To również było prawdą.

Gówno!

- Zauważam, że inne rzeczy, rzeczy, które były niezwykle ważne, przykuwały moją uwagę - zauważyłam.

- Tak. Byli. Ale zamiast wywrzaskiwać sobie oczy zeszłej nocy, bo jakaś suka, która nawet kurwa nie istnieje, ugryzła to w telewizji, mogłaś mi powiedzieć, że wycelowano w ciebie pistolet.

Znowu miał rację!

Gówno!

– Powiedziałam Tackowi – powtórzyłam.

– A Tack to nie mi – odpalił.

- Logan…

Przysunął się jeszcze bliżej, a ja zamknęłam usta.

- Źle zrobiłaś - wyszeptał groźnie - I wiesz to.

Nie miałam zamiaru pozwalać, by mi groził.

– Masz rację – odparowałam - Absolutnie, sto procent racji. Zrobiłam źle. Powinnam ci powiedzieć. Myślałam o tym, ale ciągle pojawiały się inne rzeczy. Potem, nie wiem jak, może chodziło o to, że miłość mojego życia była z powrotem w moim życiu, zapomniałam o tym. Ale w gruncie rzeczy zrobiłam błąd. To nie zmienia faktu, że teraz ty robisz źle, wpadając tutaj, szczekając na mnie, ciągnąc mnie dookoła i próbując mnie zastraszyć.

- Mężczyźni włamali się do domu mojej kobiety, grozili jej, trzymali ją na muszce, a ona nie powiedziała mi tego gówna – odpowiedział.

Wiedziałam, że nie mógł tego znieść. Wiedziałam, że dla żadnego z tych mężczyzn to było nie do przyjęcia.

Ale faktem było też, że nie wiedziałam wtedy, że byłam jego kobietą.

- Musisz kopać głęboko, Logan, i pamiętać, gdzie byliśmy, kiedy to się stało, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy teraz, co odkryliśmy dopiero w ciągu ostatnich dwóch dni, że zawsze byliśmy… - stanąłem na palcach, więc nasze nosy rzeczywiście musnęły się i dokończyły - I dać mi trochę luzu.

Chociaż niski, seksowny warkot wydobył się z jego gardła, udało mi się zdusić mrowienie w tej seksownej części, bo byłam tak na niego wkurzona.

Poza tym nie poruszył się, nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie spode łba.

Zdałam sobie sprawę, że w końcu zdobyłam swój punkt, ale byłam zbyt wkurzona, by się tym przejmować.

Więc się nie ruszałam, nie powiedziałam ani słowa; Po prostu piorunowałam go wzrokiem.

Trwało to przez jakiś czas.

Skończyło się dopiero wtedy, gdy facet, który wszedł do mojego biura z Loganem, zbliżył się do nas i głosem drżącym od humoru stwierdził - Myślę, bracie, że pojedynek motocyklisty i laski motocyklisty jest w impasie. To chyba dobry moment, żeby się wycofać.

Logan odwrócił tylko głowę w stronę faceta – Nie czuję się rozbawiony, Joker.

– Pomyśl, że reszta z nas jest wystarczająco rozbawiona, High – odparł.

Oczy Logana zwęziły się niebezpiecznie.

Zdecydowałam, że pojedynek motocyklistów i motocyklistów był w impasie.

Przynajmniej ten.

Musieliśmy walczyć z jeszcze jednym.

Zwróciłam uwagę Logana, kiedy zażądałam informacji - Jak udało ci się zainstalować system bezpieczeństwa?

Nie ruszył się z mojej przestrzeni, kiedy oświadczył – Gówno poszło w The Roll. Byłaś wypatroszona. To moi chłopcy cię wypatroszyli. Kellie to wyłożyła. Wskoczyłem na motor, żeby raz na zawsze załatwić to gówno między nami, dotarłem, a ty nie odpowiedziałaś. Byłem zdenerwowany, bo ty byłaś cholernie wyjebana, a kiedy nie odpowiedziałaś, to mnie zdenerwowało jeszcze bardziej. Więc włamałem się tak, jak mówiłem ci, że każdy może się włamać, zrobiłem to łatwo, w około dwie sekundy, rozbijając twoją szybę.

Sapnęłam.

Logan mówił dalej.

- Żaden z twoich sąsiadów nie usłyszał, a jeśli tak, to żaden z nich nie wezwał policji. Byłem w twoim domu wystarczająco długo, żeby go przeszukać, zadzwonić, wrócić i zabezpieczyć twoje drzwi. Potem przesunąłem klucz i wróciłem, kiedy goście od szkła przyszli naprawić twoje drzwi. I wróciłem, kiedy ochroniarze zainstalowali system. Nikt mnie tutaj, kurwa, nie zna, i nikt, kurwa, nie zerknął.

Musiałam przyznać, że byłam trochę skonsternowana tą informacją.

Moją uwagę przykuło jednak coś innego.

To moi chłopcy cię wypatroszyli.

Wskoczyłem na motor, żeby załatwić sprawy między nami.

Gapiłam się na niego, przypominając sobie coś, co do tamtej chwili nie przyszło mi do głowy.

To znaczy, kiedy poszłam do Chaosu, a Logan się pokazał, nie był paskudny. Nie był twardy. Nie był zimny.

Był czujny i ostrożny.

I był delikatny.

Chciał też porozmawiać w swoim pokoju.

Wskoczyłem na motor, żeby załatwić sprawy między nami.

Byłem zdenerwowany.

Przyjechał po mnie.

Martwił się o mnie.

Doszedł do punktu, w którym zamierzał zakończyć naszą szaloną grę w inny sposób.

A kiedy zobaczył coś, co według niego zagrażało mojemu bezpieczeństwu, zapłacił firmie ochroniarskiej za zainstalowanie systemu.

Nasze pojednanie nie zostało wywołane przez to, że powiedziałam otwarcie, dlaczego nas rozdzieliłam.

Nasze pojednanie rozpoczęło się wcześniej, kiedy jego bracia skrzywdzili mnie do tego stopnia, że straciłam opanowanie, a on martwił się o mnie.

Teraz to był mój Logan.

– Skąd wiedziałeś, że jestem w Paryżu? — zapytałam cicho.

– Kotku, mówiłem ci – odpowiedział ostro - Byłem zdenerwowany. Znam faceta, który jest magikiem z takim gównem, żeby cię wyśledził. Martwiłem się jak cholera, chciałem za tobą jechać, ale pomyślałem, że potrzebujesz szansy, żeby się pozbierać. Więc to przeczekałem. Miałaś też być tutaj, w tym domu, kiedy wrócisz. Ale wróciłaś wcześniej. Nadal mam tymczasowy paszport, częściowo dlatego, że tak bardzo się o ciebie martwiłem. Teraz, kiedy wróciłaś, myślę, że głównie byłem wkurzony, że pojechałaś tam beze mnie.

Martwiłem się jak cholera, chciałem za tobą jechać.

Mam paszport awaryjny.

O tak, to był mój Logan.

– Nie wiem, co powiedzieć – wyszeptałam.

- Ja wiem - odparł - Będziesz musiała znieść powrót tych chłopców, bo będą instalować system w twoim biurze. Nie wiem, dlaczego nie zrobiłem tego gówna za pierwszym razem, ale to się stanie, jak tylko będę mógł to skonfigurować. Będziesz także czujna, jeśli chodzi o utrzymywanie go w stanie aktywnym. Jak zapomnisz tego, przysięgam na Chrystusa, Millie, nawet jeśli nic się nie stanie i stwierdzę, że to zrobiłaś, zwariuję. I będziesz musiała znosić ochronę Chaosu. Moi chłopcy mają do naprawienia z tobą swoje układy, ale przyspieszysz to, bo nie przejmuj się tym, masz system, żeby ten skurwiel cię dopadł. Teraz, każda starsza pani, kiedy jej stary nie jest blisko, ma na sobie mężczyznę. Najpierw dla ciebie jest Joker.

Kiedy Logan szarpnął głową na bok, odwróciłam się do mężczyzny stojącego blisko.

- Eee... cześć, Joker - wymamrotałam.

Uśmiechnął się do mnie.

Był młody.

Ale był słodki.

– Czy możesz wyświadczyć mi przysługę i odpiąć swoją kobietę od ściany, żebyśmy mogli z nią porozmawiać? – zapytał Tack zza pleców Logana.

W tym momencie Logan przysunął się do mnie, złapał mnie za szyję ramieniem, przyciągnął do siebie w inny sposób, kochający i opiekuńczy, ale zirytowany (co było do zaakceptowania) i spojrzał na Tacka.

– Wasza obecność tutaj była niepotrzebna – warknął.

- Wyrwałeś się z tego spotkania; nie było wiadomo, dokąd szedłeś i co będziesz robić - odpowiedział cierpliwie Tack - Wpadałeś do Millie, w swoim nastroju, a chodziło o to, czym się nie podzieliła, czego nie wiedziałeś, wiesz, każdy brat dostał tę wiadomość, każdy brat ruszyłby dupę, żebyś nie spieprzył rzeczy, kiedy wróciłbyś do domu.

Zaczęli go śledzić, bo martwili się, że pójdzie za Valenzuelą.

Skończyło się na tym, że zrobili to, aby upewnić się, że to, co odbudowywaliśmy, było chronione.

Nie byłam pewna, czy mieliśmy coś do naprawienia. Hop zranił moje uczucia Candlebox, ale nie wiedział, co się działo. Robił to, co zrobiłby każdy brat. Wspierał brata.

Ale gdyby były jakieś urazy do naprawienia, chłopcy by je naprawili.

Nie byłam pewna, czy zamierzałam dzielić się tymi informacjami w tym momencie.

Jednak gdybym zamierzała, nie miałabym szansy, bo Logan oświadczył - To pieprzenie, bracie, i dobrze o tym wiesz. W chwili, gdy mężczyzna wszedł do swojego dom, bracia powinni odjechać, bo to gówno to nie ich sprawa.

– Racja, w takim razie poprawię swoje oświadczenie – odparł Tack - Wjechaliśmy, żeby uporządkować wasze sprawy z Millie, bo w końcu obaj ruszyliście głowami z tyłków, a pieprzony dupek, taki jak Benito Valenzuela, nie powinien spieprzyć niczego tak ważnego.

Tack zawsze mnie trochę onieśmielał, po prostu dlatego, że był taki ostry, że to było niesamowite.

Ale też zawsze go lubiłam.

Czułam, że Logan przygotowuje się do odpowiedzi Tackowi, ale miałam pracę do wykonania i wydawało się, że nasz ostatni dramat dobiegał końca, więc musiałam posunąć sprawy do przodu.

Zrobiłam to, patrząc na Jokera.

- Masz szczęście - powiedziałam - Logan zrobił ogromne zakupy spożywcze, więc w domu jest mnóstwo jedzenia. A ja jestem wielką fanką telewizji. Wszystko, czego zapragniesz, jest do twojej dyspozycji. To znaczy, jeśli wiesz, jak obsługiwać konsolę Xbox. Ale jeśli tego nie wiesz – uśmiechnęłam się do niego – nauczę cię.

Odwzajemnił uśmiech, ale moja radość z tej atrakcyjności została skrócona, kiedy musiałam ponownie zwrócić uwagę na Logana, który warczał na mnie.

– Na litość boską, Millie, on nie jest tutaj po to, żeby się odprężyć i oglądać telewizję. Jest tutaj, żeby pilnować twojego tyłka.

– To nie znaczy, że nie może czuć się komfortowo, robiąc to – odparłam.

– Uh… tak – odparł sarkastycznie - Trudno mu będzie oglądać film, a jednocześnie zwracać na ciebie uwagę, aby upewnić się, że jesteś objęta ochroną.

Obróciłam się w jego uścisku i zaczęłam się gapić.

- O przepraszam. Nigdy wcześniej nie potrzebowałam ochrony. Nie znam protokołu.

To z całą pewnością było niewłaściwe, biorąc pod uwagę, że twarz Logana była zachmurzona z piorunami do tego stopnia, że wyglądał na gotowego do wybuchu.

- Racja, możecie się kłócić później. A teraz, Millie, musimy zamienić dwa słowa – stwierdził Tack.

Spojrzałam na niego i skorzystałam z okazji, którą dał, aby postawić kreskę pod obecnym scenariuszem. Aby to zrobić, wyciągnęłam rękę najlepiej jak mogłam, bo Joker wciąż był blisko.

W rzeczywistości wszyscy bracia nadal byli blisko.

Niezależnie od tego, poradziłam sobie i zaprosiłam - Może przeniesiemy to do salonu?

Patrzyłam, jak motocykliści wycofują się z mojego holu, kiedy większość z nich uśmiechała się do swoich butów, a niektórzy do mnie.

A biorąc pod uwagę, że dramat się skończył, z opóźnieniem dotarło do mnie, że w moim domu był Chaos.

To konkretne uderzenie było jak aksamit.

Logan i ja wyprowadziliśmy się jako ostatni, ale zanim to zrobiliśmy, chwyciłam jego termo koszulkę na brzuchu i powstrzymałam go.

Spojrzał na mnie.

- Powinnam była ci powiedzieć - powiedziałam cicho - Czuję, że mam wymówkę, ale nadal jest mi przykro.

Wszelka burza, która wciąż zagrażała jego twarzy, zniknęła i pochylił szyję, by dotknąć ustami moich.

Kiedy się podniósł, nie powiedział ani słowa, gdy poprowadził nas za swoimi braćmi.

Ale nie musiał mówić ani słowa.

Wiedziałam, że moje przeprosiny zostały przyjęte.

– Jezu, ta chatka jest fantastyczna – oświadczył Boz, a kiedy weszliśmy do salonu, zobaczyłam, jak się rozglądał.

Byłam blisko z Boz’em. Utrata wszystkich braci była ciosem. Ale utrata Boza i Blacka raniła głębiej.

Przyjrzałam mu się uważnie, nagle zdając sobie sprawę z tego, co uzyskałam, kiedy odzyskałam Logana. A dokładniej, nagle zdając sobie sprawę z wszystkiego, na co miałam nadzieję uzyskać, kiedy odzyskałam Logana.

Logan by wystarczył. Logan był niebem.

Jeśli to było to, na co miałam nadzieję, że to było, to była nirwana.

- Millie…

To dobiegło z naszej drugiej strony i spojrzałem tam, by zobaczyć, że Hop na mnie patrzył.

Atrakcyjne szare oczy, w których krył się żal.

– Nie – szepnęłam. Otworzył usta, ale pokręciłam głową - Nie rób tego. Rozumiem. Skończone. Mam nadzieję, że idziemy dalej.

- To był ruch kutasa, co zrobiłem - stwierdził.

– To była lojalność wobec twojego brata – odparłam - Rozumiem. Mam to - Obejmując ramieniem Logana w talii, przyciągnęłam go bliżej siebie - Przejdźmy dalej.

Hop spojrzał na mnie, na Logana, potem na mnie i kiwnął brodą.

To oznaczało, że ruszamy dalej.

Posłałam mu lekki uśmiech.

- Wszyscy mamy gówno do roboty - oświadczył Tack, a moja uwaga skupiła się na nim - Więc zajmijmy się tym, żebyśmy mogli robić swoje i zostawić Millie, żeby robiła swoje.

Nikt nic nie powiedział, a ja nie odwróciłam wzroku od Tacka, więc szedł dalej.

- Myślę, że rozumiecie, że mamy problem z Valenzuelą. Pracujemy nad tym z Brock’iem Lucasem i Mitch’em Lawson’em z DPD.

Poczułam jak moje usta rozchylają się na tę szokującą wiadomość.

Gliny?

I CHAOS?

Tack zignorował moje jawne zdumienie i mówił dalej.

– Będą chcieli od ciebie zeznania w sprawie włamania. Rozmawialiśmy i możesz wnieść za to oskarżenie, a to, co zrobił, nie jest dobre, ale kiedy ten dupek padnie, chcemy mieć na niego dość, żeby nie wstał. Nie chcemy też, żebyś była bardziej skupiona na Valenzueli. Wnosisz oskarżenie o włamanie, wtargnięcie i nękanie z zamiarem przestępczym, może to wytrzymać, ale nie zatrzyma go długo i pozostawia jego żołnierzy na ulicy, by wykonywali jego rozkazy. Dlatego prosimy cię o złożenie zeznania, aby zostało ono zarejestrowane. Ale prosimy również o nie wnoszenie oskarżenia, abyśmy mogli dalej robić to, co robimy, aby powalić na ziemię jego i jego załogę.

– Ja… wy… – Potrząsnęłam głową – Współpracujecie z policją?

– Tak – odpowiedział Tack, jakby to nie było całkowite szaleństwo - Zrobimy przegląd, upewniając się, że nikt nie obserwuje na ciebie ani nikogo, kto ma naszą ochronę. Ale nadal nie chcemy, żebyś szła na policję albo żeby się tu z tobą spotkali. Odeskortujemy cię do prywatnego miejsca, abyś mogła podzielić się tym, co się stało ze Chudym i Mitch’em, i nikt się nie dowie. Dobrze ci z tym?

Z wahaniem skinęłam głową.

– Żyłeś naszym życiem, kochanie – powiedział cicho - Minęło trochę czasu, ale wróciłaś i to nie jest gówno, o którym zapomniałaś. Więc znasz nasz świat. Wiesz, że to, co zrobił, przysporzyło mu więcej kłopotów niż te, które już miał od nas. Starsze panie są nietykalne - Podniósł rękę w moją stronę, mimo że nie wykonałam żadnego ruchu, by odpowiedzieć - Wszyscy dochodzimy do tego, gdzie byliście ty i High, ale myślę, że Valenzuela myślał inaczej i zrobił to samo. Będziemy wykonywać ruchy, aby upewnić się, że upadnie, ale chcę, żebyś wiedziała po tym, co się właśnie wydarzyło, zrobimy również ruchy, aby chronić naszych. To się więcej nie powtórzy. Jesteś okej. Utrzymamy cię w ten sposób.

Nagle zaczęłam się trząść.

Odzyskałam Logana.

Odzyskałam jego rodzinę.

Mieli wroga, ten wróg mi groził, a to nie było dobre.

Ale odzyskałam Logana.

Odzyskałam jego rodzinę.

A oni mieli się mną opiekować.

I to było tak przytłaczające w dobry sposób, że nie mogłam nic zrobić, tylko stać tam i brać to wszystko.

Tack w moim salonie.

Boz. Hop. Pete.

Byłam w swoim domu.

Ale czułam się, jakbym właśnie wróciła do domu.

Tack, albo pozwolił mi na moją reakcję, nie komentując jej, albo jej nie zauważając (to drugie było wątpliwe), kontynuował - High wprowadzi cię w to, co musisz wiedzieć. To, co musisz wiedzieć od nas, to to, co ci powiedziałem. To gówno mogło ci się przytrafić, ponieważ okoliczności między wami sprawiły, że mogło się to wydarzyć. A Valenzuela jest chciwy i szalony, ale nie jest głupi. Dobrze wybrał. Ale jeśli spojrzy na ciebie, zobaczy, że jesteś w pełni w owczarni. Nie sądzę, że znowu będzie taki głupi. Nie będzie miało znaczenia, upewnimy się, że tak nie jest.

Zdołałam skinąć głową, a potem coś mnie uderzyło i spojrzałam na podłogę obok mojego fotela.

Skrzynia zniknęła.

Podobnie jak o Valenzueli, przez cały czas spędzony z Loganem, nie pomyślałam o tym.

A to, że jej nie było, przeraziło mnie.

– Skrzynia – szepnęłam.

- Co kotku? - zapytał Logan.

Przechyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć - Skrzynia. Wziął ją ze śmietnika. Przyniósł ją z powrotem - Wskazałam na podłogę przy fotelu - Była przy fotelu.

Wargi High’a zacisnęły się, jego wzrok spoczął na Tacku, a potem z powrotem na mnie.

Wrócił w samą porę, żebym powiedziała histerycznym tonem - To zniknęło. Myślisz, że wrócił i dostał ją?

- Millie, piękna, było między nami bardzo dużo, a ja chciałem, żeby to się rozegrało bez rozpraszania uwagi, więc przeniosłem skrzynię do szafy w twojej pustej sypialni.

Oparłam się o niego z dwóch powodów.

Skrzynia była w domu i bezpieczna.

A ten szaleniec nie wrócił.

– Cztery, dziewięć, jeden, trzy – powiedział cicho Logan.

Kod bezpieczeństwa.

Widział moją panikę.

I osłaniał mnie na różne sposoby.

– Cztery, dziewięć, jeden, trzy – odpowiedziałam cicho.

Objął mnie ramieniem, tak że jego dłoń znalazła się pod moją szczęką.

Potem pochylił się po kolejny pocałunek. Nie muśnięcie warg, ale też bez języków. Ten jednak trwał dłużej niż ten w holu.

A kiedy podniósł głowę, moja panika zniknęła.

Puścił moją szczękę, kiedy czyjaś obecność pojawiła się w naszej przestrzeni.

Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyłam stojącego tam Pete’a.

Wstrzymałam oddech na widok blasku w jego oczach, gdy patrzył między nami.

Te oczy spoczęły na mnie.

– Kurwa, kochanie, jak dobrze, że wróciłaś – wyszeptał.

Wydałam z siebie dźwięk, powstrzymując łzy i wysuwając się z uścisku Logana w kierunku Big Petey’a.

Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie.

Złożona w ramionach Chaosu.

O tak.

Wróciłam do domu.

2 komentarze: