wtorek, 11 kwietnia 2023

15 - To Chaos

 

 ROZDZIAŁ 15

To Chaos

High

 

 

High siedział w tawernie Bonnie Brae z resztkami ogromnej pizzy na stole między nim a jego dziewczynami w ich boksie.

Cleo siedziała rozparta na tyłku i chrupała.

Zadie klęczała, opierając się o stół łokciami i pożerając.

Rzadko zdarzało się, żeby jego mała córeczka tak nie siedziała. Domyślał się, że robiła to, bo zawsze musiała być gotowa, by rzucić się na każdą przygodę, która stanęła jej na drodze.

To samo było z tym, jak siedziała jego Cleo. Życie będzie takie, jakie będzie, a ona zmierzy się z nim na własnych warunkach.

Zgodnie z planem odebrał je ze szkoły. Zabrał je do domu. Upewnił się, że odrobiły lekcje i uporządkowały naczynia w kuchni po śniadaniu, żeby ich mama nie wróciła z pracy do domu, by stawić czoła temu gównu. To samo z ich pokojami.

Potem, zanim Deb wróciła do domu, zabrał je na pizzę.

On i Deb ograniczali ilość czasu, jaki spędzali w swojej obecności. Nie żeby się nie dogadywali. Tylko chodziło o to, że coś takiego mogło wzbudzić nadzieje Zadie.

Nie mieli w zwyczaju unikania się nawzajem, żeby dziewczyny nie martwiły się, że sprawy między nimi się psuły.

Po prostu nie spędzali ze sobą dużo czasu – wyjątkami były okazjonalne kolacje i zwykłe przekazanie odwiedzin – więc dziewczyny wiedziałyby, że to było spoko, ale nie myślałyby o niczym więcej.

Teraz okazjonalna kolacja się kończyła. Deb poradziłaby sobie z tym. Ale za każdym razem, gdy miał dziewczyny poza weekendami, ten czas spędzał z Millie.

Odkąd je odebrał, zdecydowana większość rozmowy dotyczyła tego, co robili podczas śnieżycy, chociaż przez większość tego czasu wisiały przed telewizorem. Nawet z tym Zadie potrafiła wymyślać szalone historie o wszystkim. Mogłaby gadać na igrzyskach olimpijskich i zdobywać złoto, włączając w to leniuchowanie i oglądanie telewizji.

Ale pizza była prawie zdziesiątkowana. Musiał zabrać je do domu, żeby Deb mogła je ułożyć przed snem. I musiał wrócić do Millie.

Mimo to ich chwile były teraz rzadkie, więc kiedy je miał, delektował się nimi. To oznaczało, że High usiadł wygodnie, patrząc, jak jego dziewczyny jadły, Zadie bełkocząc i dał sobie chwilę, żeby je obejrzeć.

I chociaż to zrobił nie po raz pierwszy, zauważył, że najwyraźniej jego geny były dominujące.

Nie miały w sobie nic z matki.

Deb była blondynką o niebieskich oczach. Kiedy zaczęła siwieć, zaszokowała go, troszcząc się o to i biorąc kolor z butelki. Zrobiła to w ich łazience, zasmradzając całe pomieszczenie, co mu się nie podobało. Ale nic nie powiedział, bo to nie było tego warte z powodu wyniku, bo to, co zrobiła, sprawiło, że wyglądała dobrze.

Była ładna. Była stosunkowo drobna.

I w niczym nie przypominała swoich dziewcząt.

Nie wyglądała też jak Millie.

Millie miała metr siedemdziesiąt, co oznaczało, że była dość wysoka, zgrabne, długie nogi, za którymi przepadał, ale była na tyle niska, że mogłaby założyć szpilki, a on i tak by ją prześcignął. Millie też miała na sobie ciało. Okrągły tyłek. Pełne cycki. Trochę brzucha nawet w czasach, gdy byli młodsi, coś, czego nie straciła w międzyczasie.

Podobało mu się to. Wszystko. Jeszcze przed Millie to kształt Millie przyciągał go do kobiet.

Deb miała metr sześćdziesiąt dwa. Uważała na to, co jadła. W porze lunchu ćwiczyła, a w weekendy chodziła na siłownię. Miała co najmniej dwa kilo niedowagi.

Przy jej wzroście wyglądało to dobrze. Jej cycki urosły, kiedy miała dziewczyny i nie straciła ich, i to też wyglądało dobrze.

Ale nie bardzo miał się czego trzymać. Niewiele do dominacji w łóżku. Cholernie uwielbiał ciągnąć tyłek Millie (i nadal to robił). Doprowadzić ją tam, gdzie chciał, ustawić ją tak, jak chciał.

Deb lubiła to, łagodnie, ale to było żadne wyzwanie dla niego.

Kurwa, mógłby ją rzucić przez pokój bez żadnego wysiłku.

Nie żeby robił takie gówno. Jednak nic nie było tego warte, co nie wymagało wysiłku.

Jeśli Deb nie była w pracy, a nawet kiedy nie była na siłowni, żyła w strojach treningowych. Obcisłe spodnie do biegania. Koszulki na ramiączkach typu spaghetti z przewiewnych materiałów. Dodając kurtkę, gdy zrobiło się zimno. Buty do biegania na nogach.

Chciałby zobaczyć, jak Millie wypełnia to gówno.

To, czego by nie lubiłby i nie lubił, to to, że to było wszystko, co miał.

Żadna z ich córek w żaden sposób nie skłaniała się ku matce. Obie miały jego włosy, bardzo ciemnobrązowe, dużo masy i fal. Miały też jego ciemnobrązowe oczy. Miały też jego posturę. Długie nogi, proporcjonalne torsy. Były wysokie jak na swój wiek, więc zamierzały osiągnąć jego wzrost.

Były już piękne.

Kiedy ta piękność dojrzeje, będzie  miał przerąbane.

Co gorsza, były to dziewczyny. Lubiły ubrania. Gówno do włosów. Boysbandy. A Cleo już prosiła o użycie makijażu.

A to oznaczało, że kiedy podrosną i pociąg do chłopców stanie się silniejszy, będzie miał przerąbane, nie tylko dlatego, że zwrócą uwagę na facetów, ale ze względu na to, jak wyglądali, chłopcy zwrócą uwagę na jego dzieciątka.

Ale to było, miał nadzieję w Bogu, za kilka lat.

W tej chwili miał inne gówno, by stawić temu czoła.

I musiał się do tego zabrać i stawić temu czoła.

– Dzieci – zawołał, a oczy Zadie skierowały się prosto na niego, nawet gdy wpychała sobie do ust kawałek pepperoni.

Uśmiechnął się do niej i spojrzał na Cleo.

Patrzyła na niego trzeźwo i robiła to przeżuwając z zamkniętymi ustami, tak jak nauczyła ją mama.

High pochylił się do przodu - Muszę się z wami czymś podzielić – powiedział im łagodnie - Coś ważnego.

Zadie wyrzuciła ręce prosto w powietrze i krzyknęła z ustami pełnymi pepperoni - Masz dom! - Opuściła ręce i oparła się dłońmi o stół - Możemy jechać zobaczyć? W ten weekend? Po szkole? Czy mamy dużą sypialnię?

Znalazł dom.

Co więcej, miał w nim kobietę, którą odzyskał.

- Nie chodzi o dom, Zadie – odpowiedział.

Jej twarz posmutniała, jakby powiedział jej, że świat się kończy, ale co gorsza, skończyły się lody, więc nie mogła się nimi napchać do końca dni.

- Co jest, tatusiu? - Cleo zapytała cicho i spojrzał na swoją dużą dziewczynkę.

– Szczerze mówiąc, martwiłem się, jak obie to przyjmiecie. Więc szczerze, powiem wam jeszcze raz, to jest ważne. To dla mnie ważne. I ważne jest dla mnie, żebyście obie zrozumiały, co to dla mnie znaczy.

Twarz Cleo stała się czujna.

Oczy Zadie zrobiły się duże.

High wziął głęboki oddech i powiedział - Była kiedyś kobieta, którą znałem, która wiele dla mnie znaczyła. Połączyliśmy się ponownie i stwierdziliśmy, że to nie zniknęło z upływem lat. Znowu jesteśmy razem.

Zadie opadła do tyłu, siadając po piętach.

Usta Cleo rozchyliły się.

– Była przed waszą mamą – kontynuował High – Nie widziałem jej dłużej, niż wy żyjecie. Ale wróciliśmy do siebie. Ona jest w moim życiu. I chcę, żebyście ją poznały.

– A co z mamą? – zapytała Zadie, a High skupił się na niej.

- Mama i tatuś są rozwiedzeni, Zadie – Cleo poinformowała rzeczowo swoją siostrę, zanim High zdążył w to wejść - A ponieważ są, musisz sobie z tym poradzić.

– Cleo, kochanie, bądź słodka – powiedział cicho High.

- Ona musi sobie poradzić, tatusiu – odpowiedziała.

- Nie mylisz się, Clee-Clee, ale musisz być spoko ze swoją siostrą – odpowiedział.

Odwróciła wzrok, nie zirytowana, zawstydzona.

On i jego Cleo byli blisko. Mieli więź. Normalnie, nie mogła zrobić nic złego w oczach ojca i wiedziała o tym. Rozkwitała pod tym. Cholernie jej się to podobało.

Więc ilekroć to wyłożył, nie była dobra w radzeniu sobie z tym.

– To jest do bani – warknęła Zadie, a High spojrzał na nią - Ty i mama należycie do siebie – oświadczyła.

Otworzył usta, ale Cleo znów była przed nim.

– Obudź się, Zadie. To nieprawda.

- Cleo - powiedział cicho High.

Zamknęła usta.

- Ty się obudź, Clee-Clee – odparowała Zadie, mrużąc oczy na siostrę.

- Zadie, kochanie, spójrz na swojego staruszka – podpowiadał High.

Odwróciła zmrużone oczy i wydęte usta w jego stronę.

- To, co przeżyliśmy z twoją mamą, jest skończone, mała. Poszła dalej. I ja idę dalej – wyjaśnił.

– Nie poszła – odparła ze złością Zadie.

– Poszła, Zadie. Jest teraz zupełnie fajniejsza, kiedy tatusia nie ma w pobliżu – stwierdziła Cleo, po czym jej oczy powędrowały do ojca - Przepraszam, tato. Ale to prawda.

– Rozumiem to – odpowiedział. – A dawanie tego twojej mamie i zdobywanie tego dla siebie jest powodem, dla którego się rozstaliśmy.

- Jesteś szczęśliwszy z mamusią – oświadczyła Zadie i ponownie zwróciła uwagę taty.

– Byłem szczęśliwszy będąc z wami – powiedział łagodnie - A teraz będę szczęśliwy, jak będziesz dobrym dzieckiem, wesprzesz tatę, poznasz Millie i otworzysz swój umysł, bo jak ją spotkasz, nie możesz jej nie polubić.

– Millie to głupie imię – splunęła paskudnie.

Łagodność wyszła z High’a i zrobił to, co rzadko robił.

Patrzył w oczy swojej córeczki, nie jak jej tatuś, ale jak jej ojciec.

Upadła na biodro w porażce i spojrzała ze złością na krawędź stołu.

– Chętnie ją poznam, tatusiu – powiedziała Cleo i wywołała uśmiech ojca.

– Chętnie ją poznam, tatusiu – Zadie papugowała ją złośliwie i zwróciła uwagę ojca.

– Zadie, spójrz na mnie - Wbiła wzrok w krawędź stołu.

– Więcej tego nie powiem – ostrzegł. Powoli, nie spiesząc się, spojrzała na niego - Jesteś zdenerwowana, bądź zła na mnie. Dużo czujesz i rozumiem to. Wiem, że nie podoba ci się to, co się dzieje, i nie podoba mi się to, ale nic na to nie poradzę. Wszystko, co mogę zrobić, to pomóc ci żyć razem z twoją siostrą i ze mną, i tak, z twoją mamą, ale z twoją mamą osobno. To, czego nigdy możesz nie robić, Zadie, to wyżywanie się na siostrze. To nie jest fajne, a obie moje dziewczyny są fajne. Nie udowadniaj, że jest inaczej.

Dostał ją tym.

Deb może nie przepadała za Chaosem, ale obie jego dziewczyny wychowały się w tym życiu. Miały krew ojca.

Wychowały się w jego świecie.

Wiedziały, że priorytetem jest bycie fajnym.

Widział, jak jej podbródek zadrżał, zanim opuściła głowę, by spojrzeć na swoje kolana.

- Ręka - rozkazał.

Powoli, ale z wahaniem, a nie z nastawieniem, Zadie wyciągnęła rękę na stół.

High owinął palce wokół jej małej rączki i czując jej kruchość, ciepło, świadomość, że miał udział w tworzeniu tych palców, puls bijący w jej nadgarstku, odprężył się.

Wiedział też, że ona może tego nie ułatwiać, ale była córeczką swojego tatusia.

Ona by tam dotarła.

Ścisnął jej palce – Musisz kopać głęboko, Zadie. Masz trochę czasu, żeby kopać głęboko i się tam dostać - zerknął na Cleo, ale zatrzymał się na Zadie i kontynuował - Ale mam was w ten weekend i spędzamy czas z Millie. Da nam przestrzeń, ale będziemy spędzać z nią dużo czasu. A wy jesteście moimi dziewczynami. Chcę, żebyście jej pokazały, jaka jesteście piękne na zewnątrz i w głębi. Zrobicie to dla mnie?

– Tak, tatusiu – powiedziała natychmiast Cleo.

– Tak, tatusiu – powiedziała Zadie dużo wolniej, kładąc się na jej kolanach i wyrywając rękę z jego dłoni, żeby ją puścił.

Rozumiał to. Nie zamierzał naciskać na więcej.

Więc puścił więcej niż rękę Zadie i zapytał - Ktoś chce deser, czy tylko ja?

– Sernik z wiśniami – oświadczyła Cleo.

Mrugnął do swojej dużej dziewczynki i spojrzał na swoje młodsze dziecko, które wciąż wpatrywało się w swoje kolana.

– Zadie? - podpowiadał.

– Lody waniliowe w posypce cynamonowej – mruknęła.

Deb kazała jej patrzeć na matkę (lub ojca), kiedy mówiła.

High nie przepychał takiego gówna. Dużo czuła, była małym dzieckiem i potrzebowała przestrzeni w głowie, żeby to sobie poukładać.

Więc zostawił ją z tym i zawołał kelnerkę.

Zamówił deser dla siebie i swoich dziewczyn.

Zjedli to.

Zapłacił rachunek.

Potem przeszedł do części, która była do bani, nawet gdy świat snów Zadie został zmiażdżony, a ona była z tego powodu w nastroju.

Zabrał je do domu i wyszedł, zostawiając je za sobą.

*****

Wszedł tylnymi drzwiami do domu Millie i zobaczył Jokera rozpartego na dużym fotelu, Millie wyciągniętą na kanapie i ten brytyjski program w telewizji.

Ale zanim nawet przekroczył próg, zobaczył uniesioną głowę Millie i jej oczy skierowane na niego ponad oparciem kanapy.

Słyszała jego pickupa.

Cieszyła się, że jest w domu.

– Torturujesz brata tym gównianym programem? - zapytał.

Radość zniknęła z jej twarzy, a jej miejsce zajęła zaciętość.

– To nie jest gówno – odparła - Joker naprawdę lubi Downton Abbey.

High spojrzał na brata.

Joker już na niego patrzył i High widział na pierwszy rzut oka, że to była bzdura.

Znosił to, ponieważ lubiła to Millie.

Prawdopodobnie zrobiłby to samo ze swoją kobietą, Carissą.

Wielu braci w trudnej sytuacji, a starsi bracia, którzy byli w trudnej sytuacji w bractwie przez jakiś czas, nauczyli się, wiedzieli, co było ważne.

Wszyscy wiedzieli, że program telewizyjny nie był tym.

- Jesteś po służbie – powiedział High Jokerowi i zobaczył ulgę.

Chciał być w domu ze swoją kobietą i jej dzieckiem, dzieckiem, które nie było dzieckiem Jokera, ale mężczyzna traktował je w ten sposób.

I chciał uwolnić się od Downton Abbey.

High czuł, że musiał oglądać ten program, ale Joker był tam, bo High go o to poprosił.

Wszyscy bracia mieli zadania związane z umową Valenzuela, a w sklepie i warsztacie było dużo pracy.

High chciał Jokera na Millie.

Nie chodziło o to, że nie ufał swoim pozostałym braciom. Chodziło o to, że lubił dzieciaka. Byli blisko. Czuł coś pochodzące od niego. Ważny rodzaj czegoś, co wynikało z gównianego życia, świadomości tego, czego mu brakowało i pójścia na całość, aby to znaleźć.

I chronienia tego.

Joker znalazł to w Chaosie.

Potem znalazł to ze swoją kobietą i jej dzieckiem.

I zrobiłby wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo temu, kto lub co było ważne dla każdego brata.

Prawda była taka, że wszyscy by to zrobili.

Ale Joker był młody, ale wziął swoje baty, zbyt wiele i sięgających głębiej.

Joker wstał z krzesła, mrucząc - Później, Millie.

Zawołała „Pauza Xbox” i wstała, podążyła za Jokerem do tylnych drzwi, mówiąc - Fajnie, że się mną opiekowałeś.

- Nie ma problemu - stwierdził Joker, napotkał spojrzenie High i powiedział - Bracie.

- Bracie - odpowiedział High, kiedy Joker przeszedł obok niego, a Millie się do niego zbliżyła.

Chwycił ją. Pozwolił swojemu bratu wyjść tylnymi drzwiami.

– Nie mogę się doczekać spotkania z Carissą i Travisem – powiedziała Millie.

Joker spojrzał na nią z ręką na klamce - Ona tak samo. Zajmiemy się tym - Podniósł do niej brodę, spojrzał na High’a i wyszedł.

High puścił Millie i poszedł za nim. Zamknął drzwi, podszedł do panelu alarmowego, uzbroił go, a potem wyjrzał przez okno.

Ktoś przyprowadził pickupa Jokera. Był w nim i wyjeżdżał z podjazdu Millie.

High zwrócił się do Millie.

Oto była.

Żadnego seksownego obcisłego golfa, seksowniejszej obcisłej spódnicy i seksownych pieprzonych butów.

Również żadnych seksownych piżamek.

Zamiast tego ciemnoszare spodnie z luźnymi nogawkami, które wciąż przylegały do jej bioder i cienki, obcisły, jasnoróżowy top z długimi rękawami, który miał głęboki dekolt odsłaniający dekolt.

Ładny.

Przesunął się w jej stronę.

– Jak poszło z dziewczynami? - zapytała.

- Myślę, że Cleo nie może się doczekać spotkania z kobietą w życiu swojego taty, bo kocha swojego tatę i chce, żeby był szczęśliwy – podszedł do niej, położył ręce na jej biodrach, kiedy uniosła swoje i położyła je na jego klatce piersiowej pod jego ramionami. Kiedy już go złapała popchnął ją do tyłu - Myślę, że Zadie będzie zachowywać się jak mały smarkacz, bo kocha swojego tatę i mamę i chce razem żyć marzeniem swojej rodziny. Więc przypuszczam, że jeśli chodzi o moje młodsze dziecko, to zajmie ci sześć przecinek pięć wizyt, żeby się do niej przebić.

Przechyliła głowę na bok, a strach i rozbawienie walczyły w jej oczach, gdy zapytała - Sześć przecinek pięć?

- W połowie siódmej znajdzie to – stwierdził.

Uśmiechnęła się. Było w tym zarówno strach, jak i rozbawienie.

Dotarli do kanapy, więc pozwolił jej odejść, żeby zdjąć swoją kurtkę. Upuścił ją na stolik do kawy, gdzie zsunął się na podłogę.

Potem położył ich na kanapie, on na dole, ona na nim.

– Masz buty na nogach, Logan – powiedziała mu.

Jego odpowiedź brzmiała - Wyłącz Xbox. Kiedy usłyszał dźwięk, powiedział - Tak.

Spojrzała na wygaszony telewizor, a potem z powrotem na niego.

- Oglądałam to.

Przesunął ręce z jej talii na jej tyłek - Teraz mówisz do mnie.

Decyzja, co wolałaby robić, nie zajęła jej dużo czasu. Trwało to około pół minuty.

Gdy zdecydowała, wtuliła się w niego, przysuwając twarz bliżej i przesuwając dłoń w górę, by owinąć ją wokół jego szyi.

– Martwisz się o Zadie? - zapytała.

– Z tobą? - zapytał z powrotem. Kiedy dostał jej skinięcie głową, odpowiedział - Tak - Patrzył, jak zmartwienie zaczęło malować się na jej twarzy, i zsunął ręce z jej tyłka, by ją objąć - Ale ona to zrozumie. Wciąż się martwię, ale nie o nią i o ciebie. Martwię się tylko, że żyje w swoim świecie snów, a życie jest dalekie od snu.

Martwienie ustało i coś innego wypłynęło na jej twarz, gdy powiedziała cicho - Nie wiem o tym.

Wiedział, o czym mówiła i, kurwa, to było przyjemne.

Nawet jeśli tak, odpowiedział - Czeka ją ciężka praca, aby dojść do dobra.

- Sprawia, że warto.

To też było dobre.

Mimo to powiedział - Kotku, zobaczysz. Wyobraża sobie, że będzie mieszkać w zamku ze swoim księciem z bajki, a kiedy to mówię, jest na to gotowa w taki sposób, że jeśli nie dostanie tego gówna, będzie to dla niej miażdżący cios. A nie dostanie tego gówna. To dla niej do bani i do bani jest też świadomość, że moja córeczka nie spełni swojego marzenia.

– Zamki i książęta z bajki występują w wielu różnych odmianach, Low – powiedziała mu - Ona dorośnie. Nauczy się tego, kiedy się to zrobi.

– Mam nadzieję, że masz rację – mruknął, przenosząc wzrok na jej pieprzyk.

– Och, mam rację.

Jego oczy się cofnęły do jej oczu.

Kurwa.

Teraz to…

To było świetne.

Wystarczająco dobre, że zrobił to, co powinien był zrobić, gdy tylko dotknął jej ręki.

Wsunął palce w jej włosy, przyciągnął ją do siebie i wziął jej usta. Również nie spieszył się. Dopiero kiedy wtuliła się w niego głęboko, zerwał.

- Miałaś dobry dzień? - zapytał.

Jej oczy były zamglone, co mu się podobało, a jej słowa były zadyszane, co też mu się podobało.

- Tak. Udało mi się dużo zrobić.

Chciał, żeby była tam, gdzie teraz była. Chciał robić z nią różne rzeczy, z taką nią, jaka teraz była.

Ale mieli inne gówno, które musieli usunąć z drogi.

To było do bani, ale nie byłoby do bani, mając to z dala.

Więc postanowił to zrobić, aby mogli ruszyć dalej.

– Zaserwowałaś mi niezły charakterek, kiedy pokazałem ci to rano – zauważył.

Część mgły zniknęła, ale pozostała zrelaksowana w jego ciele, gdy odpowiedziała - Zaserwowałeś niezłego złośliwca, kiedy się pojawiłeś, więc odwaga była moją jedyną deską ratunku.

Złośliwca?

Czuł, jak jego ciało się zatrzęsło, kiedy potrząsał głową na poduszce, która spoczywała na oparciu kanapy, uśmiechając się.

Poczuł, jak jego uśmiech zamarł i wsunął dłoń w jej włosy.

- Wtedy bym się do tego nie przyznał, ale patrząc wstecz, dobrze, że nie wzięłaś mojego gówna.

Było lepiej niż dobrze.

Była krucha. Wiedział, że musi obchodzić się z nią ostrożnie.

Ale stracił rozum, kiedy usłyszał, że Valenzuela wybrał ją na cel i coś z tym zrobił. Był zaślepiony wściekłością na Valenzuelę, a jednocześnie zaślepiony strachem, że psychopata dopadł jego dziewczynę.

Nie mając innego wyboru, jak tylko wyżyć się za robotę, którą było pokonanie Valenzueli, a zajmowała zbyt dużo czasu i wyładował się na Millie.

Odepchnęła to.

To była dawna Millie. Walczyła w swoim kącie. Nie wzięła gówna.

W Chaosie była kiedyś załoga, która lubiła kobiety uległe i posłuszne. Ta ekipa toczyła się z ekipą, która chciała kobiet, które mogłyby toczyć się ze zmianami, ruszyć życiem, nie dać się pokonać i przetrwać.

Ta pierwsza załoga odeszła.

Została tylko reszta.

A High zawsze był członkiem tej pierwszej załogi.

Nawet jeśli sprzymierzył się z drugą stroną.

Ta myśl sprowadziła go z powrotem do aktualnego tematu.

– Tack mówił, że Valenzuela kazał ci przekazać szturcham. Powiedział coś jeszcze?

Skinęła głową - Jego wizyta była krótka, ale powiedział wiele rzeczy.

- Jakie rzeczy?

Studiowała go.

Nie podobało mu się to, bo oznaczało to, że mu nie odpowiadała, a co więcej, oceniała go i jaka może być jego reakcja na to, co powie.

– Nie jestem w tym – powiedział jej.

Jej głowa drgnęła - W czym?

- Zbyt niebezpiecznym – odpowiedział - Chcącym tego, co martwisz się, że zrobiłbym dla Valenzueli. Był dzień, w którym nie zgodziłbym się na bycie zmuszonym do zaprzestania osobistego zajęcia się człowiekiem, który zrobił ci to, co on zrobił. Ale jesteśmy blisko pokonania tego faceta. To nie ja to spieprzę. Tylko to, że myślę o tym, jak pieprzy się z tobą, mogłoby sprawić, że bym to spieprzył. Dostałem więc jedną pracę. Trzymać to na wodzy i ufać moim braciom, że wykonają zadanie. Mogę zrobić ostatnie. Utrzymanie tego w tajemnicy nie będzie łatwe. Ale muszę kopać głęboko, abym też mógł to zrobić.

Kiedy skończył mówić, uśmiechnęła się.

– Coś cię uszczęśliwia? - zapytał.

– Powiedział, że musi znaleźć gorącą głowę – odpowiedziała - Słabe ogniwo. Szturchnięcie polegało na wykorzystaniu mnie, by cię wprawić wybić, jak to ujął, wprawić w ruch.

Kiedy mówiła, High poczuł, jak jego ciało napięło się.

Musiała to poczuć.

Ale wciąż się uśmiechała.

– A ty tu jesteś – wyszeptała, pochylając się bliżej niego – Troszczysz się o mnie i ufasz swoim braciom. Udowadniasz temu dupkowi, że się mylił.

- Mylił się? - mruknął.

Znowu szarpnęła głową.

- Przepraszam?

- Mylił się? - powtórzył - Facet, który wykorzystałby każdą wymówkę, by coś zrobić, tylko po to, by zjechać z krawędzi, zobaczyć, czy spadnę, nie dbając o to, czy zabiorę ze sobą moich braci.

Jej uśmiech zniknął, wyraz jej twarzy zmienił się na zmartwiony.

- Logan…

Przerwał jej, delikatnie przekręcając dłoń w jej włosach, robiąc to automatycznie, by trzymać ją blisko, mając nadzieję, że jego słowa nie sprawią, że będzie chciała się odsunąć - Straciłem kobietę, którą kochałem, miałem wszystko w dupie. Kurwa, na początku chciałem spaść z krawędzi, żeby zakończyć ból.

Jej zmartwiony wyraz twarzy zmienił się w ból.

- Logan.

Ten Logan nie był westchnięciem. Był zbolały.

- To nie zadziała, jeśli tego nie wyjaśnimy. Więc to wyjaśniam – oznajmił - Nigdy nie byłaś głupia. Wiem, że wiedziałaś. Chaos był w jakimś podejrzanym gównie, kiedy byliśmy razem. I muszę przyznać, że wtedy mi się to podobało, głównie dlatego, że przynosiło to kupę pieniędzy, a ja chciałem dać nam wiele rzeczy i żeby to zrobić, potrzebowałem pieniędzy. Ale to było coś więcej. To był haj, a ja lubiłem się naćpać.

Przestał mówić, pozwalając, by to dotarło.

Zapadło.

– Racja – szepnęła.

Kontynuował.

- Po tym, jak cię straciłem, Chaos opadł. Wszedł głębiej wszędzie. Patrząc wstecz, było to pieprz-się dla Tacka, który miał inne pomysły na Klub i po cichu wcielał je w życie. Crank był w pełni paranoikiem, że Tack chciał berła od samego początku i zabrał się do wiązania nas tak mocno w gównie, że nie można było się uwolnić, wiedząc, że związałoby to ręce Tackowi. Nie myśleliśmy, że Tacka obchodzi berło, dopóki Crank nie zaczął pieprzyć się z Klubem. Potem Tack zechciał wyrwać berło Crank’owi. Crank go nie docenił. W tamtych czasach wielu ludzi nie doceniało Tacka. Tack udowodnił, że to był błąd. Teraz robi to tylko Valenzuela.

– Nie widziałam Cranka – powiedziała z wahaniem.

– To dlatego, że Crank nie żyje – odpowiedział beznamiętnie, obserwując, jak jej oczy rozszerzają się w szoku.

– Byliście blisko – zauważyła, wciąż ostrożna.

- Byliśmy. A potem nie byliśmy.

- Dlaczego nie – zapytała, jakby nie chciała wiedzieć.

I nie chciała tego. Wiedział to.

Ale musiała wiedzieć.

Zacisnął wokół niej ramię, przesunął dłonią po jej szczęce i spojrzał jej w oczy.

Złagodził też swój głos.

- Bo Crank kazał sprzątnąć Blacka.

To było wtedy, gdy patrzył, jak jej twarz bledła i to dźgało go w serce, gdy wyszeptała udręczone - Nie.

– Tak, mała – potwierdził.

- Nie widziałam Blacka.

- On to zlecił, Millie, piękna, i przykro mi to mówić, ale to zlecenie zostało przeprowadzone i zostało wykonane pomyślnie.

Agonia uderzyła w jej oczy.

Pieprzyć go.

Pieprzyć go.

Widząc, jak sobie z tym radziła, przeżywał to na nowo.

Kurwa.

– Nie żyje? – zapytała, jakby chciała, żeby zabrał to gówno z powrotem.

Chciałby móc.

- Ten tatuaż, kochanie, na moich żebrach, jest po to, aby przypominać nam, abyśmy nigdy nie zapominali o tym, co jest ważne. Bracia. Krew. Rodzina – stwierdził - Imię na drugiej szali to Cherry, Tack nazywa ją Ruda (Red - 1 - przypisek tłumaczki poniżej), znasz ją jako Tyra. Tack wyciągnął Klub z gówna, w które wciągnął nas Crank, obrócił braci, obrócił wszystko. Ja i Arlo nie byliśmy tym zachwyceni. Pieniędzy było mniej. Reputacja Klubu mocno ucierpiała. Przepracowaliśmy naszą ocenę i rzuciliśmy wiele na szalę, żeby tylko to uratować. A na początku, z tego powodu, braciom i naszym rodzinom groziło większe niebezpieczeństwo. Przegraliśmy Blacka. Chew wyrzekł się Klubu. Trzeba było zająć się Crank’iem. Całe to gówno poszło brzydko. Ale nici pozostałe z porządków Tacka, które nie zostały przecięte, bo kłóciliśmy się w Klubie, dopadły Cherry. Została porwana. Wielokrotnie dźgnięta. Prawie wykrwawiła się na śmierć w jakimś domu, którego nikt nigdy nie widział. Tack ją znalazł, uratował. Przeżyła. Klub się zjednoczył. Teraz nigdy nie zapomnimy.

Jej oczy były ogromne – To przydarzyło się Tyrze?

- Tak - odpowiedział.

- O mój Boże.

– To dobra kobieta, Millie. Wiem, że masz z nią problem, ale ona dostrzegła w tobie to, czego ja nie widziałem i ruszyła dalej. Nie chowam urazy. Ty też nie powinnaś.

– Nie chowam – powiedziała mu.

To była jego dziewczyna.

Fantazyjny dom. Designerskie buciki.

Ale rozumiała życie. Wiedziałeś, kiedy chować urazę. Wiedziałeś, co zasłużyło na zemstę.

Wiedziałeś też, kiedy wybaczyć i nie pieprzyłeś się, robiąc to.

High uścisnął ją.

Domyślił się, że nie poczuła uścisku, kiedy powiedziała - Po prostu nie mogę… to nie do uwierzenia… - potrząsnęła głową - Low, to dwie starsze panie, które zostały uwikłane w interesy Chaosu. Moje nie było nawet w przybliżeniu tak złe, ale…

- Tyra dała się w to wciągnąć nie tylko z powodu Klubu, ale także z powodu tego, czym zajmował się narzeczony jej dziewczyny. Klub miał historię z mężczyzną, który to zrobił, ale została dźgnięta z powodu martwego narzeczonego Lanie. Historia Klubu po prostu nie pomogła.

– Narzeczony Lanie?

- Teraz jest kobietą Hop’a. Jej narzeczony oberwał i poszła do lepszych rzeczy.

– Spotkałam ją – powiedziała.

- Wiem, że spotkałaś. To też dobra kobieta. Wszystkie się wtrącają. Wciągną cię w to gówno. Tak po prostu jest. Ale pochodzi z dobrego miejsca.

Nie była tym zainteresowana.

Interesowało ją coś innego i nie zawracała sobie głowy mówieniem mu, co to było.

- Czym cię związał Crank, że tak trudno ci było się uwolnić?

Reszta, którą jej miał dać, była daleka od łatwej.

To miało zabić.

Ale musiał to zrobić. Nic między nimi. Nic nie mógł wstrzymywać.

Nie tym razem.

– Dziwki i ochrona – odparł - Chew był sutenerem dziewczyn. Arlo i ja odpowiadaliśmy za bezpieczeństwo.

Jej oczy znów były ogromne, a twarz nie do zniesienia blada.

– Prowadziłeś ochronę dla prostytutek Chaosu? - zapytała z niedowierzaniem.

- Nie, mała, zajmowałem się ochroną transportów narkotyków i broni przez Denver lub w jego okolicach.

– Święty Boże – wyszeptała, odsuwając się od niego.

Delikatnie przyciągnął ją z powrotem do siebie.

I wyłożył to równie delikatnie, ale zrobił to również szczerze.

– Podpięłaś swoją gwiazdę do banity, mała. Już wtedy to wiedziałaś. Nie rozmawialiśmy o tym, ale możesz mówić, aż zsiniejesz na twarzy i nie przekonasz mnie, że nie wiedziałaś. Kochałaś mnie. Gówno cię to obchodziło. Kochałaś wyjętego spod prawa i brałaś mnie takiego, jakim byłem. To się nie zmieniło, z wyjątkiem tego, że Crank mianował mnie dowódcą, a nie tylko żołnierzem. Sprawy zaczęły się źle dla mnie i Cranka, kiedy wziął dziewczyny. Nigdy nie było lepiej.

– Chew był sutenerem? - wypchnęła.

- Pod porządnym facetem był dupek. Był głęboko zakopany, ale był. Crank zwąchał go, a potem wyciągnął. Hop był egzekutorem dziewcząt i na rozkaz Tacka Hop pod stołem użył je, aby przygotować je do ruchu, gdy Tack przejął kontrolę i uwolnił wszystkie dziewczyny. Kiedy Hop zaczął tę pracę, jedna z dziwek nagadała do Cranka. Crank podjął decyzję o tym, co będzie katalizatorem do zjednoczenia wszystkich frakcji w zerwanym bractwie. Zabicie brata było jedynym sposobem. Rozkazał to gówno, zrzucając winę na wroga. Tack nigdy nie był głupi, przysięgam, kurwa, nie spał, dopóki nie upewnił się, że uderzenie pochodziło od Cranka.

- Więc kto zabił Cranka?

Poczuł, jak zaciska mu się szczęka.

Jej głos był wysoki, kiedy zapytała - Ty?

- Nie mam pojęcia, która kula dokonała ostatecznego czynu, skoro wziął po jednej z broni każdego brata.

Jej ciało, nie zrelaksowane w jego, ale napięte jak cholera, uniosło się, jakby próbowała uciec.

High trzymał mocno.

- Keely chodzi co tydzień na grób Blacka, Millie. Minęły lata. Co pieprzony tydzień.

Znieruchomiała, gdy łzy napłynęły jej do oczu.

Trzymał się jej, żeby to skończyć.

– Mieli dwóch chłopców po twoim odejściu. Obaj byli zbyt młodzi, by wiedzieć, że ich tata był solidny jak skała. Dobry człowiek do szpiku kości. Można im to mówić. Powiedziano im to. Ale nigdy się nie dowiedzą.

Łza spłynęła po jej policzku.

High szedł dalej.

- Crank wybrał Blacka, bo bez względu na rozłam w Klubie, Black był spoiwem. Wszyscy to czuliśmy. Wszyscy wiedzieliśmy, że szykuje się wielkie gówno i Klub może nie przetrwać. Jedynym człowiekiem, który trzymał nas wszystkich razem, po obu stronach, mimo że wybrał jedną, był Black. Właśnie dlatego Crank wybrał go, bo wiedział, że wszyscy będziemy to cierpieć i połączymy się, by się zemścić. Zabił brata, Millie, a to nie było w porządku. Ale podjął tę decyzję, wybierając najlepszego z nas. Najbardziej przyzwoitego z nas. Najbardziej lojalnego. A to serio nie jest w porządku.

Jej „nie” było chwiejne, ale przynajmniej to powiedziała.

- Teraz jest to skończone – stwierdził - Wszyscy cierpieliśmy z powodu czarnych znaków na naszych duszach, robiąc to i kończąc. Nie jestem dumny z tego, że mam więcej tych śladów niż większość. Nie jestem dumny z tego, że Valenzuela zna część tego gówna i dlatego celował we mnie przez ciebie. Byłem słaby. Zostałem zraniony i to mnie osłabiło. Ale nie będę tego ukrywać, bo to już koniec, bo jest częścią mnie i bo potrzebujesz tego wszystkiego.

To nie było chwiejne, było torturowane, kiedy stwierdziła - Więc to ja też ci to zrobiłam.

- Kurwa, nie - uciął, a na jego intensywność, ona się zagapiła - Kotku, ja wybrałem tę ścieżkę. Ja to zrobiłem. Wybrałem ścieżkę, która prowadziła od ciebie. Ty nie wybrałaś tego, więc nie miałem wyboru i musiałem odejść. Nie wybrałaś tego, więc nie mogłem wrócić. Nie wróciłem. To był mój wybór. I to był mój wybór, aby robić wszystko, co robiłem w międzyczasie. Każda przesyłka, którą eskortowałem przez miasto. Każde przymykanie oczu na bzdury Cranka. To moja wina. Ja z tym żyję. To nie jest łatwe, ale Bóg postanowił utrzymać mnie przy życiu, więc myślę, że ma dla mnie pracę, abym to odwrócił i czynił dobro. Był dobrym tatą. Zabrał cię z powrotem i zaopiekował się tym razem. Cokolwiek to jest, jestem tutaj, aby to zrobić. Otrzymałem Jego wiadomość. I jestem wdzięczny.

– Nie wiem, co z tym wszystkim zrobić – przyznała ostrożnie.

- Nie masz z tym nic wspólnego. Związałaś się z banitą, wiedząc, że prowadzisz życie banity i wiedząc, że twój banita zapewni ci bezpieczeństwo. Nadal masz we mnie banitę, Millie. Wszyscy bracia tak mają. Używamy go teraz, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej rodzinie. Patrolujemy obszar w promieniu dziesięciu mil wokół Ride, wokół Chaosu i chronimy go przed dziwkami i dilerami. Valenzuela chce tego terenu. Nie damy mu tego. Również go nie wyrzucimy. Współpracujemy z policją, żeby go zamknąć. To nowa era Chaosu, do którego wracasz, Millie. Przyszłość to Joker i Shy, Snapper i Roscoe, a ci bracia byli szkoleni przez Tacka, Hop’a, Doga, Brick’a, Pete’a i zrehabilitowanego mnie. Mamy jednego ostatecznego wroga. Pozbędziemy się go, będziemy dobrzy.

- A co się stanie, gdy pojawi się kolejny ostateczny wróg? - zapytała.

- Przez lata nie mieliśmy żadnych problemów, dopóki nie zjawił się Valenzuela, który nie docenia Tacka - powiedział jej – Jak powiedziałem, nie lekceważy się Tacka. Zaskoczy cię i to nie w dobry sposób. A jego córka wyszła za mąż za Shy’a, jego porucznika. A jego syn, Rush, jest w klubie i Rush chce posprzątać resztę.

Wsunął palce w jej włosy i dokończył.

– Widziałem, jak to się działo, Millie. Szczera Boża prawda, nawet gdy byliśmy po przeciwnych stronach, zachwycałem się tym. Zajęło to Tackowi dekady. Dłużej niż wtedy, gdy ty i ja się poznaliśmy. Ale Tack zbudował Chaos silny i twardy w jedyny sposób, w jaki każdy mężczyzna powinien być silny i twardy. Braterstwo. Lojalność. Rodzina. Nic innego się nie liczy. Dlatego żołnierz naraża swój tyłek za swój kraj. To dlatego mężczyzna przechodzi przez swój dom, aby upewnić się, że jest bezpieczny, zanim pójdzie do łóżka. To miara prawdziwego mężczyzny. To Chaos.

- Czy przez cały czas wiedziałeś, że to był Chaos? - zapytała.

- Co myślisz? - zapytał z powrotem.

– Ale Tack nie był wtedy przywódcą – zauważyła.

- Coś przyciągnęło go do Klubu, tak jak mnie. Zawładnęła tym chciwość. Polityka to zepsuła. Gra o władzę wstrząsnęła nim. Ale fundamenty Klubu pozostały mocne i nie tylko dlatego, że Tack je utrzymywał.

Nic nie powiedziała.

Więc on to zrobił.

- Millie, wiem, że to niespodzianka, ale wiem też, że jak przemyślisz to głęboko, też nie jest.

– To dużo do przyjęcia – powiedziała mu.

- To historia.

Kolejne szarpnięcie głową, kiedy przyjęła do wiadomości tę podstawową prawdę.

A High poczuł ulgę, kiedy jej ciało rozluźniło się lekko na jego.

- Nie mogę uwierzyć, że Black odszedł - wyszeptała.

- Wchodzę do Kompleksu, patrzę na bar, myślę, że zobaczę go siedzącego tam. Do dzisiaj. Więc ja też nie mogę w to uwierzyć. I dając ci to wszystko, wiem, że to dużo, i szczerze, jak każdy brat, który tam był, mam nadzieję, że to moja kula zakończyła Cranka.

Wpatrywała się w niego prosto w jego oczy, jej znowu jasne, i odpowiedziała - Ja też mam taką nadzieję.

Kochała Blacka.

Kochała też Keely.

I nosiła markowe ciuchy i mieszkała w fantazyjnym domku.

Ale Millie Cross urodziła się jako starsza pani.

Kurwa, urodziła się, by być jego starszą panią.

Więc to dostała.

High rozluźnił uścisk i zaczął głaskać ją po plecach.

– Keely ucieszy się z twojego powrotu – powiedział cicho.

– Wciąż zadaje się z Klubem? - zapytała.

Potrząsnął głową - Nie, mała. Co miesiąc dostaje swoją część dochodu z Klubu, jakby Black wciąż żył. Była Boza, Bev, z którą się ożenił, a potem rozwiódł po twoim odejściu, była blisko z Keely. Bev trzyma się blisko. Bracia na zmianę robią gówno dla chłopców, kiedy potrzebują mężczyzny. Trzymamy się tak blisko, jak ona nam pozwala. Ale Black skończył, a kiedy to zrobił, skończyła też Keely.

- Znam to uczucie.

Wiedział, że znała.

- Sprawia, że skoro dostaliśmy drugą szansę, musimy być pewni, że nie spieprzymy sprawy – odpowiedział.

Bardziej się w nim rozluźniła - Tak.

- Masz dość? – zapytał, a ona znów się spięła.

- Jest więcej? - zapytała.

Przestał głaskać, wysunął palce z jej włosów i objął ją ramionami.

– Nie, piękna – odpowiedział.

– Dzięki Bogu – wymamrotała.

Uśmiechnął się, bo to było urocze.

Ale głównie zrobił to dlatego, że to wzięła. Nie panikowała, nie wybuchała płaczem, nie załamywała się, nie miała dramatu.

To było brzydkie.

Wzięła to wszystko.

Trzymała się blisko.

To zostało zrobione.

Trudna część się skończyła.

Teraz jedyną przeszkodą, którą musieli obejść, była jego córeczka, Zadie.

Wziął głęboki wdech i wypuścił go.

Millie skupiła się na nim i z powrotem położyła dłoń, owijając ją wokół jego szyi.

– To było dla ciebie trudne – zauważyła.

- Tak - zgodził się.

- Wyszłam z wprawy w byciu starszą panią - powiedziała mu i poczuł, jak jego usta znów się wykrzywiły.

– Odzyskasz to.

– Chodzi mi o to, że… – Spojrzała na telewizor, a potem na niego - Związałam się z banitą. Zakochałam się od razu w mężczyźnie, który zrobił to samo ze mną, nie ukrywał tego, pozwolił mi zabłysnąć, pokazał, że jest z tego dumny, a ja to miałam. To było moje. On mi to dał. I wiedziałam, że to było cenne. Więc było mi wszystko jedno. Nie obchodziło mnie, co cię stworzyło. Nie obchodziło mnie, co robiłeś, kiedy byłeś z dala ode mnie. Obchodziło mnie tylko to, co zrobiłeś, kiedy cię miałam i uczucie, które zostawiłeś, kiedy nie było cię ze mną. I zrobiłam to świadomie. Częścią tego była świadomość, że to mogło być złe. Ale kochałam cię tak bardzo, że nie obchodziło mnie, czy tak było.

O, tak.

Kurwa, tak.

Millie Cross została stworzona na jego starszą panią.

Jego głos był szorstki, gdy zapytał - Jest w ogóle taka zmiana?

Skierowała jego wcześniejsze pytanie w jego stronę.

- A jak myślisz?

Leżała na nim, dotykając go, patrząc mu prosto w oczy.

Wcale się nie zmieniło.

Odwrócił się, przewracając ją na plecy, oświadczając - Teraz cię zerżnę.

Zsunęła rękę z powrotem na jego klatkę piersiową i pchnęła.

– W takim razie chodźmy do łóżka.

- Zerżnę cię tutaj.

Jej brwi wystrzeliły w górę – I może zostawisz mokrą plamę na kanapie? - zapytała z przerażeniem i niedowierzaniem.

Przyłożył swoje usta do jej - Mała, zdarza się, to posprząta.

- Fuj – odpowiedziała.

Kurwa, kiedyś jego dziewczyna połykała.

Nie mógł się doczekać, by się dowiedzieć, czy nadal nie miała z tym problemu.

Ale jeśli weźmie go sobie do gardła, nie będzie miała problemu ze sprzątnięciem go z kanapy.

Nie zamierzał w to wchodzić. Skończył mówić o tym gównie. Zajęłoby to około dziesięć sekund, żeby o tym zapomniała.

Więc zaczął to robić i wziął ją do ust.

Okazało się jednak, że się pomylił.

Zajęło to tylko pięć sekund.


 



[1] Ta historia jest w książce Ashley Kriesten - Wymarzony mężczyzna (Mężczyzna marzeń IV) dostępnej na https://doci.pl/Monique-1-b/seria-mczyzna+dscenxe (nie moje tłumaczenie)

3 komentarze: