środa, 12 kwietnia 2023

16 - Wzajemnie (cz.1)

 

 ROZDZIAŁ 16

Wzajemnie (cz.1)

Millie

 

 

Mój budzik włączył się i zaczęłam wyplątywać się z Logana, żeby włączyć drzemkę.

Nie poruszałam się wystarczająco szybko.

Logan nachylił się do mnie i wyszarpnął kabel budzika ze ściany, powodując hałas trzęsącej się lampy i kołysanie stolika nocnego. Potem poczułam, jak moje ciało i łóżko poruszają się niepokojąco, gdy z siłą cisnął nim przez pokój.

Usłyszałam, jak uderzał o ścianę w sposób, o którym wiedziałam, że był pęknięty i nagle się obudziłam.

- Logan! - warknęłam.

Przetoczył się na mnie, mamrocząc - Nie żyję według budzika.

Warczałam dalej - Cóż, ja tak!

Pocałował mnie.

A potem nie warczałam.

*****

Weszłam do kuchni z pustym kubkiem, który był wypełniony kawą, kiedy Logan przyniósł mi go, kiedy się przygotowywałam. Miałam na sobie wełnianą spódnicę w jodełkę, zimowo biały, miękki wełniany sweter z dekoltem w łódkę i czarne buty na obcasie.

W chwili, gdy weszłam, Logan, stał tyłkiem do blatu, z kubkiem przy ustach i opuścił wzrok na moją spódnicę.

Potem na buty.

Patrzyłam, jak jego usta wykrzywiły się, nawet gdy nadal popijał.

Zaaprobował.

To było miłe.

Mimo wszystko.

- Musimy porozmawiać o budziku - oznajmiłam - Przede wszystkim zastępujesz ten, który zepsułeś.

Pociągnął łyk, a jego wzrok przeniósł się z moich butów na moje oczy.

- Nie umawiaj się na żadne spotkania przed dziesiątą, masz ludzkie pory.

Podeszłam do dzbanka i zaczęłam nalewać więcej, gdy wyjaśniłam - Czasami nie mogę podjąć takiej decyzji. Muszę spotykać się z klientami, kiedy oni mogą się spotykać, a także kiedy ja mogę.

- Teraz nie możesz. Do dziesiątej.

Włożyłam dzbanek z powrotem do ekspresu do kawy i spojrzałam na niego.

- Logan…

– Millie, nie proszę o wiele.

Gapiłam się na niego.

Potem powiedziałam - Wczoraj zaoferowałam Justine pracę.

Jego głowa przechyliła się na bok - Powtórz?

– Zawsze jestem obłożona pracą – zaczęłam wyjaśniać - Czasami odmawiam klientom. Mogę przestać to robić i wykorzystać dodatkowy dochód, aby zatrudnić pracownika na pół etatu. Mogę też przenieść część obowiązków Claire na Justine. Mogę wtedy przenieść część swoich do Claire. Sprawdziłam liczby i to działa. Dostaję minimalne obniżenie mojego dochodu osobistego, którego prawie nie odczuję. I będę miała więcej czasu.

Przestałam mówić, a Logan tylko na mnie patrzył.

Więc mówiłam dalej.

- Zadzwoniłam do niej zeszłego wieczoru, zanim wróciłeś do domu i Justine była zachwycona. Mogłam sobie pozwolić na podwyżkę jej pensji w stosunku do tego, co teraz zarabia, niewiele, ale wszystko się liczy, a pracując ze mną, rzadko będzie musiała umieszczać syna w żłobku. To samo z Claire, która weźmie na siebie większą odpowiedzialność. Z nią też rozmawiałam. Zgadza się. Wszystko jest ustawione. Justyna składa dzisiaj wymówienie. Będzie na liście płac do Święta Dziękczynienia, które jest moim najbardziej pracowitym okresem. Poza tym mogłam przywrócić dwóch świątecznych klientów, którym wcześniej musiałam odmówić. Zadzwoniłam do nich wczoraj i już to zrobiłam. Byli prawie bardziej zachwyceni niż Justine.

Znowu przestałam mówić.

Logan znowu tylko na mnie patrzył.

Więc zawołałam - Logan?

– Moja dziewczyna – wyszeptał, a ja poczułam, jak przez jego ton przepłynęło przeze mnie ciepło.

– Logan – odszeptałam.

- Jak czegoś chce, nie opieprza się.

Miał rację. Nie robiłam tego.

Chciałam wcześniej skończyć studia, żebyśmy mogli założyć rodzinę; I to zrobiłam.

Chciałam przyczynić się, choćby w minimalnym stopniu, do naszego życia finansowego; Dałam z siebie wszystko i osiągnęłam to.

Chciałam odnieść sukces we własnym biznesie, całkowicie wyremontować dom, aby cal po calu był cały mój; To też zrobiłam.

Chciałam złożyć oświadczenie, że Logan był ważny i zamierzałam mu to pokazać, poświęcając mu czas; I absolutnie się nie opieprzałam.

Jedyną rzeczą, której pragnęłam, a której nie dostałam, było mieć dzieci z moim mężczyzną. A kiedy dotarło do mnie to odkrycie, że nie mogłam, kiedy nokautowałam się, by zrobić wszystko, abym mogła, było czymś, z czym nie mogłam sobie poradzić.

Choć było to wtedy ogromne i jak głęboko jeszcze płonęło, zdałam sobie sprawę, że w końcu nie poszło mi tak źle.

- Chodź tu, piękna, daj swojemu mężczyźnie trochę miłości, abyś mogła zabrać się do pracy.

Jego głos był czuły i słodki i to był rozkaz, którego posłuchałam.

Odłożyłam więc kubek z kawą i wtuliłam się w jego ramiona.

Owinęłam swoje ramiona wokół niego, stanęłam na palcach i dotknęłam ustami jego.

Kiedy się wyprostowałam, oboje trzymaliśmy się.

- Mam dziewczyny w ten weekend - powiedział mi.

Dreszcz zimnego strachu przeszył ciepło we mnie, ale zignorowałam to i zapytałam - Tak?

– Masz problem z tym, że tu zostaną?

Wróciłam do patrzenia.

Kiedy nie powiedział nic więcej, jakby cofając to szalone pytanie, zapytałam - Tutaj? Ze mną? I tobą?

- Tutaj. Ze mną. I tobą – potwierdził.

Odsunęłam się o cal, wciąż będąc w jego ramionach i stwierdziłam:

- Low, to o wiele za wcześnie dla nich obu.

Tak myślałam.

Miałam też na myśli nas wszystkich.

Mianowicie mnie.

- Zacznę noc na kanapie, pójdę do ciebie, kiedy będziemy wiedzieli, że padły. W weekendy śpią tak długo, jak tylko mogą. Wstaniemy przed nimi. Nie zauważą.

- Low, to o wiele za wcześnie dla nich obu – powtórzyłam, po czym dodałam - I nie chodzi tylko o organizację snu.

- Mieszkam w swoim kamperze przed domem Boza - oświadczył.

Moja broda drgnęła w bok na tę szaloną wiadomość - Tak?

- Od czasu rozstania oglądałem domy i wydaje mi się, że obejrzałem ich setki. Chcę się przenieść i zrobić to na stałe. Musi być więc idealny dla mnie i moich dziewczynek – wyjaśnił.

O rany.

Miałam przeczucie, że wiedziałam, co mówił, że zamierzał się do mnie wprowadzić.

Miałam więcej niż przeczucie, że to było zbyt wcześnie.

Chciałam, żeby to się stało. Pragnęłam wieczności z Loganem.

Ale mieliśmy dużo do nadrobienia, więc nie byłem pewien, czy zaczniemy teraz.

– Ty… ja… – wyjąkałam, nie wiedząc, co powiedzieć.

- Teraz, mając cię z powrotem, nie wyłożę kupy szmalu na dom tylko po to, abyśmy się skonsolidowali. A zgaduję po sposobie, w jaki traktujesz swój dom, że nie będziesz chciała go opuszczać.

– Nie – powiedziałam z wahaniem, bo tak nie było.

Ale to było moje. Wszystko moje. W każdym calu.

I to był dom kobiety.

W każdym calu.

A Logan był bardzo męski.

- Racja - powiedział - Więc jest wystarczająco duży dla nas wszystkich przez jakiś czas. Będziemy musieli dodać później. Kolejna sypialnia. Jadalnia, bo nie można urządzać przyzwoitych Świąt Dziękczynienia i urodzin siedząc przy barze w kuchni.

Moje serce zaczęło bić szybko i nie w dobry sposób na myśl o zmianie mojej przestrzeni po tym, jak dostanę ją taką, jak chciałam.

To znaczy, pragnęłam Logana bardziej niż czegokolwiek innego.

Ale mieszkanie w domu w trakcie remontu było do bani. Wiedziałam to aż za dobrze.

– Dziewczyny mają wspólny pokój – ciągnął - Ale Deb i ja obiecaliśmy im, że kiedy dorosną, dostaną własne pokoje. Więc będziemy potrzebować jeszcze jednego, bo myślę, że będziesz chciała mieć jeden dla gości.

– Ja… no cóż, myślę, że musimy o tym porozmawiać w czasie, kiedy nie muszę iść do pracy – uchyliłam się.

Pokiwał głową - Możemy o tym porozmawiać w czasie, gdy ty nie musisz pracować, a ja nie muszę wyruszać w drogę. Ale spotykasz się z dziewczynami w piątek. W piątek jemy razem kolację. Idziemy spać do Boza w piątkowy wieczór. Sobotę i niedzielę spędzamy razem. Śpią tu w sobotę i niedzielę.

Jakimś cudem powstrzymałam panikę w głosie, kiedy zauważyłam - To tak, jakby wrzucić je do basenu, aby nauczyły się pływać.

- Będziesz w moim życiu? - zapytał.

- Oczywiście – odpowiedziałam.

– Więc będziesz w ich. Muszą się do tego przyzwyczaić.

Przybliżyłam się do niego i przytuliłam - Zgadza się. Ale będę w twoim życiu, Logan, i ich. Mamy więc czas.

- Mała…

Przerwałam mu - Piątek, kolacja. Sobota robienie czegoś w ciągu dnia. W sobotę wieczorem, jeśli nie chcesz, żebyście biwakowali w twoim kamperze, mogę zatrzymać się u Dot, a wy możecie zostać tu. Niedziela, obiad czy coś. Kiedy wrócą do mamy?

- Zabiorę je do szkoły w poniedziałek. Wracają do niej po szkole.

Jadą do niej po szkole w poniedziałek?

On musi je zabrać kiedyś w ciągu tygodnia.

– W takim razie w niedzielę wieczorem znowu zatrzymam się u Dot – zaproponowałam – Albo Justine. Albo Kellie czy coś.

– Nie będę wyrzucać cię z własnego domu, Millie, chodzi o to, że wciąż muszą się do ciebie przyzwyczaić.

– Prześpimy się razem na ich trzeciej wizycie – targowałam się.

- Kotku, ten weekend będzie za miesiąc.

To mnie zszokowało.

- Weekend?

- Deb ma prawie pełną opiekę — powiedział - Dziewczyny są jeszcze młode, a wkrótce zacznie się z nimi dziać gówno, że będą potrzebowały mamy. Nasza umowa była taka, że dwa lata tego, potem idziemy pół na pół i prawie rok tej umowy jest skończony.

– Masz tylko weekendy – stwierdziłam, ale było to pytanie.

- Co drugi tydzień.

Miał tylko co drugi weekend?

Czy sądy orzekały jeszcze takie rzeczy z ojcami?

A jeśli tak, dlaczego z tym nie walczył?

Jednak nie wyglądało na to, żeby doszło do bójki.

Powiedział, że jego „umowa” z Deb trwała dwa lata.

Czy zgodził się na to?

- Logan, to jest... ja...

Przestałam mówić, bo to nie było moje miejsce. To były jego dzieci. To była jego umowa z byłą. Mówił o niej beznamiętnie i wyglądało na to, że nie było w nim żadnej goryczy.

Nie powinnam wkraczać w to i robić żadnych uwag.

– Masz coś do powiedzenia – zauważył.

- Nie. ja...

Przestałam mówić, kiedy jego ramiona mnie ścisnęły.

– Millie, jak masz coś do powiedzenia, powiedz to. Nie powstrzymuj się.

Studiowałam go.

Potem zapytałam - Czy… dobrze ci z tym układem?

– Kurwa, nie – odpowiedział - Ale Deb nigdy nie odmawia, kiedy proszę o dodatkowy czas, ale wciąż muszę robić to gówno, prosić o dodatkowy czas, bo nie mam moich dziewczyn.

- Czy ona forsowała tę umowę? Deb, mam na myśli – zapytałam.

- Mój pomysł – odpowiedział.

Jego?

– Logan – zaczęłam ostrożnie – nie rozumiem tego, zwłaszcza jeśli za nimi tęsknisz i za byciem z nimi.

Jego ramiona zacisnęły się - Kotku, jestem facetem i nigdy nie zmieniłem się w kobietę. Nie znam się za cholerę na skurczach i… - jego wyraz twarzy zmienił się na taki, że bardzo dużo czasu zajęło mi powstrzymanie się od wybuchnięcia śmiechem - …innych rzeczach. Deb oczywiście tak. Przeprowadzimy przez to Clee-Clee i jak gówno się stanie, kiedy będą ze mną, ona może pomóc swojej siostrze przez to przejść, dopóki nie wrócą do Deb.

- Mówisz mi, że oddałeś prawie pełną opiekę swojej byłej, więc nie musisz się przejmować, gdyby twoje córki zaczęły z tobą miesiączkować? – zapytałam z niedowierzaniem.

Wyraz twarzy wrócił. Tym razem wydałam dźwięk, powstrzymując śmiech, wyraz twarzy zniknął, a jego twarz zaczęła się chmurzyć.

- Kiedy dostałaś okres, biegłaś do taty, żeby pomógł ci wybrać tampony? - warknął.

Miał tam racje.

Nadal był śmieszny.

– Nie – powiedziałam mu.

- Pomóc ci w poprawie nastroju? Jakie gówno powinnaś kupić, żeby poradzić sobie z skurczami? - popchnął.

- Deb jest na telefonie - przypominając mu, decydując się nie wspominać mu o tym, że byłam u jego boku.

– To cenne – stwierdził w sposób, który sprawił, że całe rozbawienie zniknęło - Jak to się dzieje, jest to cenne. Dziewczyna staje się kobietą. To czas życia, który warto dzielić z mamą. To nie jest wspomnienie, które powinnaś mieć ze swoim tatą, który o tym nie ma pieprzonego pojęcia. Jak cię poprowadzić. Jak ci pomóc. Jak nauczyć cię doświadczać coś, co zacznie się tylko raz, ale co będzie oznaczać zmiany na lata. Ważne zmiany. Nie życzę tego moim dziewczynom. Chcę, żeby miały to, co cenne. Chcę, żeby to zapamiętały i żeby to było dobre wspomnienie. Nie chcę im tego spieprzyć. Wiąże się z tym inne gówno. Uświadomienie sobie, że chłopcy istnieją i dlaczego. Jak sobie z tym poradzić. Jak zrobić makijaż. Jak znaleźć ubrania, które lubią nosić. Nie chcę, żeby coś takiego się wydarzyło, Millie. Chcę, żeby zostały moimi dziećmi na zawsze. Ale nie mam wyboru. Dorastają. I nie mam pojęcia, jak im z tym poradzić. Ich mama tak. Więc potrzebują swojej mamy.

- Jesteś najbardziej niesamowitym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam – wypaliłam, a uczucie kryjące się za tymi słowami uczyniło je ochrypłymi.

Ale ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że nie było ono słodko-gorzkie, przez utratę wszystkiego, co mógł dać naszej córce.

Było po prostu słodkie, bo wiedziałam, że mógł to dać swoim dziewczynom.

I to ja zrobiłam to tak, że mógł.

Jego ramiona wokół mnie zadrżały, a potem pozostały zaciśnięte.

Ale miałam wrażenie, że źle zrozumiał emocje kryjące się za moimi słowami, kiedy zapytał - Wszystko okej?

Wtuliłam się w niego - Tak. Właściwie myślę, że bardziej okej niż przez długi czas.

- Jak to?

– Mam cię z powrotem – powiedziałam mu - A ty masz dzieci, którym musisz dać to, co musisz dać. To nie było nasze. To było twoje. A teraz nie tylko ty to masz, ja mam was. Więc to jest do dupy, jak się tu dostaliśmy. Ale zaczynam rozumieć, że było warto.

Chrapliwy pomruk przetoczył się przez jego gardło tuż przed tym, jak pochylił głowę i wziął moje usta.

Całowaliśmy się i było w tym też dużo uczucia.

Nic z słodko-gorzkiego.

Wszystko po prostu słodkie.

Podniósł głowę i powiedział cicho - Daję ci ten weekend. Piątek, kolacja. Sobotni czas z tobą. Niedzielny czas z tobą. Pójdziemy spać do kampera. Ale następnym razem, gdy je zdobędę, cały ten czas spędzimy z tobą.

Mogłam pójść na taki kompromis, więc skinęłam głową.

- Dzisiaj usiądę z Deb i wyjaśnię to.

O, rany.

– Nie ma się czym martwić – zapewnił - Już jej powiedziałem, że jestem z kimś i ten ktoś jest ważny. Jej to nie obchodzi. Chcę tylko, żeby wiedziała, jak postąpię razem z dziewczynami. Tym też nie będzie się tym przejmować. Ufa, że postąpię właściwie wobec dziewcząt i nie myli się w tym zaufaniu.

To sprawiło, że poczułam się lepiej, więc ponownie skinęłam głową.

– Jeśli chodzi o mnie, wprowadzam się.

Moje usta się rozchyliły.

- Wiem, że dopiero wróciliśmy do siebie, ale mam to w dupie. Nie zwalniam tempa. Za dużo straciłem. Nie będę się opieprzać, żeby to wszystko odzyskać. Zostawię kampera u Boza, dopóki nie rozbiorę tego garażu. Kiedy to się skończy, będzie tu miejsce na przechowywanie kampera i nie zepsuje to wyglądu twojego podwórka.

Zanim zdążyłam powiedzieć słowo, skończył.

- I możesz mieć swój budzik, dopóki Justine nie wgryzie się do tego, a ty nie go uporządkujesz wszystkiego, by go nie potrzebować.

– Wprowadzasz się? - zapytałam.

- Tak.

– Rozwalasz mój garaż?

- Używasz to?

- Nie.

- Więc tak.

- Ty… uh… Low, mój dom jest dziewczęcy – zauważyłam.

- Meble są wygodne. Miejsce jest klawe. Wygląda dobrze. Świetna kuchnia. To działa – stwierdził.

– Ale to jest dziewczęce – powtórzyłam.

– Co mnie to obchodzi, skoro meble są wygodne, a twój tyłek śpi obok mojego?

To było bardzo słodkie.

Ale to nie była ulga, jakiej się spodziewałam.

– Ja… umm… to poważna decyzja – zauważyłam.

- Już nie, odkąd została podjęta.

Nigdy wcześniej nie był taki szybki w podejmowaniu decyzji.

Z drugiej strony, miał mnie wtedy; nigdy nie sądził, że mnie straci, więc nie musiał niczego robić na chybcika.

Ostrożnie powiedziałam  - Powinniśmy się znowu poznać, Low.

– Przyszedłem do ciebie wczoraj wkurzony jak cholera. Wiem, bo widziałem, jak to traciłaś, przerażona tym, jak bardzo byłem wkurzony. Ale przeszło ci i rzuciłaś mi się w twarz. Powiedziałem ci wszystko, co można było o złych ostatnich dwudziestu latach w Klubie. Przyjęłaś to, pozwoliłaś mi się pieprzyć na twojej kanapie, a kiedy zaniosłem cię do łóżka, odleciałaś po pięciu sekundach, mówiąc mi tym samym, że to gówno nie pieprzyło ci w mózgu. Millie, jesteś starszą panią. Nie ma znaczenia, co nosisz ani gdzie mieszkasz; to jest w tobie. To gówno dzieje się, gdy zakochujesz się w motocykliście i masz to, czego potrzeba. Zakochałaś się w motocykliście i nigdy nie wyleczyłaś się, by znaleźć coś innego. Nic więcej nie muszę wiedzieć.

– Wydaje się, że masz odpowiedź na wszystko – zauważyłam, a jego usta zadrgały.

– To dlatego, że mam odpowiedź na wszystko.

Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam - Jesteś też egocentrykiem.

Zaczął chichotać, ale zapytał przez to - Mała, chcesz spać sama?

Absolutnie nie.

Postanowiłam nie odpowiadać.

Znał moją odpowiedź.

- Racja - powiedział, a potem - Masz pracę. Ja mam swoje rzeczy do robienia. Jemy razem. Pieprzymy się. Chodzimy razem do łóżka. Wstajemy razem. Pieprzymy się. robisz swoje rzeczy. Ja robię swoje. I powtarzamy. Dlaczego mielibyśmy to robić bez moich ubrań w twojej szafie?

Spojrzałam na jego gardło, mrucząc - On najwyraźniej ma odpowiedź na wszystko.

Wtedy nie mówił.

Po prostu się roześmiał.

Odkryłam, że było to irytujące, ale tylko irytujące w sposób, w jaki każdy mężczyzna, który rzeczywiście ma racjonalną odpowiedź na wszystko, byłby irytujący dla kobiety.

Więc się nie śmiałam.

Zapytałam - Skończyliśmy? Bo mam do zaplanowania przyjęcie dla szesnastolatki, a to się nie wydarzy w tej kuchni.

Wciąż się uśmiechał, kiedy odpowiedział - Skończyliśmy”.

Wspięłam się na palce, dotknęłam ustami jego ust, opadłam i wyrwałam się z jego ramion, by przejść do mojego kubka na kawę.

Uzupełniłam go i podeszłam do tylnych drzwi, mrucząc – Miłego dnia, Rybko.

- Wzajemnie - odpowiedział, kiedy trzymałam rękę na klamce.

Spojrzałam na niego.

Bardzo sprane jeansy. Niebieski Henley.

Uzupełnił też swoją kawę.

Wyglądał dobrze w mojej kuchni. Nie jakby tam należał, bo, powiedzmy, ktoś potrzebował modela do zrobienia zdjęcia w celu zareklamowania moich bajecznych marmurowych blatów.

Ale jakby należał, bo te blaty i cała kuchnia były moje.

I on też był.

– Kocham cię, Low – powiedziałam cicho.

Twarz miał odwróconą, z kubkiem przy ustach, ale kiedy mówiłam, jego wzrok był skierowany na bok i na mnie.

Po tym, jak powiedziałam to, co powiedziałam, jego wyraz twarzy złagodniał, opuścił kubek i odpowiedział - Wzajemnie.

Uśmiechnęłam się do niego.

Potem otworzyłam drzwi, przeszłam przez nie i poszłam do pracy.

*****

CDN

1 komentarz: