Wzajemnie (cz.1)
Millie
Mój
budzik włączył się i zaczęłam wyplątywać się z Logana, żeby włączyć drzemkę.
Nie
poruszałam się wystarczająco szybko.
Logan
nachylił się do mnie i wyszarpnął kabel budzika ze ściany, powodując hałas
trzęsącej się lampy i kołysanie stolika nocnego. Potem poczułam, jak moje ciało
i łóżko poruszają się niepokojąco, gdy z siłą cisnął nim przez pokój.
Usłyszałam,
jak uderzał o ścianę w sposób, o którym wiedziałam, że był pęknięty i nagle się
obudziłam.
-
Logan! - warknęłam.
Przetoczył
się na mnie, mamrocząc - Nie żyję według budzika.
Warczałam
dalej - Cóż, ja tak!
Pocałował
mnie.
A
potem nie warczałam.
*****
Weszłam
do kuchni z pustym kubkiem, który był wypełniony kawą, kiedy Logan przyniósł mi
go, kiedy się przygotowywałam. Miałam na sobie wełnianą spódnicę w jodełkę,
zimowo biały, miękki wełniany sweter z dekoltem w łódkę i czarne buty na
obcasie.
W
chwili, gdy weszłam, Logan, stał tyłkiem do blatu, z kubkiem przy ustach i opuścił
wzrok na moją spódnicę.
Potem
na buty.
Patrzyłam,
jak jego usta wykrzywiły się, nawet gdy nadal popijał.
Zaaprobował.
To
było miłe.
Mimo
wszystko.
-
Musimy porozmawiać o budziku - oznajmiłam - Przede wszystkim zastępujesz ten,
który zepsułeś.
Pociągnął
łyk, a jego wzrok przeniósł się z moich butów na moje oczy.
-
Nie umawiaj się na żadne spotkania przed dziesiątą, masz ludzkie pory.
Podeszłam
do dzbanka i zaczęłam nalewać więcej, gdy wyjaśniłam - Czasami nie mogę podjąć
takiej decyzji. Muszę spotykać się z klientami, kiedy oni mogą się spotykać, a
także kiedy ja mogę.
-
Teraz nie możesz. Do dziesiątej.
Włożyłam
dzbanek z powrotem do ekspresu do kawy i spojrzałam na niego.
-
Logan…
–
Millie, nie proszę o wiele.
Gapiłam
się na niego.
Potem
powiedziałam - Wczoraj zaoferowałam Justine pracę.
Jego
głowa przechyliła się na bok - Powtórz?
–
Zawsze jestem obłożona pracą – zaczęłam wyjaśniać - Czasami odmawiam klientom.
Mogę przestać to robić i wykorzystać dodatkowy dochód, aby zatrudnić pracownika
na pół etatu. Mogę też przenieść część obowiązków Claire na Justine. Mogę wtedy
przenieść część swoich do Claire. Sprawdziłam liczby i to działa. Dostaję
minimalne obniżenie mojego dochodu osobistego, którego prawie nie odczuję. I
będę miała więcej czasu.
Przestałam
mówić, a Logan tylko na mnie patrzył.
Więc
mówiłam dalej.
-
Zadzwoniłam do niej zeszłego wieczoru, zanim wróciłeś do domu i Justine była
zachwycona. Mogłam sobie pozwolić na podwyżkę jej pensji w stosunku do tego, co
teraz zarabia, niewiele, ale wszystko się liczy, a pracując ze mną, rzadko
będzie musiała umieszczać syna w żłobku. To samo z Claire, która weźmie na
siebie większą odpowiedzialność. Z nią też rozmawiałam. Zgadza się. Wszystko
jest ustawione. Justyna składa dzisiaj wymówienie. Będzie na liście płac do
Święta Dziękczynienia, które jest moim najbardziej pracowitym okresem. Poza tym
mogłam przywrócić dwóch świątecznych klientów, którym wcześniej musiałam
odmówić. Zadzwoniłam do nich wczoraj i już to zrobiłam. Byli prawie bardziej
zachwyceni niż Justine.
Znowu
przestałam mówić.
Logan
znowu tylko na mnie patrzył.
Więc
zawołałam - Logan?
–
Moja dziewczyna – wyszeptał, a ja poczułam, jak przez jego ton przepłynęło
przeze mnie ciepło.
–
Logan – odszeptałam.
-
Jak czegoś chce, nie opieprza się.
Miał
rację. Nie robiłam tego.
Chciałam
wcześniej skończyć studia, żebyśmy mogli założyć rodzinę; I to zrobiłam.
Chciałam
przyczynić się, choćby w minimalnym stopniu, do naszego życia finansowego; Dałam
z siebie wszystko i osiągnęłam to.
Chciałam
odnieść sukces we własnym biznesie, całkowicie wyremontować dom, aby cal po
calu był cały mój; To też zrobiłam.
Chciałam
złożyć oświadczenie, że Logan był ważny i zamierzałam mu to pokazać,
poświęcając mu czas; I absolutnie się nie opieprzałam.
Jedyną
rzeczą, której pragnęłam, a której nie dostałam, było mieć dzieci z moim
mężczyzną. A kiedy dotarło do mnie to odkrycie, że nie mogłam, kiedy nokautowałam
się, by zrobić wszystko, abym mogła, było czymś, z czym nie mogłam sobie
poradzić.
Choć
było to wtedy ogromne i jak głęboko jeszcze płonęło, zdałam sobie sprawę, że w
końcu nie poszło mi tak źle.
-
Chodź tu, piękna, daj swojemu mężczyźnie trochę miłości, abyś mogła zabrać się
do pracy.
Jego
głos był czuły i słodki i to był rozkaz, którego posłuchałam.
Odłożyłam
więc kubek z kawą i wtuliłam się w jego ramiona.
Owinęłam
swoje ramiona wokół niego, stanęłam na palcach i dotknęłam ustami jego.
Kiedy
się wyprostowałam, oboje trzymaliśmy się.
-
Mam dziewczyny w ten weekend - powiedział mi.
Dreszcz
zimnego strachu przeszył ciepło we mnie, ale zignorowałam to i zapytałam - Tak?
–
Masz problem z tym, że tu zostaną?
Wróciłam
do patrzenia.
Kiedy
nie powiedział nic więcej, jakby cofając to szalone pytanie, zapytałam - Tutaj?
Ze mną? I tobą?
-
Tutaj. Ze mną. I tobą – potwierdził.
Odsunęłam
się o cal, wciąż będąc w jego ramionach i stwierdziłam:
-
Low, to o wiele za wcześnie dla nich obu.
Tak
myślałam.
Miałam
też na myśli nas wszystkich.
Mianowicie
mnie.
-
Zacznę noc na kanapie, pójdę do ciebie, kiedy będziemy wiedzieli, że padły. W
weekendy śpią tak długo, jak tylko mogą. Wstaniemy przed nimi. Nie zauważą.
-
Low, to o wiele za wcześnie dla nich obu – powtórzyłam, po czym dodałam - I nie
chodzi tylko o organizację snu.
-
Mieszkam w swoim kamperze przed domem Boza - oświadczył.
Moja
broda drgnęła w bok na tę szaloną wiadomość - Tak?
-
Od czasu rozstania oglądałem domy i wydaje mi się, że obejrzałem ich setki.
Chcę się przenieść i zrobić to na stałe. Musi być więc idealny dla mnie i moich
dziewczynek – wyjaśnił.
O
rany.
Miałam
przeczucie, że wiedziałam, co mówił, że zamierzał się do mnie wprowadzić.
Miałam
więcej niż przeczucie, że to było zbyt wcześnie.
Chciałam,
żeby to się stało. Pragnęłam wieczności z Loganem.
Ale
mieliśmy dużo do nadrobienia, więc nie byłem pewien, czy zaczniemy teraz.
–
Ty… ja… – wyjąkałam, nie wiedząc, co powiedzieć.
-
Teraz, mając cię z powrotem, nie wyłożę kupy szmalu na dom tylko po to, abyśmy
się skonsolidowali. A zgaduję po sposobie, w jaki traktujesz swój dom, że nie
będziesz chciała go opuszczać.
–
Nie – powiedziałam z wahaniem, bo tak nie było.
Ale
to było moje. Wszystko moje. W każdym calu.
I
to był dom kobiety.
W
każdym calu.
A
Logan był bardzo męski.
-
Racja - powiedział - Więc jest wystarczająco duży dla nas wszystkich przez
jakiś czas. Będziemy musieli dodać później. Kolejna sypialnia. Jadalnia, bo nie
można urządzać przyzwoitych Świąt Dziękczynienia i urodzin siedząc przy barze w
kuchni.
Moje
serce zaczęło bić szybko i nie w dobry sposób na myśl o zmianie mojej
przestrzeni po tym, jak dostanę ją taką, jak chciałam.
To
znaczy, pragnęłam Logana bardziej niż czegokolwiek innego.
Ale
mieszkanie w domu w trakcie remontu było do bani. Wiedziałam to aż za dobrze.
–
Dziewczyny mają wspólny pokój – ciągnął - Ale Deb i ja obiecaliśmy im, że kiedy
dorosną, dostaną własne pokoje. Więc będziemy potrzebować jeszcze jednego, bo
myślę, że będziesz chciała mieć jeden dla gości.
–
Ja… no cóż, myślę, że musimy o tym porozmawiać w czasie, kiedy nie muszę iść do
pracy – uchyliłam się.
Pokiwał
głową - Możemy o tym porozmawiać w czasie, gdy ty nie musisz pracować, a ja nie
muszę wyruszać w drogę. Ale spotykasz się z dziewczynami w piątek. W piątek
jemy razem kolację. Idziemy spać do Boza w piątkowy wieczór. Sobotę i niedzielę
spędzamy razem. Śpią tu w sobotę i niedzielę.
Jakimś
cudem powstrzymałam panikę w głosie, kiedy zauważyłam - To tak, jakby wrzucić
je do basenu, aby nauczyły się pływać.
-
Będziesz w moim życiu? - zapytał.
-
Oczywiście – odpowiedziałam.
–
Więc będziesz w ich. Muszą się do tego przyzwyczaić.
Przybliżyłam
się do niego i przytuliłam - Zgadza się. Ale będę w twoim życiu, Logan, i ich.
Mamy więc czas.
-
Mała…
Przerwałam
mu - Piątek, kolacja. Sobota robienie czegoś w ciągu dnia. W sobotę wieczorem,
jeśli nie chcesz, żebyście biwakowali w twoim kamperze, mogę zatrzymać się u
Dot, a wy możecie zostać tu. Niedziela, obiad czy coś. Kiedy wrócą do mamy?
-
Zabiorę je do szkoły w poniedziałek. Wracają do niej po szkole.
Jadą
do niej po szkole w poniedziałek?
On
musi je zabrać kiedyś w ciągu tygodnia.
–
W takim razie w niedzielę wieczorem znowu zatrzymam się u Dot – zaproponowałam
– Albo Justine. Albo Kellie czy coś.
–
Nie będę wyrzucać cię z własnego domu, Millie, chodzi o to, że wciąż muszą się
do ciebie przyzwyczaić.
–
Prześpimy się razem na ich trzeciej wizycie – targowałam się.
-
Kotku, ten weekend będzie za miesiąc.
To
mnie zszokowało.
-
Weekend?
-
Deb ma prawie pełną opiekę — powiedział - Dziewczyny są jeszcze młode, a
wkrótce zacznie się z nimi dziać gówno, że będą potrzebowały mamy. Nasza umowa
była taka, że dwa lata tego, potem idziemy pół na pół i prawie rok tej umowy
jest skończony.
–
Masz tylko weekendy – stwierdziłam, ale było to pytanie.
-
Co drugi tydzień.
Miał
tylko co drugi weekend?
Czy
sądy orzekały jeszcze takie rzeczy z ojcami?
A
jeśli tak, dlaczego z tym nie walczył?
Jednak
nie wyglądało na to, żeby doszło do bójki.
Powiedział,
że jego „umowa” z Deb trwała dwa lata.
Czy
zgodził się na to?
-
Logan, to jest... ja...
Przestałam
mówić, bo to nie było moje miejsce. To były jego dzieci. To była jego umowa z
byłą. Mówił o niej beznamiętnie i wyglądało na to, że nie było w nim żadnej
goryczy.
Nie
powinnam wkraczać w to i robić żadnych uwag.
–
Masz coś do powiedzenia – zauważył.
-
Nie. ja...
Przestałam
mówić, kiedy jego ramiona mnie ścisnęły.
–
Millie, jak masz coś do powiedzenia, powiedz to. Nie powstrzymuj się.
Studiowałam
go.
Potem
zapytałam - Czy… dobrze ci z tym
układem?
–
Kurwa, nie – odpowiedział - Ale Deb nigdy nie odmawia, kiedy proszę o dodatkowy
czas, ale wciąż muszę robić to gówno, prosić o dodatkowy czas, bo nie mam moich
dziewczyn.
-
Czy ona forsowała tę umowę? Deb, mam na myśli – zapytałam.
-
Mój pomysł – odpowiedział.
Jego?
–
Logan – zaczęłam ostrożnie – nie rozumiem tego, zwłaszcza jeśli za nimi
tęsknisz i za byciem z nimi.
Jego
ramiona zacisnęły się - Kotku, jestem facetem i nigdy nie zmieniłem się w
kobietę. Nie znam się za cholerę na skurczach i… - jego wyraz twarzy zmienił
się na taki, że bardzo dużo czasu zajęło mi powstrzymanie się od wybuchnięcia
śmiechem - …innych rzeczach. Deb oczywiście tak. Przeprowadzimy przez to
Clee-Clee i jak gówno się stanie, kiedy będą ze mną, ona może pomóc swojej
siostrze przez to przejść, dopóki nie wrócą do Deb.
-
Mówisz mi, że oddałeś prawie pełną opiekę swojej byłej, więc nie musisz się
przejmować, gdyby twoje córki zaczęły z tobą miesiączkować? – zapytałam z
niedowierzaniem.
Wyraz
twarzy wrócił. Tym razem wydałam dźwięk, powstrzymując śmiech, wyraz twarzy
zniknął, a jego twarz zaczęła się chmurzyć.
-
Kiedy dostałaś okres, biegłaś do taty, żeby pomógł ci wybrać tampony? -
warknął.
Miał
tam racje.
Nadal
był śmieszny.
–
Nie – powiedziałam mu.
-
Pomóc ci w poprawie nastroju? Jakie gówno powinnaś kupić, żeby poradzić sobie z
skurczami? - popchnął.
-
Deb jest na telefonie - przypominając mu, decydując się nie wspominać mu o tym,
że byłam u jego boku.
–
To cenne – stwierdził w sposób, który sprawił, że całe rozbawienie zniknęło - Jak
to się dzieje, jest to cenne. Dziewczyna staje się kobietą. To czas życia,
który warto dzielić z mamą. To nie jest wspomnienie, które powinnaś mieć ze
swoim tatą, który o tym nie ma pieprzonego pojęcia. Jak cię poprowadzić. Jak ci
pomóc. Jak nauczyć cię doświadczać coś, co zacznie się tylko raz, ale co będzie
oznaczać zmiany na lata. Ważne zmiany. Nie życzę tego moim dziewczynom. Chcę,
żeby miały to, co cenne. Chcę, żeby to zapamiętały i żeby to było dobre
wspomnienie. Nie chcę im tego spieprzyć. Wiąże się z tym inne gówno.
Uświadomienie sobie, że chłopcy istnieją i dlaczego. Jak sobie z tym poradzić.
Jak zrobić makijaż. Jak znaleźć ubrania, które lubią nosić. Nie chcę, żeby coś
takiego się wydarzyło, Millie. Chcę, żeby zostały moimi dziećmi na zawsze. Ale
nie mam wyboru. Dorastają. I nie mam pojęcia, jak im z tym poradzić. Ich mama tak.
Więc potrzebują swojej mamy.
-
Jesteś najbardziej niesamowitym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałam –
wypaliłam, a uczucie kryjące się za tymi słowami uczyniło je ochrypłymi.
Ale
ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że nie było ono słodko-gorzkie, przez utratę
wszystkiego, co mógł dać naszej córce.
Było
po prostu słodkie, bo wiedziałam, że mógł to dać swoim dziewczynom.
I
to ja zrobiłam to tak, że mógł.
Jego
ramiona wokół mnie zadrżały, a potem pozostały zaciśnięte.
Ale
miałam wrażenie, że źle zrozumiał emocje kryjące się za moimi słowami, kiedy
zapytał - Wszystko okej?
Wtuliłam
się w niego - Tak. Właściwie myślę, że bardziej okej niż przez długi czas.
-
Jak to?
–
Mam cię z powrotem – powiedziałam mu - A ty masz dzieci, którym musisz dać to,
co musisz dać. To nie było nasze. To było twoje. A teraz nie tylko ty to masz,
ja mam was. Więc to jest do dupy, jak się tu dostaliśmy. Ale zaczynam rozumieć,
że było warto.
Chrapliwy
pomruk przetoczył się przez jego gardło tuż przed tym, jak pochylił głowę i
wziął moje usta.
Całowaliśmy
się i było w tym też dużo uczucia.
Nic
z słodko-gorzkiego.
Wszystko
po prostu słodkie.
Podniósł
głowę i powiedział cicho - Daję ci ten weekend. Piątek, kolacja. Sobotni czas z
tobą. Niedzielny czas z tobą. Pójdziemy spać do kampera. Ale następnym razem,
gdy je zdobędę, cały ten czas spędzimy z tobą.
Mogłam
pójść na taki kompromis, więc skinęłam głową.
-
Dzisiaj usiądę z Deb i wyjaśnię to.
O,
rany.
–
Nie ma się czym martwić – zapewnił - Już jej powiedziałem, że jestem z kimś i
ten ktoś jest ważny. Jej to nie obchodzi. Chcę tylko, żeby wiedziała, jak postąpię
razem z dziewczynami. Tym też nie będzie się tym przejmować. Ufa, że postąpię
właściwie wobec dziewcząt i nie myli się w tym zaufaniu.
To
sprawiło, że poczułam się lepiej, więc ponownie skinęłam głową.
–
Jeśli chodzi o mnie, wprowadzam się.
Moje
usta się rozchyliły.
-
Wiem, że dopiero wróciliśmy do siebie, ale mam to w dupie. Nie zwalniam tempa.
Za dużo straciłem. Nie będę się opieprzać, żeby to wszystko odzyskać. Zostawię
kampera u Boza, dopóki nie rozbiorę tego garażu. Kiedy to się skończy, będzie
tu miejsce na przechowywanie kampera i nie zepsuje to wyglądu twojego podwórka.
Zanim
zdążyłam powiedzieć słowo, skończył.
-
I możesz mieć swój budzik, dopóki Justine nie wgryzie się do tego, a ty nie go
uporządkujesz wszystkiego, by go nie potrzebować.
–
Wprowadzasz się? - zapytałam.
-
Tak.
–
Rozwalasz mój garaż?
-
Używasz to?
-
Nie.
-
Więc tak.
-
Ty… uh… Low, mój dom jest dziewczęcy – zauważyłam.
-
Meble są wygodne. Miejsce jest klawe. Wygląda dobrze. Świetna kuchnia. To
działa – stwierdził.
–
Ale to jest dziewczęce – powtórzyłam.
–
Co mnie to obchodzi, skoro meble są wygodne, a twój tyłek śpi obok mojego?
To
było bardzo słodkie.
Ale
to nie była ulga, jakiej się spodziewałam.
–
Ja… umm… to poważna decyzja – zauważyłam.
-
Już nie, odkąd została podjęta.
Nigdy
wcześniej nie był taki szybki w podejmowaniu decyzji.
Z
drugiej strony, miał mnie wtedy; nigdy nie sądził, że mnie straci, więc nie
musiał niczego robić na chybcika.
Ostrożnie
powiedziałam - Powinniśmy się znowu
poznać, Low.
–
Przyszedłem do ciebie wczoraj wkurzony jak cholera. Wiem, bo widziałem, jak to
traciłaś, przerażona tym, jak bardzo byłem wkurzony. Ale przeszło ci i rzuciłaś
mi się w twarz. Powiedziałem ci wszystko, co można było o złych ostatnich
dwudziestu latach w Klubie. Przyjęłaś to, pozwoliłaś mi się pieprzyć na twojej
kanapie, a kiedy zaniosłem cię do łóżka, odleciałaś po pięciu sekundach, mówiąc
mi tym samym, że to gówno nie pieprzyło ci w mózgu. Millie, jesteś starszą
panią. Nie ma znaczenia, co nosisz ani gdzie mieszkasz; to jest w tobie. To
gówno dzieje się, gdy zakochujesz się w motocykliście i masz to, czego
potrzeba. Zakochałaś się w motocykliście i nigdy nie wyleczyłaś się, by znaleźć
coś innego. Nic więcej nie muszę wiedzieć.
–
Wydaje się, że masz odpowiedź na wszystko – zauważyłam, a jego usta zadrgały.
–
To dlatego, że mam odpowiedź na wszystko.
Zmarszczyłam
brwi i odpowiedziałam - Jesteś też egocentrykiem.
Zaczął
chichotać, ale zapytał przez to - Mała, chcesz spać sama?
Absolutnie
nie.
Postanowiłam
nie odpowiadać.
Znał
moją odpowiedź.
-
Racja - powiedział, a potem - Masz pracę. Ja mam swoje rzeczy do robienia. Jemy
razem. Pieprzymy się. Chodzimy razem do łóżka. Wstajemy razem. Pieprzymy się.
robisz swoje rzeczy. Ja robię swoje. I powtarzamy. Dlaczego mielibyśmy to robić
bez moich ubrań w twojej szafie?
Spojrzałam
na jego gardło, mrucząc - On najwyraźniej ma odpowiedź na wszystko.
Wtedy
nie mówił.
Po
prostu się roześmiał.
Odkryłam,
że było to irytujące, ale tylko irytujące w sposób, w jaki każdy mężczyzna,
który rzeczywiście ma racjonalną odpowiedź na wszystko, byłby irytujący dla
kobiety.
Więc
się nie śmiałam.
Zapytałam
- Skończyliśmy? Bo mam do zaplanowania przyjęcie dla szesnastolatki, a to się
nie wydarzy w tej kuchni.
Wciąż
się uśmiechał, kiedy odpowiedział - Skończyliśmy”.
Wspięłam
się na palce, dotknęłam ustami jego ust, opadłam i wyrwałam się z jego ramion,
by przejść do mojego kubka na kawę.
Uzupełniłam
go i podeszłam do tylnych drzwi, mrucząc – Miłego dnia, Rybko.
-
Wzajemnie - odpowiedział, kiedy trzymałam rękę na klamce.
Spojrzałam
na niego.
Bardzo
sprane jeansy. Niebieski Henley.
Uzupełnił
też swoją kawę.
Wyglądał
dobrze w mojej kuchni. Nie jakby tam należał, bo, powiedzmy, ktoś potrzebował
modela do zrobienia zdjęcia w celu zareklamowania moich bajecznych marmurowych
blatów.
Ale
jakby należał, bo te blaty i cała kuchnia były moje.
I
on też był.
–
Kocham cię, Low – powiedziałam cicho.
Twarz
miał odwróconą, z kubkiem przy ustach, ale kiedy mówiłam, jego wzrok był
skierowany na bok i na mnie.
Po
tym, jak powiedziałam to, co powiedziałam, jego wyraz twarzy złagodniał, opuścił
kubek i odpowiedział - Wzajemnie.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Potem
otworzyłam drzwi, przeszłam przez nie i poszłam do pracy.
*****
CDN
Dziękuję
OdpowiedzUsuń