czwartek, 13 kwietnia 2023

16 - Wzajemnie (cz.2)

 Jako że jestem chora, dobrze się czuję, ale zarażam, więc mnie izolują - daję Wam kolejną część przetłumaczoną dzisiaj i (być może) dam Wam też część jutro 

M.

ROZDZIAŁ 16

Wzajemnie (cz.2)

 

*****

Zadzwoniła moja komórka leżąca na biurku. Odwróciłam wzrok od Justine, siedzącej naprzeciw mnie, przeglądającej formalną ofertę, którą dla niej napisałam, kiedy Rafferty czołgał się po podłodze mojego biura i skierowałam wzrok na telefon.

Widząc to, co zobaczyłam, chwyciłam go i przesunęłam palcem po ekranie i przeczytałam cały tekst.

– Poczekaj, kochanie – mruknęłam do Justine.

- Jasne - mruknęła w odpowiedzi, a potem głośniej - Raff, chłopczyku, nie do kosza na śmieci.

Rafferty wyciągnął rękę z pozycji czołgającej się, złapał za bok mojego kosza na śmieci i przyciągnął go do siebie.

Wyleciały zwitki papieru.

Raff pisnął z zachwytu.

Justine przeniosła się, by uporać się ze śmieciami. Nie obchodziło mnie, że Raff to reorganizował.

Nacisnęłam przyciski, aby wykonać połączenie, które musiałam wykonać, i przyłożyłam telefon do ucha, mówiąc Justine - Nie martw się tym. Wiesz, że mnie to nie obchodzi.

– Mała – odpowiedział Logan chwilę po tym, jak powiedziałam ostatnie słowo.

To była moja kolej, by pisnąć z zachwytu.

- Kotki są gotowe do odbioru!

- Juhu! - zawołała Justine.

Rafferty przetoczył się na okryty pieluchą zadek i klasnął w dłonie, a raczej próbował. Nie trafił za bardzo, ale to była niezła próba.

Głos Logana był pełen humoru, kiedy powiedział mi do ucha - Kiedy?

- Tego wieczoru. Kiedykolwiek po szóstej.

– Masz gówno? - zapytał.

– Co za gówno? - zapytałam z powrotem.

- Kuweta. Żywność. Takie gówno.

Nie miałam gówna.

Potrzebowałam gówna.

Zerknęłam na listę rzeczy do zrobienia na dziś.

Potem zapytałam - Uh… czy mógłbyś kupić to gówno?

Nastąpiła chwila ciszy, zanim, wciąż z humorem, ale także z pewną rezygnacją, dał mi odpowiedź starego Logana (który był bardzo podobny do nowego Logana).

- Kupię to gówno.

– Dzięki, Rybko – wymamrotałam, ciesząc się, że ma zamiar zabrać się za to gówno. Potem zamówiłam - Kitty chow, nie jedzenie dla dorosłych. I ten zbrylający się żwirek, a nie wszystko, co jest tanie. Widziałam w Internecie, że mają taki, który przyciąga kocięta do treningu kuwety. Znajdź taki. Jeśli nie możesz, znajdź taki, który może zwalczać zapachy. I urocze miseczki dla kotków. Takie, które pasują do domu. Oh! I zabawki. Takie z piórami i tym podobne.

– Jezu – wymamrotał.

- Zrozumiałeś? - zapytałam.

- Kupię to, co kupię i będzie działać -  odpowiedział - Jak nie spodoba ci się to, możesz wyjść i wziąć to, czego chcesz.

– Okej – powiedziałam - Jeśli mi się to nie spodoba, wyjdę w ten weekend i znajdę coś, co mi się spodoba. Może dziewczyny się tym zainteresują.

- Jeśli są pieniądze, które można na coś wydać, zrobią to.

To sprawiło, że się uśmiechnęłam.

Potem powiedziałam mu - Justine jest tutaj. Muszę iść.

- Racja. Powiedz jej, że powiedziałem hej. Później, piękna.

- Pa, Low.

Rozłączyliśmy się i spojrzałem na Justine, która wpatrywała się we mnie.

– Rany, jakby nie minęło dwadzieścia lat. Zawsze tacy byliście. Ja i Ronnie mogłybyśmy walczyć przez trzy dni o to, kto wyjdzie i kupi kuwetę.

To była prawda.

Z tego, co mogłam powiedzieć, Justine i Veronica znalazły wiele rzeczy, o które mogły się kłócić, więc miałyby wiele powodów do pogodzenia się.

- Low mówi hej - powiedziałam jej i patrzyłam, jak szczęście wypłynęło na jej twarz.

– Powiedz mu hej ode mnie, kiedy go zobaczysz – odpowiedziała, gdy drzwi się otworzyły.

Nie słyszałam, żeby podjeżdżał samochód, więc moje oczy wystrzeliły w tamtą stronę ze zdumienia i poczułam się jeszcze bardziej zaskoczona, kiedy zobaczyłam wchodzącą Kellie i Dottie za nią.

Nie zwracałam uwagi na Dot, bo Kellie miała uniesioną rękę i wskazywała między Justine a mną.

- Ty! I ty! Po prostu to wiedziałam! - krzyknęła.

- Co do cholery? – zapytała Justine.

Dot zamknęła drzwi, a Kellie skrzyżowała ramiona na piersi, z wkurzoną twarzą skierowaną na mnie.

– Wiedziałam, że powiesz jej pierwszej – oskarżyła - Wiedziałam, że dowie się o Loganie, zanim założymy małe czarne. Wiedziałam.

– Kellie… – zaczęłam.

- Przyznaj! - warknęła - Ona jest twoją najlepszą przyjaciółką, a ja gram drugie skrzypce.

Nie znowu to.

To działo się od zawsze.

I nie tylko ona mnie oskarżała o to, że Justine była moją najlepszą przyjaciółką, ale w przypadku Justine było też to samo.

– Obie jesteście moimi najlepszymi przyjaciółkami – powiedziałem z westchnieniem - Wszystkie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Wiesz to.

- Największą rzeczą, jaka ci się przytrafia, odkąd poznałaś Logana, jest to, że wracasz do Logana, a ona dostaje info pierwsza? - Potrząsnęła głową - Nie sądzę.

– Próbowałam ją powstrzymać – wtrąciła Dot, a ja spojrzałam na siostrę. - Byłyśmy na lunchu. Wspomniałam, że Justine tu była. Straciła nerwy i nie było odwrotu.

Spojrzałam z powrotem na Kellie i wyjaśniłam - Zaproponowałem Jusowi pracę, kochanie”.

- Ha! - szydziła - Prawdopodobna historia. A to pie… Jej oczy opadły na Raffa, który patrzył na nią ze zdumieniem, i dokończyła - …szczenie się było tym, co wyrzygała Dot.

- To nie jest pieszczenie – stwierdziła Justine - To prawda.

– To pieszczenie – splunęła Kellie.

– Nie wiem więcej niż ty – odparła Justine.

Kellie wyciągnęła rękę – Więc rozmawiałyście tylko o pracy i tyle? Potrząsnęła głową - Nie wierzę w to.

– Mogę tylko powiedzieć – przerwałam – że byłam w Paryżu przez dwa tygodnie. Wróciłam do różnych dramatów, które zmieniły bieg mojego życia. Przyjmuję nowego pracownika. Nieuchronnie staję twarzą w twarz z wprowadzaniem się Logana, a przez nieuchronnie mam na myśli dzisiejszą noc, ale prawda jest taka, że jest już całkiem przeniesiony, biorąc pod uwagę, że obecnie mieszka w kamperze, więc zgaduję, że nie ma wiele do przeprowadzki. W ten weekend czeka mnie spotkanie z dwiema córkami Logana. A dziś wieczorem odbieramy moje nowe kotki. Nie chcę być niemiła, Kel, ale nie mam czasu na rozmowę, którą prowadziłam tysiące razy od piątej klasy. Nie masz najlepszej przyjaciółki, Jus ani mnie. Jus nie ma najlepszej przyjaciółki, ciebie ani mnie. Ja nie mam najlepszej przyjaciółki. Ponieważ my wszystkie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.

– Logan się wprowadza? – zapytała mnie Justyna.

– Jakbyś tego nie wiedziała – odparła Kellie.

Justine spojrzała na Kellie – Nie wiedziałam – warknęła.

– Ja też nie – wtrąciła Dot i uśmiechnęła się do mnie - Wow, Mill. Mama we mnie jest przerażona. Siostra we mnie też jest przerażona. Kobieta we mnie jest ekstatyczna.

– Bądź kobietą, Dot – poradziłam, odwzajemniając uśmiech.

- Dlaczego on mieszka w kamperze? - spytała Kellie.

– Od czasu rozwodu szukał domu – odpowiedziałam - Minęło trochę czasu, ale chciał, żeby było dobrze dla jego dziewczyn. Nic nie znalazł.

- Ale… kamper? – zapytała Dot.

Nie miałam dobrych wspomnień z tym kamperem.

Nie mogłam się doczekać, aby zrobić lepsze.

- Cóż, to kamper, ale jest to rodzaj kampera, którego Aerosmith może nie zechcieć odkupić, biorąc pod uwagę koszt ulepszeń - wyjaśniłam.

- Ooo - westchnęła Kellie z szacunkiem - Rock-mobile. Radykalny!

– Uh… Mill, masz umówione spotkanie? - Justine przerwała tę wymianę zdań.

Spojrzałam na Justine, a potem podążyłam za jej wzrokiem przez okno, gdzie zobaczyłam nadjeżdżający SUV.

Nie znałam tego SUV-a i nie widziałam, kto w nim był, chociaż widziałam, że była tam więcej niż jedna osoba. Dużo więcej.

- Nie – odpowiedziałam Justine.

– Wpadli – powiedziała i spojrzała na mnie - Więcej pracy. Mam nadzieję, że to dekoracja na Boże Narodzenie. Znalazłam te światła online. Wyglądają jak duże ozdoby, ale z zwisającymi kawałkami na dole. Tak bardzo muszą wejść w czyjś plan.

- Wyślij mi link, Jus. Chcę rzucić okiem – powiedziałam jej.

- Zrobi się - stwierdziła, a potem zabrała się od razu, grzebiąc w torebce, by wyciągnąć telefon.

Rafferty czołgał się wokół biurka i zaczął szurać dziąsłami/gumować mój but.

Pochyliłam się i podniosłam go, aby posadzić go sobie na kolanach w chwili, gdy drzwi się otworzyły.

Spojrzałam w tamtą stronę, z roztargnieniem zauważając, że Kellie i Dottie odsuwają się na bok, by wpuścić nowoprzybyłych.

Nie byłam w żaden sposób rozproszona, zauważając, kim byli nowi przybysze.

Tyra, kobieta Tacka. Lanie, kobieta Hop’a. Elvira, o której nie wiedziałam, do kogo należała. Wyjątkowo ładna młoda kobieta z mnóstwem kręconych truskawkowo-blond włosów.

I niesamowicie piękna, dorosła Tabitha Allen.

Gapiłam się na Tabby.

Patrzyła na mnie.

– Hej, Millie – powiedziała cicho.

Pamiętała mnie.

Poczułam jak moje oczy napełniły się łzami.

– Jasna cholera, Tab? – zapytała Justine, prostując się z fotela – Dziewczynka Tacka?

Tabby spojrzała na nią, z początku jej nie rozpoznając. Jej głowa przechyliła się na bok i zapytała - Justine, prawda?

- Tak - odpowiedziała Justine, po czym podeszła do niej i przytuliła ją.

- Boże, jak dobrze znów cię widzieć - Odchyliła się do tyłu, wciąż ją trzymając - Całą taką dorosłą i dorosłą tak dobrze.

– Tabby Allen – powiedziała Kellie, podchodząc do nich - Byłaś uroczym dzieckiem, dziewczyno. Powinnam była wiedzieć, że okażesz się zachwycającą pięknością.

Potem Kellie dostała własny uścisk.

- Pamiętasz mnie? – zapytała Dot, również wchodząc w ich grupkę.

– Dottie – stwierdziła Tabby i spojrzała na Kellie. – Um… Kellie, tak?

Kelly skinął głową.

Dottie przytuliła Tabby.

Odsunęły się od Tab i wszyscy spojrzeli na mnie w chwili, gdy Rafferty wygiął się w łuk i wziął ustami mój kolczyk.

- Kto to? – zapytała Tabby.

- Raff… - Odchrząknęłam - Rafferty. Chłopak Justine z jej partnerką Veronicą.

Tabby uśmiechnęła się i spojrzała na Justine - Jest słodki.

– Jasne jak cholera – mruknęła Justine.

– Ty też ją przytulisz?

Zostało to zadane z drugiego końca pokoju i spojrzałam w tamtą stronę, aby zobaczyć, że to Elvira z uniesionymi brwiami.

Spojrzałam z powrotem na Tabby.

Potem wstałam razem z Rafferty’m i podeszłam do niej, obejmując ją jedną ręką.

Kiedy byliśmy blisko, powiedziała mi do ucha - Dziwne, ani trochę się nie zmieniłaś.

Odsunęłam się i spojrzałam na nią – Ty tak, Tab, i wszystko na dobre.

Uśmiechnęła się - Dzięki.

W tym momencie Rafferty zdecydował, że ma ochotę odkryć nieznajome, więc rzucił się na Tabby z pomrukiem.

Tabby złapała go iw tym momencie zauważyłam, że ma coś więcej niż tylko mały brzuszek.

Jakby na potwierdzenie tego, Tyra powiedziała - Przyzwyczaj się do tego.

Tab spojrzała na Raffa, uśmiechając się do niego i chwytając jego małą rączkę, by ją uścisnąć - Myślę, że to będzie trudne.

- Dobrze, zrobione – oświadczyła Elvira i wszystkie oczy skierowały się na nią. – Wkurzyłaś się na nas? - zapytała mnie.

Spojrzałam na Tyrę i Lanie, które wyglądały na zaniepokojone. Więc uśmiechnęłam się do nich, żeby przestały się tak zachowywać i spojrzałam z powrotem na Elvirę.

- Nie – odpowiedziałam.

- Dobrze, bo ta kobieta, do której mnie wysłałaś, żeby zaplanowała mój ślub, nie wypali – oznajmiła - Masz ładne biuro. Twoje biuro jest bombowe. Ona nie ma ładnego biura. Jak ona ma zaplanować najbardziej romantyczny ślub stulecia, jeśli nie ma nawet ładnego biura?

– Cóż… – zaczęłam, ale na tym skończyłam.

– Nie zaplanuje – zadekretowała Elvira - A nawet jeśli jej biuro nie byłoby okropne, a nosi płaskie buty. Nie zaufam żadnej kobiecie, która nosi płaskie buty. Wcale nie ufam, ale na pewno nie po to, żeby planować swój ślub.

– Ja noszę płaskie buty – stwierdziła Kellie, po czym dokończyła - Zasadniczo.

Elvira zlustrowała ją od stóp do głów - Nosisz buty dla motocyklistów. Dostajesz przepustkę.

Dottie spojrzała na mnie, zachęcając do przedstawienia się - Znasz tych ludzi?

– Ja… – zaczęłam znowu i znowu to było wszystko, co udało mi się osiągnąć.

- Jestem Elvira. Oto Tyra, kobieta Tacka, Lanie, kobieta Hop’a, Carissa, kobieta Jokera. Znasz Tab. Czego nie wiesz, to że jest Shy’a.

Spojrzałam na Carissę.

Wyglądała jak dorosła cheerleaderka.

Nie znałam go tak dobrze, ale jakoś wiedziałem, że była idealna dla Jokera.

– A więc Chaos – zauważyła Dot.

– Tak – Tyra w końcu się odezwała.

- Czyją ty jesteś kobietą? - Justine zadała Elvirze pytanie, które miałam na końcu języka.

- Nie należę do motocyklisty. Należę do policjanta. Ale zostałam adoptowana – wyjaśniła Elvira.

Na wzmiankę o gliniarzu tym samym tchem co Chaos, Dot, Justine i Kellie jednocześnie spojrzały na mnie.

– Chaos się zmienił – mruknęłam.

– Sama to powiedziałaś – wtrąciła się Elvira – To motocykliści ze Straży Miejskiej, którzy teraz jeżdżą, żeby oczyścić swój teren ze złych ludzi robiących złe rzeczy.

Znowu Dot, Justine i Kellie zgodnie spojrzały na mnie.

– To długa historia – mruknęłam.

– Tak jest – potwierdziła Elvira - I to Chaos, a ich gówno pozostaje napięte. Nie oznacza to, że nie będziemy dzielić się napojami i nosić małych czarnych w tę sobotnią noc, komunikując się i budując więź z suką motocyklową, w tym samym czasie, kiedy ja i Millie tutaj ustalimy wstępne plany dotyczące mojego ślubu stulecia - Skupiła się na mnie - Myślę o piwoniach, ale można mnie od tego odwieść. Chcę miękkości i blasku i gówno obchodzi mnie, czy te dwie rzeczy nie pasują do siebie. Twoim zadaniem jest to zrobić.

Słyszałam to wszystko, jeśli chodziło o wesela.

Ale miękkie i…

Blask?

– Elviro, twoje słownictwo – powiedziała Tabby – Jest tu dziecko.

Elvira spojrzała na Rafferty’ego i zapytała - Mówisz po angielsku?

- Gah, goo, dee – odpowiedział Rafferty.

Spojrzała na Tabby - Masz więcej do powiedzenia?

Tabby spojrzała w sufit.

Lanie zaczęła chichotać.

Tyra powiedziała do mnie bezgłośnie - Tak mi przykro.

– Klub – oznajmiła Elvira - Nie taki w typie motocyklistów, ale jak bar koktajlowy Cherry Creek. O ósmej trzydzieści. Sobotni wieczór. Lepiej, żebyście wszystkie tam były – zakończyła, okrążając pokój dłonią. Następnie zwróciła się do Tyry - Teraz muszę wracać do Hawka. Nie działają mu trzy rzeczy i przekierowuje połączenia do mnie. Na szczęście nikt nie dzwonił i chcę, żeby tak zostało. Zajmowanie się gównem Hawka poza moim biurkiem przyprawia mnie o ból głowy. Więc muszę wracać - Spojrzała na pokój - Wspaniale było was poznać. Ty - Wskazała na Kellie - Obcasy, sobota, dziewczyno.

A po tym wyszła.

– Elvira ma taki… charakter – powiedziała Lanie, kiedy jej już nie było.

- Lubię ją - oświadczyła Kellie.

- Czy moja żona może przyjść? – spytała Justine, po czym dodała pospiesznie – Obie nosimy szpilki.

– Włóż, co chcesz – odparła Tabby - Elvira to Elvira, ale my jesteśmy Chaosem. Wszystko ujdzie.

– Niesamowite – powiedziała Justine i położyła dłoń na plecach Rafferty'ego – Słyszałeś to, Raffy? Twoje mamusie spędzają wieczór poza domem.

Wyciągnął rękę, uderzył ją w twarz i zachichotał.

Wszyscy chichotali razem z nim.

Tyra weszła głębiej do pokoju, a moje oczy powędrowały do niej, aby zobaczyć, że na mnie patrzy.

– To nie jest próba ognia, kochanie – obiecała – To jest komitet powitalny.

Wiedziałam to. Robiłam to wcześniej.

Nie przypominałam jej o tym. Była teraz królową pszczół.

Starsza pani Crank miała sługusów. Nie angażowałam się w takie rzeczy, bo Logan mnie przed tym chronił, ale Crank ją i tak wyrzucił, zanim Logan i ja skończyliśmy.

Miałam wrażenie, że Tyra nie była tego rodzaju królową Chaosu, ale zdecydowanie inną.

- Dzięki – odpowiedziałam.

– Źle zaczęliśmy – powiedziała Lanie - A Hop był...

- Rozmawialiśmy i jestem z Hopem na dobrej stopie – powiedziałam jej szybko, żeby się nie martwiła – Ja jestem… – uśmiechnęłam się - Okej.

Odwzajemniła uśmiech - Dobrze.

Obejrzałam ją sobie i spodobało mi się to, co zobaczyłam. Była piękna. Była z klasą. Hop był szorstki. Był motocyklistą. To samo można powiedzieć o Tyrze i Tacku.

Najwyraźniej im to zagrało.

I wiedziałam, że to gra również dla Logana i dla mnie.

Bez szortów i podkoszulek.

Tylko ja.

- Nie byłam jeszcze częścią komitetu powitalnego – Carissa przemówiła po raz pierwszy – To będzie niesamowite.

– Przygotuj się na najgorsze, Loczku – poradziła Tabby w stronę Carissy - A tu nie chodzi o laski Chaosu najeżdżające miasto. Chodzi o to, że robimy to z Elvirą.

Miałam wrażenie, że wiedziała, o czym mówiła.

Minęło dużo czasu, odkąd spędziłam noc na mieście, a przynajmniej taką, która zakończyła się dobrze.

Ale, patrząc na kobiety, trzy z nich to były moje siostry krwi i serca, reszta moje siostry Chaosu, nie mogłam się tego doczekać.

*****

High

– Oto one – oznajmiła kobieta, wracając do pokoju z dwiema kulkami puchu.

– O mój Boże – wydyszała Millie, a High przeniósł uwagę z hodowcy kotów na swoją dziewczynę.

Kiedy to zrobił, zamarł.

Ona tego nie zrobiła.

Poruszając się do celu, ale nie w sposób, który wystraszyłby kocięta, dotarła do hodowcy i odebrała jej oba koty.

- To jest ten chłopiec - Hodowca dotknął tego w prawej ręce Millie – A to twoja dziewczyna - Przesunęła dłoń do tej po lewej stronie Millie.

- Popatrz tylko - Millie gruchała do tego po prawej, którego podwinęła wysoko na piersi - Jesteś moją osobistą puszystą kuleczką, zrzędliwy kocie o miękkiej twarzy - Odwróciła się do drugiego, również podciągniętego wysoko, i kontynuowała - A ty popatrz tylko, moja puszysta kuleczko, gąbczasta, śliczna księżniczko.

Dziewczyny z liceum rzuciłyby się na kolana za tymi kociętami.

Ale właśnie wtedy patrzył, jak jego Millie, rozpalona szczęściem, tuliła dwa maleńkie kłębuszki futra i robił to walcząc o oddech.

To nie były jej własne dzieci.

Ale były czymś, co należało pielęgnować.

Nie było wątpliwości, że będzie je kochała.

A on był w pobliżu, więc będzie mógł patrzeć.

Millie spojrzała na hodowcę - Te maluchy to najlepsze rzeczy, na jakie kiedykolwiek wydałam pieniądze.

Hodowca uśmiechnęła się.

Millie odwróciła się do kociąt - Czas wracać do domu - powiedziała im, po czym spojrzała na High’a.

Zmusił się do ruchu - Skrzynie, mała.

Skinęła głową, ale zapytała - Nie chcesz ich poznać?

Nie chciał.

Nie chodziło o to, że nie lubił kotów. Chodziło o to, że wolał psy. Od lat chciał kupić szczeniaka dla dziewczynek, ale Deb nie lubiła zwierząt.

To było coś, co zamierzał zrobić, kiedy kupiłby dom.

Kupić psa dla nich i dla niego.

Teraz oczywiście kupowali koty.

Biorąc pod uwagę to, jaka Millie była wtedy, nie miał nic przeciwko.

Ale zanim zdążył powiedzieć „nie”, Millie wyciągnęła do niego prawą rękę, więc nie miał innego wyjścia, jak tylko chwycić kociaka.

Chryste, był zrzędliwym kotem o miękkim pyszczku. Wyglądał na wkurzonego.

Wyciągnął również łapę i podrapał wąsy High swoimi cienkimi kocięcymi pazurkami, a jego duże niebieskie oczy wpatrywały się w High z inteligencją, której High nigdy nie zauważył u żadnego zwierzęcia.

– Hej, Chief[1] – mruknął.

– To jest to – powiedziała Millie, zbliżając się do niego - On jest Chief.

Spojrzała na kota, którego trzymała - A ta mała księżniczka jest Poem[2], bo tylko wiersz może opisać, jaka jest piękna.

Zawsze była dobra w nazywaniu cennych rzeczy.

Wspomnienie sprawiło, że jego głos stał się szorstki, gdy powiedział - Zabierzmy je do domu, mała.

Millie spojrzała na niego, przeszukała jego twarz i uśmiechnęła się słodkim uśmieszkiem.

- Zakochałeś się - oświadczyła.

Zakochał.

Dwadzieścia trzy lata temu.

- Wygląda na wkurzonego – odpowiedział High i spojrzał na kotka - Ale to słodkie wkurzenie.

– Zakochałeś się – odparła, po czym wyciągnęła do niego drugiego - Proszę, spróbuj tego.

Wzięła Chiefa i dała mu Poem, a High spojrzał na nią z góry.

Była ładna, choć wyglądała na smutną.

- Mam nadzieję, że uśmiechasz się w środku, kochanie – mruknął do kota - Bo idziesz do domu, w którym dostaniesz dużo miłości.

Kot ziewnął.

Millie zachichotała i przycisnęła swój bok do jego.

High spojrzał na nią, a potem na hodowcę - Damy ci już spokój.

Skinęła głową, wyglądając na zadowoloną i tak właśnie było, skoro znalazła dobry dom dla swojego potomstwa.

- Bądźcie w kontakcie – zaprosiła - Wyślijcie zdjęcia.

High zaprowadził Millie do dwóch transporterów dla kotów, które kupił, a Millie odpowiedziała - Zrobię. Mnóstwo.

- Byłoby wspaniale – odpowiedziała hodowca.

Włożyli koty do skrzyń i zanieśli je do jego pickupa.

High wyjechał z podjazdu i zawiózł ich do domu, robiąc to wszystko z Millie wykręconą na siedzeniu, ciągle gruchającą na tylne siedzenie.

– Kobieta mieszka piętnaście minut od nas, Millie. Zabierzemy je do domu, zanim doznają traumy – droczył się.

– Nie mogę oderwać od nich wzroku – powiedziała - Są takie idealne.

Wyciągnął rękę i zacisnął palce na jej udzie.

- Szczęśliwa? - zapytał.

Nie odpowiedziała.

Więc spojrzał w jej stronę i zobaczył, że patrzyła na niego.

Zanim spojrzał z powrotem na drogę, w końcu miękka, słodka Millie odpowiedziała mu.

- Tak.

Słyszał to w tym słowie.

Powinien był to wiedzieć.

Pięć dni i on miał ją z powrotem. Tylko pięć.

I sposób, w jaki wypowiedziała to słowo, wiedział.

Została naprawiona.

To nie miało nic wspólnego z High’em. Nie miało to nic wspólnego z kotami.

Wszystko to miało związek z Millie.

Kiedy czegoś chciała, nie opieprzała się.

Była złamana.

Po złożeniu jej była krucha.

Potem zahartowała się, uporządkowała swoje gówno i zabrała się do roboty.

Więc tak. Powinien był to wiedzieć.

To była jego dziewczyna.


 



[1] Chief - szef (High po prostu powiedział do kotka „szefie”)

[2] Poem - wiersz, poezja


3 komentarze:

  1. Duzo zdrówka Monia❤️😘 i dzięki za każdą cząstkę ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i życzę zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję. Przesyłam Ci dużo zdrowia 😘 😘😘

    OdpowiedzUsuń