niedziela, 16 kwietnia 2023

18 - Bez względu na to, jak to się stanie

 ROZDZIAŁ 18

Bez względu na to, jak to się stanie

Millie

 

 

Wciągnęłam głęboki wdech i przypięłam uśmiech do twarzy, ruszając w kierunku tylnych drzwi, skoro usłyszałam, jak pickup Logana wjeżdżał na podwórko.

To był piątkowy wieczór. Był tam ze swoimi dziewczynami, żeby zabrać mnie na kolację.

Byłam kłębkiem nerwów.

Miałam tylko nadzieję, że to ukrywam.

Byłam w ładnych dżinsach, bluzce z falbankami (ale nie przesadnie) i bajecznych butach na wysokim obcasie. Związałam włosy w kucyk na karku, miałam delikatny makijaż, stonowane perfumy i odrobinę ponad moją zwykłą ilość biżuterii.

Innymi słowy, czułam, że byłam gotowa, by stawić czoła mojemu pierwszemu spotkaniu z córkami, które Logan uwielbiał, przedstawiając siebie jako jego wybrankę w pozytywnym świetle.

A przynajmniej miałam taką nadzieję.

Rozbroiłam alarm, otworzyłam drzwi i stanęłam w nich, obserwując, jak zeskakiwały z pickupa, a te czynności oświetlało moje zewnętrzne światło.

Gdy tak patrzyłam, wszystkie myśli o ubraniach, butach i biżuterii wyleciały mi z głowy.

Powinnam była poprosić go, żeby pokazał mi zdjęcia.

W tym wszystkim, co się działo, nie poprosiłam go, żeby pokazał mi zdjęcia.

Duży błąd.

Nie miałam pojęcia, jak wyglądała jego była, ale córki Logana wyglądały dokładnie tak samo jak on, z wyjątkiem tego, że były młode i kobiece, ale równie piękne.

Przez całe to piękno, widok ich zabijał. Uderzenie było tak mocne, że cudem nie upadłam na kolana.

Nigdy bym się nie dowiedziała, przenigdy, czy były tym, co ja bym mu dała. Ale pomysł, że takie doskonałe okazy wszystkiego, co było Loganem w dziewczęcej postaci, mogły w jakimś alternatywnym wszechświecie być tym, co pomogłabym mu stworzyć, co byłoby jego i moje, co moglibyśmy obserwować, jak rośnie jeszcze piękniej z każdym mijającym dniem było zbyt wiele do zniesienia.

Nie mogłam sobie z tym poradzić.

Byłam sztywna jak deska i oddychałam głęboko, gdy wszyscy ruszyli jak jeden do drzwi.

Nie mogłam oderwać wzroku od dziewczyn.

– Mała – zawołał Logan.

Z wielkim wysiłkiem zmusiłam się do spojrzenia na niego.

Przyjrzał się wyrazowi mojej twarzy i zobaczyłam ból zrozumienia przecinający jego rysy i to zabolało jeszcze bardziej.

Zdałam sobie sprawę, że przestali się ruszać, kiedy usłyszałam stosunkowo smarkate - Czy ona nas wpuści?”

To wyrwało mnie z tej chwili i spojrzałam z góry na dziewczyny, które były wysokie, jak ich tata.

W rzeczywistości, biorąc je z bliska, zobaczyłam, że absolutnie całe były dokładnie takie, jak ich tata.

Boże.

Musiałam się zebrać.

- Hej - wypchnęłam się - Przepraszam - Odsunęłam się na bok - Wyjdźmy z zimna.

Wyższa, prawdopodobnie starsza, Cleo, posłała mi ostrożny uśmiech i weszła do środka.

Niższa, chyba młodsza Zadie, rzuciła na mnie okiem, zatrzymując się na mojej bluzce, butach. Coś przesunęło się po jej twarzy, czego nie mogłam odczytać, a potem weszła.

Po tym, jak to zrobiła, Logan podszedł blisko, nie do domu, do mnie.

Poczułam jego dłoń na mojej talii, włosie jego wąsów muskało mój policzek i usłyszałam, jak mówił mi do ucha - Spieprzyłem. To za wcześnie.

Przypięłam kolejny uśmiech do twarzy, tym razem równie promienny, co fałszywy, odsunęłam się i spojrzałam na niego.

- Wszystko w porządku - stwierdziłam wesoło, po czym przeszłam dalej do kuchni, Logan poszedł ze mną i zamknął drzwi, a wszystko to działo się, gdy zwróciłam moją uwagę z powrotem na dziewczyny i oświadczyłam - Witam! Tak się cieszę, że was poznałam.

– My ciebie też – odparła Cleo.

Zadie nic nie powiedziała. Rozglądała się, chociaż dobrą stroną tego było to, że rozglądała się i robiła to z otwartymi ustami w czymś, co wydawało się być zdumieniem.

- Kotku, to jest Cleo, moja starsza - stwierdził Logan, podchodząc i obejmując ramieniem wyższą dziewczynę, przyciągając ją do siebie – A to Zadie, moje młodsze dziecko.

– Cześć, Cleo – przywitałam się.

Pomachała i wymamrotała nieśmiało - Hej.

Odwróciłam się do Zadie i otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam, kiedy spojrzała na ojca.

- Ten dom jest jak nie-bajkowy, baśniowy zamek, ale w formie domu – zadekretowała.

Dzięki Bogu.

Nagle cały wysiłek, wydatki i kłopoty związane z renowacją stały się bardziej warte niż dotychczas.

Logan uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech.

Moje oczy ponownie skierowały się na Zadie, kiedy wrzasnęła.

- Spójrz na tego kociaka!

- Jaki kotek? – spytała Cleo z nutą podniecenia w głosie. Odsunęła się od taty i ruszyła w stronę siostry.

- Ma niebieskie oczy, jest malutki i cały puszysty - dyszała podekscytowana Zadie, teraz zgarbiona i idąca w kierunku Chiefa, który leżał na boku na skraju dywanu w salonie, przyglądając się jej nieufnie.

- O mój Boże, są takie słodkie - wyszeptała Cleo z szacunkiem.

- Są, jakby, idealne. Spójrz, Zadie, na kanapie jest jeszcze jeden.

Nie myliła się. Poem siedziała na oparciu kanapy, również uważnie przyglądając się dziewczynom.

I nagle płacenie kroci za dwa koty rasowe stało się bardziej tego warte niż było.

Poszłam za dziewczynami do przestrzeni między salonem a kuchnią i zatrzymałam się. Kiedy to zrobiłam, poczułam, jak Logan podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.

Nie byłam pewna, czy powinniśmy dotykać się przy dziewczynach, ale pomyślałam, że był ich tatą, wiedziałby, jak to rozegrać, więc musiałam pójść w jego ślady.

I na to otoczyłam ramieniem jego talię.

Cleo odwróciła się do mnie i nawet nie mrugnęła, kiedy zobaczyła, że stoję blisko, trzymając i będąc trzymanym przez jej tatę.

Była w bajkowej krainie Kitty.

- Czy możemy ich dotknąć? Potrzymać je? - zapytała.

– Oczywiście, cukiereczku – odpowiedziałam.

Uśmiechnęła się szczerze, co odmieniło całą jej twarz, czyniąc piękno wykładniczo piękniejszym.

Zadie już trzymała Chiefa i tuliła go pod brodą.

– On waży prawie tyle co nic – wyszeptała z podziwem.

– Masz Chief’a, Zadie – powiedziałam jej, po czym spojrzałam na Cleo, która powoli szła po Poema do kanapy – A to jest Poem, Cleo. To moja dziewczynka - Spojrzałam z powrotem na Zadie – Chief to mój chłopak, a twój tata dał mu na imię.

To była niewłaściwa rzecz do powiedzenia. Wiedziałam to od razu, kiedy uwaga Zadie przeniosła się na mnie, a potem na jej tatę.

Rzuciła Chiefa na oparcie kanapy i oświadczyła - Jestem głodna. Możemy iść?

Moje ciało napięło się. Poczułam, jak ciało Logana napięło się. Cleo spojrzała na tatę.

Czułam, że był zirytowany, ale to był znacznie lepszy początek, niż się spodziewałam i nie chciałam, żeby cokolwiek, poza rzeczami, które Zadie mogła zrobić, zepsuło to.

Więc szybko powiedziałam - Tak. Ruszajmy. Nie mogę się doczekać dużego talerza spaghetti!

Odsunęłam się od ramienia Logana i podeszłam do wieszaków za drzwiami, gdzie były moje kurtki, żebyśmy mogli zabrać się do miejsca, gdzie jedliśmy kolację. Stara Fabryka Spaghetti.

Chwyciłam zamszową kurtkę, do której wcześniej włożyłam kaszmirowy szal, przygotowując się na ten moment i narzuciłam ją na ramiona, owijając szal wokół szyi i chwytając torebkę.

Dziewczyny wyszły, a Logan trzymał drzwi.

– Alarm, piękna – wymamrotał.

Skinęłam głową, wcisnęłam cyfry i uzbroiłam go. Wyszliśmy, Logan zamknął drzwi, ja przekręciłam klucz.

Ruszyliśmy w stronę pickupa. Logan wziął mnie za rękę i zobaczyłam Cleo w kabinie, a Zadie stojącą na zewnątrz, której oczy zmrużyły się na naszych dłoniach.

Podniosła wzrok na ojca i zapytała - Czy Millie siada z przodu?

- A jak myślisz? – zapytał Logan.

Prychnęła, jakby to była zniewaga ponad zniewagami.

Logan zatrzymał nas blisko niej - Zadie, czy kiedykolwiek siedzisz z przodu, kiedy w pickupie jest z nami dorosły?

– Nieważne – wymamrotała i wdrapała się na tył kabiny.

Logan pozwolił mi odejść, aby zamknąć jej drzwi.

Wzięłam głęboki oddech i podniosłam rękę, by otworzyć frontowe drzwi, ale dłoń Logana zakrywająca moją na klamce zatrzymała dalszy ruch.

- Ostrzeżenie - stwierdził szorstkim głosem i wiedziałam, jak dokładnie był wkurzony na swoją dziewczynę - Jeśli ona będzie dalej iść z tym gównem, to stąd idziemy. Podrzucę cię tutaj, a dziewczyny dostaną fasolę i hot dogi w kamperze.

Spojrzałam na niego – Nie rób tego, Low.

– Nie myśl, że tego nie zrobię, Millie – odparł - To gówno nie jest w porządku, a ona nie może tak myśleć.

Cholera!

Gdyby to zrobił, bardziej by mnie nie lubiła i być może Cleo też by mnie nie lubiła.

Zanim zdążyłam się kłócić (co nie znaczy, że mogłam to zrobić z dziewczynami w samochodzie), odepchnął moją rękę na bok i otworzył przede mną drzwi.

Wsiadłam. Zatrzasnął drzwi i obszedł maskę. Zapięłam pas, gdy Logan przechylił się na drugą stronę.

Uruchomił silnik i manewrował żmudny, sześciopunktowy zakręt, aby przejechać swoim wielkim pickupem po moim podwórku, kiedy zapytałem dziewczyny na tylnym siedzeniu - Czy byliście już w Starej Fabryce Spaghetti?

- Tak, często - odpowiedziała Cleo - Kochamy to.

- Uwielbialiśmy, kiedy tatuś nas zabierał, kiedy mama była z nami - wymamrotała Zadie, niezupełnie pod nosem.

– Zadie, ostrzeżenie pierwsze – warknął Logan.

Powietrze w kabinie, które nie do końca było swobodne, zatkało się jeszcze bardziej i wiedziałam, czy pierwsze ostrzeżenie oznaczało dla dziewczyn to, co podejrzewałam.

Zastanawiałam się tylko, ile miały ostrzeżeń.

Dałam temu chwilę, aby dotarła do nich wiadomość od ojca, zanim zaczęłam rozmowę, pytając o szkołę, przyjaciół, ulubione przedmioty, nauczycieli, filmy, jeśli czytają. Potem stwierdziłam, że Cleo lubiła czytać, więc zapytałam, jakie były jej ulubione książki.

Trwało to od Cheesman Park, gdzie znajdował się mój dom, do centrum miasta, gdzie znajdowała się Fabryka Spaghetti.

Odpowiadała tylko Cleo. Nie zrobiła tego rutynowo. Była stosunkowo rozmowna i odpowiadała pytaniami, na przykład o to, jakie były moje ulubione filmy i książki.

Zadie nie odezwała się ani słowem, a ja nie musiałam być matką ani znać tych dziewczyn od urodzenia, żeby wyczuć jej dąsy.

W połowie naszej podróży Logan wziął mnie za rękę i zatrzymał ją. Znowu martwiłam się tym pokazem, a martwiłam się jeszcze bardziej, kiedy poczułam, że wywołane przez Zadie promienie laserowe wypalają nam ręce z tylnego siedzenia.

Jednak nie odsunęłam się.

Weszliśmy do restauracji. Usiedliśmy. Zdjęliśmy kurtki i złożyliśmy zamówienia na drinki.

To tam zauważyłam, że Cleo często spoglądała na swojego ojca, nawet kiedy mówiła do mnie. I wtedy zdałam sobie sprawę, że starała się dla swojego taty, bo to coś dla niego znaczyło, on coś dla niej znaczył i nie chodziło o mnie.

Wzięłabym to. Mogłabym z tym pracować. Wkrótce zobaczy, że kocham jej tatę, a to może skłonić ją od otwartości na budowanie ze mną relacji.

Niezależnie od tego, wzięłabym to po prostu dlatego, że było o wiele lepsze niż rozdrażniona cisza wydobywająca się z Zadie.

Logan zignorował zachowanie Zadie i dołączył do rozmowy Cleo i mojej. Posadził nas tak przy naszym stole, że on i ja byliśmy obok siebie, a dziewczyny naprzeciwko nas. Nie wiedziałam, czy składa oświadczenie, czy chce mieć ich na oku, czy może to był ich zwykły układ.

Ale cieszyłam się, że był przy mnie.

Stało się to, gdy zapadliśmy w naturalną ciszę po tym, jak musieliśmy odesłać kelnerkę, bo nie byliśmy gotowi na zamówienie; dlatego wszyscy skupili się na swoim menu.

Stało się to, gdy jakiś szósty zmysł kazał mi spojrzeć ponad moje menu w stronę Zadie, która siedziała naprzeciw mnie.

Dlatego widziałam, jak przewracała swoją dużą szklankę Sprite’a, robiąc to z intencją i złośliwym wyrazem twarzy małej dziewczynki. I zrobiła to, rozlewając napój w moją stronę.

W tej szklance było dużo napoju, a płyn poruszał się szybko, więc chociaż ją widziałam, nasycił stół między nami, skapując z mojego boku na moje dżinsy, zanim zdążyłam odsunąć krzesło, by tego uniknąć.

Rzuciłam serwetkę na kałużę. Cleo zrobiła to samo ze swoją, podobnie jak Logan. Zadie, poruszając się powoli, zrobiła to samo ze swoją. A przy pośpiechu i hałasie szurania mojego krzesła klienci wokół nas odwrócili się w naszą stronę.

- Potrzebujemy ręcznika – warknął Logan, gdy wytarłam Sprite’a serwetkami i zobaczyłam, jak pomocnik kelnera odbiegał – Dżinsy są przemoczone – ciągnął, tym razem zwracając się do mnie.

Spojrzałam na swoje dżinsy. Były mokre. Nie były przemoczone.

– Nie jest tak źle – mruknęłam, wpychając wszystkie serwetki na moje nakrycie.

- Och, nie, mieliśmy tu wypadek? – zapytała nasza kelnerka, wchodząc z ręcznikiem, żeby wytrzeć serwetki i wchłonąć rozlany płyn.

- Nie, nie mieliśmy – odpowiedział Logan, a mój wzrok padł na niego, kiedy oznajmił - Potrzebujemy naszego rachunku.

O, nie!

- Wychodzicie? - zapytała kelnerka.

- Wychodzimy? – zapytał Zadie.

- Zadie - warknęła Cleo z irytacją.

Nie znowu!

- Wychodzimy - stwierdził nieugięcie Logan, jego gniewne oczy skierowały się na córkę, a ja poczułam, jak moje serce zaczęło bić szybciej – Słyszałaś, jak powiedziałem: ostrzeżenie pierwsze? - zapytał Zadie.

Najwyraźniej dostawały tylko jedno ostrzeżenie.

- Ale ja tylko rozlałam Sprite’a – odrzekła Zadie - To był wypadek i teraz wszystko jest posprzątane, więc to nie jest taka wielka sprawa.

Ona nie tylko rozlała Sprite'a. To było bezczelne kłamstwo. Nie widziała, jak ją przyłapałam na tym, ale to zrobiła.

Zachowałam to dla siebie i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Logan był wkurzony i odezwał się przede mną.

– Załóżcie kurtki – rozkazał Logan tonem, któremu nie można było odmówić, po czym spojrzał na kelnerkę - Rachunek.

Spojrzałam też na naszą kelnerkę.

– Tak mi przykro – powiedziałam cicho.

Kiwnęła głową, nie wyglądając na uszczęśliwioną i odeszła, a my założyliśmy kurtki.

- Zajmę się rachunkiem. Zadie zostaje ze mną – stwierdził Logan - Kotku, zabierz Cleo do pickupa.

To też chciałam zakwestionować. Nie chciałam, żeby zrobił wielką aferę z tego, co zrobiła Zadie, głównie dlatego, że nie chciałam być powodem, przez który wpadła w tarapaty.

Ale zasadniczo wylała na mnie Sprite’a. Nie lubienie mnie, nie lubienie mnie z tatą, nie lubienie faktu, że jej rodzina się rozpadła, czy wszystkie powyższe, nie było powodem do zrobienia czegoś tak niegrzecznego. Dot i Alan postradaliby zmysły, gdyby Katy lub Freddie zrobili coś takiego w ich wieku, w wieku Zadie albo w wieku pięćdziesięciu lat.

Wyglądało na to, że córka Logana nie była tylko marzycielką.

Była również bachorem.

Więc spojrzałam na Cleo i powiedziałam cicho - Chodźmy, cukiereczku.

Spojrzała na mnie, swojego tatę i siostrę. Nie spuszczała wzroku z siostry i byłam zaskoczona, widząc w nich naganę, i to nie tylko małą.

Potem odwróciła się do mnie i ruszyła w moją stronę.

Przeszłyśmy przez restaurację, ale zatrzymałam ją przy drzwiach wejściowych, żebyśmy nie musiały zbyt długo stać na zewnątrz na mrozie.

– Zostańmy przez chwilę tutaj, gdzie jest ciepło, podczas gdy twój tata zajmie się rachunkiem – powiedziałem.

- On nie zajmuje się rachunkiem; on zajmuje się Zadie – odpowiedziała, nie patrząc na mnie, odwróciła głowę, by spojrzeć z miejsca, z którego przyszliśmy.

Postanowiłam nic nie mówić.

Cleo nie odrywała wzroku od restauracji, kiedy kontynuowała – Ma problem z rozstaniem mamy i taty.

– Twój ojciec coś o tym wspominał – powiedziałam jej ostrożnie.

Spojrzała na mnie – Rozstali się jakieś wieki temu.

Kiwnęłam głową.

- I rozstali się, jak się wydaje, zanim się urodziliśmy.

Byłam zaniepokojona, że posiadała tę wiedzę, a ponadto nie miałam pojęcia, jak odpowiedzieć.

- Ona musi się z tym pogodzić – powiedziała mi Cleo.

– Coś takiego trudno przeboleć, Cleo. Wszystko, co boli, jest trudne do przezwyciężenia. Musisz tylko poświęcić trochę czasu na wylizanie ran, a kiedy w końcu się zagoją lub gdy zagoją się na tyle, że będziesz w stanie dalej żyć, zrób to. Kontynuuj. Ale takich rzeczy nie należy robić w pośpiechu, bo leczenie może się nie udać. Może to zająć twojej siostrze trochę czasu, ale ona tam dotrze, a ludzie, którzy ją kochają, muszą tylko uzbroić się w cierpliwość.

Spojrzała na mnie.

Potem powiedziała - Ale ona wylała Sprite’a na twoje dżinsy.

Uśmiechnęłam się do niej i odpowiedziałam cicho - Dżinsy dają się wyprać, kochanie.

Znowu wpatrywała się we mnie, ale robiła to tak, jakby widziała mnie po raz pierwszy, a ja byłam istotą dotychczas nieodkrytą.

Pomogłam jej przejść przez to, przechylając głowę w stronę restauracji i pytając - Czy myślisz, że daliśmy im wystarczająco dużo czasu? Czy powinnyśmy iść do pickupa?

Spojrzała na restaurację i powiedziała - Nie wiem - Odwróciła się do mnie - Tata nie złości się zbyt często. Ale kiedy to zrobi…

Umilkła, a ja szybko skinęłam głową.

– W takim razie posiedźmy tutaj trochę – zaproponowałam - Tu jest ciepło. Będę miała się na baczności i możemy rzucić się w wir szaleństwa, jeśli zobaczę, jak się zbliżają.

Znów uśmiechnęła się do mnie bez żadnego strażnika i ponownie uderzyło mnie to, jak rozkwitła jej uroda, kiedy to zrobiła.

Rozmawialiśmy, dopóki nie zauważyłam Logana zmierzającego w naszą stronę. Dałam jej znać i szybko wyszłyśmy za drzwi.

Po wyjściu zaryzykowałam, złapałam ją za rękę i pobiegłam na wysokich obcasach, zabierając ją ze sobą.

I byłam zachwycona, gdy odkryłam, że jak to zwykle dziewczęta robią bez żadnego powodu, oboje uznałyśmy to za zabawne, zaczęłyśmy chichotać w środku tego i byliśmy w ferworze histerycznego śmiechu, zanim dotarłyśmy do pickupa.

Może to mieć coś wspólnego z napięciem rzucającym cień na wieczór i potrzebą uwolnienia go.

Ale tak naprawdę nie obchodziło mnie, co nas do tego skłoniło. Miałyśmy moment nawiązania nici porozumienia i nadszedł wcześnie.

Dobijałam pięćdziesiątki, a w tym wieku nie było to takie gorące, jak zwykle bywało.

Mimo to, wzięłabym to.

Logan i Zadie pokazali się, Logan wciąż wyglądał na wściekłego, Zadie wyglądała na ukaraną i nadąsaną. Nadąsana część sprawiła, że posyłała mi złowrogie spojrzenia.

Logan zapiszczał w zamki i wymamrotał - Nie dałem ci kluczy. Dwie moje dziewczyny stojące na mrozie. Wybacz, kotku.

- Cleo i ja znalazłyśmy nasze sposoby na utrzymanie ciepła - zapewniłam go.

Spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Przyglądał się mojemu uśmiechowi i patrzyłam, jak wyraźnie mu ulżyło.

Odwróciłam się i wsiadłam do samochodu.

Kiedy już wszyscy byliśmy w środku, zapięci pasami i odtoczyliśmy się od krawężnika, Logan ponownie złapał mnie za rękę, trzymał ją mocno i demonstracyjnie i oznajmił - Nie wysyłam mojej dziewczyny do domu bez kolacji i nie mam ochoty jeść kiełbasy z fasolą ani zmuszać Clee-Clee, by to jadła. Pojedziemy w Chipotle.

- Słusznie – mruknęłam, a Cleo zachichotała na tylnym siedzeniu.

Obejrzałam się przez ramię i posłałam jej uśmiech.

Odwzajemniła go.

Kiedy dostrzegłam Logana, gdy się odwracał, zobaczyłam jego profil w światłach deski rozdzielczej, wyglądający na nieco zaskoczony. Uścisk, którym obdarzył moją dłoń, był nie nie-bardzo zadowolony.

Logan zabrał nas do Chipotle. Cleo i ja rozmawiałyśmy o zamawianiu i robieniu jedzenia. Zadie pozostała wyłączona i dąsała się.

W tym czasie przybrałam odważną minę, ale zrobiłem to, zdając sobie sprawę, że tak bardzo martwiłam się spotkaniem z dziewczynami, że nie pomyślałam o czymś równie ważnym. Kiedy kolacja się kończyła, oznaczało to, że Logan i dziewczyny jechali do jego kampera, a ja miałam go zobaczyć dopiero następnego dnia. Nie kochalibyśmy się. Nie spałabym obok niego. Nie obudziłabym się obok niego.

Zdając sobie z tego sprawę, zdecydowałam, że wcale nie było za wcześnie na wspólne zamieszkanie.

Było za wcześnie dla niego, by za bardzo naciskać na spotkanie dziewczyn (o wiele za wcześnie dla Zadie).

Ale nie chciałam, żeby odszedł i żebym została znowu sama.

Przede wszystkim po prostu nie chciałam, żeby odszedł.

Jasne, miałam teraz Chiefa i Poema, ale nie mieli pojęcia, kim byłam. Zasadniczo byłam nieznajomą, który kładła im jedzenie.

Potrzebowałam Logana.

I nawet gdyby to były tylko trzy noce, będę za nim tęskniła.

Dostaliśmy nasze jedzenie na wynos, Logan poinstruował ich, żeby włożyli moje burrito do osobnej torby i zawiózł nas do mojego domu.

Kiedy wjechał pickupem na podwórko, zwrócił się do dziewczyn.

- Zostańcie tutaj. Wrócę – rozkazał.

Również zwróciłam się do nich - Przykro mi, że wieczór nie poszedł zgodnie z planem. Ale jakkolwiek się potoczyło, szczerze mówiąc, miło było poznać was obie.

Zadie posłała mi spojrzenie.

Cleo odpowiedziała - Ciebie też, Millie. Do zobaczenia później.

Uśmiechnęłam się do nich, mimo że Zadie nadal gapiła się na mnie przez mój uśmiech. Wysiadłam, a Logan złapał moją torbę z burrito i wyszedł ze mną. Wszedł też ze mną po tym, jak otworzyłam drzwi.

Poczekał, aż wyłączę alarm, po czym pociągnął mnie przed szafki, gdzie dziewczyny nie mogły nas zobaczyć przez żadne okna i rzucił torebkę z burrito na ladę. Potem wziął mnie w ramiona.

– Gówniany wieczór – mruknął - Przepraszam mała.

Objęłam go ramionami - To nie było tak, że nie wiedzieliśmy, że to będzie ostra jazda.

- Nie sądziłem, że będzie aż tak ostro.

Ja też nie, ale, aby dać Zadie szansę na walkę, skłamałam dla niej.

- Byłeś w Strefie Taty, więc nie chciałem interweniować, ale szczerze mówiąc, Rybko, to prawdopodobnie był wypadek.

– To nie był wypadek – odparł - Zrzędziła, że musi iść z tobą na kolację, żebyśmy poszli gdzieś, gdzie jechaliśmy jako rodzina, odkąd odebrałem ich ze szkoły. Wiedziałem, że szykuje się do zrobienia czegoś głupiego. Nie wiedziałem, że to będzie takie głupie. I mamy regułę. Nie robią wiele, co mnie wkurza. Ale jak robią coś takiego, daję im znać, a oni wiedzą dokładnie, jak im daję znać. Jeśli nie przestaną tego robić, są konsekwencje. Po prostu jest do bani, że wszyscy musimy jeść zimne burrito, a ja muszę cię zostawić dużo wcześniej, niż chciałem.

On też będzie za mną tęsknił.

Czułam się dziwnie, wiedząc, że tak będzie, ale to sprawiło, że poczułam się lepiej.

– Może nie powinniśmy byli wybierać Fabryki Spaghetti – zauważyłam.

- To jej ulubiona restauracja, dlatego ją wybrałem. Próbowałem wprowadzić ją w dobry nastrój. Ale Millie nie może oznaczyć każdego knajpy w mieście, w którym byliśmy z jej mamą, jako świętego miejsca. Ma nowe wspomnienia do zrobienia i musi wyciągnąć głowę z dupy i je stworzyć.

– Może jutro będzie lepiej – zasugerowałam, chociaż szczerze w to wątpiłam.

– Może – mruknął. Potem - Muszę iść, kotku. Muszę nakarmić moje dzieci.

Skinęłam głową, chociaż nie chciałam. Chciałam go trzymać i nie puszczać.

Ale jego dziewczyny były w pickupie i ich jedzenie też tam było.

Robiło się późno i wszyscy musieliśmy coś zjeść.

Więc wspięłam się na palcach, ale zanim go pocałowałam, wyszeptałam - Wyświadcz mi przysługę i napisz do mnie, kiedy bezpiecznie dojedziesz i się zadomowisz.

– I tak bym to zrobił, kotku.

Uśmiechnąłem się do niego.

Odwzajemnił uśmiech i uścisk, po czym pochylił głowę, by złożyć na mnie mocny, głęboki, krótki pocałunek.

Kiedy było po wszystkim, puścił mnie i odprowadziłam go do drzwi.

Miał już to za sobą, kiedy odwrócił się do mnie i rozkazał - Jak nie ma mnie tutaj, chłopcy są na służbie, ale i tak uzbrójcie alarm. Słyszysz?

Starałam się nie patrzeć na niego z irytacją – Zawsze to robię.

- Dobrze - wymamrotał, pochylił się, uniósł rękę, by owinąć się wokół mojej szyi i dotknął ustami moich.

Następnie odszedł.

Chciałam dać Zadie ulgę, kiedy nie widziała mnie (na noc), ale nie sądziłam, że to było właściwe.

Co więcej, chciałam, żeby obie dziewczynki wiedziały, ile znaczył dla mnie ich ojciec. Chciałam też, żeby wiedziały, że chcę, żeby one coś dla mnie znaczyły.

Więc stanęłam w drzwiach i pomachałam, gdy Logan się odwrócił.

Widziałam, jak kiwnął brodą. Widziałam, jak Cleo (teraz na przednim siedzeniu) machała do mnie krótko.

Widziałam też, jak Zadie całkowicie mnie ignorowała.

Zniknęli, a ja zamknęłam drzwi, przekręciłam klucz i uzbroiłam alarm.

Potem odwróciłam się do mojego domu, mojego pięknego, idealnego, pustego domu, który uroczo mienił się tu i ówdzie zapalonymi lampkami.

Nagle przestało to wyglądać tak idealnie.

Na tę myśl wbiegła Poem, a Chief ją ścigał.

Byli na prostej drodze do uderzenia w oparcie kanapy i próbowali zahamować, wpadając w poślizg i ślizgając się, aż trafili na dywan, po czym potoczyli się i zniknęli pod kanapą.

Powoli się uśmiechnęłam.

Potem wybuchnęłam śmiechem, złapałam burrito i podeszłam do kredensu z kieliszkami, żeby nalać sobie trochę wina.

*****

Następnego wieczoru zapłaciłam taksówkarzowi i pospieszyłam do Klubu na spotkanie z dziewczynami.

Spóźniłam się.

Spóźniłam się z powodu zbyt długiego relaksu w wannie (bo musiałam) i zajmowania się dwoma kociętami, które nie miały pojęcia, czym jest kąpiel, ale które uważały, że jest to coś, czego chciały spróbować (Chief) lub coś, co przypomina tortury i chciały, żebym natychmiast przestała to robić (Poem).

Tak więc przez dziesięć minut kąpiel nie była odprężająca, bo Chief wykonywał powtarzające się, ale nieudane skoki, aby dołączyć do mnie, a Poem biegała tam i z powrotem, wpatrując się we mnie swoimi smutnymi oczami, otwierając i zamykając swój mały koci pyszczek w cichych, przerażonych miauczeniach.

Teraz byłam tutaj, żeby spotkać się z dziewczynami i tak chciałam być ubrana w małą czarną, jak chciałam, żeby ktoś wywiercił mi dziurę w głowie.

Dzień był zły.

Nie, nie zły.

To była zła komedia, w której siedzisz wygodnie na swoim miejscu w kinie i śmiejesz się z czyjegoś nieszczęścia, szczęśliwa, że gówno nigdy nie zdarza się w prawdziwym życiu.

Otworzyłam szeroko drzwi do restauracji, wypatrując dziewczyny, które były wystrojone na różne, ale cudowne sposoby, na podziwianie których normalnie poświęciłabym chwilę. Znajdowały się w barze przy dwóch połączonych ze sobą stolikach z wysokimi blatami.

Nie podziwiałam ich.

Po prostu skierowałam się w ich kierunku, ponieważ ten kierunek oznaczał siostrzeństwo i alkohol.

Gdy szłam w ich stronę, zauważyłem, że nie ma z nimi Claire. Była przy barze, otwarcie rozmawiając z gorącym facetem.

Żadna niespodzianka.

Szczęście uśmiechnęło się do mnie po raz pierwszy tego dnia, kiedy wpadłam na kelnerkę, gdy tylko dotarłam do stolika.

– Nie wiem, czy to twój stolik – powiedziałam – Ale przysięgam na Boga, dostaniesz ogromny napiwek, jeśli przyniesiesz mi kieliszek schłodzonego ketelu. Nie, trzy. I powtarzaj.

Kelnerka skinęła głową, gdy Elvira zawołała - I przynieś jej cosmo!

Przeniosłam się na jedno z dwóch dostępnych miejsc, podniosłam na nie tyłek, zrzuciłam płaszcz, by powiesić go na oparciu stołka i rzuciłam torebkę na stół.

- Do diabła, wyglądasz jednocześnie niesamowicie i okropnie – oświadczyła Dot, siedząca naprzeciwko mnie przy stole.

Wyglądałam niesamowicie. Zatraciłam się w tworzeniu dużych włosów i nocnego makijażu drama, czegoś, czego nie robiłam od tak dawna, że nie byłam pewna, czy kiedykolwiek to robiłam.

Kolejny powód mojego spóźnienia.

Spojrzałam na nią - Tina Fey mogłaby zrobić mój dzień zabawnym, gdyby napisała o tym film. Ale w prawdziwym życiu nie było to zabawne.

– O nie – powiedział Tyra.

Moje oczy powędrowały do niej, zauważając z roztargnieniem, że wszystkie kobiety nie były ubrane nie-najgorzej. Były ubrane wprost wystrzałowo. W rzeczywistości Elvira wyglądała na profesjonalnie uczesaną. A Kellie, imprezowiczka o równych szansach, czy to w barze w eleganckiej restauracji, czy na miejscu spotkań motocyklistów, które można opisać tylko jednym słowem - obskurny - wyglądała fantastycznie.

– Byłaś dzisiaj z dziewczynami High’a – dokończyła Tyra.

– Byłam – potwierdziłam - Na lunchu i filmie. To był najdłuższy lunch znany człowiekowi i najdłuższy czas spędzony z dwiema nastolatkami od początku świata.

– Nie rozumiem – powiedziała siedząca obok mnie Lanie - Dziewczyny z liceum są słodkie.

– Cleo jest słodka – powiedziałam jej - Zadie chce, żeby jej mama i tata znów byli razem i dlatego nie jest taka słodka.

– Ach – mruknęła Lanie.

- Co się stało? – zapytała Veronica siedząca obok Dot.

– Hmmm… zobaczmy – zaczęłam - Był moment, kiedy mnie zabrali, a Logan musiał skorzystać z łazienki, zanim poszliśmy, więc zostawił mnie samą z dziewczynami. To wtedy Cleo szczęśliwie ponownie zapoznała się z moimi nowymi kociętami, a Zadie powiedziała mi prosto w twarz, że koty są głupie, a ludzie, którzy je mają, są jeszcze głupsi, nie wspominając już o kocich paniach, które są beznadziejne. Powiedziała to, chociaż poprzedniego wieczoru, zanim przypomniała sobie, że powinna mnie nienawidzić, zakochała się w kociakach od pierwszego wejrzenia.

– To nie jest takie złe – zauważyła Elvira.

Spojrzałam na nią - Był moment, kiedy szliśmy przez centrum handlowe, aby dostać się do kina i Zadie i ja zostałyśmy oddzielone od jej taty i siostry, a ona powiedziała mi, że starsze panie jak ja nie powinny ubierać się tak, jak się ubieram, moje ubrania są dla młodych, a ja wyglądam jak pozerka. Był też czas, kiedy kupowaliśmy przekąski do filmu, a ona zauważyła, że jej matka nigdy nie zjadłaby tego, co ja wybrałam, i dlatego jej matka ma zabójcze ciało, a ja jestem gruba.

- Jejć - mruknęła Tabby.

– Nie jesteś gruba – warknęła Kellie.

– Co High powiedział o tym wszystkim? — zapytał Tyra.

- Odkąd celowo wylała swojego Sprite’a, żeby wylądował na moich kolanach poprzedniego wieczoru - zaczęłam, a wszystkie oczy przy stole zrobiły się wielkie - nauczyła się i czekała na chwile, kiedy Logan nie będzie mógł słyszeć i robiła, co w jej mocy, aby to zrobić kiedy jej siostra też nie mogła.

– Kije i kamienie – oświadczyła Elvira - Dziewczyno, musisz być twardsza niż to.

Ponownie spojrzałem na nią - Zadie siedziała naprzeciwko mnie podczas lunchu i kopała mnie przez cały czas. Trafiła mnie w goleń tak często, że obie są czarne i niebieskie, i to nie jest żart.

Wyciągnęłam nogę w bok, gdzie siedziała Carissa. Miałam na sobie przezroczyste, czarne pończochy, ale nadal było widać siniaki.

- Święci pańscy, to nie żart – wymamrotała z przerażeniem.

Kontynuowałam moje opowieści o nieszczęściach dnia.

- Siedziałam obok Logana, więc nie mogłam się zbytnio dopasować, bo by zauważył, więc schowałem łydki pod krzesłem. Wtedy kopnęła mnie w kolana.

– O mój Boże – oburzyła się Kellie - Co za bachor!

Absolutnie.

To bolało, ale wszystkie dowody wskazywały na to, że Zadie nie mogła być bachorem.

Po prostu nim była.

– Nie wspominając już o tym – ciągnęłam dalej – że za każdym razem, gdy mogło ujść jej to na sucho, rzucała mi spojrzenie, które mówiło mi, że planuje moje morderstwo. Kichnęła raz w rękę i natychmiast mnie dotknęła, sprawiając wrażenie, jakby była miła, ale tak naprawdę pocierała smarkami rękaw bluzki. Bluzki, którą można czyścić wyłącznie chemicznie na sucho. I dwa razy pokazała mi palec.

– Nie mogę w to uwierzyć Zadie – powiedziała Carissa - Spotkałem ją tylko kilka razy i jest bardzo urocza.

– I nie powiedziałaś High’owi o tym wszystkim? — zapytał Tyra.

- Nie – odpowiedziałam.

- Dlaczego nie? – zapytała Justine.

– Ponieważ zgubił opanowanie podczas incydentu ze Sprite’m i wyszliśmy nawet nie zamawiając jedzenia. Zabrał nas do Chipotle na wynos, ale dopiero po rozmowie z Zadie. To nie było ładne.

- Brawo dla niego - oświadczyła Elvira.

Normalnie zgodziłabym się.

W tych okolicznościach nie zrobiłem tego.

Tego dnia, kiedy Zadie ukrywała swoje zachowanie, Logan był szczęśliwy. Od razu, nie ukrywając tego, mając wszystkie swoje dziewczyny razem, ten motocyklista przedzierał się przez chmury w swoich motocyklowych butach.

A więc nie miałam serca psuć mu tego.

– Nie jestem pewna, czy to było właściwe postępowanie– powiedziałam do Elviry - Dało jej to tylko więcej bodźca do próby sprawdzania moich granic. Gdyby zostawił sprawę Sprite’a jako możliwy wypadek, a ja byłabym w stanie przez to przejść, może udałoby mi się do niej dotrzeć. Teraz jest tak, jakby była na misji.

– To zachowanie nie jest w porządku – stwierdziła Tyra - Wliczając w to celowe wylanie drinka na dziewczynę jej taty. Dobrze, że High wysłał tę wiadomość.

- Masz rację, to nie jest w porządku zachowanie - odpowiedziałam - Ale jasne jest, że nie dostała wiadomości. I nawiązałam porozumienie z Cleo. Nie pisze do mnie, żeby umówić się na wspólne pieczenie ciasteczek, ale to też nie jest tak, że po prostu mnie toleruje. Mamy swoje chwile i nie nadchodzą one często, ale z Zadie to dzień i noc.

- Co Cleo myśli o tym, co robi jej młodsza siostra? – zapytała Tabby.

- Nie lubi tego – odpowiedziałam -  Ale nie widzę żadnej zależności starszej siostry między tą dwójką.

Przyszła kelnerka i postawiła moje drinki na stole, podczas gdy Lanie powiedziała - Widzę to. Zadie żyje we własnym świecie. Cleo jest dobrym dzieckiem na wskroś. Skręcała się w supełki dla mamy lub taty. Zadie jest jak księżniczka.

- Tak - zgodziła się Elvira, kiedy podniosłem szota i wychyliłam go - To tak, jakby Cleo wyczuła, że jej mama i tata nie byli szczęśliwi, więc stanęła na głowie, by być dobrym dzieckiem, co miało sprawić, że tak będzie. Zadie myśli, że wszyscy istnieją po to, by uszczęśliwiać. To urocze, gdy jesteś w jej wieku. Nie takie słodki, kiedy się zestarzejesz.

Przyznanie się do tego było okropne, ale z tego, co zauważyłam, taka była prawda.

Cleo była czujna, odpowiedzialna, prawie dorosła. Rzucała się na pomoc tacie w każdej najdrobniejszej sprawie, jak noszenie drinków i przekąsek w kinie lub zbieranie menu do wręczenia kelnerce.

To samo w sobie było niepokojące.

Nie znałam zbyt dobrze dzieci, zwłaszcza dziewczynek w jej wieku, ale wydawała się o wiele za młoda, by być tak głęboko w zgodzie z tym, co się wokół niej działo i tak bardzo chętna, by spróbować załagodzić wszelkie krawędzie. Przede wszystkim jej świadomość, że jej matka i ojciec nigdy tak naprawdę nie byli razem i skutki tego, zwłaszcza Zadie.

Wiedziałam, że dzieci są bystre, zauważają różne rzeczy, te rzeczy na nie wpływają i odpowiednio się zachowują, w zły i dobry sposób.

Ale to wciąż były to dzieci.

Cleo powinna być dzieckiem. Albo jeśli nie mogła po prostu być dzieckiem, przynajmniej powinny być chwile, kiedy była dzieckiem. Nie rozjemcą ani pomocnikiem, istniejącym tylko po to, by załagodzić te krawędzie, a tylko tym mogła być.

Ale kiedy Logan powiedział, że jego najmłodsza córka żyje we własnym świecie, miał na myśli to, że ona jest właścicielem świata i wszyscy żyjemy w nim razem z nią.

Mogłam to postrzegać jako częściowy wynik jego postępowania.

Wylał na Cleo oddanie za to, że była wszystkim, czym była, pomagała jej tacie, była blisko, była uważna, mądra, troskliwa.

Wylewał uczucia na Zadie za to, że jest Zadie, dając jej wszystko, czego dusza zapragnie, w tym jej własny kubełek popcornu, bo nie lubiła przechodzić obok podczas oglądania filmu i trzy różne rodzaje cukierków, wszystko to na kilka godzin przed wyruszeniem wyjść na późny lunch.

- Co zrobisz? – zapytała Dot, a ja spojrzałam na nią.

– Po pierwsze, odwołuję jutro – odpowiedziałam - Mają wpaść na śniadanie, a potem mamy spędzić dzień na leniuchowaniu, oglądaniu filmów, jedzeniu i poznawaniu się, zanim wyruszymy na lunch, a oni wrócą do kampera. Ale myślę, że dziewczyny potrzebują ode mnie odpocząć.

A przynajmniej Zadie potrzebowała.

Ale prawdopodobnie Cleo też.

Trzy dni z rzędu znoszenia nowej kobiety twojego taty to było o dwa dni za dużo.

Z tą myślą wychyliłam następny szot.

- Jestem wyznaczonym kierowcą, a twój tyłek jest w naszym samochodzie – oświadczyła Veronica.

- Zgoda – odpowiedziałam.

– Dziewczyno – zawołała Elvira, a ja odwróciłam się do niej - To pozwala Zadie działać na jej sposób - zauważyła.

- To daje im trochę czasu na bycie tylko z tatą, aby mogły być sobą i nie musiały znosić mnie, w przypadku Zadie, ani próbować opiekować się tatą, znajdując powody, by mnie lubić, w przypadku Cleo.

– Widzę w tym mądrość – zauważyła Dottie - Logan bierze sprawy za szybko.

– Zrozumiałabym to – odparła Elvira - gdyby księżniczka Zadie nie ciągnęła tego gówna. Teraz trzeba wysłać jej wiadomość, że nie może działać i dostać tego, czego chce.

– Nienawidzę tego dla ciebie – wtrąciła się Kellie, a ja spojrzałam na nią - Wielkie pojednanie twoje i Low powinno być pełne serc i róż.

To mnie zaskoczyło, kiedy chodziło o Kellie. Nic, odkąd byłyśmy dziećmi, nie było serduszkami i różami dla mojej przyjaciółki. Nie była romantyczką. Kochała życie i żyła według swoich zasad, ale nigdy nie oczekiwała serc i róż, ani dla siebie, ani dla nikogo.

– Ona dojdzie do tego – zapewniłam ją.

– Co zrobisz, jeśli tego nie zrobi? – zapytała Justine.

Potrząsnęłam głową, unosząc cosmo i biorąc łyk.

Wtedy odpowiedziałam - Dojdzie. W końcu. Przy takim początku może jej to  to zająć lata, ale zrozumie, jak bardzo kocham jej ojca. A jeśli nie, cóż… – Wzruszyłam ramionami - Mam jej ojca, a on i ja nauczyliśmy się na własnej skórze, że życie może być do kitu.

Poczułam, że coś nadpływało do mnie z drugiego końca stołu, więc spojrzałam na siostrę.

Kiedy spojrzałam jej w oczy, nie próbowała ukryć rozczarowania podszytego bólem, jaki czuła dla mnie, że dziewczyny Logana nie zakochały się po uszy od razu.

To nie było wszystko, co miałam dostać. Miałam Katy i Freddiego, których mogłam kochać, uwielbiać i rozpieszczać.

Ale obie wiedziałyśmy, jak wspaniale byłoby, gdybym miała dziewczyny High’a, które zrobiły to samo.

– Jestem okej – powiedziałam bez dźwięku, poruszając wargami.

Skinęła głową, ale nie wyglądała, jakby mi wierzyła.

Posłałam jej więc uspokajający uśmiech i spojrzałam na stół.

- Racja - powiedziałam - Dosyć tego - Zwróciłam uwagę na Elvirę - Wesele z miękkością i blaskiem, wyobraź sobie to to…” - Przerwałam, by uzyskać dramatyczny efekt, po czym rzuciłam - Aksamit.

Elvira wpatrywała się we mnie przez sekundę, po czym uderzyła dłonią w stół i zahuczała - Wiedziałam, że dasz radę!

– Będziesz potrzebowała ślubu późną jesienią lub zimą – powiedziałam jej - Ale aksamitna suknia ślubna w kolorze kości słoniowej z kilkoma strategicznymi diamentami wyglądałaby na tobie oszałamiająco. Nic typowego. Znam lokalną projektantkę, która tworzy wyjątkowe suknie i jest fantastyczna. Aksamitne suknie druhen, być może w kolorze szampana. Pęczki aksamitu zdobiące stoły recepcyjne lub pokrywające krzesła. Musiałabyś zrezygnować z piwonii, ale widzę kalie ze srebrzystymi bożonarodzeniowymi jagodami. Lub róże w kolorze kości słoniowej z kryształkami. Jeśli wybierzesz zimę, możemy zrobić motyw z Zimowej Krainy Czarów i dodać wyblakłe szyszki. Błyszczące gałązki. Futro. Pióra marabuta lub kandela. Cokolwiek, naprawdę. Śnieg błyszczy. Jest też miękki. Zima jest stworzona, by być miękka i lśniąca.

Elvira wciąż uderzała ręką w stół, kiedy wołała - O Panie, Panie, Panie, Panie - Przestała uderzać dłonią i wskazała na mnie - Chcę to wszystko.

Wszystko?

Pióra i futro? Kryształowe i błyszczące gałązki?

– To dużo – zauważyłam.

– Ty sprawisz, że będzie grało – oświadczyła.

Zrobiłbym to, ponieważ to byłam ja, ale byłby to koszmar projektowy.

– Dobrze, że ma więcej niż rok na planowanie – mruknęła Lanie, prawdopodobnie dostrzegając przerażenie na mojej twarzy.

– I ponad rok, żeby Malik ją poprosił.

Brwi Veroniki powędrowały w górę i zapytała Elvirę - Planujesz ślub, a twój mężczyzna jeszcze się nie oświadczył?

– Myślę, że mnie to nie obchodzi – stwierdziła Elvira – Powiem mu tylko, że musi założyć garnitur, wsadzić dupę do samochodu i zawieźć ją do kościoła. Może zostać i dokonać czynu albo może odejść i nigdy więcej mnie nie zobaczyć.

- Nowy reality show. Ekstremalne Oświadczyny, Denver - Kellie wyszeptała przez chichoty.

- Sprawy przybiorą ekstremalny obrót, jeśli ten mężczyzna nie włoży jej kamienia na palec - wtrąciła Tyra.

- Jeśli o mnie chodzi, moja dziewczyna Beyoncé wezwała do broni – powiedziała Elvira - A ja słuchałam.

- Myślę, że Wielka miała na myśli to, że jeśli go nie zaobrączkujesz, zobaczysz jej plecy. Nie żeby masz wyjść i kupić pistolet – zauważyła Tabby.

- W takim razie ja powinnam była napisać tę piosenkę – odpowiedziała Elvira.

– Nie zadowalaj się niczym mniejszym, Elviro – stwierdziła Carissa - Ale nie będziesz musiała. Malik cię uwielbia. Uczyni cię uczciwą kobietą.

– Dawno nią nie byłam – mruknęła Elvira i wszyscy się uśmiechnęli - Więc byłoby miło założyć aksamitną suknię ślubną w kolorze kości słoniowej podczas mojego Zimowego Ślubu w Krainie Czarów, żeby obmyć się uczciwością.

– Myślę, że podobają mi się twoje nowe przyjaciółki – oznajmiła mi Kellie.

Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się.

– Wiem, że tak – stwierdziła Justine.

Dot podniosła swoje kosmo - Racja, dziewczyny. Za starych znajomych. I za nowych - Jej wzrok skierował się na mnie, zanim skierował się do Elviry - I za spełniające się marzenia, bez względu na to, jak to się stanie.

- Zdrowie! – zawołała Tabby, podnosząc coś, co wyglądało jak woda gazowana.

– Zdrowie, zdrowie – powiedziała Veronica, unosząc swoje martini.

Wszyscy poszliśmy za jego przykładem i stuknęliśmy się kieliszkami.

Obejrzałam się przez ramię i złapałam Claire piszącą coś, co niewątpliwie było jej numerem telefonu na serwetce koktajlowej dla uśmiechniętego przystojniaka, który ją obserwował.

Odwróciłam się z powrotem do stołu, tłumiąc westchnienie, jednocześnie tłumiąc chichot.

- Racja - Justine zwróciła się do Tabby - Kiedy masz termin?

Odwróciłam się do Tab i wyłączyłam mój dzień.

I tak jak wtedy, gdy zebrało się zgromadzenie sióstr – żadna relaksująca kąpiel ani kieliszek wina nie były lepsze – moja załoga pomogła mi zmyć z siebie gówniany dzień.

*****

Następnego ranka wykonałam telefon.

Siedziałam w kuchni w piżamie z kawą i dwoma kotkami z pyszczkami wepchniętymi do miski karmy dla kotów, z telefonem przy uchu.

Zadzwonił dwa razy, a potem usłyszałam - Kotku, wszyscy już wstaliśmy. Będę tam. Może za godzinę.

– Low, czy możemy chwilę porozmawiać?

Po wcześniejszym wahaniu powiedział - Jasne, piękna.

Wzięłam oddech, zanim powiedziałam - Myślę, że powinniśmy dziś odwołać.

Nastąpiło kolejne wahanie, a potem usłyszałam, jak mówił, nie do mnie - Będę na zewnątrz. Kontynuuj, kontynuuj - Usłyszałam odgłosy, które mogły być otwieranymi i zamykanymi drzwiami kampera, a potem odzyskałam Logana - Co mówisz?

– Myślę, że powinniśmy dzisiaj odwołać – powtórzyłam, po czym szybko kontynuowałam – Myślę, że dziewczyny potrzebują przerwy.

- Od czego?

– Ode mnie – powiedziałam ostrożnie.

Przez chwilę nic nie mówił.

Potem zauważył - Dobrze się z tobą wczoraj bawiły.

Może Cleo tak.

Zadie, wcale nie.

– Potrzebują czasu z tatą – powiedziałam mu.

– Mieli to zeszłej nocy.

Wiedziałem, że to nie będzie łatwe i miałem rację.

– Rybko – powiedziałam cicho - Widzą cię tylko przez jakiś czas co dwa tygodnie. Dojdzie do punktu, w którym będę częścią ich życia, częścią wizyt u taty. Ale teraz to duży stres dla dwóch młodych dziewczyn.

I mnie.

Chociaż tego nie dodałam.

- One są okej.

– Naprawdę myślę, że powinieneś dać im dzień tylko z tobą – naciskałam.

Miałam kolejną chwilę wahania, zanim zapytał - Chcesz powiedzieć, że nie chcesz być z moimi dziewczynami?

Gówno.

– Nie, absolutnie nie – odparłam stanowczo – To wcale nie tak, Low. Lubię je. Cleo jest słodka, a Zadie próbuje - To ostatnie było kłamstwem, ale… nieważne – Po prostu uważam, że to za dużo i za wcześnie.

- Jak one cię dzisiaj nie widzą, kotku, ja cię nie zobaczę.

Myślałam o tym. Uwielbiałam to, że chciał mnie widzieć i nienawidziłam tego, że się nie widujemy.

Ale my, oboje, musieliśmy pomyśleć o jego dziewczynach.

- Logan…

– Jest coś, o czym mi nie mówisz?

Gówno!

– Nie – znowu skłamałam - Chodzi o to, że gdybym to było trzydzieści lat temu, a ja byłabym w takiej sytuacji z moim tatą, właśnie tego bym chciała.

– Bzdura – odezwał się - Zajebiście kochasz swojego tatę. Chciałabyś, żeby był szczęśliwy i chciałabyś tam być, żeby to zobaczyć.

Miał rację.

- Low…

- Czego mi nie mówisz?

– Niczego – znowu skłamałam – Po prostu uważam, że powinieneś dać swoim dziewczynkom dzień taty.

Nie odpowiedział i to nie była tylko chwila wahania.

To było kilka chwil wahania.

Potem zapytał - Zadie nagadała ci gówno?

Zapytał wprost.

Czy mogłam kłamać wprost?

Nie miałam wyboru. Moją odpowiedzią było zwlekanie z odpowiedzią.

Szczerą.

– Zrobiła to – warknął – Co powiedziała?

– To nic takiego, Rybko – odpowiedziałam cicho – Po prostu myślę, że musisz dać jej trochę czasu, żeby przyzwyczaiła się do mnie, zanim zmusisz ją, by spędzała ze mną więcej czasu.

– Spaliłem cię – stwierdził, a słowa mnie zdezorientowały.

- Co? - Zapytałam.

- Przeszłaś przez ogień, aby dać mi moje dziewczyny i kiedy pierwszy raz na nie spojrzałaś, zrobiłaś to ponownie. Wysłałem cię prosto do piekła, kiedy zobaczyłaś, co ja miałem, czego ty nie miałaś. Widząc to, co miałem, czego nie mogliśmy zrobić. Ty sobie z tym radzisz, a Zadie to smarkacz.

Zauważył to i martwił się tym.

Ale kiedy mówił, z każdym słowem stawał się coraz bardziej zły i podejrzewałam, że Zadie się o tym dowie, a to nie poprawi sytuacji ani dla niej, ani dla mnie.

– Musisz dać jej czas, żeby przyzwyczaiła się do myśli o mnie w twoim życiu, Low. To mała dziewczynka. Uwielbiam to, że chcesz, żeby wszystko poszło dobrze. Uwielbiam to, że chcesz, aby stało się to szybko. Ale inni ludzie są zaangażowani i czasami nie możemy sprawić, by stało się to, czego chcemy, tak jakbyśmy tego chcieli.

– Cleo gadała gówno? - warknął.

- Nie. My… między mną a Cleo jest dobrze – zapewniłam go - Miałyśmy kilka chwil. Myślę, że chce, żebyś był szczęśliwy, ale myślę też, że zaczyna mnie lubić.

– Ona nie jest małą dziewczynką, Millie – stwierdził – Zadie ma dziesięć lat. Wie lepiej.

– Dziesięć to nie dwadzieścia trzy, Logan – powiedziałam mu i pospiesznie kontynuowałam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć - I to nie moja rola, nie wiem, jak obchodzić się z twoimi córkami, ale mam wrażenie, że złość na nią za to, że ma uzasadnione emocje, tylko sprawia, że ​​nie lubi mnie bardziej.

- Gówno zdarza się w życiu, a ty sobie z tym radzisz, Millie. Nie zachowujesz się jak pięciolatek i nie wylewasz Sprite’a, żeby to zniknęło.

Miał rację.

- Nie chodzi o to, że potrzebują przerwy – oświadczył - Ty jej potrzebujesz.

- Szczerze mówiąc, Rybko - powiedziałam ostrożnie - masz trochę racji. Ale myślę, że my wszyscy.

- Racja - rzucił z irytacją - Dzisiejsze plany zostały anulowane, co jest do bani. Przez dwadzieścia lat nie miałem wielu dobrych dni, które byłyby po prostu cholernie dobre. Wczoraj, jak moje trzy dziewczyny były razem, był jednym z tych dni. Nie mogłem się doczekać na więcej.

To cięło jak nóż.

Zanim zdążyłam odepchnąć ból, mówił dalej.

- Ale nie chcę, żebyś musiała znosić więcej gówna i to nie będzie dla mnie dobre, jak będę wiedział, że znosisz lub mając lepsze oko na rzeczy i widząc, jak to się dzieje, co tylko mnie bardziej wkurzy.

– Zaplanujemy coś, Low – powiedziałam - Coś pomiędzy wizytami. Mogą zjeść kolację u mnie. Ugotuję. Mogą bawić się z kotkami. Może zagramy w grę.

- Zrobimy to i będzie to więcej niż jedna kolacja – zadekretował – I mówię ci teraz, Millie, Zadie to gówno nie ujdzie na sucho.

Cholera!

– Logan, nie jestem pewna, czy to właściwa droga – ostrzegłam.

- Ja jestem - odparł - Byłem tak cholernie szczęśliwy, że mam coś dobrego w moim życiu. Dwie dobre, czyste rzeczy, które były moje. Które zrobiłem. Zbyt cholernie szczęśliwy. Tak szczęśliwy, że spieprzyłem - powiedział - Cleo jest dobra, bo taka wyszła. Zadie jest marzycielką, bo nie zerwałem z tym gównem, kiedy powinienem.

O nie!

To było coraz gorsze.

– Logan, bycie marzycielem nie jest czymś złym – poinformowałam go.

- Nie jest, jak marzysz o życiu, które chcesz mieć i chcesz na nie zapracować. Jest, gdy marzysz o tym, jak ma wyglądać życie i manipulujesz innymi lub znajdujesz sposoby, aby wszyscy wokół ciebie byli nieszczęśliwi, dopóki tego nie osiągniesz. Moja dziewczyna jest zepsuta. To moje wina. Jej matka nie pozwala jej uciec od takich rzeczy. I, masz rację. Ma dziesięć lat. Jest młoda - Zatrzymał się złowieszczo -  Więc nadal może się nauczyć.

– Wiesz, Rybko – powiedziałam cicho – że jak nauczysz ją tej lekcji, która będzie trudna do nauczenia się, kiedy ja wkraczam w jej życie, co oznacza, że skojarzy tę trudną lekcję ze mną.

- Ona nie może uporządkować myśli i zobaczyć, że jej ojciec jest szczęśliwy. Cholernie niewiarygodnie szczęśliwy. Szczerze, nie ma co się z tym pieprzyć, pierwszy raz od kiedy ona oddycha, dowie się, że to wynika z tego, że mam ją, jej siostrę i ciebie, a ona nie zechce tego dla mnie i będzie chowała do ciebie urazę, to będzie znaczyło, że zawiodłem w nauczeniu jej, jak powinna to przyjąć.

Nie mogłam się z tym sprzeczać.

Ale nie zamierzałam się z tym sprzeczać.

Zapytałam - Jesteś niewiarygodnie szczęśliwy?

- Kotku, ma cię z powrotem?

O, Boże.

- Tak - wyszeptałam.

- Millie, dostałem jedną dobrą rzecz w moim życiu, rodzinę, w której się urodziłem. Znalazłem jedną dobrą rzecz, mój Klub. Zrobiłem dwie dobre rzeczy, moje dzieci. Ale w całym moim życiu zasłużyłem tylko na jedną dobrą rzecz. To ty.

O, Boże.

Czując tak wiele, nie mogłam nic zrobić, tylko nadal szeptać - Low.

– Naprawię to, piękna. Obiecałem sobie, że cię naprawię, kiedy cię odzyskam i to jest część tego. Naprawię to i zrobię to, jak muszę to zrobić. Ale to się uda.

– Ja… dobrze, Logan – zgodziłam się niepewnie.

- Chcę, żebyś dzisiaj była w kontakcie. Chcesz zadzwonić, zrób to. Chcesz napisać, zrób to. Nieważne, że mam dziewczyny i one mogą usłyszeć lub zobaczyć. Ale chcę usłyszeć ciebie i wiedzieć, że myślisz o mnie.

– Och, będę o tobie myślała.

Zamilkł.

Nie zrobiłam tego.

- Kocham cię, Loganie Judd. Zarobiłam w życiu wiele rzeczy, ciężko na nie pracowałam, ale najcenniejszą z nich jesteś ty. I od razu powiem, że przychodzisz ze swoimi dziewczynami. Więc zrobię, co w mojej mocy, żeby pomóc ci z Zadie. Czy mamy umowę?

Usłyszałam uśmiech w jego głosie, kiedy odpowiedział - Mamy umowę, mała.

- Okej, kiedy indziej podzielę się z tobą moim ekscytującym dniem i do zobaczenia jutro.

- Racja.

– I, Logan? - zawołałam.

– Jestem tutaj – odpowiedział.

- Nie ma nic złego w marzeniach. Ale masz rację. Najlepszym sposobem na marzenie jest zrobienie tego, a następnie zarobienie na to, bez względu na to, jak to się stanie.

– Cholerna racja – mruknął, wciąż brzmiąc, jakby się uśmiechał.

– Dobra, baw się dobrze ze swoimi dziewczynami. Kocham cię.

- Ciebie też.

- Pa, kochanie.

- Pa, piękna.

Rozłączyliśmy się i to mnie nie uszczęśliwiło.

Ale rozłączyliśmy się mając plan. Plan, który koncentrował się wokół zbudowania nowego marzenia.

Logan miał rację. Powiedział, że gdyby był w pobliżu, kiedy dowiedziałam się, że nie mogę dać nam rodziny, pomógłby mi zbudować nowe marzenie.

To zabrało trochę czasu.

Ale teraz to robił.


 

#####

Sorki, wracam do pracy, więc do zobaczenia w piątek

M.

2 komentarze: