piątek, 21 kwietnia 2023

19 - Kociaki, które są naprawdę śliczne (cz.2)

  

ROZDZIAŁ 19

Kociaki, które są naprawdę śliczne (cz.2)

*****

Kiedy High zaparkował na terenie Kompleksu, Snap nie tracił czasu, by wyskoczyć z pickupa i wystartować.

High obserwował go, gdy wychodził, ale spojrzał w kierunku tyłu sklepu, gdy usłyszał, jak Hound zawołał jego imię.

- Człowiek w środku cię szuka - powiedział Hound, podnosząc rękę z wyciągniętym kciukiem, by wskazać przez ramię na wejście do sklepu.

High uniósł brodę, zatrzasnął drzwi i piknął w zamki.

- Znasz go? - zapytał.

- Nie - odpowiedział Hound.

Hound poszedł do warsztatu.

High udał się do sklepu.

Wszedł, skręcił w prawo, by skierować się do alejki do kasy z przodu, ale zatrzymał się w drugiej, kiedy zobaczył męża Dot, Alana, patrzącego na paski wentylatorów.

Westchnął.

Potem ruszył tym przejściem w stronę szwagra Millie.

Alan zauważył jego ruch i skierował swoją uwagę na High’a, przy tym odwracając się całym ciałem w jego stronę.

High zatrzymał się kilka metrów od niego.

- Alan - przywitał się.

Nie otrzymał powitania.

– Dot mówi, że przeprowadzasz się do Millie – stwierdził

– Nie robię tego – powiedział mu High - Już to zrobiłem. Jestem u niej.

Obserwował, jak usta Alana się zaciskają, zanim zauważył – Cholernie szybko się przeprowadziłeś, człowieku.

- Może ci się tak wydawać. Jak dla mnie, po czekaniu dwadzieścia lat na jej powrót, wydaje mi się to cholernie powolne – odpowiedział High.

High patrzył, jak coś się zmieniło w Alanie i patrzył na to, wiedząc, że nie spodoba mu się ta zmiana.

Wtedy mężczyzna otworzył usta i udowodnił, że High miał rację.

- Miałeś szczęście, że, jak odszedłeś od rodziny i mieszkałeś w kamperze, znalazłeś byłą, który wciąż się w tobie podkochuje. Była ze słodkim mieszkankiem. I odzyskałeś ją kilka dni temu, a twoje ubrania leżą w jej szafie.

High stał tam bez ruchu, z wyjątkiem wzięcia głębokiego oddechu.

Potem cicho odpowiedział - Mógłbym kupić moim dziewczynom dom, znaczy wszystkim moim dziewczynom, dwójce moich dzieci i Millie, wydając pieniądze na coś, co sprawiłoby, że mieszkanie Millie wyglądałoby jak getto. Mógłbym to zrobić, a do tego ulepszyć mój pickup, kupić kolejny motocykl, a, stary, mam już trzy, i to też zrobić za gotówkę. Mógłbym zrobić to wszystko i zabrać Millie na pięciogwiazdkową wycieczkę z powrotem do Paryża, dać jej ten luksus. Mogłabym to wszystko zrobić i nawet nie tknąć funduszy na studia moich dziewcząt. Nie znałeś nic z tego gówna. Rozumiem. Teraz znasz.

- Możesz kupić swoim dziewczynom dom, dlaczego mieszkasz w kamperze? - Alan odpalił.

– Masz dzieci – powiedział High - Mam cholerną nadzieję, że ty i Dot pozostaniecie silni. Ale gówno się zdarza i nie zostaniecie, i musiałbyś przeprowadzić swoje dzieci przez wasz rozłam, nie wynajmiesz miejsca, w którym po prostu muszą się położyć. Dajesz im dom. Znajdujesz właściwy. Poszukałem. Nie znalazłem. Robiąc to, znalazłem Millie. Jej miejsce jest fajne. To nie moja scena, ale jej, ona to uwielbia. Więc to jest miejsce, w którym jesteśmy. A kiedy będę miał dwie pozostałe dziewczynki, wszyscy tam będziemy.

- Masz na wszystko odpowiedzi - rzucił zirytowany Alan.

- Mam je, bo są odpowiedzi - odpowiedział High.

Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi. - Racja. To dobrze. Bo widzisz, potrzebuję więcej odpowiedzi. Macie historię, człowieku. W tej historii jasne jest, że nie masz problemu z odejściem od rzeczy, które mają znaczenie. Odszedłeś od Millie. Odszedłeś od swojej rodziny. Taka historia lubi się powtarzać, a ty jesteś tego żywym dowodem.

High znowu stał milczący i nieruchomy, aby dać sobie czas na odmówienie sobie skrzywdzenia starego Dot.

Kiedy znalazł kontrolę, przemówił.

- Kiedy na mnie patrzysz, wiesz, jakim jestem mężczyzną, bo myślę, że widzisz we mnie siebie. Więc wiesz, że nie jestem wielkim fanem tłumaczenia się komukolwiek i na pewno nie facetowi, który do mnie podchodzi tak, jak ty. Ale coś znaczysz dla Millie i będziesz w moim życiu przez długi czas, więc oddaję ci ten szacunek. Raz. Tylko raz, Alanie. Nie będę pieprzyć się z tobą. Jak będziesz ciągle do mnie tak podchodzić, to nie będzie dobre.

Brwi Alana powędrowały w górę – Więc teraz mi grozisz?

High potrząsnął głową - Koleś, wszedłeś do mojego sklepu na moim terenie i rzuciłeś się na mnie z tym gównem. Zebrałem cierpliwość i podzieliłem się tym, gdzie jestem. Rozumiem, że to dla ciebie nowość. Rozumiem, że opiekujesz się Millie, co jest kolejnym powodem, dla którego łykam twoje gówno. Musisz zrozumieć, że twoja żona i przyjaciółki Millie nie mogły się doczekać mojego powrotu. Daj mi szansę, a pokażę ci, że będzie dobrze, że też się z tym pogodzisz. Ale rada. Rozejrzyj się wokół, jak zachowują się ludzie ważni dla Millie, którzy znają prawdziwą historię. I rób to ostrożnie. Bo nie tylko nie wezmę więcej twojego gówna, ale muszę sprawić, by Millie znów była szczęśliwa i nikomu nie pozwolę się z tym pieprzyć. Nawet ty.

– Nie mogę powiedzieć, żebyś mi imponował – odpalił Alan. – Ja zadaję trafne pytania, a ty grozisz.

High zrobił krok w jego stronę i to wiele mówiło, że mężczyzna nawet nie drgnął.

– Nie masz, kurwa, pojęcia – stwierdził cicho.

– Mam wskazówkę, Logan – odparł mężczyzna – Słyszałem wszystko, co Millie powiedziała o tym, co jej zrobiłeś, kiedy wróciliście do siebie. Żaden porządny mężczyzna nie traktuje kobiety w ten sposób.

– Nie masz, kurwa, pojęcia – powtórzył High.

– Wiesz, że prawie ją straciliśmy przez twoje gówno - Znów uniósł brwi - Jak ona robi coś, po czym poczujesz, że będzie potrzebowała kolejnej lekcji, co ona dostanie?

 -Wiesz, zapytam  w zamian, wiesz, że to gówno nie jest twoją sprawą.

- Mylisz się - splunął, gubiąc opanowanie - Millie to absolutnie moja sprawa. Była w moim życiu przez dwanaście lat, Logan. Dłużej niż ty ją miałeś. Przez ten czas obserwowałem jej istnienie. Widziałem, jaki bałagan zrobiłeś z nią ty i twoi bracia, zanim wyjechała do Paryża. Zapytam w zamian, człowieku, i powiedz mi jeszcze raz, że to nie moja sprawa.

To było do bani, ale facet miał trochę racji.

– Ciągle wracała po więcej – wycedził go High przez zaciśnięte zęby.

- Słyszałem, że ty wracałeś, by dać jej więcej.

- I wzięła to. Ja wziąłem to. Ona trzymała się mocno. I nie puściła.

Alan zamknął usta.

High miał rację.

– Byłoby do bani, gdyby to, co masz z Dot, nie było tym, co ja czuję do Millie. To, co Millie mi daje – powiedział High - Chciałbym tego dla Dottie, żeby miała coś takiego. To cholernie dobra kobieta. Zasługuje na to piękno. Powiem ci wprost, kiedy znów zobaczyłem Millie, nie miałem pojęcia, z jakim złamanym sercem moja dziewczyna zmagała się od dwudziestu lat. Co poświęciła, by dać mi wszystko, co mam. Ale nawet gdyby tego gówna tam nie było, nie obchodziłoby mnie to. Taniec, który tańczyliśmy, kiedy znów się związaliśmy, był popieprzony. Ale to był taniec, który musieliśmy zatańczyć. Taniec, który wyprowadził nas z piekła i doprowadził z powrotem do piękna. Wielu ludzi rozwiązuje ból na wiele sposobów. Nawet gdyby Millie nie miała najlepszego powodu na świecie, żeby mnie odstrzelić dwadzieścia lat temu, wróciłbym do jej łóżka, bo to właśnie mamy. To jest to, co zawsze mieliśmy. Tego nam brakowało. A teraz starsi, o wiele bardziej cholernie mądrzejsi, wiemy, że nie możemy odpuścić.

High przestał mówić, a Alan nie zaczął.

Więc High szedł dalej.

- Szczerze, masz taką miłość do mojej dziewczyny, rozumiem to. Ale ona przeszła przez ogień, człowieku. To dla niej skończone. Nie podobają ci się moje groźby, nie bądź zagrożeniem dla tego, co muszę zbudować dla mojej kobiety.

Alan nie spuszczał wzroku.

Potem spojrzał na paski wentylatora.

High wyrównał ton, kiedy odezwał się ponownie.

- Millie jest typem kobiety, która zasługuje na wszystko w życiu, ale życie postanowiło ją przelecieć i nie dać jej jedynej rzeczy, której najbardziej pragnęła. Jedyny sposób, w jaki może zdobyć choć odrobinę tego, to twoje i moje dzieci.

Alan spojrzał na niego.

High kontynuował - Wiem, że teraz ci się to nie podoba, ale jesteśmy zespołem. Mamy cel, który musimy osiągnąć do końca życia. Obaj kochamy Millie i obaj dostaliśmy pracę, aby znaleźć sposób, aby dać jej to, na co zasługuje. Nie jesteś ze mną w tej sprawie, kolego, to twój problem. Ale nie pozwolę ci zrobić tego Millie. Nie lubisz mnie. Udawaj. Ale przede mną duża praca. Nie poświęcam wiele wysiłku tobie.

Kiedy Alan nic nie powiedział, High uznał, że to koniec.

Więc ominął mężczyznę i ruszył w stronę frontu sklepu.

Był pięć stóp za nim, kiedy Alan zawołał - Logan.

High odwrócił się.

– Millie tak mnie nazywa. Dottie tak mnie nazywa – stwierdził High – Dla ciebie jestem High. Nie rozumiesz tego, stary, mam to w dupie. Logan jest ich. To nie jest twoje.

Alan wyglądał na zdezorientowanego przez chwilę, po czym przeszedł przez to i skupił się, mamrocząc – Cokolwiek – Potem powiedział głośniej, jak rozkaz – Bądź prawdziwy.

- Jestem prawdziwy – odparł High.

Alan znów nie spuszczał wzroku i High ledwo go słyszał, gdy powtarzał - Dla Millie, na litość boską, bądź prawdziwy.

Nie powiedział nic więcej i nie dał High szansy na odpowiedź, po czym odwrócił się i odszedł.

*****

O piątej pięć wieczorem High znów stał oparty o swój pickup.

Był tak przed pracą Deb.

Zadzwonił do niej i poprosił, żeby piętnaście minut po pracy porozmawiała o Zadie.

Kiedy to zrobił, odpowiedziała - Tak. Pomyślałem, że Zadie nie wziął tego weekendu zbyt dobrze.

Nie powiedziała nic więcej i zgodziła się na spotkanie.

High nie chciał tam być. To było ostatnie miejsce, w którym chciał być. Pierwszym miejscem, w którym chciał być, było czekanie u Millie, aż wyjdzie w swetrowej sukience.

Ale ich rezerwacja była dopiero o siódmej.

Miał na to czas i musiał to zrobić.

Więc był tam i robił to.

Patrzył, jak Deb wychodzi z plastikową torbą na lunch, którą bez wątpienia zapakowała w słupki marchewki, plasterki jabłka i inne gówno, które było dla ciebie dobre. Miała na ramieniu torebkę, o której wiedział, że kosztowała ponad pięćset dolarów, bo widział ją na wyciągu z karty kredytowej – torebki, farbowanie włosów i kupowanie drogiego makijażu w domach towarowych to jedyne dziewczęce słabości, jakie miała.

Poza tym miała na sobie dżinsy, bordową koszulę zapinaną na guziki z insygniami jej firmy nad kieszonką na piersi, włosy miała związane w kucyk, twarz miała umalowaną tak, jak robiła to do pracy: tusz do rzęs, podkład, trochę różu i gotowe.

Pomogłoby, gdyby znalazła mężczyznę. Zadie zaczęłaby łapać, gdyby jego była również ruszyła do przodu.

Podejrzewał, że mogła pójść do baru i umówić się z kimś.

Poza tym nigdy by nie zawracała sobie tym głowy.

– Hej – przywitała się, gdy podeszła do jego pickupa zaparkowanego obok jej samochodu.

– Hej – odpowiedział - Dzięki za czas.

Skinęła głową.

– Nie zajmę ci dużo – powiedział jej – Ale muszę ci powiedzieć, że Zadie nie przyjęła dobrze spotkania z Millie.

– Domyśliłam się – powiedziała – Często się na to skarżyła, odkąd zabrałeś je na pizzę do Bonnie Brae - Wyciągnęła rękę - Przepraszam. Prawdopodobnie powinnam była cię o tym ostrzec.

- Ostrzegała mnie wtedy, bo nie była z tego zadowolona, a ona jest Zadie. Nie miała problemu z zakomunikowaniem tego. Ostrzegałem Millie, ale nie wiedziałem, że tak pokaże to, co czuje. Doszło do tego, że w zasadzie wylała swojego pełnego Sprite’a na kolana Millie, mimo że nawet nie zamówiliśmy kolacji w Fabryce Spaghetti.

Patrzył, jak oczy Deb robią się duże i tykają.

– Żartujesz – warknęła.

- Chciałbym - powiedział jej - Konsekwencją tego było to, że zostaliśmy bez kolacji. Ukryła gówno, które zrobiła następnego dnia, a Millie nie powiedziała, co to było. Ale wydobyłem z niej to, że Zadie powiedziała jej kilka rzeczy. Millie odwołała plany, bo pomyślała, że dziewczynom przydałaby się przerwa. Miała rację. Naciskałem za szybko, za wcześnie. Ale rozmawiałem z nimi dziś rano, wyłożyłem kilka rzeczy na temat Millie i mojej z nią historii, a do Zadie nic nie dotarło. Była smarkaczem dla Millie i dla mnie.

Deb przechyliła głowę na bok i zapytała z lekką ciekawością - Jaka jest twoja historia z Millie?

Uderzyło go, że nigdy jej tego nie dał.

I wtedy go uderzyło, że, nawet w tej niewielkiej ilości, o której wiedział, że mieli, nie wiedział, jak niewiele tak naprawdę mieli. Nie wchodził z nią w to głęboko. Ona też nie wchodziła z nim głęboko.

On i Millie przez cały czas rozmawiali. To nie było tylko dobre spędzanie czasu i dobre pieprzenie. Wiedziała wszystko o jego życiu. Jego przemyślenia na ten temat. Jego uczucia na ten temat. A ona dawała to samo.

Nie dał tego Deb.

I nic z tego nie dostał z powrotem.

- Byliśmy razem, gdy miałem dwadzieścia kilka lat i byliśmy razem przez jakiś czas - wyjaśnił - Oboje chcieliśmy założyć rodzinę i mieliśmy zacząć, kiedy ona skończyła szkołę. Zaczęliśmy. Albo próbowaliśmy zacząć. Dowiedziała się, że nie może mieć dzieci. Zamiast mi to powiedzieć, rzuciła mnie, żebym mógł je mieć.

Deb wyprostowała się i zobaczył, jak zrozumienie przebiło się przez wyraz jej twarzy.

Wiedziała, jak bardzo kochał swoje dziewczyny. Wiedziała, jak blisko był z całą rodziną, którą miał. Kurwa, to on rozpoczął negocjacje, które doprowadziły ich do posiadania Zadie.

I zdawał sobie sprawę, że jedyną rzeczą w jej życiu, której naprawdę pragnęła, naprawdę kochała, były ich dziewczyny.

– Och, High – wyszeptała.

Tak, zrozumiała.

- To było do bani. Ponownie nawiązaliśmy kontakt, co nie było to miłe, bo byłem w niej głęboko zakochany i nie przyjąłem tego naprawdę dobrze, kiedy mnie odcięła. W końcu dowiedziałem się, dlaczego mnie odstrzeliła. Rozpracowaliśmy to. Ale poświęciła się dla mnie, bo gdybym wtedy był na jej miejscu, zrobiłbym to samo. To już koniec i ruszamy dalej. Po prostu potrzebuję, żeby dziewczyny ruszyły ze mną.

- Nie próbuję być suką, naprawdę nie jestem, ale tylko mówię, że to, jaka jest Zadie, ma wiele wspólnego z tobą. Jesteś dla niej zbyt miękki, High.

– Dlatego rozmawiamy – stwierdził - Bo w ten weekend dostałem to prosto w twarz. Millie dostała tego więcej. A ja muszę z tym skończyć. Zadie zareaguje, usłyszysz to, prawdopodobnie zobaczysz i będziesz musiała to znieść. Zdaję sobie sprawę, że to zupełnie niefajne, że stoję tutaj i proszę cię o to gówno, ale mam w życiu trzy dziewczyny, z którymi chcę się dogadać, więc muszę to zrobić. I to jest moja prośba, żebyś mnie w tym wspierała.

Jej brwi złączyły się i powiedziała - Oczywiście, High. Boże, nie musisz nawet pytać. To nie tak, że nie chcę, żebyś był szczęśliwy.

Nie miał, kurwa, pojęcia, czego Deb chciała z sekundy na sekundę, z dnia na dzień lub dla swojego życia.

Ale był wstrząśnięty jak cholera, że chciała, żeby był szczęśliwy.

To nie tak, że chciała, żeby cierpiał.

Chodziło o to, że nie sądził, żeby ją to obchodziło.

– To wiele znaczy, Deb – mruknął.

– Chcesz, żebym z nią porozmawiała? - zapytała.

- Uważam, że powinna przemyśleć, zastanowić się nad tym, co zrobiła i co wie. Cleo jest Cleo. Zgadza się z tym. Może ona zamieni słówko.

Deb zrobiła minę, która mówiła wszystko.

Nikt nie miał większego wpływu na Zadie, kiedy czegoś chciała, nawet jej starsza siostra.

Uśmiechnął się - Warto mieć nadzieję.

Patrzył, jak usta Deb wykrzywiają się lekko.

Kontynuował - Chcę tylko, żebyś była świadoma, abyś nie została zwiedziona przez żadne jej gówno. A jeśli zacznie jęczeć… - Potrząsnął głową - Wszystko, co możesz zrobić, zostanie docenione.

- Będę miała oko i porozmawiamy, jeśli jej się pogorszy - zaoferowała Deb.

– Jak powiedziałem, wszystko, co zostanie docenione.

Skinęła głową.

Świetnie.

To zostało zrobione.

– Zostawię cię w spokoju, byś mogła wrócić do naszych dziewczyn – mruknął, odpychając się od pickupa.

- Racja. Porozmawiamy później, High – powiedziała, zaczynając obchodzić maskę samochodu, by dostać się do drzwi po stronie kierowcy.

- Deb - zawołał.

Zatrzymała się i spojrzała na niego.

- Mam nadzieję, że wiesz, chcę, żebyś też była szczęśliwa - powiedział jej.

– Wiem o tym – odparła.

Był lekko ciekawy, kiedy zapytał - Masz jakiś pomysł, co by to zrobiło?

– Ja to mam – powiedziała mu - Dobra praca, dobrze płatna i tylko od czasu do czasu przyprawiająca o ból głowy. Dwie dobre dziewczyny, chociaż jedna może być wrzodem na dupie, ale to też zwykle tylko okazjonalnie. Naprawdę wszystko, czego potrzebuję, wiesz?

Nie wiedział.

Obudził się z fenomenalnym lodzikiem.

Kłócił się o budzik.

Kocięta pod stopami.

Oglądał telewizję, dbając o wszystko tylko po to, by uszczęśliwić kogoś, kogo kochał.

Nie mógł się doczekać, co jego ukochana będzie miała na sobie tego dnia, ponieważ wiedział, że to go podnieci.

Wiedział, że jeśli pojawi się w jej biurze, bez względu na to, z kim rozmawiała przez telefon, rozłączyła się, aby mogła cię objąć ramionami, a on mógł położyć usta na jej.

Zapracował na jej uśmiech.

Potem go zarabiał.

Nie, kurwa, nie wiedział.

Ani trochę.

- Chciałbym dla ciebie więcej, Deb - powiedział łagodnie i musiał powstrzymać cofnięcie brody, gdy zobaczył, jak jej twarz zmiękła.

- Niektórzy ludzie nie są tak zbudowani jak inni, High. To słodkie, że chcesz tego dla mnie. Jesteś dobrym człowiekiem. Myślę, że dlatego tak długo byliśmy razem. Ale po prostu nie jestem tak zbudowana - Patrzyła mu w oczy, a jej usta znów lekko się uniosły – Chociaż cieszę się, skoro ty jesteś, w końcu masz to, czego potrzebowałeś.

– Ty też jesteś dobrą kobietą, Deb – powiedział jej, bo taka była.

I miała rację.

Dlatego byli tak długo razem.

I dlatego musieli to zakończyć, zanim przestali.

- Chciałabym kiedyś poznać Millie - odpowiedziała.

- Zabierzemy się za to, jak tylko Zadie się pozbiera.

Skinęła głową - To byłoby dobre.

- Będzie - zgodził się, odwracając się do swojego pickupa - A teraz jedź bezpiecznie do domu.

- Zawsze tak jadę.

Nie mówiąc jej więcej, High wsiadł do swojego pickupa, uruchomił go, ale pracował na biegu jałowym, dopóki Deb nie wsiadła, nie zapięła pasów i nie ruszyła w drogę.

Potem wyjechał ze swojego miejsca i podążył za nią do wyjazdu z parkingu.

Ona skręciła w lewo.

High skręcił w prawo.

*****

- Low - wyszeptała, ujeżdżając go mocno.

Miał ją na kolanach, tułowiem do góry. Był za nią, jego kutas był w niej zakopany, rękę owijał wokół jej cycka, palcem i kciukiem szczypał go i ciągnął, a drugą ręką przyciskał jej zabawkę do jej łechtaczki.

Przepadła.

Po części dlatego, że torturowała go podczas przystawki z tłustych krewetek, dużego steku i jebanego deseru, a wszystko to w obcisłej swetrowej sukience, która miała dodatkową pokusę posiadania szerokiego dekoltu, który spadał z jednego, drugiego lub obu jej ramion.

Więc kiedy przywiózł ją do domu, nie marnował czasu, żeby ją rozgrzać, a potem jeszcze bardziej, kiedy przekręcił ją na swoich udach z boku jej łóżka, podciągnął jej spódnicę i zanurkował.

Bawił się nią z jej zabawką, obserwując, jak jej tyłek się poruszał, czując, jak się wiła, słuchając jej skomlenia, a potem błagania, i robiąc to z nią rozłożoną dla niego, w kolejnej parze pończoch samonośnych i brązowych butach na wysokich obcasach jako bonus do dobroci.

Dopiero gdy błagała, zdarł z niej ubranie, wpadając na nią wielokrotnie, gdy ona zdzierała jego. Chwycił jej zabawkę i ustawił ją tak, by mogła zabrać resztę.

I tam byli, a jeśli tam nie dotarła, sprawy się pogmatwały i nabrudziłby.

Z ustami na jej szyi, obserwując, jak podskakiwały jej cycki, gdy spychała się na jego kutasa, wymamrotał - Dojdź, mała.

– Low – jęknęła, przesuwając ręce w górę i w dół, by ciasno owinąć jego nadgarstki.

- Weź to i dojdź - warknął, potrzebując, żeby zrobiła to w ciągu około dwóch sekund, inaczej byłby wyczerpany i musiał użyć tylko jej zabawki, aby ją tam zabrać.

Szarpała się mocniej, jęcząc - O mój Boże.

Kurwa.

Zabijała go.

- Millie…

O mój Boże – wydyszała, puszczając jego nadgarstek przy swoim cycku i sięgając do tyłu, by zacisnąć dłoń na jego włosach, kiedy schodziła mocno i zaczęła ocierać się.

Wreszcie dochodziła.

Chwała Chrystusowi.

Chwycił jej cycek, rzucił zabawkę, owinął ramię wokół jej brzucha i trzymał ją stabilnie, by w nią wchodzić, aż to znalazł, chrząkając swój orgazm w jej szyję.

Czuł jej ciężki oddech, nawet gdy jego własny stał się miarowy.

Potem warknął - Nowa zasada. Żadnych pieprzonych zabawek, kiedy jestem z dala od ciebie.

Puściła jego włosy - Co?

Odsunął twarz od jej szyi i spojrzał na jej profil.

- Zmusiłaś się do dojścia. To oznaczało, że mogłaś wziąć więcej i wziąć to dłużej. Myślałem, że mój kutas eksploduje, czekając, aż dojdziesz.

Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.

- To problem? - zapytała.

– Kończysz przede mną, Millie – odpowiedział, przekazując informacje, które ona dobrze znała.

Uśmiechnęła się - To nie jest kardynalna zasada.

Uniósł brwi - To nie jest?

Spojrzała na jego brwi, a potem z powrotem na jego oczy, jej tańczyły - To nie moja wina, że jesteś taki gorący, ogólnie, ale także będąc w łóżku, więc muszę zająć się biznesem na samą myśl o tobie, jeśli cię nie ma.

- Wstrzymaj się.

Zachichotała.

Nie zrobił.

Podniosła rękę, by pogłaskać go po policzku, szepcząc figlarnie – Poradzisz sobie.

Sapnęła, gdy zdjął ją z kutasa, obrócił, położył do łóżka na plecach i podążył za nią, oddając jej sporą część swojego ciężaru.

- Jak bardzo się czujesz figlarna, piękna? - zapytał cicho.

– Może – szeptała – potrzebowałabym drzemki, zanim stanę się bardziej figlarna.

Przesunął dłonią po jej boku, do środka i czubkami palców pogłaskał skórę w miejscu, w którym znajdowałaby się linia majtek z przodu, gdyby miała na sobie majtki.

– Na pewno?

Jej szept był zachrypnięty, kiedy odpowiedziała - Mogę zostać namówiona do dalszych figli.

Ukrył uśmiech całując ją.

Kiedy skończył ją całować, zaczął robić z nią inne rzeczy.

Nie przestawał nawet wtedy, gdy dopiero co zaczął, a ona odwróciła głowę i powiedziała mu do ucha - Tak się cieszę, że jesteś w domu, Rybko.

Dzięki temu zdobyła kolejny pocałunek.

Jak również inne rzeczy.

Co oznaczało, że on też się cieszył, że był w domu.

Ale czuł to już wcześniej, kiedy wszedł tylnymi drzwiami, a Chief przeleciał po podłodze i uderzył w jego but.

A potem ona wyszła w swojej fenomenalnej sukience.

Ale głównie po tym, jak to zrobiła.

Bo to wtedy się uśmiechnęła.


2 komentarze: