Warte tego (cz.2)
*****
-
Dobra, więc poszło dobrze - powiedziałam do Logana, który kręcił się wokół mnie
w kuchni.
Był
późny wieczór. On kończył ostatnie piwo. Ja czyściłem kieliszek do wina.
Kierowaliśmy
się do łóżka.
Dziewczyny
już leżały.
Najwyraźniej
przekupstwo zadziałało.
Działało
to tak dobrze, że nawet kiedy Pitch
Perfect okazał się odrobinę zbyt dorosły dla dziewczyn Logana (zgodnie z
decyzją Logana, mimo że obie już to widziały, więc nie mógł tego sabotować) i
podzielił się tym z nieszczęśliwą miną, nic na to nie wpłynęło, skoro wciąż
płynęłyśmy na fali centrum handlowego, jogurtu za funta i dziewczęcej uczty w
domu mani-pedi.
Zadie
może nie chodziło o przytulanie i wykrzykiwanie z całych sił poparcia dla mnie,
ale przez cały dzień nie zrobiła ani jednej gówniarskiej rzeczy. Nawet
nieśmiało, prawie jakby wbrew jej woli, ale jakby nie mogła się powstrzymać,
pytała mnie o zdanie na temat rzeczy, które kupowała.
I
słuchała moich odpowiedzi.
Jeśli
chodzi o Cleo, wszelkie bariery, które mogły pozostać między nią a mną, runęły.
Widziała ze mną swoją mamę.
Widziała,
jak jej ojciec nie był szczęśliwy, że był na zakupach w centrum handlowym, ale
zdecydowanie był szczęśliwy, że był ze swoimi dziewczynami. I doceniła
wszystkie moje wysiłki, a nie tylko karty podarunkowe.
Ludzie,
których kochała, byli ustatkowani i zadowoleni, i to było wszystko, czego Cleo
Judd potrzebowała.
Dlatego
była otwarta i rozmowna, przyjazna i bliska, i unosiła się na fali radości
nastolatki z posiadania nowego topu, kolczyków, bransoletek, akcesoriów do
włosów i gadżetów dla dziewczyn.
Była
po prostu fenomenalnym dzieckiem. To było niezwykłe patrzeć, jak była beztroska
po tym, jak często obserwowałam, jak uważała na wszystkich wokół siebie.
Obserwowałam
to, zakochując się w Cleo.
Wiedziałam,
że Logan zgodził się z moją oceną tego dnia, kiedy poczułam jego ramiona
obejmujące mnie od tyłu.
Dał
mi swoją werbalną zgodę, kiedy wsunął twarz w moją szyję i wymamrotał - Tak.
–
Myliłeś się – powiedziałam, stawiając kieliszek na rozłożonym ręczniku
kuchennym przy zlewie.
Odjął
twarz od mojej szyi i obrócił mnie w swoich ramionach.
Kiedy
był ze mną twarzą w twarz, owinęłam moje ramiona wokół niego.
-
Tak?
–
Powiedziałeś, że Zadie zajmie to sześć przecinek pięć dziesiątych wizyt - Uśmiechnęłam
się do niego - Zajęło tylko cztery.
-
Pięć – odpowiedział.
On
również liczył.
Ale
nie miał racji.
-
Cztery – odpowiedziałam.
-
Pięć, kotku. Wciąż powstrzymywała się podczas kolacji z Deb.
To
była prawda.
A
to oznaczało, że miał rację.
Dlatego
wymamrotałam - Nieważne.
Ścisnął
mnie, żeby po to, by mnie nie ściskać, ale bo zaczął się śmiać.
To
nie była niepochamowana wesołość. Był cicho, bo mieliśmy w domu dwie śpiące
dziewczynki.
Ale
wciąż był otwarty, autentyczny i niesamowity.
A
poza tym mieliśmy w domu dwie śpiące dziewczynki.
Stałam
w jego ramionach w kuchni, patrząc, jak mój mężczyzna śmiał się cicho.
Droga
do tego momentu była do bani przez długi czas.
Mając
tę chwilę, tylko tę jedną, Logan i ja trzymający się w objęciach w naszej
kuchni, kiedy on był roześmiany i szczęśliwy, a dwie dziewczyny, które miały
dobry dzień ze swoim tatą i jego kobieta spały razem w naszym domu, wiedziałam,
że ta droga była tego warta.
Więc
go ścisnęłam i zrobiłam to, żeby go ścisnąć.
Skupił
się na mnie, wciąż chichocząc.
Nie
śmiałam się.
Nawet
się nie uśmiechałam.
A
kiedy Logan to wyłapał, jego rozbawienie zniknęło.
-
Mała? - wyszeptał.
-
Czasami czułam się pochłonięta, jakbym nie istniała, jakbym odeszła –
odszeptałam - Każdego dnia po prostu działałam na autopilocie.
Zbliżył
swoją twarz do mojej i powtórzone - Mała? - było ostrzejsze.
To
też było zmieszane.
Nie
wyjaśniłam wprost, nawet jak to zrobiłam.
-
Ale było warto. Każdy krok był tego wart. Nawet jeśli wszystko, co z tego mam,
to ta jedna chwila z tobą.
-
Millie.
To
było szorstkie.
Zrozumiał
mnie.
Resztę
i tak mu dałam.
-
Zrobiłabym to jeszcze raz dla takiej chwili jak ta. I znowu dla chwili, jak
przy francuskich tostach z tobą i twoimi dziećmi. I znowu, i znowu, i znowu, bo
każdej nocy śpię z tobą. Bez żartów, Rybko. Nie kłamię. Zrobiłabym to za każdym
razem. Dla tego dnia warto było dla ciebie przejść w ogień.
Nie
nazwał mnie Mała. Nie zawołał mojego imienia.
Pocałował
mnie.
To
nie był dotyk. Ani pieszczota. Nie było lekkie.
Ten
pocałunek był gorący i twardy, i taki, taki mokry.
Ja
go skończyłam, przerywając połączenie i przysuwając usta do jego ucha, bo
jeszcze nie skończyłam.
–
Kocham cię, Loganie Judd – wyszeptałam - Nigdy nie przestałam cię kochać.
Dziękuję, że było warto.
Jęknął,
chwycił mnie za włosy i obrócił moją głowę, żeby znów móc mnie pocałować.
To
było tak dobre jak poprzednie, a potem trochę bardziej.
Tak.
Absolutnie
tak.
Byłam
pochłaniana przez płomienie przez dwadzieścia lat, a każda sekunda była
całkowicie warta tego.
*****
–
Zadie? - Zawołałam, po czym potykając się ruszyłam korytarzem, bo Chief,
ścigany przez Poem, przebiegł mi pod nogami.
Nie
było odpowiedzi.
Zajrzałam
do salonu i nie zobaczyłam niczego, czego bym nie zobaczyła, odkąd zostawiłam
ją na kanapie.
Może
wyszła za tatą i siostrą.
To
było następnego ranka. Robotnicy nie przyszli wcześnie.
Zanim
przybyli, wszyscy już wstaliśmy, ale Logan wstał przed wszystkimi i wyszedł po
pączki LaMara.
Więc
wszyscy też byliśmy napompowani cukrem.
Kiedy
mężczyźni przybyli, Logan wyszedł z powrotem, aby omówić z nimi projekt i
nadzorować pracę.
Cleo,
córeczka tatusia, poszła z nim.
Zadie,
prawdopodobnie rozwalająca się na kanapie przed jakimś programem,
prawdopodobnie nie chcąca się ruszyć, ponieważ Poem zasnęła zwinięta w
krągłości jej drobnego ciałka, postanowiła zostać ze mną w domu.
Nie
podejrzewałam, że chciała być ze mną, ale zamiast tego z Poem, bo jej szansa
dla mnie oznaczał, że nie unikała już kociąt.
Podejrzewałam
też, że chociaż ten weekend układał się świetnie, nie potrzebowała, bym przez cały
czas była z nią twarzą w twarz, wciąż próbując ją zdobyć.
Musiała
dojść do normalności ze mną, jej tatą, siostrą w naszym domu.
Postanowiłam
więc dać jej trochę czasu dla siebie i zostawiłam ją z Poem, żeby wziąć
prysznic i przygotować się na nowy dzień.
To
był całkowicie dzień włosów wysuszonych w połowie. Nie mieliśmy dziewczyn na dłużej,
więc nawet gdybym musiała dać im normalne życie, nie byłam też naprawdę
podekscytowana, że następnego dnia znikną. Wspaniale było mieć je w pobliżu, bo
były niesamowite (nawet Zadie), wypełniały dom i czuły się jak w domu, a Logan
uwielbiał mieć przy sobie swoje dziewczyny. Więc chciałam tego wszystkiego
więcej, zanim zniknęłoby, co oznaczało, że nie marnowałam czasu spędzając eony lat
na moich włosach.
Musiałem
jeszcze rozwinąć górę.
Jednak
między podmuchami suszarki do włosów na szczotkę do włosów usłyszałam dzwonek
do drzwi. Więc zrezygnowałam z przygotowań, aby dowiedzieć się, kto stał za
drzwiami (gdy Chaos wrócił do mojego życia, mógł to być każdy – wciąż myślałam,
że mogła to być Dot, Alan i dzieciaki, tylko po to, żeby mogli mnie sprawdzić
wiedząc, że dziewczyny były tam na swój pierwszy weekend).
Kiedy
przechodziłam obok drzwi wejściowych, nikogo nie było widać w środowym oknie.
A
teraz Zadie nie odpowiadała.
Weszłam
do salonu, podeszłam do oparcia kanapy i rozejrzałam się tam.
Poem
najwyraźniej się obudziła i postanowiła pobawić się z bratem.
Zadie
najwyraźniej zdecydowała się też zrobić coś innego, ponieważ nie leżała na
kanapie.
–
Zadie? - zawołałam ponownie, spoglądając w stronę kuchni, by wyjrzeć przez okno
tylnych drzwi, mimo że nie widziałam stamtąd całego końca mojej posiadłości.
Nie
odpowiedziała.
Musiała
wyjść sprawdzić postępy z tatą i siostrą.
Moje
ciało poruszyło się w tamtą stronę, ale z jakiegoś powodu moja głowa obróciła
się w drugą stronę.
Kiedy
to się stało i zobaczyłam to, co widziałam przez zasłony, zamarłam, podobnie
jak cała krew płynąca w moich żyłach.
Potem,
bosymi stopami, pobiegłam prosto przez salon do korytarza, holu i przez
frontowe drzwi.
Po
wyjściu za drzwi biegłam dalej, prosto do dwóch przystojnych, dobrze ubranych
Latynosów, którzy rozmawiali z Zadie na chodniku.
Poplecznicy
Benito Valenzueli. Ten, który trzymał do mnie pistolet i jeden z mężczyzn,
który stał za nim, kiedy siedział w moim przytulnym fotelu.
-
Zadie! - warknęłam.
Odwróciła
się do mnie, gdy mężczyźni spojrzeli na mnie.
-
Przyjaciele tatusia są tutaj – poinformowała mnie – Powiedziałam im, że jest na
tyłach.
–
Wejdź do domu – rozkazałam, podchodząc do niej i wpychając się całym ciałem,
jednocześnie odpychając ją i stając między nią a mężczyznami.
–
Szukaliśmy cię – powiedział jeden z mężczyzn - Myślałem, że znaleźliśmy lepsze.
Teraz mamy obie.
O
Boże.
Cofnęłam
się o krok, czując, jak ciało Zadie jest zmuszone do cofnięcia się razem ze
mną.
Nie
spuszczałam wzroku z mężczyzn, gdy żądałam - Idź, Zadie. Biegnij i sprowadź
swojego ojca.
Jeden
z mężczyzn ruszył w moją stronę - Teraz, poczekaj...
Odepchnęłam
się jeszcze bardziej, obracając się i pochylając do dziewczyny Logana - Idź!
Teraz! Biegnij i sprowadź swojego ojca!
–
To przyjaciele tatusia – odparła, nie gówniarsko, ale wyglądając na
zdezorientowaną - Powiedzieli mi…
Nachyliłam
się do jej twarzy.
-
Biegnij! - wrzasnęłam.
Kiedy
to zrobiłam, jej ciało zadrżało, być może z powodu mojego tonu, ale także
dlatego, że jeden mężczyzna owinął palce wokół mojego łokcia i odciągnął mnie
od niej, gdy drugi wykonał swój ruch… w kierunku Zadie.
-
Idź! - wrzasnęłam, kołysząc się wciąż
w uścisku drugiego w kierunku faceta, który szedł do Zadie.
Odwróciła
się i pobiegła.
Drugi
mężczyzna zaczął za nią biec.
Wyrwałam
się i rzuciłam się na niego. Udało mi się zepchnąć go z trajektorii Zadie,
odrzucając go na bok.
Otoczył
mnie ramionami i rzucił w drugiego faceta z taką siłą, że rzuciłam się na
niego, nie mogąc się powstrzymać.
Daleko
słyszałam odgłosy uruchamianych samochodów.
Wciąż
walcząc z moim porywaczem, krzyknęłam - Logan!
–
Zabierzemy ją – stwierdził mężczyzna, który mnie trzymał.
Facet,
którego się obawiałam, że pójdzie po Zadie, zwrócił się do niego.
–
Benito powiedział…
-
Mamy ją. Weźmiemy ją – zadeklarował facet, z którym walczyłam.
-
Logan! - wrzasnęłam.
-
Zamknij ją, do cholery - rozkazał ten, który wracał w naszą stronę.
Czyjaś
dłoń zakryła mi usta.
Próbowałam
go ugryźć, ale wyczuł mój zamiar i odsunął ją, a potem z nią wrócił,
jednocześnie ciągnąc mnie w stronę krawężnika.
-
Pozwól mi odejść! – zażądałam, słowa były stłumione. Kołysałam się zaciekle w
tę i we w tę, mając nadzieję na pożądany rezultat.
–
Benito powiedział nam…
-
Żeby to wymusić - facet ze mną skończył za niego - wymuszamy to.
Drugi
facet popatrzył na nas przez chwilę, zanim powiedział – Założę się, że będzie
działać.
Naprawdę?
W
biały dzień?
Nawet
jeśli Logan nie mógł mnie usłyszeć przez samochody z tyłu, gdzie byli moi
sąsiedzi?
–
Rusz rękę, muchacho – rozkazał
zbliżający się facet.
Ręka
została poruszona.
Wciągnęłam
powietrze, żeby krzyknąć.
Nie
udało mi się nic wydobyć, kiedy jego ramię wystrzeliło do tyłu i uderzyło do
przodu, łącząc się z moją skronią i byłam nieprzytomna.
Ach w takim momencie 🙈 dziękuję za dziś ❤️
OdpowiedzUsuńJak ja nie lubię jak rozdziały kończą się w takich momentach. Dziękuję 🙂
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń