ROZDZIAŁ
23
Jak
każda dobra starsza pani powinna (cz.2)
CD.
Spojrzałam
przez ramię na funkcjonariusza, który zaczął mnie wypytywać i spojrzałam z
powrotem na Logana, kiedy poczułam, jak rozluźnił uścisk. Skinął głową
oficerowi, kiedy chwycił mnie w inny sposób, owijając ramieniem moje ramiona i
obracając mną tak, aby mógł poprowadzić mnie za nim po schodach.
Poszliśmy
za funkcjonariuszem, a pod przewodnictwem Logana mogłam obejrzeć się za siebie.
Stał
tam Chaos.
Wszyscy.
Posłałam
słaby uśmiech w ich ogólnym kierunku.
Nie
odzyskałam uśmiechu.
Ani
nawet wygiętej w górę wargi.
Zostali
szturchnięci.
Inny
rodzaj strachu zaczął pełzać po moich wnętrznościach, gdy odwróciłam wzrok, by
skręcić na pierwszym podeście.
Można
powiedzieć, że nie miałam zbyt dobrego dnia. Gdyby taki dzień przydarzył się
komuś, na kim by mi zależało, byłabym wściekła do granic możliwości. Może nawet
rozważyłabym zrobienie czegoś szalonego.
A
ja nie byłam motocyklistą.
Oznaczało
to, że do mnie należało powstrzymanie ich przed zrobieniem czegoś głupiego.
Bracia
robili to, co bracia musieli zrobić, a każda dobra starsza pani na to pozwalała.
Z
wyjątkiem sytuacji takich jak ta.
Oznaczało
to, że musiałam zebrać wojska. Musiałam zrobić, co mogłam z moimi siostrami
Chaosu, aby mieć pewność, że bracia pozostaliby silni.
Musiałam.
I
zamierzałam.
Jak
każda starsza pani powinna.
*****
Na
moim podwórku zaparkowało wiele samochodów, kiedy Logan odwiózł mnie do domu po
tym, jak zrobiłam to, co musiałam zrobić z glinami.
Pokazali
się Mitch Lawson i Brock Lucas. Poznałam też szefa Elviry, Hawka Delgado.
Miałam
szczęście, że spotkałam go, po tym, jak zobaczyłam Zadie z ludźmi Valenzueli,
jak zostałam uderzona w twarz, porwana, a potem byłam świadkiem podwójnego
zabójstwa. Gdybym tego nie zrobiła, z chłopakami z Chaosu, Lawson’em i Lucasem,
dodanie Delgado byłoby przeciążeniem moich zmysłów gorącymi facetami i mogłabym
ulec spontanicznemu zapłonowi.
A
skoro to było tak, po prostu uścisnęłam mu dłoń, powiedziałam „hej”, zapamiętałam
jego dołeczki w policzkach, kiedy posłał mi mały uśmiech, żebym mogła później
wyjąć to wspomnienie i delektować się nim, a Logan mnie niósł (miałam bose
stopy, ale prawdopodobnie mogłabym wynegocjować przejście na parking, chociaż
mi nie pozwolił) do pickupa dostarczonego przez Roscoe (który jechał motocyklem
Logana z powrotem do mojego domu).
–
Nie wychodź – rozkazał Logan, zanim jeszcze zatrzymał się na moim tylnym
podwórku - Zaniosę cię.
Nie
wyszłam. Skoro chciał iść na całość w opiekowaniu się mną, pozwoliłam mu na to.
Zamiast
tego, kiedy zaparkował wciskając się między inne samochody, wyłączył zapłon i
skręcił w bok, by wyjść, zaplanowałam resztę dnia.
Musiałam
się upewnić, że z dziewczynami wszystko w porządku. Zadzwonić do mojej siostry,
Kellie, Justine, Ronnie i sprowadzić ich tyłki do mojego domu, żebym miała
blisko siebie moje osobiste stowarzyszenie sióstr, które mnie podtrzymywało,
żebym mogła dalej trzymać się w kupie. Wziąć prysznic, który mógł trwać dekadę.
Musiałam się wydostać, zadzwonić do Tyry i nakłonić ją do zorganizowania
nadzwyczajnego spotkania sióstr Chaosu.
Następnie
spędź resztę dnia starając się nie mieć załamania nerwowego.
Logan
podszedł do mojej strony samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął mnie. Trzymając
mnie w ramionach, zamknął drzwi i podszedł do moich tylnych drzwi.
Nadal
był wkurzony. Z drugiej strony stał blisko przez całą historię, którą
opowiedziałam policji, więc właściwie nie był wciąż wkurzony. Był bardziej
wkurzony.
Niedobrze.
Byliśmy
kilka kroków dalej, kiedy Big Petey otworzył drzwi.
Posłał
Loganowi spojrzenie, które starałam się zignorować, a potem posłał mi pełen
ulgi uśmiech, kiedy opuszczał drzwi, żeby Logan mógł mnie wnieść.
Zamknął
również za nami drzwi, gdy Logan odniósł mnie na skraj baru i opuścił mi nogi,
aby postawić moje stopy na ziemi.
Dzięki
temu zrozumiałam, że nie muszę dzwonić do Tyry, bo ona już tam była. Podobnie
jak Lanie, Tabby i Carissa.
Odhaczenie
tego na mojej liście rzeczy do zrobienia było niewielką ulgą, ale tak naprawdę
nie poczułam tego.
To
dlatego, że nagle zostałam uderzona przez niewielką siłę, która, choć
niewielka, popchnęła mnie na Logana.
Spojrzałam
w dół i zobaczyłam Zadie obejmującą mnie ramionami.
Dobra,
może mój prysznic nie trwałby dekady.
Może
w ogóle bym go nie brała.
I
na pewno nie zamierzałam mieć załamania nerwowego.
Wiedziałam
już, że uścisk dziecka ma uzdrawiającą moc wykraczającą poza zaświaty.
Ale
zdobycie tego od Zadie było ponad wszystko.
Położyłam
dłoń na jej włosach, gdy jej uścisk rozlał się po mnie.
–
Nic mi nie jest, kochanie – wyszeptałam.
Szarpnęła
głową do tyłu, pokazując mi czerwoną twarz, mokre oczy i wyraz udręki.
-
Mówili, że są przyjaciółmi tatusia! - zapłakała - Powiedzieli, że mają dla
niego coś specjalnego!
Walczyłam
z jej uściskiem, by przykucnąć przed nią.
Kiedy
zajęłam pozycję, wzięłam ją we własny uścisk, nie luźny, nie przestraszony.
Po
prostu bezpieczny.
–
Wszyscy, każdy z nas popełniamy błędy – powiedziałam łagodnie - Ufamy ludziom,
którym nie powinniśmy. I to sprawia, że czujemy
się głupio - Kiedy wzięła oddech przez czkawkę, odgarnęłam jej włosy z boku twarzy - To
nie jest w porządku
- ciągnęłam - To, że ktoś robi coś źle, to jego wina. Nie twoja – zbliżyłam swoją
twarz do jej – To nie znaczy, że nie powinnaś być mądra. Ale musisz też
przestać się zadręczać. Nie ty zrobiłaś źle. Oni zrobili.
Jej
wilgotne oczy powędrowały do opuchlizny na mojej twarzy - Uderzyli cię.
–
Oni uderzyli – przypomniałam jej –
Obejmuję cię ramionami, Zadie. Jestem tutaj? Czy jestem w domu z tobą, twoją
siostrą i twoim tatą? Czy wszystko okej?
Wzięła
kolejny, czkający oddech, ale nie odpowiedziała.
-
Jestem okej, kochanie – odpowiedziałam sama sobie (chociaż to było kłamstwo,
nie do końca było ze mną w porządku, ale nie zamierzałam się tym dzielić).
–
Byłam dla ciebie niemiła – wyszeptała.
-
Czasami nauczenie się, jak postępować właściwie, nie jest najłatwiejszą lekcją -
powiedziałam jej - A ty czułaś dużo z powodów, które były prawdziwe, kochanie.
Nie ma nic złego w tym, że chcesz, aby twoja rodzina była razem. Rozumiem to -
Jej wargi zadrżały, a jasne oczy zalśniły, więc ujęłam w dłoń jej miękki
policzek i pogładziłam go kciukiem – Ale widziałaś, jak twój tatuś jest
szczęśliwy. Widziałaś, że twoja mama była okej. Na początku nie poradziłaś
sobie z sytuacją, Zadie, ale jeśli dojdziesz do celu na końcu, to jest to
wszystko, co się liczy - Uśmiechnęłam się do niej lekko i zapytałam - Jesteś
tam?
Wzięła
kolejny urwany oddech i skinęła głową.
-
Zostaniesz moją przyjaciółką? - Zapytałam.
Znów
skinęła głową, tym razem bardziej zdecydowanie.
Nie,
na pewno ominie mnie załamanie nerwowe.
Dzięki
temu, bez względu na to, co przydarzyło mi się tego dnia, wszystko było w
porządku.
Wszystko
było dobrze.
Więc
posłałam jej pełny uśmiech i podzieliłam się tym.
-
W takim razie wszyscy mamy się dobrze.
Zobaczyłam,
jak ręka Logana sięga poza mnie, by ująć tył głowy jego małej dziewczynki.
–
Uwielbiam tę słodycz, Zadie, ale musisz pozwolić swojemu staruszkowi zająć się jego
kobietą – powiedział łagodnie.
Spojrzała
na tatę, jej podbródek zadrżał, potem skinęła głową i puściła mnie.
Zaczęłam
się prostować, ale mi się to nie udało, bo w chwili, gdy Zadie się odsunęła,
Cleo mocno mnie uderzyła, owijając ramiona wokół mnie i mocno się trzymając.
–
Cieszę się, że nic ci nie jest, Millie – wyszeptała słabym głosem.
Aby
temu zaradzić, otoczyłam ją ramionami i mocno ścisnęłam, żeby wiedziała, że
naprawdę wszystko było w porządku.
Kiedy
zaczęłam się uwalniać, odsunęła się i podeszła bezpośrednio do siostry, aby
poprowadzić ją głębiej do salonu.
Czysta
Cleo, brała na siebie wszystko, co w jej mocy, wielkie lub małe, by pomóc ojcu.
Mrugnęłam
do niej i, gdy Logan stanowczo poprowadził mnie do holu, zwróciłam wzrok na
kobiety w moim salonie. Starałam się rzucić im spojrzenie, które mówiłoby, że musiałyśmy porozmawiać.
Nie
byłam pewna, czy dostały moją wiadomość, zanim musiałam odwrócić wzrok, żeby
przejść korytarzem.
Byliśmy
w sypialni, kiedy zapytałam - Jak zamierzasz wytłumaczyć to wszystko Deb?
Logan
kopniakiem zamknął drzwi, wpychając mnie do pokoju, ale robił to, patrząc mi w
oczy.
-
Czego potrzebujesz? Odpoczynek? Kawa? Kieliszek Burbona?
Zatrzymałam
się w sposób, który zatrzymał jego. Potem odwróciłam się do niego i oplotłam
ramionami jego talię.
-
Co powiesz Deb, Low? Musisz jej powiedzieć, bo jeśli tego nie zrobisz,
dziewczyny to zrobią, a ona zwariuje. To może oznaczać, że nie będzie chciała, by
dziewczyny…
Podniósł
ręce i położył je po obu stronach mojej szyi.
-
Deb nie spędziła naszego małżeństwa w próżni, Millie - stwierdził - Wiedziała,
kim jestem, kiedy mnie poznała, kiedy wzięła moją obrączkę i kiedy dzieliła
moje łóżko. Wiedziała, jak zmienił się Chaos. Znała nasze działania po zmianie.
Nie wyłożyłem jej wszystkiego, ale powiedziałem jej to, co musiała wiedzieć. Nie
spodoba jej się to. Będzie świrować. A potem zaufa bractwu. Dotarcie tam może
zająć jej trochę czasu. Ale dojdzie do tego.
Trudno
mi było w to uwierzyć.
-
Jesteś pewny? Dzisiejszy dzień był ekstremalny – zwróciłam uwagę na
oczywistość.
-
Nigdy nie wdawała się w życie motocyklistów, kotku, ale przez długi czas żyła w
związku z Chaosem. Zna nas. Nie interesowała się tym, bo nie interesowała się
niczym. Ale to nie znaczy, że nas nie zna.
Dotrze tam.
Łatwiej
mi w to uwierzyć, ale niewiele.
Postanowiłam
nie drążyć tego.
Mimo
to nie miałam szansy, zanim oświadczył - A jeśli tego nie zrobi, nasz układ,
który działa dobrze, przestanie działać dobrze. Nikt nie będzie trzymał moich
córek z dala ode mnie z jakiegokolwiek powodu. To się po prostu nie stanie. Jak
spróbuje, szybko się nauczy, że nie powinna. Ale ona też to wie. Więc nie
będzie próbowała.
W
to mogłabym uwierzyć.
Więc
skinęłam głową, nagle czując się wyczerpana.
–
Chyba potrzebuję prysznica – powiedziałam – A po nim chcę zadzwonić do Dot i…
–
M-m – zaprzeczył.
Zamrugałam
na to.
Zobaczył
to i przechylił głowę tak, że jego twarz była bliżej mojej.
Jego
ton był stanowczy, ale łagodny, kiedy stwierdził - Masz dużą rodzinę. Ta
rodzina jest twoja, cała, ale to nie znaczy, że nie jest najważniejsze to, że
naprawdę masz dwie rodziny. Ty też
znasz ten układ, mała. To jest Chaos. Masz siostry w Chaosie. Potrzebujesz ich,
są na końcu korytarza. Poza to nie wychodź. To zostaje w Chaosie i pieprzy mnie
ustanawianie tego prawa po tym gównie, które się dzisiaj z tobą potoczyło, ale
to już koniec. Słyszysz?
–
Dot nie… – zaczęłam.
Przerwał
mi - Alan to zrobi.
Zamknęłam
usta, bo miał rację.
Alan
by tak zrobił.
Całkowicie
postradałby zmysły.
-
Słyszysz? – poprosił cicho.
Pomyślałam
o moich siostrach Chaosu w salonie. Zjechały się tu, prawdopodobnie
natychmiast, żeby zaopiekować się dziewczynami Logana. Nie znałam ich aż tak
dobrze. Wiedziałam tylko, że je lubię. Ufałam im.
A
ja byłam Chaosem, w tej sytuacji one były wszystkim, co miałam.
Tak
samo jak Logan, wiedziałam, co to znaczyło.
Więc
dobrze, że nie było na co kręcić nosem.
Nie
mając innego wyboru, ponieważ wybrałam Logana już wiele lat temu, zrobiłam to,
co robiłam przez cały dzień.
Kiwnęłam
głową i szepnęłam - Słyszę.
Jak
każda dobra starsza pani powinna.
Wiedziałam,
że to było właściwe, zanim jeszcze to zrobiłam.
Ale
kiedy ręce Logana przesunęły się na moją szczękę i użył ich, by podciągnąć mnie
do palców u stóp, aby moje usta mogły się spotkać z jego i mógł mnie pocałować
lekko, ale długo i mokro, z ulgą, ale z determinacją, ta wiedza została
potwierdzona.
*****
Tack
Było
ciemno.
W
pokoju paliło się tylko jedno światło.
Tack
siedział u szczytu stołu Chaosu.
Hound
stał plecami do ściany naprzeciwko drzwi.
Ale
Tack wpatrywał się w flagę Chaosu pod pleksiglasem na środku stołu.
-
High powiedział nam, co powiedziała Millie - powiedział Tack do stołu.
–
Tak – odparł Hound.
Tack
spojrzał na flagę.
Ale
jego umysł był wypełniony brzmieniem głosu High’a przez telefon wcześniej tego
dnia, kiedy po raz pierwszy odebrał telefon.
Poczuł
głęboko to, co usłyszał w głosie High’a. Gniew, który ukrywał strach.
Wiedział,
jakie to uczucie. Wiedział, jak to jest wiedzieć, że twoja kobieta jest w
rękach szaleńca. Wiedział, jak to jest nie wiedzieć, gdzie jest ani jak ją
znaleźć. Wiedział, jak to jest wiedzieć, że oddałbyś wszystko, by wróciła
bezpiecznie.
Nawet
jeśli oznaczałoby to oddanie życia.
Nawet
jeśli oznaczałoby to, że zabierze cię to od niej, od twoich dzieci.
Zrobiłbyś
to.
Bez
zastanowienia.
Doskonale
wiedział, jakie to uczucie.
I
słysząc to w głosie swojego brata, pamiętając to w sposób, który ciął jak
ostrze, wiedząc, że musiał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby powstrzymać
High’a przed oddaniem wszystkiego, czym był, po minionych latach, gdy to
uczucie zniknęło, znów go prześladowało.
Przeniósł
wzrok z flagi na Hound’a.
–
Ty się tym zajmujesz – rozkazał.
Powoli,
Hound uśmiechnął się.
-
Sam, Hound. Rozumiesz? - zapytał Tack.
Uśmiech
nie zelżał - Rozumiem.
–
Żadnych zwrotów akcji, bracie – rozkazał Tack.
Hound
kiwnął brodą.
Drzwi
otworzyły się i obaj mężczyźni spojrzeli na nie.
Tack
wyprostował się w swoim fotelu i poczuł, że Hound stał się zaalarmowany, gdy
zobaczyli, kto wszedł.
Keely
Black.
Za
każdym razem, gdy Tack ją widział, rana po stracie brata, rana, która nigdy się
nie zamknęła, otwierała się coraz szerzej.
I
za każdym razem, gdy ją widział, myślał, że żałoba po utracie życia Blacka trwała
nadal.
Kobieta
była piękna. Lata mijały, a wraz z nią dojrzewała ta piękność. Jak dodamy do
tego, że była słodka jak cukierek i zabawna jak diabli, to sposób, w jaki
skończyło się jej życie, gdy skończył się jej mężczyzna, był tragedią. Miała
wiele do zaoferowania w sposób, którego dobro nie powinno być dane tylko jej
synom.
Tack
myślał, że z biegiem lat całe to dobro stłumione w butelce eksploduje i
znajdzie wyjście spod koca żalu, który ją dławił.
Nigdy
tego nie zrobiła.
A
z oczami, które były martwe, nawet jeśli błyszczały z gniewu, Tack sądził, że
nigdy tak się nie stanie.
-
Keely, kochanie, wiesz, że jak drzwi są zamknięte, ten pokój... - zaczął.
–
Pieprzyć to, co wiem – warknęła.
Zgodnie
z jej prośbą, wcześniej tego dnia, pojechała do Millie, żeby zaopiekować się
dziewczynami High’a.
Ale
jak tylko Pete się tam pojawił, ona odeszła.
Poproszenie
jej o interwencję nie było jego pierwszym wyborem. Kurwa, nigdy nie poprosiłby
jej o interwencję, chyba że sytuacja byłaby taka, jaka była, a High
potrzebowałby swoich braci w pobliżu i to szybko, żeby go powstrzymać.
Najwyraźniej
jej się to nie podobało.
–
O to, o co dzisiaj prosiliśmy, kochanie, nie będziemy prosić ponownie –
powiedział jej cicho Tack.
–
Cholerna prawda, Tack – odparła, wchodząc do pokoju i zatrzaskując za sobą
drzwi – Bo na wypadek, gdybyś nie zrozumiał, kiedy ostatnim razem gówno poszło na południe. A potem wcześniej przed tym i wcześniej przed tym. Powinieneś rozumieć go teraz. Na
litość boską, zabrali Millie.
-
Powinnaś zostać w pobliżu, żeby zobaczyć, że ma się dobrze – powiedział jej
Hound, a jej oczy skierowały się na niego.
–
Nie zrobiłam tego, bo znam Millie. Jestem szczęśliwa dla High’a, że wróciła.
Trwało to wieczność i dobrze, że to gówno się skończyło. Ale jeśli mnie
zobaczy, wpadnie w moje gówno, żeby mnie uleczyć. Miałam dość tego od Pete’a. Z
Beverly. Od was wszystkich - odpowiedziała.
-
Jedynym powodem, dla którego Bev wciąż tu jest, jest to, że powstrzymała to gówno.
Bev
była byłą Boza. Ona i Keely pozostały blisko.
I
to nie umknęło Tackowi, to był powód.
-
Keely… - zaczął.
Spojrzała
na niego i rozkazała - Wycofajcie się.
-
Kobieto… - spróbował Hound.
Keely
nie odwróciła wzroku od Tacka - Cokolwiek to jest, chłopcy, w czym utknęliście
tym razem, wycofajcie się.
Potrząsnął
głową - To nie jest możliwe.
Skrzyżowała
ręce na piersi – To niemożliwe, bo stawką jest wasza duma. Stawką jest duma
Klubu. Ale w grę wchodzą też inne, ważniejsze rzeczy, Tack, a ty nie jesteś
głupi. Wiesz to. Cokolwiek ten szaleniec chce od Chaosu, co sprawia, że wdaje
się w starusze panie, dajcie mu to i wycofajcie
się.
-
Kotku, masz miejsce głęboko w mojej duszy, szczerze – powiedział Hound, a Keely
spojrzała na niego – Ale w ostatecznym rozrachunku nie wiesz, o czym, kurwa,
mówisz.
–
Wiem, dlaczego tu jesteście – odparła, unosząc dłoń wskazując palcem, by
wskazać na niego i Tacka. Opuściła rękę – Znam cię, Hound. Wiem, kiedy cię wzywają.
–
I wiesz, że wykonuję swoją pracę – odpowiedział Hound miękkim, wręcz czułym
głosem, a Tack zmrużył oczy, patrząc na twarz brata, kiedy zobaczył w niej
odbicie tego samego.
Kurwa.
To
był wygląd, jakiego bracia Tack nigdy nie widzieli od Hound’a przez wszystkie
ich lata.
I
nie był to wygląd, jaki mężczyzna miał, patrząc na wdowę po swoim zmarłym
bracie.
Kurwa.
-
Nie sprawia mi radości stwierdzenie, że przynajmniej kiedy ten dupek cię
zabierze, Hound, nie zostawisz nikogo, kto kocha cię bardziej niż własny oddech
- odparował Keely.
Tack
patrzył, jak prawie niedostrzegalne wzdrygnięcie pojawiło się na twarzy Hound.
Kurwa.
Tack
zwrócił na siebie jej uwagę - Keely…
–
Nie dzwoń do mnie więcej, Tack – zażądała.
Jego
usta zacisnęły się.
Spojrzała
na Hound’a i wszystko w niej się zmieniło.
Przeszła
od postawy wkurzonej i wojowniczej do smutnej i pokonanej.
Widząc
to, poczuł, że to go również cięło jak ostrze.
Pamiętał
ją. Pamiętał ją młodą, zakochaną i tak cholernie szczęśliwą, że jak weszła do
pokoju razem z Blackiem lub weszła do pokoju, w którym był Black, że szczęście
ogrzałoby każdy cal przestrzeni.
Tak
jak kiedyś Millie była z High’em.
Ale
Millie mogła odzyskać swoje szczęście.
Keely
nigdy by tego nie zrobiła.
–
Uważaj – szepnęła do Hound’a - Bądź kurewsko ostrożny, Hound. Ponieważ możesz
nie mieć kobiety, która kocha cię bardziej niż własny oddech, ale wciąż masz
ludzi, którzy cię kochają. Więc proszę, Boże, bądź ostrożny.
Po
tych słowach odwróciła się z rozwianymi włosami, szarpnięciem otworzyła drzwi,
wyszła i zatrzasnęła je za sobą.
Tack
spojrzał na Hound’a.
Hound
się kontrolował. Jego twarz jest neutralna.
Ale
jego oczy były przyklejone do drzwi.
-
Skończyliśmy? – zapytał Tack, a Hound przeniósł wzrok na brata.
–
Tak – odpowiedział, odpychając się od ściany.
Tack
patrzył, jak szedł po drugim końcu stołu.
Zaczekał,
aż ręka Hound’a znalazła się na klamce, zanim zawołał go po imieniu.
Hound
spojrzał na niego.
–
Wiesz – powiedział ostrożnie.
-
Wiesz co? - zapytał Hound.
–
Wiesz, że tam nie pójdziesz.
Brwi
Hound’a ściągnęły się - Bracie, wzywasz mnie, kiedy masz pójść, gdzie nikt inny
nie może pójść. Co do cholery?
Tack
potrząsnął głową, ale zrobił to, nie odrywając wzroku od Hound’a.
-
Wiesz, że tam nie pójdziesz. Ona jest Blacka. Czy on jest martwy, czy żywy,
należy do Blacka. Ona może iść dalej. Mam nadzieję, że kiedyś to zrobi. Ale nie
może iść dalej z Chaosem.
To
mu coś dało.
Hound
wyglądał na wkurzonego.
Ale
jego głos był cichy, kiedy odpowiedział - Myślisz, że nie wiem tego gówna?
–
Wiem, że wiesz – odparł Tack - Tylko ci przypominam.
-
Nie potrzebuję przypomnienia, bracie - wycedził Hound - Żyłem z tym przez lata,
będąc zakochanym w kobiecie, której nie mogę mieć.
Bez
wahania, po dostarczeniu tego, otworzył drzwi i wyszedł. Kiedy je zamknął,
zrobił to głośno i drzwi się zatrzęsły.
Tack
wpatrywał się w drzwi.
Potem
oparł się o stół, położył na nim łokieć i pochylił szyję, żeby przeczesać
dłonią włosy.
Zacisnął
palce na karku, widział tylko drewno stołu, kiedy w końcu wymamrotał głośno - Kurwa.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń