niedziela, 30 kwietnia 2023

23 - Jak każda dobra starsza pani powinna (cz.2)

 

ROZDZIAŁ 23

Jak każda dobra starsza pani powinna (cz.2)

CD.

Spojrzałam przez ramię na funkcjonariusza, który zaczął mnie wypytywać i spojrzałam z powrotem na Logana, kiedy poczułam, jak rozluźnił uścisk. Skinął głową oficerowi, kiedy chwycił mnie w inny sposób, owijając ramieniem moje ramiona i obracając mną tak, aby mógł poprowadzić mnie za nim po schodach.

Poszliśmy za funkcjonariuszem, a pod przewodnictwem Logana mogłam obejrzeć się za siebie.

Stał tam Chaos.

Wszyscy.

Posłałam słaby uśmiech w ich ogólnym kierunku.

Nie odzyskałam uśmiechu.

Ani nawet wygiętej w górę wargi.

Zostali szturchnięci.

Inny rodzaj strachu zaczął pełzać po moich wnętrznościach, gdy odwróciłam wzrok, by skręcić na pierwszym podeście.

Można powiedzieć, że nie miałam zbyt dobrego dnia. Gdyby taki dzień przydarzył się komuś, na kim by mi zależało, byłabym wściekła do granic możliwości. Może nawet rozważyłabym zrobienie czegoś szalonego.

A ja nie byłam motocyklistą.

Oznaczało to, że do mnie należało powstrzymanie ich przed zrobieniem czegoś głupiego.

Bracia robili to, co bracia musieli zrobić, a każda dobra starsza pani na to pozwalała.

Z wyjątkiem sytuacji takich jak ta.

Oznaczało to, że musiałam zebrać wojska. Musiałam zrobić, co mogłam z moimi siostrami Chaosu, aby mieć pewność, że bracia pozostaliby silni.

Musiałam.

I zamierzałam.

Jak każda starsza pani powinna.

*****

Na moim podwórku zaparkowało wiele samochodów, kiedy Logan odwiózł mnie do domu po tym, jak zrobiłam to, co musiałam zrobić z glinami.

Pokazali się Mitch Lawson i Brock Lucas. Poznałam też szefa Elviry, Hawka Delgado.

Miałam szczęście, że spotkałam go, po tym, jak zobaczyłam Zadie z ludźmi Valenzueli, jak zostałam uderzona w twarz, porwana, a potem byłam świadkiem podwójnego zabójstwa. Gdybym tego nie zrobiła, z chłopakami z Chaosu, Lawson’em i Lucasem, dodanie Delgado byłoby przeciążeniem moich zmysłów gorącymi facetami i mogłabym ulec spontanicznemu zapłonowi.

A skoro to było tak, po prostu uścisnęłam mu dłoń, powiedziałam „hej”, zapamiętałam jego dołeczki w policzkach, kiedy posłał mi mały uśmiech, żebym mogła później wyjąć to wspomnienie i delektować się nim, a Logan mnie niósł (miałam bose stopy, ale prawdopodobnie mogłabym wynegocjować przejście na parking, chociaż mi nie pozwolił) do pickupa dostarczonego przez Roscoe (który jechał motocyklem Logana z powrotem do mojego domu).

– Nie wychodź – rozkazał Logan, zanim jeszcze zatrzymał się na moim tylnym podwórku - Zaniosę cię.

Nie wyszłam. Skoro chciał iść na całość w opiekowaniu się mną, pozwoliłam mu na to.

Zamiast tego, kiedy zaparkował wciskając się między inne samochody, wyłączył zapłon i skręcił w bok, by wyjść, zaplanowałam resztę dnia.

Musiałam się upewnić, że z dziewczynami wszystko w porządku. Zadzwonić do mojej siostry, Kellie, Justine, Ronnie i sprowadzić ich tyłki do mojego domu, żebym miała blisko siebie moje osobiste stowarzyszenie sióstr, które mnie podtrzymywało, żebym mogła dalej trzymać się w kupie. Wziąć prysznic, który mógł trwać dekadę. Musiałam się wydostać, zadzwonić do Tyry i nakłonić ją do zorganizowania nadzwyczajnego spotkania sióstr Chaosu.

Następnie spędź resztę dnia starając się nie mieć załamania nerwowego.

Logan podszedł do mojej strony samochodu, otworzył drzwi i wyciągnął mnie. Trzymając mnie w ramionach, zamknął drzwi i podszedł do moich tylnych drzwi.

Nadal był wkurzony. Z drugiej strony stał blisko przez całą historię, którą opowiedziałam policji, więc właściwie nie był wciąż wkurzony. Był bardziej wkurzony.

Niedobrze.

Byliśmy kilka kroków dalej, kiedy Big Petey otworzył drzwi.

Posłał Loganowi spojrzenie, które starałam się zignorować, a potem posłał mi pełen ulgi uśmiech, kiedy opuszczał drzwi, żeby Logan mógł mnie wnieść.

Zamknął również za nami drzwi, gdy Logan odniósł mnie na skraj baru i opuścił mi nogi, aby postawić moje stopy na ziemi.

Dzięki temu zrozumiałam, że nie muszę dzwonić do Tyry, bo ona już tam była. Podobnie jak Lanie, Tabby i Carissa.

Odhaczenie tego na mojej liście rzeczy do zrobienia było niewielką ulgą, ale tak naprawdę nie poczułam tego.

To dlatego, że nagle zostałam uderzona przez niewielką siłę, która, choć niewielka, popchnęła mnie na Logana.

Spojrzałam w dół i zobaczyłam Zadie obejmującą mnie ramionami.

Dobra, może mój prysznic nie trwałby dekady.

Może w ogóle bym go nie brała.

I na pewno nie zamierzałam mieć załamania nerwowego.

Wiedziałam już, że uścisk dziecka ma uzdrawiającą moc wykraczającą poza zaświaty.

Ale zdobycie tego od Zadie było ponad wszystko.

Położyłam dłoń na jej włosach, gdy jej uścisk rozlał się po mnie.

– Nic mi nie jest, kochanie – wyszeptałam.

Szarpnęła głową do tyłu, pokazując mi czerwoną twarz, mokre oczy i wyraz udręki.

- Mówili, że są przyjaciółmi tatusia! - zapłakała - Powiedzieli, że mają dla niego coś specjalnego!

Walczyłam z jej uściskiem, by przykucnąć przed nią.

Kiedy zajęłam pozycję, wzięłam ją we własny uścisk, nie luźny, nie przestraszony.

Po prostu bezpieczny.

– Wszyscy, każdy z nas popełniamy błędy – powiedziałam łagodnie - Ufamy ludziom, którym nie powinniśmy. I to sprawia, że ​​czujemy się głupio - Kiedy wzięła oddech przez czkawkę, odgarnęłam jej włosy z boku twarzy - To nie jest w porządku - ciągnęłam - To, że ktoś robi coś źle, to jego wina. Nie twoja – zbliżyłam swoją twarz do jej – To nie znaczy, że nie powinnaś być mądra. Ale musisz też przestać się zadręczać. Nie ty zrobiłaś źle. Oni zrobili.

Jej wilgotne oczy powędrowały do opuchlizny na mojej twarzy - Uderzyli cię.

Oni uderzyli – przypomniałam jej – Obejmuję cię ramionami, Zadie. Jestem tutaj? Czy jestem w domu z tobą, twoją siostrą i twoim tatą? Czy wszystko okej?

Wzięła kolejny, czkający oddech, ale nie odpowiedziała.

- Jestem okej, kochanie – odpowiedziałam sama sobie (chociaż to było kłamstwo, nie do końca było ze mną w porządku, ale nie zamierzałam się tym dzielić).

– Byłam dla ciebie niemiła – wyszeptała.

- Czasami nauczenie się, jak postępować właściwie, nie jest najłatwiejszą lekcją - powiedziałam jej - A ty czułaś dużo z powodów, które były prawdziwe, kochanie. Nie ma nic złego w tym, że chcesz, aby twoja rodzina była razem. Rozumiem to - Jej wargi zadrżały, a jasne oczy zalśniły, więc ujęłam w dłoń jej miękki policzek i pogładziłam go kciukiem – Ale widziałaś, jak twój tatuś jest szczęśliwy. Widziałaś, że twoja mama była okej. Na początku nie poradziłaś sobie z sytuacją, Zadie, ale jeśli dojdziesz do celu na końcu, to jest to wszystko, co się liczy - Uśmiechnęłam się do niej lekko i zapytałam - Jesteś tam?

Wzięła kolejny urwany oddech i skinęła głową.

- Zostaniesz moją przyjaciółką? - Zapytałam.

Znów skinęła głową, tym razem bardziej zdecydowanie.

Nie, na pewno ominie mnie załamanie nerwowe.

Dzięki temu, bez względu na to, co przydarzyło mi się tego dnia, wszystko było w porządku.

Wszystko było dobrze.

Więc posłałam jej pełny uśmiech i podzieliłam się tym.

- W takim razie wszyscy mamy się dobrze.

Zobaczyłam, jak ręka Logana sięga poza mnie, by ująć tył głowy jego małej dziewczynki.

– Uwielbiam tę słodycz, Zadie, ale musisz pozwolić swojemu staruszkowi zająć się jego kobietą – powiedział łagodnie.

Spojrzała na tatę, jej podbródek zadrżał, potem skinęła głową i puściła mnie.

Zaczęłam się prostować, ale mi się to nie udało, bo w chwili, gdy Zadie się odsunęła, Cleo mocno mnie uderzyła, owijając ramiona wokół mnie i mocno się trzymając.

– Cieszę się, że nic ci nie jest, Millie – wyszeptała słabym głosem.

Aby temu zaradzić, otoczyłam ją ramionami i mocno ścisnęłam, żeby wiedziała, że naprawdę wszystko było w porządku.

Kiedy zaczęłam się uwalniać, odsunęła się i podeszła bezpośrednio do siostry, aby poprowadzić ją głębiej do salonu.

Czysta Cleo, brała na siebie wszystko, co w jej mocy, wielkie lub małe, by pomóc ojcu.

Mrugnęłam do niej i, gdy Logan stanowczo poprowadził mnie do holu, zwróciłam wzrok na kobiety w moim salonie. Starałam się rzucić im spojrzenie, które mówiłoby, że musiałyśmy porozmawiać.

Nie byłam pewna, czy dostały moją wiadomość, zanim musiałam odwrócić wzrok, żeby przejść korytarzem.

Byliśmy w sypialni, kiedy zapytałam - Jak zamierzasz wytłumaczyć to wszystko Deb?

Logan kopniakiem zamknął drzwi, wpychając mnie do pokoju, ale robił to, patrząc mi w oczy.

- Czego potrzebujesz? Odpoczynek? Kawa? Kieliszek Burbona?

Zatrzymałam się w sposób, który zatrzymał jego. Potem odwróciłam się do niego i oplotłam ramionami jego talię.

- Co powiesz Deb, Low? Musisz jej powiedzieć, bo jeśli tego nie zrobisz, dziewczyny to zrobią, a ona zwariuje. To może oznaczać, że nie będzie chciała, by dziewczyny…

Podniósł ręce i położył je po obu stronach mojej szyi.

- Deb nie spędziła naszego małżeństwa w próżni, Millie - stwierdził - Wiedziała, kim jestem, kiedy mnie poznała, kiedy wzięła moją obrączkę i kiedy dzieliła moje łóżko. Wiedziała, jak zmienił się Chaos. Znała nasze działania po zmianie. Nie wyłożyłem jej wszystkiego, ale powiedziałem jej to, co musiała wiedzieć. Nie spodoba jej się to. Będzie świrować. A potem zaufa bractwu. Dotarcie tam może zająć jej trochę czasu. Ale dojdzie do tego.

Trudno mi było w to uwierzyć.

- Jesteś pewny? Dzisiejszy dzień był ekstremalny – zwróciłam uwagę na oczywistość.

- Nigdy nie wdawała się w życie motocyklistów, kotku, ale przez długi czas żyła w związku z Chaosem. Zna nas. Nie interesowała się tym, bo nie interesowała się niczym. Ale to nie znaczy, że nas nie zna. Dotrze tam.

Łatwiej mi w to uwierzyć, ale niewiele.

Postanowiłam nie drążyć tego.

Mimo to nie miałam szansy, zanim oświadczył - A jeśli tego nie zrobi, nasz układ, który działa dobrze, przestanie działać dobrze. Nikt nie będzie trzymał moich córek z dala ode mnie z jakiegokolwiek powodu. To się po prostu nie stanie. Jak spróbuje, szybko się nauczy, że nie powinna. Ale ona też to wie. Więc nie będzie próbowała.

W to mogłabym uwierzyć.

Więc skinęłam głową, nagle czując się wyczerpana.

– Chyba potrzebuję prysznica – powiedziałam – A po nim chcę zadzwonić do Dot i…

– M-m – zaprzeczył.

Zamrugałam na to.

Zobaczył to i przechylił głowę tak, że jego twarz była bliżej mojej.

Jego ton był stanowczy, ale łagodny, kiedy stwierdził - Masz dużą rodzinę. Ta rodzina jest twoja, cała, ale to nie znaczy, że nie jest najważniejsze to, że naprawdę masz dwie rodziny. Ty też znasz ten układ, mała. To jest Chaos. Masz siostry w Chaosie. Potrzebujesz ich, są na końcu korytarza. Poza to nie wychodź. To zostaje w Chaosie i pieprzy mnie ustanawianie tego prawa po tym gównie, które się dzisiaj z tobą potoczyło, ale to już koniec. Słyszysz?

– Dot nie… – zaczęłam.

Przerwał mi - Alan to zrobi.

Zamknęłam usta, bo miał rację.

Alan by tak zrobił.

Całkowicie postradałby zmysły.

- Słyszysz? – poprosił cicho.

Pomyślałam o moich siostrach Chaosu w salonie. Zjechały się tu, prawdopodobnie natychmiast, żeby zaopiekować się dziewczynami Logana. Nie znałam ich aż tak dobrze. Wiedziałam tylko, że je lubię. Ufałam im.

A ja byłam Chaosem, w tej sytuacji one były wszystkim, co miałam.

Tak samo jak Logan, wiedziałam, co to znaczyło.

Więc dobrze, że nie było na co kręcić nosem.

Nie mając innego wyboru, ponieważ wybrałam Logana już wiele lat temu, zrobiłam to, co robiłam przez cały dzień.

Kiwnęłam głową i szepnęłam - Słyszę.

Jak każda dobra starsza pani powinna.

Wiedziałam, że to było właściwe, zanim jeszcze to zrobiłam.

Ale kiedy ręce Logana przesunęły się na moją szczękę i użył ich, by podciągnąć mnie do palców u stóp, aby moje usta mogły się spotkać z jego i mógł mnie pocałować lekko, ale długo i mokro, z ulgą, ale z determinacją, ta wiedza została potwierdzona.

*****

Tack

Było ciemno.

W pokoju paliło się tylko jedno światło.

Tack siedział u szczytu stołu Chaosu.

Hound stał plecami do ściany naprzeciwko drzwi.

Ale Tack wpatrywał się w flagę Chaosu pod pleksiglasem na środku stołu.

- High powiedział nam, co powiedziała Millie - powiedział Tack do stołu.

– Tak – odparł Hound.

Tack spojrzał na flagę.

Ale jego umysł był wypełniony brzmieniem głosu High’a przez telefon wcześniej tego dnia, kiedy po raz pierwszy odebrał telefon.

Poczuł głęboko to, co usłyszał w głosie High’a. Gniew, który ukrywał strach.

Wiedział, jakie to uczucie. Wiedział, jak to jest wiedzieć, że twoja kobieta jest w rękach szaleńca. Wiedział, jak to jest nie wiedzieć, gdzie jest ani jak ją znaleźć. Wiedział, jak to jest wiedzieć, że oddałbyś wszystko, by wróciła bezpiecznie.

Nawet jeśli oznaczałoby to oddanie życia.

Nawet jeśli oznaczałoby to, że zabierze cię to od niej, od twoich dzieci.

Zrobiłbyś to.

Bez zastanowienia.

Doskonale wiedział, jakie to uczucie.

I słysząc to w głosie swojego brata, pamiętając to w sposób, który ciął jak ostrze, wiedząc, że musiał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby powstrzymać High’a przed oddaniem wszystkiego, czym był, po minionych latach, gdy to uczucie zniknęło, znów go prześladowało.

Przeniósł wzrok z flagi na Hound’a.

– Ty się tym zajmujesz – rozkazał.

Powoli, Hound uśmiechnął się.

- Sam, Hound. Rozumiesz? - zapytał Tack.

Uśmiech nie zelżał - Rozumiem.

– Żadnych zwrotów akcji, bracie – rozkazał Tack.

Hound kiwnął brodą.

Drzwi otworzyły się i obaj mężczyźni spojrzeli na nie.

Tack wyprostował się w swoim fotelu i poczuł, że Hound stał się zaalarmowany, gdy zobaczyli, kto wszedł.

Keely Black.

Za każdym razem, gdy Tack ją widział, rana po stracie brata, rana, która nigdy się nie zamknęła, otwierała się coraz szerzej.

I za każdym razem, gdy ją widział, myślał, że żałoba po utracie życia Blacka trwała nadal.

Kobieta była piękna. Lata mijały, a wraz z nią dojrzewała ta piękność. Jak dodamy do tego, że była słodka jak cukierek i zabawna jak diabli, to sposób, w jaki skończyło się jej życie, gdy skończył się jej mężczyzna, był tragedią. Miała wiele do zaoferowania w sposób, którego dobro nie powinno być dane tylko jej synom.

Tack myślał, że z biegiem lat całe to dobro stłumione w butelce eksploduje i znajdzie wyjście spod koca żalu, który ją dławił.

Nigdy tego nie zrobiła.

A z oczami, które były martwe, nawet jeśli błyszczały z gniewu, Tack sądził, że nigdy tak się nie stanie.

- Keely, kochanie, wiesz, że jak drzwi są zamknięte, ten pokój... - zaczął.

– Pieprzyć to, co wiem – warknęła.

Zgodnie z jej prośbą, wcześniej tego dnia, pojechała do Millie, żeby zaopiekować się dziewczynami High’a.

Ale jak tylko Pete się tam pojawił, ona odeszła.

Poproszenie jej o interwencję nie było jego pierwszym wyborem. Kurwa, nigdy nie poprosiłby jej o interwencję, chyba że sytuacja byłaby taka, jaka była, a High potrzebowałby swoich braci w pobliżu i to szybko, żeby go powstrzymać.

Najwyraźniej jej się to nie podobało.

– O to, o co dzisiaj prosiliśmy, kochanie, nie będziemy prosić ponownie – powiedział jej cicho Tack.

– Cholerna prawda, Tack – odparła, wchodząc do pokoju i zatrzaskując za sobą drzwi – Bo na wypadek, gdybyś nie zrozumiał, kiedy ostatnim razem gówno poszło na południe. A potem wcześniej przed tym i wcześniej przed tym. Powinieneś rozumieć go teraz. Na litość boską, zabrali Millie.

- Powinnaś zostać w pobliżu, żeby zobaczyć, że ma się dobrze – powiedział jej Hound, a jej oczy skierowały się na niego.

– Nie zrobiłam tego, bo znam Millie. Jestem szczęśliwa dla High’a, że wróciła. Trwało to wieczność i dobrze, że to gówno się skończyło. Ale jeśli mnie zobaczy, wpadnie w moje gówno, żeby mnie uleczyć. Miałam dość tego od Pete’a. Z Beverly. Od was wszystkich - odpowiedziała.

- Jedynym powodem, dla którego Bev wciąż tu jest, jest to, że powstrzymała to gówno.

Bev była byłą Boza. Ona i Keely pozostały blisko.

I to nie umknęło Tackowi, to był powód.

- Keely… - zaczął.

Spojrzała na niego i rozkazała - Wycofajcie się.

- Kobieto… - spróbował Hound.

Keely nie odwróciła wzroku od Tacka - Cokolwiek to jest, chłopcy, w czym utknęliście tym razem, wycofajcie się.

Potrząsnął głową - To nie jest możliwe.

Skrzyżowała ręce na piersi – To niemożliwe, bo stawką jest wasza duma. Stawką jest duma Klubu. Ale w grę wchodzą też inne, ważniejsze rzeczy, Tack, a ty nie jesteś głupi. Wiesz to. Cokolwiek ten szaleniec chce od Chaosu, co sprawia, że wdaje się w starusze panie, dajcie mu to i wycofajcie się.

- Kotku, masz miejsce głęboko w mojej duszy, szczerze – powiedział Hound, a Keely spojrzała na niego – Ale w ostatecznym rozrachunku nie wiesz, o czym, kurwa, mówisz.

– Wiem, dlaczego tu jesteście – odparła, unosząc dłoń wskazując palcem, by wskazać na niego i Tacka. Opuściła rękę – Znam cię, Hound. Wiem, kiedy cię wzywają.

– I wiesz, że wykonuję swoją pracę – odpowiedział Hound miękkim, wręcz czułym głosem, a Tack zmrużył oczy, patrząc na twarz brata, kiedy zobaczył w niej odbicie tego samego.

Kurwa.

To był wygląd, jakiego bracia Tack nigdy nie widzieli od Hound’a przez wszystkie ich lata.

I nie był to wygląd, jaki mężczyzna miał, patrząc na wdowę po swoim zmarłym bracie.

Kurwa.

- Nie sprawia mi radości stwierdzenie, że przynajmniej kiedy ten dupek cię zabierze, Hound, nie zostawisz nikogo, kto kocha cię bardziej niż własny oddech - odparował Keely.

Tack patrzył, jak prawie niedostrzegalne wzdrygnięcie pojawiło się na twarzy Hound.

Kurwa.

Tack zwrócił na siebie jej uwagę - Keely…

– Nie dzwoń do mnie więcej, Tack – zażądała.

Jego usta zacisnęły się.

Spojrzała na Hound’a i wszystko w niej się zmieniło.

Przeszła od postawy wkurzonej i wojowniczej do smutnej i pokonanej.

Widząc to, poczuł, że to go również cięło jak ostrze.

Pamiętał ją. Pamiętał ją młodą, zakochaną i tak cholernie szczęśliwą, że jak weszła do pokoju razem z Blackiem lub weszła do pokoju, w którym był Black, że szczęście ogrzałoby każdy cal przestrzeni.

Tak jak kiedyś Millie była z High’em.

Ale Millie mogła odzyskać swoje szczęście.

Keely nigdy by tego nie zrobiła.

– Uważaj – szepnęła do Hound’a - Bądź kurewsko ostrożny, Hound. Ponieważ możesz nie mieć kobiety, która kocha cię bardziej niż własny oddech, ale wciąż masz ludzi, którzy cię kochają. Więc proszę, Boże, bądź ostrożny.

Po tych słowach odwróciła się z rozwianymi włosami, szarpnięciem otworzyła drzwi, wyszła i zatrzasnęła je za sobą.

Tack spojrzał na Hound’a.

Hound się kontrolował. Jego twarz jest neutralna.

Ale jego oczy były przyklejone do drzwi.

- Skończyliśmy? – zapytał Tack, a Hound przeniósł wzrok na brata.

– Tak – odpowiedział, odpychając się od ściany.

Tack patrzył, jak szedł po drugim końcu stołu.

Zaczekał, aż ręka Hound’a znalazła się na klamce, zanim zawołał go po imieniu.

Hound spojrzał na niego.

– Wiesz – powiedział ostrożnie.

- Wiesz co? - zapytał Hound.

– Wiesz, że tam nie pójdziesz.

Brwi Hound’a ściągnęły się - Bracie, wzywasz mnie, kiedy masz pójść, gdzie nikt inny nie może pójść. Co do cholery?

Tack potrząsnął głową, ale zrobił to, nie odrywając wzroku od Hound’a.

- Wiesz, że tam nie pójdziesz. Ona jest Blacka. Czy on jest martwy, czy żywy, należy do Blacka. Ona może iść dalej. Mam nadzieję, że kiedyś to zrobi. Ale nie może iść dalej z Chaosem.

To mu coś dało.

Hound wyglądał na wkurzonego.

Ale jego głos był cichy, kiedy odpowiedział - Myślisz, że nie wiem tego gówna?

– Wiem, że wiesz – odparł Tack - Tylko ci przypominam.

- Nie potrzebuję przypomnienia, bracie - wycedził Hound - Żyłem z tym przez lata, będąc zakochanym w kobiecie, której nie mogę mieć.

Bez wahania, po dostarczeniu tego, otworzył drzwi i wyszedł. Kiedy je zamknął, zrobił to głośno i drzwi się zatrzęsły.

Tack wpatrywał się w drzwi.

Potem oparł się o stół, położył na nim łokieć i pochylił szyję, żeby przeczesać dłonią włosy.

Zacisnął palce na karku, widział tylko drewno stołu, kiedy w końcu wymamrotał głośno - Kurwa.


 

1 komentarz: