poniedziałek, 1 maja 2023

24 - Słyszysz? (cz.1)

 

 ROZDZIAŁ 24

Słyszysz? (cz.1)

Millie

 

- Nie Carissa, ona jest za młoda, zbyt nowa w owczarni – oświadczyła Tyra - I nie Tabby, bo jest w ciąży.

– Słyszę cię – mruknęła Elvira.

– Zgadza się – powiedziała Lanie.

Siedziałam oparta plecami o poręcz kanapy pod oknem biura Tyry w warsztacie Ride, wykręcając szyję, żeby wyglądać przez okno.

Odbywałyśmy nasze walne zebranie, które zwołała Tyra.

To była decyzja Tyry, że byłyśmy tu tylko Lanie, Elvira i ja.

Była starszą panią prezydenta. Istniała hierarchia, nawet jeśli nie żądała ani jednej rzeczy, więc wiedziałam, że to był jej wybór.

Dlatego właśnie zgodziłam się z jej decyzją.

– Millie? - zawołała.

Oderwałam wzrok od ogromnego dziedzińca na zewnątrz, motocykli zaparkowanych przed Kompleksem, naszych samochodów zaparkowanych przed biurem, stłumionych dźwięków dochodzących z warsztatu i spojrzałam na Tyrę, siedzącą przy biurku.

Elvira siedziała ze mną na kanapie, Lanie na fotelu naprzeciwko Tyry.

To było trzy dni po incydencie i poszło tak, jak mówił Valenzuela.

Mimo że zgłosiłam to policji, że tam był i że ja byłam świadkiem wszystkiego, czego byłam świadkiem, tak jak powiedział Valenzuela, pojawił się mężczyzna i przyznał się do zbrodni.

Miał wszystkie timingi. Miał wszystkie działania zgrane w czasie (nie licząc Valenzueli i jego zabójcy, ale potwierdził, że Pedro mnie uderzył, Carlos podjął decyzję o porwaniu mnie, jako część mojej historii).

Miał też broń użytą w morderstwach i pozostałości prochu po wystrzałach na dłoni.

Mimo to Valenzuela został zatrzymany, przesłuchany, ale uzyskał alibi.

Nie od prostytutki.

Od jego dziewczyny, kobiety nazywającej się Camilla Turnbull, która zeznała, że był z nią przez cały czas.

Znaleźli również prostytutkę, którą opisałam i powiedziała, że tam była, ale powiedziała też, że strzelec, który się przyznał, kazał jej wyjść przed makabrycznymi zajściami, potwierdzając wszystko, co powiedziałam, że się wydarzyło. Ale potwierdziła też kłamstwo, że był tam facet, który się przyznał, a nie było Valenzueli.

Kontynuując historię Valenzueli, nic nie wskazywało na to, że tam był.

To był motel; miejsce było pełne odcisków palców i DNA.

Żaden z nich nie należał do Valenzueli.

Przepytujący goście motelu przynieśli świadków, jak mnie wpychano po schodach do pokoju. Obecność prostytutki. Że Carlos i Pedro tam byli.

A sprawca, który się przyznał, został zidentyfikowany.

Dziesiątki świadków ludzi przychodzących i wychodzących z motelu i nikt nie zgłosił pozytywnego dowodu na obecność Valenzueli ani nie wspomniał o obecności jakiegokolwiek innego mężczyzny.

Logan odmówił przesłuchania Zadie. Radziła sobie ze wszystkim w porządku, a Logan nie był napalony, by pozwolić, by coś jej zaszkodziło.

Deb zgodziła się. Nie była tym wszystkim podekscytowana i nie była w super dobrym nastroju. Ale Logan się nie pomylił. Nie zrobiła z tego czegoś brzydkiego. Opiekowała się swoimi córkami. Zadzwoniła i zapytała o mnie.

Najwyraźniej jednak znała drogę Chaosu i znała swojego byłego męża.

Nie była już starszą panią.

Wciąż trzymała się linii.

W każdym razie, Zadie nie mogła potwierdzić zaangażowania Valenzueli, bo nie było go w moim domu. Nie mogła więc wnieść do tej historii nic więcej niż to, co już wiedzieli.

Valenzuela był ostrożny. Całkowicie zatarł ślady. W rzeczywistości wszystko to było zarówno niesamowite, jak i przerażające jak cholera.

– Millie – zawołała ponownie Tyra.

Szarpnęłam się i skupiłam się na niej.

– Przepraszam – wymamrotałam.

– Dziewczyno, musisz dać sobie jakoś pomóc – zachęcała delikatnie Elvira, obserwując mnie uważnie - Musisz sobie wszystko poukładać w głowie. Gówno, którego doświadczyłaś, było ekstremalne.

Wzięłam oddech i wzruszyłam ramionami.

Miała rację, oczywiście. Zostałam porwana i byłam świadkiem morderstwa dwóch mężczyzn.

Byłam starszą panią, ale nie byłam ze stali.

Ale jakoś sobie z tym radziłam.

- To ci miesza w głowie? - zapytał Tyra.

Kiwnęłam głową - Budzę się w nocy -  Pokręciłam głową - Właściwie, wcale nie sypiam świetnie.

- High się tobą opiekuje? - zapytała Łanie.

– Tak – powiedziałam cicho, ponieważ opiekował się.

Wiedziałam, że głęboko w nim płonęła wściekłość.

Ale, żeby się mną opiekować, zakopał to.

Nie widziałam tego. W ogóle.

Jeśli obudziłam się w środku nocy, zachowywał się tak, jakby jedynym powodem jego istnienia było pokonywanie demonów, które mnie budziły. Nawet w ciągu dnia, kiedy mogłam kontrolować retrospekcje, był czujny, ostrożny, troskliwy.

To był balsam, który działał kojąco.

Ale nawet z takim potężnym, jaki był, wiedziałam, że na uzdrowienie trzeba będzie długo czekać.

- Rozmawiałam z Malikiem o tym gównie – oświadczyła Elvira - Mówi, że nawet z takim dobrym wsparciem, jakie masz wokół siebie, w każdym przypadku, z którym ma do czynienia, jedyną drogą jest profesjonalna pomoc.

Bałam się, że jeśli przyznam, że potrzebuję doradcy, gniew, który Logan gromadził, zacznie wymykać się spod kontroli.

Przeniosłam wzrok na Tyrę.

Rozumiała mnie, znała mój dylemat, ograniczone możliwości jego rozwiązania i posłała mi delikatny uśmiech.

Spojrzałam z powrotem na Elvirę.

- To słodkie, że się martwisz, ale pomogłoby, gdybyśmy mogły skupić się na zadaniu - powiedziałam jej.

- Zrobię to. Jasne – odparła – Tylko jeśli obiecasz, że rozważysz zadbanie o siebie tak, jak powinnaś.

Mogłam jej to dać, więc skinęłam głową.

- Racja, to, co musimy zrobić, nie będzie łatwe - oświadczyła Tyra.

Miała rację.

Wtrącanie się w sprawy braci było trudnym zadaniem. Jeśli te afery były niebezpieczne i radzili sobie z nimi tak, jak uważali, że powinni, to było wręcz nie do pomyślenia.

Ale jeśli Logan powstrzymywał swoją wściekłość, wiedziałam, że jego bracia też. To właśnie robili. Co jeden czuł, inni odwzajemniali. Co jeden znosił, inni znosili razem z nim.

A kiedy zemsta była zasłużona, inni byli tam, aby ją wymierzyć.

Martwiłam się, że Valenzuela o tym wiedział.

- Millie, czy na pewno uważasz, że możesz być w tej sprawie? - zapytała Łanie.

Skierowałam na nią wzrok.

- Pomyśl tylko o dwudziestu latach życia bez Hop’a, a potem odzyskaniu go. Bez względu na to, co się z tobą działoby w międzyczasie, czy kiedykolwiek pozwoliłabyś sobie znaleźć się w miejscu, w którym mogłabyś go znowu stracić?

- Nie - odpowiedziała cicho.

– Nie - powtórzyłam stanowczo - Więc tak, uważam, że mogę wziąć w tym udział.

- W porządku - wtrąciła się Tyra, a ja spojrzałam na nią i zobaczyłam, jak patrzyła na Elvirę - Myślę, że najlepiej będzie zacząć od Hawka.

- Hawk też nie pozwoli nam się w to wtrącać - odparła Elvira - Valenzuela nie lubi mnie za bardzo po tym, jak zrobiłam to tajne gówno z jego biznesem. Hawk również znajduje się w jego polu widzenia. Jak dostanie cynk, że coś robimy, w jakikolwiek sposób mogłybyśmy to zrobić, zamknie nas do punktu, w którym nie dałabym rady porwać wszystkich naszych i zamknąć w jednym ze jego bezpiecznych domów.

Za każdym razem, gdy był przez kogoś wspominany, Hawk Delgado stawał się coraz bardziej interesujący.

– Nie mam na myśli proszenia go o pomoc, Vira. Mam na myśli znalezienie sposobu, aby dowiedzieć się, co się dzieje – powiedziała Tyra – Jeśli spróbujemy coś wyciągnąć od naszych mężczyzn, oni się domyślą.

– Myślisz, że Hawk trzyma akta takiego gówna? - zapytała Elwira.

- Myślę, że możesz się dowiedzieć, czy to robi, czy nie – odpowiedział Tyra.

Nagle Elvira się uśmiechnęła - Myślisz dobrze.

Tyra rozsiadła się na fotelu - Od tego zaczniemy. Może do niczego nie dojść, ale im więcej będziemy miały informacji, tym lepiej - W międzyczasie - spojrzała na Lanie i na mnie - pracujcie ze swoimi mężczyznami. Postępujcie ostrożnie. Bądźcie mądre. I nie mówię o pompowaniu ich w celu uzyskania informacji. Mówię o upewnieniu się, że dostaną to, co zostawiliby po sobie, gdyby wydarzyło się coś katastrofalnego.

– Myślę, że oni już to wiedzą, Ty-Ty – zauważyła Lanie, a Tyra spojrzała na nią.

- Wiem, że wiedzą. Tylko upewnij się, że nie zapomną – odpowiedziała.

- Rozumiem was wszystkie. Rozumiem, że panikujecie – wtrąciła Elvira – Valenzuela jest zagrożeniem. Ale Chaos nigdy nie zgłupiał. Czy naprawdę myślicie, że ten facet pokona bractwo?

- Mężczyzna mnie porwał - przypomniała jej Tyra - i Tack przeszedł przez grad kul, żeby się do mnie dostać - Podniosła rękę i wskazała mnie - Valenzuela porwał Millie. Czy myślę, że Chaos zrobiłby coś głupiego? - Potrząsnęła głową - Czy obawiam się, że emocje, które są wszystkim, czym kieruje Klubem, czyli miłość, zaufanie, rodzina, ochrona, braterstwo, mogą przyćmić wszystko, gdy zmierzą się z szalonym, ale godnym przeciwnika? Tak.

- Mhm - wymamrotała Elvira, wyraźnie zastanawiając się nad tym w myślach, zanim się zgodziła - Słyszę cię. Zobaczę, co uda mi się znaleźć to, co mają.

Moj wzrok powędrowały z powrotem za okno.

– Millie? - zawołała Tyra.

Spojrzałam z powrotem na nią.

Przechyliła głowę na bok - Kochanie, na pewno wszystko w porządku?

Chciałam wierzyć, że Chaos ma ostatnią bitwę do wygrania, zanim będzie czysty i wolny na zawsze, i że zamierzali wygrać tę bitwę.

Ale Benito Valenzuela był człowiekiem, który dążył do tego, czego chciał, w taki sposób, że dotąd nie został powstrzymany.

Chyba, że zostałby zatrzymany.

I chociaż był szalony, to był czarny znak, którego nie chciałam na żadnej z ich dusz.

– Tack cię chroni, High, wszyscy bracia – powiedziała Tyra, kiedy nie odpowiedziałam - Mam nadzieję, że o tym wiesz. To, co robimy, to po prostu pomaganie mu to osiągnąć.

– Logan podążał ciemną ścieżką – powiedziałam im. Wszystkie spojrzały po sobie i po sposobie, w jaki to zrobiły, domyśliłam się, że trochę wiedziały o tej ścieżce, więc nie musiałam się w nią zagłębiać i szłam dalej - To przeze mnie, nawet jeśli nie było. Nie chcę, żeby znowu wkroczył na tę ścieżkę, przeze mnie, nawet jeśli tak by nie było.

– W takim razie trzymaj go z daleka – zadeklarowała Elvira - Mężczyzna dostaje więcej niż należne mu obciąganie, będzie skupiony na ustach swojej kobiety, a nie na jakimś skurwysynie z poluzowaną klepką.

Wybuchł ze mnie chichot, bo taka była prawda.

Śmiały się razem ze mną, a ja słyszałam, że ich chichot był przepełniony ulgą, że w ogóle się śmiałam.

I zdecydowałam, że na tym skończyliśmy. Nie dlatego, że nie lubiłam spędzać z nimi czasu, ale dlatego, że nie chciałam już o tym myśleć.

Nie wspominając już o tym, że musiałam nadzorować układanie ozdób choinkowych w biurze.

- Muszę iść - powiedziałam, podnosząc się z kanapy.

Wszystkie się ruszyły. Założyłam płaszcz, chwyciłam torebkę, wymieniłyśmy uściski i usłyszałam kolejną zachętę od Elviry, bym pomyślała o rozmowie z kimś, kto miał narzędzia do poradzenia sobie z tym, co się stało.

Wystartowałam z ciężkim sercem, życząc sobie wszystkiego, co było obiecujące z Zadie będącą w moim domu, zanim zostałam porwana i, że wciąż byliśmy na tej trajektorii życia w pączkującym szczęściu, które rozkwitłoby beztrosko.

Wiedziałam, że nie zawsze będzie to podróż przez tulipany.

Ale szybki smak spędzenia właśnie tego weekendu z dziewczynami był wysublimowany.

Dlatego zrozumiałam, skąd brała się wściekłość Logana. Rozumiałam, że chodziło o to, że Valenzuela mnie porwał, o to, co się stało, co zobaczyłam.

Chodziło również o to, że zabrał to nam wszystkim.

Miałam tylko nadzieję, że mogliśmy to odzyskać.

Wszyscy.

Nienaruszone.

*****

Elvira

Kiedy drzwi zamknęły się za Millie w biurze Tyry, Elvira spojrzała na swoje dziewczyny przy biurku.

- Wszyscy wiemy, że wy, suki, nie możecie w to brnąć - stwierdziła.

Lanie i Tyra nic nie powiedziały, ale Elvira wiedziała, że wiedziały. Robiły to, co myślały, że powinny teraz zrobić dla Millie. Ale wiedziały, że ich mężczyźni postradaliby zmysły, gdyby ich kobiety dały choć cień ingerencji.

– Dzwonię do Shirleen – oświadczyła.

Nie spodziewała się kontrargumentów.

Nie dostała ani jednego.

– Zgadzam się – odparł Tyra.

Elvira nie zwlekała. Pogrzebała w torebce i wyjęła telefon.

Na tej Ziemi była jedna osoba poza Millie i członkami bractwa Chaosu, która nie cofnęłaby się przed niczym, by utrzymać Logana „High” Judd’a w czystości, na wolności i przy życiu.

Więc Elvira ją wezwała.

Nie spodziewała się, żeby Shirleen odrzuciła jej zaproszenie.

Miała rację.

*****

Millie

Następnego popołudnia siedziałam przy biurku w swoim studio, nie odrywając oczu od ekranu komputera, palcami wprowadzając dane dotyczące budżetu, który umożliwiłby wykonanie możliwej do wykonania bar micwy dla dzieciaka, którego rodzice chcieli, żebym zrobiła wszystko, co się dało, ale nie mieli na to funduszy, kiedy moje drzwi się otworzyły.

Speck, mój obrońca na ten dzień, wetknął głowę i stwierdził - Jest w porządku.

Potem wyciągnął głowę i wszedł duży, czarny mężczyzna, tak piękny, że zupełnie zapomniałam, jak się oddycha, uśmiechając się do mnie.

Gdy wchodził dalej, moja głowa odchylała się coraz bardziej do tyłu, aż zatrzymał się po drugiej stronie mojego biurka.

W tym momencie moje usta były otwarte.

Nie obchodziło mnie to.

Wiedziałam, że ten mężczyzna był przyzwyczajony do tego, że kobiety robiły z siebie głupków na jego widok.

Zresztą nadal nie odzyskałam sprawności organizmu.

– Millie, miło cię poznać – powiedział jego głęboki, gładki głos – Jestem mężczyzną Elviry, Malik.

Jas…

na…

cholera.

Nic dziwnego, że chciała mieć u jego nogi swoją kulę na łańcuchu.

- Ja... eee... ja... - szybko wstałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę - Malik, nie mogę znaleźć słów, jaka to przyjemność cię poznać.

Wziął mnie za rękę i znów się uśmiechnął.

Oblizałam wargi.

Puścił mnie i stwierdził - Dowiedziałem się, że planujesz mój ślub.

Cholera.

Kurwa.

Gówno.

- Ja… eee… ja…

Przestałam mówić, ponieważ nie miałam nic więcej do dodania w tym stwierdzeniu.

– Nie martw się – powiedział głosem głębszym i gładszym, jak kołysanka - Mam tylko poproszę o jedną rzecz.

Mógł prosić o wszystko, więc skinęłam głową.

– Planujesz ślub, który uszczęśliwi moje maleństwo. Ale zanim to zrobisz, zaplanuj noc, podczas której poproszę ją, by spędziła ze mną resztę życia w sposób, którego nigdy nie zapomni.

Natychmiast zapomniałam, jaki był piękny, kiedy poczułam, jak moje oczy napełniły się łzami.

- Naprawdę? - wyszeptałam. – Zamierzasz się oświadczyć?

- Jeśli pomożesz mi zrobić to dobrze, tak.

– O mój Boże – szeptałam - Jestem taka szczęśliwa.

- Miło mi to słyszeć, kochanie, ale wyświadcz mi przysługę i spraw, by Elvira była szczęśliwsza.

Pokiwałam szaleńczo głową, teraz zakrztuszona, ale także szczerząc się jak głupiec.

- Dobrze, że to rozwiązaliśmy – stwierdził.

Kiwałam głową jak szalona kobieta.

I uśmiechając się, ponieważ moja dziewczyna dostanie to, czego chce, a ja musiałam to zaplanować i to miało być wspaniałe.

Odwzajemnił uśmiech i ponownie podał rękę.

Wzięłam ją. Ścisnął moja, puścił, wyciągnął portfel i powiedział - Moja wizytówka. Jak będziesz miała plan, zadzwoń do mnie.

Podał mi wizytówkę.

Moje palce zamknęły się wokół niej – Tak zrobię – obiecałam.

Posłał mi kolejny uśmiech. Byłam szczęśliwsza, że Elvira będzie miała to przez całe życie, a potem powiedział - Przepraszam, że to takie krótkie, ale mam rzeczy do zrobienia.

Ponownie skinęłam głową.

Odwrócił się do wyjścia, a ja obeszłam biurko, by pójść za nim.

Kiedy dotarł do drzwi, zatrzymał się przy nich i spojrzał na mnie.

- Kiedy to planujesz, jedną rzeczą, którą możesz zrobić, aby utrzymać moją kobietę w dobrym miejscu, jest znalezienie pomocy.

Przestałam się uśmiechać.

Jego głos powrócił do poziomu kołysanki, ale tym razem było inaczej.

- Wiem, że Chaos zwiera szeregi, jak gówno idzie w dół. Wiem, że dbają o swoje. Rozumiem to. Wiem też, że moja kobieta martwi się o ciebie i nie podoba mi się to. Ale mam nadzieję, że zrozumiesz, że żaden brat nie wybiera kobiety na starszą panią, której nie chce dać całego świata. Potrzebujesz tego, High będzie chciał, żebyś to miała. To jest gwarantowane i dobrze o tym wiesz. Nie wybierają też kobiet, które nie są wystarczająco silne, aby żyć ich stylem życia. Co oznacza, że nie wybierają kobiet, które są zbyt słabe, by prosić o pomoc. Nie lekceważę cię, kochanie. Rozumiem potrzebę spróbowania i oszukiwania samej siebie, że możesz zrobić to sama. Tylko, wiesz, po co to robić, jeśli nie musisz?

Poczułam, jak zwężają mi się oczy - Przyszedłeś tutaj, aby poprosić mnie o pomoc w zaplanowaniu nocy z oświadczynami, która przekroczy najśmielsze marzenia Elviry, czy przyszedłeś tu wygłosić wykład, ponieważ masz dość słuchania, jak twoja kobieta się o mnie martwi?

- Dwa wróble - odpowiedział.

Elvira.

I jej facet Malik.

Lubiłam ją, ale zaczynałam zdawać sobie sprawę, że potrafi być wrzodem na tyłku.

- Tylko dlatego, że czułeś się swobodny, by przyjść tutaj i pouczać mnie, nie proszę mojej kwiaciarni o moją zwykłą zniżkę na apartament pełen róż w Brązowym Pałacu, który zamierzam zarezerwować na twoje oświadczyny – oświadczyłam.

- Impertynencka - powiedział przez uśmiech. Następnie zadekretował - Starsza pani.

– Cholerna prawda – odparłam.

Ciągle się uśmiechał.

Potem przestał.

– Przyjmij pomoc – szepnął.

– Przyjmę – szepnęłam.

W ogóle go nie znałam, ale ulga, którą zobaczyłam na jego przystojnej twarzy, nie dotyczyła spokoju umysłu jego kobiety.

– Dziękuję – powiedział i zanim zdążyłam odpowiedzieć, zniknął.

Patrzyłam na drzwi, które zamknął za sobą.

Potem uśmiechnęłam się do tych drzwi.

Ponieważ wiedziałam, że Elvira załapała się na niezłego.

I miała usłyszeć najlepsze oświadczyny w historii.

*****

CDN.

2 komentarze: