EPILOG
Dzisiaj
nie jest inaczej
High
-
Na pewno chcesz to rozegrać w ten sposób?
High
tylko skinął głową w odpowiedzi, stojąc tylko z Tackiem i Houndem w pokoju
wspólnym Kompleksu, kiedy Tack zadał to pytanie po tym, jak High powiedział mu,
jak chciał, żeby sprawy się potoczyły.
Tack
przyglądał mu się przez chwilę.
Potem
powiedział - Twoja decyzja, High.
High
spojrzał na niego, a potem na Hound’a.
To
było skończone.
Powiedział
więc - Muszę obejrzeć dom.
Powiedział
to tak, jakby wolał dobrowolnie zostać przykręcony do żelaznej dziewicy, co mówiło
wszystko, co czuł.
Usta
Tacka zadrżały.
Hound
uśmiechnął się szeroko.
–
Później, bracia – mruknął High i kiwając im brodą, odszedł.
*****
Tack
–
Rozegramy w to w ten sposób?
Hound
zadał to pytanie, gdy tylko drzwi do Kompleksu zamknęły się za High’em.
Tack
oderwał wzrok od drzwi i spojrzał na Hound’a.
-
Twoja decyzja, Hound.
-
Dotarli do Zadie, zabrali Millie - Hound powiedział mu coś, co wiedział.
Tack
nie odpowiedział, ale wiedział, dokąd prowadzi Hound.
-
Poczują ból - powiedział cicho Hound.
Wiedział,
że właśnie tam prowadził Hound.
-
High wybrał prawą ścieżkę. To właściwa droga. Ale znam cię, bracie, twoja
ścieżka zawsze była twoja własna – odparł Tack.
-
W naszym świecie, kiedy krzywda wyrządzona naszemu bratu, sprawiedliwość
nabiera innego znaczenia - powiedział mu Hound.
Tak.
Ścieżka
Hound’a zawsze była jego własną.
–
Rozumiem cię – odparł Tack.
-
Jestem indywidualistą w tej sprawie, Tack. Klub pozostaje czysty.
Tack
odwrócił się do niego całkowicie, potrząsając głową - Nie, bracie. Jesteśmy
zawsze po twojej stronie.
Hound
przez chwilę patrzył mu w oczy, zanim wyszeptał – Nie tym razem.
Zanim
Tack zdążył coś powiedzieć, Hound odszedł.
Nie
był pewien, czy to było dobrze, czy źle. Wiedząc to, co wiedział teraz,
zastanawiał się, czy Hound lubił jeździć na krawędzi, bo to sprawiało, że coś
czuł, kiedy wiedział, co chciał czuć, co chciał mieć, czego nie mógł czuć i czego
nigdy nie będzie miał.
Tack
był pewien, że Hound się mylił.
Mógł
myśleć, że był indywidualistą.
Ale
bracia Hound’a będą go wspierać.
Zajął
stołek przy barze i wyciągnął telefon.
Wykonał
kilka telefonów.
I
sprawił, że tak było.
*****
High
Ze
wszystkimi swoimi dziewczynami w pickupie, High zwolnił i zatrzymał się przy
krawężniku przed domem, który Millie znalazła w Internecie.
Pochylił
się i wyjrzał przez okno Millie na pochyłość, na monstrum siedzące nieznośnie
dumnie na swojej ogromnej parceli w Denver’s Highlands, z widokiem na miasto.
Jezu.
Nie
było pieprzonej mowy.
-
To jest jak… jak… lepsze niż zamek -
westchnęła Zadie z tylnego siedzenia.
Gówno.
-
To jest niesamowite! - zapłakała
Cleo, również z tylnego siedzenia.
Chryste.
Usłyszał,
jak otwierają się drzwi, wyczuł, jak jego dziewczyny wyskakują z zapałem, ale
jego uwagę przykuła Millie, która oglądała dom, ale teraz powoli odwróciła
głowę w jego stronę.
Złapał
spojrzeniem jej twarz, twarz, w której zakochał się ponad dwie dekady temu,
twarz teraz promieniującą z podniecenia.
Kurwa.
Bez
słowa odwróciła się z powrotem do swoich drzwi, otworzyła je na oścież i
praktycznie wypadła z nich w pośpiechu, by wyjść przez nie i pójść chodnikiem
do miejsca, gdzie agent nieruchomości stał na pieprzonej werandzie i czekał na nich.
High
westchnął, wychylając się z pickupa, podszedł do maski i zatrzymał, by spojrzeć
na dom, teraz z niezafałszowanym widokiem.
Millie
pokazała mu opis ze zdjęciami. Na zdjęciach było wystarczająco źle. W
rzeczywistości było gorzej.
Wiedział
jednak, że dom został zbudowany w 1903 roku i w ciągu ostatnich dwóch lat
odrestaurowano go od dachu aż po fundamenty.
Dom
miał otaczającą go werandę z włoskimi kafelkami. Miał pięć sypialni. Miał sześć
łazienek. Miał salon, ogromną kuchnię, maślarnię (cokolwiek to kurwa było),
jadalnię, pokój rodzinny, gabinet i pieprzoną bibliotekę. Miał też odnowioną
powozownię z tyłu, gdzie Millie mogła umieścić swoją pracownię. Co więcej, stał
na ogromnej działce, co wymagałoby od niego zakupu kosiarki samojezdnej, bo za
cholerę nie miał zamiaru pchać kosiarki po tym trawniku. Zajęłoby mu to dwa
dni.
To
było majestatyczne. To było z klasą.
To
było ostentacyjne.
To
nie było miejsce, w którym mieszkałby
motocyklista.
Nie
było mowy, do cholery.
Jego
oczy powędrowały od domu do córek biegnących po schodach w kierunku agenta, jak
jego kobieta podążała za nimi, jej tyłek kołysał się z podekscytowania w butach
na wysokich obcasach.
Patrzył,
jak Millie wychodziła na taras i ściskała dłoń agenta.
Potem
patrzył, jak Clee-Clee chwyciła ją z jednej strony, Zadie złapała ją za rękę z
drugiej, a Zadie była tak nieprzytomna z radości, że podskakiwała w górę i w
dół, ciągnąc tak Millie, że zabierała ze sobą jego kobietę.
Millie
to nie przeszkadzało. Po prostu uśmiechnęła się do jego córeczki tak ogromnie,
że High mógł to zobaczyć aż z ulicy.
O
tak.
Kurwa.
Spojrzał
z powrotem na dom.
Każda
z jego dziewczynek mogła mieć własną sypialnię, Millie mogła mieć pokój
gościnny, a także swój pokój ze śmieciami.
Piwnica
była wykończona, więc High też mógł mieć swoje własne miejsce.
Co
więcej, był tu garaż na trzy samochody, miejsce na jego pickupa, jej SUV’a,
wszystkie jego motocykle oraz dużo miejsca na zaparkowanie kampera.
A
podwórko było tak cholernie duże, że Klub mógł tam imprezować z jego całą
rodziną, która przyjechałaby z Durango na imprezę 4 lipca.
Nie
wspominając już o tym, że był na obiedzie u Dot i Alana. Mieli ranczo z
czterema sypialniami, które było dalekie od gówna.
Ale
to nie była rezydencja Denver z przełomu wieków.
Kiedy
Alan zobaczy to miejsce, High nie będzie musiał zmuszać mężczyzny do łykania
jego słów.
Alan
nie miałby innego wyboru, jak tylko się nimi udławić.
Na
myśl o tej myśli High poczuł, jak powoli wykrzywiają mu się usta.
Jeszcze
wolniej okrążył maskę swojego pickupa i ruszył ścieżką do domu.
Nie.
Nie
do domu.
Do
jego dziewczyn.
Następnego
dnia wypuścili na rynek domek Millie.
Dwa
miesiące później Logan „High” Judd przeniósł swoje dziewczyny do czegoś, co
Denver miało do zaoferowania jako zamek o strzelistości mili w niebo.
*****
Millie
Słuchając
brzęczenia igły, leżałam skulona na rozkładanym siedzeniu z Loganem,
obserwując, jak atrament penetrował jego skórę.
Logan
i ja zgodziliśmy się na inne umiejscowienie tatuażu, bo Logan nie przepadał za
goleniem, a nie chciał, aby mój atrament był w jakikolwiek sposób zaciemniany.
Więc
to nie było wbijanie mu atramentu do gardła.
Był
to rysunek zakręcony tuszem wokół jego podstawy.
Artysta
nie był zachwycony tym, że siedziałam z Low’em. Aby móc być blisko niego,
obiecałam mu, że się nie ruszę i nie zrobiłam tego.
Było
to częściowo spowodowane tym, że chciałam, aby tatuaż był idealny.
Było
tak głównie dlatego, że byłam zbyt przytłoczona uczuciami, które odczuwałam,
patrząc, jak wtapiałam się z powrotem w skórę Logana.
Po
skończonym …tylko, Logan wymamrotał -
Przerwa, kolego.
Artysta
bez słowa wytarł go, odsunął stołek i odszedł.
Patrzyłam,
jak to robił, przesuwając moją dłoń z miejsca, w którym spoczywała na nagim
brzuchu Logana, w górę jego klatki piersiowej. Przeniosłam wzrok na jego oczy.
-
Dobrze się czujesz? - zapytałam.
–
Kurwa, tak – odpowiedział.
Przechyliłam
głowę na bok - Więc dlaczego potrzebujesz przerwy, Rybko?
-
Bo nadszedł czas, aby to zrobić – odpowiedział, poruszając rękami, jedną
okrążając mój nadgarstek na jego klatce piersiowej, a drugą sięgając do
kieszeni dżinsów.
Kiedy
zobaczyłam, co robił, wstrzymałam oddech, a moja klatka piersiowa zaczęła
płonąć.
Trwało
to, gdy Logan wsunął mi na palec ciężki pierścionek z dużym brylantem
zamkniętym w solidnym prostokącie z filigranowego białego złota. Boki
wychodzące z opaski rozszerzały się szeroko na prostokącie. Jeden był osadzony
w symbolu nieskończoności, wewnątrz którego znajdowały się litery M i L. Po
drugiej stronie była łodyga róży spleciona z wężem.
Został
specjalnie wykonany.
Nie.
To
był pierścionek zaręczynowy wykonany specjalnie dla starszej pani motocyklisty.
Dokładnie,
mnie.
Innymi
słowy, to była doskonałość.
Spojrzałam
z pierścionka na Logana i zrobiłam to, nie oddychając.
-
Najlepszym momentem w moim życiu było leżenie obok ciebie i patrzenie, jak
wtapiałaś mnie w swoją skórę, podczas gdy ty robiłaś to samo ze mną –
stwierdził miękko.
Kiedy
robiliśmy to razem, czuł to samo co ja.
Ależ
oczywiście, że to robił.
Całe
moje ciało podskoczyło, gdy wstrzymałam oddech, a jego dłoń mocno zacisnęła się
wokół mojej, ciężki pierścionek wbił się na mój palec.
–
Spieprzyłem to – szepnął.
-
Low - odszepnęłam, potrząsając głową.
–
Więc to naprawiam - Utrzymał mój wzrok – Wyjdź za mnie, Millie.
Patrzyłam
mu w oczy, aż przestałam go widzieć, bo zmył się z nieuronionymi łzami.
Potem
opuściłam twarz i schowałam ją w jego klatce piersiowej.
Złożył
dłoń z tyłu mojej głowy, jednocześnie trzymając moją drugą, robiąc to mocno na
swojej klatce piersiowej.
Poświęcił
mi kilka chwil, zanim usłyszałam, jak dudnił – To znaczy tak?
Czy
on był szalony?
Moja
głowa podskoczyła, moje palce zacisnęły się wokół jego i odpowiedziałam - Kurwa
tak, to znaczy tak.
Jego
ciało zaczęło się trząść ze śmiechu.
Moje
nie.
Przysunęłam
się wyżej, przycisnęłam bliżej i mocno go pocałowałam.
W
końcu puścił moją rękę, więc mógł objąć mnie obydwoma ramionami i mogliśmy się całować
z języczkiem na krześle do tatuażu.
Robiliśmy
to, dopóki artysta nie zawołał - Stary, posuwaj się tak do swojej laski
znacznie dłużej, będę potrzebował innego rodzaju przerwy.
Oznaczało
to, że zerwaliśmy nasz pocałunek ze śmiechem.
Tak.
Doskonałość.
Śmiech
Logana ucichł pierwszy, gdy przesunął dłonią po mój policzek.
–
Kocham cię, Millie – wyszeptał.
Wciągnęłam
głęboko powietrze przez nos.
Odpuściłam,
odpowiadając - Też cię kocham, Rybko.
Uśmiechnął
się.
Usadziłam
się z powrotem.
Spojrzał
na artystę i podniósł brodę.
Skończyłam
patrzeć, jak go tatuował i naprzemiennie wpatrywałam się w mój zajebisty
pierścionek zaręczynowy.
Kiedy
skończył, świętowaliśmy ten tatuaż i nasze zaręczyny z tyłu jego SUV-a na
parkingu salonu tatuażu.
Ponieważ
taki był sposób motocyklisty.
I
sposób jego starszej pani.
*****
Tyra
-
Cholera, High! – wrzasnął Boz ze stołu bilardowego w Pokoju Wspólnym,
wyglądając na niezadowolonego - Teraz wszystkie twoje dziewczyny kopią mi tyłek
w bilard.
Siedząc
przy barze z Lanie i Elvirą, usłyszałam chichot Zadie, więc spojrzałam w tamtą
stronę.
Miała
kij bilardowy i opierała się o Millie, która chichotała razem z nią, gdy Cleo
ustawiała się do strzału.
Cleo
odpuściła i schowała szóstkę.
–
Góó… – mruknął Boz.
W
tym momencie usłyszałam chrapliwy chichot.
Spojrzałam
przez bar na mojego męża, który stał z tyłu obok Pete’a i Hop’a. Patrzył na
Boza i miał uśmiech na przystojnej twarzy.
Podobał
mi się ten wygląd, zawsze go lubiłam, ale nie spędzałam czasu na przyswajaniu
go. Wiedziałam, że go odzyskam. Wielokrotnie.
Więc
spojrzałam z mojego mężczyzny przez przestrzeń pokoju na jedną z kanap z tyłu.
Tam
zobaczyłam High’a siedzącego samotnie z butelką piwa przytkniętą do uda, z
drugą ręką opartą na oparciu kanapy, z nogami uniesionymi do góry, ze
skrzyżowanymi kostkami, spoczywającymi na poobijanym stoliku do kawy przed nim.
Obserwował
akcję przy stole bilardowym, uśmiech igrał mu na ustach.
Siedział
sam, ale nie robił tego jako samotnik.
Robił
to jako człowiek obserwujący swój sen rozgrywający się na żywo przed jego
oczami.
Robił
to beztrosko.
Robił
to szczęśliwy.
Zauważyłam,
że ostatnimi czasy robił to bardzo często.
Właściwie
zawsze.
Poczułam
coś i spojrzałam z powrotem na mojego mężczyznę, aby zobaczyć, że już się nie
chichotał, a jego wzrok był skierowany na mnie.
Odczytałam,
co było w jego oczach, więc wiedziałam, że nigdy nie zmuszę go do wypowiedzenia
tych słów. Nie tak pracowaliśmy.
Ale
powiedział mi, że miałam rację.
Wiedziałam
to już wcześniej, ale nadal dobrze było dostać to od niego.
Posłałam
mu mały uśmiech, zsunęłam się ze stołka i przeszłam przez pokój, kiedy
usłyszałam, jak Millie powiedziała do Zadie - Twoja kolej, kochanie. Pokaż
Boz’owi, że my, dziewczyny Judd, Judd, damy radę.
–
Masz to – odparła Zadie.
Nie
patrzyłam w ich stronę.
Dotarłam
do High’a, obserwując, jak odrywa wzrok od akcji i przynosi go na mnie.
Wzięłam
oddech i usiadłam blisko niego na kanapie.
Ledwie
dotknęłam tyłka do siedzenia, kiedy otoczył mnie ramieniem, które leżało na
oparciu kanapy.
Potem,
od niechcenia, tak jak robiliśmy to niezliczoną ilość razy wcześniej, uniósł
swoje piwo i wziął łyka.
Wypuściłam
powietrze, przygarbiłam się obok niego, podniosłam stopy i oparłam je na
stoliku do kawy.
Widzieliśmy,
jak Zadie chybiła.
Jej
twarz pokryła się rozczarowaniem.
-
Boz całkowicie to spieprzy - oświadczyła Millie – Dostaniesz od niego następną szansę,
cukiereczku.
Twarz
Zadie pojaśniała, kiedy spojrzała na Millie i uśmiechnęła się.
–
Dziękuję – wyszeptał High.
Zacisnęłam
wargi.
Potem
zrelaksowałam się w jego boku, jego ramię zwinęło się mocniej i odszepnęłam -
Nie ma za co.
Boz
chybił.
Millie
zatopiła kulę.
Cleo
też.
A
potem Zadie wygrała grę dla dziewcząt Judd.
*****
High
-
O kurczę! – krzyknęła Kellie, przepychając się przez drzwi przed nimi - To miejsce
nie zmieniło się ani trochę.
-
Szoty! - krzyknęła Justine, idąc za nią.
Veronica
spojrzała na niego przez ramię i wymamrotała - Noc na taksówkę.
Ale
wiedziała już, że to noc na podróż taksówką.
Stało
się tak, bo podwózka, którą przyjechała większość z nich, nie była tą samą,
którą jechali do domu.
High
tylko się do niej uśmiechnął, prowadząc Millie przez drzwi za Veronicą i
Justine, słysząc, jak Elvira mówi za nim - To kiedyś był Chaos?
-
O mój Boże, to miejsce jest całkowicie obskurne – odpowiedziała Lanie - Kocham
to! W końcu mamy lokal, który nie jest Pokojem Wspólnym, nawet jeśli jest
daleko.
Wszyscy
weszli, rozszerzając się w prawie pozbawioną ciał przestrzeń.
High
zrobił to, trzymając Millie blisko siebie i gdy tylko znaleźli się w środku,
jego wzrok powędrował do baru.
Reb
patrzył na nich wielkimi oczami, ale napiętą twarzą.
Nachylił
się do ucha swojej dziewczyny.
–
Weź stolik, kotku – wymamrotał - Przyniosę alkohol.
Przeniosła
wzrok z Reb na niego i skinęła głową.
Odłączyła
się, ponownie spoglądając na Reb, a potem podążyła za swoimi dziewczynami do
stołu, a za nią jej siostry Chaos, Tyra, Lanie i Elvira.
Tack,
Hop i Boz poszli za High’em do baru.
Reb
ich tam spotkała.
–
Plotka jest prawdziwa – powiedziała złośliwie do High’a.
–
Tak – odpowiedział High.
Przeniosła
wzrok z High na Millie i z powrotem na High.
Kiedy
spojrzał jej w oczy, oświadczyła - Jesteś szczęśliwym skurwysynem.
Najwyraźniej
plotka była nie tylko prawdziwa, ale i dokładna.
–
Tak – powtórzył.
Rozejrzała
się między nimi i oznajmiła - Inflacja nie umknęła Scruff, dupki. Więc nie myślcie,
że jestem tanim miejscem na randkę.
–
Jedenaście piw, butelki, cokolwiek byle zimne, jedenaście kieliszków i butelka
tequili – rozkazał Tack.
–
Nie ma obsługi przy stolikach – ostrzegła, zaczynając układać kieliszki na
barze - Chłopcy, będziecie musieli zanieść to gówno swoim kobietom.
-
Po prostu podawaj drinki, Reb, bez nastawienia, jak masz to w sobie - odparował
Boz.
-
Straciłeś pamięć? - odparła.
–
Nie masz tego w sobie – domyślił się Boz, mrucząc.
Reb
nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę półek z tyłu baru i wzięła pełną
butelkę Patrón.
Nie
prosili o Patrón z najwyższej półki, ale żaden z braci jej nie powstrzymał.
-
Co tak długo? - zawołała Elvira.
Kiedy
to zrobiła, Reb zmarszczyła brwi, patrząc na Boza, po czym zapytała - O co
chodzi z nastawieniem?”
Boz
postanowił nie angażować się.
To
był dobry wybór.
Mężczyźni
zanieśli gówno na stół.
Kobiety
piły, bełkotały i chichotały.
Kellie
wpadła przed szafę grającą.
Roscoe
pokazał się z grupą biker groupie. Pete pokazał się sam. Snapper pokazał,
również sam. Malik pokazał się, by dołączyć do swojej kobiety. I dzięki temu
skromni stali bywalcy Reb trafili w miejscówkę.
Millie
miała rację. Potrzebowała powrotu Chaosu. To było widać.
Justine
zajęła swoją kolej przy szafie grającej, a kobiety postradały zmysły i śpiewały
„Livin’ on a Prayer” Bon Jovi na całe
gardło, podczas gdy mężczyźni uśmiechali się szeroko, a Elvira gapiła się,
mamrocząc – Jeden z was, chłopcy, musi zająć siostrę w tej miejscówce, żebym mogła
skontrować żetonem Bon Jovi’ego jakimś Fiddy.
Właśnie
wtedy, czując to, High skierował swoją uwagę z powrotem na bar.
Nie
było zaskoczeniem, że Reb parzyła na niego.
Miała
też w ręku szota.
Podniosła
go w jego stronę, a potem wychyliła.
Potem
odstawiła kieliszek i ze zmarszczonymi brwiami ruszyła w stronę mężczyzny przy
barze.
Była
szczęśliwa z jego powodu. Z ich powodu. To właśnie mówiła i to było wszystko,
co każdy z nich mógł osiągnąć, nawet gdyby to Millie namówiła High’a, by zabrał
Chaos z powrotem do umierającego baru Reb.
High
zwrócił uwagę z powrotem na swoją dziewczynę. Ramionami obejmowała Lanie, która
obejmowała ją swoimi. Głowa Millie była odrzucona do tyłu, a usta miała
otwarte, głośno wykrzykując słowa piosenki, której popularność po
dziesięcioleciach nie umarła.
Spędził
noc tylko na luzie, podczas gdy jego dziewczyna była nawalona.
Ale
High nie potrzebował alkoholu ani niczego innego.
Wszystko,
czego potrzebował, to obserwowanie, jak Millie dała się ponieść emocjom w
eleganckim swetrze, obcisłych dżinsach i butach na wysokim obcasie, a wszystko
to w zacienionym, zaniedbanym barze dla motocyklistów, którego właścicielką i
operatorką była prawdziwa suka.
A
kiedy miał już dość, a ona zdecydowanie miała, zabrał ją do domu.
Poniekąd.
Tam
dostał loda, ale ona nie przełknęła. Skończył po tym, jak zmusił ją do dojścia,
obserwując, jak ujeżdża jego kutasa.
Spali
splątani.
Obudził
się ssany.
Tym
razem też nie przełknęła. Pieprzył ją na kolanach, jego oczy były przyklejone
do tuszu na jej plecach, przeciągając go tak długo, jak tylko mógł, pragnąc
pieprzyć ją do ostatniego tchnienia, co przyniosło jej bonus w postaci dwóch
orgazmów, kiedy to robił.
Potem,
kiedy umyli się i spędzili trochę czasu na przytulaniu, usiadła obok niego w
jego kamperze, kiedy odwoził ich do domu z parkingu Scruff’a, gdzie spędzili
noc.
*****
–
Pójdę na górę, zobaczę, czy jest bezpiecznie, by wrócić – mruknął High,
stawiając pustą butelkę po piwie na stole obok siebie wraz z pozostałymi (nie
na podstawce – mieli je na fantazyjnych meblach ze starego domku Millie, które
były w ich nowym salonie; nie mieli ich nigdzie indziej w domu).
Wstał
z fotela ustawionego pod kątem do teraz ryczącego telewizora, aby rozpocząć to,
co, jak wiedział z praktyki, było jak całoroczna podróż do kuchni, i zrobił to,
gdy Alan, siedzący w drugim fotelu, mruknął w odpowiedzi - Nie zgub się.
Poczuł,
jak jego usta zadrżały, ale nic nie powiedział, gdy ruszył do drzwi
prowadzących na schody.
-
Logan.
High
zatrzymał się i odwrócił do mężczyzny, który nie zwracał się do niego tym
imieniem, odkąd kilka miesięcy temu powiedział mu, żeby nie robił tego gówna.
W
chwili, gdy Alan złapał jego wzrok, podniósł butelkę piwa.
-
Dowód - stwierdził.
-
Dowód, na co? - zapytał High.
Alan
obrócił butelkę, zanim jego wzrok powędrował do sufitu i z powrotem do High’a.
-
Dowód, że jesteś prawdziwy.
Słowa
były ciche i było ich niewiele.
Ale
powiedziały dużo.
Wystarczająco,
by pozwolił mężczyźnie nazywać go Loganem.
Nie
odpowiedział. On tylko skinął głową i wyszedł z pokoju.
Alan
był tam, bo kobiety były tutaj. Pokazali się dwie godziny temu. Kiedy to
zrobili, on i Alan natychmiast zniknęli z powodów, które były oczywiste.
Ale
teraz był głodny.
Kiedy
dotarł do kuchni, był o wiele bardziej głodny.
Mimo
to, gdy dotarł do drzwi, zatrzymał się.
Nie
dlatego, że Freddie krzyknął - Różowy śmierdzi! - a kiedy to zrobił, High
zanotował w pamięci, żeby zabrać chłopca ze sobą i jego ojcem następnym razem,
gdy ta ekipa się zbierze.
Nie.
To
dlatego, że ogromna przestrzeń była bałaganem. Wszędzie porozrzucane były plastikowe
tiary. Szaliki z piór. Okruchy i zużyte opakowania mieszały się z
niedojedzonymi babeczkami. Świecące pałeczki iskrzyły i świeciły. Kieliszki do
wina. Butelki wina. Puszki po napojach. Otwarte paczki chipsów. Posypka
różowymi i białymi M&M’sami.
To
było tak, jakby trwały trzynaste urodziny Cleo, a nie jakby kobiety to
planowały.
High
zobaczył, jak Chief przedzierał się przez blat kuchennego stołu i nikt go nie
łapał, żeby go położyć na podłodze (jak to zwykle robiono).
Poem
siedziała na kolanach Veroniki, była głaskana i wyglądała, jakby spała.
A
Logan oglądał Poem, gdy Katy oświadczyła - Ja też chcę mieć różowe urodziny,
ciociu Millie.
–
Ciocia Millie daje ci takie co roku, kochanie – odparła Dot.
-
Cóż, chcę jeszcze jedne - powiedziała Katy matce.
-
Możesz mieć, co chcesz, kochanie - powiedziała Millie swojej siostrzenicy.
-
Millie - zawołał Zadie, a jego kobieta spojrzała na jego córeczkę, która miała
na sobie tiarę i coś z piór owiniętego wokół szyi. Z drugiej strony, Millie też
- W moje urodziny chcę być królową.
-
Zawsze jesteś królową – mruknęła Deb, uśmiechając się do córki i siadając
naprzeciw Millie przy ich wielkim kuchennym stole (również w tiarze i czymś z
piór).
Zadie
zwróciła się do matki - Chcę być bardziej
królową.
-
Nie odstępuj od tego marzenia, siostro - poradziła Kellie, uśmiechając się do jego
córeczki. Kiedy Zadie spojrzała na Kellie, dokończyła - Żyj dla tego.
–
Już to robię – poinformowała ją Zadie.
High
przełknął parsknięcie śmiechem.
-
Kellie mówi, że ty też możesz mieć, co chcesz, kochanie - powiedziała Millie do
Zadie.
Zadie
zwróciła swoją uwagę z powrotem na Millie i rozpromieniła się.
Millie
odwzajemniła uśmiech.
Widząc
to, High nie miał już ochoty się śmiać.
Nie,
patrząc na swoją córkę i swoją kobietę, wycofał się przez drzwi.
Cofnął
się korytarzem, ale tym razem zrobił to patrząc na ściany.
Ściany,
które Millie pokryła zdjęciami, które miała w swoim domu w Cheesman.
Zdjęcia,
które teraz mieszały się z oprawionymi w ramki zdjęciami, które wydobyła z tej
skrzyni. Zdjęcia jego i jego kobiety sprzed lat.
Były
też teraźniejsze zdjęcia jego i jego kobiety. Jego dziewczyn. Jego braci. Wszystkich
razem. Nawet zdjęcia z czasów Keely i Blacka.
Wszedł
po schodach, tam też ściany pokryte były zdjęciami.
U
szczytu schodów skierował się do sypialni swojej i Millie.
Poszedł
prosto na swoją stronę łóżka.
Pierwszej
nocy, kiedy się wprowadzili, położył się do łóżka obok swojej kobiety, a kiedy
to zrobił, zobaczył, że postawiła je na jego szafce nocnej.
Powiększone
zdjęcie osiem na dziesięć w srebrnej ramie.
To
było ich zdjęcie na grillu Chaosu wiele lat wcześniej, Millie siedząca na stole
piknikowym wciśnięta w niego, High stojący obok stołu z nią w ramionach.
Pamiętał
to ujęcie. To było pierwsze zdjęcie, które umieściła w swoim pierwszym albumie,
który zrobiła.
Było
to pierwsze zdjęcie, jakie kiedykolwiek im zrobiono.
Spojrzał
przez łóżko i zobaczył kolejną ramę, tym razem kryształową.
Było
w nim także kolejne osiem na dziesięć.
Na
nim High siedział na kanapie w ich salonie, a jego dziewczyny leżały na nim,
obejmującym je wszystkie ramionami. Millie na jego kolanach. Cleo na jej. Zadie
na górze. Cleo trzymała Poem. Zadie trzymała Chief’a.
Bawili
się, więc żadna z jego dziewczyn nie patrzyła w aparat. Wszyscy byli zbyt
zajęci chichotaniem.
High
patrzył w kamerę.
Nie
śmiał się.
Nie
śmiałeś się, gdy trzymałeś w ramionach żywy sen.
Było
to ostatnie zdjęcie, jakie kiedykolwiek im zrobiono, skoro Elvira zrobiła to
zdjęcie tylko tydzień temu.
Jak
zawsze, kiedy Millie chciała, żeby coś było zrobione i zrobione dobrze, nie opieprzała
się.
Zdjęcie
znalazło się w fantazyjnej ramce i następnego dnia stało na jej stoliku nocnym.
High
patrzył od zdjęcia do zdjęcia i wiedział, że się pomylił.
Jego
Zadie miała rację.
Nigdy
się nie poddawaj.
Nigdy
nie przestawaj marzyć.
Bo
sny mają sposób bycia.
Trzeba
go było tylko trzymać.
*****
Millie
Kiedy
łódź się zatrzymała, dziewczyny poderwały się ze swoich miejsc i ruszyły w
kierunku wyjścia, kiedy zawołałam - Szybciej! To się stanie lada chwila. Nie
chcę, żebyście to przegapiły! Dogonimy to!
Nie
trzeba było im dwa razy powtarzać.
Cleo
i Zadie rzuciły się naprzód.
Logan
i ja, jego dłoń owinięta wokół mojej, powoli podążyliśmy za nimi.
Byliśmy
już tam tego dnia, ponieważ chciałam, żeby dziewczyny zobaczyły kwiaty na
drzewach.
Ale
oczywiście musieliśmy tam dotrzeć również w nocy.
Wyszliśmy
z łodzi, Logan i ja, trzymając się za ręce, i wiedziałam, że miał oko na swoje
dziewczyny, kiedy robiłam to samo.
Dotarliśmy
na czas. Zatrzymaliśmy się pod spodem. Dziewczyny bujały się z podniesionymi
oczami, czekając.
Logan
nie bujał się.
Wziął
mnie w swoje ramiona.
Nie
podniosłam oczu całkiem w górę, ale je podniosłam.
Do
jego oczu.
–
Dzisiaj nie jest inaczej – mruknął niskim, ale też szorstkim głosem.
Odpowiadając
na jego ton, przycisnęłam się bliżej, owijając ręce mocniej wokół jego pleców.
–
Co, Rybko? — zapytałam cicho.
-
Dzisiejszy dzień był zajebiście świetny, uwielbiam dawać wszystkim moim
dziewczynom spektakularne ferie wiosenne, ale nie jest inaczej.
-
Inaczej niż co?
-
Inaczej niż cała reszta.
Przechyliłam
głowę na bok, zdezorientowana.
–
Cała reszta czego?
-
Cała reszta dni, każdy dzień, odkąd pierwszy raz cię ujrzałem. Dzisiaj nie jest
inaczej. Kurwa, nawet kiedy cię nie miałem, czułem to. I dlatego nigdy nie
odpuszczałem. I dzisiaj nie jest inaczej. Nie różni się od każdego dnia, który
miałem od pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy. Budzę się zakochany w tobie.
Dzień prawie się skończył, a ja pójdę spać bardziej zakochany w tobie.
Zaparło
mi dech.
Moje
serce przestało bić.
Moje
ramiona zadrżały.
Moje
oczy wypełniły się łzami.
A
moje gardło było dziwnie dziwne, gdy przeciskałam przez nie – Ja też.
Potrząsnął
głową, uśmiechając się - Jesteś w tym taka gówniana.
Byłam.
Ale
to nie miało znaczenia.
Wynagrodził
to swoją kwiecistą motocyklową dobrocią.
Poza
tym miałam inne sposoby, by powiedzieć mu, że go kochałam.
Więc
zrobiłam to, wspinając się na palce, kiedy opuścił głowę i całując go mocno
prosto w usta.
######
The End
Moniko bardzo Ci dziękuję za kolejne tłumaczenie. Polski rynek wydawniczy nie nadąża za potrzebami czytelników, to dzięki takim osobom jak Ty jest na co codziennie czekać.. ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję. Jesteś najlepsza 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję 🙂🙂🙂
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję :D Cudownie się czytało.
OdpowiedzUsuńBardzo wielkie dzięki za kolejne Twoje tłumaczenie. To zawsze wielka przyjemność 🥰
OdpowiedzUsuń