piątek, 17 marca 2023

4 - Tragedia (cz.2)

 

ROZDZIAŁ 4

Tragedia (cz.2)

*****

Millie

Dwadzieścia trzy lata wcześniej na dworze Kompleksu Chaosu…

- Jestem Tabby – powiedziała mała dziewczynka.

Miała burzę gęstych, ciemnych włosów i ciemnoniebieskie oczy, miała na sobie dżinsy i różową koszulkę z błyszczącą naklejką z przodu, która głosiła, że jest księżniczką.

Usiadłam na stole piknikowym przed siedzibą klubu motocyklowego Logana, patrząc z góry na małą dziewczynkę, która musiała mieć nie więcej niż cztery lub pięć lat, i odpowiadając - Cześć, Tabby. Jestem Millie.

- Należysz do Low’a? - zapytała.

Należeć.

Z pewnością była księżniczką.

Księżniczka motocyklistów.

Uśmiechnęłam się do niej.

– Tak – odpowiedziałam, wiedząc, że to prawda, nawet jeśli była to dopiero nasza szósta randka.

Ale ponieważ nasza szósta randka była wyjazdem na grilla z jego przyszłymi braćmi, randką, którą planował od samego początku, randką, do której prowadziły wszystkie inne randki, niezależnie od tego, jak mało ich było, pomyślałam, że miała rację.

Byłam Low’a.

I to mnie uszczęśliwiało.

- Lubię Low’a - powiedziała mi mała Tabby.

– Cieszę się – odparłam - Ja też.

– To dobrze – powiedziała, patrząc poza mnie.

Poczułam go, zanim odwróciłam głowę i zobaczyłam go w chwili, gdy Logan usadowił się obok mnie, obejmując ramieniem moje ramiona, opierając się o stół piknikowy… i o mnie.

Ale jego wzrok był utkwiony w Tabby.

– Yo, Tab – przywitał się.

– Twoja dziewczyna jest ładna – oświadczyła.

- Nie, nie jest, słodki groszku - odparł Logan - Wiele rzeczy tutaj jest ładnych. Millie jest czymś o wiele więcej.

Słodki groszku.

Czymś o wiele więcej.

Boże.

Serio.

Nawet gdybym nie była jego, sprawiłabym, żeby był mój.

Ale byłam.

Co oznaczało, że on był.

O tak.

Szczęśliwa.

Uśmiechnęłam się ponownie i przytuliłam się do niego.

– Jeździ z tyłu twojego motoru? – zapytał Tabby.

– Tak – odpowiedział Logan.

– Rush mówi, że nie mogę jeździć na motorze – oznajmiła, przenosząc wzrok z Logana na mnie – To mój brat – wyjaśniła – Jest ode mnie starszy i myśli, że wie wszystko.

– Podejrzewam, że większość starszych braci tak ma – powiedziałam ze smutkiem, jakbym czuła jej ból.

– Jest głupi – oznajmiła - Będę jeździła, na czym zechcę.

– A może poczekasz piętnaście, dwadzieścia lat, zanim to zrobisz? – zasugerował Logan, a uśmiech pogłębił jego głos.

- Cóż, uh! - zawołała, jakby było następne słowo, którego chciała użyć, ale wiedziała, że lepiej nie używać go wobec motocyklisty, bo było głupie – Nie mogę teraz tego zrobić – ciągnęła - Nawet gdybym miała staruszka, nie mogę objąć go ramionami.

Przełknęłam śmiech, ale Logan się nie powstrzymał. Słyszałam jego chichot.

- Myślałeś kiedyś o zdobyciu własnego motoru? - Spytałem się jej.

Przechyliła głowę na bok i stwierdziła w zamyśleniu - Może. Kiedy dosięgnę uchwytów - Poprawiła głowę - A ty masz własny motor?

- Nie – odpowiedziałam.

- Chcesz mieć? - zapytała.

– Nie – powtórzyłam.

– Lubisz jeździć ze swoim starym – oznajmiła ze zrozumieniem.

– Tak – stwierdziłam, a ramię Logana wokół mnie zacisnęło się.

- Tabita!

Napięłam się na ten przenikliwy dźwięk, ciało Tabby szarpnęło się i obróciło, a Logan wyprostował się, ale nie puścił mnie.

Podniosłam wzrok w chwili, gdy rudowłosa kobieta, która była ładna, ale miała brzydki wyraz twarzy i była skierowana do małej dziewczynki przede mną, wrzasnęła - Zabieraj tu swoją dupę!

- Muszę iść - wymamrotała Tabby i zrobiła to wysoko, kierując się tyłkiem w stronę do wrzeszczącej kobiety.

– Naomi – powiedział Logan, a ja podniosłam na niego wzrok i zobaczyłam, że jego wzrok wciąż jest skierowany na rudowłosą - Kobieta byłaby okej, gdyby nie to, że traktuje swoją córkę jak gówno. Dzieciak ma około pięciu lat. Potrząsnął głową - Nie rozumiem tego.

Ja też nie rozumiałam i nie miałam okazji tego skomentować, bo coś przykuło moją uwagę i odwróciłam głowę w drugą stronę.

Tam zobaczyłam mężczyznę, którego Logan przedstawił mi wcześniej, a który nazywał się Tack.

On też patrzył na rudowłosą i widać było, że nie podobał mu się sposób, w jaki traktowała swoją córkę.

Zupełnie.

- Naomi jest starszą panią Tacka - powiedział Logan, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że teraz patrzył na mnie z góry - Kocha swoją córeczkę jak szalony, więc nie widzę, żeby to trwało.

- Co? - zapytałam - Jej traktowanie ich córki?

Skinął głową - To, a jeśli nie będzie mógł położyć temu kresu, to Naomi będąca jego starszą panią.

- Dobrze - mruknęłam, spoglądając z powrotem na Naomi, która pochylała się nad Tabby, machając palcem przed jej twarzą, kiedy na jej własnej twarzy był wyraz jak burza.

Patrzyłam, zastanawiając się, co zrobił dzieciak. Po prostu z nami rozmawiała, a ja nie pilnowałam jej, ale wcześniej tylko rozmawiała z innymi ludźmi.

Machanie palcem ustało, gdy nagle Tabby nie stała przed matką, z głową odchyloną do tyłu, bladą twarzą i drżącą dolną wargą.

Zamiast tego była w ramionach ojca, który bez słowa odwrócił się i odszedł.

Oglądając to, zdecydowałam, że lubię brata Logana, Tacka.

Naomi wpatrywała się sztyletami w ich plecy, wyraźnie zirytowana, a potem popędziła w innym kierunku.

Zdecydowałam, że nie lubię starszej pani Tacka, Naomi.

- Ona jest tym - stwierdził Logan, a ja ponownie na niego spojrzałam.

- Co?

- Naomi. Ona jest tym. Jedyna suka w całej grupie. Pochylił się w moją stronę - Cała reszta są dobre. Dobrzy ludzie. Dobra rodzina.

Chciał, żebym ich polubiła.

Uśmiechnęłam się, przekręciłam i pochyliłam się do niego tak, że moje piersi muskały jego brzuch.

- Zawsze jest jakaś.

Ujął moją szczękę, spojrzał na mój pieprzyk i wymamrotał - Tak.

Dowiedziałam się, co oznaczają oczy Logana na moim pieprzyku i podobało mi się, co to znaczyło.

Ale miałam kilka rzeczy do powiedzenia.

– Podoba mi się, że są tu dzieci – powiedziałam cicho i zdobyłam jego spojrzenie.

Jego ciepłe, radosne spojrzenie.

- Tak - zgodził się.

– Nie tego spodziewałam się po motocyklistach – przyznałam.

I nie spodziewałam się. Słoneczny dzień. Grill był rozpalony. Stół uginał się od jedzenia. Lodówki były wypełnione lodem i ciasno upakowane butelkami piwa i puszkami napojów. Mnóstwo ludzi wokół. Dzieci z nimi.

Nie wiedziałam, czego się spodziewałam, ale coś tak wyluzowanego i przyjaznego nie było tym.

– Jest mnóstwo różnych rodzin, Millie.

Skinęłam głową.

Miał rację i wyglądało na to, że z dala od tej, którą zostawił w Durango, znalazł inną dobrą.

A fakt, że właśnie to zrobił, znalazł tę rodzinę, wiele o nim mówił, samo dobre.

Przysunęłam się do niego głębiej i zniżyłam głos jeszcze bardziej.

– Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś, Logan. Nie chcę, żeby to zabrzmiało banalnie, bo tak mam na myśli. Ale jestem zaszczycona, że to zrobiłeś.

Ciepło wdarło się do jego oczu, wchodząc głęboko.

– To wiele znaczy, piękna – odparł.

Uśmiechnęłam się i podniosłam rękę, by owinąć ją wokół jego nadgarstka.

- Dobrze.

W końcu pochylił się, dotknął swoimi ustami moich, a ja mu na to pozwoliłam.

- Yo! Low, Millie!

Logan uniósł się i odwróciliśmy głowy w stronę brata, którego poznałam, nazywającego się Black, który obsługiwał grill.

- Burgery. Hot dogi. Kiełbaski - krzyknął - Zamówcie teraz, schodzą szybko.

- Co chcesz, kochanie? - spytał mnie Logan.

- Kiełbasa! - Krzyknęłam do Blacka.

- Rozumiem! - odkrzyknął - Low?

– Burger i hot dog – odparł Logan.

Black kiwnął brodą i odwrócił się z powrotem do masywnego, podwójnego grilla.

- Świeże.

Zostało to wymamrotane z naszego boku i spojrzałam na mężczyznę, którego przedstawiono mi jako Duży Petey, facet prawdopodobnie był po czterdziestce, starszy członek Klubu, który był zdecydowanie wielopokoleniowy, właśnie wtedy, gdy wysunął mi butelkę ciepłego piwa z mojej ręki i włożył tam zimną.

Uśmiechnął się do mnie i mrugnął, gdy to robił.

Potem on również podniósł brodę do Logana, robiąc to samo z piwem Logana.

- Black robi zajebiste kiełbaski, mała, dobra decyzja - powiedział Logan, po czym podniósł swoje świeże piwo, by wziąć łyk i skierował swoją uwagę z powrotem na grill - Z drugiej strony, robi wszystko zajebiste.

Przesunęłam się tak, że byłam przyciśnięta do jego boku, i podniosłam własną butelkę, mówiąc - Super - zanim wzięłam łyk.

- Mam was!

Spojrzałam w lewo i zobaczyłam brata o imieniu Boz z aparatem, który opuszczał po tym, jak najwyraźniej zrobił zdjęcie mnie i Loganowi.

Miałam nadzieję, że jeśli ładnie poproszę, da mi odbitkę.

Nasze pierwsze zdjęcie.

Właśnie zostało zrobione, ale nie mogłam się doczekać, żeby je zobaczyć.

- Za ładna dla tego brata, Millie - oświadczył Boz, posyłając Loganowi żartobliwe spojrzenie, a do mnie uśmiechając się. Odwrócił się tylko po to, by się zatrzymać i podnieść aparat, by zrobić zdjęcie ciemnowłosemu chłopcu, który ścigał psa na asfalcie między sklepem Ride, warsztatem Ride i kwaterą główną Chaosu.

- Nie jedz tego wszystkiego, Chew – warknęła kobieta, której jeszcze nie spotkałam, która znajdowała się niedaleko nas przy innym stole piknikowym, zastawionym jedzeniem - Są ulubione Low.

„On jest mrukiem. Łapie resztki – odpowiedział brat, którego już spotkałam, zwany Chew, robiąc to z ustami pełnymi faszerowanego jajka, z których jeszcze dwa miał w dłoni.

– Ma ze sobą swoją dziewczynę, kretynie – odparła - Mruk czy nie, każdy Chaos ma maniery - Położyła dłoń na biodrze i wyzwała - A może się mylę?

- Nie mylisz się, ale jesteś wrzodem na dupie – odparował Chew.

– Moja praca – mruknęła.

Zachichotałam cicho.

- Tato! Chcę szczeniaka! - krzyknął ciemnowłosy mały chłopiec, a ja spojrzałam w tamtą stronę.

Był teraz blisko Tacka, który dźwigał córkę na swoich barkach.

- Masz to, kolego - odpowiedział Tack z uśmiechem.

To było proste.

- Naprawdę? - wrzasnęła Tabby.

Najwyraźniej Tabby czuła to, co ja.

Tack skręcił kark w chwili, gdy pochyliła się i położyła obie ręce na jego policzkach.

– Tak, malutka – powiedział jej.

Jak słodko.

Tak, całkowicie lubiłam Tacka.

- Szczeniak! - krzyknął mały chłopiec, którego podejrzewałam, że to był Rush, machając rękami z podniecenia.

- Popychadło.

Słowo zostało wymamrotane za nami, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłem, że to Wielki Petey, który wpatrywał się w Tacka i jego dzieci, i nawet jeśli jego słowo brzmiało z dezaprobatą, jego uśmiech taki nie był.

O tak. Podobała mi się cała rodzina Chaosu Logana, bo była jak rodzina. Bezpieczna. Kochająca. I jak każda rodzina, nawet mająca swoje wady, nadal czułaś się w niej się dobrze.

Westchnęłam i wepchnęłam się bokiem w mojego mężczyznę.

- Wszystko okej? - zapytał czubek mojej głowy.

Owinęłam rękę wokół jego talii i oparłam głowę o bok jego klatki piersiowej.

– Tak, Logan – odpowiedziałam - Zdecydowanie okej.

Uścisnął mnie.

Zwróciłam to.

- Millie! - zawołał Black - Skończone kiełbaski, Słonko -  Spojrzał na Logana - Low, zanieś swojej kobiecie jej jedzenie.

Twoja kobieta.

- Wrócę - mruknął Logan, puścił mnie i poszedł w stronę grilla, żeby przynieść mi jedzenie.

Patrzyłam, jak się oddala, myśląc: Tak, o tak.

Absolutnie tak.

Byłam w stu procentach okej.


 

3 komentarze: