ROZDZIAŁ
4
Tragedia
(cz.2)
*****
Millie
Dwadzieścia trzy lata
wcześniej na dworze Kompleksu Chaosu…
-
Jestem Tabby – powiedziała mała dziewczynka.
Miała
burzę gęstych, ciemnych włosów i ciemnoniebieskie oczy, miała na sobie dżinsy i
różową koszulkę z błyszczącą naklejką z przodu, która głosiła, że jest
księżniczką.
Usiadłam
na stole piknikowym przed siedzibą klubu motocyklowego Logana, patrząc z góry
na małą dziewczynkę, która musiała mieć nie więcej niż cztery lub pięć lat, i
odpowiadając - Cześć, Tabby. Jestem Millie.
-
Należysz do Low’a? - zapytała.
Należeć.
Z
pewnością była księżniczką.
Księżniczka
motocyklistów.
Uśmiechnęłam
się do niej.
–
Tak – odpowiedziałam, wiedząc, że to prawda, nawet jeśli była to dopiero nasza
szósta randka.
Ale
ponieważ nasza szósta randka była wyjazdem na grilla z jego przyszłymi braćmi,
randką, którą planował od samego początku, randką, do której prowadziły
wszystkie inne randki, niezależnie od tego, jak mało ich było, pomyślałam, że
miała rację.
Byłam
Low’a.
I
to mnie uszczęśliwiało.
-
Lubię Low’a - powiedziała mi mała Tabby.
–
Cieszę się – odparłam - Ja też.
–
To dobrze – powiedziała, patrząc poza mnie.
Poczułam
go, zanim odwróciłam głowę i zobaczyłam go w chwili, gdy Logan usadowił się
obok mnie, obejmując ramieniem moje ramiona, opierając się o stół piknikowy… i o
mnie.
Ale
jego wzrok był utkwiony w Tabby.
–
Yo, Tab – przywitał się.
–
Twoja dziewczyna jest ładna – oświadczyła.
-
Nie, nie jest, słodki groszku - odparł Logan - Wiele rzeczy tutaj jest ładnych.
Millie jest czymś o wiele więcej.
Słodki groszku.
Czymś o wiele więcej.
Boże.
Serio.
Nawet
gdybym nie była jego, sprawiłabym, żeby był mój.
Ale
byłam.
Co
oznaczało, że on był.
O
tak.
Szczęśliwa.
Uśmiechnęłam
się ponownie i przytuliłam się do niego.
–
Jeździ z tyłu twojego motoru? – zapytał Tabby.
–
Tak – odpowiedział Logan.
–
Rush mówi, że nie mogę jeździć na motorze – oznajmiła, przenosząc wzrok z
Logana na mnie – To mój brat – wyjaśniła – Jest ode mnie starszy i myśli, że
wie wszystko.
–
Podejrzewam, że większość starszych braci tak ma – powiedziałam ze smutkiem,
jakbym czuła jej ból.
–
Jest głupi – oznajmiła - Będę jeździła, na czym zechcę.
–
A może poczekasz piętnaście, dwadzieścia lat, zanim to zrobisz? – zasugerował
Logan, a uśmiech pogłębił jego głos.
-
Cóż, uh! - zawołała, jakby było następne
słowo, którego chciała użyć, ale wiedziała, że lepiej nie używać go wobec
motocyklisty, bo było głupie – Nie mogę teraz tego zrobić – ciągnęła - Nawet
gdybym miała staruszka, nie mogę objąć go ramionami.
Przełknęłam
śmiech, ale Logan się nie powstrzymał. Słyszałam jego chichot.
-
Myślałeś kiedyś o zdobyciu własnego motoru? - Spytałem się jej.
Przechyliła
głowę na bok i stwierdziła w zamyśleniu - Może. Kiedy dosięgnę uchwytów -
Poprawiła głowę - A ty masz własny motor?
-
Nie – odpowiedziałam.
-
Chcesz mieć? - zapytała.
–
Nie – powtórzyłam.
–
Lubisz jeździć ze swoim starym – oznajmiła ze zrozumieniem.
–
Tak – stwierdziłam, a ramię Logana wokół mnie zacisnęło się.
- Tabita!
Napięłam
się na ten przenikliwy dźwięk, ciało Tabby szarpnęło się i obróciło, a Logan
wyprostował się, ale nie puścił mnie.
Podniosłam
wzrok w chwili, gdy rudowłosa kobieta, która była ładna, ale miała brzydki
wyraz twarzy i była skierowana do małej dziewczynki przede mną, wrzasnęła - Zabieraj tu swoją dupę!
-
Muszę iść - wymamrotała Tabby i zrobiła to wysoko, kierując się tyłkiem w
stronę do wrzeszczącej kobiety.
–
Naomi – powiedział Logan, a ja podniosłam na niego wzrok i zobaczyłam, że jego
wzrok wciąż jest skierowany na rudowłosą - Kobieta byłaby okej, gdyby nie to,
że traktuje swoją córkę jak gówno. Dzieciak ma około pięciu lat. Potrząsnął
głową - Nie rozumiem tego.
Ja
też nie rozumiałam i nie miałam okazji tego skomentować, bo coś przykuło moją
uwagę i odwróciłam głowę w drugą stronę.
Tam
zobaczyłam mężczyznę, którego Logan przedstawił mi wcześniej, a który nazywał
się Tack.
On
też patrzył na rudowłosą i widać było, że nie podobał mu się sposób, w jaki
traktowała swoją córkę.
Zupełnie.
-
Naomi jest starszą panią Tacka - powiedział Logan, a ja spojrzałam na niego i
zobaczyłam, że teraz patrzył na mnie z góry - Kocha swoją córeczkę jak szalony,
więc nie widzę, żeby to trwało.
-
Co? - zapytałam - Jej traktowanie ich córki?
Skinął
głową - To, a jeśli nie będzie mógł położyć temu kresu, to Naomi będąca jego
starszą panią.
-
Dobrze - mruknęłam, spoglądając z powrotem na Naomi, która pochylała się nad
Tabby, machając palcem przed jej twarzą, kiedy na jej własnej twarzy był wyraz
jak burza.
Patrzyłam,
zastanawiając się, co zrobił dzieciak. Po prostu z nami rozmawiała, a ja nie
pilnowałam jej, ale wcześniej tylko rozmawiała z innymi ludźmi.
Machanie
palcem ustało, gdy nagle Tabby nie stała przed matką, z głową odchyloną do
tyłu, bladą twarzą i drżącą dolną wargą.
Zamiast
tego była w ramionach ojca, który bez słowa odwrócił się i odszedł.
Oglądając
to, zdecydowałam, że lubię brata Logana, Tacka.
Naomi
wpatrywała się sztyletami w ich plecy, wyraźnie zirytowana, a potem popędziła w
innym kierunku.
Zdecydowałam,
że nie lubię starszej pani Tacka, Naomi.
-
Ona jest tym - stwierdził Logan, a ja ponownie na niego spojrzałam.
-
Co?
-
Naomi. Ona jest tym. Jedyna suka w całej grupie. Pochylił się w moją stronę - Cała
reszta są dobre. Dobrzy ludzie. Dobra rodzina.
Chciał,
żebym ich polubiła.
Uśmiechnęłam
się, przekręciłam i pochyliłam się do niego tak, że moje piersi muskały jego
brzuch.
-
Zawsze jest jakaś.
Ujął
moją szczękę, spojrzał na mój pieprzyk i wymamrotał - Tak.
Dowiedziałam
się, co oznaczają oczy Logana na moim pieprzyku i podobało mi się, co to
znaczyło.
Ale
miałam kilka rzeczy do powiedzenia.
–
Podoba mi się, że są tu dzieci – powiedziałam cicho i zdobyłam jego spojrzenie.
Jego
ciepłe, radosne spojrzenie.
-
Tak - zgodził się.
–
Nie tego spodziewałam się po motocyklistach – przyznałam.
I
nie spodziewałam się. Słoneczny dzień. Grill był rozpalony. Stół uginał się od
jedzenia. Lodówki były wypełnione lodem i ciasno upakowane butelkami piwa i
puszkami napojów. Mnóstwo ludzi wokół. Dzieci z nimi.
Nie
wiedziałam, czego się spodziewałam, ale coś tak wyluzowanego i przyjaznego nie
było tym.
–
Jest mnóstwo różnych rodzin, Millie.
Skinęłam
głową.
Miał
rację i wyglądało na to, że z dala od tej, którą zostawił w Durango, znalazł inną
dobrą.
A
fakt, że właśnie to zrobił, znalazł tę rodzinę, wiele o nim mówił, samo dobre.
Przysunęłam
się do niego głębiej i zniżyłam głos jeszcze bardziej.
–
Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś, Logan. Nie chcę, żeby to zabrzmiało
banalnie, bo tak mam na myśli. Ale jestem zaszczycona, że to zrobiłeś.
Ciepło
wdarło się do jego oczu, wchodząc głęboko.
–
To wiele znaczy, piękna – odparł.
Uśmiechnęłam
się i podniosłam rękę, by owinąć ją wokół jego nadgarstka.
-
Dobrze.
W
końcu pochylił się, dotknął swoimi ustami moich, a ja mu na to pozwoliłam.
-
Yo! Low, Millie!
Logan
uniósł się i odwróciliśmy głowy w stronę brata, którego poznałam, nazywającego
się Black, który obsługiwał grill.
-
Burgery. Hot dogi. Kiełbaski - krzyknął - Zamówcie teraz, schodzą szybko.
-
Co chcesz, kochanie? - spytał mnie Logan.
-
Kiełbasa! - Krzyknęłam do Blacka.
-
Rozumiem! - odkrzyknął - Low?
–
Burger i hot dog – odparł Logan.
Black
kiwnął brodą i odwrócił się z powrotem do masywnego, podwójnego grilla.
-
Świeże.
Zostało
to wymamrotane z naszego boku i spojrzałam na mężczyznę, którego przedstawiono
mi jako Duży Petey, facet prawdopodobnie był po czterdziestce, starszy członek
Klubu, który był zdecydowanie wielopokoleniowy, właśnie wtedy, gdy wysunął mi
butelkę ciepłego piwa z mojej ręki i włożył tam zimną.
Uśmiechnął
się do mnie i mrugnął, gdy to robił.
Potem
on również podniósł brodę do Logana, robiąc to samo z piwem Logana.
-
Black robi zajebiste kiełbaski, mała, dobra decyzja - powiedział Logan, po czym
podniósł swoje świeże piwo, by wziąć łyk i skierował swoją uwagę z powrotem na
grill - Z drugiej strony, robi wszystko zajebiste.
Przesunęłam
się tak, że byłam przyciśnięta do jego boku, i podniosłam własną butelkę,
mówiąc - Super - zanim wzięłam łyk.
-
Mam was!
Spojrzałam
w lewo i zobaczyłam brata o imieniu Boz z aparatem, który opuszczał po tym, jak
najwyraźniej zrobił zdjęcie mnie i Loganowi.
Miałam
nadzieję, że jeśli ładnie poproszę, da mi odbitkę.
Nasze
pierwsze zdjęcie.
Właśnie
zostało zrobione, ale nie mogłam się doczekać, żeby je zobaczyć.
-
Za ładna dla tego brata, Millie - oświadczył Boz, posyłając Loganowi żartobliwe
spojrzenie, a do mnie uśmiechając się. Odwrócił się tylko po to, by się
zatrzymać i podnieść aparat, by zrobić zdjęcie ciemnowłosemu chłopcu, który
ścigał psa na asfalcie między sklepem Ride, warsztatem Ride i kwaterą główną
Chaosu.
-
Nie jedz tego wszystkiego, Chew – warknęła kobieta, której jeszcze nie spotkałam,
która znajdowała się niedaleko nas przy innym stole piknikowym, zastawionym
jedzeniem - Są ulubione Low.
„On
jest mrukiem. Łapie resztki – odpowiedział brat, którego już spotkałam, zwany
Chew, robiąc to z ustami pełnymi faszerowanego jajka, z których jeszcze dwa
miał w dłoni.
–
Ma ze sobą swoją dziewczynę, kretynie – odparła - Mruk czy nie, każdy Chaos ma
maniery - Położyła dłoń na biodrze i wyzwała - A może się mylę?
-
Nie mylisz się, ale jesteś wrzodem na dupie – odparował Chew.
–
Moja praca – mruknęła.
Zachichotałam
cicho.
-
Tato! Chcę szczeniaka! - krzyknął ciemnowłosy mały chłopiec, a ja spojrzałam w
tamtą stronę.
Był
teraz blisko Tacka, który dźwigał córkę na swoich barkach.
-
Masz to, kolego - odpowiedział Tack z uśmiechem.
To
było proste.
-
Naprawdę? - wrzasnęła Tabby.
Najwyraźniej
Tabby czuła to, co ja.
Tack
skręcił kark w chwili, gdy pochyliła się i położyła obie ręce na jego
policzkach.
–
Tak, malutka – powiedział jej.
Jak
słodko.
Tak,
całkowicie lubiłam Tacka.
-
Szczeniak! - krzyknął mały chłopiec, którego podejrzewałam, że to był Rush,
machając rękami z podniecenia.
-
Popychadło.
Słowo
zostało wymamrotane za nami, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłem, że to Wielki
Petey, który wpatrywał się w Tacka i jego dzieci, i nawet jeśli jego słowo
brzmiało z dezaprobatą, jego uśmiech taki nie był.
O
tak. Podobała mi się cała rodzina Chaosu Logana, bo była jak rodzina.
Bezpieczna. Kochająca. I jak każda rodzina, nawet mająca swoje wady, nadal
czułaś się w niej się dobrze.
Westchnęłam
i wepchnęłam się bokiem w mojego mężczyznę.
-
Wszystko okej? - zapytał czubek mojej głowy.
Owinęłam
rękę wokół jego talii i oparłam głowę o bok jego klatki piersiowej.
–
Tak, Logan – odpowiedziałam - Zdecydowanie okej.
Uścisnął
mnie.
Zwróciłam
to.
-
Millie! - zawołał Black - Skończone kiełbaski, Słonko - Spojrzał na Logana - Low, zanieś swojej
kobiecie jej jedzenie.
Twoja kobieta.
-
Wrócę - mruknął Logan, puścił mnie i poszedł w stronę grilla, żeby przynieść mi
jedzenie.
Patrzyłam,
jak się oddala, myśląc: Tak, o tak.
Absolutnie
tak.
Byłam
w stu procentach okej.
Bardzo jestem ciekawa, co mogło się wydarzyć, że posypało się między nimi aż tak..
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń