ROZDZIAŁ
9
„Daleko
w tyle” (cz.1)
Zadzwonił
mój telefon na szafce nocnej. Otworzyłam oczy, przewróciłam się, spojrzałam na
zegar i zobaczyłam, że jest sześć po jedenastej, po czym podniosłam się, by
spojrzeć na wyświetlacz mojego telefonu.
Kellie.
To
się zdarzało, nie często, ale się zdarzało.
Zwykle
to ignorowałam. Nie żywiła urazy. Znała mnie.
Wiedziała,
że to nie bywała to udana próba, ale nigdy nie zrezygnowała z chęci, abym miała
życie.
Jednak
spędziłam cały dzień, upewniając się, że impreza rocznicowa przebiegnie bez
żadnych problemów (tak się stało), więc byłam jeszcze mniej skłonna niż zwykle
(a nigdy nie byłam skłonna) do podrywania i robienia różnych rzeczy z Kellie.
Ale
byłam też zobowiązana żyć moim kłamstwem dla tych, których kochałam.
Odkąd
Logan wyszedł dwa dni wcześniej, nie wrócił.
Co
do mnie, od tamtej pory nie wahałam się kontynuować farsy.
Jutro
wieczorem Dot, Alan i dzieciaki mieli przyjść na beef Strogonow.
Co
więcej, Justine i Veronica szukały opiekunki, żebyśmy mogły zaplanować noc, podczas
której wszystkie moglibyśmy założyć nasze małe czarne, wyjść i pić koktajle.
Claire była na to gotowa, a bez dzieciaka lub stałego, który byłby naprawdę stały, była gotowa, byśmy mogły się
kręcić.
Innymi
słowy, pełną parą ciągnęłam farsę.
Teraz
nadszedł czas, aby udowodnić Kellie, że rozpoczęłam nowe życie i zamierzam
wrócić do normalnego życia.
Chwyciłam
więc telefon, odebrałam połączenie i przyłożyłam go do ucha.
-
Lo, mała - przywitałam się, wciąż otrząsając się ze snu.
-
Ona odebrała! - Kellie wrzasnęła mi
do ucha, więc musiałam odsunąć telefon na cal - Tak jest! - krzyczała dalej.
Przyłożyłam
telefon z powrotem do ucha i powiedziałam - Kocham cię, wiesz o tym, ale nie
kocham, jak dzwonisz do mnie w środku nocy i krzyczysz mi do ucha.
–
Trzecia nad ranem to środek nocy, Mill. Jedenasta nim nie jest – poinformowała
mnie.
–
Cokolwiek – mruknęłam - Dlaczego dzwonisz?
-
Bo jest taki zajebisty zespół, który musisz zobaczyć grający teraz w The
Roll. Właśnie skończyli swój pierwszy występ, suko, i wywalili sufit. Zabieraj swój tyłek z łóżka i przynoś go tutaj, pronto, albo już nigdy w życiu się do
ciebie nie odezwę.
Przez
ostatnie dwanaście, trzynaście lat przestałam odpowiadać na nocne telefony
Kellie.
Przez
lata między byciem z Logan a nieodbieraniem jej telefonów, odbierałam jej
telefony, ale potem angażowałam się w długą rozmowę o tym, jak to potrzebowałam
snu, bo miałam pracę następnego dnia, jak nie interesowałam się już muzyką na
żywo ani strzelaniem szotów czy cokolwiek, to zabiera czas i staje się
frustrujące (stąd moja rezygnacja z odbierania telefonu).
Ale
niewątpliwie rozmawiała z Dot i/lub Justine, więc wiedziała o małych czarnych i
beef Strogonow. Słyszała o Downton Abbey
albo przychodziła i widziała, jak zapalałam świece i jak używałam kieliszków do
wina.
Aby
więc jej udowodnić, że żyłam swoim życiem, jednocześnie ukrywając, że w środku byłam
martwa, odpowiedziałam - Będę tam za godzinę.
Cisza,
która dokładnie nie była ciszą, bo słyszałam tłum w tle, a także muzykę, którą
grali między występami na żywo.
Potem
usłyszałam - Powiedz jeszcze raz?”
Odrzuciłam
kołdrę i sięgnęłam do lampki - Daj mi godzinę, a spotkamy się na miejscu.
Musiałam
ponownie odsunąć telefon od ucha, kiedy wrzasnęła - Tak jest!
To
sprawiło, że się uśmiechnęłam, a uśmiech uświadomił mi, że postępowałam
właściwie, bo bez względu na to, co czułam głęboko w sobie, dawałam ludziom,
których kochałam, to, czego potrzebowali.
Powinnam
była to zrobić dawno temu.
Teraz
było już na to późno, ale lepiej późno niż wcale.
Poza
tym lubiłam muzykę na żywo, a minęły wieki, odkąd widziałam grający zespół.
Nie
wspominając o tym, że moja mała czarna była zabójcza. Więc na pewno znalazłabym
też trochę czasu na wyjście z Justine i Veronicą. Potrzebowały wymówek, żeby
się odstrzelić i przypomnieć sobie, dlaczego się w ogóle w sobie zakochały, że
obie były seksowne, zabawne, miały w sobie kopa, a po tym, jak Justine
urodziła, wciąż były w sobie niesamowicie
zakochane.
Ostatnio
zdecydowałam, że całkowicie kupię koty. Miałam wszystko, wszystko straciłam i
wiedziałam, że nigdy tego nie odzyskam. Ale życie w pojedynkę było samotne, a samotne
było do dupy, więc samotnego miałam zamiar uciąć kotkami.
Wstałam
z łóżka i udałam się do łazienki, rozkazując - A teraz rozłącz się, żebym mogła
nałożyć trochę makijażu i wyjść.
–
Masz to, suko. Wrzuć ten tyłek w bieg. Do zobaczenia wkrótce! Juhu hu! - Kellie zawołała się, zanim
usłyszałam, jak się rozłączyła.
Wrzuciłam
swój tyłek w bieg i zaczęłam działać na autopilocie.
Kiedy
spojrzałam na siebie w lustrze w łazience, zobaczyłam, że nie byłam w łóżku
wystarczająco długo, żeby moje włosy się splątały, więc to było dobre. Dlatego
nałożyłam sporo makijażu, ponieważ dobry rock’n’roll wymaga poświęcenia i
minęło trochę czasu, ale wiedziałam, że wyczerpanie twojej kolekcji makijażu
było akceptowalną propozycją.
Nie
miałam już rock’n’rollowych ciuchów, ale dałam z siebie wszystko, bo włożyłam
parę wyblakłych dżinsów, botki na wysokim obcasie, gruby pasek i cienki morwowy
sweter, który wyglądał na podarty i zniekształcony, ale zrobiony tak celowo,
trzymając się we właściwych miejscach, wisząc i pozwalając ci zgadywać w
lepszych miejscach.
Owinęłam
wokół szyi wąski rockandrollową apaszkę i włożyłam długie, srebrne kółka do
uszu, nakładając pierścionki i brzęczące bransoletki, po czym wcisnęłam
błyszczyk i portfel do kopertówki, chwyciłam zamszową kurtkę i wyruszyłam.
Trafiłam
do The Roll, miejsca, które było w połowie barem, w połowie klubem, z muzyką na
żywo w weekendy i niektóre wieczory powszednie (to była część klubowa), ale
głównie był to bar z drinkami, o którym słyszałam, że był modnym miejscem (od
Kellie). Dlatego wiedziałam, gdzie to było, ale zaczęło działać po tym, jak
Logan i ja skończyliśmy, więc nigdy tam nie byłam.
A
dotarłam tam, nie lubiąc tego, co zobaczyłam, biorąc pod uwagę, że parking był
zatłoczony, a przed drzwiami była kolejka.
Zaparkowałam
na ulicy dwie przecznice dalej, wysiadłam i ruszyłam w stronę baru, mimo że
wiedziałam, że próba przekonania Kellie, że moje wyprowadzanie się z lat żałoby
po złym życiu, zakończy się niepowodzeniem. Musiałabym wybrać inną noc, żeby to
zrobić, bo nie było mowy, żebym stała sama na mrozie w kolejce przez Bóg wie
jak długo, żeby wypić kilka drinków i posłuchać muzyki.
Kiedy
szłam w stronę drzwi baru, miałam telefon przy uchu, żeby dokładnie to
powiedzieć Kellie.
Ta
decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, kiedy odebrała i usłyszałam
niewątpliwą prawdę, że zespół wrócił na scenę i rządzili nią nawet przez
telefon.
-
Jo! - krzyknęła.
-
Mała, jest kolejka - powiedziałam jej - Jest zimno, a kolejka jest długa.
Prawdopodobnie nie dostałabym się do finałowego występu i nie ma mowy, żebym
stała na zewnątrz przez wiele godzin.
-
Zostaw to mnie. Po prostu idź do drzwi – odpowiedziała kolejnym okrzykiem.
–
Kellie… – zaczęłam, ale mówiłam do głuchej ciszy. Przepadła - Kurwa - syknęłam,
decydując, że następnym razem, gdy zadzwoni, udowodnię, że jestem nowy,
ignorując telefon, dzwoniąc do niej następnego dnia i zapraszając ją na
Strogonow lub inny genialny posiłek, którego nauczyłem się robić.
Następnie
przeszłam do drzwi, nie wiedząc, jak w tym tłumie wpuszczą
czterdziestojednoletnią kobietę, która mogła mieć ładne włosy, świetną zamszową
kurtkę i wspaniałe botki na wysokich obcasach, bo wciąż miała czterdzieści
jeden, a nikt w kolejce nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia trzy lata.
Jednak
kiedy dotarłam do drzwi, bramkarz obciął mnie od stóp do głów, uśmiechnął się, a
potem odwrócił się, by spojrzeć za siebie, kiedy usłyszał krzyk - Ona jest ze
mną!
Kellie
była już za drzwiami. Bramkarz skinął jej głową, odwrócił się do mnie, podniósł
rękę i wykonał gest „wsadzaj tam swój tyłek”, na co ktoś na początku kolejki
narzekał - Poważnie, koleś? Stoję tu już godzinę. Co do cholery?
Zignorowałam
niezadowolenie płynące z kolejki, wymamrotałam „Dzięki” do bramkarza, gdy
szybko go minęłam, i usłyszałam „Nie ma problemu, kochanie”, co było miłe, ale
prawdopodobnie miało więcej wspólnego z tym, że Kellie była stałym członkiem
niż z tym, że ja miałam ładne włosy (lub świetną kurtkę). Mimo to odwróciłam
głowę i posłałam mu uśmiech.
Mrugnął
do mnie.
Nie
mógł mieć więcej niż trzydzieści dwa lata, więc to było przyjemne.
Pozwoliłam,
żeby było miło, potem odpuściłam i przeniosłam się do Kellie.
–
To będzie tego warte – oświadczyła, zanim zdążyłam się przywitać, a jej słowa
były dziwnie ciężkie.
Wyciągnęła
rękę i złapała moją, gdy mówiła.
Zanim
zdążyłam odpowiedzieć lub zrozumieć wagę jej słów, wciągnęła mnie do środka,
drzwi zamknęły za nami zimno, zostawiając nas w cieple, które było nie tylko
wnętrzem budynku, ale wnętrzem baru wypełnionego ludźmi.
I
w tym momencie zrozumiałam swój błąd.
Porzuciłam
życie, kiedy skończyłam z Loganem, więc od tamtej pory nie byłam w takim
miejscu, z wyjątkiem mojej krótkiej wizyty u Scruff’a kilka tygodni wcześniej.
Tamto
się nie liczyło.
To
było to.
To
było w tym miejscu.
To
była jedna z wielu rzeczy z tamtych czasów, które wypełniały mnie i sprawiały,
że życie było piękne.
Znaki.
Światła. Ludzie. Dźwięki. Atmosfera.
Elektryczne.
Żywe.
Nie
ja.
Tak
bardzo nie ja.
Już
nie.
Byłam
tam, czułam to, byłam na to odporna i tęskniłam za tym wszystkim w tym samym
czasie, aż do bólu, bo kiedy to miałam, miałam to z Loganem.
Tak.
Duży
błąd.
Ogromny.
Musiałam
się stąd wydostać.
Nie
mogłam wyjść.
Ciągnąc
mnie za sobą, Kellie fachowo przecisnęła się przez tłum do stolika w chaosie
wokół sceny, na której grała muzyka.
Dobra
muzyka.
Zespół
był doskonały.
Nie
patrzyłam na zespół. Skoncentrowałam się na dotarciu tam, gdzie prowadziła mnie
Kellie, bez wpadania na kogoś na krześle lub na kelnerkę lawirującą między
stolikami i ciałami.
Kellie
zaprowadziła nas do swojego stolika, przy którym siedziało dwóch mężczyzn i
jeszcze jedna kobieta, z których nikogo nie znałam, a wszyscy patrzyli na nas,
kiedy tam dotarliśmy.
-
To są moi najlepsi przyjaciele na noc, odkąd pozwolili mi usiąść przy ich stole
- krzyknęła, Kellie była osobą, która mogła zawierać przyjaźnie w dowolnym
miejscu (i to robiła), a tym samym mogła wychodzić bez przyjaciółki (i robiła).
Wyciągnęła rękę w ich stronę - Jeff, Mark i Helen.
–
Hej – krzyknęłam.
-
Yo - odkrzyknęli Jeff lub Mark.
Mark
lub Jeff uniósł brodę.
Helen
uśmiechnęła się, lekko pomachała, po czym ponownie spojrzała na scenę.
Kellie
znów pociągnęła mnie za rękę, aż usiadłam na jednym z dwóch wolnych krzeseł.
Usiadła
w drugim i fachowo złapała przechodzącą kelnerkę.
-
Dwanaście szotów tequili! – krzyknęła do niej, a ja poczułam, jak moje oczy stały
się wielkie - Po dwa dla wszystkich i cztery dla mojej dziewczyny, żeby mogła
dogonić!
Cztery
szoty?
–
Mam cię – odkrzyknęła kelnerka i odeszła, zanim zdążyłam ją powstrzymać.
Oparłam
się o Kellie.
-
Mała, ja prowadzę! - Krzyknąłem.
-
Będziesz tu jakiś czas, a moi nowi kumple kupili popcorn na zagrychę, żeby się
napić! – odkrzyknęła, przechylając głowę na stół.
Spojrzałem
na wyłożony woskowanym papierem czerwony kosz na stole, który po szybkim
policzeniu zawierał siedem popękanych kawałków kukurydzy i mnóstwo niewybuchów.
Potem spojrzałam z powrotem na Kellie, która teraz wpatrywała się w scenę.
-
Mała! - Krzyknęłam. Wciąż wpatrywała się w scenę, kiwając głową i nie
odwracając się do mnie, więc ponownie krzyknęłam - Kellie!
Odchyliła
się w moją stronę, nie odrywając uwagi od zespołu, i odkrzyknęła - Tak bardzo
potrzebują tu parkietu do tańca. Ten zespół sprawia, że chcesz się ruszać.
Nie
myliła się. W tej chwili wywijali z „Hard to Handle” Black Crowe i robili to
tak genialnie, że gdyby Chris Robinson stał przy barze, uśmiechałby się.
Moje
oczy zaczęły przenosić się na scenę, ale zatrzymały się, gdy ktoś uderzył w
moje krzesło i całe moje ciało szarpnęło się, gdy moje krzesło przesunęło się o
trzy cale w kierunku krzesła Kellie.
-
Prr! - krzyknął mężczyzna, a ja spojrzałam na niego - Przepraszam!
Uśmiechnąłem
się - W porządku!
Odwzajemnił
uśmiech i poszedł dalej.
Znowu
miałam spojrzeć na scenę, kiedy usłyszałam - Plotka była prawdziwa! Za każdym
razem, gdy przyjeżdżają do Denver, odzyskują swojego starego frontmana. I
pieprzyć, jeśli nie da czadu!
To
zostało wykrzyczane przez Helen i spojrzałam na nią, gdy zespół skończył
piosenkę, a ona podskoczyła, podobnie jak wszyscy inni przy naszym stole, przy
innych stołach, wszyscy ludzie zasłonili mi widok na scenę, a tłum ryknął z
aprobatą.
Zaczęłam
klaskać i dalej się uśmiechać, bo nie było tak źle. Strzeliłabym szota, może
dwa, zamówiłabym colę i posłuchała dobrej muzyki, siedząc z moją dziewczyną i
jej nowymi przyjaciółmi. Jutro będę zmęczona, ale to mnie nie zabije, Kellie
będzie szczęśliwa i tylko to się liczyło.
Rozpoczęły
się wolniejsze nuty rozpoznanej przeze mnie piosenki. Ludzie wokół opadli z
powrotem na krzesła, a przez mikrofon zabrzmiał znajomy głos.
-
Ta piosenka jest dedykowana suce o imieniu Millie.
Moje
oczy wystrzeliły w kierunku sceny, którą teraz mogłam zobaczyć, a moje serce
skurczyło się w proch, gdy zobaczyłam Hoppera Kincaida, w tamtych czasach
nowego brata Chaosu, a sądząc z jego słów niewątpliwie nadal był bratem Chaosu,
stojącego z przodu i pośrodku. Jego wytatuowane w płomienie ramiona poruszały
się na gitarze, którą trzymał. Jego oczy wypełnione nienawiścią były skierowane
na mnie.
-
Nie dobrze znowu cię widzieć -
warknął prosto do mnie, a kurz z mojego serca unosił się na jego słowach. Potem
zagrał jeszcze kilka nut i przeszedł do słów Candlebox „Zostawić daleko za sobą”.
Słyszałam,
jak Kellie mówiła całkowicie wkurzona - Co do cholery? - ale nie mogłam oderwać
oczu od Hop’a raniącego krwawą miazgę mojej duszy każdym słowem smutnej,
gniewnej piosenki.
To
była fantastyczna piosenka, ale nigdy tak naprawdę nie słuchałam jej słów.
Słuchałam
ich wtedy.
I
wiedziałam, że mogą znaczyć jedno dla Candlebox.
Znaczyły
coś innego dla Hoppera Kincaida i rodziny, którą kiedyś kochałam, zwanej
Chaosem.
Ostatnio
znaczyły dla mnie coś zupełnie innego.
I
kiedy przedzierał się przeze mnie tą piosenką, celowo zadając rany, które już
były obnażone i nigdy się nie zagoiły, usłyszałam, jak Kellie warczała - Nie
kupiłam tego gówna - i wiedziałam.
Ja.
Cholernie.
Wiedziałam.
Nie
byłam tam, bo Kellie wpadła na szalony pomysł, żeby przywrócić mnie do życia.
Byłam
tam z innego powodu.
Oderwałam
wzrok od Hop’a i spojrzałam przez bar, wiedząc, co znajdę, zanim to znajdę.
Potem
to znalazłam.
Z
boku sceny, przy własnym stoliku z napisem RESERVED, siedział Tack Allen.
Towarzyszyła
mu jego kobieta, Tyra.
Także
ta, którą nazywali Lanie.
Gorzej.
Boz.
Hound. Big Petey.
I
Logan.
Mężczyźni
kierowali swoją nienawiść do mnie. Uderzyła, toksyna pokryła moją skórę i
wniknęła głęboko.
Kobiety
wyglądały na zszokowane.
Dotarli
do Kellie.
Dotarli
do mojej dziewczyny.
A
ona wskoczyła na pokład, karmiona obietnicami uleczenia ran, na które nie było
lekarstwa, nie mając pojęcia, że ich gra mnie wykończy.
Zerwałam
się z krzesła, wsuwając torebkę pod pachę i okrążyłam stół, kierując się w ich
stronę, patrząc na przywódcę prowodyra.
Nowa
kobieta Tacka.
-
Millie! - Kellie krzyknęła.
Zignorowałam
ją i szłam dalej, ocierając się o ludzi, omijając krzesła. Na długo zanim
dotarłam do stołu Chaosu, wszyscy stali, mężczyźni w agresywnych pozycjach
obronnych, kobiety niepewne.
Zatrzymałam
się przy ich stoliku, Hound stanął głównie przede mną, ale ja nie spuszczałam
wzroku z Tyry.
-
Przestawań! - Krzyknęłam, wiedząc, że moja twarz była wykrzywiona, pewna, że była
brzydka, ale nie przejmowałam się tym, potrzebowałam tylko jednej ostatniej
rzeczy, zanim przestałabym istnieć.
A
to miało na celu przekazanie mojej wiadomości.
–
Ja… – zaczęła, ale przeniosłam wzrok na Tacka.
-
Zatrzymaj ją! - zażądałam.
-
Millie…
To
był Logan. Był blisko. Słyszałam to i czułam to.
Ale
miałam wzrok skierowany na Tacka, który wstrzykiwał mi do krwioobiegu jad
swojego wzroku, jednocześnie otwierając usta, żeby coś powiedzieć.
Kellie
odezwała się przed nim - Wy skurwysyny!
- wrzasnęła - Pieprzone suki. Pograłyście
mną! Wy cholerne pieprzone suki. Miałam
wrobić własną przyjaciółkę! -
wrzasnęła.
Tack
przeniósł wzrok ze mnie na Kellie, a potem na swoją kobietę.
–
Powiedz, że tego nie zrobiłaś – warknął.
Spojrzała
na niego z bladą twarzą. – Kane, kochanie…
-
Millie.
To
znowu był Logan i poczułam jego rękę na sobie.
Płonęło.
Boże,
płonęło.
Przypalało.
Paliło
moje ciało do niczego.
Zaciekle
wykręciłam rękę, wyrywając się, wpadając na Kellie i odchylając głowę do tyłu,
by na niego spojrzeć.
Podniosłam
rękę, wskazując palcem o cal od jego twarzy.
Nie
mogłam ukryć agonii i nie obchodziło mnie to, kiedy krzyczałam - Niech przestaną!
–
Mała… – zaczął, podnosząc rękę, ale zanim zdążył dosięgnąć mojej, oderwałam ją.
-
Skończyłam przechodzić dla ciebie przez ogień, High! - Krzyknęłam - skończyłam
nie dlatego, że skończyłam, ale dlatego, że nie zostało ze mnie nic do spalenia. Masz to wszystko! Zawsze miałeś wszystko! Ja poświęciłam wszystko, abyś ty mógł mieć to wszystko! Proszę! Boże! Zostaw mnie z
niczym! - Wyciągnęłam rękę w stronę ich stolika - A jeśli chociaż raz dbałeś o
mnie choć trochę, spraw, żeby oni pozwolili
mi mieć moje nic!
Na
tym szarpałam, rozpychałam się, zdesperowana, by dostać się do miejsca, w
którym mogłabym całkowicie zniknąć i zrobić to sama. Dostałam za dużo za
wcześnie i zapłaciłam za to odebraniem wszystkiego, więc to było wszystko, co
kiedykolwiek miałam. Nic. Wszystko, czym kiedykolwiek będę. Sama. Z tym
wszystkim, po raz ostatni przebiłam się przez płomienie, przedarłam się przez
bar, na zewnątrz i pobiegłam do samochodu na wysokich obcasach.
Skazana
na zniknięcie.
Gotowa,
by zniknąć.
Niczego
nie potrzebowałam, tylko zostawić to wszystko daleko za sobą.
*****
CDN
Normalnie pierwszy raz Chaos mnie rozczarował 😡
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń