środa, 29 marca 2023

9 - „Daleko w tyle” (cz.1)

 

ROZDZIAŁ 9

„Daleko w tyle” (cz.1)

 

 Dodaję wyjątkowo w środę, jako rekompensatę za to, że High nadal jest dupkiem

M.

#####


Millie

Zadzwonił mój telefon na szafce nocnej. Otworzyłam oczy, przewróciłam się, spojrzałam na zegar i zobaczyłam, że jest sześć po jedenastej, po czym podniosłam się, by spojrzeć na wyświetlacz mojego telefonu.

Kellie.

To się zdarzało, nie często, ale się zdarzało.

Zwykle to ignorowałam. Nie żywiła urazy. Znała mnie.

Wiedziała, że to nie bywała to udana próba, ale nigdy nie zrezygnowała z chęci, abym miała życie.

Jednak spędziłam cały dzień, upewniając się, że impreza rocznicowa przebiegnie bez żadnych problemów (tak się stało), więc byłam jeszcze mniej skłonna niż zwykle (a nigdy nie byłam skłonna) do podrywania i robienia różnych rzeczy z Kellie.

Ale byłam też zobowiązana żyć moim kłamstwem dla tych, których kochałam.

Odkąd Logan wyszedł dwa dni wcześniej, nie wrócił.

Co do mnie, od tamtej pory nie wahałam się kontynuować farsy.

Jutro wieczorem Dot, Alan i dzieciaki mieli przyjść na beef Strogonow.

Co więcej, Justine i Veronica szukały opiekunki, żebyśmy mogły zaplanować noc, podczas której wszystkie moglibyśmy założyć nasze małe czarne, wyjść i pić koktajle. Claire była na to gotowa, a bez dzieciaka lub stałego, który byłby naprawdę stały, była gotowa, byśmy mogły się kręcić.

Innymi słowy, pełną parą ciągnęłam farsę.

Teraz nadszedł czas, aby udowodnić Kellie, że rozpoczęłam nowe życie i zamierzam wrócić do normalnego życia.

Chwyciłam więc telefon, odebrałam połączenie i przyłożyłam go do ucha.

- Lo, mała - przywitałam się, wciąż otrząsając się ze snu.

- Ona odebrała! - Kellie wrzasnęła mi do ucha, więc musiałam odsunąć telefon na cal - Tak jest! - krzyczała dalej.

Przyłożyłam telefon z powrotem do ucha i powiedziałam - Kocham cię, wiesz o tym, ale nie kocham, jak dzwonisz do mnie w środku nocy i krzyczysz mi do ucha.

– Trzecia nad ranem to środek nocy, Mill. Jedenasta nim nie jest – poinformowała mnie.

– Cokolwiek – mruknęłam - Dlaczego dzwonisz?

- Bo jest taki zajebisty zespół, który musisz zobaczyć grający teraz w The Roll. Właśnie skończyli swój pierwszy występ, suko, i wywalili sufit. Zabieraj swój tyłek z łóżka i przynoś go tutaj, pronto, albo już nigdy w życiu się do ciebie nie odezwę.

Przez ostatnie dwanaście, trzynaście lat przestałam odpowiadać na nocne telefony Kellie.

Przez lata między byciem z Logan a nieodbieraniem jej telefonów, odbierałam jej telefony, ale potem angażowałam się w długą rozmowę o tym, jak to potrzebowałam snu, bo miałam pracę następnego dnia, jak nie interesowałam się już muzyką na żywo ani strzelaniem szotów czy cokolwiek, to zabiera czas i staje się frustrujące (stąd moja rezygnacja z odbierania telefonu).

Ale niewątpliwie rozmawiała z Dot i/lub Justine, więc wiedziała o małych czarnych i beef Strogonow. Słyszała o Downton Abbey albo przychodziła i widziała, jak zapalałam świece i jak używałam kieliszków do wina.

Aby więc jej udowodnić, że żyłam swoim życiem, jednocześnie ukrywając, że w środku byłam martwa, odpowiedziałam - Będę tam za godzinę.

Cisza, która dokładnie nie była ciszą, bo słyszałam tłum w tle, a także muzykę, którą grali między występami na żywo.

Potem usłyszałam - Powiedz jeszcze raz?”

Odrzuciłam kołdrę i sięgnęłam do lampki - Daj mi godzinę, a spotkamy się na miejscu.

Musiałam ponownie odsunąć telefon od ucha, kiedy wrzasnęła - Tak jest!

To sprawiło, że się uśmiechnęłam, a uśmiech uświadomił mi, że postępowałam właściwie, bo bez względu na to, co czułam głęboko w sobie, dawałam ludziom, których kochałam, to, czego potrzebowali.

Powinnam była to zrobić dawno temu.

Teraz było już na to późno, ale lepiej późno niż wcale.

Poza tym lubiłam muzykę na żywo, a minęły wieki, odkąd widziałam grający zespół.

Nie wspominając o tym, że moja mała czarna była zabójcza. Więc na pewno znalazłabym też trochę czasu na wyjście z Justine i Veronicą. Potrzebowały wymówek, żeby się odstrzelić i przypomnieć sobie, dlaczego się w ogóle w sobie zakochały, że obie były seksowne, zabawne, miały w sobie kopa, a po tym, jak Justine urodziła, wciąż były w sobie niesamowicie zakochane.

Ostatnio zdecydowałam, że całkowicie kupię koty. Miałam wszystko, wszystko straciłam i wiedziałam, że nigdy tego nie odzyskam. Ale życie w pojedynkę było samotne, a samotne było do dupy, więc samotnego miałam zamiar uciąć kotkami.

Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki, rozkazując - A teraz rozłącz się, żebym mogła nałożyć trochę makijażu i wyjść.

– Masz to, suko. Wrzuć ten tyłek w bieg. Do zobaczenia wkrótce! Juhu hu! - Kellie zawołała się, zanim usłyszałam, jak się rozłączyła.

Wrzuciłam swój tyłek w bieg i zaczęłam działać na autopilocie.

Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze w łazience, zobaczyłam, że nie byłam w łóżku wystarczająco długo, żeby moje włosy się splątały, więc to było dobre. Dlatego nałożyłam sporo makijażu, ponieważ dobry rock’n’roll wymaga poświęcenia i minęło trochę czasu, ale wiedziałam, że wyczerpanie twojej kolekcji makijażu było akceptowalną propozycją.

Nie miałam już rock’n’rollowych ciuchów, ale dałam z siebie wszystko, bo włożyłam parę wyblakłych dżinsów, botki na wysokim obcasie, gruby pasek i cienki morwowy sweter, który wyglądał na podarty i zniekształcony, ale zrobiony tak celowo, trzymając się we właściwych miejscach, wisząc i pozwalając ci zgadywać w lepszych miejscach.

Owinęłam wokół szyi wąski rockandrollową apaszkę i włożyłam długie, srebrne kółka do uszu, nakładając pierścionki i brzęczące bransoletki, po czym wcisnęłam błyszczyk i portfel do kopertówki, chwyciłam zamszową kurtkę i wyruszyłam.

Trafiłam do The Roll, miejsca, które było w połowie barem, w połowie klubem, z muzyką na żywo w weekendy i niektóre wieczory powszednie (to była część klubowa), ale głównie był to bar z drinkami, o którym słyszałam, że był modnym miejscem (od Kellie). Dlatego wiedziałam, gdzie to było, ale zaczęło działać po tym, jak Logan i ja skończyliśmy, więc nigdy tam nie byłam.

A dotarłam tam, nie lubiąc tego, co zobaczyłam, biorąc pod uwagę, że parking był zatłoczony, a przed drzwiami była kolejka.

Zaparkowałam na ulicy dwie przecznice dalej, wysiadłam i ruszyłam w stronę baru, mimo że wiedziałam, że próba przekonania Kellie, że moje wyprowadzanie się z lat żałoby po złym życiu, zakończy się niepowodzeniem. Musiałabym wybrać inną noc, żeby to zrobić, bo nie było mowy, żebym stała sama na mrozie w kolejce przez Bóg wie jak długo, żeby wypić kilka drinków i posłuchać muzyki.

Kiedy szłam w stronę drzwi baru, miałam telefon przy uchu, żeby dokładnie to powiedzieć Kellie.

Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, kiedy odebrała i usłyszałam niewątpliwą prawdę, że zespół wrócił na scenę i rządzili nią nawet przez telefon.

- Jo! - krzyknęła.

- Mała, jest kolejka - powiedziałam jej - Jest zimno, a kolejka jest długa. Prawdopodobnie nie dostałabym się do finałowego występu i nie ma mowy, żebym stała na zewnątrz przez wiele godzin.

- Zostaw to mnie. Po prostu idź do drzwi – odpowiedziała kolejnym okrzykiem.

– Kellie… – zaczęłam, ale mówiłam do głuchej ciszy. Przepadła - Kurwa - syknęłam, decydując, że następnym razem, gdy zadzwoni, udowodnię, że jestem nowy, ignorując telefon, dzwoniąc do niej następnego dnia i zapraszając ją na Strogonow lub inny genialny posiłek, którego nauczyłem się robić.

Następnie przeszłam do drzwi, nie wiedząc, jak w tym tłumie wpuszczą czterdziestojednoletnią kobietę, która mogła mieć ładne włosy, świetną zamszową kurtkę i wspaniałe botki na wysokich obcasach, bo wciąż miała czterdzieści jeden, a nikt w kolejce nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia trzy lata.

Jednak kiedy dotarłam do drzwi, bramkarz obciął mnie od stóp do głów, uśmiechnął się, a potem odwrócił się, by spojrzeć za siebie, kiedy usłyszał krzyk - Ona jest ze mną!

Kellie była już za drzwiami. Bramkarz skinął jej głową, odwrócił się do mnie, podniósł rękę i wykonał gest „wsadzaj tam swój tyłek”, na co ktoś na początku kolejki narzekał - Poważnie, koleś? Stoję tu już godzinę. Co do cholery?

Zignorowałam niezadowolenie płynące z kolejki, wymamrotałam „Dzięki” do bramkarza, gdy szybko go minęłam, i usłyszałam „Nie ma problemu, kochanie”, co było miłe, ale prawdopodobnie miało więcej wspólnego z tym, że Kellie była stałym członkiem niż z tym, że ja miałam ładne włosy (lub świetną kurtkę). Mimo to odwróciłam głowę i posłałam mu uśmiech.

Mrugnął do mnie.

Nie mógł mieć więcej niż trzydzieści dwa lata, więc to było przyjemne.

Pozwoliłam, żeby było miło, potem odpuściłam i przeniosłam się do Kellie.

– To będzie tego warte – oświadczyła, zanim zdążyłam się przywitać, a jej słowa były dziwnie ciężkie.

Wyciągnęła rękę i złapała moją, gdy mówiła.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć lub zrozumieć wagę jej słów, wciągnęła mnie do środka, drzwi zamknęły za nami zimno, zostawiając nas w cieple, które było nie tylko wnętrzem budynku, ale wnętrzem baru wypełnionego ludźmi.

I w tym momencie zrozumiałam swój błąd.

Porzuciłam życie, kiedy skończyłam z Loganem, więc od tamtej pory nie byłam w takim miejscu, z wyjątkiem mojej krótkiej wizyty u Scruff’a kilka tygodni wcześniej.

Tamto się nie liczyło.

To było to.

To było w tym miejscu.

To była jedna z wielu rzeczy z tamtych czasów, które wypełniały mnie i sprawiały, że życie było piękne.

Znaki. Światła. Ludzie. Dźwięki. Atmosfera.

Elektryczne.

Żywe.

Nie ja.

Tak bardzo nie ja.

Już nie.

Byłam tam, czułam to, byłam na to odporna i tęskniłam za tym wszystkim w tym samym czasie, aż do bólu, bo kiedy to miałam, miałam to z Loganem.

Tak.

Duży błąd.

Ogromny.

Musiałam się stąd wydostać.

Nie mogłam wyjść.

Ciągnąc mnie za sobą, Kellie fachowo przecisnęła się przez tłum do stolika w chaosie wokół sceny, na której grała muzyka.

Dobra muzyka.

Zespół był doskonały.

Nie patrzyłam na zespół. Skoncentrowałam się na dotarciu tam, gdzie prowadziła mnie Kellie, bez wpadania na kogoś na krześle lub na kelnerkę lawirującą między stolikami i ciałami.

Kellie zaprowadziła nas do swojego stolika, przy którym siedziało dwóch mężczyzn i jeszcze jedna kobieta, z których nikogo nie znałam, a wszyscy patrzyli na nas, kiedy tam dotarliśmy.

- To są moi najlepsi przyjaciele na noc, odkąd pozwolili mi usiąść przy ich stole - krzyknęła, Kellie była osobą, która mogła zawierać przyjaźnie w dowolnym miejscu (i to robiła), a tym samym mogła wychodzić bez przyjaciółki (i robiła). Wyciągnęła rękę w ich stronę - Jeff, Mark i Helen.

– Hej – krzyknęłam.

- Yo - odkrzyknęli Jeff lub Mark.

Mark lub Jeff uniósł brodę.

Helen uśmiechnęła się, lekko pomachała, po czym ponownie spojrzała na scenę.

Kellie znów pociągnęła mnie za rękę, aż usiadłam na jednym z dwóch wolnych krzeseł.

Usiadła w drugim i fachowo złapała przechodzącą kelnerkę.

- Dwanaście szotów tequili! – krzyknęła do niej, a ja poczułam, jak moje oczy stały się wielkie - Po dwa dla wszystkich i cztery dla mojej dziewczyny, żeby mogła dogonić!

Cztery szoty?

– Mam cię – odkrzyknęła kelnerka i odeszła, zanim zdążyłam ją powstrzymać.

Oparłam się o Kellie.

- Mała, ja prowadzę! - Krzyknąłem.

- Będziesz tu jakiś czas, a moi nowi kumple kupili popcorn na zagrychę, żeby się napić! – odkrzyknęła, przechylając głowę na stół.

Spojrzałem na wyłożony woskowanym papierem czerwony kosz na stole, który po szybkim policzeniu zawierał siedem popękanych kawałków kukurydzy i mnóstwo niewybuchów. Potem spojrzałam z powrotem na Kellie, która teraz wpatrywała się w scenę.

- Mała! - Krzyknęłam. Wciąż wpatrywała się w scenę, kiwając głową i nie odwracając się do mnie, więc ponownie krzyknęłam - Kellie!

Odchyliła się w moją stronę, nie odrywając uwagi od zespołu, i odkrzyknęła - Tak bardzo potrzebują tu parkietu do tańca. Ten zespół sprawia, że chcesz się ruszać.

Nie myliła się. W tej chwili wywijali z „Hard to Handle” Black Crowe i robili to tak genialnie, że gdyby Chris Robinson stał przy barze, uśmiechałby się.

Moje oczy zaczęły przenosić się na scenę, ale zatrzymały się, gdy ktoś uderzył w moje krzesło i całe moje ciało szarpnęło się, gdy moje krzesło przesunęło się o trzy cale w kierunku krzesła Kellie.

- Prr! - krzyknął mężczyzna, a ja spojrzałam na niego - Przepraszam!

Uśmiechnąłem się - W porządku!

Odwzajemnił uśmiech i poszedł dalej.

Znowu miałam spojrzeć na scenę, kiedy usłyszałam - Plotka była prawdziwa! Za każdym razem, gdy przyjeżdżają do Denver, odzyskują swojego starego frontmana. I pieprzyć, jeśli nie da czadu!

To zostało wykrzyczane przez Helen i spojrzałam na nią, gdy zespół skończył piosenkę, a ona podskoczyła, podobnie jak wszyscy inni przy naszym stole, przy innych stołach, wszyscy ludzie zasłonili mi widok na scenę, a tłum ryknął z aprobatą.

Zaczęłam klaskać i dalej się uśmiechać, bo nie było tak źle. Strzeliłabym szota, może dwa, zamówiłabym colę i posłuchała dobrej muzyki, siedząc z moją dziewczyną i jej nowymi przyjaciółmi. Jutro będę zmęczona, ale to mnie nie zabije, Kellie będzie szczęśliwa i tylko to się liczyło.

Rozpoczęły się wolniejsze nuty rozpoznanej przeze mnie piosenki. Ludzie wokół opadli z powrotem na krzesła, a przez mikrofon zabrzmiał znajomy głos.

- Ta piosenka jest dedykowana suce o imieniu Millie.

Moje oczy wystrzeliły w kierunku sceny, którą teraz mogłam zobaczyć, a moje serce skurczyło się w proch, gdy zobaczyłam Hoppera Kincaida, w tamtych czasach nowego brata Chaosu, a sądząc z jego słów niewątpliwie nadal był bratem Chaosu, stojącego z przodu i pośrodku. Jego wytatuowane w płomienie ramiona poruszały się na gitarze, którą trzymał. Jego oczy wypełnione nienawiścią były skierowane na mnie.

- Nie dobrze znowu cię widzieć - warknął prosto do mnie, a kurz z mojego serca unosił się na jego słowach. Potem zagrał jeszcze kilka nut i przeszedł do słów Candlebox „Zostawić daleko za sobą”.

Słyszałam, jak Kellie mówiła całkowicie wkurzona - Co do cholery? - ale nie mogłam oderwać oczu od Hop’a raniącego krwawą miazgę mojej duszy każdym słowem smutnej, gniewnej piosenki.

To była fantastyczna piosenka, ale nigdy tak naprawdę nie słuchałam jej słów.

Słuchałam ich wtedy.

I wiedziałam, że mogą znaczyć jedno dla Candlebox.

Znaczyły coś innego dla Hoppera Kincaida i rodziny, którą kiedyś kochałam, zwanej Chaosem.

Ostatnio znaczyły dla mnie coś zupełnie innego.

I kiedy przedzierał się przeze mnie tą piosenką, celowo zadając rany, które już były obnażone i nigdy się nie zagoiły, usłyszałam, jak Kellie warczała - Nie kupiłam tego gówna - i wiedziałam.

Ja.

Cholernie.

Wiedziałam.

Nie byłam tam, bo Kellie wpadła na szalony pomysł, żeby przywrócić mnie do życia.

Byłam tam z innego powodu.

Oderwałam wzrok od Hop’a i spojrzałam przez bar, wiedząc, co znajdę, zanim to znajdę.

Potem to znalazłam.

Z boku sceny, przy własnym stoliku z napisem RESERVED, siedział Tack Allen.

Towarzyszyła mu jego kobieta, Tyra.

Także ta, którą nazywali Lanie.

Gorzej.

Boz. Hound. Big Petey.

I Logan.

Mężczyźni kierowali swoją nienawiść do mnie. Uderzyła, toksyna pokryła moją skórę i wniknęła głęboko.

Kobiety wyglądały na zszokowane.

Dotarli do Kellie.

Dotarli do mojej dziewczyny.

A ona wskoczyła na pokład, karmiona obietnicami uleczenia ran, na które nie było lekarstwa, nie mając pojęcia, że ich gra mnie wykończy.

Zerwałam się z krzesła, wsuwając torebkę pod pachę i okrążyłam stół, kierując się w ich stronę, patrząc na przywódcę prowodyra.

Nowa kobieta Tacka.

- Millie! - Kellie krzyknęła.

Zignorowałam ją i szłam dalej, ocierając się o ludzi, omijając krzesła. Na długo zanim dotarłam do stołu Chaosu, wszyscy stali, mężczyźni w agresywnych pozycjach obronnych, kobiety niepewne.

Zatrzymałam się przy ich stoliku, Hound stanął głównie przede mną, ale ja nie spuszczałam wzroku z Tyry.

- Przestawań! - Krzyknęłam, wiedząc, że moja twarz była wykrzywiona, pewna, że była brzydka, ale nie przejmowałam się tym, potrzebowałam tylko jednej ostatniej rzeczy, zanim przestałabym istnieć.

A to miało na celu przekazanie mojej wiadomości.

– Ja… – zaczęła, ale przeniosłam wzrok na Tacka.

- Zatrzymaj ją! - zażądałam.

- Millie…

To był Logan. Był blisko. Słyszałam to i czułam to.

Ale miałam wzrok skierowany na Tacka, który wstrzykiwał mi do krwioobiegu jad swojego wzroku, jednocześnie otwierając usta, żeby coś powiedzieć.

Kellie odezwała się przed nim - Wy skurwysyny! - wrzasnęła - Pieprzone suki. Pograłyście mną! Wy cholerne pieprzone suki. Miałam wrobić własną przyjaciółkę! - wrzasnęła.

Tack przeniósł wzrok ze mnie na Kellie, a potem na swoją kobietę.

– Powiedz, że tego nie zrobiłaś – warknął.

Spojrzała na niego z bladą twarzą. – Kane, kochanie…

- Millie.

To znowu był Logan i poczułam jego rękę na sobie.

Płonęło.

Boże, płonęło.

Przypalało.

Paliło moje ciało do niczego.

Zaciekle wykręciłam rękę, wyrywając się, wpadając na Kellie i odchylając głowę do tyłu, by na niego spojrzeć.

Podniosłam rękę, wskazując palcem o cal od jego twarzy.

Nie mogłam ukryć agonii i nie obchodziło mnie to, kiedy krzyczałam - Niech przestaną!

– Mała… – zaczął, podnosząc rękę, ale zanim zdążył dosięgnąć mojej, oderwałam ją.

- Skończyłam przechodzić dla ciebie przez ogień, High! - Krzyknęłam - skończyłam nie dlatego, że skończyłam, ale dlatego, że nie zostało ze mnie nic do spalenia. Masz to wszystko! Zawsze miałeś wszystko! Ja poświęciłam wszystko, abyś ty mógł mieć to wszystko! Proszę! Boże! Zostaw mnie z niczym! - Wyciągnęłam rękę w stronę ich stolika - A jeśli chociaż raz dbałeś o mnie choć trochę, spraw, żeby oni pozwolili mi mieć moje nic!

Na tym szarpałam, rozpychałam się, zdesperowana, by dostać się do miejsca, w którym mogłabym całkowicie zniknąć i zrobić to sama. Dostałam za dużo za wcześnie i zapłaciłam za to odebraniem wszystkiego, więc to było wszystko, co kiedykolwiek miałam. Nic. Wszystko, czym kiedykolwiek będę. Sama. Z tym wszystkim, po raz ostatni przebiłam się przez płomienie, przedarłam się przez bar, na zewnątrz i pobiegłam do samochodu na wysokich obcasach.

Skazana na zniknięcie.

Gotowa, by zniknąć.

Niczego nie potrzebowałam, tylko zostawić to wszystko daleko za sobą.

*****

CDN




3 komentarze: