Wreszcie
(cz.2)
*****
High
High
czekał, trzymając swoją dziewczynę, upewniając się, że była w miejscu, w którym
nie było bólu i nie spieszył się, robiąc to.
Kiedy
był pewien, że odpoczywała, delikatnie się odsunął.
Następnie
ostrożnie zdjął jej buty, jeszcze ostrożniej ściągając kurtkę, wyciągnął spod
niej kołdrę, naciągnął ją na nią i mocno ją otulił.
Kiedy
to zrobił, nie patrzył na nią.
Nie
mógł.
Wspiąłby
się z nią z powrotem do łóżka, co oznaczało, że nie zrobiłby tego, co powinien
zrobić.
Zamiast
tego wyszedł z pokoju.
Wszyscy
tam byli. Rozeszła się wieść. Robiła to w takich czasach. Byli więc wszyscy
bracia. Były tam nawet Lanie, Elvira, żona Shy’a, Tabby i kobieta Jokera,
Carissa.
Spojrzał
prosto na Tacka, nie tracąc ani kroku na swojej drodze prowadzącej do drzwi.
-
Ona nie wychodzi – stwierdził.
-
High, ty też nie powinieneś wychodzić. Nie, jeśli twoje gówno nie jest zebrane.
Pada śnieg — odparł Tack.
Zatrzymał
się z ręką na klamce i spojrzał z powrotem na brata.
-
Więc wyświadcz mi solidną przysługę i przynieś jedzenie, bo jeśli wrócę i nie
będzie mi łatwo zabrać jej do mojego kampera, będziemy pracować nad resztą
naszego gówna tutaj i rozważać, co właśnie się stało, a to zajmie trochę czasu.
Po
tym wyszedł na śnieg.
Tego
ranka wziął swojego pickupa, wiedząc, że pogoda się zmieniała.
Wsiadł
więc do kabiny, uruchomił silnik i wytoczył się z Ride.
Śnieg
był ciężki, lepił się, ale drogi nie były złe, kiedy jechał tam, dokąd potrzebował
się udać.
Zaparkował
przed domem, poszedł szybkim krokiem po chodniku i przycisnął palec do dzwonka,
nie waląc w drzwi, jak chciał, a zdejmując palec z guzika tylko dlatego, że w
środku mogły być dzieci.
Drzwi
uchyliły się, niewiele, tylko szpara, ale wysunęła głowę i spojrzała na niego.
–
Jasna cholera, Lo… – Dottie zaczęła oddychać z szeroko otwartymi oczami.
-
Nie powiedziałaś mi - warknął, obserwując jej bladą twarz i wiedział, że jego
domysły były słuszne.
Millie
podzieliła się z siostrą.
A
jej siostra nie podzieliła się z nim.
-
Logan - wyszeptała.
–
Nie obchodziłoby mnie to i ty to wiesz, kobieto - Podniósł rękę, by dźgnąć w nią
palcem - Wiesz, że mam to w dupie, a ty i tak jej na to pozwoliłaś.
Otworzyła
drzwi tylko po to, by się przez nie przecisnąć i zapytała - Czy coś się stało?
-
Millie leży w moim łóżku w Kompleksie omdlała, popieprzona, odeszła. Podzieliła się, Dot.
Powiedziała mi, dlaczego mnie odstrzeliła. Zrobiła to i rozpadła się na moich
cholernych oczach, w końcu dała mi to pieprzone gówno, a ty cholernie wiedziałaś i nie powiedziałaś ni chuja.
Jej
blada twarz zbielała, a w oczach pojawił się ból.
–
Nie dała się odwieść od tego – powiedziała ostrożnie.
–
Więc co, kurwa? - High odwarknął - Wiedziałaś
i mogłaś mi powiedzieć i powstrzymać jej ból, bo ja z pewnością, kurwa, powstrzymałbym
jej ból i wiesz o tym.
Potrząsnęła
głową – Nie mogłam, Logan. Ona jest moją siostrą. Kocham ją. Nie wiesz jaka
była. Nie mogłam…
–
Wiem, jaka była – warknął High - Minęło dwadzieścia lat, a ja mam jej ból bez
przytomność w łóżku, Dot.
–
Nie – powiedziała ostro - Nie wiesz. To było złe, Loganie. Bardzo złe. Nie mogłam
sprzeciwić się jej życzeniom.
-
Mogłaś i powinnaś to zrobić. I ty to cholernie wiesz – odpalił.
–
Oboje tak bardzo chcieliście mieć dzieci – wyszeptała.
-
Nie - mruknął - Chciałem Millie. Wiedziałaś to. Cholernie wiedziałaś.
-
Low…
Odchylił
się, ale nie spuszczał jej wzroku – Czy ona wiedzie dobre życie, Dot? Hm?
Ruszyła dalej i uznałabyś ją za szczęśliwą?
Oczy
Dottie zwilgotniały.
Wnętrzności
High’a zapłonęły.
Nie
zrobiła tego.
Tak
jak on, jego dziewczyna przeżyła dwadzieścia lat w ogniu.
-
Tak - warknął.
–
Nie wiesz, jaka była.
-
Nie, nie wiedziałem tego. Ale dowiedziałem się pół godziny temu, kobieto, czyli
dwadzieścia lat za późno.
Wzdrygnęła
się.
Lubił
ją, kiedyś kochał ją jak siostrę, którą miała być do końca życia, ale co
więcej, miał gówno, którym musiał się zająć.
Więc
ustąpił.
-
Naprawię to.
Jej
oczy znowu stały się duże.
-
C-co? - jąkała się.
Nie
powtórzył się.
Rozkazał
- A kiedy to będę robił, wspieraj mnie. Spraw, by ten twój mężczyzna mnie wspierał.
Spraw, by Justine i Kellie mnie wspierały. I ty będziesz współpracować ze mną,
ale ja muszę w tym manewrować, by poprowadzić moją dziewczynę z powrotem do
szczęścia.
Łza
spłynęła po jej policzku, gdy patrzyła na niego z rozchylonymi ustami.
Kiedy
wydawało się, że nie mogła mówić, podpowiedział - Słyszysz?
Jej
głowa zadrżała.
–
Słyszę, Low – powiedziała cicho.
-
Nie spieprz tego znowu, Dot - ostrzegł, po czym kontynuował - Po pierwsze,
zahamuj jej wszelkie ruchy, by wydostać się z Denver.
Kolejna
łza uciekła, ale jej usta wykrzywiły się, gdy mruknęła - Wygląda na to, że
kobiety Cross mają swój typ. Władczy.
Czy
ona była poważna?
-
Nie sądzę, żeby cokolwiek w tym momencie było zabawne – warknął.
Zacisnęła
usta, zanim skinęła głową i powiedziała - Racja. Oczywiście. Uważaj hamulce za włączone
- Przechyliła głowę na bok – Chcesz wyjść ze śniegu i wejść do środka, gdzie
jest ciepło, żeby mną rządzić? Jeśli to zrobisz, zrobię kakao i przedstawię cię
moim dzieciom.
Nie
chciał kakao.
Chciał
poznać jej dzieci.
I
pieprzyć go, był na nią wkurzony jak cholera, ale jednocześnie zapomniał, jak bardzo
lubił tę sukę.
-
Masz ważną pracę, skup się i nie spieprz tego - powiedział w odpowiedzi.
-
Tak jest, Kapitanie!
Kurwa,
siostry Cross.
Wrzody
na dupie i zbyt cholernie słodkie dla ich własnego dobra.
Dottie
demonstrowała głównie pierwszą część, a on miał przerąbane, bo był wkurzony
ponad wszelką miarę, a nadal mu się to podobało.
Chryste.
-
Bierz się za to - mruknął, odwracając się - Mam gówno do zrobienia.
Odsunął
się od jej werandy, ale zatrzymał się i obrócił z powrotem do niej, kiedy
zawołała jego imię.
–
Tęskniłam – powiedziała, jej twarz była łagodna, głos miękki, słowa złagodziły
paskudne ukłucie, z którym żył tak długo, że stało się częścią jego samego -
Odpuść mi moje spieprzenie, a ja odpuszczę to gówno, które robiłeś przez
ostatnie parę miesięcy. Zacznę to wszystko od stwierdzenia, że cieszę się, że
jesteś z powrotem, Logan.
Patrzył
na nią przez chwilę i nic nie powiedział.
Potem
odwrócił się od niej i odszedł, wciąż czując to ukłucie, ale nagle przestało
tak cholernie boleć.
Nie
oglądając się za jej dom, wsiadł do swojego pickupa, odpalił, podjął decyzję i
wykorzystał swoją szansę, zanim śnieg się pogorszył.
Pojechał
do swojego kampera.
Tam
spakował torbę.
Następnie
pojechał do Kompleksu.
Poruszał
się po przestrzeni pełnej ludzi, których to obchodziło i martwiło.
Poruszając
się, zapytał Tacka - Jedzenie w pokoju?
-
Tak - odpowiedział Tack.
-
Zabierz to do mojego pickupa - rozkazał.
Usta
Tacka zadrżały.
High
zignorował to i poszedł do swojego pokoju, co oznaczało, że wyruszył z powrotem
przez przestrzeń zatłoczoną ludźmi, niosąc totalnie nieprzytomną Millie.
Big
Petey powlókł się przed nim tylko po to, by otworzyć drzwi na tylne siedzenie kabiny,
żeby High mógł wejść i ostrożnie ją tam położyć.
Cicho
zamknął drzwi, odwrócił się i zobaczył Pete’a stojącego na swoim miejscu, Tacka
kilka stóp dalej i Cherry stojącą u boku swojego mężczyzny.
-
Wracajcie do domu – rozkazał im, gdy wokół nich padał gęsty śnieg.
-
Dobrze się czujesz? - zapytał Pete.
High
spojrzał na Pete’a.
-
Będę - oświadczył i odwrócił się, ocierając się o Big Petey’a.
Otworzył
drzwi, wsiadł i pojechał coraz gorszymi drogami do domu Millie.
Wniósł
ją do środka, położył do jej własnego łóżka w pokoju, który został
uporządkowany, prawdopodobnie przez Dot, kiedy Millie nie było.
Obraz
był znowu doskonały.
Będzie
musiała zrobić temu pa-pa na pożegnanie.
High
nie żył nieskazitelnie.
Ani
jego Millie.
High
wrócił do swojego pickupa, wziął torbę i zakupy i przyniósł je.
Odłożył
gówno, które miało trafić do lodówki. Inne gówno zostawiał tam, gdzie znalazło
się miejsce na blatach.
Zanim
zdjął buty, by usiąść na otomanie przy jej fotelu krześle, wpatrywał się w
skrzynię, zastanawiając się, jak ją odzyskała i dochodząc do wniosku, że dowie
się o tym, gdy przebrną przez dwadzieścia lat kolosalnego popieprzenia.
Po
prostu cieszył się, że to nie zniknęło.
Zostawił
buty na podłodze, gdzie je zdjął.
Rzucił
swoją kurtkę na jej kanapę.
Potem
wrócił do jej pokoju, wszedł z nią pod kołdrę, wziął ją w ramiona i zaplątał
się w Millie.
Czuł
się tak dobrze, śpiąc z nią wplecioną w niego, jakby stracił kończynę, która w
cudowny sposób odrosła.
Uniósł
podbródek tak, że jego twarz znalazła się na czubku jej włosów.
Zrezygnowałam z ciebie,
przeszłam przez ogień, żeby to zrobić, ale zrobiłam to. Na końcu to zrobiłam.
Dałam ci wszystko.
Spieprzył
czyniąc to, co wykonał na polu Dzikiego Billa i wszystko później, każąc jej ponieść
pokutę za grzech, którego nigdy nie popełniła.
Ale
on to naprawi.
Teraz
była jego kolej.
Wreszcie,
kurwa, wreszcie.
To
była jego kolej, by dać jej wszystko.
*****
Dwadzieścia lat temu…
Logan
stał w łazience swojej i Millie, trzymając w dłoni małe, różowe, płaskie,
okrągłe pudełeczko.
Zostało
otwarte.
To
było puste.
Znał
jej cykl, więc wiedział, że to nie było w porządku.
Była
bliska ukończenia studiów.
Jego
dziewczyna na to zapracowała. Zapracowała sobie na to. Pracowała, żeby to
zdobyć, żeby mu to dać, i udało jej się.
Trzy
lata i miała skończyć studia.
I
wiedział po pustym pudełeczku po pigułkach w swojej dłoni, że nie kręciła się
wokół zdobywania dyplomu, nie zamierzała kręcić się wokół innych rzeczy, które
były jeszcze ważniejsze.
Uśmiechnął
się do pudełka po pigułkach, przypominając sobie ich rozmowę sprzed tygodnia.
–
Chcesz, żeby to była niespodzianka? - zapytała.
–
Co chcę, by było niespodzianką? - zapytał z powrotem.
Leżała
na nim naga w ich łóżku i podciągnęła się tak, że byli twarzą w twarz.
–
Kiedy zajdę w ciążę – wyszeptała, a on poczuł ciepło w brzuchu tak kurewsko
ciepłe, że na myśl o jego Millie z jego dzieckiem rosnącym w niej było jak
papka – Chcesz to zaplanować, czy wolisz, żeby to było niespodzianką?
Przesunął
dłonią po jej plecach i we włosach – Czego ty chcesz, piękna?
–
Niespodzianka – szepnęła.
–
W takim razie to będziemy mieli.
Uśmiechnęła
się szczęśliwym, triumfalnym uśmiechem i wiedział wtedy to, co wiedział, stojąc
w łazience tydzień później.
Jego
Millie się nie opieprzała.
Zamknął
pudełeczko i wrzucił je z powrotem do apteczki.
Następnie
Logan wyszedł z łazienki, aby znaleźć swoją kobietę i pomóc jej w jej
wysiłkach, by się nie opieprzać. Ale zamierzał to zrobić, dużo się pieprząc.
Zamierzał
cieszyć się tym. Znał to z całej masy praktyki, którą już mieli.
Zamierzał
również cieszyć się obserwowaniem, jak przybiera na wadze z jego dzieckiem.
Zamierzał z radością pomagać jej w wypełnianiu ich domu dziećmi. Będzie mu się
podobało przebywanie u jej boku i obserwowanie, jak dorastają.
A
miała być cholernie genialną mamą. Miała dobrą. Jej siostra była gównem. Jej
ojciec był solidny. Była najlepszą kobietą, jaką mężczyzna mógł znaleźć.
Skopiłaby
tyłek macierzyństwu.
Zastał
ją w kuchni, gotującą.
Pieprzył
ją na podłodze.
Kolacja
była zrujnowana.
Żadnego
z nich to nie obchodziło. Po prostu wskoczyli na jego motocykl i pojechali po
jedzenie.
Logan
nigdy nie wspomniał, że widział, że wyrzuciła tabletki.
Potem,
przez sześć miesięcy, obserwował, jak próbowała ukrywać powoli narastające
zmiany w jej zachowaniu, aby uchronić go przed zmartwieniem, które czasami
łapał w jej oczach, gdy wszystko inne pozostawało takie samo.
Wliczając
w to pieprzenie się jak króliki, kiedy tylko się dało, i jego dziewczynę, która
nigdy nie zaszła w ciążę.
Zrobił
to nie wiedząc, że przeżyje dwadzieścia lat, zanim się dowie, że nakarmiła go
bzdurami na temat tego, co to wszystko znaczyło.
Zrobił
to nie wiedząc przez to wszystko, że powinien był wspomnieć o tych pieprzonych
pigułkach.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń