sobota, 1 kwietnia 2023

10 - Wreszcie (cz.2)

 

 ROZDZIAŁ 10

Wreszcie (cz.2)

*****

High

High czekał, trzymając swoją dziewczynę, upewniając się, że była w miejscu, w którym nie było bólu i nie spieszył się, robiąc to.

Kiedy był pewien, że odpoczywała, delikatnie się odsunął.

Następnie ostrożnie zdjął jej buty, jeszcze ostrożniej ściągając kurtkę, wyciągnął spod niej kołdrę, naciągnął ją na nią i mocno ją otulił.

Kiedy to zrobił, nie patrzył na nią.

Nie mógł.

Wspiąłby się z nią z powrotem do łóżka, co oznaczało, że nie zrobiłby tego, co powinien zrobić.

Zamiast tego wyszedł z pokoju.

Wszyscy tam byli. Rozeszła się wieść. Robiła to w takich czasach. Byli więc wszyscy bracia. Były tam nawet Lanie, Elvira, żona Shy’a, Tabby i kobieta Jokera, Carissa.

Spojrzał prosto na Tacka, nie tracąc ani kroku na swojej drodze prowadzącej do drzwi.

- Ona nie wychodzi – stwierdził.

- High, ty też nie powinieneś wychodzić. Nie, jeśli twoje gówno nie jest zebrane. Pada śnieg — odparł Tack.

Zatrzymał się z ręką na klamce i spojrzał z powrotem na brata.

- Więc wyświadcz mi solidną przysługę i przynieś jedzenie, bo jeśli wrócę i nie będzie mi łatwo zabrać jej do mojego kampera, będziemy pracować nad resztą naszego gówna tutaj i rozważać, co właśnie się stało, a to zajmie trochę czasu.

Po tym wyszedł na śnieg.

Tego ranka wziął swojego pickupa, wiedząc, że pogoda się zmieniała.

Wsiadł więc do kabiny, uruchomił silnik i wytoczył się z Ride.

Śnieg był ciężki, lepił się, ale drogi nie były złe, kiedy jechał tam, dokąd potrzebował się udać.

Zaparkował przed domem, poszedł szybkim krokiem po chodniku i przycisnął palec do dzwonka, nie waląc w drzwi, jak chciał, a zdejmując palec z guzika tylko dlatego, że w środku mogły być dzieci.

Drzwi uchyliły się, niewiele, tylko szpara, ale wysunęła głowę i spojrzała na niego.

– Jasna cholera, Lo… – Dottie zaczęła oddychać z szeroko otwartymi oczami.

- Nie powiedziałaś mi - warknął, obserwując jej bladą twarz i wiedział, że jego domysły były słuszne.

Millie podzieliła się z siostrą.

A jej siostra nie podzieliła się z nim.

- Logan - wyszeptała.

– Nie obchodziłoby mnie to i ty to wiesz, kobieto - Podniósł rękę, by dźgnąć w nią palcem - Wiesz, że mam to w dupie, a ty i tak jej na to pozwoliłaś.

Otworzyła drzwi tylko po to, by się przez nie przecisnąć i zapytała - Czy coś się stało?

- Millie leży w moim łóżku w Kompleksie omdlała, popieprzona, odeszła. Podzieliła się, Dot. Powiedziała mi, dlaczego mnie odstrzeliła. Zrobiła to i rozpadła się na moich cholernych oczach, w końcu dała mi to pieprzone gówno, a ty cholernie wiedziałaś i nie powiedziałaś ni chuja.

Jej blada twarz zbielała, a w oczach pojawił się ból.

– Nie dała się odwieść od tego – powiedziała ostrożnie.

– Więc co, kurwa? - High odwarknął - Wiedziałaś i mogłaś mi powiedzieć i powstrzymać jej ból, bo ja z pewnością, kurwa, powstrzymałbym jej ból i wiesz o tym.

Potrząsnęła głową – Nie mogłam, Logan. Ona jest moją siostrą. Kocham ją. Nie wiesz jaka była. Nie mogłam…

– Wiem, jaka była – warknął High - Minęło dwadzieścia lat, a ja mam jej ból bez przytomność w łóżku, Dot.

– Nie – powiedziała ostro - Nie wiesz. To było złe, Loganie. Bardzo złe. Nie mogłam sprzeciwić się jej życzeniom.

- Mogłaś i powinnaś to zrobić. I ty to cholernie wiesz – odpalił.

– Oboje tak bardzo chcieliście mieć dzieci – wyszeptała.

- Nie - mruknął - Chciałem Millie. Wiedziałaś to. Cholernie wiedziałaś.

- Low…

Odchylił się, ale nie spuszczał jej wzroku – Czy ona wiedzie dobre życie, Dot? Hm? Ruszyła dalej i uznałabyś ją za szczęśliwą?

Oczy Dottie zwilgotniały.

Wnętrzności High’a zapłonęły.

Nie zrobiła tego.

Tak jak on, jego dziewczyna przeżyła dwadzieścia lat w ogniu.

- Tak - warknął.

– Nie wiesz, jaka była.

- Nie, nie wiedziałem tego. Ale dowiedziałem się pół godziny temu, kobieto, czyli dwadzieścia lat za późno.

Wzdrygnęła się.

Lubił ją, kiedyś kochał ją jak siostrę, którą miała być do końca życia, ale co więcej, miał gówno, którym musiał się zająć.

Więc ustąpił.

- Naprawię to.

Jej oczy znowu stały się duże.

- C-co? - jąkała się.

Nie powtórzył się.

Rozkazał - A kiedy to będę robił, wspieraj mnie. Spraw, by ten twój mężczyzna mnie wspierał. Spraw, by Justine i Kellie mnie wspierały. I ty będziesz współpracować ze mną, ale ja muszę w tym manewrować, by poprowadzić moją dziewczynę z powrotem do szczęścia.

Łza spłynęła po jej policzku, gdy patrzyła na niego z rozchylonymi ustami.

Kiedy wydawało się, że nie mogła mówić, podpowiedział - Słyszysz?

Jej głowa zadrżała.

– Słyszę, Low – powiedziała cicho.

- Nie spieprz tego znowu, Dot - ostrzegł, po czym kontynuował - Po pierwsze, zahamuj jej wszelkie ruchy, by wydostać się z Denver.

Kolejna łza uciekła, ale jej usta wykrzywiły się, gdy mruknęła - Wygląda na to, że kobiety Cross mają swój typ. Władczy.

Czy ona była poważna?

- Nie sądzę, żeby cokolwiek w tym momencie było zabawne – warknął.

Zacisnęła usta, zanim skinęła głową i powiedziała - Racja. Oczywiście. Uważaj hamulce za włączone - Przechyliła głowę na bok – Chcesz wyjść ze śniegu i wejść do środka, gdzie jest ciepło, żeby mną rządzić? Jeśli to zrobisz, zrobię kakao i przedstawię cię moim dzieciom.

Nie chciał kakao.

Chciał poznać jej dzieci.

I pieprzyć go, był na nią wkurzony jak cholera, ale jednocześnie zapomniał, jak bardzo lubił tę sukę.

- Masz ważną pracę, skup się i nie spieprz tego - powiedział w odpowiedzi.

- Tak jest, Kapitanie!

Kurwa, siostry Cross.

Wrzody na dupie i zbyt cholernie słodkie dla ich własnego dobra.

Dottie demonstrowała głównie pierwszą część, a on miał przerąbane, bo był wkurzony ponad wszelką miarę, a nadal mu się to podobało.

Chryste.

- Bierz się za to - mruknął, odwracając się - Mam gówno do zrobienia.

Odsunął się od jej werandy, ale zatrzymał się i obrócił z powrotem do niej, kiedy zawołała jego imię.

– Tęskniłam – powiedziała, jej twarz była łagodna, głos miękki, słowa złagodziły paskudne ukłucie, z którym żył tak długo, że stało się częścią jego samego - Odpuść mi moje spieprzenie, a ja odpuszczę to gówno, które robiłeś przez ostatnie parę miesięcy. Zacznę to wszystko od stwierdzenia, że cieszę się, że jesteś z powrotem, Logan.

Patrzył na nią przez chwilę i nic nie powiedział.

Potem odwrócił się od niej i odszedł, wciąż czując to ukłucie, ale nagle przestało tak cholernie boleć.

Nie oglądając się za jej dom, wsiadł do swojego pickupa, odpalił, podjął decyzję i wykorzystał swoją szansę, zanim śnieg się pogorszył.

Pojechał do swojego kampera.

Tam spakował torbę.

Następnie pojechał do Kompleksu.

Poruszał się po przestrzeni pełnej ludzi, których to obchodziło i martwiło.

Poruszając się, zapytał Tacka - Jedzenie w pokoju?

- Tak - odpowiedział Tack.

- Zabierz to do mojego pickupa - rozkazał.

Usta Tacka zadrżały.

High zignorował to i poszedł do swojego pokoju, co oznaczało, że wyruszył z powrotem przez przestrzeń zatłoczoną ludźmi, niosąc totalnie nieprzytomną Millie.

Big Petey powlókł się przed nim tylko po to, by otworzyć drzwi na tylne siedzenie kabiny, żeby High mógł wejść i ostrożnie ją tam położyć.

Cicho zamknął drzwi, odwrócił się i zobaczył Pete’a stojącego na swoim miejscu, Tacka kilka stóp dalej i Cherry stojącą u boku swojego mężczyzny.

- Wracajcie do domu – rozkazał im, gdy wokół nich padał gęsty śnieg.

- Dobrze się czujesz? - zapytał Pete.

High spojrzał na Pete’a.

- Będę - oświadczył i odwrócił się, ocierając się o Big Petey’a.

Otworzył drzwi, wsiadł i pojechał coraz gorszymi drogami do domu Millie.

Wniósł ją do środka, położył do jej własnego łóżka w pokoju, który został uporządkowany, prawdopodobnie przez Dot, kiedy Millie nie było.

Obraz był znowu doskonały.

Będzie musiała zrobić temu pa-pa na pożegnanie.

High nie żył nieskazitelnie.

Ani jego Millie.

High wrócił do swojego pickupa, wziął torbę i zakupy i przyniósł je.

Odłożył gówno, które miało trafić do lodówki. Inne gówno zostawiał tam, gdzie znalazło się miejsce na blatach.

Zanim zdjął buty, by usiąść na otomanie przy jej fotelu krześle, wpatrywał się w skrzynię, zastanawiając się, jak ją odzyskała i dochodząc do wniosku, że dowie się o tym, gdy przebrną przez dwadzieścia lat kolosalnego popieprzenia.

Po prostu cieszył się, że to nie zniknęło.

Zostawił buty na podłodze, gdzie je zdjął.

Rzucił swoją kurtkę na jej kanapę.

Potem wrócił do jej pokoju, wszedł z nią pod kołdrę, wziął ją w ramiona i zaplątał się w Millie.

Czuł się tak dobrze, śpiąc z nią wplecioną w niego, jakby stracił kończynę, która w cudowny sposób odrosła.

Uniósł podbródek tak, że jego twarz znalazła się na czubku jej włosów.

Zrezygnowałam z ciebie, przeszłam przez ogień, żeby to zrobić, ale zrobiłam to. Na końcu to zrobiłam. Dałam ci wszystko.

Spieprzył czyniąc to, co wykonał na polu Dzikiego Billa i wszystko później, każąc jej ponieść pokutę za grzech, którego nigdy nie popełniła.

Ale on to naprawi.

Teraz była jego kolej.

Wreszcie, kurwa, wreszcie.

To była jego kolej, by dać jej wszystko.

*****

Dwadzieścia lat temu…

Logan stał w łazience swojej i Millie, trzymając w dłoni małe, różowe, płaskie, okrągłe pudełeczko.

Zostało otwarte.

To było puste.

Znał jej cykl, więc wiedział, że to nie było w porządku.

Była bliska ukończenia studiów.

Jego dziewczyna na to zapracowała. Zapracowała sobie na to. Pracowała, żeby to zdobyć, żeby mu to dać, i udało jej się.

Trzy lata i miała skończyć studia.

I wiedział po pustym pudełeczku po pigułkach w swojej dłoni, że nie kręciła się wokół zdobywania dyplomu, nie zamierzała kręcić się wokół innych rzeczy, które były jeszcze ważniejsze.

Uśmiechnął się do pudełka po pigułkach, przypominając sobie ich rozmowę sprzed tygodnia.

– Chcesz, żeby to była niespodzianka? - zapytała.

– Co chcę, by było niespodzianką? - zapytał z powrotem.

Leżała na nim naga w ich łóżku i podciągnęła się tak, że byli twarzą w twarz.

– Kiedy zajdę w ciążę – wyszeptała, a on poczuł ciepło w brzuchu tak kurewsko ciepłe, że na myśl o jego Millie z jego dzieckiem rosnącym w niej było jak papka – Chcesz to zaplanować, czy wolisz, żeby to było niespodzianką?

Przesunął dłonią po jej plecach i we włosach – Czego ty chcesz, piękna?

– Niespodzianka – szepnęła.

– W takim razie to będziemy mieli.

Uśmiechnęła się szczęśliwym, triumfalnym uśmiechem i wiedział wtedy to, co wiedział, stojąc w łazience tydzień później.

Jego Millie się nie opieprzała.

Zamknął pudełeczko i wrzucił je z powrotem do apteczki.

Następnie Logan wyszedł z łazienki, aby znaleźć swoją kobietę i pomóc jej w jej wysiłkach, by się nie opieprzać. Ale zamierzał to zrobić, dużo się pieprząc.

Zamierzał cieszyć się tym. Znał to z całej masy praktyki, którą już mieli.

Zamierzał również cieszyć się obserwowaniem, jak przybiera na wadze z jego dzieckiem. Zamierzał z radością pomagać jej w wypełnianiu ich domu dziećmi. Będzie mu się podobało przebywanie u jej boku i obserwowanie, jak dorastają.

A miała być cholernie genialną mamą. Miała dobrą. Jej siostra była gównem. Jej ojciec był solidny. Była najlepszą kobietą, jaką mężczyzna mógł znaleźć.

Skopiłaby tyłek macierzyństwu.

Zastał ją w kuchni, gotującą.

Pieprzył ją na podłodze.

Kolacja była zrujnowana.

Żadnego z nich to nie obchodziło. Po prostu wskoczyli na jego motocykl i pojechali po jedzenie.

Logan nigdy nie wspomniał, że widział, że wyrzuciła tabletki.

Potem, przez sześć miesięcy, obserwował, jak próbowała ukrywać powoli narastające zmiany w jej zachowaniu, aby uchronić go przed zmartwieniem, które czasami łapał w jej oczach, gdy wszystko inne pozostawało takie samo.

Wliczając w to pieprzenie się jak króliki, kiedy tylko się dało, i jego dziewczynę, która nigdy nie zaszła w ciążę.

Zrobił to nie wiedząc, że przeżyje dwadzieścia lat, zanim się dowie, że nakarmiła go bzdurami na temat tego, co to wszystko znaczyło.

Zrobił to nie wiedząc przez to wszystko, że powinien był wspomnieć o tych pieprzonych pigułkach.


 

2 komentarze: